24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Milagros nie miała zbyt wiele pieniędzy na swoim koncie, coś tam zarabiała, bo miała stałą pensję w zoo, ale miała też rachunki jak każdy. W ogólnym rozrachunku na koniec miesiąca choć nie biedowała, to jednak nie odkładała też kokosów. Nic dziwnego, że wcale nie paliła się do wykładania swoich oszczędności na okno, które nawet nie należało do niej. tylko wynajmowała to lokum, choć niekiedy to zastanawiała się, czy faktycznie tak źle było jej w tym domu rodzinnym i czy oddanie pokoju Pixie było dobrą decyzją. Może powinna tam wrócić… Nie... nie. Była już na to za stara.
— Sąsiad ma żonę i dwójkę dzieci — i jest też gorącym tatuśkiem, do którego wystarczy ładnie się uśmiechnąć, żeby pomógł biednej samotnej dziewczynie. Nie robiła przecież nic złego! On też nie. — I świetny sprzęt naprawczy — dosłownie mówiła o narzędziach, innego sprzętu naprawdę nie widziała! Słowo harcerza! W tym wszystkim był tani i naprawdę jej pomagał, a nie żądał zapłaty, więc po co miałaby się wychylać i wyrzucać własną kasę, skoro tak ładnie sobie radziła. Kto wie, może i żona jakoś pomoże Tylerowi, mąką albo cukrem poratuje. Nigdy nie wiadomo! Oby tylko dzieci nie musieli nagle bawić, bo to by dopiero było. Mili i Tyler przeciwko dwóm berbeciom.
— No nie wiem z tą żoną — zacmokała przecząc ruchem głowy, tej teorii nie kupowała. — Gdyby to robiła żona to byłoby wokół tego więcej emocjonalnego syfu. Moim zdaniem ten kto pociągnął za spust robił to nie pierwszy raz, dokładnie wiedział gdzie uderzyć, by biedak nie zdążył nawet pisnąć i jeszcze ten skradziony potrefel, pewnie tlyko po to by stworzyć bajeczkę o rabunku, błaaaagam — oznajmiła zerkając na nowego współlokatora z zaciekawieniem. — Poza tym gościu robił w transporcie i to nie za biureczkiem, a miał bezpośredni wpływ na to, co wjeżdża na teren Kanady. Myślę, że się wplątał w jakieś gówno na granicy i go sprzątnęli — zresztą w komentarzach też robiło się od tego typu przypuszczeń. Ludzie wręcz uwielbiali teorie spiskowe.
I pewnie dalej rozprawiałaby jakby nigdy nic o tym, dlaczego biedaka zabito na środku ulicy, ale tyler skutecznie wybił ją z fotela wzmianką o OnlyFansie. Spojrzała na niego wyraźnie zaskoczona, jakby chciała wydusić z siebie: ale że co? jednocześnie przyglądając się jego kamiennej twarzy. — Nie no wiesz, nie oceniam — parsknęła w końcu unosząc dłoń w geście poddania się. — Ale chyba słabo ci tam idzie, skoro wynajmujesz małe mieszkanie ze mną, a nie masz willi na własność — bo podobno nieźle można tam zarobić, a tutaj jakoś tego nie widziała. wyczuwała ściemę, ale grała w jego grę, bo lubiła się tak bawić. — Oj pożyjemy zobaczymy, może to ja pierwsza będę sławna, a was będę zatrudniać żebyście przygrywali przed moim koncertem — nigdy nie mów nigdy! — Póki co jednak mam swoje zoo i jest świetnie! W sensie nie moje, ale swoja pracę i serio, nie narzekam. uwielbiam zwierzęta, bo w przeciwieństwie do ludzi jak mają cię dość to zawarczą, odwrócą się i odejdą, a nie będą obdarzać cię fałszywym uśmiechem, żeby potem obgadać na pierdyliard sposobów — za młodu poznała wielu ludzi, wiele rodzin, wiele porzuconych dzieciaków i zdążyła już się na ludziach trochę poznać. I choć nie wyrosła na jakąś introwertyczkę z nienawiścią do drugiego człowieka, to jednak była bardzo ostrożna w dobieraniu sobie relacji. Łatwiej było jej przygarnąć pierwszego lepszego zwierzaka niż zaprzyjaźnić się z pierwszym lepszym człowiekiem. — Ja to w sumie trochę lubię szopy. Są bezczelne, cwane i zaraz podkradną to co nie przytwierdzone do właściciela — oznajmiła i równie bezczelnie niczym szop sięgnęła po puszkę piwa, którą odstawił na stolik i upijając z niej solidnego łyka. Posłała mu jeszcze radosny uśmiech i po wszystkim odstawiła na stolik jego własność. — Kapibary też lubię, to jak mają wywalone na wszystko… terapia kapibarami powinna być stosowana u osób, które mają problemy ze zbyt wysokim ciśnieniem. Przecież jak jesteś przy nich to automatycznie ono spada — zażartowała śmiejąc się lekko. — A twoje? Jakie jest ulubione? — Mili zawsze się śmiała, że lwy są ulubionym zwierzęciem krótkodystansowców, bo seks lwów trwa jakiś sześć sekund, a przecież mowa o KRÓLU dżungli! Dzisiaj wytrzymałem trzy minuty, jestem lepszy niż król dżungli! Jakie to budujące, prawda?!

