ODPOWIEDZ
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
Knock, knock
Who's there?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Przypomnij mi, ile jeszcze tych sesji będziemy musieli umówić? - zapytał, usadawiając się wygodniej na krześle.
Gdyby nie fakt, że mężczyzna doskonale wiedział, że będzie zajebiście wyglądać w blondzie, nigdy by się nie zdecydował na tę zmianę. Ilość czasu, który trzeba było poświęcić na rozjaśnianie, był wręcz irracjonalnie absurdalny. I tak, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie dało się inaczej i że jego naturalnie czarne, azjatyckie kłaki były wyjątkowo toporne we współpracy. Kochał Elsę i nikomu innemu nie dałby przeprowadzić tej metamorfozy na swojej głowie, niemniej był już odrobinę zmęczony ciągłymi, przymusowymi wizytami w jej salonie. Ale jak już się powiedziało A, trzeba było powiedzieć B.
Przy okazji nie był w stanie też wyjść z podziwu że Elsa farbowała swoje włosy non stop, i to na tak fantazyjne, niełatwe w utrzymaniu kolory. Ona jedna była dosłownym zaprzeczeniem przysłowia, że szewc bez butów chodzi. Przeciwnie, ona chodziła zawsze w pięknych, zadbanych i niezwykle barwnych butach. A przynajmniej tak to wyglądało w jego oczach.
Czuł się trochę winny tego, że zjawił się tu dziś tak późno - chociaż to nie była na dobrą sprawę jego wina. Elsa miała tak zapchany grafik, że ciężko było się umówić na jakąś sensowną godzinę. Nie dziwił się temu absolutnie - ludzie walili do niej przecież niemal drzwiami i oknami - co nie zmieniało faktu że musieli znaleźć jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji. Nawet on, jako totalny włosowy laik, wiedział, że aby proces rozjaśniania przebiegł bez jakichś nieprzyjemnych sytuacji, nie mogli za bardzo przeciągać przerw między sesjami.
- A w ogóle to wspominałem ci, że zgłosiłem się jako stażysta do serialu? I wzięli i mnie zaakceptowali - pochwalił jej się, szukając czegoś w telefonie. Na ekranie wyświetlił się email, którego treść głosiła, że został wybrany do roli pomocniczej i że jest proszony o stawienie się w Pinewood Studios konkretnego dnia o konkretnej godzinie. Jak rzucali ogłoszenie o naborze, zgłosił się tak o, bo w sumie czemu nie. Zawsze było to jakieś nowe przeżycie. A teraz będzie mógł przynajmniej się pochwalić, że wystąpił w telewizji. To że będzie tylko jakąś niewyraźną twarz w tle było już sprawą absolutnie drugorzędną.
- Ej, Elsa, a ty w ogóle gdzieś wybyłaś w te wakacje? - dodał jeszcze, zerkając na nią nad tymi wszystkimi butelkami i specyfikami które ustawiła obok niego na stoliczku. Wyglądała na dość zmęczoną, a może tylko mu się wydawało? Było już przecież dość późno, a ona pewnie była na nogach cały dzień.

Elsa Eriksen
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
Just a pretty little nightmare.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Elsa spojrzała na jego odbicie w lustrze z lekkim politowaniem wymalowanym na twarzy. Od początku mu mówiła, że to będzie długa przygoda. Bo oczywiście, mogłaby go zmienić w platynowego blondyna w jeden wieczór, ale najprawdopodobniej byłby to ostatni zabieg jakim mógłby uraczyć swoje kudły, bo chwilę później po prostu by wypadły. A klauzula sumienia nie pozwalała jej odwalić takiej fuszerki.
