ODPOWIEDZ
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Od ostatniego razu, kiedy miała te unikatowa nieprzyjemność bliskiego i wyjątkowo niebezpiecznego spotkania z Mikhailem, minęło już ładnych kilka dni. W tym czasie ani razu nie spotkała go na korytarzu, nie widziała go w okolicy budynku, ani nie słyszała jego głosu. Zupełnie jakby rozpłynął się w powietrzu lub pod ziemię zapadł, co samej Calvert byłoby niezmiernie na rękę. Nadal miała traumę o bliskiej styczności z bronią wycelowana w jej szczuple ciało. Nadal w koszmarach pojawiał się śmiercionośny kawałek metalu trzymany przez psychopatę, który czerpał przyjemność że znęcania się nad nią psychicznie. Spotkanie z nim nie pozostawili na jej ciele żadnego urazu, ale tego samego nie mogla powiedzieć o psychice, która już wcześniej była nadszarpniętą za sprawa stalkers, który nie odpuszczał, poczynając sobie coraz śmielej.
Nic dziwnego, ze pomimo braku jakiejkolwiek interakcji z sąsiadem, Olivia wzdrygiwala się na sam dźwięk otwieranych drzwi windy, jakby obawiając się, ze w nich stanie. Ciągle rozglądała się naokoło jakby oczekując, ze niespodziewanie wyjdzie zza zakrętu, raczej ja złowrogim uśmiechem. Tak, zdecydowanie siadł jej na psychikę tak samo jak nieznajomy, który wysyłał te cholerne, czerwone koperty. I jak wcześniej miała jednego świra na głowie, tak teraz doszedł kolejny. Jak z takim balastem emocjonalnym miała spać spokojnie?
Tego dnia miała wolne, rozkoszując się chwila swobody. Nie musiała nigdzie wychodzić, a co za tym szło - nie było żadnego prawdopodobieństwa, że ktoś będzie ją śledził. Mogła skupić się na sobie i próbie powrotu do względnej normalności. Stalkera nie mogła się pozbyć, ale przynajmniej z głowy mogła wyrzucić Mikhaila. Może się wyprowadził w obawie, ze go zdradzi i wyda policji? Ach, marzenie zasługujące na to by się spełnić.
Bujając się w rytm jednej ze swoich ulubionych piosenek, przygotowywała właśnie obiad, kiedy niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. W tym momencie ktoś pomyślałby, ze ze względu na doświadczenia z przeszłości kobieta wykaze się rozsądkiem i wcześniej sprawdzi, kto był nieproszonym gościem. Niestety, tak skupiła się na zwrotce utworu, podśpiewując pod nosem, ze gdzieś z głowy wyleciał jej racjonalizm. Bezmyślnie, w uśmiechem na twarzy, uchyliła drzwi, zerkając na człowieka, który się za nimi znajdował. W chwili, w której jej wzrok padł na twarz persony, owy uśmiech zgasł ustępując zupełnie innej emocji - strach. Powinna to przewidzieć do cholery. Powinna założyć, ze nie da o sobie zapomnieć i przyjdzie sprawdzić, czy nadal trzyma język za zębami.
-Nie musisz mnie kontrolować. Doskonale zdaje sobie sprawę czym skończyłoby się wydanie cię policji- skomentowała jedynie, przymierzając się do zamknięcia wejścia do jej mieszkania. Potrzebowała odzyskać kontrolę i poczucie bezpieczeństwa, które utraciła w jednej sekundzie. Miała nadzieję, ze i tym razem Mikhail zachowa się jak człowiek, zostawiając ja w spokoju.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To prawda. Na jakiś czas zniknął z życia Olivii, ale nie zrobił tego celowo. Miał po prostu zbyt wiele na głowie. Musiał załatwić kilka spraw w innym mieście, a do tego skupić się na jednej ważnej kwestii, przez co przez kilka nocy nie wracał do domu. Nie obawiał się jednak, że młoda kobieta zacznie coś o nim mówić. Wystarczająco jasno dał jej do zrozumienia, że nie warto z nim zadzierać, a gdyby tylko ktoś wspomniał o nim w mieście w nieodpowiednim kontekście, Misha dowiedziałby się o tym bardzo szybko.
Nieświadomie dał jej więc trochę spokoju, by mogła dojść do siebie i przy kolejnym spotkaniu nie dostała ataku paniki na jego widok. Choć prawdę mówiąc, nie miałby nic przeciwko temu. Niecodziennie urocza sąsiadka zaszywała ci ranę postrzałową, kiedy celowałeś jej w głowę. A skoro już o ranie mowa, ta goiła się nadzwyczaj dobrze. Nawet jego lekarz był pod wrażeniem umiejętności dziewczyny, która przecież robiła wszystko pod ogromną presją. Jeden zły ruch mógł doprowadzić do poważnych komplikacji, a za taki błąd w jego świecie można było zapłacić głową. Ona również mogłaby za to zapłacić, gdyby wyprowadziła go z równowagi.
