ODPOWIEDZ
40 y/o
cool guy
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

011.
Brzdęk potrąconej filiżanki, odkładanej pod dyszę ekspresu, czysty i niczym niezatarty, rozległ się z chwilą wejścia Elliota Carlisle do dyżurki. Wystarczył zaledwie upław spojrzenia tego młodzieńca (z którego Miles zdał sobie sprawę, gdy zerknął w kierunku drzwi), by pamięć o TEJ twarzy — niezwykle młodej i ujmującej — i jej podobieństwo do eks Milesa, zrobiła resztę.
Spiął się momentalnie.
Płochość ciała — zupełnie niepodobna do Howarda, czego nawet on sam nie rozumiał, bo tak rzadko z tym stanem niepewności obcował — zdawała się właśnie rozlewać po powierzchni jego skóry i uparcie szukać dojścia do wszelkich szczelin ciała, próbując wchłonąć się między gruboskórne dotąd tkanki. Tym samym pierwszy raz od dawna w obecności kogoś innego czuł się tak spięty i tak b e z r a d n y. Zanim jednak zdążył dojść do źródła tego absurdalnego stanu, powód tych odczuć przemaszerował przez pomieszczenie, potęgując dodatkowo jego odczucia.
Niech Cię szlag, Carlisle, przemknęło mu przez myśl, gdy w akcie desperackiej próby zdystansowania się skupił wzrok na maszynie do kawy, nawet na niego nie patrząc, ani go nie witając.
Nie był nieśmiały. Nie był nawet pruderyjny, uchodził za stanowczego i pewnego siebie, a mimo tego ciało i wygląd tego konkretnie mężczyzny potrafiła wprowadzić go w stan tak skrajnej krępacji, że zaczynał wątpić, czy wciąż był przy nim sobą. Nigdy przecież się tak nie zachowywał: nie tracił spokoju tak szybko. Przy Elliocie jednak powściągliwość wydawała się zmieniać swoją istotę i fakturę, jakby z solidnego, murowanego domu zamieniała się w kruchy domek z kart, w który wystarczyło tylko dmuchnąć, by całość runęła bezpowrotnie, pozbawiając go spokoju i poczucia bezpieczeństwa.
Jakim cudem było to w ogóle możliwe? Nie wiedział. Czuł jedynie, jak cichy głos: obcy, niezrozumiały, świadczący o jego niepewności, szeptał nieprzyzwoicie długie historie w jego własnej głowie, od jakiegoś czasu towarzysząc mu zawsze wtedy, gdy ratownik medyczny pojawiał się na horyzoncie.
Głos ten odzywał się jeszcze przed rozsądkiem.
Cholera!, zaklął w myślach, patrząc, jak w kolejnym uderzeniu napięcia, ręka zsunęła mu się niechybnie nie na ten przycisk co trzeba, sprawiając, że zamiast czarnej kawy, ekspres wypuścił z dyszy mleko. Bez przemyślenia kolejnego ruchu, odsunął gwałtownie filiżankę od strugi lejącego się napoju, w wyniku czego część płynu wlała się w talerzyk pod ekspresem, a porcelana obiła się o twardy plastik ekspresu do kawy, znów wydając z siebie charakterystyczny brzdęk.
Krótkie drżenie dłoni spoczęło na krawędzi pustego wciąż naczynia, gdy zatrzymał strugę przyciskiem STOP, ponawiając podłożenie filiżanki w wyznaczone miejsce, tym razem jednak naciskając odpowiednią opcję na panelu. I wszystko byłoby w porządku, drobne upokorzenie mogło skończyć się na tej jednej błahostce, o której obaj szybko by zapomnieli, gdyby nie to, że Miles — dla własnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego — postanowił wyjść z pomieszczenia, zostawiając ratownika samego w dyżurce. Z tą myślą i z już gotową kawą, wycofał się najpierw do głębi dyżurki, a że wciąż na Elliota nie patrzył, stało się to, co nieuniknione: trącił go ramieniem, częściowo wylewając na siebie dopiero co zaparzoną kawę.
Szeleszczący między wargami krótki syk był aktem przyjęcia na siebie całego gorąca, od którego aż przechodziły mu po dłoni ciarki, zamiast jednak skupić się na ratowaniu ręki i ustabilizowaniu porcelanowego naczynia, zerknął na niego żałośnie zbity z tropu.
Marzył mu się dzień, w którym Elliot Carlisle przestanie mu się tak bezczelnie kojarzyć z tak beznadziejnie wieloma rzeczami, które w głowie Milesa tworzyły istną sieczkę.
