ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
175 cm
barman Archeo
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dean Vanberg aktualnie był jego największym koszmarem. Odkąd tylko się poznali, każda ich rozmowa praktycznie dotyczyła seksu, do którego George nie dawał się namówić. Uważał tancerza za kogoś, kto lubił przygodny seks, i zupełnie nie pasował mu on do osoby, która mogłaby chcieć zobowiązań i związku. A Whitcroft, pomimo braku doświadczenia w tych sprawach, nie chciał, by jego relacja wyglądała właśnie w ten sposób. Chciał spróbować związku, zakochać się i spędzać miłe chwile z drugą osobą. Randka powinna być dla niego przyjemnością, a nie przymusem.
Bo właśnie tak czuł się teraz, kiedy z wielką niechęcią szykował się na wyjście do restauracji wybranej przez Deana. W wiadomości dostał tylko adres i godzinę, na którą miał się stawić, ponieważ nie zgodził się, by tancerz po niego przyjechał. Jeszcze jego rodzice zobaczyliby ich razem i dopiero byłoby! Może gdzieś tam kiedyś napomknął, że umówił się raz z chłopakiem, ale temat jego orientacji nigdy nie był poruszany przy rodzinnym stole. Może rodzice sami się domyślili i nie naciskali, dopóki sam oficjalnie się nie przyzna. Chociaż on sam jeszcze nie wiedział, czy na pewno mężczyźni należeli do grona jego zainteresowań. Nawet jeśli uważał ich za atrakcyjnych, nigdy z żadnym nie umówił się więcej niż raz, a tym bardziej podczas tych spotkań do niczego nie doszło. Może to wyjście z tancerzem uświadomi mu, że powinien dać sobie z mężczyznami spokój? Albo tylko z tym konkretnym? Bo chociaż Dean wyglądał dziewięć na dziesięć, a bez koszulki pewnie dostałby od niego maksymalną liczbę punktów, tak jego charakter całkowicie przekreślał go w oczach chłopaka.
Nieszczęśliwy jak dziecko ograbione ze świątecznych prezentów wszedł do restauracji, poprawiając związane włosy. Nie po to tak się starał, żeby fryzura rozpadła mu się po paru minutach! Ale nie mówcie tego głośno Deanowi, bo jeszcze się nakręci, że robił to specjalnie dla niego. Rozejrzał się powoli dookoła, aż dostrzegł znajomą twarz gdzieś w rogu sali. A już miał nadzieję, że Dean tylko go wkręcał i żadnej randki nie będzie. Westchnął cicho, podchodząc bliżej.
- Nie wierzę, że się na to zgodziłem - mruknął, stojąc jak słup soli, bo nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Czy usiąść, jak gdyby nigdy nic, czy jakoś przywitać się z tancerzem? Nie było to po jego myśli, ale może na tym spotkaniu załatwi sobie wolność i już więcej się nie zobaczą?

Dean Vanberg
27 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Odniósł zwycięstwo, tak po prostu i George będzie musiał przyznać mu rację, czy tego chciał czy nie. Tak się wzbraniał, tak się zapierał, że Dean jest najgorszą osobą, jaką w ostatnim czasie spotkał, a jednak przesunął w aplikacji randkowej jego profil w prawę stronę, wyrażając zainteresowanie, co samo w sobie niebywale Deanowi schlebiało, tym samym pokazując, że leciał na niego praktycznie każdy. Nie mógł przepuścić takiej okazji, skoro sama mu się nawinęła. Dodatkowo George był wspaniałym obiektem, który pomagał mu się odstresować - gdyby tak nie reagował na zaczepki, pewnie tancerz szybko by się nim znudził, a tak? No proszę was, to się samo prosiło o dalsze badanie granic wytrzymałości bogatego knypka.
Podobnie zresztą, jak prosiło się o randkę, którą wymusił na młodszym chłopaku. Był mu to winien za każdą pomoc, której mu udzielił, zwłaszcza po ostatnim, kiedy wyrwał go z ręki typa, który chciał się do niego dobrać i spokojnie, w jednym kawałku odstawił do domu. A przecież mógł go wykorzystać, skoro George miał go za takiego potwora. wziąć co chciał i zostawić w barze, albo w tym nieszczęsnym uberze. A tu proszę, Vanberg wykazał się prawdziwymi manierami, ponieważ wbrew dziwnej opinii jaka krążyła na jego temat, nie dobierał się nikomu do gaci bez pozwolenia.