Mimo wszystko było w niej coś, przez co Misha nie potrafił o niej zapomnieć. Jasne oczy, drobna twarz i niewielkie ciało sprawiały, że na pierwszy rzut oka wydawała się jeszcze słabsza, niż była w rzeczywistości. Musiała jednak mieć naprawdę mocną psychikę, skoro wytrzymała z nim tyle czasu i nie uciekła z krzykiem. To właśnie go intrygowało. Nie przypominała kobiet, które zwykle pojawiały się w jego życiu. One były jedynie chwilową rozrywką, zabawkami na jedną noc, które później znikały bez większego znaczenia. Misha nigdy się nie zakochał i nie wierzył, że kiedykolwiek poczuje potrzebę związania się z kimś na dłużej. Tym bardziej irytowało go, że o tej jednej sąsiadce wciąż myślał. Chciał zobaczyć ją jeszcze raz. Musiał sam przekonać się, co pojawi się w jego głowie, kiedy ponownie stanie przed nim.
Oczywiście nie zapomniał, że tamtego dnia zniszczył jej telefon. Był to idealny pretekst, by do niej zajrzeć. Wcześniej wstąpił do salonu z telefonami, gdzie kupił najnowszy model i poprosił o jego zapakowanie. Z torebką w dłoni udał się na ich piętro, stanął pod drzwiami mieszkania Olivii i zapukał. Od razu zauważył strach na jej twarzy, kiedy zrozumiała, kto stoi po drugiej stronie. Nie przejął się tym. Tym razem przyszedł w pokojowych zamiarach.
- Nie przyszedłem po ciebie, Olivio. Nie można już odwiedzić ulubionej sąsiadki? - zapytał z zawadiackim uśmiechem, praktycznie wpychając się do środka. Nie czekając na zaproszenie, skierował się do salonu i rozsiadł wygodnie na kanapie - Właściwie jestem ci coś winien. Mam nadzieję, że będzie odpowiedni - powiedział spokojnie, kładąc pudełko na stole i przesuwając je w stronę sąsiadki, która wciąż stała przy drzwiach, najwyraźniej zbyt zszokowana, by zareagować. Misha uśmiechnął się pod nosem. Wyglądało na to, że jego wizyta zdecydowanie nie była dla niej tak przyjemna, jak dla niego.

Olivia Calvert
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W chwili, w której otworzyła drzwi i zobaczyła kto właściwie za nimi wstał, zaczęła przeklinać własny brak rozwagi oraz umiejętności samozachowawcze. Nic dziwnego, że los z niej tak drwił, skoro sama go prowokowała. Cholera, a wystarczyło tylko zapytać, kto stoi po drugiej stronie lub całkiem zignorować pukanie udając, że nie ma jej w domu. Zamiast tego po raz kolejny, na własne życzenie, znalazła się twarzą w twarz z osobą, która groziła jej bronią. Takiego widoku nie można było tak łatwo wymazać z pamięci i ów kawałek metalu odcisnął na jej psychice wyraźne piętno. Najwidoczniej jednak nie dość intensywne, by zaczęła bardziej na siebie uważać.
Mierzyła go chłodnym spojrzeniem, w którym czaiła się nutka strachu - nie potrafiła inaczej na niego reagować wiedząc, do czego był zdolny. Nie posiadał żadnych skrupułów, więc zapewne i pozbycie się jej tutaj, na wejściu, nie stanowiło dla niego większego problemu. Może właśnie po to przyszedł? Żeby pozbyć się świadka, któremu nie mógł ufać co do powierzonych tajemnic.
-Mam uwierzyć, że nagle naszło cię na sąsiedzkie zacieśnianie więzi? Sam posłuchaj, jak nieprawdopodobnie to brzmi - prychnęła pod nosem, kiedy usłyszała jego wyjaśnienia. Może i momentami była niepoważna, ale z całą pewnością nie była głupia. Musiał mieć większy powód, by się tutaj pojawić, zwłaszcza, że od ostatniego spotkania minęło kilka dni, podczas których naiwnie wierzyła, że więcej go nie zobaczy. Zaatakował z zaskoczenia, niczym wąż przyczajony w krzakach sprawiając, że poczucie bezradności wróciło.
Wciągneła głośniej powietrze, kiedy bezceremonialnie ją przesunął, wchodząc do jej mieszkania. Patrzyła na niego z niedowierzaniem, czując, jak zaczyna ogarniać ją większa irytacja. Może i miał nad nią władzę, ale nie mogła pozwolić, żeby niszczył jej przestrzeń osobistą w miejscu, w którym miała czuć się bezpiecznie. Nie chciała, by swoim jestestwem kalał jej mieszkanie.
-Nie przypominam sobie, żebym zapraszała cię do środka - skomentowała, śledząc go uważnie jak podchodzi do kanapy, siadając na niej tak, jakby był u siebie. - Możesz wyjść? Jestem zajęta i nie mam czasu na przyjmowanie gości - powiedziała. Doskonale wiedziała, że jej nie posłucha, bo czemu by miał? Posiadał władzę, którą wykorzystywał. Może sama powinna wyjść? Przebywanie z kimś takim na wcale nie tak dużej powierzchni nie napawało optymizmem. Z drugiej strony jej upartość i buńczuczność kazały jej zostać, bo z jakiej racji to ona miała opuszczać własne lokum?
