ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kiss me goodbye
Pushing out before I sleep
It's lower now and slower now
The strangest twist upon your lips
But I don't see
And I don't feel


Początkowo po wejściu do taksówki, była wpatrzona w widoki zza szyby. Mijane budynki, światła reflektorów nie przynosiły jej jednak ukojenia, a zaczynały przypominać w co się właśnie pakuje. Jak duże ryzyko niosło za sobą zaproszenie obcego mężczyzny do domu, który dzieliła z mężem. Nie chciała słuchać głosu rozsądku i sumienia, ponieważ miał nad nią kontrolę od dawna i do czego to ją doprowadziło? Do małżeństwa z pieprzonym psychopatą, którego na zewnątrz wszyscy cenili i kochali uważając za boga chirurgii, a w środku był narcyzem, który bez wyrzutów sumienia potrafił jej złamać kość, gdy zdjęła obrączkę do sprzątania.
Dlatego podobało jej się, gdy alkohol i nieznajomy pociągnęli ją w rejony, w których od dawna nie bywała. Tam, gdzie mogła nie myśleć o wczoraj, bo była historią i nie miało znaczenia. Tam, gdzie mogła robić i mówić to, na co ma ochotę. A teraz miała ochotę obrócić twarz w lewo i spojrzeć na Sawyera, którego poznała kilkadziesiąt minut temu. Mężczyzna wzbudzał w niej falę przeróżnych uczuć - od ciekawości, poprzez potrzebę by ją dojrzał, a na pożądaniu kończąc. Wystarczyło kilka przeciągłych spojrzeń, muśnięcie warg, odpowiednie słowa i czuła jak atmosfera między nimi gęstnieje i im dłużej się w niej wpatrywała, potrzeba spędzenia z nim nocy, rosła coraz bardziej. Jednak nie odezwała się ani słowem, a dłonie wciąż miała złożone na kolanach. Nie zbliżyła się do niego. Jedynie obserwowała jego twarz na tyle, ile pozwalało jej światło mijanych latarni. Nie próbowała go w żaden sposób rozgryźć. Chciała go z a p a m i ę t a ć.
Kiedy dojechali na miejsce, ruszyła pewnym krokiem do drzwi, ale nie śpieszyła się szczególnie. Otworzyła sprawnie drzwi, bez żadnych oznak stresu, bo ten jej nie towarzyszył. W końcu czego mogłaby się bać? I tak w swoim życiu już tylko egzystowała próbując się utrzymać na powierzchni wody, wychodząc z założenia, że gorzej być nie może.
Teraz towarzyszyła jej jedynie ekscytacja i pożądanie. Zawsze posłuszna , teraz mogła mu pokazać środkowy palec, sprowadzając pod jego nieobecność innego faceta, z którym tak - zamierzała się pieprzyć w ich małżeńskim łożu.
Po wejściu do środku, od razu wyłączyła alarm i zaprosiła Sawyera, przed którym teraz rozpostarł się widok na salon połączony z kuchnią. Po lewej stronie znajdowały się drzwi prowadzące na piętro, gdzie znajdowała się między innymi sypialnia oraz gabinet jej męża. - W razie potrzeby łazienka gościnna jest po prawej stronie na końcu korytarza- wskazała dłonią na długi korytarz prowadzący także między innymi do garażu. Wszystko było utrzymane w krystalicznym porządku i zdecydowanie królowała biel. Granatowe dodatki były jeszcze za czasów narzeczeństwa, kiedy Jinx miała więcej do powiedzenia i wyboru w kwestii domu. Teraz już się nawet nie wtrącała, bo po co?
Przeszła prosto do kuchni, gdzie w zlewie umyła ręce, a następnie wyjęła dwie szklanki , które napełniła kostkami lodu. Tak naszykowane szkło zostawiła na wyspie kuchennej, by udać się do niskiego stoliczka znajdującego się na drugim końcu pomieszczenia, tuż przy kominku. Zabrała z niego butelkę, z której Daniel pił podczas szczególnych okazji - The Macallan. Ależ poczuła satysfakcję, że właśnie tą wybrała i to bez żadnego zastanowienia. Potrzeba zagrania na nosie mężowi stawała się coraz silniejsza. W dodatku wypada dobrze przyjąć gościa, prawda? Napełniła szklanki alkoholem, zostawiając butelkę na wyspie i podeszła do Sawyera wręczając mu jedną z nich. - Ta jest znacznie lepsza- powiedziała z wyciągniętą ręką. To był pierwszy raz odkąd weszli, kiedy na niego spojrzała. Podczas szykowania drinków, nie wodziła za nim wzrokiem. Za to może nieco bardziej kołysała biodrami, gdy obcasy odbijały się echem po całym domu. Teraz mogła ponownie przyjrzeć się jego oczom i to w znacznie lepszym świetle, niż wcześniejsze barowe czy to co gorsza w taksówce. Jego tęczówki wciąż skrywały tajemnicę, a śmierć w dziwny sposób nad nim krążyła, ale to jej nie przeszkadzało. Wprost przeciwnie - zaczęło ją to pociągać. Czyżby alkohol coraz mocniej uderzał do głowy? Czy to była sprawka mężczyzny?