Dumny z siebie skierował się w stronę lokalu, którego adres podesłał swojemu dzisiejszemu kochasiowi. Zajął miejsce przy wcześniej zarezerwowanym stoliku i czekał, aż George łaskawie postanowi się zjawić. Niech tylko spróbuje go wystawić, a Dean nie da mu żyć.
-A ja i owszem. Przecież obaj wiemy, że moje towarzystwo odpowiada ci jak żadne inne. Inaczej paluszek by ci nie poleciał w prawą stronę, tylko od razu w drugą - stwierdził pewnie, kiedy chłopak znalazł się przy im. Dean pozwolił sobie zlustrować go uważnie od góry do dołu, zatrzymując się dłużej na jego twarzy i fryzurze. Tak, z taką zdecydowanie wyglądał bardziej seksi. Uciekające pasemka sprawiały, że kusił nawet o tym nie wiedząc. - Mam dla ciebie nawet prezent. Widzisz, jaki ze mnie romantyk? - zaśmiał się cicho, przesuwając po stoliku niewielkie pudełeczko, w którym znajdowała się srebrna zawieszka. - Ot, żebyś zawsze o mnie myślał. A teraz może w końcu usiądziesz, bo jeszcze chwila a pomyślę, że chcesz nas przenieść do swojego domu - skomentował, bo ten jak słup soli stał. Stres stresem, ale byli w lokalu, w którym większość osób siedziała, nie mając zamiaru jeść na stojąco.

George Whitcroft
25 y/o
For good luck!
175 cm
barman Archeo
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zależało mu zbytnio na tym, żeby jakoś się prezentować na tym wyjściu, ale nawet jego własne standardy nie pozwalały mu przyjść ubranym jak jakiś menel. Ubrał się zwyczajnie, ale niezbyt elegancko. Do tego, jak zwykle, korektorem zakrył znamię przy oku, bo nie lubił pokazywać go publicznie, a na koniec związał włosy w kucyk, żeby mu nie przeszkadzały. Jego normalna stylówka, ale zapomniał, że właśnie tak najbardziej podobał się wszystkim swoim znajomym, którzy zaraz zaczęli wskazywać mu grupki zainteresowanych nim dziewczyn. Miał tylko nadzieję, że Dean nie pomyśli sobie, że zrobił to specjalnie dla niego.
Bo nie chciał tu być. Nie chciał spędzać z tym facetem więcej czasu, niż było to konieczne. Miał go za napaleńca, który dobrałby się do tyłka co drugiej napotkanej osobie, jeśli tylko spełniałaby jego standardy. Nie rozumiał, jak można tak nie szanować siebie i innych. Sam był młody i miał prawo się wyszaleć, ale takie coś przekraczało wszelkie granice dobrego smaku, a jego rodzina chyba by go wydziedziczyła, gdyby w ich drzwiach pojawiło się kilka dziewczyn z testami ciążowymi w rękach, domagających się pomocy z ich strony.
- Pisałem ci już, że to przez przypadek! - oburzył się, próbując go przekonać, że mówi prawdę. I mówił, bo jego palec za cholerę nie przesunąłby się w prawo. Naprawdę wystraszył się, kiedy zobaczył Deana na tej apce i pomyślał, że ten zaraz zacznie go tam męczyć tak samo jak w rzeczywistości. Aż telefon wypadł mu z rąk i samo się kliknęło. Sam za cholerę by tego nie zrobił! I zanim było za późno, żeby jakoś to cofnąć, Dean już musiał do niego napisać, jakby tylko czekał na jego ruch.
- N-nie musiałeś - zająknął się, zerkając na pudełeczko, po które nawet nie zamierzał sięgnąć. Nie chciał żadnych prezentów od Deana, po których mógłby poczuć jakiekolwiek zaangażowanie w tę relację. - Nie pójdziemy do mojego domu. I nie będę o tobie myślał - mruknął, zajmując w końcu miejsce naprzeciwko tancerza. Dziwnie się czuł w jego towarzystwie. Do tej pory spotykali się przypadkiem, na ogół z winy George’a, który wiecznie wymagał pomocy, a tym razem byli na takiej prawdziwej randce. Chociaż Whitcroft nie chciał tego tak nazywać, bo próbował za wszelką cenę przekonywać samego siebie, że nigdy, przenigdy nie poczuje niczego do tancerza, który z pewnością chciał go jedynie zaliczyć. Ot, zwykłe spotkanie towarzyskie, na którym miał udowodnić im obu, że do siebie nie pasują.
