ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
168 cm
Żona na utrzymaniu męża
Awatar użytkownika
Are you someone that I can give my heart to?
Or just the poison that I'm drawn to?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Kiss me goodbye
Pushing out before I sleep
It's lower now and slower now
The strangest twist upon your lips
But I don't see
And I don't feel


Początkowo po wejściu do taksówki, była wpatrzona w widoki zza szyby. Mijane budynki, światła reflektorów nie przynosiły jej jednak ukojenia, a zaczynały przypominać w co się właśnie pakuje. Jak duże ryzyko niosło za sobą zaproszenie obcego mężczyzny do domu, który dzieliła z mężem. Nie chciała słuchać głosu rozsądku i sumienia, ponieważ miał nad nią kontrolę od dawna i do czego to ją doprowadziło? Do małżeństwa z pieprzonym psychopatą, którego na zewnątrz wszyscy cenili i kochali uważając za boga chirurgii, a w środku był narcyzem, który bez wyrzutów sumienia potrafił jej złamać kość, gdy zdjęła obrączkę do sprzątania.
Dlatego podobało jej się, gdy alkohol i nieznajomy pociągnęli ją w rejony, w których od dawna nie bywała. Tam, gdzie mogła nie myśleć o wczoraj, bo była historią i nie miało znaczenia. Tam, gdzie mogła robić i mówić to, na co ma ochotę. A teraz miała ochotę obrócić twarz w lewo i spojrzeć na Sawyera, którego poznała kilkadziesiąt minut temu. Mężczyzna wzbudzał w niej falę przeróżnych uczuć - od ciekawości, poprzez potrzebę by ją dojrzał, a na pożądaniu kończąc. Wystarczyło kilka przeciągłych spojrzeń, muśnięcie warg, odpowiednie słowa i czuła jak atmosfera między nimi gęstnieje i im dłużej się w niej wpatrywała, potrzeba spędzenia z nim nocy, rosła coraz bardziej. Jednak nie odezwała się ani słowem, a dłonie wciąż miała złożone na kolanach. Nie zbliżyła się do niego. Jedynie obserwowała jego twarz na tyle, ile pozwalało jej światło mijanych latarni. Nie próbowała go w żaden sposób rozgryźć. Chciała go z a p a m i ę t a ć.
Kiedy dojechali na miejsce, ruszyła pewnym krokiem do drzwi, ale nie śpieszyła się szczególnie. Otworzyła sprawnie drzwi, bez żadnych oznak stresu, bo ten jej nie towarzyszył. W końcu czego mogłaby się bać? I tak w swoim życiu już tylko egzystowała próbując się utrzymać na powierzchni wody, wychodząc z założenia, że gorzej być nie może.
Teraz towarzyszyła jej jedynie ekscytacja i pożądanie. Zawsze posłuszna , teraz mogła mu pokazać środkowy palec, sprowadzając pod jego nieobecność innego faceta, z którym tak - zamierzała się pieprzyć w ich małżeńskim łożu.
Po wejściu do środku, od razu wyłączyła alarm i zaprosiła Sawyera, przed którym teraz rozpostarł się widok na salon połączony z kuchnią. Po lewej stronie znajdowały się drzwi prowadzące na piętro, gdzie znajdowała się między innymi sypialnia oraz gabinet jej męża. - W razie potrzeby łazienka gościnna jest po prawej stronie na końcu korytarza- wskazała dłonią na długi korytarz prowadzący także między innymi do garażu. Wszystko było utrzymane w krystalicznym porządku i zdecydowanie królowała biel. Granatowe dodatki były jeszcze za czasów narzeczeństwa, kiedy Jinx miała więcej do powiedzenia i wyboru w kwestii domu. Teraz już się nawet nie wtrącała, bo po co?