Upiła łyk bez odrywania od niego spojrzenia, a kiedy odsunęła szkło od ust, odezwała się ponownie. - Chciałbyś zwiedzić dom? Jest dość spory i jak widzisz - za mną jest basen, a jak na dobrą gospodynię przystało , mogę pozwolić Ci z niego skorzystać- dała mu możliwość kolejnego kroku. Dreszcz adrenaliny przebiegł przez jej ciało, gdy stojąc czekała na jego ruch. Siedząc w jakimś barze na końcu miasta, łatwiej było zapanować nad emocjami. Harmider w tle utrudniał skupienie się na drugiej osobie nawet jej. Teraz, w ciszy i jasnym świetle pomieszczenia, widziała go doskonale. Czuła go doskonale. Pożądała go znacznie mocniej.


Sawyer
40 y/o
For good luck!
180 cm
najemnik na terenie obu Ameryk
Awatar użytkownika
Deep in the ocean, dead and cast away, where innocence is burned in flames. A million mile from home, I’m walking ahead. I’m frozen to the bones, I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— siedem —
Before I hunt you down, grab your chin and kiss your lips
You bring me back, I lay you down and grab your hips
And we lose all control

Był nauczony kontrolowania emocji.
A pożądanie też było, koniec końców, emocją.
Mimo to czuł, jak drapie go pod skórą, jak pragnie wydostać się na zewnątrz, jak szponami uderza o pręty klatki żeber i wyje w agresywnym żądaniu spuszczenia jej z pyska kagańca.
Ostatecznie Sawyer nie był diabłem ani demonem, jak o nim szeptano za jego plecami, nawet jeśli zdecydowanie był cieniem i bywał potworem. A chociaż na dźwięk tego stwierdzenia wielu ludzi rozrzuconych bezładnie po krajach obu Ameryk mogłoby się żachnąć, zaśmiać, splunąć albo obruszyć — a jeszcze więcej po spotkaniu z Sawyerem już nigdy nie zrobi żadnej z powyższych rzeczy — to przy tym wszystkim wciąż był tylko człowiekiem. I jak na człowieka przystało, miewał swoje słabości, prymitywne potrzeby i zwykłe, ludzkie odruchy; a ta kobieta zarysowała powierzchnię jego ciekawości, obudziła apetyt i odmalowała się jaskrawymi obrazami pod jego powiekami przy każdym mrugnięciu, gdy szedł za nią w stronę taksówki. Nawet wtedy cześć jego świadomości wciąż odruchowo analizowała, śledziła spojrzenia, wyszukiwała wzorce i zachowania, które się z nich w oczywisty sposób wyłamywały, ale z każdym uderzeniem serca zbliżającym go do smaku jej nagiej skóry na języku i z każdym przejechanym w ciszy kilometrem te myśli odsuwały się na dalszy plan. Blakły pod naporem innych, bardziej natarczywych i prymitywnych.
Wcześniej zastanawiał się przelotnie, czy nieznajoma zaprosiła go do domu, ale pewność zyskał dopiero, kiedy podała adres. Sawyer nie znał co prawda każdej ulicy Toronto, ale poznał miasto wystarczająco, żeby pobieżnie się w nim orientować — wiedział więc, że była to dzielnica mieszkalna. Przy okazji upewnił się też w swoim wcześniejszym założeniu; bo była to . l u k s u s o w a . dzielnica mieszkalna. Nie skomentował jednak tego faktu, a podczas drogi zachowywał się neutralnie, nawet jeśli kierowca nie wydawał się zainteresowany tym, co dzieje się na tylnej kanapie, gdy spokojnie przecinali nocne miasto taksówką. Wreszcie samochód się zatrzymał, a po zapłaceniu Sawyer wysiadł za kobietą. Alkohol przyjemnie rozgrzewał mu krew, pożądanie przyspieszało puls, a każda minuta oczekiwania wyciskała się piętnem niecierpliwości pod skórą — mimo to szedł za nią spokojnie, w milczeniu, nie przestając obserwować otoczenia… Chociaż przesuwając wzrokiem po jej biodrach i skupiając się na stukocie kobiecych szpilek, z pewnością robił to mniej uważnie niż zwykle, jak na jego zawyżone standardy.
Uniósł wymownie brwi w reakcji na jej słowa o łazience gościnnej, a jeden z kącików ust uniósł się, tworząc na jego twarzy krzywy, ironiczny uśmiech, ale poza tym Sawyer nie odpowiedział. Spojrzał tylko przelotnie w stronę wskazaną przez kobietę, żeby ostatecznie powrócić wzrokiem do jej sylwetki. Wsunął ręce w kieszenie spodni i niespiesznym krokiem, wyglądającym na wręcz leniwy, przeszedł w głąb salonu, kiedy zajęła się przygotowywaniem drinka. Obserwował ją kątem oka, w międzyczasie rozglądając się po wnętrzu. Luksus nie robił na nim wrażenia — bogate wykończenie i eleganckie meble nie miały w jego oczach wartości, tak samo jak dzieła sztuki, których w większości nie rozumiał; piękno w pojmowaniu Sawyera nigdy nie było . m a r t w y m . przedmiotem. Było chwilą napięcia przed wykonaniem zlecenia albo tuż po; pauzą między skurczem serca; błyskiem w oku i drapieżnym uśmiechem; miękką linią nakreśloną nagim ciałem kobiety albo ostrym zarysem zimnej stali porządnego pistoletu. Dlatego rozglądał się po przestronnym wnętrzu głównie po to, żeby znaleźć kamery; te oczywiste i te zdecydowanie mniej. Wiedział, że willa tego pokroju musi mieć całodobowy monitoring, miał jednak nadzieję, że kobieta miała na tyle przytomności, żeby wyłączyć je wraz z alarmem.
