ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Weź się w garść, Pembroke.


Leah znieruchomiała, stając przed biurkiem swojego nowego przełożonego; uważnie nasłuchiwała odgłosów i rozmów, dochodzących z korytarza. Jej oddech zadrżał, gdy bezszelestnie odsunęła jedną z szuflad w biurku; w środku było parę porozwalanych dokumentów, długopisy i zszywacz. Co za syf. Zamknęła ją, od razu sięgając do drugiej — szukała... Cholera wie czego, tak właściwie. Czegokolwiek, co mogłoby okazać się dla niej przydatne. Dokumenty, związane ze zbliżającym się pokazem; dane do faktur, spis modeli, którzy pojawią się na castingu, wynajęte miejsce, lista kontaktów. Pembroke wyłożyła wszystko na biurko, wyciągając swój telefon, by zrobić wszystkiemu zdjęcia. Nie miała teraz zbyt wiele czasu, żeby wszystko dokładnie przeczytać, a naprawdę nie chciała wpaść za grzebanie w rzeczach jej nowego przełożonego.

Wydawało jej się, że powrót syna dyrektora, będzie istną katastrofą, bo młody mężczyzna z pewnością był bardziej rozgarnięty niż pan Reid, który rzadko pojawiał się w budynku, większość spraw, załatwiając przez swoich sekretarzy. Leah była przerażona na samą myśl, że będzie musiała użerać się z Callumem; dużo o nim słyszała od reszty pracowników. Przez sekundę nawet zwątpiła w swój wielki plan sabotażu i chciała się wycofać, ale jej przyjaciółka stwierdziła, że to jest dla niej idealna szansa.

"Nie uwierzę, że zdrowy, normalny chłopak nie poleci na swoją seksowną asystentkę. Use it."

Leah przez dwa dni dochodziła do siebie po tych słowach. Nigdy wcześniej nie myślała o tym, żeby używać swojej urody do... czegokolwiek nietypowego, tak właściwie. Jasne, od małego wmawiano jej, że ma ładnie wyglądać i prezentować się jak drogi produkt na sprzedaż, ale nigdy realnie nie wykorzystała swoich atutów. I mimo wszystko, nadal nie do była do końca pewna, czy było to coś, co chciałaby zrobić. Well, jak na razie wolała użyć sprytu albo przebiegłości i jedynie w ostateczności, zamrugać jak ostatnia idiotka. Masakra, jak nisko musiała upaść dla dobra sprawy?

Dzisiaj miała go poznać. To właśnie dlatego, słysząc donośny szmer za drzwiami, nieco zbyt głośno zatrzasnęła szufladę, łapiąc w biegu przypadkowy segregator ze stylizacjami, które miała przynieść z punktu A do punktu B. Po drodze prawie skręciła kostkę, gdy podbiegła do drzwi i jeszcze prawie nimi dostała prosto w twarz. I wtedy pojawił się on... Gorący anioł wysłany prosto z nieba, jej nowy szef.
— Pan Reid — wyrzuciła na jednym tchu, cofając się łagodnie o krok, jednocześnie przytrzymując się palcami drzwi. Wyprostowała się jak struna, przyciskając do swojej klatki piersiowej segregator.
— Leah Pembroke. Przez kolejny rok będę pana asystentką — powiedziała, wysuwając dłoń w jego kierunku; i przy okazji, zrobię wszystko, żeby rozpieprzyć całą waszą firmę. Uśmiechnęła się subtelnie.

hi boss
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To rozstanie serio nieźle mieszało mu w głowie, skoro znowu zdecydował się zaangażować w rodzinny biznes i odgrywać rolę dyrektora ds kreatywności. Na szczęście ojciec obiecał dać mu wolną rękę i nie wchodzić mu w paradę, więc w momencie, gdy Reid podpisał kontrakt na rok, nie spodziewał się, że tak naprawdę podpisuje cyrograf z diabłem.

Chociaż?

Jego ojca można byłoby spokojnie do czegoś takiego porównać, więc gdy usłyszał jego kolejne słowa, miał ochotę wszystko pierdolnąć i wyjść z gabinetu. - Jak to asystentka? Na jaką cholerę jest mi jakaś gówniara, która ledwie co wyszła z pieluch? - fuknął pod nosem, wyraźnie niezadowolony. Jego ojciec, pan Reid, tylko parsknął śmiechem, - Callum, to jest bardzo ogarnięta dziewczyna. Przyszła tutaj, żeby się czegoś nauczyć, a przecież nasza firma jest marzeniem każdego, kto chce spróbować swoich sił w świecie mody. A teraz nie zawracaj mi głowy. Mam zaraz kolejne spotkanie z inwestorami z Chin. - Machnął ręką, sygnalizując mu, żeby wyszedł. Callum jeszcze przez chwilę stał w miejscu, mierząc ojca spojrzeniem, po czym zaklął pod nosem i skierował się do windy. - Kurwa, za niańkę mam robić, jeszcze czego… - marudził do siebie, naciskając guzik. - Staremu już się całkowicie poprzewracało.