Nie chciał, by patrząc na niego myślał o:
ostatnio podjętym romansie z dużo młodszym pacjentem,
swoim cholernie przystojnym eks z czasów szkolnych,
tym, jak wiele razy wcześniej się przed Elliotem ośmieszył.
Elliot Carlisle
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
25 y/o
For good luck!
180 cm
ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Good intentions, questionable decisions and just enough charm to get away with both. Elliot lives somewhere between having everything under control and making things unnecessarily complicated. He’ll probably laugh it off either way.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

outfit


Elliot zauważył Milesa niemal natychmiast po wejściu do dyżurki. Charakterystyczny brzdęk filiżanki zwrócił jego uwagę, ale to nie dźwięk sprawił, że zatrzymał na nim wzrok. Mężczyzna wyglądał na dziwnie spiętego, zdecydowanie bardziej niż zwykle, a Elliot nie potrafił nie zauważyć, jak uparcie Miles unikał jego spojrzenia. Nie zamierzał jednak od razu wyciągać z tego żadnych wniosków. Znał go na tyle, by wiedzieć, że czasami jego milczenie oznaczało znacznie więcej niż jakiekolwiek słowa. Nie odezwał się od razu. Oparł się luźniej o jeden z blatów, obserwując, jak Miles próbuje skupić całą uwagę na ekspresie. Uniósł lekko brew, kiedy zamiast kawy z dyszy zaczęło wypływać mleko. Przez jego twarz przemknął cień rozbawienia, ale powstrzymał komentarz. Nie chciał dodatkowo go peszyć. Dopiero kiedy porcelana ponownie zabrzęczała, Elliot westchnął cicho, przesuwając dłonią po karku. Miał wrażenie, że Miles właśnie przegrał pojedynek z ekspresem. Kiedy Miles najwyraźniej postanowił opuścić pomieszczenie, Elliot odsunął się nieco, żeby zrobić mu miejsce. Nie spodziewał się jednak, że mężczyzna trąci go ramieniem. Wszystko wydarzyło się szybko. Gorąca kawa wylała się na ubranie Milesa, a jego syczący z bólu dźwięk natychmiast sprawił, że rozbawienie zniknęło z twarzy Elliota. Ratownik odruchowo wyciągnął rękę w jego stronę. - Cholera, poparzyłeś się? - zapytał, tym razem znacznie poważniej. Ostrożnie przejął od niego filiżankę, odstawiając ją na blat, żeby nie dopuścić do kolejnego nieszczęścia. Następnie spojrzał na miejsce, na które wylała się kawa. - Pokaż. Nie ruszaj się na razie. - Dopiero wtedy spojrzał Milesowi prosto w oczy. Przez krótką chwilę przyglądał mu się uważnie, jakby próbował ocenić, czy wszystko rzeczywiście było w porządku. Nie widział jednak w jego twarzy zwykłego bólu. Było tam coś jeszcze. Zakłopotanie. Napięcie. Coś, czego Elliot nie potrafił jeszcze nazwać. Elliot sięgnął po papierowe ręczniki i podał mu je bez zbędnego dotykania. Nie zamierzał robić z całej sytuacji czegoś większego, niż była w rzeczywistości. Choć coraz wyraźniej zaczynał podejrzewać, że problem Milesa wcale nie dotyczył kawy ani ekspresu. I właśnie to zainteresowało go najbardziej. Elliot przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, a potem jego spojrzenie zatrzymało się na twarzy Milesa odrobinę dłużej, niż było to konieczne. Nie robił tego świadomie. Po prostu coś w jego reakcji wydało mu się interesujące - ten nagły brak pewności siebie, którego wcześniej u niego nie widział. Kącik ust Elliota uniósł się lekko. - Wiesz, zaczynam się zastanawiać, czy ty przypadkiem nie robisz tego specjalnie. - rzucił spokojnie, podając mu kolejne ręczniki. - Najpierw kawa, teraz próba staranowania mnie. Jak na zwykłą przerwę, całkiem dużo się dzieje. - Zaśmiał się cicho. Elliot przechylił głowę. Zamiast się odsunąć, zrobił pół kroku bliżej, chcąc lepiej przyjrzeć się poparzonemu miejscu. Jego głos stał się przy tym nieco łagodniejszy. - Chociaż muszę przyznać, że całkiem uroczo się denerwujesz. - Słowa wyrwały mu się zupełnie naturalnie. Dopiero po chwili Elliot zmarszczył lekko brwi, jakby sam zastanawiał się, dlaczego właściwie to powiedział. Nie dostrzegł jednak niczego niewłaściwego w swoim zachowaniu. Dla niego był to tylko niewinny komentarz, podszyty rozbawieniem. - Następnym razem po prostu powiedz, że chcesz zwrócić na siebie moją uwagę. Będzie znacznie mniej boleśnie. - Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uśmiechnął się pod nosem, najwyraźniej zadowolony z własnego żartu. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że granica między zwykłym droczeniem się a niewinnym podrywem została przez niego właśnie przekroczona.