Chociaż Sawyer nie miałby nic przeciwko temu, żeby jej mąż za kilka dni zobaczył na nagraniu, jak zdziera z niej ubrania. Uśmiechnął się krótko i paskudnie do tej myśli, spojrzeniem zahaczając wprost o wizję jednej z kamer.
Niestety wyglądała na wyłączoną.
Ostatecznie odwrócił się w stronę kobiety i przyjął od niej szklankę, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Spróbował alkoholu, chociaż z daleka już widział etykietę na butelce, z której go nalała, a ta mówiła sama za siebie. Był wybitny. A jednak smak bladł na języku, kiedy jego spojrzenie zsunęło się po jej szyi w dół. Sawyer nawet nie zająknął się słowem o lodzie, który nieznajoma dodała do szklanek, bo nie zamierzał się delektować whisky na tyle długo, żeby woda rozcieńczyła mu drinka.
Wolał delektować się nią.
Dlatego, chociaż to z pewnością była zbrodnia na takim roczniku Macallana, Sawyer wypił resztę zawartości szklanki jednym haustem. Oczy mu zabłysły wyzywająco, kiedy zrobił wreszcie pierwszy ruch w jej stronę, a każdy kolejny żarłocznie połykał przestrzeń, która jeszcze chwilę temu ich dzieliła:
Jeden krok wystarczył, żeby znaleźć się tuż przed nią. Jeden ruch ręki, żeby odsunąć na bok jej dłoń trzymającą szklankę. Jedno przeniesienie ciężaru w przód, żeby ich ciała się dotknęły; jego tors z jej piersiami i płaskim brzuchem. Jedno uderzenie serca ciszy i jedno długie, pełne napięcia spojrzenie zaglądające wprost na samo dno jej źrenic, zanim się odezwał.
— Która dobra gospodyni zaprasza nieznajomego do domu pod nieobecność męża? — zapytał właściwie retorycznie, głosem niskim od niehamowanego pożądania, z drapieżnym uśmiechem czającym się w lekko kącikach ust. Niezbyt szerokim, a jednak bardzo wymownym; zwłaszcza że oczy Sawyera błyszczały niebezpiecznie.
Nie chciał zwiedzać domu.
I nie zamierzał już dłużej czekać.
Zrobił kolejny krok w przód, lewą stopę stawiając precyzyjnie między jej szpilkami, chociaż nawet przelotnie nie zerknął w dół, a nogę bezczelnie wsunął między jej uda. Zatrzymał się tam na pełne napięcia uderzenie serca, ale nie było już żadnej drogi powrotu, przestrzeni pozwalającej na zmianę zdania ani miejsca na sprzeciw; wystarczyło już tylko, że Sawyer nachylił się lekko, żeby odnaleźć jej usta swoimi. Najpierw pocałował ją miękko, jakby chciał tylko sprawdzić jej smak — oboje smakowali horrendalnie drogim whisky — ale kolejny pocałunek był zdecydowanie bardziej zachłanny, głodniejszy, mniej cierpliwy. Mocniejszy i głębszy. Jednocześnie wolną dłonią objął ją luźno w talii, przyciągając do siebie niedbale, chociaż bynajmniej nie zamierzał przestać iść do przodu. Nie przerywając pocałunku, ba, pozwalając, żeby stawał się głodny i bardziej chaotyczny, z kolejnymi krokami zmuszał gospodynię do cofnięcia się w tył, aż wreszcie oparła się lędźwiami o krawędź kuchennej wyspy. Na oślep odstawił swoją pustą szklankę gdzieś po jej prawej stronie, żeby obiema dłońmi przesunąć mocno po krzywiźnie jej ciała irytująco skrytego pod materiałem, zanim złapał ją na wysokości ud i podniósł z taką lekkością, jakby nie ważyła zupełnie nic, żeby posadzić ją na blacie przed sobą. Chociaż teraz była wyżej, Sawyer nie przerwał pocałunku. Jego oddech wyczuwalnie stał się cięższy, czuł napięcie w podbrzuszu i gorąco zalewające całe jego ciało.
Było jedno pytanie, które musiał jej zadać.
Zamierzał jednak z nim poczekać na . o d p o w i e d n i e j s z y . moment.

Jinx Hart
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Val
braku inicjatywy z drugiej strony, nudy i płytkich dialogów
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Najwyraźniej oboje nauczyli się jak kontrolować swoje emocje.
Jinx przyszło to z czasem, gdy życie zaczęło wystawiać jej cierpliwość na próbę. Gdy musiała zachować zimną krew i kamienną twarz, aby nie zdradzić swoich emocji, bo ich ukazanie zaczęło jej się kojarzyć ze słabością. W końcu czy to nie byłoby żałosne, gdyby nie potrafiła kontrolować własnego ciała?
Była jednak pewna znacząca kwestia w tej całej k o n t r o l i. Potrafiła zapanować nad mimiką czy gestami, do wykonania których pchały ją pewne emocje. Jednak nie miały władzy na tym, co dokładnie czuła. Złość, pożądanie, irytacja? Przychodziły nieraz niepostrzeżenie i rosnąc w niej z niesamowitą prędkością. Czasami cicho zapukały i zajęły miejsce z boku, powoli rozchodząc się po jej ciele.
