31 y/o
Indulge in local cuisine
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sai che cosa penso,
Che non dovrei pensare


Nie chciał uciekać i nie chciał odchodzić. Marzył o ponownym zasypianiu przy jej boku i gdyby to zależało tylko i wyłącznie od niego, nie zostawiłby jej samej w mieszkaniu tamtego dnia. Zmusił się do zrobienia kroku w stronę wyjścia tylko dlatego, że chciał dać jej przestrzeń - bezpieczną przestrzeń, której potrzebowała, żeby poukładać w głowie wszystkie chaotyczne myśli. Nie chciał też być nachalny. Zresztą, była dla niego najważniejszą osobą na ziemi, a on dalej nie miał pojęcia, w jaki sposób da radę zdołać na nowo zasłużyć na jej serce - może gdyby znał odpowiedź, nie skierowałby w stronę drzwi? Cholera, tak szczerze pragnął, żeby wszystko wróciło do normy, ale ta najmniej egoistyczna część jego duszy przypominała mu brutalnie, że to nie było takie proste. Odbudowanie ich relacji wymagało czasu, cierpliwości i pokory, których rozpaczliwie szukał teraz w samym sobie.

Ho capito che
Per quanto io fugga
Torno sempre a te


Nagle przeniósł wzrok na palce Blair, które zacisnęła na jego łokciu; usłyszał też jej głos. I co, jednak bez dobranocki? Spełniłam większość wymagań! Jednak przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej drobną dłoń, na której jeszcze niedawno lśnił pierścionek zaręczynowy i... powoli uniósł wzrok, napotykając po drodze jej zagubione spojrzenie.


Nie śpię ostatnio dobrze. Zostaniesz… dopóki nie zasnę?


Nie odpowiedział od razu. Pytanie zawisło między nimi, a w nim coś… pękło. Chciała, żeby został? Nie potrafiła spać sama w pustym łóżku? To była jego wina. Wszystko, co teraz przeżywała - każda bezsenna noc, każdy przepłakany wieczór i ten… smutek - to wszystko było konsekwencją jego egoistycznej, idiotycznej decyzji. Znów ogarnęło go poczucie winy. Chyba musiał przywyknąć do faktu, że ów uczucie powoli stawało się integralną częścią niego, hah... Jednak najbardziej i tak bolał fakt, że to on wywołał ten chaos, a ona, mimo całej złości i żalu, wciąż u niego szukała ratunku przed własnymi lękami. Wciąż go kochała.


Albo może się śpieszysz. Do kogoś. Chociaż mówiłeś, że nie widujesz się z nikim.


Dopiero po tych słowach, w których przebijał się - cóż - brak zaufania, postanowił się odezwać. - Nigdzie i do nikogo się nie spieszę - odpowiedział powoli i spokojnie, po raz kolejny tego wieczoru. Skąd on brał na to wszystko cierpliwość? Dlaczego walczył aż tak wytrwale, zamiast odwrócić się na pięcie i wyjść? Zamiast o niej… zapomnieć? Odpowiedź była prosta i powszechnie znana - nie chciał bez niej żyć. Kochał Blair Mayfield. Zamierzał powtarzać jej te słowa, które wcześniej wypowiedział, do znudzenia, ilekroć w jej głowie pojawiłby się choćby cień wątpliwości. Kochał ją bezgranicznie i był gotów poświęcić wszystko, żeby to naprawić. Nawet swoją karierę. Hm, karierę… - Zostanę - dodał po chwili łagodnie, obserwując, jak Blair niezdarnie zrzucała buty ze swoich stóp.


Ale przecież też nie musisz mi się spowiadać, nawet gdybyś próbował zacząć nowe życie…


Westchnął. Myślał, że już to przerabiali? Na tarasie, na parkingu, w samochodzie? Poza tym… jeju, uderzył go ten kontrast. Kilka dni temu była jedyną osobą, z którą dzielił najskrytsze myśli i planował całą przyszłość, a teraz nagle musiał odnaleźć się jak dziecko we mgle - na ich oczach zacierała się przecież granica między dawną codziennością a tym, jak obcy stali się dla siebie od chwili, gdy rzuciła w niego pierścionkiem. - Nie chcę zaczynać żadnego nowego życia i zależy mi tylko na tym jednym, które zepsułem - powiedział dobitnie, podchodząc do niej pół kroku bliżej i nie dając jej szansy na ucieczkę wzrokiem. - Chcę ciebie i będę czekał tak długo, aż w końcu mi uwierzysz - dodał stanowczo, z pewnym siebie wyrazem twarzy i… pewnie na tym skończyłaby się ich rozmowa, gdyby Blair nie zrobiła czegoś, czego absolutnie się nie spodziewał. Podeszła do niego, jakby chciała go przytulić, ale zamiast tego wspięła się na palce i odszukała ustami jego szyję.


