ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
176 cm
zajmuję się pogrzebami, po godzinach rozkładam karty
Awatar użytkownika
in these promises broken
deep below
each word gets
lost in the echo
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwszystkie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

dwa
paper bags and angry voices
Archibald Miller powinien mieć dożywotni zakaz dotykania wszystkiego, co nalezało do Ezry, a obostrzenie powinno wejść w życie natychmiast, najlepiej z cofnięciem tego, co zdążył już "napsuć". Jak inaczej mógł nazwać założenie mu Maplindera i polubienie takiej ilości profili, że do teraz zastanawiał się, czy czasem nie minął kogoś polubionego na ulicy? Telefon odzyskał już z ZACZĘTYMI CZATAMI, a to już w ogóle wołało o pomstę do nieba. Mieli tylko zjeść wspólny obiad, odpalić Mumię i jeszcze chwilę posiedzieć we wspólnym gronie, a tak to próbował kleić rozmowy i umawiać się na randki, których naliczył trzy, a jednak konwersacje dalej się pojawiały. Kolejne wiadomości. Nawet się na to nie zgadzał, a jednak nie chciał teraz pozostawiać ludzi na odczytanym. Kto w ogóle lubi takie traktowanie? I tak pierwszą rzeczą, jaką zrobił w telefonie, było wyłączenie odblokowywania twarzą. Nie potrzebował tego, skoro tak to miało wyglądać. Szkoda, że mleko zdążyło się rozlać; sam Ezra jedynie się zastanawiał, czy nie jest spóźniony i co to w ogóle był za pomysł, żeby zgadzać się ot tak na spotkanie. Przynajmniej Levi miał gust co do wyboru pizzeri, rozmowa też mogła się pokleić dookoła motorów; dziwnie było tylko tak iść z własnym kaskiem pod pachą, a potem czekać, czy w ogóle ktoś się pojawi.
Nie randkował od liceum. Czy to była kara za zwlekanie z tym wszystkim, czy może jednak ciche błogosławieństwo? Sam pewnie by nie założył konta i nie zaczął przesuwać profili w prawo czy lewo. Potem już jakoś poszło, jak Miller już wyczerpał połowę ich sąsiedztwa i jeszcze ze dwa obok. Ale nie mógł być przecież na niego zły, skoro chciał dobrze. Nawet jeżeli to miał być tylko żarcik, z którego wyszły faktyczne randki. Spotkania? Czy to w ogóle miało jakieś zabatwienie zauroczenia?
- Levi? - bo ile takich motocyklistów o czarnych włosach i charakterystycznych tatuażach mogło być w jednym mieście? Bogowie, jaki on był nieprzystosowany do życia randkowego. Afrodyto, daj mu siłę i blask; może wtedy coś z tego wszystkiego będzie. O ile cokolwiek. Czy jakby własne imię zaczął krzyczeć, też mógłby liczyć na pomoc? W końcu to oznaczało Ezra. Pomoc. Pomocnika. Rodzice musieli się świetnie bawić dając mu imię biblijnego pochodzenia. - Niezły motor - i tu pewnie zapytał o rocznik, przy tym upewniając się co do mocy. Takie drobnostki, co zawsze mu pomagały te motocyklowe sprawy rozróżniać. Mała rzecz, co tylko potwierdziła, że może i trochę się na tym zna. Nie jakoś bardzo dobrze, ale na tyle, żeby wyrazić własną opinię i preferencje. Ciekawe, czy jakby o tym powiedział za głośno w domu, to nagle dostałby zaproszenie od klubu motocyklowego. No ale, nie to miało być gwoździem programu! Teraz musiał tylko przełknąć ten dziwny stan niepewności i się uśmiechnąć; wydobyć własną osobowość i w nią brnąć. To był żyjący człowiek nie będący klientem, sąsiadem czy losowym przechodniem. Trochę obcy, ale nie tak typowo obcy.
Z całej siły odpychał tylko myśl, że mógł tym razem jednak zostać w domu.
×̷̷͜×̷
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
mordeczko
byle nie ai no i oddzielaj postać od autora, raczej się dogadamy
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i can't remember the feeling
like i just heard something new