Sawyer nie wzbudził od razu jej szczególnego zainteresowania. Nie pożądała go wraz z pierwszym obdarzonym spojrzeniem. Był jak w i r u s. Uśpił jej czujność jak choroba, która atakuje podczas słabej odporności. Jednak kiedy pożądanie zaczęło zalewać jej ciało, nie mogła nad tym zapanować. Nie chciała. Walczyła jedynie z własnymi odruchami, aby nie wykonać żadnego kroku w jego stronę już wcześniej. Potrafiła to robić. Mąż ją doskonale wytresował jak nie reagować na pewne potrzeby własnego ciała.
Skupiła się na naszykowaniu drinków, nie przejmując się jego obecnością. Dała mu pełną swobodę rozglądania się po wnętrzu domu. Idealna z niej gospodyni, prawda? Wiedziała dokąd to wszystko zmierza, ale jednak nieco przeciągała moment kulminacyjny, będąc pewna, że właśnie tego oczekiwał mężczyzna. Stojąc ze szklanką w dłoni i czekając na jego odpowiedź, obserwowała jak przechyla szklankę na raz nie pozwalając sobie nawet na chwilę delektowania się alkoholem. Narzekał na ten w barze, a mając podstawiony tak niesamowity rocznik, wlał go sobie do gardła na raz? To nieco zaskoczyło Jiji, ale w tym widoku było coś… zwierzęcego. W momencie, kiedy przez jej głowę przebiegła myśl, że przecież nie dla alkoholu tutaj przyjechał, wtedy na nią spojrzał.
A zimny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa aż zadrżała.
W jasnym świetle w domu, gdzie brakowało także wszelkich dodatkowych odgłosów wokół, jego tęczówki błyszczały jeszcze mocniej. Pożądanie wręcz od niego błyskało. Kiedy tylko zmniejszył dzielący ich dystans i zdecydowanym ruchem dłoni odsunął jej szklankę, czuła jak zalewa ją kolejna, znacznie mocniejsza fala pożądania. Jej ciemne tęczówki odbijały jego błysk, wpatrując się w niego z pasją i niesamowitym zaciekawieniem. Kimże był?! Nie wzbudzał w niej strachu. Wzbudzał w niej tak wiele emocji, ale nie strach, a pragnienie by ją posiadł, stało w tym momencie na piedestale.
Mógł poczuć jak zaczęła szybciej oddychać, po tym gdy zetknęli się ciałami. Nawet jeśli pomimo obecnego wciąż materiału, ten gest wystarczył, aby czuła jak pożądanie próbuje się wydostać na zewnątrz. - Taka, która pragnie, by owy nieznajomy zerżnął ją tak, jak mąż nie potrafi. W dodatku w jego własnym domu- odpowiedziała od razu bez namysłu, pozwalając sobie na szczerość, chociaż zdawała sobie sprawę, że odpowiedź nie była konieczna. Lekko rozchylone wargi wprost krzyczały, że pragną pocałunku niczym tlenu do oddychania. Pozwoliła mu nadać tempo pierwszego pocałunku. Pozwoliła, aby ją spróbował. Trzymała dłonie przy sobie, ale oboje wiedzieli, że to tylko początek. Objęła jego twarz pogłębiając kolejny pocałunek, pragnąc się nim nasycić. Nie chciała chaosu i impulsywnych ruchów. Każdy ruch jej warg był głęboki, pełen namiętności i pożądania. Nie śpieszyła się, a rozkoszowała męskim ciałem. Jego dłońmi na jej talii, a potem udach, gdy podniósł ją sadzając na blacie. Rozchylając biodra, pozwalając mu się wsunąć pomiędzy, zdała sobie sprawę, że Sawyer jest pierwszym mężczyzną odkąd poznała swojego męża. Pierwszym, które będzie oglądał jej nagie ciało. Ciało pokryte bliznami po przypalonych papierosach czy wciąż gojących się siniakach, które były skrzętnie schowane pod warstwami ubrań. Część jej chciała przerwać w tym momencie to spotkanie. Odsunąć go i poprosić o wyjście, ale… Druga część jej, pragnęła by ją dostrzegł. Dostrzegł jej ból , jej cierpienie.
Czy wygrała chęć wyrwania się ze szponów psychopatycznego męża czy może pragnienie? Nie było wątpliwości, że to drugie, bo Hart nie łudziła się, że nieznajomy okaże się jej księciem na białym koniu. Nie była pieprzoną księżniczka, a życie to nie bajka. To pożądanie jej nie zatrzymało. To pożądanie pchnęło ją, by dłońmi zsunęła się niżej na zakończenie jego bluzki, pod którą wsunęła dłonie w końcu czując jego nagą skórę. Twarde mięśnie pod jej palcami sprawiły, że instynktownie owinęła nogi wokół jego ciała, przyciskając je do siebie jeszcze bardziej, nie pozwalając na szparę między nimi. Puls przyspieszył jeszcze bardziej, pocałunki były głębsze, bardziej łapczywe. Stawała się w y g ł o d n i a ł a. Mężczyzna wybudzał w niej zwierzęcy instynkt, a ona walczyła jedynie już z jedną kwestią - czy woli mu oddać kontrolę czy może spróbować ją przejąć i pokazać mu w pełni, co w niej drzemie. Coś, co myślała, że już dawno zostało zabite, ale on jej przypomniał, że może niekoniecznie.


😈🔥☠️
40 y/o
For good luck!