— To zależy, ile jeszcze twoje włosy będą stawiały opór. Jesteśmy jednak bliżej niż dalej finalnego efektu. Najważniejsze, że pozbyliśmy się już tego rdzawego koloru. Ten blond z poprzedniej wizyty też się całkiem nieźle ochłodził… używałeś tych kosmetyków, które ci dałam? — zapytała spokojnie, delikatnie przeczesując palcami wybrane losowo pasmo. To była już ich trzecia wizyta i naprawdę widziała jakieś światełko w tunelu. Właściwie, gdyby ktoś powiedział jej kilka tygodni temu, że z tych czarnych, azjatyckich włosów uda się wyciągnąć taki kolor bez konieczności przeprowadzania na nich egzorcyzmów, pewnie sama byłaby sceptyczna. Ale… uwielbiała wyzwania! Dlatego kiedy Jason te dwa tygodnie temu znienacka odwiedziła jej salon i powiedział jakiej metamorfozy chciałby się poddać, zapytała tylko czy może przychodzić do niej późnymi wieczorami, bo kalendarz niestety miała do końca miesiąca zapchany co do minuty. I choć starała się, żeby nie było tego po niej widać — idealnie ułożone włosy, pasujący do stroju makijaż i ten promienny uśmiech, który zdawał się być przyklejony do jej twarzy — chyba zaczynała być zmęczona tym trybem życia. Jednak nie zamierzała się skarżyć! W końcu uwielbiała swoją pracę i nie zamieniłaby jej na nic innego. Z resztą — powinna być Wdzięczna za takie zainteresowanie jej usługami. Dzięki temu nie musiała się martwić, że zabraknie im pieniędzy. Jej, Dantemu i dwóm psom, które z nimi mieszkały.
Po chwili odwinęła sreberko, którym wcześniej zawinęła jedno pasemko, aby sprawdzić efekt próbnego rozjaśniania i… sukces!
— Mam dobre wieści. Dziś ostatnia wizyta z rozjaśniania. Potem zostanie nam tylko tonowanie i będziesz mógł uderzyć w gong zwycięstwa, że przeżyłeś całą tą transformację. Ty i twoje kudły. — Zaśmiała się cicho i oddaliła się do swojego kącika małej fryzjerki, gdzie przygotowała w plastikowej miseczce specjalną mieszankę, którą mogła pokryć już wszystkie włosy na głowie Jasona.
Kiedy wspomniał o tym, że zgłosił się stażystą do serialu, zmarszczyła lekko brwi, próbując sobie przypomnieć czy faktycznie poruszali wcześniej ten temat. Niestety nie mogła odnaleźć w swoich wspomnieniach tego momentu. Pozostawało więc pytanie czy to on zapomniał ją o tym poinformować, czy może to ona była tak fatalną kumpelą i go nie wtedy nie słuchała?
— Pinewood? — zapytała, nachylając się nad telefonem, aby przeczytać wyświetlonego na ekranie maila. I nagle jej oczy wyraźnie się rozjaśniły. — To wspaniale! Musisz mi potem koniecznie dać znać co to za serial i w których odcinkach będziesz występował. Będę specjalnie robić screenshoty, a potem je wydrukuję i mi się na nich podpiszesz. — Odparła z szerokim wyszczerzem i nachyliła się, aby krótkim cmoknięciem w policzek pogratulować mu zdobytej fuchy. Co prawda, rola mężczyzny dwadzieścia osiem nie była pewnie tą wymarzoną, ale jej to totalnie nie przeszkadzało. Była z niego dumna tak dumna jakby miał przynajmniej zagrać postać najlepszego przyjaciela głównego bohatera. — To co? Dam ci może plik moich wizytówek i będziesz je cichaczem wciskał ludziom do płaszczy, zgoda? — Puściła mu oczko i zabrała się za nakładanie rozjaśniacza. Mieszanka była już gotowa i dobrze wymieszana, więc musieli zacząć działać natychmiast. Sprawnie wydzieliła pasma, jedno po drugim pokrywając je cienką warstwą rozjaśniacza. Robiła to niemal automatycznie — dłonie doskonale wiedziały, co mają robić, nawet jeśli jej głowa od kilku godzin marzyła już tylko o własnym łóżku i ciszy. Uśmiechnęła się do własnego odbicia w lustrze. Ten uśmiech nadal wyglądał dokładnie tak samo jak zwykle. Promiennie. Lekko. Jakby nie była właśnie po całym dniu pracy, tylko dopiero co weszła do salonu. Dopiero kiedy Jason zapytał o wakacje, jej dłoń zatrzymała się na sekundę.