Nudziło mu się, a do tego cholernie potrzebował odreagować ostatnie wydarzenia, więc poprzedniej nocy siedział i po prostu przewijał profile jeden za drugim, odpisując randomowym ludziom na wiadomości. Ezra przykuł jego uwagę praktycznie od razu. Z twarzy wyglądał na kogoś... bezbronnego? Może niekoniecznie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale było w nim coś, co sprawiało, że Levi od razu poczuł tę znajomą potrzebę przejęcia kontroli. A po ostatnich dniach właśnie tego potrzebował najbardziej... poczuć, że to on rozdawał karty. Nie wiązał jednak z tym spotkaniem żadnych większych planów. Może chociaż raz mógł postawić na coś bardziej cywilizowanego niż zwykłe mam przyjść do ciebie czy ty do mnie? Pizza. Przejażdżka motorem. Jedno z jego ulubionych miejsc w Toronto, z którego mogli oglądać całą panoramę miasta odbijającą się tysiącem świateł pod gwiazdami. Jezu. Nawet jak na niego brzmiało to kurewsko romantycznie.

Samo to, że nie musiał namawiać chłopaka do spotkania, a Ezra nie bawił się w jakieś udawanie niedostępnego, spodobało mu się jeszcze bardziej. Więc no... kiedy faktycznie zaczął szykować się do tej randki, złapał się na tym, że był trochę podekscytowany. Założył luźne ciuchy, wypsikał się perfumami i zawiązał bandanę na głowie, żeby włosy nie wpadały mu do oczu podczas jedzenia. Miało trochę wiać, a poza tym chciał mieć dobry widok na swojego towarzysza. No i upewnić się, czy na żywo prezentował się równie dobrze jak na zdjęciach. Bo takie perełki, które wyglądały w rzeczywistości jak zupełnie inna osoba, też się zdarzały.

Zsiadając z motora zdjął kask, a chwilę później usłyszał swoje imię. Uśmiechnął się i odwrócił. - Ezra, tak? - posłał mu ciepły uśmiech, po czym zerknął na swoje maleństwo. - Zajebisty, co nie? Jeden z kilku, które mam. Ducati 959 Panigale z 2018 roku. - Po chwili przeniósł spojrzenie z powrotem na chłopaka i podszedł bliżej, spoglądając na niego z góry. No proszę. Na żywo wyglądał nawet lepiej. Bez słowa wyjął kask z jego uścisku, cofnął się o krok i ułożył go zaraz obok swojego. - Dobra, chodź jeść. - Odwrócił się, a sekundę później po prostu chwycił Ezrę za rękę, splatając ich palce, i ruszył w stronę cholernie długiej kolejki. Eh, goddamit. Najbardziej typowy widok przed tą miejscówką, ale przynajmniej mieli czas, żeby się trochę poznać.

Levi wsunął wolną dłoń do kieszeni spodni i zerknął na niego z nonszalanckim uśmiechem. - No to co, Ezra? Mamy przed sobą cholernie dużo czasu. Opowiedz mi coś o sobie - uniósł brew. - I przede wszystkim, dlaczego właściwie do mnie napisałeś? - Przyglądał mu się przez moment z góry. Był uroczy... a przez głowę Shelby'ego przemknęła nawet krótka, bardzo niecywilizowana myśl, że najchętniej po prostu by go schrupał... ale nie teraz.. najpierw zobaczy, jak potoczy się reszta wieczoru.