-Jedyne, co jesteś mi winien, to święty spokój. Ustaliliśmy już, że się nie wygadam, sprawa załatwiona - rzuciła, ostatecznie zamykając drzwi. Wiedziała, że niczego nie wskóra, chociaż jej mięśnie znacznie się napięły, jakby zaraz oczekiwała nieprzyjemnego ruchu ze strony Mikhaila. - Niczego od ciebie nie chcę - oznajmił, jedynie przelotnie zerkając na pudełko, które położył na stole. Naprawdę w taki spsoób chciał kupić jej ostateczne milczenie?

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ludzie na ogół byli naiwni, myśląc, że są bezpieczni we własnym domu. A przecież to właśnie tam najłatwiej było ich dopaść. Wystarczyła chwila nieuwagi, brak zainteresowania tym, kto znajduje się po drugiej stronie drzwi, i już po chwili napastnicy albo złodzieje mogli znaleźć się w środku i zrobić z człowiekiem oraz jego dobytkiem, co tylko im się podobało. Dlatego Misha zawsze pytał i dwa razy się zastanawiał, zanim kogokolwiek wpuścił do środka. Nie zamierzał dawać nikomu tak łatwego dostępu do siebie.
– A dlaczego nie? Bardzo mi wtedy pomogłaś i jestem ci dozgonnie wdzięczny. Teraz możemy umawiać się na popołudniowe herbatki i poranne spacery po bułki, bo chyba tak właśnie robią sąsiedzi? – zapytał rozbawiony, przyglądając się jej. Nie był typem sąsiada, który pożycza szklankę cukru albo karton mleka. Jak dotąd nie znał zbyt wielu ludzi mieszkających w okolicy, więc i oni nie kwapili się, żeby sprawdzić, kto właściwie mieszka pod numerem dwudziestym. Nie nadawał się też do opieki nad cudzymi dziećmi ani do wyprowadzania sąsiadom psów. Po prostu tam był - anonimowy mieszkaniec, który nie sprawiał problemów i nie zwracał na siebie większej uwagi. I, jak dotąd, najwyraźniej wszystkim to odpowiadało.
Do teraz. Mimo wszystko zachował się dość grzecznie, bo nie wszedł do środka agresywnie. Jedynie delikatnie przesunął młodą kobietę, robiąc sobie miejsce, po czym spokojnie przekroczył próg. Zanim wszedł, starannie wytarł nawet buty o wycieraczkę. Nie zapytał tylko, czy powinien je zdjąć. Sam osobiście nie przepadał za chodzeniem w samych skarpetkach. Ani nie było to wygodne, ani szczególnie higieniczne - zwłaszcza jeśli skarpetki miały później nadawać się do wyrzucenia.
- Gotujesz? Nie będę ci przeszkadzał, a jeśli dasz mi instrukcje, to nawet pomogę. Co prawda nie jestem zbyt dobry w krojeniu warzyw, ale myślę, że mógłbym się postarać - stwierdził, wciąż przyglądając się Olivii. Dla niej mógłby nawet patrzeć, jak woda gotuje się w garnku, jeśli tylko dzięki temu zyskałby jej przychylność i sprawił, że w jego towarzystwie choć trochę by się rozluźniła. W końcu przyszedł w pokojowych zamiarach. Ba, przyniósł jej nawet prezent. A właściwie odkupił to, co sam zniszczył ostatnim razem. Uważał więc, że jak na niego zachowywał się wyjątkowo rozsądnie.
- I masz święty spokój. Nawet nie mam przy sobie broni, jeśli się o to martwisz, moja droga. Zapamiętaj sobie, że nie muszę sprawdzać, czy się wygadałaś. Ja po prostu będę o tym wiedział, więc nie musisz zaprzątać sobie tym swojej ślicznej główki - odparł, uśmiechając się kącikiem ust. Od zawsze miał poczucie, że ma władzę nad ludźmi, zwłaszcza tymi pochodzącymi ze zwyczajnego świata. Tacy ludzie najszybciej uczyli się, że lepiej go nie prowokować. Misha nie musiał podnosić głosu ani otwarcie grozić. Wystarczyło, że obserwował. Potrafił szybko dostrzec słabości człowieka, z którym miał do czynienia, a potem odpowiednio je wykorzystać. To właśnie dawało mu przewagę, której nigdy nie zamierzał się pozbywać.
- Proszę, weź. To nie jest żadne przekupstwo. Jestem ci to winien, więc uznajmy to za prezent w podziękowaniu za dobrą robotę. - podał jej pudełko, po czym na moment zamilkł. - Czy pani doktor chce również sprawdzić, jak rana się goi? - zapytał, ponownie zerkając na pudełko stojące na stole.
Gdzieś głęboko w duszy naprawdę miał nadzieję, że prezent jej się spodoba. Nie zamierzał oczywiście tego po sobie pokazywać. Nie pasowało to do jego wizerunku. Ale tym razem zależało mu na jej aprobacie znacznie bardziej, niż chciałby przyznać.