E me ne vado in giro senza parlare,
Senza un posto a cui arrivare,
Consumo le mie scarpe
E forse le mie scarpe
Sanno bene dove andare


Kiedy jej wargi przywarły do jego szyi, zamarł. Poczuł pieczenie na skórze, ale nawet nie próbował się odsunąć - wręcz przeciwnie, jego ręce odruchowo odnalazły jej talię, przytrzymując ją przy sobie, a on sam przymknął oczy, pozwalając jej na tę pieszczotę. Dokładnie tak samo terytorialnie zachowała się we Włoszech, gdy córka gospodyni domku letniskowego ewidentnie próbowała z nim flirtować. Wtedy jednak roześmiał się, gdy to zrobiła, a teraz, gdy się odsunęła… przypatrywał się jej w milczeniu i czuł gorąco w miejscu, w którym usta Blair musnęły jego szyję. Czy ta malinka miała być dowodem na to, że mimo zranienia wciąż traktowała go jako swoją własność? Albo… przypomnieniem o tym, jak bardzo ją skrzywdził, skoro uciekała do takich sposobów? Cholera. Nawet nie potrafił być na nią zły. - Nikt inny mnie nie interesuje, Blair. Możesz mi zrobić ich jeszcze dziesięć, jeśli dzięki temu uwierzysz, że jestem tylko twój - powiedział po krótkiej chwili, patrząc jej prosto w oczy. Kurwa, walczył z chęcią, żeby przyciągnąć ją z powrotem do siebie i pocałować, ale przecież... dalej miał wątpliwości, czy w ogóle zapamiętałaby ten moment, dlatego resztkami sił zmusił się do pozostania na miejscu.

Chwilę później obserwował w milczeniu, jak Blair odwróciła się na pięcie, wsunęła pod kołdrę i chwyciła szklankę z elektrolitami. Czy ona właśnie się skrzywiła, gdy upiła łyk? Westchnął cicho, po czym zdjął kurtkę i rzucił ją na oparcie fotela. Obiecał, że zostanie, więc... zostanie, przynajmniej dopóki Blair nie zaśnie. Podszedł powoli do łóżka i najpierw usiadł na materacu, a dopiero potem wyprostował nogi tuż obok Blair, nie przykrywając się kołdrą. Oparł plecy i głowę o miękki zagłówek, po czym sięgnął do włącznika na ścianie i zgasił światło, pozostawiając pokój w półmroku. - Dobranoc - mruknął pod nosem, po czym skrzyżował ramiona na piersi i wlepił wzrok w sufit, na którym tańczyły jasne przebłyski świateł z ulicy.

Cholera, jeszcze trzy dni temu spali w tym samym łóżku, w którym leżeli teraz we dwoje. Wtedy leżała wtulona w jego klatkę piersiową, oddychając miarowo wprost w jego szyję; teraz leżeli obok siebie tak, jakby wyrósł między nimi mur. To… bolało. Zerknął na leżącą obok niego Blair kątem oka - nawet z rozmazanym po całym dniu makijażem i włosami rozsypanymi w nieładzie na poduszce wyglądała obłędnie. Najpiękniej. Na. Świecie. Z drugiej strony leżenie tuż przy niej przy jednoczesnym braku możliwości przytulenia jej, wzięcia w ramiona albo ucałowania w skroń, było chyba najgorszą torturą, jaką mógł sobie wyobrazić, ale nie zamierzał odchodzić. Obiecał.