180 cm
najemnik na terenie obu Ameryk
Awatar użytkownika
Deep in the ocean, dead and cast away, where innocence is burned in flames. A million mile from home, I’m walking ahead. I’m frozen to the bones, I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
erotyka
Zauważył jej drżenie.
Rozszerzone źrenice.
Przyspieszony oddech.
Te drobne detale samotnie znaczyły niewiele, ale obserwowane razem, składały się w oczach Sawyera w obraz, od którego żar w dole brzucha stawał się nie do wytrzymania. Mimo to dopiero jej słowa — perfekcyjnie wstrzelone w ciszę, brutalnie bezpośrednie, niepoprzedzone wahaniem ani strachem, odarte z filtrów, którymi oboje dotąd się posługiwali — sprawiły, że pożądanie wierzgnęło mocniej w jego trzewiach. Niczym dzikie zwierzę; takie, które jest niebezpiecznie blisko wyrwania się spod kontroli. Nie odpowiedział jednak na to wyznanie koibety. Nie było już czasu ani miejsca, zdecydowanie nie miał też cierpliwości.
Zamiast obiecywać, wolał od razu spełnić jej życzenie.
Kiedy wreszcie dotknął jej tak, jak przez ostatnią godzinę tylko wyobrażał sobie, że mężczyzna może ją dotykać, cały świat zawęził się gwałtownie wyłącznie do eleganckiej nieznajomej, miliona dolarów spotkanego w pięciodolcowym barze. Nie istniało żadne tło, nie liczył się żaden bodziec poza tymi, które pochodziły od nieznajomej; jej ust, rozchylonych w ten sposób, że Sawyer dostawał białej gorączki na samą myśl o tym zaproszeniu, krzywizny jej bioder, po których przesunął dłońmi i krągłości piersi, które czuł na torsie, ciepła wnętrza ud, którymi go objęła, kiedy znalazł się między nimi, wilgotnych ust, które całował. I dłoni, wreszcie dłoni, kiedy te wślizgnęły się pod koszulkę Sawyera i przesunęły po pobliźnionej, nagiej skórze. Z dna jego gardła wyrwał się pomruk albo warknięcie — nie sposób było jednoznacznie określić — gdy go dotknęła, stłumione pocałunkiem, którego nie zamierzał przerywać.
Sawyer nie pozostawał jej zresztą dłużny; jego dłonie badały kształt jej ciała, który dotąd skrywała luźna czarna koszula. Pod niecierpliwymi palcami materiał nabierał wreszcie krzywizny kobiecego ciała. . O b s e r w o w a ł . j ą , . nie otwierając oczu i wykorzystując do tego jedynie zmysł dotyku; rozkoszował się nim, pozwalał wyobraźni pracować, a dłoniom błądzić swobodnie, bez grama wahania czy rezerwy. Wciąż jednak — celowo — omijał zarówno jej piersi, jak i wnętrza ud i kobiecość, do której i tak nie miał w tej pozycji dostępu. Dłonie przesuwały się zdecydowanie i świadomie po śliskim materiale, kiedy językiem rozchylił mocniej jej wargi, żeby wedrzeć się do środka jej ust.
Tylko na chwilę; jednak zanim całkiem się cofnął, przesunął językiem po dolnej wardze kobiety i przygryzł ją między zębami. Dopiero wtedy zasunął się niżej, pocałunkami po żuchwie aż do ucha. W międzyczasie prawą dłoń wplątał we włosy kobiety przy potylicy i za nie szarpnął — nie na tyle mocno, żeby ją zabolało, ale też bez płochej delikatności — w ten sposób eksponując jej szyję. Oddech rwał mu się na ustach, kiedy z trudem odsunął się od jej ciała.
I przez chwilę po prostu patrzył.
Na tętnicę, której przyspieszony puls zdradzał jej podniecenie.
W jednym mgnieniu oka pod nieskazitelną skórą oczami wyobraźni zobaczył mięśnie, kości i żyły, cały skomplikowany, przeplatający się ze sobą układ ścięgien, który Sawyer zdążył poznać lepiej, niż chciałby znać jakikolwiek człowiek. A później znowu mrugnął i widmo zniknęło; została jedynie rozgrzana skóra kobiety, której dotykiem wciąż nie potrafił się nasycić.
Dlatego ponownie nachylił się do jej szyi i mocno przesunął językiem po skórze w dół, w kierunku obojczyka, zostawiając po sobie zimny ślad śliny. Nie puścił jednak jej włosów, wręcz przeciwnie; pociągnął za nie jeszcze mocniej, żeby zmusić kobietę do mocniejszego wygięcia pleców w łuk, a tym samym głębszego wyeksponowania szyi i dekoltu. Przesunął pocałunkami po jej obojczyku aż do spojenia z mostkiem… Wtedy też drugą dłonią sięgnął do guzików jej koszuli.
Z tyłu świadomości, zepchnięte bardzo głęboko, pozostawało pytanie, czy jej mąż może wrócić i ile mają czasu.
Sawyer ignorował je świadomie, rozpinając kolejne guziki — od pierwszego przy dekolcie, kolejno w dół, w kierunku brzucha — tak wolno, jakby czas nie grał żadnej roli. Wreszcie puścił jej włosy, pozwalając jej na większy zakres ruchu, jeśli chciała, nie przestawał jednak całować skóry na jej dekolcie. Z każdym pocałunkiem zsuwał się niżej, aż językiem dotknął krawędzi koronki jej biustonosza i z jego ust wyrwał się kolejny niski, niemal zwierzęcy pomruk. Aprobaty. Niecierpliwości. Pożądania. Wtedy też puścił ostatni guzik koszuli; materiał rozchylił się na jej piersiach i brzuchu. Wystarczyło już tylko krótkie szarpnięcie, żeby odsłonić jej ciało.