Gdy wysiadł na odpowiednim piętrze, ruszył w stronę swojego gabinetu. Chwycił za klamkę i otworzył drzwi tak gwałtownie, że prawie uderzył nimi jakąś dziewczynę. Zmrużył oczy, zmierzył ją od stóp do głów, a chwilę później zamrugał kilkukrotnie, kiedy nazwała go panem Reidem, co swoją drogą całkiem mu się spodobało. Ale nieważne. Dalej był wkurwiony na ojca i zamierzał trzymać się tych negatywnych emocji, okay?

Leah Pembroke.
Przez
kolejny
rok
będe
pana
asystentką.

Kojarzycie może ten nieprzyjemny dźwięk, gdy ktoś przejeżdża paznokciami po tablicy kredowej i aż skręca cię w żołądku? No. Właśnie coś takiego poczuł Callum, słysząc to drugie zdanie wychodzące z jej ust. Spojrzał na nią z niesmakiem, a potem na jej dłoń, którą kompletnie zignorował, kierując się prosto do swojego biurka. - Panno Pembroke, jeszcze raz zobaczę cię w moim biurze bez zezwolenia, to wylecisz z tej firmy tak szybko, jak się w niej znalazłaś. - Usiadł na skórzanym fotelu, wysunął laptopa z szuflady i położył go przed sobą na biurku. - Zrozumiano? - Zerknął na nią, po czym odkaszlnął, no bo tak jakoś sucho mu się w gardle zrobiło, - Piję czarną z dwoma słodzikami. Chop, chop, zanim się rozmyślę. - Posłał jej nikły uśmiech, zatrzymując spojrzenie na segregatorze, który trzymała. - Ah, zanim pójdziesz, możesz mi powiedzieć, do czego jest ci ten segregator z zeszłosezonowej kolekcji? No i… - Przejechał spojrzeniem po jej ubiorze,- Jutro ubierz się bardziej stosownie, bo cokolwiek masz teraz na sobie, jest so out of season, mkay?

panna Pembroke
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dostałam polecenie, żeby to tutaj na pana czekać — powiedziała oschle.
Ty głupi, nadęty, bananowy bufonie. Po raz kolejny posłała mu uśmiech; tym razem uprzejmy, jakby na zamaskowanie tego tonu, który wkradł się w jej wypowiedź. Ach, a więc wszystko to, co usłyszała od reszty pracowników firmy, było prawdą. Gdyby była realną asystentką, która chciałaby mu zaimponować, miałaby niemałe wyzwanie. Na szczęście to nie był jej główny powód, który skłonił ją do złożenia papierów na to stanowisko. Przyjemniaczek. Dobrze, że przez ostatnie tygodnie miała wystarczająco dużo czasu, żeby rozeznać się, jak to wszystko tutaj funkcjonowało. Miała też chwilę, by pokazać jaką ambitną dziewczyną była, co już nie było kłamstwem, bo od chwili, gdy na ślepo zapakowała swoją walizkę, wychodząc z rozmachem z domu swoich rodziców, cały czas naprawdę walczyła o swoje. Dzień w dzień. Na studiach. W akademiku, kiedy głupie dziewczyny myślały, że będą mogły ustawić ją sobie do pionu. I nawet tutaj, gdzie próbowała zrobić sobie przestrzeń do tego, żeby działać.

Leah naprawdę nienawidziła bogatych ludzi. Nienawidziła ich równie mocno, co tych wszystkich firm, które wykorzystywały ludzi w potrzebie, nie płacąc im tyle, ile powinni. Nienawidziła, kiedy uważali się za cholernych bogów i panów świata. Nienawidziła, gdy każdego traktowali jak nic nie warte śmieci, tylko dlatego, że sami żyli w komforcie i bogactwie. Boże, Pembroke nienawidziła całego systemu. Naprawdę. I dlatego stwierdziła, że zacznie sabotować wszystko to, co jej nie pasowało.
Oda do sprawiedliwości.

Studentka powędrowała za nim spojrzeniem, gdy usiadł w swoim skórzanym fotelu, który pewnie kosztował więcej niż była w stanie w ogóle zarobić przez ostatnie miesiące. — Oczywiście — rzuciła słodko, znowu uśmiechając się łagodnie. Jedną z niewielu rzeczy, które cieszyła się, że wyniosła z domu było to całe aktorstwo. Potrafiła się zachowywać, kiedy była potrzeba. Potrafiła udawać.
Chop, chop, zanim się rozmyślę.
W kanadyjskim prawie karnym zabójstwo z premedytacją jest klasyfikowane jako morderstwo pierwszego stopnia (first-degree murder). Jedyną, obligatoryjną karą za to przestępstwo dla osoby dorosłej jest bezwzględne dożywotnie pozbawienie wolności (life imprisonment). Sędzia nie ma możliwości wymierzenia łagodniejszego wyroku.
Ech. Nie mogła sobie na to pozwolić.