Ma capisco che,
Per quanto io fugga,
Torno sempre a te


𝓢𝓪𝓲 𝓬𝓱𝓮 𝓬𝓸𝓼𝓪 𝓹𝓮𝓷𝓼𝓸
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Było w niej strasznie dużo sprzeczności. Chciała odciąć się od niego, a jednocześnie marzyła, żeby na nowo zatopić się w jego ramionach. Najchętniej cofnęłaby czas, żeby wymazać nie tyle co ten nieszczęsny wieczór na ich tarasie, ale także całą tę sytuację. Może nawet wróciłaby do początku roku, kiedy wszystko zaczynało się powoli sypać? Nie była osobą, która zastanawiała się nadmiernie co by było gdyby, a jednak serce krajało się jej na myśl, że straciła najważniejszą osobę w jej życiu — jej przyjaciela, miłość życia i człowieka, który nie oceniał jej, bezwarunkowo żyjąc z nią od tylu lat. Wydawało jej się, że ona sama dawała mu wystarczająco wsparcia i miłości, ale może jednak rzeczywistość wyglądała inaczej? Może w najcięższym momencie postanowił uciec, bo sądził, że nie była w stanie mu pomóc?

Był cierpliwy. Naprawdę był cholernie cierpliwy, utwierdzając ją po raz kolejny w swoich słowach, a jednak to wszystko docierało do niej bez przekonania. Jakby uderzało o betonową ścianę jej mózgu i spływało po niej jak kleks śmietany lub rozbite jajko. Spojrzała na niego nieco niepewnie, kiedy powiedział, że zostanie. Nie uciekał, nie robił uników, nie bagatelizował jej potrzeb, nawet jeśli przecież mógł… Nie zrobiłaby mu wyrzutów, nie miała prawa. Co mogła poradzić na to, że nie umiała spać bez niego? Zastanawiała się, czy kiedykolwiek nabędzie tę umiejętność. Nie chciała się tego uczyć, ale tłumiła te myśli za każdym razem, wmawiając sobie, że musiała.

Serce ścisnęło jej się mocno, kiedy słyszała wszystkie jego słowa. Nie chciał nowego życia, dalej tkwił w tym starym, w ich wspólnej przeszłości, w momencie kiedy ona próbowała porozstawiać pionki na nowo na zrujnowanej planszy. Jego figurka cały czas leżała, jakby była zbyt ciężka, aby mogła ją sama z łatwością podnieść. — A co, jeśli nie uwierzę? — zapytała, nie cofając się na jego pół kroku do przodu. Nie uciekała wzrokiem. Patrzyła twardo w jego czekoladowe oczy, które nadal mogłaby podziwiać godzinami. — Co jeśli nie uda mi się tego wszystkiego przetrawić? Co jeśli jesteśmy w takiej rozsypce, że nie będę potrafiła ci uwierzyć, że zależy ci tylko na mnie? — dodała cicho. — Co jeśli bezpowrotnie wyrwałeś moje serce i już nigdy nie będę w stanie pokochać kogoś tak bardzo mocno jak ciebie? — Chciała dotknąć jego twarzy. Przejechać lekko palcami po jego policzku, wplątać palce w gęste, ciemne włosy i sprawić, że sam dotknie ją swoimi dłońmi, wywołując ten ekscytujący dreszcz. Ich dusze były ze sobą uwięzione — chociaż nie — może po prostu ich serca były zaprogramowane tak, że potrafiły bić tylko w sposób odpowiedni dla siebie nawzajem. Tylko jak przywrócić je do ustawień fabrycznych? Czy w ogóle dało się to zrobić?