ezra
26 y/o
For good luck!
176 cm
zajmuję się pogrzebami, po godzinach rozkładam karty
Awatar użytkownika
in these promises broken
deep below
each word gets
lost in the echo
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwszystkie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może to jednak nie będzie takie złe? Pizza, chwila rozmowy, motor. Nie brzmiało jak wstęp do kryminału, prawda? Najprościej tak było uśpić czujność ofiary; zabrać w miejsce, które uzna za bezpieczne, pośród ludzi, a potem dać powód do większego zaufania. Kiedy poziom będzie dostatecznie wysoki, a jednocześnie czujność zostanie uśpiona, można uderzyć i ta druga strona nawet się nie zorientuje. Nie zamierzał chodzić jak po porcelanie, tylko dlatego, że jego paranoja nakazywała mu rozważać każdy możliwy scenariusz. Nie, tak się nie dało, nie godziło i zdecydowanie nie powinno się tak robić, nie kiedy ten potencjalny zabójca miał dobry gust, śliczny uśmiech i...
Ezra w typowym horrorze typu slasher mógłby umrzeć pierwszy, gdyby zabójca pokazał, że pod maską jest potencjalnie w jego typie. Nie był z tego dumny, ale byłaby to piękna śmierć. Pewnie z nożem przy własnym gardle zapytałby, czy to flirt, a ostatkiem sił wołałby za mordercą, że przecież nie może go tak po prostu zostawić.
Całe szczęście rzeczywistość pisała inny scenariusz i jedynym "nożem" w tym momencie była dłoń, która trzymała jego dłoń. Tak się robiło? Ludzie tak szybko podejmowali kroki? Nawet nie zdążył zareagować inaczej niż kilkoma mrugnięciami i głupkowatym uśmiechem; odwzajemnił uścisk i nawet odruchowo przejechał kciukiem po jego skórze. Drobny, mały dotyk uświadamiający mu jeszcze bardziej, w jak bardzo bezsensownej sytuacji dla własnej głowy się znalazł i dlaczego Archie mógł postanowić mu tego maplindera założyć. Pewnie przypisywał mu za dużo zasług i to wszystko było raczej efektem żartu i chęci wprowadzenia chaosu do jego życia, a nie jakiejś wspaniałomyślności i troski, ale chciał wierzyć inaczej. Szczególnie kiedy dzięki jego pomysłowi szedł właśnie krok za Levim, kciukiem gładził jego dłoń, a pizza była ostatnim, o czym w tym momencie myślał. Nawet ta kolejka mu zaskakująco nie przeszkadzała!
- Hm? - nie wyrwał go z myśli, bardziej po prostu zaskoczył. Coś o sobie? Nie uważał się za kogoś interesującego. Pytanie pomocnicze też nie pomogło. No nic, improwizacja czasem ratowała całą sytuację i na nią właśnie miał ochotę zdać się w tym momencie. - No nie wiem, pracuję przy pogrzebach, więc pomyślałem, że przyda mi się odskocznia i rozmowa z kimś, kto żyje i nie opłakuje straty kogoś bliskiego - pięknie Ezra, dwa pytania w jednym zdaniu i to bez zająknięcia. Tylko praca to tak średnio jakiś fakt o sobie, ale po co na dzień dobry masz mówić o tym, że całość hybrid theory, co ma tyle samo lat, co ty, znasz na pamięć? - Trochę się znam na motorach, ale to tylko zajawka - tu jeszcze wzruszył ramionami. Potrafił sam sobie naprawić trochę rzeczy, czy zrobić podstawowy przegląd, ba, nawet szybkość często nie stanowiła problemu, ale żeby tak robić z tym cokolwiek więcej? Naaaah. - No a ty? Poza tym, że lubisz szybką jazdę i pizzę? - kolejka powoli ruszała się do przodu, oni wraz z nią, a Clance nawet nie zatrzymał kolistego ruchu kciukiem. Jakby łaknął bliskości, ale nie potrafił tego przed samym sobą przyznać. Przecież miał przyjaciół, mógł się przytulać, czy trzymać za ręce, tak? Tylko chyba nie o taką bliskość chodziło. To było bardziej... intymne. Swojskie?
A mimo to dalej miał wrażenie, że coś robi nie tak. Bo jak to tak, pierwsze spotkanie i już za ręce się trzymać? A gdzie dwadzieścia pytań? Czy to już wyszło z mody? Chyba po prostu robił się faktycznie dziadziusiem...
levi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
mordeczko
byle nie ai no i oddzielaj postać od autora, raczej się dogadamy
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba dopiero po chwili zwrócił uwagę na to, że Ezra nie tylko nie wyrwał swojej dłoni z jego uścisku, ale jeszcze przesuwał kciukiem po jego skórze. Drobny gest, praktycznie nic, a jednak wystarczył, żeby kącik ust Shelby'ego uniósł się trochę wyżej. No proszę. Czyli jednak nie będzie musiał ciągnąć całej tej randki na własnych plecach, próbując zgadywać, czy chłopak chciał tutaj być, czy za pół godziny wymyśli jakąs historyjke o umierającej babci i spierdoliiii. Levi odpowiedział na ten ruch lekkim zaciśnięciem palców na jego dłoni, nie przejmując się faktem, że dopiero co się poznali.