Przeszła prosto do kuchni, gdzie w zlewie umyła ręce, a następnie wyjęła dwie szklanki , które napełniła kostkami lodu. Tak naszykowane szkło zostawiła na wyspie kuchennej, by udać się do niskiego stoliczka znajdującego się na drugim końcu pomieszczenia, tuż przy kominku. Zabrała z niego butelkę, z której Daniel pił podczas szczególnych okazji - The Macallan. Ależ poczuła satysfakcję, że właśnie tą wybrała i to bez żadnego zastanowienia. Potrzeba zagrania na nosie mężowi stawała się coraz silniejsza. W dodatku wypada dobrze przyjąć gościa, prawda? Napełniła szklanki alkoholem, zostawiając butelkę na wyspie i podeszła do Sawyera wręczając mu jedną z nich. - Ta jest znacznie lepsza- powiedziała z wyciągniętą ręką. To był pierwszy raz odkąd weszli, kiedy na niego spojrzała. Podczas szykowania drinków, nie wodziła za nim wzrokiem. Za to może nieco bardziej kołysała biodrami, gdy obcasy odbijały się echem po całym domu. Teraz mogła ponownie przyjrzeć się jego oczom i to w znacznie lepszym świetle, niż wcześniejsze barowe czy to co gorsza w taksówce. Jego tęczówki wciąż skrywały tajemnicę, a śmierć w dziwny sposób nad nim krążyła, ale to jej nie przeszkadzało. Wprost przeciwnie - zaczęło ją to pociągać. Czyżby alkohol coraz mocniej uderzał do głowy? Czy to była sprawka mężczyzny?
Upiła łyk bez odrywania od niego spojrzenia, a kiedy odsunęła szkło od ust, odezwała się ponownie. - Chciałbyś zwiedzić dom? Jest dość spory i jak widzisz - za mną jest basen, a jak na dobrą gospodynię przystało , mogę pozwolić Ci z niego skorzystać- dała mu możliwość kolejnego kroku. Dreszcz adrenaliny przebiegł przez jej ciało, gdy stojąc czekała na jego ruch. Siedząc w jakimś barze na końcu miasta, łatwiej było zapanować nad emocjami. Harmider w tle utrudniał skupienie się na drugiej osobie nawet jej. Teraz, w ciszy i jasnym świetle pomieszczenia, widziała go doskonale. Czuła go doskonale. Pożądała go znacznie mocniej.


Sawyer
40 y/o
For good luck!
180 cm
najemnik na terenie obu Ameryk
Awatar użytkownika
Deep in the ocean, dead and cast away, where innocence is burned in flames. A million mile from home, I’m walking ahead. I’m frozen to the bones, I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— siedem —
Before I hunt you down, grab your chin and kiss your lips
You bring me back, I lay you down and grab your hips
And we lose all control

Był nauczony kontrolowania emocji.
A pożądanie też było, koniec końców, emocją.
Mimo to czuł, jak drapie go pod skórą, jak pragnie wydostać się na zewnątrz, jak szponami uderza o pręty klatki żeber i wyje w agresywnym żądaniu spuszczenia jej z pyska kagańca.
Ostatecznie Sawyer nie był diabłem ani demonem, jak o nim szeptano za jego plecami, nawet jeśli zdecydowanie był cieniem i bywał potworem. A chociaż na dźwięk tego stwierdzenia wielu ludzi rozrzuconych bezładnie po krajach obu Ameryk mogłoby się żachnąć, zaśmiać, splunąć albo obruszyć — a jeszcze więcej po spotkaniu z Sawyerem już nigdy nie zrobi żadnej z powyższych rzeczy — to przy tym wszystkim wciąż był tylko człowiekiem. I jak na człowieka przystało, miewał swoje słabości, prymitywne potrzeby i zwykłe, ludzkie odruchy; a ta kobieta zarysowała powierzchnię jego ciekawości, obudziła apetyt i odmalowała się jaskrawymi obrazami pod jego powiekami przy każdym mrugnięciu, gdy szedł za nią w stronę taksówki. Nawet wtedy cześć jego świadomości wciąż odruchowo analizowała, śledziła spojrzenia, wyszukiwała wzorce i zachowania, które się z nich w oczywisty sposób wyłamywały, ale z każdym uderzeniem serca zbliżającym go do smaku jej nagiej skóry na języku i z każdym przejechanym w ciszy kilometrem te myśli odsuwały się na dalszy plan. Blakły pod naporem innych, bardziej natarczywych i prymitywnych.