To wszystko było ciężkie i przytłaczające, a fakt, że była pijana, potęgował jej wszystkie negatywne uczucia. Sięgała do znajomych i bezpiecznych rozwiązań, kiedy czuła się źle. Kiedy miała już wszystkiego dosyć, wracała z pracy i po prostu przytulała się do niego, nie odsuwając się nawet przez długą chwilę. Teraz zrobiła to znowu, najpierw na ulicy przed parkiem, a teraz we własnej sypialni, mimo że akurat wtedy jej wizja artystyczny sięgała zupełnie czegoś innego. Musnęła jego ciepłą skórę, pozostawiając po sobie pamiątkę, która będzie zwracać na siebie uwagę przez kilka najbliższych dni. Nie pomyślała tylko o tym, że skoro przekroczyła tę granicę, to on również miał możliwość zrobić swój krok. Poczuła jego dłonie na swojej talii, przez co serce automatycznie zaczęło bić jej szybciej. Stała przez chwilę blisko niego, trzymając swoje ręce na jego ramionach, patrząc mu w oczy i mając wrażenie, że wręcz siłuje się z nim na spojrzenie. — Tylko mój? — powtórzyła za nim, unosząc lekko brew. Pokiwała przecząco głową. — Powiedz mi coś, co przypomni mi, że rzeczywiście jesteś tylko mój. Chcę uwierzyć, że naprawdę nikt inny cię nie interesuje i że znowu mnie nie kłamiesz. — Miała problemy z zaufaniem; sam zgotował jej właśnie taki los. Pokazał jej, że bardzo szybko i łatwo można zniszczyć coś, co budowało się przez lata, a ona… bała się znowu być naiwną i głupią, zakochaną tak bez pamięci, że uwierzy w każde jego kolejne słowo, które miało nią manipulować. A i tak chciała pobudzić swoje własne uczucia i przekonać się chociaż na własnej skórze, utwierdzić w przekonaniu, że niestety nic się nie zmieniło.

Że nadal go kochała.

Może to lekka panika sprawiła, że finalnie wycofała się? Stawienie czoła wobec własnym uczuciom nie było łatwym zadaniem. Łatwe nie było również leżenie obok niego, a jednak czuła spokój — nawet jeśli leżeli w ciszy, wpatrując się w sufit, a każde z nich pogrążone było we własnych myślach. — Dobranoc, Charlie — rzuciła cichutko i wbrew swoim wcześniejszym słowom, zasnęła dość szybko. Może to właśnie dzięki jego obecności? Poczuciu bezpieczeństwa i świadomości, że nie była sama? Chociaż kto wie, czy nie obudzi się w pustym, zimnym łóżku? I po zapadnięciu w nieco głębszy sen, obróciła się w jego kierunku, wtulając nos w bok mężczyzny; robiąc to tak zupełnie automatycznie, że jej śpiące ciało potraktowało to jako coś oczywistego… bo przecież było, prawda?

ִֶָ 𓂃⊹ ִִֶֶָָ 𓂃⊹ ִִֶֶָָ 𓂃



Obudziła się przez promienie słońca, które przesmykały się przez zaciągnięte zasłony przyciemniające. Przez pierwszą chwilę miała wrażenie, że czuła się dobrze — no, dopóki nie podniosła głowy i okropny ból ściągnął jej łepetynę z powrotem na poduszkę. Sięgnęła jedynie po telefon, na którym miała dosłownie dwa procent i przejrzała wiadomości, powoli przypominając sobie wczorajszy wieczór.

Jezioro. Wiadomości. Powrót do domu. Charlie.

Charlie.

Podniosła się gwałtownie do siadu, krzywiąc się z bólu. Pamiętała jak go przytuliła, pamiętała jak chciał ją odwieźć, jak w końcu odwiózł, jak wniósł do góry. Czuła dotyk jego dłoni na swojej talii, ale dlaczego? Miała kilka momentów z tego wieczora, a nawet w sumie nocy, które przebijały się przez jej umysł szczególnie, ale czuła, że wspomnienia były dość mocno poszatkowane. Teraz siedziała tu sama i czuła… śniadanie? Jajecznice? Wstała z łóżka, idąc do łazienki przy sypialni, żeby spojrzeć na swoje odbicie. Chryste panie, nie pamiętała, kiedy ostatnio zasnęła w makijażu. Obrzydliwe. Stała tragicznie potargana, w jego za dużej bluzie i czuła ciężar na sercu. Ogarnęła swoją twarz, umyła zęby i wyglądała nieco mniej niż wrak. Wyszła z sypialni, przechodząc cicho przez korytarz i obserwując go przez chwilę, jak krzątał się po kuchni, przygotowując śniadanie. Dramatyczne było to, że po raz kolejny zachciało jej się płakać, bo ten widok był zbyt znajomy, zbyt bliski, zbyt… domowy. Odwrócił się w kierunku wyspy, jednocześnie będąc na wprost niej, przez co speszyła się dodatkowo. Nagła konfrontacja odsłoniła jej obecność i zmusiła do spojrzenia mu prosto w oczy. — Hej — rzuciła, głosem jakby co najmniej nie mówiła nic od tygodnia. Co miała mu więcej do powiedzenia? Było jej głupio, że pisała do niego, że zaangażowała go w to wszystko, że zmusiła go do opieki nad nią…

W jej głowie obijały się słowa, które pamiętała z wczoraj — że nikogo nie miał, że chciał jej, że będzie czekać, póki uwierzy, że tylko jej chciał.