lubisz króla dżungli? 🦁
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Spojrzał na Mili, jakby właśnie usłyszał coś zaskakującego - bo to przecież takie dziwne, że ktoś mógł mieć męża lub żonę i dzieci, prawda? Znaczy, on po prostu z góry narzucił sąsiadowi pewne cechy, łącznie ze statusem, który, jak widać na załączonym obrazku, odbiegał (i to bardzo) od rzeczywistości.
- Ja… rozumiem. - odpowiedział krótko, nie planując ani komentować faktu, że gość posiadał rodzinę, ani wspomnianego przez Mili sprzętu naprawczego. Tyler mógłby skołować z domu ojca wiertarkę i młotek - bo tymi potrafił się całkiem nieźle posługiwać - ale dopóki nie były potrzebne, nie zamierzał ich przywozić, chyba, że coś mu się nagle odwidzi lub poczuje chęć zakupu narzędzi, by nie musieć pożyczać od sąsiada.
Zaraz jednak przestał rozmyślać o narzędziach, ponieważ wleciał o wiele ciekawszy temat.
- Może żona kogoś wynajęła? Albo podpadł kumplowi z pracy? Natomiast jeśli chodzi o portfel, przecież istnieje możliwość, że jakiś złodziej mógł za tym stać, bo akurat przechodził i zobaczył interesujący przedmiot na ziemi. Kamer tam nie ma, więc ile ludzi, tyle teorii. - stwierdził, wzruszając ramionami, jak gdyby nigdy nic i czując ogromną ochotę, aby zapalić papierosa. Słysząc to wszystko z ust Mili, zaczął zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy - musiał działać o wiele ostrożniej, a także pamiętać o niedopałkach.
- Nie myśl za dużo, bo Cię jeszcze głowa rozboli. - Rzucił, klepiąc współlokatorkę po głowie. Nie podobało mu się to, ile wiedziała, ani to, że ludzie dolewali oliwy do ognia, ale zdawał sobie sprawę, że blokowanie sekcji komentarzy nie wchodziło absolutnie w grę… musiał zatem jedynie czekać, aż sprawa ucichnie. Czas musiał zrobić swoje.
- Masz już nowy temat podcastu? - spytał z czystej ciekawości, bo NA PEWNO zdążyła już zająć się jakimś innym tematem - znaczy tak uważał Tyler.
Zmrużył oczy, kiedy usłyszał o tym, że chyba niezbyt dobrze mu szło na niebieskiej platformie…
- Może posiadam willę, tylko po prostu miałem dość życia w luksusie i chciałem zobaczyć, jak to jest być zwykłym człowiekiem. - Odpowiedział, wzruszając ramionami i przypominając sobie jakiś film, w którym to syn bogatego ojca zostawał wysłany do normalnej szkoły, by nauczyć go “normalności” i pokory. W przypadku Tylera wcale tak nie było, bo… nie przyszedł do tego mieszkania, aby wynosić jakiekolwiek lekcje. Przyszedł, ponieważ musiał…
- Tak jak mówisz, zobaczymy. Żebyś tylko przypadkiem się nie zdziwiła. - odpowiedział, jak gdyby nigdy nic, puszczając do Mili oczko. Czuł, jakby brali udział w wyścigu do bycia bardziej rozpoznawalnym i bardzo był ciekaw, kto dotrze do mety jako pierwszy. Kto przerwie wstęgę i otrzyma nagrodę w postaci klucza do sławy, pieniędzy oraz wielkiej kariery.