Leah spojrzała na segregator, który trzymała w swoich dłoniach, po czym podeszła do jego biurka, otwierając go na pierwszej stronie i odwracając go przodem do tego idioty Calluma. — John prosi o zgodę na wykorzystanie zeszłorocznych materiałów. Firma chce promować drugie życie dla tkanin, które nie zostały ostatecznie użyte w produkcji — wyjaśniła. Otworzyła nawet usta, by coś dodać, gdy ten debil człowiek wspomniał o jej ubiorze. Dziewczyna opuściła spojrzenie na swoją sylwetkę, a potem ostentacyjnie zerknęła w jego oczy. — Jestem asystentką, a nie modelką. Nie sądzę, żeby to miało znaczenie — odparła, układając dłonie na swoich biodrach. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że taka postawa mogła nie być zbyt mile widziana, więc splotła palce za swoimi plecami. — Ma pan dzisiaj spotkanie z projektantami o piętnastej. Do tej pory chcieliby otrzymać odpowiedź w sprawie zeszłorocznej kolekcji — powiedziała, zmieniając temat. — Ach. I czarna kawa wywołuje kołotanie serca. Proszę ją ograniczyć — rzuciła, odwracając się, by pójść przygotować się do spotkania, przy którym będzie musiała mu przecież towarzyszyć.

mr reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na serio nie miał zamiaru bawić się w jakąś tam nianię. To kompletnie nie leżało w zakresie jego obowiązków, a sam doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby Lockhart usłyszał, iż zgodził się wrócić do firmy ojca tylko po to, żeby teraz nadzorować jakąś gówniarę, to wyśmiałby go prosto w twarz. Cholera. Chyba serio powinien rozważyć odezwanie się do Charliego po raz kolejny i namówienie go na jakieś wspólne przedsięwzięcie. - Ah, tak? - rzucił tylko. Dostała polecenie. No proszę. Jaka posłuszna. Przemknęło mu przez myśl, zanim usiadł za biurkiem, wyciągnął laptopa i odpalił go przed sobą.

Od czego właściwie zależało to, że sama jej obecność tak cholernie go irytowała? Do tego czuł jakieś nieprzyjemne drapanie w gardle. To musiały być jej tanie perfumy. Na bank. Inaczej nie potrafił sobie tego wytłumaczyć. Uniósł spojrzenie znad laptopa i zerknął na nią, a konkretnie na to, jak stała. Jezu. Nawet sposób, w jaki stała, działał mu na nerwy. Zachowuj się jak profesjonalista, Reid. Próbował jakoś wewnętrznie się uspokoić, ale no nie mógł. Cała ta sytuacja wydawała mu się tak paradoksalna i banalnie śmieszna, że miał ochotę wstać, wykrzyczeć się, przeklnąć kilka razy, a dopiero później spokojnie usiąść i napić swojej kawki.

Właśnie. Kawki. O którą ją przecież poprosił. A której nadal tutaj nie było. Bo no właśnie.
Stała przed nim jak jakaś niedojda albo strach na wróble. Whatever. You get the gist, right?

Wpatrywał się zirytowany w zeszłosezonowy folder, ale kiedy w końcu otworzyła tę swoją buźkę, postanowił jej posłuchać. I ku jego ogromnemu zdziwieniu faktycznie wydobyło się z niej coś sensownego. - Hm. Drugie życie dla tkanin? - podniósł na nią spojrzenie. - Gdzie mam to podpisać? - Odchylił się lekko na krześle. - Mówiłem tym bufonom już nie raz, że powinniśmy rozważyć recykling i ponowne wykorzystywanie starych materiałów i tkanin. Jest to bardziej pro dla świata, co nie? - Przejechał dłonią po twarzy. Właśnie tego nienawidził najbardziej. Wyzysku. Nierealnych warunków pracy. Tego całego pierdolenia o luksusie, podczas gdy połowa ludzi szyjących te ubrania prawdopodobnie nawet nie mogłaby sobie pozwolić na ich kupienie. Skoro już wrócił do firmy i miał w końcu trochę więcej do powiedzenia, chciał przynajmniej dopilnować, żeby ludzie pracowali w normalnych warunkach, a same produkty stały się odrobinę bardziej dostępne dla tej mniej zamożnej części społeczeństwa.

