ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
172 cm
siedzę w zarządzie w firmie ojca
Awatar użytkownika
„In the business of life, the people who don't take risks generally lose.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

"The first impression is by appearance, best impression by words."

Kobiety były w stanie wiele wycierpieć dla urody. Piękno w tym świecie miało niewyobrażalną moc. Znając wartość swojej przewagi, męczyła się od kilku godzin na wysokich obcasach i w gorsecie, który idealnie uwydatniał jej piersi, ale równie dobrze uniemożliwiał jej oddychanie. Obcisła suknia i biżuteria, która kosztowała więcej niż niejeden człowiek był w stanie zarobić w ciągu całego swojego życia. Zręcznie lawirowała pomiędzy gośćmi bankietu, dostosowując swoją wypowiedź do poziomu rozmówcy. Z każdym kolejnym uśmiechem jej wewnętrzna irytacja rosła.
Uroda była sposobem, żeby przekonać mężczyznę do swoich racji.
Inteligencja była cechą, nad którą pracowała przez całe swoje życie, żeby oczarować drugą stronę.
Gesty były zaproszeniem.
Polityka kłamstwem.
A cel uświęcał środki.
Diego Sullivan - dziedzic firmy transportowej, rozpieszczony synalek człowieka, którego potrzebował jej ojciec do realizacji własnych celów. Podobno nie powinno się wydawać osądów na podstawie plotek i opinii innych, ale nawet ona zdążyła wyrobić sobie niepochlebne zdanie o tym mężczyźnie. Reputacja go wyprzedzała. Liczne skandale z jego udziałem mówiły same za siebie. Lekceważący sposób bycia i ten firmowy uśmieszek, który miał ukryć brak kompetencji w prowadzeniu biznesu. Był jej przeciwieństwem. Kimś, kogo nawet nie zaszczyciłaby swoim spojrzeniem, ale musiała. Po to tutaj była. Nie mogła zawieść ojca w tej kwestii. Nie, gdy ceną było życie jej matki.
Diego się spóźniał. Miał tutaj dzisiaj być. Towarzyszyć swojemu ojcu, który miał wygłosić przemowę przed licytacją charytatywną. Pojawiła się tutaj tylko i wyłącznie dlatego, że miał zaszczycić towarzystwo swoją obecnością. Kolejny uśmiech, gdy jakiś biznesmen w podeszłym wieku prawił jej komplement. Jej myśli krążyły wokół planu. Wszystko się sypało, a czas ją gonił. Jeśli dziś nie zainteresuje sobą Sullivana, będzie musiała znaleźć inny sposób, żeby zakręcić się wokół jego osoby. Jego narzeczona? Jego ojciec nie tak dawno ogłosił zaręczyny syna, więc może powinna spróbować tego? A może napisać jak jakaś zwykła prostaczka przez Instagram, domagając się uwagi?
To było poniżej jej godności. Miała chłopaka. Ułożone życie i jeszcze musiała ubiegać się o zainteresowanie wymuskanego lalusia, który potrafił jedynie wydawać pieniądze tatusia.
Większość twarzy skierowała się w kierunku drzwi wejściowych. Szepty przybrały na sile, gdy mężczyzna wszedł do środka. Uniosła kieliszek z szampanem i upiła łyk. Musiała tylko wykazać się cierpliwością. Znaleźć odpowiednią chwilę, żeby zainicjować ich pierwszy kontakt. Ich spojrzenia na moment się skrzyżowały, a ten uśmiech, którym go obdarzyła, nie był już wyuczony. Bo ona rozpoczęła tę swoją małą grę.
Przedstawienie czas zacząć.