Miles Howard
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
trouble
40 y/o
cool guy
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie tylko,
chciał odpowiedzieć na pytanie Elliota, czując jak poza naturalnym gorącem, rozchodzącym się po ciele w miejscu poparzenia, narastało w nim to drugie, bardziej niepokojące go ciepło: to była fala dzikiego sentymentu, czy nieposkromionego przed rozsądek rozczulenia, która nagle ulokowała się niebezpiecznie blisko brzucha. Natrętna i niechciana. Wypełniała ciało, a potem nagle płuca, które mniej skuteczne i objętościowe, oddawały powietrze do świata płytsze o jeden oddech.
Nie tracił jednak głowy tak doszczętnie — wykorzystał cudzą obecność i uprzejmość do tego, by ogarnąć w tym czasie poplamione ubranie. Pozwolił mu przejąć filiżankę z kawą, a sam niechętnie wysunął koszulę zza paska spodni, odciągając częściowo mokry i gorący jeszcze materiał od własnej skóry, by zminimalizować szkody. Trudno było przy tym dostosować się do polecenia młodszego stażem kolegi i stać w bezruchu, gdy ręce same pchały się do ratowania siebie. Na moment jednak zmusił się przynajmniej do spojrzenia na jego twarz, ściągając brwi w niezrozumieniu, gdy na twarzy towarzysza dostrzegł subtelny, rozbawiony uśmiech.
Stali na zupełnie różnych biegunach nastroju. Elliot wydawał się spokojny i skupiony, Miles natomiast westchnął niezadowolony i powrócił do ubrania wzrokiem, nieco nerwowo ścierając przy tym ręcznikami wilgoć z koszuli. Mrowiące ciało napięcie nie chciało przy tym odpuścić, zaciskając swoje szczęki na napiętych kończynach.
— Musiałbym być masochistą — mruknął jedynie, podwijając materiał koszuli nieco do góry, a przy tym, zapewne odkrywając przed wzrokiem Elliota odrobinę brzucha, co stało się w tym momencie kwestią drugorzędną, o której Miles nie myślał. Kolejne ręczniki lądowały na blacie obok nich, a plama jak wykwitła na materiale w pierwszych sekundach po wypadku, tak na nim została, stając się wyraźnym dowodem zakłopotania i niezdarności Howarda, spotęgowanym przez zachowanie wciąż rozluźnionego Elliota.
Niemal zastygł, gdy jeden z jego żartów przekuł się w przypadkowy komplement.
— Nie denerwuję się — zaprzeczył niemal od razu, z prędkością, która sugerowała coś wprost odwrotnego. Zagryzł po tym na moment wargę, na powrót podnosząc wzrok na Carlisle'a, jakby w ten sposób chciał mu udowodnić, że niczym się nie stresuje. Sytuacja stawała się przez to coraz bardziej absurdalna, a przy tym, może nawet komiczna w swojej złożoności. Gdyby w Toronto nagrywali sceny do taniego romansidła, bez wątpienia Elliot i Miles mogliby w nim razem wystąpić.
— Nie denerwuję się — powtórzył spokojniej — Po prostu głupio mi za sytuację, bo stwarza niepotrzebną interakcję.
Obecność Elliota, a tym bardziej niejednoznaczność jego komentarzy, która momentami zakrawała o podryw, sprawiała, że trudniej było mu reagować na jego słowa. Póki ich relacja krążyła wokół zawodowego profesjonalizmu, potrafił przełknąć swoje epizody niezdarstwa… kiedy jednak dialog schodził na żart i prywatę, zaczynał się gubić i niepotrzebnie bronić.
— To znaczy nie to, żebym nie chciał z Tobą rozmawiać — poprawił się niemal od razu, gdy zdał sobie sprawę z tego, że mógł zabrzmieć nieuprzejmie — W zasadzie to może rzeczywiście nie chcę… — westchnął, zupełnie wybity z rytmu własnej wypowiedzi.
— ...w tym rzecz, Elliot. Najmniej boleśnie dla mojego ego będzie, jeśli NIE ZWRÓCĘ więcej Twojej uwagi — wyjaśnił pokrótce, nie wchodząc w zbędne szczegóły i meandry własnych przemyśleń. Choć może powinien… gdyby powiedział mu, że napięcie wynika z zupełnie innych czynników, niż sam Elliot, może nie wyglądałby przy tym tak, jakby właśnie kolejny raz onieśmielał go jego widok.