— Byłam na trzy tygodnie we Włoszech. Dostałam propozycję pracy przy serii pokazów jednego z tamtejszych domów mody, więc byłam we Florencji, Wenecji, Rzymie i Mediolanie. Niby praca, ale to Włochy, więc to w sumie jak wakacje, nie? — Zaśmiała się nerwowo. Chyba nie do końca wiedziała, kogo w tym momencie chciała bardziej przekonać do swoich słów — siebie czy Jasona. — Ale było naprawdę świetnie. — Tym razem powiedziała to bez najmniejszego zawahania.
Bo było.
Zmęczenie, niewyspanie i ciągłe poczucie, że za chwilę powinna być gdzieś indziej, nie odbierały jej tego, jak bardzo podobała jej się praca. Tylko chyba ostatnio trochę za bardzo uwierzyła, że może funkcjonować wyłącznie na kawie, adrenalinie i entuzjazmie.
— I w ten weekend byłam też z Dante nad jeziorem. Nie mogłam tam dorwać nawet jednej kreski zasięgu, więc to w sumie takie prawdziwe wakacje offline. Z tym już nie możesz dyskutować. Ale no, dość o mnie! Ty gdzieś wyjeżdżałeś? Widziałeś coś fajnego? I najważniejsze… przywiozłeś mi coś? — Z całych sił próbowała przestać być tematem ich rozmowy. Gdzieś tam z tyłu głowy zdawała sobie sprawę, że brała na siebie nieco za dużo niż normalny człowiek mógłby w stanie udźwignąć, ale ona przecież nie była normalnym człowiekiem. Była, a przynajmniej we własnym nieskromnym mniemaniu, najlepszą fryzjerką, a najlepsi powinni móc nieco więcej.
Wkrótce każde pasmo włosów Jasona zostało pokryte rozjaśniaczem, Elsa jeszcze przez moment dokładnie sprawdzała, czy nigdzie nie została choćby najmniejsza plamka, która mogłaby później zemścić się na nich przy tonowaniu. Dopiero kiedy upewniła się, że wszystko jest dokładnie tak, jak powinno, odłożyła pędzelek.
— Dobra. Teraz najtrudniejsza część. — Oparła dłonie na biodrach i spojrzała na niego w lustrze z miną osoby, która właśnie zamierzała przekazać pacjentowi diagnozę. — Siedzenie i nicnierobienie. Chcesz herbaty? Albo wody? Kawy nie proponuję, bo będziesz po ścianach chodził po powrocie do domu zamiast spać.

Jason Choi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
Knock, knock
Who's there?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Oczywiście że tak, ma'am! - odparł prędko, przykładając przy tym dłoń do czoła jakby jej salutował. Nie próbował być mądrzejszy i udawać, że wie lepiej niż specjaliści. Jeśli dostał konkretne wytyczne jak się zaopiekować własnymi kłakami pomiędzy sesjami u Elsy, to się do nich stosował. Nie chciał skończyć łysy - absolutnie nie pociągała go taka estetyka. Nawet jeśli wierzył w to, że włosy w końcu by mu odrosły, wolał oszczędzić sobie upokorzenia. Zdarzało mu sie co prawda czasami chodzić w czapkach typu beanie, ale nie chciał być do nich uwiązany z przymusu. O tyle dobrze że generalnie miał się czym chwalić, więc na instagrama mógł wrzucać po prostu fotki swojego sześciopaku, bez twarzy.
Dobrze jednak, że wszystko to zostało tylko w strefie teorii.
Wyszczerzył się lekko, słysząc komplement ze strony Elsy. Sam o farbowaniu włosów nie miał bladego pojęcia, zwykle podobał się sobie w swojej azjatyckiej czerni, więc kiedy przyszło do próby zmiany koloru, wolał zostawić to w rękach profesjonalistki. Nie wiedział nawet, że jego osoba będzie stanowiła dla Elsy aż takie wyzwanie. Trochę tylko miał wyrzuty sumienia, że trzymał ją w salonie aż tak późno - był pewien, że zdecydowanie wolałaby już być w domu, z nogami wywalonymi do góry i rozwalona przed telewizorem. Tymczasem musiała się jeszcze truć oparami, które ledwo, ledwo ale powoli zapewniały jej zwycięstwo w walce z jego kłakami.