Diego Sullivan
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nudziły go te wszystkie przyjęcia, bankiety i spotkania towarzyskie na których musiał udawać przykładnego syna, nawet gdy z dwadzieścia razy dziennie słyszał od swojego rodziciela, że jest tylko pasożytem, który powinien starać się o posadę w jego firmie, a nie że dostanie ją za darmo.
Problem polegał na tym, że Diego nawet nie chciał brać w tym udziału, wręcz przeciwnie nie kręciło go to ani trochę, on wolał podróże, wydawać pieniądze na głupoty i przede wszystkim dobrze się bawić.
Według ojca musiał się ustatkować, dlatego on sam wybrał mu narzeczoną za którą… nawet nie przepadał, tak miało wyglądać jego życie? Miał się uśmiechać i ładnie wyglądać u boku dziewczyny, która w żaden sposób nie pociągała go fizycznie? Była dla niego ładnym tłem, owszem ale nic poza tym, a nie od dzisiaj wiadomo, że Sullivan lubił ładne dziewczyny, ale także takie, które ciężko zdobyć. To właśnie wyzwanie powodowało, że mężczyźni bardziej pragnęli tego co nie było w ich zasięgu, niczym zakazany owoc z drzewa w raju.
Jak zawsze był spóźniony, chyba weszło mu to już w nawyk, bo zabierał się na ten nudny bankiet niczym pies do jeża w ten sposób na pewno wkurzając jeszcze swojego staruszka, który tyle razy mu mówił o tym, że powinien być punktualny bo to lepiej wyglądało, tylko że Diego nie chciał na nikim zrobić dobrego wrażenia, wręcz przeciwnie był to pewnego rodzaju jego przejaw buntu.
Dawno już nie był nastolatkiem, ale te pokłady w nim zostały co okazywał na każdym kroku i można by rzec, że był wręcz nie do zniesienia.
Rozmowy o polityce go nudziły.
Rozmowy o interesach także.
Szukał zawsze jakiegoś rodzaju rozrywki podczas tych wszystkich spotkań, najczęściej po prostu będąc blisko baru, albo po kryjomu dolewając do swojego ponczu trochę procentów z piersiówki, którą zawsze miał przy sobie. Nie był w stanie słuchać tego całego bełkotu na trzeźwo, nigdy.
Robił dobrą minę do złej gry, bo tak nauczył go ojciec, nie było to nic nadzwyczajnego, uśmiechał się, kiwał lekko głową i śmiał gdy ktoś rzucał jakiś mega nieśmieszny żart, potrafił dostosowywać się do każdej sytuacji, było to coś dla niego niczym przybieranie drugiej skóry. Jego wzrok przebiegł po zebranych ludziach gdy tylko znalazł się w drzwiach, na moment spoczął na ciemnowłosej dziewczynie, krótki moment bo ktoś już go porwał do rozmowy.
Jednak po paru minutach miał po prostu dość, biorąc swoją szklankę z ponczem udał się w stronę balkonu, musiał nie tylko zażyć świeżego powietrza, ale także wyjąć z kieszeni na piersi swojego odpicowanego garnituru wyjąć małą piersiówkę z której dolał sobie wiadomo czego i dopiero potem złapał łyka tego napoju, który w smaku był dla niego obrzydliwy.
Jak on miał przeżyć ten wieczór?

Elvira Sajwani
26 y/o
For good luck!
172 cm
siedzę w zarządzie w firmie ojca
Awatar użytkownika
„In the business of life, the people who don't take risks generally lose.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Diego był bananowym dzieckiem, kimś kto nie myślał o przyszłości. Miał tupet jeśli sądził, że ten styl życia utrzyma, gdy jego ojca zabraknie. Człowiek zbyt łatwo przywiązywał się do pozycji i dóbr materialnych. A później, gdy przez hulanki i zabawy wszystko zaczynało się kończyć, pieniądze znikały z konta. W ten piękny sposób mężczyźni ginęli pod naporem długów. Samobójstwo dla wielu z nich było formą ucieczki. Inni bawili się w aranżowane małżeństwa, żeby uchronić rodzinę przed bankructwem. Liczyło się tylko wydawanie pieniędzy. Nikt z nich nie myślał o tym, jak długa i ciężka była droga na szczyt. Marnowali okazję. Dziś mieli potrzebne środki na swoje nowe zabawki, ale jutro...
Znała wartość władzy. Znała swoją wartość i irytowało ją to, że musiała omotać takiego głupca, żeby sięgnąć dalej. Zdobyć potrzebne kontakty i podpisać sprzyjający kontrakt dla ojca.
Zapewnić byt matce, która potrzebowała kosztownego leczenia u najlepszych specjalistów.
Analizowała każdy jego ruch. Każdy kpiarski uśmiech, który, nawet gdy był wyuczony, ocierał się o kpinę. Tak jakby mężczyzna czuł się lepszy od każdego i znudzony każdą konwersacją. Ignorant. Nie wiedział, jak wiele go omijało. Że na jego oczach powstawały nowe układy. Zdrady i rozwody. Romanse, które niejednego potrafiły wpędzić do grobu. Tym razem, to ona miała być jego słodkim zapomnieniem, które doprowadzi go pewnego dnia do zguby.
- Masz coś lepszego od tego szampana? Czy muszę prosić innego dżentelmena, żeby mnie poratował? - zakołysała swoim kieliszkiem, w którym na dnie było jeszcze kilka łyków musującego alkoholu. Kolejna używka, która otępiała zmysły. Dziś jednak środek, który miał jej pozwolić nawiązać kontakt.
- Altman chce wylicytować dzisiaj dla swojej żony diamentową kolię z rubinami. Nie sądzisz, że do mnie taka błyskotka pasuje bardziej? - zmysłowo kołysała biodrami, gdy powoli podchodziła do balustrady. Nie zaszczyciła go żadnym spojrzeniem. Oparła dłoń na bogato zdobionym murku i spojrzała na piękny zachód słońca. Z tej perspektywy był idealny widok na rozległe ogrody, które powoli tonęły w półmroku. - Zrobiłeś spore wrażenie swoim spóźnieniem. Kobiety też traktujesz tak lekceważąco? - poruszyła się. Spojrzała w jego oczy doskonale wiedząc, jakie wrażenie robiły jej jasne tęczówki, które wyróżniały się na tle jej mrocznej urody. Trzymała dystans. Bawiła się słowem, żeby nie do końca był pewny tego, czego oczekiwała od niego. Zaskocz mnie. Zdobywaj mnie.