Podeszła do wyspy kuchennej, przejeżdżając ręką po blacie i po chwili podnosząc znowu na niego spojrzenie, krótko odchrząkując. — Przepraszam, że wczoraj do ciebie pisałam i trułam ci tyłek w środku nocy… Nie wiem, co we mnie wstąpiło — powiedziała, przygryzając lekko dolną wargę. Co w nią wstąpiło? Miłość? Tęsknota? Bliskość, która była tak przyjemna, a przypomniał jej, jak miło było mieć go obok siebie? Nie powinna o tym myśleć, ale tak strasznie bała się, że zaraz wyjdzie… chociaż co miał innego zrobić, skoro cztery dni temu rzuciła w niego pierścionkiem, który kilka lat temu był początkiem ich obietnicy i pierwszym na zawsze.

are you still mine forever?
31 y/o
Indulge in local cuisine
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor


I was thinking about you, thinking about me
Thinking about us, what we gonna be


Zawsze walczył do końca. Taki już był - ojciec od najmłodszych lat wpajał mu wytrwałość, szacunek do tego, co się wybudowało i zakaz poddawania się (w gruncie rzeczy to wcale nie były takie złe cechy, jak Charlie wcześniej myślał). To samo tyczyło się nie tylko rzeczy materialnych, ale też relacji i właśnie dlatego, cholera, tak bardzo zależało mu na tym, aby naprawić sytuację z Blair. Kochał ją bezgranicznie i nie wyobrażał sobie, że mógłby postąpić inaczej i… no nie wiem, nie mógłby tak po prostu odwrócić się na pięcie i odpuścić najważniejszą kobietę w swoim życiu, która teraz zadawała mu bardzo bolesne pytania. Mimo tego nie cofnął się, w dalszym ciągu twardo stał w miejscu. Wytrzymał jej błyszczące od emocji spojrzenie, skoro ona też nie odwracała wzroku - była uparta. Zawsze była uparta… Cholera, wszystko by oddał, żeby wyszeptać jej teraz wszystkie odpowiedzi wprost do ucha, przytulić ją mocno i wybić jej z głowy wszelkie wątpliwości, ale grzecznie trzymał dłonie przy sobie, bo właśnie tego wymagała sytuacja. - Odpowiem ci na każde z tych pytań, ale nie dzisiaj, Blair. Jesteś zmęczona i potrzebujesz odpoczynku, powinnaś spróbować zasnąć - powiedział i skinął głową w stronę łóżka.

Ona jednak uparcie stała naprzeciwko niego i nie chciała wgramolić się pod kołdrę. Uparciuch. Tylko mój? Powiedz mi coś, co przypomni mi, że rzeczywiście jesteś tylko mój. Zamilkł, wpatrując się w jej jasne tęczówki. Jak miał ją przekonać, że była dla niego najważniejsza? Kochał ją ponad wszystko i potwornie żałował swojego błędu, ale czasu nie dało się cofnąć, nieważne jak bardzo tego pragnął. Nie wierzył też w to, że jakikolwiek prezent mógłby zmienić sytuację; musiał poprzeć swoje słowa czynami, jednak teraz… jedynie mógł po prostu przy niej być. - Jestem tutaj, mimo że mogłem uciec przed… tobą i konsekwencjami - powiedział po chwili zastanowienia, starając się ostrożnie dobierać słowa. - Gdyby ktoś inny mnie interesował, nie byłoby mnie tutaj, Blair. Ale jestem. I będę każdego dnia, dopóki znów nie poczujesz się przy mnie bezpieczna - dokończył, mimo że w gardle pojawiła mu się ogromna gula i ogarnęła go obawa, że mimo że deklarował walkę do ostatniej kropli krwi… zaczynał się zastanawiać, czy w ogóle da radę walczyć tyle, ile chciał, czy może w pewnym momencie ta sytuacja, poczucie winy i brak zaufania ze strony Mayfield po prostu go przerosną?