Na odpowiedź Ezry uniósł jednak wysoko brwi. - Pracujesz przy pogrzebach? - powtórzył, odwracając głowę w jego stronę. - Okay, tego się kurwa nie spodziewałem. - Parsknął śmiechem, ale nie było w tym ani grama obrzydzenia czy dziwnego oceniania. Bardziej autentyczne zainteresowanie, bo halo, spośród wszystkich zawodów, które mógł właśnie usłyszeć, ten zdecydowanie nie znajdował się wysoko na jego liście. - Czyli co? Trumny, smutni ludzie i ty po środku tego wszystkiego? - zmrużył oczy, przyglądając mu się przez moment. - Czy robisz coś bardziej creepy, czego jeszcze mi nie powiedziałeś? - Uśmiechnął się szerzej. - W sensie, możesz powiedzieć. Mam dosyć wysoki próg tolerancji na tego typu rzeczy. - Komentarz o potrzebie rozmowy z kimś żywym sprawił natomiast, że prychnął pod nosem. - No to całe szczęście trafiłeś na mnie. Jeszcze żyję. Przynajmniej ostatnim razem jak sprawdzałem - rzucił i zerknął na niego kątem oka. - Chociaż jak będziesz chciał sprawdzić puls, to pozwalam.

No co? Sam mu podłożył piłkę. Levi tylko kopnął ją do bramki. Kiedy jednak Ezra wspomniał o motorach - Shelby momentalnie spojrzał na niego z większym zainteresowaniem. - Ooo, dobra. To zdobyłeś kilka dodatkowych punktów. - Kiwnął głową z wyraźnym uznaniem. - Jak duża zajawka? Taka pod tytyłem umiem rozpoznać Ducati od Hondy, czy taka, że jak coś mi jebnie w silniku, to zamiast płakać, faktycznie będziesz wiedział, co się stało? - Uśmiechnął się pod nosem. Już sam fakt, że Ezra miał jakiekolwiek pojęcie o motorach, sprawiał, że Levi automatycznie chciał wiedzieć więcej. Motocykle były jedną z tych rzeczy, o których mógł gadać długo, szczególnie kiedy trafiał na kogoś, kto faktycznie rozumiał różnicę między ładny motor a łaaadny motor. Kolejka przesunęła się do przodu, więc ruszył razem z nią, nadal nie wypuszczając jego dłoni. Ba, kiedy poczuł kolejny ruch kciuka na swojej skórze, sam przesunął swoim po boku jego palca, trochę sprawdzając reakcję, a trochę dlatego, że zwyczajnie miał na to ochotę. Dopiero pytanie skierowane w jego stronę sprawiło, że westchnął teatralnie. - Ja? Jezus, ile mamy czasu? - zerknął przed siebie na kolejkę. - A, dobra... wystarczajaco. - Parsknął pod nosem. - Jeżdżę motocrossowo - Zaczął odliczać na palcach wolnej dłoni. - Lubię gady. Muzykę. Podróże. Impulsywne decyzje, których później czasami żałuję, ale zazwyczaj i tak zrobiłbym je drugi raz. - Zerknął na Ezrę. - Jestem fatalny w siedzeniu bezczynnie, nienawidzę, kiedy ktoś próbuje mi mówić, co mam robić i podobno mam problem z kontrolą impulsów, ale osobiście uważam, że to jakaś wymyślona propaganda.

Uśmiechnął się niewinnie. - Powiedz mi, Ezra... należysz do tych mężczyzn, którzy dają się pocałować na pierwszej randce, czy raczej do tych, którzy lubią trochę pograć niedostępnych? - zapytał, unosząc lekko brew. Przez moment jeszcze mu się przyglądał, tym razem zdecydowanie uważniej. Ezra faktycznie był zupełnie inny, niż Levi początkowo założył po samych zdjęciach. Nie wyglądał już wyłącznie jak ten bezbronny chłopak, którego Shelby mógłby bez większego problemu sprowokować i przejąć nad wszystkim kontrolę, chociaż... no właśnie. Tym pytaniem tak naprawdę trochę chciał to sprawdzić. Zobaczyć, jak zareaguje, czy się speszy, odbije piłeczkę, a może sam zrobi krok w jego stronę. Było w nim coś dziwnego, ale w tym zajebiście uroczym znaczeniu. Coś, co sprawiało, że Levi naprawdę chciał dowiedzieć się, co jeszcze siedziało mu w głowie i przede wszystkim... jak głęboko Ezra pozwoli mu do niej zajrzeć.

ezra
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”