ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
186 cm
prywatny detektyw Aegis Inquiries
Awatar użytkownika
Thâa khun mâi sûu phêua sǐng thîi tânng-kaan, kôo yàa róong-hâi hâi kàp sǐng thîi khun mâi mii.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powoli dochodził do siebie po tym cholernym postrzale. Nie spodziewał sie, że tyle czasu mu to zajmie. Co prawda jeszcze trochę utykał, przy postawieniu źle nogi bolało i wtedy nie było tak super. Dlaczego jeszcze przez jakiś czas nie jest w stanie wrócić do pracy na pełen etat, ale nie ma co ukrywać, że taki odpoczynek mu sie przyda, bo miał wiele zaległości, jeśli chodzi o obowiązki domowe. Nie chciał też nikogo prosić o ogarnięcie mu mieszkania czy gotowanie. Tak, jest typem człowieka Zosia samosia i jak sam nie może to zostawi, chociaż go wtedy szlak trafia przez bezczynność. Lubił wykonywać domowe obowiązki, tym bardziej, że jego biuro znajduje sie w jego mieszkaniu, jednak zrobił to tak, że przyszli czy obecni klienci nie maja dostępu do jego przestrzeni prywatnej. Nie ma takiej opcji, to miejsce, w którym odpoczywa od tego wszystkiego. To jego azyl. Nie chce też, aby obcy ludzie mieli kontakt z jego zwierzakami. Dla nich to za wiele i nie chciał ich dodatkowo denerwować. Założył specjalną bramkę, aby nikt nie mógł wejść, a one wyjdą. Ludzie są różni, a on bardzo dba o komfort – swój i swoich pupili, bo gdzie ma sie człowiek czuć bezpieczniej i komfortowo jak nie we własnym domu. To on powinien być naszą ostoją i miejscem, gdzie czujemy sie bezpiecznie i możemy odpocząć. Tak uważa Sarin, nikomu tego nie narzuca, jednak jego dom to jego zasady, prawda? Jak komuś coś nie odpowiada to może wyjść, tak samo jak kto mówi źle o jego zwierzakach. W kiedy ktoś do niego przychodzi jest informowany o tym kto jeszcze z nim mieszka, jak ktoś tego nie akceptuje to po prostu nie przychodzi, on nie ma zamiaru zamykać swoich pupili w sypialni, to ich dom.
Dzisiaj jednak miał randkę. Tak dawno się z nikim nie spotykał, że czasem czuł się jak taki nastolatek. Od czasu do czasu z kimś się widział i po prostu była to relacja czysto fizyczna – seks i tyle. Nie angażował się emocjonalnie, jednak z Harrym wyszło coś innego, mały romansik, wspólne spędzanie czasu ze sobą. Każdy człowiek tego potrzebuje, nie ważne kim jest.
Cieszył się, że może wyjść z domu i miło spędzić czas, bo w zasadzie tylko pracuje, nic więcej, więc spokojnie można go nazwać pracoholikiem i będzie to prawda.
Wiedział czym się zajmuje Harry, więc podjechał po niego pod kościół w którym chłopak pracuje. Bawiło go, że w zasadzie pochodzą z zupełnie różnych światów – on kościelny, a Inn praktycznie nie wierzący.
Zaparkował samochód, wysiadł i kiedy zobaczył znajomą sobie sylwetkę uśmiechnął się.
- Chyba oboje cierpimy na pracoholizm - uśmiechnął się podchodząc.

Harry Dillion
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
26 y/o
Welkom in Canada
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Jego codzienność zazwyczaj była nijaka. Oczywiście nie, gdy mieszkał w Nowym Jorku i był kimś innym. W swoim poprzednim wcieleniu jego życie było wypełnione zabawą i przyjemnościami, nawet jeśli sporą część dnia wypełniała praca w szpitalu i długie godziny stażu, dyżurów czy też nauki. Bo nawet jeśli skończył już swoje studia, to praca lekarza opierała się na ciągłej nauce nie tylko nowych leków czy metod, ale przede wszystkim czytania publikacji dotyczących poszczególnych przypadków. W sumie to właśnie czytanie o tych przypadkach podobało mu się najbardziej. Nie wiedział dlaczego, ale lubił czytać historie ludzi, ich chorób i tego, w jaki sposób zespół lekarzy i innych specjalistów pomagał im powrócić do zdrowia.