Open my eyes, it was only just a dream
So I traveled back down that road


Właśnie w takich ponurych rozmyślaniach był pochłonięty, gdy chwilę później leżał na kołdrze obok Blair. Gdy Mayfield w końcu zasnęła, nie wstał od razu, po prostu wlepił w nią wzrok, sam w sumie nie wiedział po co… A nagle obróciła się i wtuliła nos w jego bok. Zamarł na moment, ale ogarnęło go takiego ciepło i tęsknota, że nie mógł się powstrzymać; nachylił się nad nią, pocałował ją w skroń i pogładził dłonią jej miękkie włosy okalające twarz. - Dobranoc, Blair - odpowiedział, po czym ostrożnie zwlókł się z łóżka, żeby tylko jej nie obudzić, i przeniósł się do salonu, żeby przespać tę parę godzin na kanapie. Teoretycznie mógłby zostać z nią w łóżku, ale… jakoś tak… chciał… dać jej przestrzeń? Jeśli to w ogóle miało sens.

🍁 🍁 🍁


Obudził się dość wcześnie. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, gdy tylko wstał z kanapy, było zerknięcie przez uchylone drzwi prowadzące do sypialni - Blair jeszcze spała. Przyglądał jej się tak dłuższą chwilę i… przyszło mu do głowy, że Blair powinna zjeść porządne śniadanie. Tak, to był dobry pomysł. W lodówce panowała pustka, bo dopiero co zrezygnowali z cateringu dietetycznego, który testowali i okazał się niedobry… aż parsknął w duchu na samą myśl, bo jeszcze niedawno podejmowali tak błahe, codzienne decyzje jak wybór dietetycznych pudełek, a teraz ich życie… cóż, legło w gruzach. Zszedł na dół do pobliskiej piekarni po świeże pieczywo, a potem wstąpił jeszcze do spożywczego. Kupił jajka, bekon… szczypiorek… pomidorki… i szpinak. A potem wrócił do mieszkania, zaparzył świeżą kawę, zaczął robić tosty i kroić bagietkę. Akurat odwrócił się w stronę wyspy kuchennej, żeby przełożyć pokrojoną bagietkę do koszyczka na pieczywo, kiedy w progu stanęła Blair.


Hej.


Zamarł na moment z pieczywem w dłoni i… - Hej - odpowiedział krótko, mierząc ją uważnym spojrzeniem. Jak się czuła? Wyspała się? Czy nic jej nie było? Wyglądała całkowicie w porządku, więc wrócił do mieszania szczypiorku, jajek i bekonu na patelni. No i gdy znów był odwrócony od niej plecami… zaczęła go przepraszać? Dobrze, że stał do niej tyłem i nie widział tej przygryzionej przez nią wargi, bo chyba nie potrafiłby powstrzymać się przed… nieważne. Dlaczego go przepraszała? Za wczoraj? Nie chciał przeprosin. Zrobił to, co uważał za słuszne. - Nie musisz przepraszać, że do mnie piszesz albo dzwonisz, Blair… I nie trułaś mi tyłka, byłaś zraniona i wściekła. Rozumiem to - odpowiedział jej, po czym zgasił palnik i wyłożył jajecznicę na dwa talerze, tuż obok porcji pomidorków ze szpinakiem. - Tost czy bagietka? - spytał mimochodem, jakby nic się wczoraj nie stało. Zupełnie jakby chciał… podarować im jeden normalny poranek. Postawił na wyspie talerze z jedzeniem i gestem zaprosił Blair na krzesło obok. Nadal miała na sobie tylko jego bluzę - oczywiście, że mimowolnie zerknął na jej nagie uda - ale zdążyła zmyć makijaż i uczesać włosy. Nawet gdyby tego nie zrobiła, nadal wyglądałaby pięknie. Jak zawsze. Gdy tylko wskazała to pieczywo, na które miała ochotę, przesunął w jej stronę odpowiedni koszyczek. Sam sięgnął po kawałek bagietki, ale nie zaczął jeszcze jeść; zamiast tego złożył dłonie nad talerzem, powoli uniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy. - Myślę też, że powinniśmy przełożyć tę rozmowę na inny dzień, jeśli nie masz nic przeciwko - powiedział, odchrząkując cicho. Na pewno wiedziała, co miał na myśli. To nie tak, że unikał rozmowy, po prostu… - Za godzinę mam spotkanie w pracy, z którego nie mogę się urwać, a nie chcę zostawić cię w połowie dyskusji - wyjaśnił i po krótkiej chwili odezwał się znowu. - Kawa - przesunął parujący kubek bliżej niej. - Jajecznica - to samo zrobił z talerzem. - Wrócimy do tego, jak będziemy mieć przestrzeń, obiecuję - dodał na koniec, po czym chwycił widelec i w końcu zaczął jeść. Zastygł na moment, bo nagle poczuł, jak żołądek podszedł mu do gardła; nie wiedział dlaczego, ale zaczął cholernie się stresować. A przecież… nigdy w życiu nie stresował się przy Blair. Do tej pory tylko przy niej mógł się zrelaksować, przed nią nie musiał grać idealnego syna i wiceprezesa. Chyba właśnie do niego dotarło, że przez swoją głupotę... zniszczył ten azyl.