Olivia Calvert
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Żałowała, że sama nie posiada broni, którą dla odmiany teraz ona mogłaby pogrozić mężczyźnie. Jej zdaniem czuł się zdecydowanie zbyt pewnie, zwłaszcza w mieszkaniu, które nie należało do niego. Naprawdę liczył, że będzie skakała na jego widok? Może jeszcze powinna rzucić mu się w ramiona, niczym bohaterka taniej powieści romantycznej, w której zakochiwała się w swoim oprawcy od pierwszego wejrzenia. W myślach prychnęła na podobne wizje, zastanawiając się w jaki sposób skutecznie byłoby go spławić. Może zagrozić policją? Skąd miała wiedzieć, że nie ma ze sobą pistoletu? W jej oczach wyglądał na kogoś, kto z bronią nie rozstawał się nawet na krok.
-A miałam wybór? Pragnę ci przypomnieć, że ktoś wtedy do mnie celował, więc moja odmowa niewiele by mi przyniosła - skomentowała, posyłając mu chłodne spojrzenie, które w połączeniu z jej jasnoniebieskimi tęczówkami dawało nad wyraz lodowy efekt. Ile by dała, by faktycznie można było nim mordować - zrobiłaby to bez zastanowienia. - Nie, dziękuję. Moje zainteresowania są odbiegające od koła Gospodyń czy Klubu Czytelniczego, ale jestem pewna, że pani Rosalia cztery mieszkania obok przystanie na twoje towarzystwo bez mrugnięcia okiem - odpowiedziała jedynie, nieprzerwanie na niego patrząc. Nie dlatego, że była nim w jakikolwiek zainteresowana, a dlatego, by przypadkiem nie umknął jej moment, w którym znowu postanowi zabawić się jej życiem. Zapewne również dlatego zachowywała dystans a drzwi nie zostały zamknięte na klucz - w razie potrzeby dobiegnie do nich, uciekając na korytarz. Kiedyś nawet by się nie skupiała na wymyślaniu planu awaryjnego, ale połączenie Mikhaila oraz stalkera, który działał jej na psychikę równie mocno jak sąsiad sprawiły, że popadała w paranoję.
-Nie potrzebuję pomocy, doskonale radzę sobie sama. A jedyna instrukcja jaką możesz ode mnie otrzymać, to instrukcja jak opuścić moje mieszkanie - stwierdziła, opierając się o jedną z kuchennych szafek. W życiu nie dałaby mu teraz noża do ręki, bo po prostu nie ufała, że zaraz nie wykorzystałby go jako broń, by ją zastraszyć. Za grosz go nie rozumiała. Był aż tak wielkim manipulatorem przyzwyczajonym, że każdy będzie robił wszystko, czego pragnął, czy to była jakaś dziwna gra, w której Olivia nie chciała brać udziału. - Proszę, czyli wtykami w policji również się chwalisz. Interesujące. O czym jeszcze powinnam wiedzieć? O ukrytym monitoringu na korytarzu? Ochroniarzu na dole, który jest opłacany przez ciebie? Zaskocz mnie, Mikhail - skomentowała, lekko brwi marszcząc. Zdała sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy faktycznie zwróciła się do niego jego imieniem. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo nie było wyrazem sympatii. Ona jedynie chciała, by zniknął, chociaż na chwilę, pozwalając jej na nowo o sobie zapomnieć.
-Po to przyszedłeś? Żebym sprawdziła, czy się dobrze goi? Znam odpowiedź, bo jestem dobra w tym, co robię - stwierdziła, niemniej podeszła do niego przyciągana swoją lekarską duszą. Może i kroiła trupy, którym rany nie musiały się zasklepiać, ale nadal się do tego przykładała. Jej sąsiad był pierwszym żywym pacjentem od dawna, więc nie zaszkodzi sprawdzić, czy faktycznie nie wyszła z wprawy. - Podwiń koszulę, ja nie mam zamiaru cię rozbierać - poleciła, zerkając na jego twarz.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Misha naprawdę świetnie bawił się w towarzystwie Olivii. Wyglądała zabawnie, kiedy próbowała go unikać, jednocześnie rozglądając się za drogą ucieczki albo czymś, czym mogłaby się obronić. Zupełnie przypominała mu tamtą noc, kiedy zszywała jego ranę. Wtedy również starała się zachować spokój, choć jej oczy zdradzały znacznie więcej. Teraz co chwilę uciekały w stronę drzwi, jakby tylko czekała na odpowiedni moment, by rzucić wszystko i przez nie uciec. Mimo to, jak na lekarkę przystało, nie zostawiła swojego pacjenta w połowie pracy, za co Misha był jej niemal dozgonnie wdzięczny. Nie zamierzał jednak ułatwiać jej tego spotkania.
– Tak, broń bywa bardzo przekonująca. Ciężko z nią walczyć – przyznał, uśmiechając się złośliwie. Nic nie mógł poradzić na to, że miał przewagę, ale nawet bez broni pokonałby ją na setki różnych sposobów. Znał się na walce i przetrwaniu, a prawdę powiedziawszy, Olivia nie stanowiła dla niego żadnego zagrożenia. Musiałaby naprawdę się postarać, żeby zrobić mu krzywdę, ale Misha jakoś nie potrafił sobie tego wyobrazić. Była na to zbyt niewinna. A może po prostu jeszcze nie pokazała mu swojej bardziej niebezpiecznej strony? – Pani Rosalia raczej woli inne towarzystwo. Myślę, że ten starszy pan, który codziennie rano wychodzi z pieskiem, mógłby jej się spodobać – odparł z pełnym przekonaniem. Doskonale kojarzył kobietę, o której mówiła Olivia, i nie sądził, żeby była zainteresowana jego towarzystwem. Zresztą wystarczyło na niego spojrzeć, żeby dojść do wniosku, że jego osoba to chodzące kłopoty. Jeden niewłaściwy ruch i można było wylądować na czarnej liście, z której nie tak łatwo było się później wymazać.