- Nie mam pojęcia, co się robi na randkach… - stwierdził cicho, szukając wzrokiem kelnera, żeby mogli zamówić jakieś napoje. I tym razem George postawi na coś bezalkoholowego, żeby na pewno nie skończył w łóżku Deana.

Dean Vanberg
27 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

On, w przeciwieństwie do swojego towarzysza, miał bardzo, ale to bardzo konkretne plany na ten wieczór. I to o dziwo całkiem przyzwoite, bo chociaż w głowie miał sporo bardzo niecenzuralnych myśli i obrazów, tak ostatecznie postanowił być grzeczny, przynajmniej do czasu, aż jego randka nie uzna, że wspaniały z niego gość i sama mu się nie odda. Proszą, jaki był łaskawy pozwalając decydować. I wyjątkowo pewny siebie, bo przekonany był, iż właśnie taki scenariusz będzie miał miejsce w najbliższej przyszłości.
Uśmiechnął się jedynie na jego słowa, pokazując mu tym samym jak bardzo mu nie wierzył. Takie przypadki, zdaniem tancerza, nie miały racji bytu - ostatecznie chyba każdy miał władzę nad swoimi placami, prawda? A skoro przesunął w odpowiednią stronę znaczyło to, że zwyczajnie tego chciał i właśnie to schlebiało tancerzowi jeszcze bardziej - fakt, że mimo wszystko słowami George się wzbraniał, a jego czyny pokazywały coś odmiennego.
-Wiem, że nie. nigdy nie robię tego co muszę lub co ktoś chce, żebym zrobił. To był mój wybór - wzruszył lekko ramionami, kiedy ten niemal zawstydził się na widok pudełeczka. proszę, jak uroczo. I nie żeby właśnie takie zakłopotanie na twarzy Azjaty było celem Deana. - Weź je, nie schowałem tam bomby. Bo wiesz, jeśli teraz go nie przyjmiesz będę musiał nachodzić się w nieskończoność, póki ostatecznie nie zaakceptujesz prezentu - uśmiechnął się niemal słodko. Jeśli nie podziałał zwyczajny gest, może groźby zrobią swoje. Wszak nie po to wydawał hajs, żeby teraz ktoś gardził tym, co dla niego przygotował. Samo to, że w ogóle pomyślał o takiej pierdole powinno zostać Noblem nagrodzone. - Nadejdzie dzień, w którym obie te rzeczy się zmienią. I jestem pewien, że prędzej, niż podejrzewasz - dodał, nachylając się przez stół w jego stronę. Nie mógł się pozbyć nawyków, a wprawienie go w zakłopotanie sprawiało mu radochę. George był znacznie bardziej podatny, niż podejrzewał, a im bardziej się wzbraniał, tym bardziej Dean miał ochotę mu pokazać, że okłamuje sam siebie.
-Nigdy na żadnej nie byłeś? Chcesz powiedzieć, że jestem twoim pierwszym? - No teraz to nie mógł się nie uśmiechnąć. Proszę, proszę, czyli właśnie jeden z pierwszych wspólnych razy mógł odhaczyć. Ciekawe czy również swój intymny pierwszy raz przeżyje właśnie z Vanbergiem. - W takim razie wszystkiego cię nauczę, ale musisz wiedzieć, że na randkach jest wiele łapania za ręce, dotykania i komplementów - wyszczerzył się do niego, uprzedzając zamówienie, które chciał złożyć. - Dwa mojito poproszę, to na wstępie. Jedzenie zamówimy za chwilę, chociaż może skusimy się na czosnkowe bruschetty - uśmiechnął się do kelnera, który zanotował zamówienie i odszedł. - Teraz, Moja Randko, będziesz musiał mi o sobie opowiedzieć. Takie są zasady - ponownie przeniósł wzrok na chłopaka.

George Whitcroft
25 y/o
For good luck!