Bolało.

Will you come back? No one knows
I realize it was only just a dream


I'm yours
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Built you a home inside my ribs
Let you rest where my heartbeat lives
Every word I held like truth


Gdzieś w jej pijanym umyśle krył się podziw za jego upór oraz cierpliwość. Docierało do niej, że się powtarzał, że po raz kolejny upewniał ją w tym, że chciał tylko jej, jednak na tle ostatnich zdarzeń wydawało jej się to niewyobrażalne. Jej myśli stały czasami pomiędzy dwiema opcjami, w jednej powtarzała sobie, że skoro miał okazję pomyśleć o tym, aby ją zdradzić, to prawdopodobnie już nic dla niego nie znaczy, a z drugiej coś jej podpowiadało, że błędy się zdarzały… że był to zwykły błąd systemowy, który po prostu wkradł się w ich życie. Dlaczego jednak trwało to tak długo? Co kierowało nim, aby ciągnąć relację z obcą kobietą przez tak długi czas, poznawać ją i pozwolić sobie na… chwilę słabości? Znowu zaczynała go usprawiedliwiać, więc z każdą tego typu myślą ganiła się w głowie. To wszystko dlatego, że go kochała. Chciała z nim spędzić swoją przyszłość, mieli wspólne plany, wizje, przeszłe wspomnienia. Był jej partnerem od lat, drugą połówką, bratnią duszą — właśnie przez to jej serce teraz tak boleśnie krwawiło.

Miała dość, wewnątrz krzyczała, chciała uciec.
A i tak uparcie stała przed nim, patrząc mu w oczy, bo nie potrafiła odejść. I dzisiaj udowodniła to w dobitny sposób, bo kiedy wszystkie zahamowania zostały uwolnione, to zrobiła to, na co rzeczywiście miała ochotę od dłuższego czasu. Napisała do niego, będąc uszczypliwą, ale jednocześnie chcąc go zobaczyć, bo brakowało jej kontaktu z nim, bo nawet na każdym wyjeździe i tak zawsze znaleźli czas na rozmowę. Tutaj była odcięta od niego przez trzy dni i wyjątkowo jej się to nie podobało, a zwłaszcza jak wypiła kilka drinków, każdy z różnym alkoholem — to aż cud, że nie zbełtała się po nich, a jedynie gadała głupoty, odwalała dziwne akcje, jak dzwonienie do swojego byłego. No szczegół!

I będę każdego dnia, dopóki znów nie poczujesz się przy mnie bezpieczna.

Nie mogła powstrzymać łez, które zapiekły ją gdzieś z tyłu oczu. Brakowało jej tego — poczucia bezpieczeństwa, które jej dawał, kiedy nawet gdy się posprzeczali, potrafiła do niego podejść, przytulić się, a on nigdy jej od siebie nie odsunął. Dzisiaj, gdy na chwilkę zamknął ją w swoich ramionach, czuła jak świat się wyciszał. To wszystko co od trzech dni huczało jej w głowie zdawało się odejść na dalszy plan i przez minutę poczuła się, jakby odzyskała brakujący puzzel układanki — wpadł znowu pod kanapę wraz z jej odsunięciem się, bo krzywda na sercu dalej piekła ten organ.