– Myślę, że z tym jestem sobie w stanie poradzić bez instrukcji, ale gorzej z moimi chęciami do tego – zaśmiał się, zerkając na kobietę. Bawił się nią, ale nie złośliwie. Raczej chciał pokazać się z zupełnie innej strony, odmiennej od tej, którą widziała tamtej nocy. Nie zależało mu na tym, żeby przez cały czas się go bała. Wręcz przeciwnie. O wiele bardziej interesowało go, co zrobi, kiedy przestanie patrzeć na niego jak na zagrożenie. – To chyba oczywiste, że ktoś taki jak ja musi mieć wtyki wszędzie. Ale nie posiadam ani monitoringu na korytarzu, ani ochroniarza na dole. Jeśli jednak obawiasz się czegoś, z wielką chęcią o tym pomyślę, żebyś nie musiała martwić się o własne bezpieczeństwo. Z mojej strony nie musisz się niczego obawiać – stwierdził, unosząc dłonie, jakby chciał pokazać jej, że nie zamierza zrobić jej krzywdy. Nie potrzebował przy niej broni. Właściwie był o wiele bardziej niebezpieczny bez niej.
Uśmiechnął się prowokacyjnie, kiedy zapewniła go, że jest dobra w tym, co robi. Uwielbiał tę pewność siebie, którą nagle zaczynała pokazywać, zapominając na moment o strachu przed jego osobą. Intrygowała go właśnie przez to jeszcze bardziej, przez co coraz trudniej było mu odpuścić. Misha dobrze znał siebie i wiedział, że prędzej czy później osiągnie to, czego pragnie. A tym razem to właśnie ona stała się jego celem.
Poprawił się na kanapie i powoli rozpiął koszulę, zapewniając jej lepszy dostęp do rany. Nie musiała go sprawdzać. Sam doskonale znał się na takich rzeczach, a poza tym miał ludzi, którzy byli w tym jeszcze lepsi od niego. Mimo wszystko zamierzał pozwolić jej wykonać swoją pracę. Może dzięki temu przekona się, że nie zawsze musi mieć przy sobie broń, by czuć się bezpiecznie. A może po prostu chciał dać jej powód, by została jeszcze kilka minut.
– I jak, pani doktor? Wszystko w porządku czy jednak potrzebuje dodatkowej opieki? – zapytał, przyglądając jej się uważnie. W jego głosie znów pojawiła się ta charakterystyczna nuta rozbawienia. Wyraźnie czekał na jej reakcję, jakby właśnie ona była dla niego najciekawszą częścią całego spotkania.

Olivia Calvert
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pałała do niego niechęcią i uważała, że ma ku temu odpowiednie powody. W innych okolicznościach, gdyby tylko w jej umyśle nie zakorzeniło się wspomnienie broni czy jego ostrego spojrzenia, które posyłał w jej stronę ilekroć tylko sama spojrzałą w stronę drzwi, chcąc wydostać się z jego mieszkania, być może uznałaby, że posiadanie takiego sąsiada jest nad wyraz interesujące. Był przystojny, dobrze zbudowany i potrafił być miły - czego można chcieć więcej? Niestety, Olivia znała prawdziwą naturę tego człowieka i zdawała sobie sprawę, jak potrafił być niebezpieczny. Mógł mydlić oczy innym mieszkańcom budynku, ale ona widziała w nim kogoś znacznie gorszego. Bezwzględnego typa, który nie cofnąłby się przed niczym, byleby tylko dostać to, czego chciał w danej chwili. Nie posiadał granic moralnych, a to, zdaniem Calvert, nigdy nie wróżyło dobrze. Nic dziwnego, że teraz, we własnym mieszkaniu, była nad wyraz spięta, chociaż jej natura nie pozwalała pokazywać tego na zewnątrz.
-Trochę żałosne, że tylko za jej pomocą możesz osiągnąć cel. Bez niej zapewne nie byłbyś taki straszny i ludzie nie pomyśleliby by spełnić twoje zachcianki - skomentowała, nie potrafiąc ugryźć się w język. Złośliwość w jego głosie działała na nią niczym płachta na byka - prowokowała go i nakazywała, by nie pozostała mu pod żadnym pozorem dłużna. - Proszę, czyli już sprawdzałeś preferencje starszej kobiety. Nie powinno mnie to dziwić, dziwne fetysze ci pasują - prychnęła, lekko głową kręcąc. Miała wrażenie, że wszystko co było złe i niemoralne lgnęły do tego mężczyzny jak muchy do lepu, który ktoś powiesił przy oknie. W głębi ducha miała jednak nadzieję, że tej biednej kobiecie nie groził, bo u niej mogłoby się to skończyć jakimś zawałem albo innym schorzeniem. Liv była sobie w stanie poradzić, zawsze mogąc skontaktować się z Pilar, a tamta bezbronna Rosalia niekoniecznie miała kogoś, kto by jej pomógł.