- No tak… praca ze zwierzętami jest pewnie pod wieloma względami lepsza niż z ludźmi. Ludzie to debile. - powiedział, zdając sobie sprawę, że ludzie potrafili być…problematyczni, kłamliwi, egoistyczni. Ogólnie wkurwiający. Dlatego on np. nie widział siebie w handlu, bo jakby miał się tak uśmiechać, a w zamian dostawać ochłapy na ryj, bo promocja nie weszła, to zaraz zacząłby okładać takiego klienta pięściami, czerpiąc ogromną satysfakcję z obserwowania, jak twarz typka puchnie albo pojawia się na niej krew.
- O, no, szopy są spoko. - stwierdził, bo do nich poza tym, że kradły, nic nie miał. Na Instagramie często miał rolki z nimi i potrafiły wywołać uśmiech na jego twarzy. Oczywiście zauważył tę kradzież piwa, dlatego gdy je odstawiała, złapał ją za nadgarstek ciut mocniej niż zamierzał, w ostrzegawczym geście, bo nie lubił, gdy coś mu się kradło.
- Kapibary kojarzą mi się z dużym kiwi. Zjadłbym kiwi w sumie. - stwierdził, choć domyślał się, że wpierw należało pójść do sklepu i je kupić… może by to zrobił? I tak miał jeszcze trochę czasu, nim będzie musiał na dłużej opuścić mieszkanie.
- Moje? Lubię wilki i lwy. - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo u niego to dzikie koty należały do ulubionych zwierząt. Jego marzeniem było zobaczyć wilka własnymi oczami, choć pewnie byłoby to dość… ryzykowne.
- Tygrysy też lubię. - Dodał jeszcze, przypominając sobie, jak podczas wizyty w zoo zatrzymał się na dłużej przy wybiegu z tygrysami, ponieważ podziwiał ich charakterystyczne, czarne paski. Takiego też by chciał pogłaskać.

kapibara kapibara kapibara
gall anonim
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie komentowała już kwestii sąsiada i jego fantastycznego sprzętu, ale posłała Tylerowi lekki uśmiech gdy o tym rozmawiali. Może odrobinę ten wątek ją rozbawił, bo zdała sobie sprawę z tego jak to wszystko mogło zabrzmieć dla niego i jakim zaskoczeniem mógł okazać się fakt, że posiadał rodzinę.
— Od myślenia mnie jeszcze głowa nigdy nie rozbolała, nie martw się — takie rzeczy spotykały tych, co wcale głowy nie używali i potem przy nagłym wysiłku stawało się to nieznośne, a ona? Ona uwielbiała główkować, rozwiązywać zagadki, nawet marne krzyżówki łapała w chwili nudy. W jej głowie zawsze panował jakiś chaos i natłok myśli, niejednokrotnie ktoś jej zarzucał, że powinna sprawdzić czy nie ma adhd, ale ona zwyczajnie nie miała na to czasu. Jej głowa zajęta była innymi rzeczami. — I już widzę jak jakiś rabuś amator przechodzi sobie przypadkiem obok i na widok gościa z dziurą w klatce pomyślał o darmowym portfelu popalając szmuglowaną fajeczkę — na jakiś serial klasy D by się może nadał taki scenariusz. Nie zamierzała jednak z nim dyskutować, szczególnie gdy sam ukrócił nieco wątek pytając o nowy temat podcastu, a oczy Milagros zaraz nieco się rozświetliły. — Nie myślałam o tym zbyt wiele, ale w sumie teraz wpadł mi taki jeden pomysł… — zaczęła zaraz wystukując coś w telefonie, stukając w klawiaturę i wytężając nieco oczy, jakby starała się coś bardzo szybko przeczytać. — Jeden słuchacz podesłał mi ostatnio… gdzie to było… artykuł taki… damn, ooo! O mam! Jest! To w sumie pod sprawą Cottermana mi podrzucił — zaczęła nie zdając sobie sprawy z tego jak owa sprawa może być dla jej współlokatora niepokojąca. — Stary materiał o jakiś przekrętach na Wielkich Jeziorach i granicy ze Stanami, fałszywe licencje transportowe i tym podobne. Z pozoru nudne dokumenty, ale wypunktował tam pewne nieścisłości, a jak kasa się nie zgadza… — to sprawa śmierdzi, prawda? Musiał sobie to dopowiedzieć, posłała więc Tylerowi wymowne spojrzenie, w którym mieszała się ekscytacja z odrobiną wariactwa. Milagros tak już miała, nakręcała się. — Może to ma coś wspólnego z Cottermanem, on przecież robił w MTO, kurde… — strzepała dłonie uśmiechając się delikatnie — aż mnie przeszedł dreszczyk — dzięki Ty! Gdyby nie ty, to jeszcze by się tak nie głowiła nad kolejnym tematem, a tu spontanicznie złapała zajawkę. Ups, jaka szkoda, że wciąż zamierzała drążyć niewygodny dla niego temat. Rzecz w tym, że Fontaine była beztroska i niekiedy nie zdawała sobie z powagi sytuacji, więc teraz z pewnością nie myślała o tym, że może poruszyć niebezpieczny temat do tego stopnia, by jej to zagrażało. Traktowała podcast jako zabawę i nie przypuszczała, że ktokolwiek traktuje jej wypociny szczególnie poważnie. Z każdą kolejną sprawą jednak wkręcała się trochę bardziej, czy to już nie pewnego rodzaju nałóg? Może, ale cóż… jedni nagrywali podcasty, a inni siedzieli na onlyfansie.