I póki co zostało jej marzyć o tym, że może kiedyś będzie jeszcze dobrze. A może, że po prostu uda jej się o nim zapomnieć? Na nowo nauczyć się żyć po swojemu? Tylko pytanie, czy w ogóle tego chciała?

I know it's stupid but
I'm too scared to ask
Wasn't I enough?
Wasn't I the one?

Chłód pustego łóżka był bolesny, a jeszcze bardziej bolesny okazał się widok, który zastała w kuchni. Jakby ten cały ból nie miał znaczenia, jakby to wszystko, co działo się przez ostatnie dni były po prostu złym snem. Uporczywy ból głowy dawał o sobie znać i przypominał jej, że to nie był koszmar tylko nowa rzeczywistość. Co prawda, obecna codzienność nie zakładała byłego narzeczonego robiącego jej śniadanie jak zachlała wieczór wcześniej… a w sumie, cholera, walić to.

Stała nieco skruszona, w jego za dużej bluzie, słuchając, że nie chciał jej przeprosin i dopiero jak przeniósł spojrzenie na jej nogi to zorientowała się, że mogła chociaż naciągnąć dresy. Zapomniała, że tak nie wypadało stać przed ludźmi, z którymi teoretycznie nie łączą cię żadne romantyczne relacje lub uczucia. — Nie wiem, czy jestem w stanie coś przełknąć — odpowiedziała szczerze, podchodząc do wyspy i siadając na krzesełku, zerknęła na talerze. Śniadanie pachniało obłędnie, a jednocześnie nie wiedziała, jaki skutek będzie miał wrzucenie czegoś na swój żołądek. Jednak może ciepła jajecznica tylko poprawi sytuację? — Ale spróbuję tosta — dodała po chwili. Nie chciała, żeby poczuł się niedoceniony. Cholera, gdzieś w głowie przypominały jej się jego słowa, że gdyby był ktoś inny, to by go tu nie było… Teraz na dodatek został na noc. Nie wnikała, czy spał z nią w łóżku, nie potrzebowała robić takiego dochodzenia, skoro jej serce było jeszcze w nie lada potrzasku.

Najchętniej wyjaśniłaby wszystko tu i teraz, więc była skłonna już zaoponować na jego słowa, jednak zaraz wyjaśnił jej swoje stanowisko. Sprawiedliwe było to, że nie chciał przerywać dyskusji w środku, dlatego pokiwała głową i spojrzała na zegarek w piekarniku. Ona też musiała dzisiaj poudawać panią wiceprezes, taryfa ulgowa i żałoba nad straconym związkiem już się skończyła. — Porozmawiamy kiedyś — rzuciła, bo nie umiała określić momentu, w którym będzie potrafiła spojrzeć na niego bez ściskającej jej gardło guli. — Dziękuje, Charlie — dodała po chwili, gdy przysunął w jej kierunku kawę i talerz z jajecznicą. Czy dziękowała tylko za to? Zdecydowanie nie i wiedziała, że był tego świadomy. Dziękowała za ogół; za to, że wczoraj po nią przyjechał, odwiózł bezpiecznie do domu, nie olał sytuacji i po prostu był. To wiele dla niej znaczyło, ale jednocześnie wywoływało ogromny chaos w jej sercu oraz myślach.
Z jedzeniem nie było najgorzej. Pojadła nieco jajecznicy, tosta i kilka pomidorków, kiedy wyczuła, że jej żołądek jest na wystarczająco stabilnej pozycji. Zjedli razem śniadanie i Charlie wyszedł, krótko się z nią żegnając, życzyli sobie wzajemnie miłego dnia, jakby byli współlokatorami widującymi się raz w tygodniu na korytarzu. Bez kocham cię, bez krótkiego lub dłuższego pocałunku, bez przypomnienia o późniejszej kolacji, której przecież już nigdy miało nie być — po prostu wyszedł.

Ale co było się dziwić? Witamy w nowej rzeczywistości.

koniec.


when will this nightmare end?
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”