Ale serio, nie przyszedłby z tym do nikogo innego.
- Och, cudownie! - ucieszył się. Uwielbiał Elsę i generalnie odwiedzał ją bardzo chętnie, ale po prostu nie lubił być tak uwiązany. - Już się nie mogę doczekać. Od razu narobię milion sesji, zanim trzeba będzie się zajmować odrostami - no bo przecież musiał na tym skorzystać. Szczególnie jeśli chodziło o jego instagrama. Zyskiwał tam coraz większą bazę followersów, a z nawiązywania współpracy i różnych deal'ów zaczynał zarabiać tyle, że za jakiś czas mógłby nawet rozważyć rzucenie swojej normalnej pracy. Nie za prędko jednak do tego dojdzie, szczególnie że - mimo że dość depresyjna i obciążająca psychicznie - Jason nawet lubił swoją robotę.
W sprawie tego aktorstwa i faktu że Elsa nie została o tym poinformowana, to nie można było winić ani jej, ani Jasona. Zgłoszenie do roli statysty wyszło w sumie dość randomowo - tak jak to większość rzeczy w przypadku Choia. Mężczyzna był generalnie tym typem, który wiele rzeczy robił, jak to się mówiło czasami prześmiewczo, for the plot. Nie planował wprzód, nie analizował, nie poświęcał wielu godzin na dążenie do jakiegoś konkretnego celu - no dobra, były pojedyncze wyjątki, czego dowodem było to, że siedział w fotelu Elsy już trzeci raz. Na co dzień jednak po prostu mało co uważał za tak istotne, aby poświęcać temu czas i wysiłek. Szczególnie, jeśli efekt mógł być zwyczajnie rozczarowujący. Więc tak, do Pinewoods Studios zgłosił się w tej samej chwili, kiedy tylko przeczytał że robią casting - dzień później dostał zaproszenie na przesłuchanie, a jakiś tydzień później (a dokładnie wczoraj) go przyjęli. Sprawa była więc raczej świeża.
- Hahaha, spoko, dostaniesz autograf największej gwiazdy serialu, randoma w tle numer 5 - zaśmiał się cicho. Mrugnął jej nieco zalotnie, kiedy obdarowała go tym buziakiem. Uwielbiał takie drobne czułostki, nawet jeśli od dawna łączyła ich tylko przyjaźń. - Jasne, daj to im rozdam. Zobaczysz, jeszcze ty zaczniesz stylizować włosy jakichś sław - i on tutaj mówił poważnie. Elsa była przecież na tyle utalentowana, że mogłaby się wybić jako stylistka znanych aktorów i gwiazd sceny muzycznej. Już powinna mieć taką renomę, Jason w dalszym ciągu był w szoku, że jeszcze nie trafiła jej się taka okazja. Harowała przecież jak wół, miała talent i prace by się pochwalić. Sam też jej zrobi reklamę na swoim instagramie, a co.
- Elsa - gdyby nie to, że dziewczyna nakładała mu teraz chemię na głowę, odwróciłby się do niej na fotelu. Tymczasem mógł jednak tylko spojrzeć na nią karcąco w lustrze - tak też więc zrobił, ciskając niemal gromy z oczu w stronę drobnej dziewczyny - To absolutnie nie brzmi jak wakacje. Tylko jak jeszcze więcej pracy. Do tego bardzo stresującej, w ciągłym ruchu i pewnie w cholerę ciężkiej - uznał dobitnie. Co z tego że wyjechała sobie do innego kraju, skoro i tak pewnie biegała wszędzie z wywieszonym językiem? pewnie nawet nie miała kiedy usiąść na plaży z drinkiem w ręku. Albo chociaż popatrzeć na ładne widoczki.