Parsknął śmiechem na jej odpyskówkę. - No modelką nie jesteś, to fakt, nie da się nie zauważyć - prychnął pod nosem. Po chwili wrócił wzrokiem do laptopa. - Do spotkania będę gotowy, a ciebie prosiłem o kawę, nie o poradę sercową, więc zmykaj już, zanim naprawdę stracę cierpliwość. - Machnął lekko dłonią, czekając, aż w końcu opuści jego biuro i pozwoli mu odetchnąć. Bo ten perfum? W kurwę dalej drapał go w gardło. Może miał na nie jakieś uczulenie czy coś. lol.

asystentka
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To zabawne. Leah zawsze była zdania, że trzymanie nerwów na wodzy, przychodziło jej z niewyobrażalną łatwością. W końcu była do tego wyszkolona. Matka zawsze dawała jej swoje złote, pieprzone rady, które miały sprawić, że jej życie będzie prostsze, szczególnie w towarzystwie mężczyzn. Dlaczego to nie działało akurat na niego? Callum wydawał się zirytowany samym faktem, że była w tym samym pomieszczeniu co on. Nawet nie musiał nic mówić. Emanował tą cholerną energią na kilometr. Kącik jej ust drgnął z politowaniem; mhm, tak sobie właśnie ich wszystkich wyobrażała. Tych big bossów, którzy lubili pomiatać innymi. W czym on był niby od niej lepszy? Bo miał forsę? Własną firmę? Bo jego stary zbudował coś, co mógł mu przekazać w głupim spadku? W jej oczach Callum Reid był... mały.

Okej, co tam jej matka mówiła?

Uśmiechaj się ładnie. Potakuj. Chłopcy nie lubią, gdy dziewczyny mają za dużo do powiedzenia.

Och, ale też to było nie do zniesienia. Mogła obrać inną taktykę, zamiast bawić się w asystentkę. Zilustrowała całą jego sylwetkę uważnym spojrzeniem, ostatecznie zatrzymując się na jego oczach. Lekceważący i arogancki — ten rok będzie dla niej prawdziwym wyzwaniem. Pembroke poczeka aż wyjdzie z jego biura i może nawet uda jej się uciec przed budynek, zanim zacznie krzyczeć. Może wtedy zdoła się uspokoić? A może jedynie wpadnie w większą furię. Gdzie mam to podpisać?
Na swojej dupie. Leah westchnęła dość niekontrolowanie, pochylając się nad stołem, by dość pretensjonalnie przewrócić kolejną stronę. Na samym dole było ładnie wyznaczone miejsce na jego podpis. — Tutaj. Czytelnie — rzuciła, nieznacznie się przy tym prostując. — Cóż, ma pan teraz szansę, żeby zacząć działać — powiedziała spokojnie. Jego zainteresowanie tematem było zaskakujące, ale nadal nie zamazywało jego obrazu lub pierwszego wrażenia. — W zeszłym roku pomysł został wycofany, bo uznano wykorzystywanie starych materiałów za powtarzalny schemat i brak kreatywności. Suma strat finansowych i tkanin, które poszły w błoto jest ogromna — przyznała. Na samą myśl o tym, coś się w niej gotowało. — Ludziom, którzy zajęli się produkcją, obcięto pensję za nieefektywność. Ponad połowa złożyła wypowiedzenie z końcem tamtego tygodnia. — Dużo wiedziała na ten temat. Dokładnie przestudiowała historię firmy, gdy tylko ją przyjęli. — Pracowali przez wiele miesięcy, by ostatecznie nie dopuszczono materiałów do projektów i nie przetrzymano ich do tego roku — parsknęła, być może niechcący nie potrafiąc zachować obiektyzmu.

No modelką nie jesteś, to fakt, nie da się nie zauważyć.

Leah zamrugała z niedowierzaniem oczami i w pierwszym odruchu, chciała zerknąć na swoje odbicie w oknie, żeby sprawdzić, czy naprawdę wyglądała tak źle. Doszła jednak do wniosku, że to z nim musiało być coś nie tak. Może był gejem? Albo był ślepy na jedno oko?

Pembroke odwróciła się i wyszła z pomieszczenia, zatrzaskując za sobą drzwi trochę głośniej niż zamierzała. Zatrzymała się przed nimi, odwróciła gwałtownie i pokazała drewnianej powłoce dwa środkowe palce. A potem wzięła głęboki wdech i poszła zrobić mu tę pieprzoną kawę. Po niecałych dziesięciu minutach, wróciła do jego biura, kładąc kubek na biurku bez słowa. Przez cały proces zastanawiała się, czy będzie pierwszą podejrzaną, jeśli coś mu do tego dosypie. No, ale hej, mogła też tam napluć, tak? Wzięła segregator, żeby zerknąć, czy podpisał się tam, gdzie powinien.