-Ktoś taki jak ty… brzmi, jakbyś miał się co najmniej za pana wszystkiego - rzuciła, krzyżując ręce na piersi, lekko przechylając głowę na bok. Jej jasno niebieskie tęczówki śledziły jego sylwetkę i chociaż siedział na kanapie niemal bez ruchu, Calvert nie miała zamiaru tracić czujności. - I co? Rozumiem, że teraz jest ten moment, w którym wierzę ci na słowo, że z twojej strony nic mi nie grozi i stajemy się super sąsiadami, którzy cieszą się na swój widok? - powiedziała, tym razem samej kusząc się na złośliwości. Oczywistym było, że mu nie wierzyła. To on, jak drugi sprawił, że teraz nie czuła się bezpiecznie nawet we własnym domu. Jak miałaby nagle przyjąć do wiadomości zapewnienia, że nie chciał jej niczego zrobić? Zrobił raz i chwilowo to wystarczyło.
Westchnęła jedynie, besztając się w głowie za to, że jej poczucie obowiązku było tak silne. Nie powinna nawet sekundy swojego życie mu poświęcać, a tak mimo wszystko niemal musiała sprawdzić, czy rana, którą ostatnio opatrywała, faktycznie goi się tak, jak powinna. Nawet, jeśli życzyła, żeby padł tutaj na jakąś sepsę czy inne cholerstwo, tak w środku wiedziała, że to jedynie pokazałoby, że nie poradziła sobie z żywym pacjentem. jej zdaniem coś podobnego było ujmą dla lekarza.
Dlatego ostatecznie poczekała, aż rozepnie koszulę, mimochodem lustrując jego tors. Ostatnio widziała jedynie kawałek, teraz mając wzgląd na całość i przez głowę przemknęła jej ta głupia, cholerna myśl, że był zdecydowanie za dobrze zbudowany.
Pochyliła się nad nim nieznacznie, delikatnie przesuwając palcami po szwach. Wszystko goiło się tak, jak powinno, więc uśmiechnęła się jedynie lekko, z dumą z własnej pracy.
-Wszystko wygląda dobrze, niedługo będziesz mógł ściągnąć szwy - oznajmiła, odsuwając się od niego na bezpieczną odległość. - Tylko tyle chciałeś? Przekonać się, że wszystko jest dobrze? Jeśli tak, może zrobisz mi tę przyjemność i ostatecznie wyjdziesz? - spytała, nie mając nawet nadziei, że mężczyzna ją posłucha.

Mikhail Iwanow
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Misha nie należał do ludzi, którzy łatwo dawali wyprowadzić się z równowagi. Przywykł do tego, że inni oceniali go na podstawie własnych wyobrażeń, i nie zamierzał wyprowadzać panny Calvert z błędu. Przynajmniej nie teraz. Było w niej coś, co wzbudzało jego ciekawość, a pośpiech mógłby jedynie wszystko zepsuć.
— Naprawdę tak uważasz? Myślisz, że nie poradziłbym sobie bez tej strasznej zabaweczki? Że bez niej jestem nikim? — zapytał, unosząc lekko brew. Nie zamierzał zdradzać jej zbyt wiele. Misha nie potrzebował broni, by osiągać swoje cele. Czasami wystarczyły odpowiednio dobrane słowa, by człowiek sam zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwał. Panna Calvert nie musiała jednak o tym wiedzieć. Zależało mu na zdobyciu jej zaufania, a nie na odstraszaniu jej swoimi umiejętnościami manipulowania ludźmi. O torturach nawet nie zamierzał wspominać. — Jedynie wywnioskowałem to na podstawie tego, jak na siebie patrzą każdego ranka — rzucił. Nie zbliżał się do tej dwójki, bo nie miał ku temu powodów. Widywał ich niemal codziennie, kręcących się wokół budynku, jakby nie istniało dla nich żadne inne miejsce na świecie. Starsi ludzie najwyraźniej potrafili znaleźć sobie zajęcie nawet tam, gdzie inni nie dostrzegliby niczego ciekawego. Wystarczyło wypatrzyć coś interesującego, a potem przekazać najświeższe ploteczki sąsiadom przy popołudniowej herbacie.
