ODPOWIEDZ
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W Toronto nie miała własnego samochodu. Ten pozostał w rodzinnym Hunstville, a nawet tam kurzył się w garażu, ponieważ umiejętności prowadzenia Zoi pozostawiały naprawdę wiele do życzenia. Stanowczo wolała korzystać z siły własnych nóg albo po prostu z dobrodziejstw komunikacji miejskiej, która w tak dużym mieście działała zresztą całkiem prężnie.
Tego dnia spieszyła się na rozmowę o pracę w biurze. Było to kolejne spotkanie, które miało w sobie nadzieję, że w końcu uda jej się zmienić status b e z r o b o t n e j. Coraz mocniej odczuwała dyskomfort związany z własną bezradnością i kurczącymi się oszczędnościami, toteż czym prędzej dosiadła swojej uroczej, pasteloworóżowej damki z koszyczkiem z przodu i pośpiesznie przemierzała ulicę.
Na miejsce miała dotrzeć zaledwie dwie minuty przed planowaną rozmową, więc pedałowała zawzięcie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Z każdym kolejnym metrem coraz trudniej było jej złapać oddech, ale po pokonaniu dwóch następnych zakrętów wreszcie zaczęła zjeżdżać z górki.
Zoya przez chwilkę cziła ulgę. Korzystając z tego, że przez kilkanaście sekund maszyna sama nabierała prędkości, pozwoliła sobie na odrobinę odpoczynku. I właśnie wtedy, gdy już miała ponownie wejść w zakręt, zza rogu niespodziewanie wyłonił się inny rowerzysta. Ba, Zoya nawet nie zdążyła zareagować przez co oboje zaliczyli stłuczkę!
Przednie koło jej damki skręciło pod dziwacznym kątem, a sama Zoya straciła równowagę. W jednej chwili próbowała jeszcze opanować wykrzywioną kierownicę, ale zamiast tego w całym tym zamieszaniu, zdołała jedynie rozerwać rękaw drugiego nieszczęśnika. Sekundę później uderzyła tyłkiem o chodnik. Tymczasem rowre spektakularnie upadł obok.
— No po prostu świetnie! — jęknęła żałośnie ze słyszalnym niedowierzaniem. Zaraz pośpiesznie zebrała się z ziemi i wpierw popatrzyła na powstałe na środku uliczki pobojowisko. Potem przeniosła rozpretensjowane spojrzenie na domniemanego winowajce i wytknęła w jego stronę palucha. — Ty! — zaczęła zdenerwowana i nawet tupnęła ze złości nóżką. — Ty! Kartę rowerową wygrałeś w chipsach?! Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo mnie udupiłeś?! — zagrzmiała.
Być może wcale nie zauważyła, że to ona nie zachowała ostrożności, wchodząc w kolejny zakręt. Być może była tak zaabsorbowana myślą o tym, aby zdążyć na spotkanie, że nawet nie zorientowała się, że jechała odrobinę za szybko. W tej chwili dla Zoi liczyło wyłącznie to, że mogła już pożegnać się z szansą na zdobycie pracy.
Rozżalona ponownie tupnęła nogą, po czym spróbowała podnieść rower. Ten zgrzytnął tu i ówdzie, gdy siłą próbowała wyplątać jego koło spomiędzy pedału a ramy maszyny drugiego kierowcy.
— No wyłaź! Wyłaź już! — Szarpała na darmo.