Wspomnienie weekendu nad jeziorem tylko minimalnie złagodziło to lodowate spojrzenie Jasona - jak widać nie tylko królowa lodu potrafiła się takim posługiwać. Nie udobruchało go to jednak do końca. Bo czymże był weekend? Weekend to mieli co tydzień i zwyczajnie był to za krótki czas, aby faktycznie móc wypocząć. Nawet jeśli bez telefonu. Dlatego też Jason dość ostentacyjnie westchnął i z pełną premedytacja zignorował próbę odwrócenia uwagi. Nawet on, jako ten który czasami miał problemy ze zrozumieniem dyskretnych aluzji, tym razem zorientował się, co Elsa usiłowała zrobić. Odczekał więc aż dziewczyna zakończy nakładanie rozjaśniacza na jego włosy, czyli na moment kiedy będzie się mógł już ruszyć. Pytanie o herbatę i wodę także zostało bez odpowiedzi.
- Laska, ale czy ty nie zdajesz sobie sprawy, że jak sama nie zrobisz sobie przerwy, to twoje ciało zdecyduje za ciebie? Będziesz sobie wmawiać, że wszystko jest okej, a potem nagle kofeina i adrenalina sie skończą, przestaną działać, i jebs! Pierdolniesz na podłogę jak długa, bo nie pomyślałaś o tym, że trzeba by w końcu pospać dłużej niż cztery godziny na dobę - stety czy nie, Jasonowi w przypadku bliskich mu osób załączał się tryb odpowiedzialnego opiekuna. Mogło to zakrawać na lekką hipokryzję, że sam odstawiał dziwne akcje, a innych pouczał, ale hej. Przynajmniej on jednak się wysypiał i odżywiał dość zdrowo - co chyba z resztą było widać! - Zaraz sam wezmę twój kalendarz i ci znajdę jakieś wolne - zagroził.

Elsa Eriksen
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
Just a pretty little nightmare.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

I takich klientów ceniła i lubiła najbardziej. Niezależnie od tego, czy byli u niej pierwszy raz, czy przychodzili regularnie, czy byli jej przyjaciółmi, czy kompletnie obcymi ludźmi. Ceniła to, że w jakimś stopniu znali swoje miejsce i wiedzieli, że przychodzą do profesjonalistki, która zna się na swojej pracy. Nie próbowali pouczać jej na każdym kroku, podważać jej metod ani urządzać sobie z wizyty konsultacji z Google’a.
Oczywiście zdarzało się, że na fotelu siadał ktoś, kto życzył sobie użycia własnych kosmetyków. I to jeszcze była ta wersja łagodna.
Największym szokiem pozostawały jednak momenty, kiedy klient wyciągał z reklamówki drogeryjną farbę i z pełnym przekonaniem oznajmiał, że właśnie tego Elsa ma użyć. Najlepiej oczywiście w ramach tej samej usługi, tylko taniej, bo przecież farbę klient już posiadał.
W takich sytuacjach zwykle brała głęboki oddech i cierpliwie tłumaczyła, dlaczego nie może wykonać zabiegu przy użyciu przypadkowego produktu przyniesionego z drogerii. Skład, sposób działania, stężenia, reakcje z wcześniej wykonywanymi zabiegami — powodów było wystarczająco dużo, żeby nie traktować włosów jak płótna do eksperymentów.
Niestety, nie zawsze spotykało się to ze zrozumieniem. Czasem kończyło się mniej lub bardziej przychylnym komentarzem, obrażoną miną i ostatecznie opuszczeniem salonu przez klienta, który najwyraźniej przyszedł po fryzjera, ale oczekiwał wykonawcy własnego pomysłu. Dlatego już od dłuższego czasu w regulaminie aplikacji do zapisów widniał jasny zapis: podczas wizyty wykorzystywane są wyłącznie profesjonalne kosmetyki będące wyposażeniem salonu. Elsa nie zamierzała z tego rezygnować. Jej nazwisko widniało nad drzwiami, jej ręce wykonywały całą pracę, a później to ona musiała patrzeć w lustro razem z klientem, jeśli coś poszło nie tak.
I naprawdę nie miała ochoty dowiadywać się któregoś dnia, że powodem katastrofy na czyjejś głowie była farba za dziewięć euro i przekonanie, że „przecież na opakowaniu jest napisane, że działa”.