— Nie uważam się za Pana Wszystkiego. Po prostu mam ku temu odpowiednie stanowisko — odparł, wzruszając ramionami. Gdyby tylko Olivia wiedziała, jak wiele osób mu podlegało, zapewne spojrzałaby na niego zupełnie inaczej. Niewykluczone, że ktoś z jej otoczenia również świadczył usługi na jego zlecenie, nie mając pojęcia, kto tak naprawdę pociągał za sznurki. I właśnie taki stan rzeczy najbardziej mu odpowiadał. Tylko nieliczni wiedzieli, czym naprawdę się zajmował i jak rozległe były jego wpływy. Dla reszty pozostawał zwyczajnym mężczyzną w dobrze skrojonym garniturze, który od czasu do czasu pojawiał się na eleganckich przyjęciach. Nie zamierzał tego zmieniać. Jego życie i tak wiązało się z wystarczającym ryzykiem, by jeszcze uliczni cwaniacy zaczęli uznawać go za łatwy cel. — Byłoby mi bardzo miło. Może czasem wpadniesz do mnie na herbatę, a ja zrewanżuję się ciastem z jakiejś popularnej cukierni. Weekendy ci pasują? — zapytał, zupełnie nie przejmując się jej złośliwością. Olivia nie próbowała mu się przypodobać ani nie traktowała go jak kogoś, komu należało bezwzględnie przytakiwać. Jej bezpośredniość stanowiła miłą odmianę od ludzi, którzy zgadzali się z nim wyłącznie ze strachu przed konsekwencjami. Nawet jeśli czasami wystawiała jego cierpliwość na próbę, właśnie to przyciągało jego uwagę. Biedna dziewczyna nie miała jednak pojęcia, że Misha wcale nie blefował. Naprawdę zamierzał coraz częściej pojawiać się w jej życiu, aż w końcu przywyknie do jego obecności. Nie robił tego po to, by ją wykorzystać. Był po prostu zaintrygowany jej osobą i chciał poznać ją bliżej. Co wyniknie z tej znajomości, miało się dopiero okazać.
Nie umknęło mu również to, jak Olivia ukradkiem zlustrowała jego tors. Kącik jego ust uniósł się w rozbawionym uśmiechu. Trudno było mu nie pomyśleć, że zrobił na niej przynajmniej niewielkie wrażenie. Nie trenował szczególnie intensywnie, ale charakter jego pracy wymagał utrzymywania dobrej kondycji i sprawności fizycznej. Nie mógł sobie pozwolić na zaniedbanie własnego ciała.
Nie odrywał od niej wzroku, kiedy nachyliła się, by dokładniej przyjrzeć się szwom. Pozwolił jej również się dotknąć, choć zazwyczaj nie tolerował naruszania swojej przestrzeni osobistej bez pozwolenia. Olivia miała jednak u niego pewne względy, i to nie tylko dlatego, że była lekarzem. Z jakiegoś powodu łatwiej przychodziło mu zaakceptowanie jej bliskości, niż sam byłby skłonny przyznać.
— Czy tym również zechciałabyś się zająć? — zapytał prowokacyjnym tonem. Powoli zaczął zapinać koszulę, choć nie ukrywał, że chętnie zobaczyłby na jej policzkach kolejne rumieńce. Nie zamierzał jednak przesadzać z prowokowaniem jej, przynajmniej dopóki nie zorientuje się, na ile może sobie pozwolić. — Nie tylko po to. Nie otworzyłaś jeszcze prezentu ode mnie. Jestem ciekaw, co o nim myślisz. Jeśli ci się nie spodoba, chętnie go wymienię — dodał, zerkając na pudełeczko, które wciąż leżało nietknięte na stole.
Naprawdę zamierzała kazać mu jeszcze długo czekać? Misha nie należał do osób cierpliwych, jeśli chodziło o zaspokajanie własnej ciekawości. Bardziej niż sama reakcja na prezent interesowało go jednak to, jak Olivia zinterpretuje jego gest. Czy uzna go za próbę przekupstwa, czy może dostrzeże w nim coś więcej? Nie zawsze potrafił przewidzieć jej zachowanie, a ta nieprzewidywalność sprawiała, że chciał poznać ją jeszcze lepiej.

Olivia Calvert
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Olivia wpatrzyła się uważnie w twarz mężczyzny, wolno lustrując ją wzrokiem. Jej zdaniem był niebezpiecznym dla otoczenia draniem, którego powinno się gdzieś zamknąć, najlepiej z dala od cywilizacji, by przypadkiem nie przyszło mu do głowy zastraszać kolejnych osób. Nie była aktualnie w stanie spojrzeć na niego inaczej, swoją opinię posiłkując ich pierwszym spotkaniem, które z pewnością na długo zapadnie jej w pamięci. Ostatecznie nie codziennie do człowieka z broni mierzono, prawda?
-Sądząc po ostatnim spotkaniu raczej nie siła twojej perswazji zatrzymała mnie u ciebie w mieszkaniu - odpowiedziała jedynie, cicho prychając. Czyżby zapomniał, że wcale nie prosiła się o to, żeby zaszywać jego ranę? Że po prostu nie miałą wyjścia, jeśli nie chciała otrzymać kulki? To raczej jasno pokazywało, że mężczyzna jedynie zastraszaniem potrafił coś na kimś wymóc, co już samym jej zdaniem było zwyczajnie słabe.
Ściągnęła brwi, słysząc jego kolejne słowa, kiedy bezczelnie odpowiedział na jej zaczepkę. Litości, jak ten facet ją denerwował!