Maggio Winters
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Od kiedy tylko pamiętał rower był jego ulubionym środkiem transportu. Już w czasach szkolnych, kiedy jeszcze mieszkał w Toronto, właśnie tak dostawał się do szkoły, chociaż jego koledzy wielokrotnie proponowali mu podwózkę, na którą zgadzał się jedynie w deszczowe i chłodne dni, kiedy jazda rowerem była znacznie bardziej utrudniona, jeśli człowiek nie chciał siedzieć na lekcjach cały przemoczony.
W Szkocji, do której wyjechał na studia, poruszanie się w taki sposób było znacznie utrudnione ze względu na odległości pomiędzy kolejnymi punktami, jak również górzyste tereny. Tam sprawił sobie samochód, który nadal wywoływał w nim sprzeczne emocje. Niby był szybszy, niby dzięki niemu mógł mieć towarzystwo, ale nadal zamknięcie w takiej puszce było ograniczające i Maggio czuł się tak, jakby jego własna wyobraźnia dostawała klaustrofobii, uciskając również na wenę.
Tuż po powrocie w rodzinne strony ponownie przerzucił się właśnie na rower, dojeżdżając nim do pracy. Praktyczne w tak sporym mieście, którego ulice, zwłaszcza w centrum obfitowały w drogowe korki.
Dzisiejszego dnia wybrał się na relaksującą przejażdżkę, która w dużej mierze miała na celu przypomnienia sobie wielu miejsc, które znał, a które po powrocie wydawały mu się tak obce. Niby minęły niemal dwa lata odkąd na nowo zawitał w Toronto, a jeszcze wiele miejsc wymagało od niego odświeżenia. Praca pochłaniała go bez reszty, w ten sposób pomagając zagłuszyć myśli i wołanie serca, które rozlegało się ilekroć zostawał sam. Czy kiedykolwiek ten stan minie?
Pogrążony w myślach nie zareagował w porę, kiedy tuż przed nim, z prędkością ponadprzeciętną u kierowcy roweru, wyłoniła się niewiasta. Z impetem w niego wjechała, a Winters poczuł jedynie promieniujący ból w ramieniu, zanim ostatecznie przekoziołkował przez kierownicę, lądując barkiem na trawie. Zabolało jak diabli.
-Cholera - wyjąkał jedynie, potrzebując kilku dodatkowych sekund, żeby ostatecznie przetworzyć, co się wydarzyło.
Usiadł, masując sobie obolałą rękę, nie zwracając uwagi, że rękaw jego koszuli był rozerwany. Przeniósł spojrzenie na dziewczynę, która nie wyglądała na zadowoloną. Ale czy w tym wszystkim to nie ona gnała z prędkością światła, jakby gonił ją sam Balor.
-To trochę niesprawiedliwe, że zrzucasz wszystko na mnie. Tymi chipsami to chyba oboje się dzieliliśmy, walcząc o licencję - odpowiedział, powoli wstając i otrzepując ubranie. - Nic ci się nie stało? - zapytał, bo taka już była jego natura. Wolał mieć pewność, że mu zaraz panna nie zemdleje, bo chociaż łapanie jej było nad wyraz romantyczne i sama ona urodę miałą ponadprzeciętną, tak z obolałą ręką Maggio niechybnie upuściłby ją na ziemię, niszcząc chwilę.
-Coś ty tak gnała na złamanie karku? - zainteresował się, podchodząc do niej, kiedy szamotałą się z rowerem. - Na spokojnie, bo uszkodzisz go bardziej. Chociaż… - tu zerknął na przedmiot, którego koła były wygięte pod dziwnym kątem. - Nie jestem pewien czy dzisiaj gdziekolwiek nim pojedziesz - stwierdził, masując się po karku.

Zoya Weasley
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya była tak zaaferowana własnymi problemami i faktem, że spieszyła się na rozmowę kwalifikacyjną, że niespecjalnie przejęła się koziołkującym mężczyzną. Ledwie ostentacyjnie rzuciła na niego okiem, gdy ten już usiadł i zaczął masować obolałą rękę, po czym skupiła całą uwagę na swoim pokiereszowanym rowerze.
W duchu lamentowała nad jego losem; nad powykrzywianymi szprychami, zdartą ramą i uszkodzonym kołem. Służył jej wiernie przez ostatnie miesiące i ani razu nie musiała nawet dopompowywać opon. Tym bardziej żal ścisnął ją w środku na myśl o ich rychłym rozstaniu. Jeszcze większy poczuła, kiedy po raz kolejny przypomniała sobie, że przecież cholernie się spieszyła!
— Nie, to zdecydowanie była twoja paczka. Seria dla niepełnosprytnych — odpowiedziała oburzona, że po tym wszystkim w ogóle śmiał się odezwać, a na dodatek jeszcze jej dogryzał. Zaraz jednak pytanie o samopoczucie całkowicie zbiło Zoyę z pantałyku. Odruchowo ściągnęła podejrzliwie brwi, ale po chwili jej mimika złagodniała i od razu żałośnie westchnęła. Wyglądała na totalnie załamaną. — Wszystko w porządku — odpowiedziała, ale bez przekonania. — Jak ramię? — dodała mimochodem.
Zoya właśnie przechodziła przez wewnętrzne załamanie nerwowe. W jednej sekundzie spokojnie przyglądała się nieznajomemu, lustrując jego poczochrane, jasne włosy oraz przenikliwe, choć zaskakująco przyjazne spojrzenie, a w następnej, ogarnięta paranoicznym szałem, szarpała rower. Najwyraźniej chciała go jeszcze jakoś reanimować, ale trup był trupem.

Dupa. Kaputt i sayonara.

— Mam rozmowę o pracę — sapnęła strudzona, gdzieś pomiędzy jednym pociągnięciem a drugim. — Naprawdę potrzebuję tej posady! — krzyknęła i o ile to możliwe mocniej palce na kierownicy. Szarpnęła kolejny raz z całych sił, ale rower nawet nie drgnął. Spróbowała więc inaczej. Przekręciła kierownicę w swoją stronę, potem w przeciwną, ale znowu napotkała problem.
W końcu ponownie zaparła się nogami o chodnik i... no znowu szarpnęła. Wreszcie coś puściło.
— Ha! — wrzasnęła triumfalnie, ale ten triumf nie trwał długo. Ledwo Zoya zdołała odczepić swój rower od roweru mężczyzny, ale wraz z tym zwycięstwem w jej rękach pozostało pół pojazdu. Całe przednie koło oderwało się od reszty i potoczyło gdzieś na bok. — To są kuźwa jakieś jaja. Z czego ty masz, do cholery, rower? Z tytanu? — zapytała rozgniewana, całkiem poważnie.

Maggio
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Allan Gardens”