— Weź mi nic nie mów o odrostach… chociaż z nimi będzie dużo łatwiej, bo już wiem jaki rozjaśniacz i jakie stężenie oksydantu. Także jak tylko zaczniesz wyglądać jak skunks to od razu dawaj znać. Będziemy działać. — Uśmiechnęła się szeroko. Nie była na swoim prywatnym instagramie jakoś bardzo aktywna. Czasem coś wrzuciła, ale przede wszystkim starała się działać na swoich służbowych socialach. I to głównie z niego obserwowała wrzucane przez znajomych zdjęcia i… no nie dało się ukryć, że te publikowane przez Jasona były świetne. Cóż. Chłopak był dobrze zbudowany, potrafił ustawić się tak, żeby pokazać się z jak najlepszej strony, a aparat najwyraźniej wyjątkowo go lubił. Elsa nie zamierzała udawać, że tego nie zauważała. Zresztą już nie mogła się doczekać, aż zobaczy jakieś jego zdjęcia w nowym kolorze włosów.
Niby żartowali sobie z tego, że da mu kilka swoich wizytówek, żeby wciskał je na planie jakimś gwiazdom, ale kiedy Jason rzeczywiście się zgodził, mimowolnie zerknęła w stronę małej recepcji. Tak tylko, żeby upewnić się, że wizytówek na pewno było wystarczająco dużo, żeby faktycznie mógł kilka zabrać ze sobą.Bo przecież… nigdy nie wiadomo.
Zdarzało się, że trafiały do niej aktorki — głównie teatralne — czasem ktoś polecił ją dalej, czasem klientka przyprowadzała koleżankę pracującą w branży. Nadal jednak było to na tyle rzadkie zjawisko, że zdecydowanie nie nazwałaby się jeszcze fryzjerką gwiazd. Ale jeśli Jason rzeczywiście miał okazję polecić ją komuś na planie, to dlaczego miałaby nie dać mu kilku wizytówek? Ot, zwykła przezorność. I to wcale nie dlatego, że właśnie wyobraziła sobie kilka nowych nazwisk zapisanych w swoim kalendarzu.
— Daj spokój! To był świetnie spędzony czas! Gdy wracałam z pokazu albo z sesji zdjęciowej to zabierałam Dantego na nocne zwiedzanie i zdarzało nam się wrócić jak już słońce wschodziło. — Wyszczerzyła się szeroko, jednak po chwili do niej dotarło, że to chyba nie było coś czym powinna się chwalić akurat przed nim. Dlatego dalsza część, o tym, że po takim intensywnym zwiedzaniu pozostawało jej zaledwie kilka godzin snu przed rozpoczęciem kolejnego dnia pewnego pracy, zostawiła dla siebie. Tak na wszelki wypadek, żeby nie zgarnąć jeszcze większego opieprzu.
Zmarszczyła lekko nos, kiedy totalnie olał jej pytanie o herbatę i z uniesionymi ku górze oczami, słuchała tego, co chciała początkowo uniknąć. Denerwowała się. Ale nie dlatego, że Jason się niepotrzebnie martwił albo że wtrącał się w jej życie tylko… no wiedziała, że miał rację. Nie mogła mu jednak tego przyznać, bo wtedy faktycznie musiałaby chwycić swój kalendarz i zacząć wyznaczać sobie odpowiednie przerwy, zablokować możliwość zapisów po określonej godzinie i może wreszcie wybrać jakiś tydzień, w którym mogłaby zapomnieć o swoim salonie i w końcu się wyspać. A do tego póki co nie mogła dopuścić. Czuła, że po prostu na takie obijanie sie nie było ich stać.
— Kochany jesteś, wiesz? Nie zaschło ci w gardle od tego opieprzania mnie? Może jednak przyniosę ci wody? — Zaśmiała się cicho i delikatnie przeciągnęła, wydając z siebie po chwili słodkie mruczenie. Zaraz też udała się na zapłaczę, wracając kilka sekund później ze szklanką wody, którą od razu podała chłopakowi. — Daję radę! Jestem niezniszczalna. Przecież gdybym była zmęczona to naprawdę bym sobie odpuściła. A ja w pracy w sumie odpoczywam, więc… naprawdę nie musisz się martwić. Lepiej mi opowiedz co u ciebie. Poznałeś kogoś ciekawego? Byłeś w jakimś fajnym miejscu?

Jason Choi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”