— Jestem pod trójką, jeśli będzie pan czegoś potrzebował. O piętnastej pojawię się na meetingu — rzuciła. — Ach i w sobotę jest kolacja inwestorów. Pański ojciec kazał przekazać, że ma pan przygotować przemówienie — dodała, rozciągając przy tym usta w słodkim, złośliwym uśmiechu.

dumbass
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewrócił oczami na jej komentarz i westchnął. Głośno. Na tyle, żeby na pewno usłyszała i przypadkiem nie przegapiła, jak bardzo go irytowała. - Mhm - mruknął tylko, zerkając na dokument. - A mam, dziękuję za spostrzeżenie, panno Pembroke - odparł złośliwie, zanim odchylił się na krześle, słuchając jej dalszego wywodu. Z każdym kolejnym zdaniem marszczył brwi coraz mocniej. - Bzdura. Już ja się z nimi rozliczę - rzucił zdenerwowany. - Jaki brak kreatywności? Czy ci ludzie zupełnie upadli na te swoje głupie łby? - Ostatnie pytanie wymamrotał bardziej do siebie niż do niej. Sam nie wiedział, czy próbował podtrzymać jakąkolwiek konwersację z dziewczyną, czy po prostu musiał wyrzucić z siebie niezadowolenie, zanim rozsadzi mu łeb. Dopiero co tu wrócił, a już miał ochotę wszystko pierdolnąć. No pięknie. - Dobra, proszę natychmiast iść do siebie czy gdziekolwiek cię ulokowali i zacząć dzwonić do wszystkich, którzy złożyli wypowiedzenia. Zaproponuj każdemu dziesięć procent podwyżki i dodatkowy tydzień urlopu, jeśli zdecydują się zostać - zarządził, odkładając dokument na biurko. - Z rozwścieczonym ojcem i jego minionkami jakoś sobie poradzę.

A ona? Dalej stała. Jak ten cholerny strach na wróble, zamiast od razu ruszyć się i zrobić to, o co ją poprosił. No dobrze, może bardziej rozkazał, ale przecież wyraził się wystarczająco jasno, co nie? Te kilka sekund, których najwyraźniej potrzebowała na przetworzenie jego słów, ciągnęło mu się niemiłosiernie. Jezu, jak to dziewczę go wkurwiało. Podpisał w końcu ten cholerny dokument i odsunął go w kąt biurka, żeby przynajmniej tym przestała truć mu tyłek. Przejechał dłonią po twarzy, po czym wrócił do laptopa. Wstukując kolejne zdania, na tyle skupił się na pracy, że ledwie zarejestrował jej wyjście. Chociaż trzaśnięcie drzwiami trudno było przeoczyć. No tak, pewnie wychowała się w stodole czy cholera wie gdzie, skoro nie potrafiła normalnie używać klamki. Kilka minut później zdążył już jednak wyrzucić to z głowy, więc kiedy postawiła przed nim kawę, podniósł wzrok z lekkim zaskoczeniem. - No nareszcie - rzucił tylko, unosząc kubek do ust.

Upił łyk i zerknął na nią znad jego krawędzi, bo życie byłoby za piekne gdyby się nie odzywała, eh kobiety. Czy ona w ogóle robiła sobie jakieś przerwy? Na wiadomość o kolacji z inwestorami przeklął pod nosem i odstawił kawę. - Mam wygłosić przemówienie? Co to za kolacja? - zapytał, marszcząc brwi. Za żadne skarby nie potrafił sobie przypomnieć, po co organizowano to całe przedsięwzięcie ani, co ważniejsze, kiedy zgodził się brać w nim udział. Chociaż no… pewnie wcale się nie zgodził. FUCKMEDELIGHTFULLY. - Dobra, Pembroke. Dowiedz się wszystkiego i wróć tutaj o piętnastej. Do tego czasu mi nie przeszkadzaj - mruknął niezadowolony, ponownie kierując wzrok na ekran. Ten dzień naprawdę nie mógł być już gorszy.

Pembroke
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To westchnięcie wytrąciło ją nieco z równowagi. Zacisnęła opuszki na segregatorze tak mocno, że zaczęły ją boleć całe palce. Nie potrafiła oderwać od niego beznamiętnego spojrzenia, choć w głębi duszy cała aż wrzała. Od wybuchu dzieliły ją sekundy, może nawet parę nieodpowiednich słów, które Callum bez żadnego filtra, z pewnością rzuciłby w jej stronę. Jaki on miał, do cholery jasnej, za problem? Przecież nie zrobiła nic złego. Nie popełniła żadnego błędu. Nie potknęła się. Nie zająknęła się. Nie zrobiła nic, co zasłużyłoby na tak lekceważące podejście. Skreślił ją z miejsca — już od chwili, gdy przekroczył próg swojego biura, uznając ją za swój największy problem, choć mogła mu zagwarantować, że to dopiero początek jego kłopotów. I ona o to bardzo dobrze zadba. Cały jego sposób bycia, mimika i to jak arogancki był... To wszystko doprowadzało ją do szaleństwa, a to było dopiero ich pierwsze spotkanie.

Cierpliwości, Leah.