175 cm
barman Archeo
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

George powinien już przywyknąć do tego, że ma przerąbane, jeśli chodzi o tancerza. Jakby wszechświat sam pchał go w kłopoty tylko po to, żeby Dean mógł go z nich ratować. Raz może i uwierzyłby w taki przypadek. Przy drugim zaczął już wątpić i podejrzewać, że coś tu nie gra. Teraz będzie musiał być ultraostrożny, żeby nie doprowadzić do trzeciego spotkania, na którym Vanberg będzie musiał ratować go niczym rycerz na białym koniu.
Zerkał co chwila na pudełeczko, mając nadzieję, że oboje o nim zapomną. Prezent od Deana nie był mu w żadnym stopniu potrzebny. Chciał uniknąć jakiegokolwiek powiązania z tancerzem, który potem mógłby zarzucać mu, że tak się postarał i coś mu kupił, a niczego w zamian nie dostał. Oczywiście wiadomo, na co liczył, a czego George nie zamierzał mu dać.
- Ugh… dobrze. Ale tylko dlatego, żebyś za mną nie latał - mruknął, ostatecznie sięgając po pudełeczko i przysuwając je bliżej siebie. Powinien je otworzyć czy jednak zabrać do domu i tam rozpakować? Biedny nie znał się na randkach i nie wiedział, jak to powinno wyglądać. - Dziękuję, ale ja nie mam nic dla ciebie - dodał, posyłając mu przepraszające spojrzenie. George domyślał się, że skoro Dean coś mu kupił, to on również powinien był przynieść jakiś prezent. Szkoda, że wcześniej nie dowiedział się, jak takie randki teraz wyglądają.
Wciągnął gwałtownie powietrze na słowa Deana, zaciskając przy tym palce na brzegu stołu. Onieśmielały go jego słowa i gesty, chociaż wmawiał sobie, że obecność tancerza w żaden sposób na niego nie działa. Był prawie pewien, że właśnie zrobił się czerwony ze wstydu, bo dotarł do niego sens jego słów, przez co nie mógł nawet wydusić z siebie słowa, choć powinien mu się sprzeciwić. Powinien zapewniać go na każdym kroku, że nic z tego nie wyjdzie i oboje powinni odpuścić sobie tę znajomość.
- Patrząc na moje wszystkie spotkania z innymi ludźmi, to chyba tylko to nadaje się do nazwania randką - odparł w końcu, wzruszając ramionami. Aż głupio było mu się przyznać, że w tym wieku jakoś specjalnie dużo nie randkował. Raczej spotykał się z grupką znajomych, ewentualnie szedł z kimś na kawę, ale nie było w tym nic romantycznego. Żałosne, że to właśnie Vanberg miał być jego pierwszą randką. – Nie będę cię trzymał za rękę - mruknął, chowając ręce pod stół, żeby Deana nie korciło, by po nie sięgnąć. Jeszcze tego brakowało, żeby nawiązali jakiś kontakt fizyczny, po którym starszy chłopak nakręciłby się na więcej. George chciał jak najszybciej zaliczyć to wyjście, doprowadzić do tego, żeby Dean stracił nim zainteresowanie, a potem po prostu wszędzie go zablokować, żeby nie musieli się więcej kontaktować. Najwygodniejsza opcja, tak mu się przynajmniej zdawało.
Westchnął, pozwalając mu zamówić napoje i przystawki. Miły gest, ale szkoda, że zupełnie nietrafiony.
- Fakt numer jeden jest taki, że jestem uczulony na cytrusy i prędzej wyślesz mnie tym drinkiem do szpitala, niż spędzisz ze mną miło czas - odparł, krzywiąc się. Ale może to wcale nie byłoby takie głupie? Zjeść coś, na co miał uczulenie, dostać ataku i wylądować w szpitalu? Będzie musiał o tym pomyśleć.


Dean Vanberg
27 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jasnym było, że nie ma najmniejszego zamiaru mu odpuszczać. Już w chwili, w której George znalazł się w domu tancerza, wzbudził jego zainteresowanie oraz jakieś chore żądze do sprawdzenia, czy uda mu się w jakikolwiek sposób wpłynąć na bogatego dzieciaka, który momentami zachowywał się tak, jakby miał kija od miotły w tyłku. Widział w nim idealny eksperyment i przedmiot badawczy, którym można było się zabawić, wyciskając z niego jak najwięcej, by ostatecznie się znudzić. Niestety, jeśli chodziło o jakiekolwiek bliższe relacje oparte na zażyłości, Dean był ostatnią osobą, która się do tego nadawała. Znacznie bardziej cenił sobie dobrą zabawę, niż jakiekolwiek zobowiązania, które kosztowały człowieka zbyt wiele. Jeśli w tych jego poczynaniach ucierpią osoby postronne? Well, był w stanie z tym dealować.