Wcześniej zastanawiał się przelotnie, czy nieznajoma zaprosiła go do domu, ale pewność zyskał dopiero, kiedy podała adres. Sawyer nie znał co prawda każdej ulicy Toronto, ale poznał miasto wystarczająco, żeby pobieżnie się w nim orientować — wiedział więc, że była to dzielnica mieszkalna. Przy okazji upewnił się też w swoim wcześniejszym założeniu; bo była to . l u k s u s o w a . dzielnica mieszkalna. Nie skomentował jednak tego faktu, a podczas drogi zachowywał się neutralnie, nawet jeśli kierowca nie wydawał się zainteresowany tym, co dzieje się na tylnej kanapie, gdy spokojnie przecinali nocne miasto taksówką. Wreszcie samochód się zatrzymał, a po zapłaceniu Sawyer wysiadł za kobietą. Alkohol przyjemnie rozgrzewał mu krew, pożądanie przyspieszało puls, a każda minuta oczekiwania wyciskała się piętnem niecierpliwości pod skórą — mimo to szedł za nią spokojnie, w milczeniu, nie przestając obserwować otoczenia… Chociaż przesuwając wzrokiem po jej biodrach i skupiając się na stukocie kobiecych szpilek, z pewnością robił to mniej uważnie niż zwykle, jak na jego zawyżone standardy.
Uniósł wymownie brwi w reakcji na jej słowa o łazience gościnnej, a jeden z kącików ust uniósł się, tworząc na jego twarzy krzywy, ironiczny uśmiech, ale poza tym Sawyer nie odpowiedział. Spojrzał tylko przelotnie w stronę wskazaną przez kobietę, żeby ostatecznie powrócić wzrokiem do jej sylwetki. Wsunął ręce w kieszenie spodni i niespiesznym krokiem, wyglądającym na wręcz leniwy, przeszedł w głąb salonu, kiedy zajęła się przygotowywaniem drinka. Obserwował ją kątem oka, w międzyczasie rozglądając się po wnętrzu. Luksus nie robił na nim wrażenia — bogate wykończenie i eleganckie meble nie miały w jego oczach wartości, tak samo jak dzieła sztuki, których w większości nie rozumiał; piękno w pojmowaniu Sawyera nigdy nie było . m a r t w y m . przedmiotem. Było chwilą napięcia przed wykonaniem zlecenia albo tuż po; pauzą między skurczem serca; błyskiem w oku i drapieżnym uśmiechem; miękką linią nakreśloną nagim ciałem kobiety albo ostrym zarysem zimnej stali porządnego pistoletu. Dlatego rozglądał się po przestronnym wnętrzu głównie po to, żeby znaleźć kamery; te oczywiste i te zdecydowanie mniej. Wiedział, że willa tego pokroju musi mieć całodobowy monitoring, miał jednak nadzieję, że kobieta miała na tyle przytomności, żeby wyłączyć je wraz z alarmem.
Chociaż Sawyer nie miałby nic przeciwko temu, żeby jej mąż za kilka dni zobaczył na nagraniu, jak zdziera z niej ubrania. Uśmiechnął się krótko i paskudnie do tej myśli, spojrzeniem zahaczając wprost o wizję jednej z kamer.
Niestety wyglądała na wyłączoną.