— Brzmi jak wstęp do kiepskiego romcomu — oznajmiła na jego wzmiankę o willi i luksusie — więc uważaj z tym oczkiem, bo jeszcze pomyślę, że próbujesz mnie poderwać — zażartowała wtrącając od razu — poza tym to za szybko nawet jak na romcom, bo dopiero się wprowadziłeś i jeszcze nie zdążyłeś poznać uroków zwykłej dziewczyny żyjącej od wypłaty do wypłaty — i naprawdę z ręką na sercu sobie żartowała.
Mina nieco jej zrzedła, gdy nagle poczuła ucisk na swoim nadgarstku, ale zdecydowanie nie należała do tych dziewczyn, które wzdrygają się przy mocniejszym uścisku, wyrywają nagle rękę czy strzelają focha. Rozluźniła dłoń i poczekała, aż skończy ten pokaz siły. — Spokojnie, łyka ci zostawiłam — a nawet i więcej, ale zgrywała się, a gdy wszedł na temat zwierząt to tym bardziej nie zamierzała przestać. — Ha, klasyczek — parsknęła. — Każdy facet mówi, że lubi wilki. Pewnie dlatego, że każdy myśli, że jest samcem alfa — zaśmiała się, ona naprawdę nie potrafiła gryźć się w język i jeszcze się kiedyś na tym poważnie przejedzie. — A z tymi lwami to uważaj, okej. Nigdy nie palnij od czapy, że jesteś jak król dżungli, bo to się nie ma czym popisywać. Wiesz ile trwa seks lwów? — zapytała i nie czekając na jego odpowiedź wtrąciła. — Sześć sekund — i teraz to ona posłała mu rozbawione spojrzenie. — Sześć — współczuła trochę tym wszystkim lwicom. Niby obcują z królem dżungli, ale czy warto? — Tygryski to akurat spoczko są, ja to uwielbiałam tego z Kubusia Puchatka — być może dlatego, że też lubi skakać i brykać, huh.

Brykanie to jest to, co tygryski lubią najbardziej 🐯
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
26 y/o
For good luck!
188 cm
gra na keybordzie w zespole i robi porządek z tymi co nie płacą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tyler prychnął słysząc słowa Mili, bo że niby on miał się martwić o współlokatorkę albo raczej jej głowę? Dobre żarty. Co jak co, ale Tyler o nikogo się nie martwił, łącznie z samym sobą. Miał wywalone praktycznie na każdego.
- Wiesz, ten pierwszy raz może nadejść całkowicie niespodziewanie. - odparł jak gdyby nigdy nic, wzruszając ramionami i poprawiając zegarek na dłoni, ponieważ miał wrażenie, jakby mu się nieco przesunął, a potrzebował sprawdzać godzinę co jakiś czas.