-Schlebiające. Ale dobrze, będę udawać, że wcale nie wziąłeś go dlatego, że chciałeś. W domu możesz przyznać sam przed sobą, że marzyłeś o czymś, co będzie ci o mnie przypominało - wyszczerzył się do niego, rejestrując zarówno lekkie zakłopotanie rozmówcy, jak również stres, który czaił się na jego uroczej twarzyczce. Idealne połączenie, które łachtało ego Deana. Był prostym człowiekiem - uwielbiał, kiedy ludzie reagowali na jego towarzystwo w określony, zaplanowany wcześniej sposób. Owszem, zdarzały się sytuacje, w których faktycznie nie udało mu się osiągnąć zamierzonego efektu, ale szybko przechodził z tym do porządku, potrafiąc się dostosować, dostrzegając w tej zmienności ekscytującą nutkę. - Dawanie komuś prezentu nie jest równoznaczne z chęcią otrzymania jakiegoś w zamian. Powiedziałem ci, że to było moje widzimisię. Poza tym dla mnie osobiście jako prezent wystarczy twoje towarzystwo - odpowiedział, wzruszając ramionami. Jasne, że potrafił bajerować, kiedy tylko mu na czymś zależało - a teraz chciał, żeby chłopak przestał patrzeć na niego z taką niechęcią. Udawaną, bo udawaną, ale nadal burzyła ogólny zamysł. O wiele lepiej Vanberg będzie się czuł, kiedy ostatecznie dostrzeże w oczach George’a błysk zainteresowania jego osobą.
Na jego usta po raz kolejny wkradł się nonszalancki uśmiech, kiedy rumieńce nie znikały z twarzy Azjaty. Podobały mu się takie widoki, niezależnie od tego czy pokrywały twarze męskie, czy damskie. Jasne, nie pasowały każdemu, bo jakoś nie wyobrażał sobie rumieńca zakłopotania na twarzy byczka mieszkającego w bloku obok, ale do takich delikatnych? Zdecydowanie.
-Jaki niedotykalski. Nawet nie wiesz, co tracisz. To całkiem przyjemne, kiedy ktoś wplata swoje palce pomiędzy twoje, a ty możesz czuć ciepło skóry drugiej osoby. Jesteś pewien, że nie chcesz spróbować? Wiem, że spodobałoby ci się za bardzo, ale mogę posłużyć swoją dłonią dłużej - rzucił gardłowo, pochylając się przez stół w jego stronę. Nie umknęło jego uwadze, jak szybko zabrał ręce. Kolejna rzecz odhaczona, bo bardziej to go speszyć pewnie mógł jedynie wsadzając mu rękę do gaci.
-Widzisz, jakbyś opowiedział mi o sobie więcej znacznie wcześniej, nie zamówiłbym czegoś, co mogłoby ci zaszkodzić - westchnął niemal z rozczarowaniem. Przywołał zaraz kelnera, który dość szybko pojawił się przy ich stoliku. - Poproszę skorygować zamówienie - jedno mojito będzie bez cytrusów. i proszę potraktować to poważnie. Nie chcę, żeby mój partner ucierpiał, a ma ostrą alergię - uśmiechnął się miło do pracownika, śledząc wzrokiem, jak odchodzi. No dobrze, trzeba przyznać, że tyłek miał świetny. Zaraz jednak skupił się ponownie na chłopaku przed sobą. - Obiecuję, że jeśli tylko poczujesz się przez coś gorzej, wezmę za to odpowiedzialność i zostanę twoją osobistą pielęgniarką. Uwierz, świetnie radzę sobie z leczeniem wszelkich dolegliwości - poruszył sugestywnie brwiami. - A teraz kolejny fakt poproszę. I tak do dziesięciu - uśmiechnął się, wygodniej rozsiadając na krześle.

George Whitcroft
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Beach Club”