Cofnął się o cal i pozwolił spojrzeniu zsunąć się tam, gdzie chciało znaleźć się od samego początku. W uszach dudnił mu jego własny puls, ale wtedy nagle przez wycie pożądania w dole brzucha przedarła się stara, znajoma czujność i uderzenie ostrej, niepasującej do sytuacji i miejsca konsternacji.
Wolno podniósł wzrok, żeby spojrzeć kobiecie w oczy. Przez chwilę jedynie patrzył w milczeniu, a ciasną przestrzeń między nimi wypełniały urywane, ciężkie od pożądania oddechy, mimo że nowych pytań nagle gwałtownie przybyło.
— To jego? — zapytał wreszcie niskim, ciężkim głosem.

Jinx Hart
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Val
braku inicjatywy z drugiej strony, nudy i płytkich dialogów
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

trigger warning
erotyka
Jego pocałunki i dotyk sprawiły, że zdała sobie sprawę, że zapomniała już jak to jest jednocześnie być pożądaną i odwzajemniać to uczucie. Zapomniała co za pobudzające było uczucie, gdy się kogoś pragnęło. I pragnęło mu się oddać.
Gdy tylko jej mąż zrzucił maskę człowieka bez skazy ratującego ludzkie życia, seks stał się dla niej obowiązkiem, a nie przyjemnością. Chcąc uniknąć kolejnych ciosów, sprawiających jej ból fizyczny, nadstawiała się na zadania bólu psychicznego. Tego, którego tak łatwo nie sposób dojrzeć. Wierząc, że chociaż zaspokojony, będzie spokojniejszy, nie odmawiała mu współżycia, wobec którego stała się wręcz obojętna.
Lecz dzisiaj Daniel wyjechał, a ona odważyła się wyjść do baru, w którym raczej nikt nie spodziewałby się jej zastać. Poznała mężczyznę , S a w y e r a, który wzbudził jej ciekawość, dodał odwagi, a przede wszystkim rozpalił w niej pożądanie. Tak pierwotne i tak złaknione, że nie sądziła, że jeszcze coś takiego może w niej drzemać. Rozkoszowała się jego dłońmi , którymi z niesamowitą cierpliwością błądził po jej ciele, hamując się przed skierowaniem ich na najbardziej strategiczne rejony. Jakby dawkował sobie przyjemności, a jednocześnie pocałunkami wyrażał swoją niepohamowaną żądzę. Stłumione warknięcie przyjemnie zawibrowało w jej ustach, aż instynktownie jeszcze mocniej zacisnęła uda wokół niego, a przy tym delikatnie wbijając paznokcie w skórę na jego plecach.
Wraz z rosnącym pożądaniem, pojawiało się w niej jeszcze jedno uczucie. Tak głęboko zakopane, że jedynie po cichu w niej pukało. O d p r ę ż e n i e. Drżała, puls szalał, a ciało rozpalone i w tym wszystkim odzywało się w niej odprężenie. Ten stan w ramionach mężczyzny, kiedy mogła mu oddać we władanie swe ciało, a przy tym czuć przyjemność. Pociągnięcie za włosy nie kojarzyć z bólem, a z rozkoszą. Jej czujność zasypiała, odchylając się do tyłu, by przyjąć kolejne pocałunki. Wygięły plecy w łuk, a aby nie stracić przy tym równowagi, jedną dłonią chciała oprzeć się o blat. Błądząc nią na ślepo, w pełnym amoku, trąciła szklanką z alkoholem, który rozlał się po podłodze, a stłuczone szkło rozleciało się na małe kawałki i wywołując nieprzyjemny odgłos. Na całe szczęście zanikł on w dźwiękach jej pomruków i westchnięć, gdy mężczyzna znaczył jej skórę swoimi ustami, jednocześnie rozpinając kolejne guziki jej koszuli. Myśli sprzed kilku minut o tym, że zobaczy jej ślady, uleciały. Pragnienie wyrywało się z środka. Pożądanie wręcz ją rozpalało i pozwalała sobie na pełen pejzaż towarzyszących jej emocji. Nie uciszała dźwięków podniecenia wyrywających się z jej ust. Pozwalała dłoni mocniej zaciskać się na jego skórze, a drugą zanurzyć tym razem mu we włosach, za które złapała, by przytrzymać jego głowę tuż przy sobie. Z każdą kolejną minutą potrzebowała tego coraz bardziej. Potrzebowała jego coraz bardziej. Ustami wtłaczał w nią życie na nowo. Odchyliła głowę jeszcze bardziej, przesuwając resztę ciała bliżej jego ust. Puls na jej szyi tykał niebezpiecznie jak bomba, przyjmując kolejne fale rozkoszy, którymi ją zalewał.
Kiedy rozpiął ostatni guzik jej koszuli i puścił jej włosy, wyprostowała się. Nie chciała już tracić czasu, czując jak pożądanie sięgnęło zenitu, nie pozwalając jej zahamować ani na chwilę. Wykorzystała ten moment swobody, aby chwycić za krawędzie jego koszulki i podciągając, a następnie ją ściągając. Podziwiała zarysy męskich mięśni, gdy jej koszula luźno opadała z ramiona aż spoczęła całkowicie na kuchennym blacie. Przyglądając się widokowi, który miała tuż przed swoimi oczami, od razu dostrzegła blizny. Mnóstwo blizn.