- Różne rzeczy potrafią się dziać, Milagros, ale pewnie doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Ludzie potrafią być pojebani. Bardzo pojebani. - stwierdził, bo przecież nie urodził się wczoraj. Sam własnymi oczami wiele widział, słyszał, czytał, a oprócz tego pochodził z rodziny, która go zostawiła, a jego bardzo ciekawiło, jakby jego rodzice - o ile jeszcze żyją - zareagowali, gdyby go zobaczyli. Ucieszyliby się, czy może udawali, że jest go nie znają, przyjmując taktykę wyparcia, uważając za śmiecia, którego wyrzucili dawno temu, bo tak było łatwiej. Wewnątrz swojej głowy tworzył wiele scenariuszy, doskonale zdając sobie sprawę, że reakcje mogły być różne - niejeden dokument o porwanych dzieciach lub pochodzących z rozbitych rodzin oglądał. Nagle poczuł ogromną ochotę, aby zapalić papierosa, lecz najpierw wysłuchał o nowym pomyśle współokatorki, o którym chciała opowiadać w swoim podcaście. Obserwował, jak palcami uderza w klawiaturę, a potem? Miał wrażenie, że się przesłyszał.
Kurwa… choć może chodzi o inną… nie, raczej nie chodzi o inną firmę.
Kurwa mać.

Niechętnie musiał przyznać, że miała niesamowitych informatorów - aż chętnie by ich poznał. Mimo wszystko udawał niewzruszonego, jakby uważał ten temat za dość… nudny, jednocześnie układał pewien plan, doskonale zdając sobie sprawę, że gdy opuści mieszkanie, będzie musiał porozmawiać z ojcem i wszystko mu opowiedzieć. A już na pewno zainteresuje go nowy temat Mili.
Miał ochotę powiedzieć, że może to nie ma nic wspólnego ze sprawą Cottermana, lecz kogo by oszukiwał? Gdyby ktoś mu tak powiedział, totalnie nie zaakceptowałby takich słów, z drugiej strony, nie każdy pracownik wie, co się dzieje w firmie, prawda? Nie każdy pracownik też nagle zostaje sprzątnięty.
- Ciekawe, jak ludzie na to zareagują. - Chociaż najlepiej byłoby nieco… zmodyfikować ten podcast, żeby liczba słuchaczy zaczęła maleć. A im mniej słuchaczy, tym mniejszy rozgłos.
- Ty to lepiej nie myśl za dużo, współlokatorko. - powiedział, posyłając Mili swój ironiczny uśmieszek, mrugając szybko kilka razy.
- Bardzo mnie ciekawi, co zaprezentuje ta zwykła dziewczyna. - wcale nie, nie był ciekawy. Interesowało go głównie to, o czym będzie mówiła do ludzi, ponieważ od tego zależała jego przyszłość.
- Masz szczęście. - rzucił, dopijając piwo i zaczynając obracać puszkę w dłoniach. Pewnie nic takiego by jej nie zrobił, ale postraszyć zawsze było można, żeby na przyszłość wiedziała, że BARDZO nie lubił, kiedy brało się jego rzeczy bez pytania - nieważne, że piwo wcale nie było jego.
Zmrużył oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Miał ochotę wziąć Mili za rękę i wyprowadzić za drzwi - zrobił to w swojej wyobraźni - ale ostatecznie tylko przewrócił oczami.
- Ha ha, ale jesteś zabawna. Normalnie zamiast w zoo, powinnaś pomyśleć nad pracą w cyrku. Może kogoś byś rozbawiła. - stwierdził, dalej przetwarzając informację o lwach.
- Dzięki za radę. W dupie mam co sobie inni pomyślą, poza tym, pewnie nie każdy posiada taką wiedzę na temat lwów co Ty. - dodał zaraz, tak naprawdę będąc w szoku, że stosunek u lwów trwał tak krótko. W ogóle tu harem, tu walka o przywództwo, krótki seks… Lwy nie miały łatwego życia. Jedynie przewagę dawało im bycie drapieżnikami, aczkolwiek w starciu z wężami czy pająkami mogły nie mieć zbyt wiele szczęścia…
- Z Kubusia Puchatka, tak? Lubisz podskakiwać? Mi lepiej nie podskakuj. - odparł poważnym tonem, wstając z kanapy, aby zaraz zgnieść i wyrzucić puszkę, a następnie poszedł na balkon, aby zapalić papierosa. Obojętne mu było, czy współlokatorka do niego dołączy, czy wręcz przeciwnie. Po fajku pewnie będzie wychodził na próbę.