- Nie, Mikhail, nie będziemy super sąsiadami, a ja nie mam najmniejszego zamiaru wpadać do ciebie na herbatkę i raczyć się twoją jakże wspaniałą gościnnością. Moim zdaniem powinniśmy uznać, że się po prostu nie znam. Tak dla obopólnego dobra - odpowiedziała, spoglądając na niego chłodno. Naprawdę myślał, że po tym wszystkim przejdzie z jego obecnością do porządku dziennego i zacznie się cieszyć, ilekroć będzie go widziała? No świetnie, może w jego świecie, ale jej jawił się trochę inaczej. Bo chociaż z natury wolała mieć dobry kontakt z sąsiadami, nie wkurzając nawet staruszków, którzy mieli w lokalu znacznie więcej władzy, niż ktokolwiek podejrzewał, tak mimo wszystko tego mężczyzny chciała unikac, nic więcej.
Na jego kolejny komentarz jedynie posłała mu zirytowane spojrzenie. Była ciekawa, czy specjalnie ją prowokował, by później jakoś uzasadnić swój pokaz siły, czy robił to bezwiednie przyzwyczajony właśnie do takich działań. Jaka nie byłaby ostateczna przyczyna, jedno było pewne - Mikhail Iwanon niezmiernia ją drażnił, jeśli nie wkurwiał swoją obecnością i aktualnie swoim spokojem, który kontrastował z tym, czego świadkiem była podczas ich pierwszego spotkania. Gdyby poznała go właśnie takiego, jaki starał się być teraz, nie mogłaby mieć do niego żadnych zastrzeżeń, dodatkowo może pozwalając sobie na śmielsze myśli, że ma przystojnego, pełnego charyzmy sąsiada, z którym każdy chciałby mieć pozytywne stosunki. Maska jednak nie była w stanie przysłonić pewnej traumy, która czaiła się w jej umyśle, zwłaszcza po ostatnich przeżyciach i zmaganiach z jakimś chorym stalkerem, który nie odpuszczał.
-Czyli jeśli otworzę, zachwycę się ponad niebiosa, ostatecznie dasz mi spokój? To brzmi jak układ, na który mogę pójść - westchnęła z lekką nutą rezygnacji. nie rozumiała, czemu aż tak mu na tym zależało, chyba, że w pudełeczku kryła się jakaś chora pułapka, która miała ją uszkodzić. Sięgnęła po nie jednak i już miała otwierać, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Raz, drugi, trzeci. Najwidoczniej nie mogła go zignorować, chociaż miała taką ochotę - wystarczył jej jeden nieproszony gość.
-Pani Olivio, to ja! - usłyszała zza drzwi głos pani Rosalii. Czegóż ta kobieta od niej chciała.
Liv skierowała się w stronę wejścia, które uchyliła, uśmiechając się do kobieciny, trzymającej w dłoni jakiś większy pakunek.
-Dzień dobry, jak mija pani dzień? - zagaiła, bo z tą kobietą to zdecydowanie lepiej było mieć pozytywne stosunki. Narażenie się mogło skutkować plotkami, w których prawdy było tyle ile w słowach polityków.
-Widziałam, że pan Iwanow do pani zajrzał, więc pomyślałam, że przyda wam się trochę słodkości na umilenie wspólnie dnia. Upiekłam pyszną szarlotkę, z jabłkami z farmy mojej siostry. Tak nawiasem, są najlepsze, jeśli będzie pani chciała kiedyś to zagadam do Alice i na pewno pani da. Dzień dobry, panie Iwanow! - powiedziała do mężczyzny, który znalazł się za plecami Calvert. Wspaniale, jeszcze takiego przedstawienia było jej trzeba.
Patolożka poczuła, jak w jej dłoniach ląduje ciasto, od którego nie było ratunku. Tyle dobrego, że pani Rosalia faktycznie znała się na pieczeniu i za każdym razem, kiedy Liv miała okazję próbować jej słodkości, była zachwycona.
-Mam nadzieję, że będzie smakowało. Dodałam trochę więcej kardamonu, więc będzie intensywniejszy. Ale już nie przeszkadzam, wy młodzi potrzebujecie znacznie więcej czasu bo wolniej się męczycie - uśmiechnęła się do nich sąsiadka i Bóg jeden wie, co właściwie chodziło jej po głowie. Olivii jednak owe komentarze się nie podobały, bo nic ją z Mikhailem nie łączyło! - I niech pani zapamięta moje słowa - przez żołądek do serca. W razie czego dam pani przepis to następnym razem sama sobie pani poradzi. A dla takiej partii to warto. Gdybym tylko była młodsza, sama bym się brała - powiedziała cicho kobieta, zapewne sądząc, że tylko Olivia to słyszała. Niestety, owy szept z szeptem miał tyle wspólnego, co ona z aktorką.
Już miała odpowiedzieć, kiedy Rosalia pomachała im i wróciła do siebie, zapewne szykując się na kolejne misje szpiegowskie sąsiadów. Liv zamknęła drzwi, obracając się do Iwanowa nadal wytrwale za nią stojącego.
-Ani słowa. Ale przynajmniej dobrze piecze - skomentowała, wymijając go. - Zrobię herbaty. Chyba, że wolisz kawę - wypaliła. No sama przecież nie mogła tego zjeść, prawda? Może jak mężczyzna się naje, znudzi się tak usilnym wymuszaniem na niej swojej woli.

Mikhail Iwanow
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”