Był irytującym gnojkiem, który nie potrafił nawet wydawać poleceń w sposób uprzejmy i stonowany, ale cholera, podobało jej się rozwiązanie, które usłyszała. Przynajmniej wszyscy ci biedni ludzie, którzy stracili pracę, dostaną drugą, zasłużoną szansę i odpowiednie wynagrodzenie. Gdyby to nie był Callum, mogłaby posłać mu nawet szczery, pełen podziwu uśmiech, ale nadal był w jej oczach zwykłym dupkiem. Mógł udawać, mógł ratować reputację. Niekoniecznie wszystko, co planował, miało płynąć z dobroci serca. — Z przyjemnością — odpowiedziała na jego żądania, bo inaczej nie potrafiła tego nazwać. Pembroke zabrała dokument, walcząc z potrzebą, żeby nie zdzielić go tymi papierami w głowę i wyszła zrobić mu tę nieszczęsną kawę. Niżej nie dało się upaść. — Wystarczy "dziękuję" — skomentowała jego słowa, nim zdążyła ugryźć się w język. Boże, jej immunitet zapewniony przez pana Reida na pewno nie będzie trwać w nieskończoność, jeśli tak chętnie będzie testować cierpliwość Calluma.

Słysząc jego pytanie, Leah powstrzymała złośliwe parsknięcie śmiechem. Zamiast tego uśmiechnęła się nad wyraz uprzejmie, grając swoją rolę. — Kolacja z okazji objęcia przez pana tego stanowiska — przypomniała mu uczynnie. — Chce, żeby poznał pan najważniejszych inwestorów i dobrze się zaprezentował, skoro będą teraz ściśle z panem współpracować — dodała, przechylając łagodnie głowę. Chcą, żebyś zagrał im jak małpka w cyrku. Zgodnie z jego sugestią, Leah wróciła do swojej pracy. Może i była to ściema, bo czuła się jak podwójna agentka, ale od kiedy tu przyszła dawała z siebie wszystko, żeby być dobrym pracownikiem. No, po to, żeby stwarzać jakieś pozory, tak? Dlatego skontaktowała się z każdą osobą, która zwolniła się przez sytuację, o której rozmawiali i zaproponowała warunki. O piętnastej wzięła podkładkę z dokumentami i stanęła przy wejściu do biura Reida, czekając aż stamtąd wylezie i gdy tylko drzwi się otworzyły, ruszyła w stronę sali konferencyjnej.

— A jednak nie jest pan tak spóźnialski jak mówią — rzuciła, nie odwracając się, by na niego spojrzeć. Zatrzymała się przed salą, podając mu papiery. — Proszę bardzo. To wszystko, czego pan potrzebuje. Skontaktowałam się z pracownikami. Na warunki zgodziła się połowa — powiedziała, otwierając mu drzwi. — Powodzenia — odparła słodko, wchodząc za nim do środka i przysiadając przy stole. Show must go on.

reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał już wystarczająco na głowie. Dzisiaj to nie był dzień, w którym miał ochotę wdawać się w jakiekolwiek dyskusje, a tym bardziej z gówniarą, która ledwo co wyszła z liceum. A zresztą nie obchodziło go to. Ona go nie obchodziła. Nawet teraz, pijąc tę gorzką kawę, czuł ścisk gdzieś w żołądku i robiło mu się w chuj niedobrze. Może dlatego, że cały czas gdzieś z tyłu głowy siedział mu fakt, że spędził ostatnie dziesięć lat, żyjąc jak głupiec i wierząc, że może jednak uda mu się być z kobietą, którą, jak mu się wydawało, kochał.

Miłość matką głupich, eh? Czy tam nadzieja, a chuj tam z tym. Czuł się jak idiota, a potrzeba zagłuszenia tego uczucia była coraz silniejsza. Nagle leki przeciwbólowe, które grzecznie miały swoje miejsce w szafce w łazience jego mieszkania, znowu coraz głośniej do niego wołały. Obiecał sobie po ostatnim razie, po tych wizytach, że przestanie, ale potrzeba zapomnienia działała na niego silniej. Teraz jednak przynajmniej jego głowę, zamiast tych absurdalnych myśli, zajmowało ględzenie tej dziewuchy. - Powiem dziękuję, kiedy będę miał na to ochotę - uniósł zdenerwowane spojrzenie na kobietę i wrócił do swoich obowiązków, słuchając jej jednym uchem. Westchnął głośno, słysząc, że będzie musiał wygłosić przemówienie. No tego jeszcze, kurwa, brakowało. Nienawidził takich zbiorowisk. Miał nową pozycję, jak zwał, tak zwał, ale na chuj wydawali dziesiątki tysięcy dolarów na jakiś pieprzony bankiet? - No dobrze, niech stracę - powiedział zrezygnowany.