Milagros Fontaine
gall anonim
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
Somewhere in my heart I'm always dancing with you in the summer rain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Wiesz, są tacy wybitnie pojebani, niezdrowo wręcz i mają toxic vibe, ale bywają też tacy zabawnie walnięci — i co jak co, jej rodzice do tej grupy się zaliczali. Choć w zasadzie jej rodzice zaliczali się do tych dwóch grup jakby się nad tym zastanowić, bo ci biologiczni mieli totalnie toksyczne środowisko i zainteresowania, ale o nich nie miała bladego pojęcia - kim byli, czym się zajmowali i czemu ja porzucili. Z kolei adopcyjni byli świrami chyba z zamiłowania, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To przy nich Milagros nauczyła się trochę panować nad swoimi emocjami i choć wciąż pozostawała bardzo narwana jednocześnie nie potrafiąc bawić się w głębsze relacje, wyszła jakoś na ludzi. Może do najmilszych się nie zaliczała, ale to była jej tarcza, a jej słowne ataki były pociskami wymierzonymi zanim ktoś zdążył wycelować w nią. Unikała zranienia, bo doświadczyła go już zbyt wiele razy.
Ni zdawała sobie sprawy z tego, że w głowie Tylera właśnie gotują się przeróżne czarne myśli, kiedy ona opowiadała sobie jakby nigdy nic o swoich kolejnych planach na podcast. Planach, które zbyt niebezpiecznie krążyły wokół tematu tak istotnego dla jej oojca i dla Tylera. Tematów, których w życiu nie uznałaby za osobiste nawet gdyby jej teraz wyłożył całą kawę na ławę. No nie uwierzyłaby, że znalazła się w centrum tego bajzlu i jeszcze z krwi jest jedną z tych złych. Była niewinna, w tej chwili i w tym mieszkaniu, z aktualną wiedza jaką posiadała była zupełnie niewinna. I nieświadoma. Jej hobbystyczna paplanina dla niego jednak była tykającą bombą, która mogła wysadzić całą operację Vargasa, biologicznego ojca Milagros. — A jak niby mają zareagować? — zapytała beztrosko poprawiając się na kanapie. — Przecież ludzie uwielbiają grzebać i mącić, a jak mogą przy tym wygrzebać brudy innych ludzi to wystarczy im zarzucić przynętę, a oni kopią za ciebie. Wiesz ile ja mam jeszcze linków i artykułów do przeglądnięcia? — w chuj dużo! Brakowało jej niekiedy czasu, ale pomimo ogromu pracy jaki zrzucali na nią słuchacze wciąż najważniejszą jej pasją była muzyka, więc zamiast zarwać kolejną noc przed ekranem wolała pograć w jakimś klubie. Kto wie, czy gdyby nie miała innych zainteresowań rozgryzłaby tą sprawę szybciej.
Uśmiechnęła się pod nosem słysząc jego komentarz o zwykłej dziewczynie, bo prawda była taka, że obok zwykłej to ona nawet nie leżała. I to nawet bardzo, ale zarówno on jak i ona nawet o tym nie wiedzieli, że w jej żyłach płynie krew Vargasa. To nie była zwykła krew.
— W cyrku za mało płacą — odparła ignorując fakt, że próbował jej pocisnąć między słowami. — I w sumie masz rację, nie każdy ma taką wiedzę, a powinien! Może zrobię w podcaście serię przyrodniczą dodatkowo, w przerwach między rozmowami o mordercach będziemy omawiać intymne życie zwierząt. Mógłbyś go ze mną współtworzyć, byłbyś tym co mniej wie, ale udaje, że wie więcej — miała mu nie odbić piłeczki? Nie wbić szpilki? Nie dziabnąć go w odwecie? No na pewno!
Słysząc padające z jego ust mi lepiej nie podskakuj odprowadziła go jedynie wzrokiem, gdy kierował się do jej sypialni, gdzie znajdowało się wejście na balkon. Powiedział to z taką powagą, że pewnie na niejednej kobiecie zrobiłoby to wrażenie, a fala niepokoju wywołałaby gęsią skórkę, ale na Fontaine nie zrobiło to większego wrażenia. Wychowywała się w otoczeniu dziesiątki chłopaków, którzy próbowali nadrabiać groźną miną, gdy roznosiła ich frustracja, przywykła do takich tekstów i nie brała ich na poważnie. Nie w pierwszej chwili.
Przeciągnęła się leniwie na kanapie, a po chwili wstała i ruszyła za nim do swojej sypialni, by dołączyć do niego na balkonie. Nie zamierzała palić, zamiast tego oparła się łokciami o balustradę obserwując go, jakby próbowała go rozgryźć. Wydawał się jej jakiś spięty.

ᝰ🚬
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „#107”