I ponownie zadrżała.
Jednak tym razem nie z podniecenia, ale i nie ze strachu. Ten widok sprawił, że poczuła się z nim połączona. Dwie zranione dusze o twarzy niezdradzającej tego, co skrzętnie ukrywają warstwy materiału. Przesunęła wzrokiem ku górze, aby teraz połączyć twarz z resztą ciała. Dochodząc do jego spojrzenia, nagle powróciła jej trzeźwość umysłu.
To jego?
Krótkie pytanie, na które czuła, że musi odpowiedzieć, a jednocześnie wiedziała, że milczenie również będzie odpowiedzią. Wpatrywała się w Sawyera nie z przerażeniem, że odkrył jej tajemnicę ani z błaganiem o ratunek przed psychopatycznym mężem. Wpatrywała się w niego z obojętnością, bo właśnie zdała sobie sprawę, że nic to nie zmieni, że mężczyzna się dowie o ciemnych stronach jej małżeństwa. Nie wiedząc tak naprawdę o nim nic poza jego imieniem, nie zdawała sobie sprawy z napływającej okazji do zakończenia swojego horroru (a może właśnie jego rozpoczęcia?). Wcześniejsze pragnienie, aby ją dostrzegł - całą ją, gdzieś zaczęło ulatywać. Nie miała pojęcia, że właśnie miała przed sobą mężczyznę, który pozbawiał ludzi życia. Który mógł uratować ją pozbywając życia człowieka, który z kolei żył z ratowania innych. Czyż życie nie bywało przewrotne?
Siedziała z wysoko uniesioną głową, bez krępacji ukazując pasmo śladów przemocy. Jeszcze świeżych siniaków na przedramionach, za które ją złapał wczorajszego wieczoru, gdy nie mógł znaleźć ulubionego krawatu. Obrzydliwie fioletowo- pomarańczowego siniaka na ramieniu, którym się uderzyła o klamkę drzwi, na które ją pchnął. Pojedyncze ślady przypaleń po papierosach na brzuchu, gdy jeszcze miała wolę walki i próbowała się bronić. Pozostałe ślady skrywały się na plecach i udach, które wciąż nie sięgnęły oczu Sawyera. Pozwoliła mu się oglądać, czując jak pożądanie pomału z niej ucieka. - Tak- postanowiła nie uchylać się przed odpowiedzią, tak jak przestała się uchylać przed ciosami. Przyjmując jego pytanie i każdą kolejną ewentualność. Była gotowa na wszystko, a przy tym nie spodziewając się kompletnie niczego.


Sawyer
40 y/o
For good luck!
180 cm
najemnik na terenie obu Ameryk
Awatar użytkownika
Deep in the ocean, dead and cast away, where innocence is burned in flames. A million mile from home, I’m walking ahead. I’m frozen to the bones, I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
erotyka
Sawyer nie szukał sprawiedliwości. Nie uważał zresztą, żeby coś takiego jak sprawiedliwość w ogóle istniało. Kiedy przychodziło do wykonywania zleceń, nie wybierał stron, nie rozważał kwestii etyki, nie zastanawiał się nawet przelotnie, czy to morderstwo uwolni świat od uciążliwego skurwysyna i społecznego pasożyta, czy raczej zabierze porządnego obywatela; czyjąś matkę albo ojca, czyjeś dziecko albo mentora. Robił jedynie to, za co mu płacono, a zwykle nie płacono mu za myślenie. Tym bardziej zaś — za zadawanie zbędnych pytań. Zresztą sam nigdy nie poznał ciężaru moralności; tak jakby urodził się już zdeformowany, bez tej podstawowej, emocjonalnej wrażliwości i empatii, w które powinien być naturalnie wyposażony każdy przychodzący na ten świat. Moralności, działanie wbrew której powinno w normalnym człowieku budzić strach albo napięcie, ale w jego przypadku nie budziło absolutnie . n i c z e g o .
Z pewnością Sawyer Wright nie był normalny.
Jednak właśnie ten fakt pozwalał mu być tak dobrym w tym, co robił. Dlatego szczególnie nad tym nie ubolewał ani specjalnie długo się nad tym nie zastanawiał.
Teraz, kiedy przesunął spojrzeniem po śladach siniaków na ciele kobiety — chociaż widział jedynie efekt na skórze, lata pracy pomogły wyobraźni; zobaczył w jaki sposób palce napastnika ułożyły się na skórze, kształty kolejnych obrażeń nabrały prawdopodobnych okoliczności powstania, w tym specyficzne blizny po przypaleniach — również niczego nie poczuł. Żadnej oceny moralnej, żadnego ciężaru odpowiedzialności ani gniewu na dziejową niesprawiedliwość świata, w którym można kogoś katować tylko dlatego, że jest się silniejszym. Zbyt wiele razy sam korzystał z tego przywileju, żeby choćby próbować udawać przed nią święte oburzenie. Ot, przed jego oczami był dowód na historię jakich tysiące, gdzie pod bólem krył się zwykły, raczej żałosny lęk napastnika trafiającego na słabszą ofiarę. Nic szokującego dla kogoś przyzwyczajonego do tego, jak zjebany może być ten świat. Nic, na co Sawyer musiałby reagować, bo to nie była jego sprawa. W końcu nawet nie znał jej imienia, mimo że jej bluzka właśnie opadła na blat za jej plecami, ukazując jego oczom biustonosz i zarys piersi pod nim, na języku miał smak jej ust, opuszki palców mrowiły co od dotyku jej skóry, a w kroczu czuł niemal bolesne napięcie pożądania żądające ulgi.