Ostatecznie odwrócił się w stronę kobiety i przyjął od niej szklankę, kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały. Spróbował alkoholu, chociaż z daleka już widział etykietę na butelce, z której go nalała, a ta mówiła sama za siebie. Był wybitny. A jednak smak bladł na języku, kiedy jego spojrzenie zsunęło się po jej szyi w dół. Sawyer nawet nie zająknął się słowem o lodzie, który nieznajoma dodała do szklanek, bo nie zamierzał się delektować whisky na tyle długo, żeby woda rozcieńczyła mu drinka.
Wolał delektować się nią.
Dlatego, chociaż to z pewnością była zbrodnia na takim roczniku Macallana, Sawyer wypił resztę zawartości szklanki jednym haustem. Oczy mu zabłysły wyzywająco, kiedy zrobił wreszcie pierwszy ruch w jej stronę, a każdy kolejny żarłocznie połykał przestrzeń, która jeszcze chwilę temu ich dzieliła:
Jeden krok wystarczył, żeby znaleźć się tuż przed nią. Jeden ruch ręki, żeby odsunąć na bok jej dłoń trzymającą szklankę. Jedno przeniesienie ciężaru w przód, żeby ich ciała się dotknęły; jego tors z jej piersiami i płaskim brzuchem. Jedno uderzenie serca ciszy i jedno długie, pełne napięcia spojrzenie zaglądające wprost na samo dno jej źrenic, zanim się odezwał.
— Która dobra gospodyni zaprasza nieznajomego do domu pod nieobecność męża? — zapytał właściwie retorycznie, głosem niskim od niehamowanego pożądania, z drapieżnym uśmiechem czającym się w lekko kącikach ust. Niezbyt szerokim, a jednak bardzo wymownym; zwłaszcza że oczy Sawyera błyszczały niebezpiecznie.
Nie chciał zwiedzać domu.
I nie zamierzał już dłużej czekać.
Zrobił kolejny krok w przód, lewą stopę stawiając precyzyjnie między jej szpilkami, chociaż nawet przelotnie nie zerknął w dół, a nogę bezczelnie wsunął między jej uda. Zatrzymał się tam na pełne napięcia uderzenie serca, ale nie było już żadnej drogi powrotu, przestrzeni pozwalającej na zmianę zdania ani miejsca na sprzeciw; wystarczyło już tylko, że Sawyer nachylił się lekko, żeby odnaleźć jej usta swoimi. Najpierw pocałował ją miękko, jakby chciał tylko sprawdzić jej smak — oboje smakowali horrendalnie drogim whisky — ale kolejny pocałunek był zdecydowanie bardziej zachłanny, głodniejszy, mniej cierpliwy. Mocniejszy i głębszy. Jednocześnie wolną dłonią objął ją luźno w talii, przyciągając do siebie niedbale, chociaż bynajmniej nie zamierzał przestać iść do przodu. Nie przerywając pocałunku, ba, pozwalając, żeby stawał się głodny i bardziej chaotyczny, z kolejnymi krokami zmuszał gospodynię do cofnięcia się w tył, aż wreszcie oparła się lędźwiami o krawędź kuchennej wyspy. Na oślep odstawił swoją pustą szklankę gdzieś po jej prawej stronie, żeby obiema dłońmi przesunąć mocno po krzywiźnie jej ciała irytująco skrytego pod materiałem, zanim złapał ją na wysokości ud i podniósł z taką lekkością, jakby nie ważyła zupełnie nic, żeby posadzić ją na blacie przed sobą. Chociaż teraz była wyżej, Sawyer nie przerwał pocałunku. Jego oddech wyczuwalnie stał się cięższy, czuł napięcie w podbrzuszu i gorąco zalewające całe jego ciało.
Było jedno pytanie, które musiał jej zadać.
Zamierzał jednak z nim poczekać na . o d p o w i e d n i e j s z y . moment.

Jinx Hart
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Val
braku inicjatywy z drugiej strony, nudy i płytkich dialogów
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”