Nawet nie wiedział, kiedy minęło tyle godzin. Zerknął na zegarek, otworzył szufladkę, wyciągając butelkę perfum, spryskał sobie nimi szyję i nadgarstki, odłożył ją na miejsce i wyszedł, niemal wpadając na dziewczynę. - Jezu, gdzie się nie spojrzę, tam ty - westchnął niezadowolony, przechwytując od niej papiery. - Jestem spóźniony, kiedy chcę - mruknął, lecz po chwili posłał jej delikatny uśmiech, słysząc, że jednak coś tam użytecznego robiła, gdy nie zawracała mu głowy. - Hm, dobra robota, Pembroke - rzucił cicho i wszedł do sali konferencyjnej. - Witam państwa, dziękuję za przyjście - zaczął, stając na końcu długiego stołu. - Dla tych, którzy mnie nie znają, i gwoli przypomnienia pozostałym... nazywam się Callum Reid, syn Conrada Reida. Można nazwać mnie nepo baby, jakkolwiek wolicie, ale znalazłem się w tym miejscu nie dlatego, że jestem tylko dzieckiem mężczyzny, który stworzył to modowe imperium, ale dlatego, że wiem, co robię - spojrzał na każdego z obecnych z osobna. - Także jako nowy dyrektor kreatywny udowodnię, że nasza firma odniesie sukces, a co najważniejsze, nie zapomni o ludziach, którzy dla nas pracują. - Rzucił papierami na stół. - Ojciec działał inaczej, dla niego liczyły się tylko i wyłącznie rezultaty, a dla mnie? - Przejechał spojrzeniem po sali. - Rezultaty i przyjemność z pracy dla nas. Dziękuję. Jakieś pytania, zanim ruszymy na bankiet i wypijemy zdecydowanie za drogiego szampana, bo ten tańszy z Walmarta jest niby gorszy? - mruknął całkiem poważnie, zanim opadł na krzesło, czekając na pytania, a sala rozbrzmiała śmiechem, jakby sama świadomość, że mieli napić się czegoś innego, aniżeli w chuj drogiego trunku była dla nich, aż nazbyt absurdalna.

Pembroke
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powiem dziękuję, kiedy będę miał na to ochotę.

— Buc — mruknęła pod nosem, wychodząc z jego biura.
Callum sprawiał, że Leah rzeczywiście zaczynała czuć się jak nastolatka. Taka, którą nie warto brać na poważnie, bo i tak przecież nie ma nic mądrego do powiedzenia. Taka, którą wygania się z pomieszczenia, gdy dorośli rozmawiają. Irytowało ją to. Cała ta jego aura, sposób wypowiadania się i zachowanie doprowadzało ją do szału, bardziej niż przypuszczała. A cierpliwość nie była jej mocną stroną, choć mocno nad tym pracowała. Po całym tym stażu, powinna dostać jakąś dotację na dodatkowe badania psychiatryczne, bo może z w a r i o w a ć w jego towarzystwie.

— Taka rola asystentki. Muszę być pana cieniem, niezależnie od tego, czy nam obojgu się to podoba czy też nie — powiedziała, gdy tylko uznał, że gdzie się nie obrócił, to zaraz się tam pojawiała. O wiele chętniej posiedziałaby w jego biurze, szperając w szufladach, dokumentach lub na laptopie, ale o tym przecież nie powie mu głośno. Wyleciałaby na zbity pysk w ciągu jednej sekundy, a jeszcze trochę musiała tu wytrzymać. Tak czy inaczej — jej też zdecydowanie nie chciało się z nim spędzać więcej czasu niż było to konieczne. Przynajmniej w tej kwestii dobrze się rozumieli. Słysząc tę pochwałę (Zwariował? Wziął jakieś leki?), Leah rzuciła mu przelotne, nieco rozbawione spojrzenie. On naprawdę uważał ją za bezużyteczną, huh?

Pembroke rozsiadła się wygodnie, unosząc wzrok znad teczki, wprost na swojego przełożonego. Przedstawiał się jak pieprzony książę, co sprawiło, że dziewczyna przygryzła dolną wargę, by nie roześmiać się złośliwie pod nosem. Ach, te przemowy... Improwizowane, zabawne, trafiające w gust słuchaczy. Leah nie mogła ich znieść i w tym wypadku nie było inaczej. Nie ukrywała jednak, że ten fragment o docenieniu ludzi, którzy pracują w firmie, nawet jej się spodobał. Końcówka, wspominająca o alkoholu, była jednak niepotrzebna; Pembroke wywróciła oczami z niedowierzaniem. Boże, starzy ludzie i ich głupie poczucie humoru.

— Jaki zakłada pan plan na nadchodzący miesiąc? — zapytała jako pierwsza, stukając długopisem o teczkę. — Czy będziemy przez kolejne tygodnie, kręcić się tylko wokół wystawnych bankietów? — dodała, pochylając się nad stołem, wbijając uważne spojrzenie w Calluma. — Jeśli mamy dowieść rezultatów i satysfakcji z pracy, potrzebne są deadliny i konkretne cele — powiedziała, bo to dotyczyło nie tylko jej, ale wiele innych działów, za które musiała się tutaj odezwać. A może po prostu znów chciała wtrącić swoje trzy grosze, bo inni ludzie wydawali się zbyt mocno pochłonięci myśleniem o tych głupich imprezach firmowych.

reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

''Buc.''