Dopiero kiedy odpowiedziała — jedno słowo, które musiało ją kosztować więcej odwagi niż nawet najbardziej płomienny monolog — z uniesionym dumnie podbródkiem i z wbitym w niego spojrzeniem oczu, w których nie było ani strachu, ani desperacji łani zaszczutej przez drapieżnika, Sawyer poczuł, jak pod skórę mimo woli niespiesznie wlewa mu się uczucie. Nie gniew. Nie żądza zemsty. Nie chęć wymierzenia sprawiedliwości, bo jej definicji i tak nie znał. Tym bardziej nie smutek. Ani żal.
P o g a r d a .
Chociaż Sawyer był bezwzględny i z pewnością był potworem w ludzkiej skórze, nie bywał niepotrzebnie okrutny, jeśli tego nie wymagały okoliczności albo jeśli za to mu nie zapłacono. Nie cieszyła go cudza krzywda, jeśli nie miała żadnego celu poza wątpliwym zbudowaniem własnej wartości albo umocnieniem kruchego ego. Gardził mężczyznami, którzy posuwali się do przemocy, żeby poczuć się ważniejszymi.
— Zawsze uważałem, że okrucieństwo to najłatwiejszy sposób, żeby słaby człowiek mógł poczuć iluzję władzy.
Z tymi słowami przesunął opuszkami palców po jej ramieniu, znaczonym kolorami siniaków o różnym czasie powstania. Nie cofnął się. Nie zaczął się ubierać, jakby te ślady coś zmieniły; w jego oczach nie zmieniły. Dalej jej pożądał. Może nawet bardziej niż wcześniej, bo determinacja w jej oczach była jak afrodyzjak, obok którego człowiek pokroju Sawyera — czyli moralnie spaczony — nie potrafił przejść obojętnie. Stał wciąż przed nią, między jej udami oplatającymi jego ciało, tak blisko, że wystarczyło tylko przechylić się do przodu, żeby znów ją pocałować.
Zrobił to bez wahania i zamknął jej w ten sposób usta, zanim kobieta zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. Nie zamierzał marnować czasu na filozoficzne rozważania, szczególnie że filozof był z niego żaden, za to w kroczu czuł niecierpliwe pulsowanie pożądania, które nie potrzebowało słów. Objął ją, a kiedy wreszcie przesunął dłońmi po nagiej, rozgrzanej skórze, z trudem zapanował nad żądzą szarpiącą się w ciele od momentu, w którym jego spojrzenie zatrzymało się w barze na jej profilu.
— Zmieniłem zdanie — wywarczał jej w usta między pocałunkami w tej chwili, w której jego palce zahaczyły o zapięcie biustonosza na plecach kobiety. Zanim zabrzmiało to zbyt . o s t a t e c z n i e . — bo miało jedynie dostarczyć jej jeszcze więcej adrenaliny — Sawyer dodał: — Jednak chcę zwiedzić dom.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


bite my neck and press your hips into me
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Val
braku inicjatywy z drugiej strony, nudy i płytkich dialogów
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wyczekując reakcji Sawyera, z każdą kolejną mijaną sekundą, jej serce biło coraz głośniej. Nie spodziewała się niczego. Obojętność już dawno zalewała jej życie, a przynajmniej tak jej się wydawało. Wszystko zmieniło się, gdy mężczyzna ze szczerą pogardą skomentował ślady na jej ciele, a następnie wpił się w jej usta z taką intensywnością, jakby ich widok jeszcze bardziej na niego podziałał.
Wtedy zdała sobie sprawę, że to nie była obojętność, a strach przed litością. Nie chciała, aby to co robił z nią jej mąż, ją określało. Nie chciała, aby ludzie patrzyli na nią i widzieli o f i a r ę. Wypadek i brak możliwości powrotu do tańca całkowicie ją załamał i zmiażdżył jej pewność siebie, bo to właśnie muzyce mogła być całkowicie wyzwolona. Mogła być soba. W tańcu była gwiazdą. Ten etap miała już za sobą, a małżeństwo z psychopatą, robiło z niej ofiarę. Patrząc w lustro widziała ofiarę i nie chciała, aby i to inni w niej dostrzegali.
Ale nie Sawyer. On nie litował się nad nią. Nie traktował jej jakby była za szkła. Ślady na jej ciele nie określały jej, ale jej męża. Widząc w jego oczach i słysząc w głosie tą pogardę nie do niej, lecz do Daniela, zdała sobie sprawę, że właśnie tego potrzebowała. Potrzebowała kogoś, kto pozna jej sekret, dostrzeże ją obdartą z warstw materiału i nie będzie oceniał jej po działaniach Daniela. To było tak cholernie orzeźwiające i pobudzające , że z niesamowitą intensywnością odwzajemniła jego pocałunek, nie mogąc się nim nasyć. Potrzeba, aby pozbył się kolejnych ubrań z jej ciała i zobaczył ją c a ł ą była nie do zatrzymania.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Sawyer Wright
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”