   Jednak obecnie jedyne co miał, to zamiatanie podług w kościele, granie na mszach i próbę złapania czegokolwiek, co mogłoby mu w jakikolwiek sposób przepędzić tę nudną rutynę. Od czasu gdy tylko znalazł się w Programie Ochrony Świadków, to jego życie wywróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. I najgorsze w tym wszystkim nie było to, że musiał udawać kogoś innego, nie mogąc mówić o swoim dawnym życiu nikomu, bo do tego w sumie szybko się przyzwyczaił. Udawanie przychodziło mu bowiem niezwykle łatwo. Nie wiedział, co to o nim świadczyło, ale tak było. I o dziwo, nie czuł się z tym źle, że musiał oszukiwać ludzi. Tłumaczył to sobie tym, że robił to dla swojego własnego bezpieczeństwa, jak również nie uznawał to za prawdziwe kłamstwo, bo od chwili przeniesienia się do Toronto musiał być kimś innym, więc przejmował całą historię i osobowość osoby, którą miał się stać. Nie kłamał więc.
   Najbardziej przeszkadzało mu jednak przeniesienie się z żywego i wiecznie rozświetlonego Nowego Jorku do znacznie spokojniejszego Toronto. Zmiana ta, chociaż dla niektórych z pewnością nie byłaby duża, tak Harry’emu wydała się wyjątkowo istotna. Zatęsknił więc za smrodem, neonami i tłokiem. Poczuł ogromną nostalgię i pierwsze kilkanaście nocy, które spędził w Toronto były dla niego niezwykle ciężkie.
   Powoli zaczął się jednak oswajać, zwłaszcza gdy na swojej drodze poznawał kolejnych ludzi, którzy nie byli jedynie parafianami. Nie wiedział, jak będzie wyglądać jego nowe życie. Świadomość tego, że będzie musiał udawać księdza jedynie podbijała jego obawy i strach, że będzie tragicznie. Okazało się, że chociaż to co robił obecnie nie przypominało tego, co robił dawniej, to musiał przyznać, że obawy okazały się nieco na wyrost. Kościół anglikański nie był aż tak konserwatywny, jak jego katolicki odpowiednik, co sprawiło, że nieco mu ulżyło. Nie mówiąc już o tym, że mógł randkować. Nie robił tego zbyt często. Dziwnie się czuł myśląc o tym, w jaki sposób ktoś inny może zareagować na wiadomość, że umawia się z księdzem.
   Dlatego zaskoczyło go to, że spotkał się z Sarinem i ten nie uciekł z krzykiem, gdy dowiedział się, że Harry był wikarym. Było to w pewnym sensie niezwykle miłe, zwłaszcza że teraz Harry miał wrażenie, że mógł mu powiedzieć wszystko i nie być o to osądzony wyjątkowo negatywnie.
   Uśmiechnął się, widząc, jak znajomy samochód podjechał pod kościół. Jakaś część jego ciała zdenerwowała się na myśl, że ludzie mogą widzieć go, jak wsiada do obcego samochodu. Nie chciał ukrywać się ze swoją orientacją, jak również z faktem, że umawia się z kimś, jednak widok księdza romansującego z innym mężczyzną z pewnością mógł wywołać lekkie poruszenie. Z drugiej jednak strony cieszył się, bo przyjemnie mu się rozmawiało z detektywem.
   – W życiu trzeba coś robić – powiedział, rozkładając ręce. Oczywiście on w swoim życiu wolałby robić coś innego niż zamiatanie podłóg. Uśmiechnął się szeroko, zastanawiając, jak właściwie może zakończyć się ten dzień.

Sarin Rattanakosin
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”