Pembroke chyba naprawdę myślała, że jest taka hop siup do przodu i będzie mogła sobie bezkarnie pyskować tyle, ile tylko będzie jej się podobało. DOBRE SOBIE. Pomimo tego, że dzisiejszego dnia nie miał ani grama cierpliwości, stwierdził, że tym razem odpuści jej ten jakże błyskotliwy komentarz. Gówniara należała do tej części gen z, która chyba naprawdę uważała, że wszystko jej się należy tylko dlatego, że łaskawie oddycha tym samym powietrzem co reszta świata. No halo, to nie tak, że on sam prosił się o przyjście na ten świat, a mimo to musiał teraz odprawiać jakieś boskie pokuty, mając ją za swoją asystentkę! No świat zwariował.

Przewrócił oczami, idąc krok w krok obok kobiety. Cień czy nie cień, zdecydowanie wolałby nie iść koło niej, nie czuć zapachu jej perfum, które przypominały mu jakiegoś mohera spotkanego kiedyś w komunikacji miejskiej, a przecież takową nie za często jeździł, mind you! No i przede wszystkim nie chciał słyszeć jej głosu. Jezu. Mógłby ją zwolnić na miejscu i mieć święty spokój, ale z jakiegoś powodu wolał jeszcze trochę się z nią pomęczyć. Może tak naprawdę czerpał jakąś chorą przyjemność ze znęcania się nad samym sobą i był skrytym masochistą? Hm. Bardzo możliwe. Nie był jednak hipokrytą. Jeżeli widział, że ktoś faktycznie się starał i wykonywał swoją robotę dobrze, nie zamierzał udawać, że tego nie zauważał. Dlatego ją pochwalił. Bardzo niechętnie, ale pochwalił, mkay?

Miał na koncie dziesiątki, jak nie setki przemówień wygłaszanych przed śmietanką społeczeństwa. Doskonale wiedział, co lubili słyszeć. Trochę żartów, trochę pięknych słów o przyszłości, subtelne udawanie, że podczas swoich posiedzeń faktycznie brali pod uwagę klasę pracującą, a potem po tym jakże ciężkim dniu pracy wszyscy mogli z czystym sumieniem delektować się lampką szampana. No bo tak to już wyglądało. Zwłaszcza w branży, w której się obracali. Kończąc przemówienie, Reid miał tylko jedną, bardzo prostą nadzieję, a mianowicie, że nikt nie będzie miał żadnych pytań, cała ta farsa dobiegnie końca i wszyscy rozejdą się w swoją stronę. Ale oczywiście się przeliczył. Bo kto mógłby zadać mu pytanie, jak nie Pembroke? Eh.

Uniosł brew i westchnął głośno, słuchając jej komentarza dotyczącego bankietów, po czym parsknął śmiechem. No dobra. Przegięła. I zdecydowanie sobie z nią porozmawia po tym wszystkim. Miała być jego cieniem, do cholery, a nie zachowywać się, jakby nagle została pełnoprawnym członkiem zarządu. - Wybaczcie. Panna Pembroke dopiero zaczęła swój staż i najwyraźniej nie przeczytała notatki przekazanej przez jedną z sekretarek, że przy tym stole rozmawiają tylko dorośli. - Uśmiechnął się niewinnie, a po sali od razu przeszedł śmiech. - Ale odpowiadając na twoje pytanie, w przyszłym tygodniu spotkamy się z koordynatorami, żeby wybrać projekty na ten i przyszły rok oraz ustalić konkretne deadline'y. Rozumiem, że wszystko jest dla ciebie nowe, ale ta firma istnieje od pięćdziesięciu lat i jakimś cudem nadal stoi, więc chyba nie radzimy sobie aż tak tragicznie, co? - Uniosł brew, przyglądając jej się przez chwilę. - Nadszedł czas na zmiany i wyprostowanie kilku niedociągnięć, ale wierzę, że uda nam się to osiągnąć. - Przeniósł spojrzenie na resztę zebranych i uśmiechnął się szerzej. - A teraz zapraszam wszystkich na lampkę szampana.

Wskazał dłonią w kierunku drzwi i cierpliwie czekał, aż ludzie zaczną opuszczać pomieszczenie. - Ty zostajesz, Pembroke - mruknął znacznie ciszej, zanim zdazyła wstać. Dopiero gdy ostatnia osoba wyszła, a drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem, Reid odwrócił się w stronę swojej asystentki. Podszedł do niej spokojnie, zatrzymał się przy krześle, na którym siedziała, po czym nachylił się nad nią, opierając dłonie o stół po obu stronach jej sylwetki. - Jeszcze raz odstawisz coś takiego przy wszystkich, a wylecisz stąd szybciej, niż zdążysz wymyślić kolejną błyskotliwą uwagę - powiedział cicho. - Nie pozwolę ci robić ze mnie idioty przed zarządem. Zrozumiano? - Nachylił się odrobinę bliżej. - Ciesz się, że mam dziś wyjątkowo dobry humor. - dodał, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył do drzwi, żeby dołączyć do reszty towarzystwa.

k o n i e c


Pembroke
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”