Diego Sullivan
27 y/o
For good luck!
180 cm
rozpieszczony synalek który lubi przepierdzielić hajs ojca
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Diego tak naprawdę to niewiele myślał, o swojej przyszłości, być może był zdania, że jego ojca nigdy nie zabraknie oraz pieniędzy, którymi dysponował. Był rozrzutnym facetem, który nie dbał o reputację tych wszystkich snobów, którzy przyszli na dzisiejszy bankiet. Nie przejmował się tym, że był tutaj także jego ojciec, który uważał, że powinien ten bardziej o siebie zadbać i pokazywać wszystkim dookoła, że będzie dobrym dziedzicem fortuny firmy, która w rodzinie była od pokoleń. Tylko, że Diego nie chciał takiego życia, wolał się bawić, szaleć, spać co noc z inną dziewczyną niż się ustatkować i spędzać czas z narzeczoną z którą miał dobrze wychodzić na zdjęciach. To wszystko było takie… pogmatwane.
Miał wrażenie jakby się dusił, jakby ściany dookoła niego napierały coraz bardziej i bardziej, jakby ojciec chciał zamknąć go w klatce z której nie ma wyjścia. Robił to wszystko za jego plecami, to całe aranżowane małżeństwo było tylko i wyłącznie gwoździem do jego trumny.
Gdyby wiedział, że pojawienie się Elviry na balkonie nie było tylko przypadkiem, to zapewne inaczej podszedłby do tego całego spotkania, ale Sullivan był po prostu sobą, człowiekiem, który nigdy nie przeszedł obojętnie obok pięknej kobiety.
Przesunął lekko spojrzenie na dziewczynę, wodząc lekko spojrzeniem po posturze dziewczyny w obcisłej sukience, lekki uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy wspomniała o marnym szampanie.
— Jest słaby to prawda, zawsze dolewam sobie coś… swojego — wyrzekł, unosząc lekko do góry piersiówkę w której miał zdecydowanie mocniejszy trunek - whisky. Uwielbiał je i zazwyczaj popijał te najbardziej kosztowne, a jego barek w mieszkaniu był ich pełen.
Wywrócił oczami na wzmiankę o koli z rubinami, świecidełka były czymś co przyciągało każda kobietę, nie rozumiał tego jak można kupować takie błyskotki za kolosalne sumy, chociaż licytując taką z pewnością utarłby nosa swojemu ojcu…
— Zdecydowanie lepiej, ale… co ja dostanę jak ją wygram? — zapytał po chwili opierając się bokiem o balustradę tak, żeby dziewczyna była przed jego oczami, przesuwając lekko spojrzeniem po jej włosach, przechylił głowę niczym zaciekawione dziecko.
W tym świecie nic nie było za darmo.
— Nie, spóźniłem się bo wiem, że to mojego ojca wkurza najbardziej, a lubię go denerwować — wyrzekł po chwili milczenia, które zapadło między nimi, unosząc lekko piersiówkę i wyciągając ją w jej stronę, jakby chciał się z nią podzielić jej zawartością.
— A co? Ubodło Cię to?
Dopytał jeszcze, uśmiechając się lekko, zadziornie w jej stronę.

Elvira Sajwani
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”