— Rozpraszasz mnie. Możemy przyjąć to za ostateczne wyjaśnienie i zatrzymać się w tym punkcie?

Elliot Carlisle
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
25 y/o
For good luck!
180 cm
ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Good intentions, questionable decisions and just enough charm to get away with both. Elliot lives somewhere between having everything under control and making things unnecessarily complicated. He’ll probably laugh it off either way.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Elliot nie potrzebował szczególnie rozwiniętego instynktu, żeby zauważyć, że jego niewinny komentarz wywołał reakcję znacznie silniejszą, niż zakładał. Jeszcze chwilę wcześniej obserwował Milesa głównie przez zawodowy filtr, zwracając uwagę na miejsce, w które trafiła gorąca kawa, mokry materiał koszuli i możliwość poparzenia. Teraz jednak coraz trudniej było ignorować wszystko to, co działo się poza samym wypadkiem. Sposób, w jaki Miles niemal natychmiast zaprzeczył zdenerwowaniu. Zaciśnięte mięśnie. Nerwowe ruchy dłoni. Nawet to krótkie przygryzienie wargi, którego Elliot prawdopodobnie nie powinien był zauważyć, a jednak zauważył. Było w tym coś zastanawiającego, szczególnie że Howard zwykle nie sprawiał wrażenia człowieka, którego łatwo wyprowadzić z równowagi. Tym bardziej nie przez kilka głupich komentarzy rzuconych podczas przerwy. Na wzmiankę o masochizmie Elliot spojrzał na niego z rozbawieniem, ale zanim zdążył odpowiedzieć, jego uwagę przyciągnął ruch koszuli. Miles podwinął mokry materiał, odsłaniając fragment brzucha, a spojrzenie Elliota odruchowo powędrowało w dół. Tylko na moment. Przynajmniej tak zamierzał. Miał przecież sprawdzić zaczerwienienie skóry, a nie przyglądać się jego ciału z powodów, które miałyby zdecydowanie mniej wspólnego z wykonywanym zawodem. Problem polegał na tym, że granica pomiędzy jednym, a drugim nagle wydała mu się irytująco mało wyraźna. Elliot odchrząknął cicho i ponownie skoncentrował się na miejscu, które oberwało kawą. -Możliwe. Albo po prostu jesteś bardzo zdeterminowanym człowiekiem.- odpowiedział, zanim zrobił niewielki krok w bok, dając Milesowi trochę więcej przestrzeni. Nie zamierzał go dotykać bez potrzeby. Zwłaszcza teraz, kiedy mężczyzna najwyraźniej reagował na jego obecność w sposób, którego Elliot nadal nie potrafił właściwie zinterpretować. -Jeżeli zacznie mocniej piec albo pojawią się pęcherze, potraktujmy to jednak poważniej niż twoją godność. - dodał z lekkim uśmiechem. Nie miał pojęcia, że właśnie dokładał kolejną cegiełkę do problemu, który sam wcześniej stworzył. Dopiero stanowcze zapewnienie, że Miles wcale się nie denerwował, sprawiło, że Elliot uniósł brew. Raz. Potem drugi, kiedy identyczne zapewnienie padło ponownie, tym razem nieco spokojniej. Przyglądał mu się przez chwilę bez słowa, wyraźnie walcząc z uśmiechem. Nie zamierzał się z niego śmiać. Problem polegał na tym, że zaprzeczanie przychodziło Howardowi z taką desperacją, że trudno było potraktować jego słowa jako szczególnie przekonujące. -Okej.- odpowiedział w końcu, unosząc lekko obie dłonie w geście kapitulacji. -Nie denerwujesz się.- Powiedział to dokładnie takim tonem, jakim mówiło się komuś, że oczywiście wierzy się w historię, której nie kupiło się nawet przez sekundę. Dalsze wyjaśnienie sprawiło jednak, że rozbawienie powoli ustąpiło autentycznemu zaskoczeniu. Niepotrzebna interakcja. Elliot zamrugał, a następnie zerknął na siebie, jak gdyby spodziewał się znaleźć gdzieś na kurtce odpowiedź na pytanie, dlaczego zwyczajna rozmowa z nim miałaby stanowić dla Milesa problem. Nie zdążył nawet zapytać, bo tamten zaczął się poprawiać. Najpierw jednak chciał z nim rozmawiać. Potem być może nie chciał. Elliot tylko obserwował, jak Miles sam wpędza się coraz głębiej w pułapkę własnych słów. Z każdą kolejną sekundą jego wcześniejsze rozbawienie wracało, tym razem wymieszane z czymś znacznie bardziej przypominającym zaciekawienie. -Miles.- odezwał się wreszcie, próbując przerwać ten słowny upadek, zanim mężczyzna zdąży całkowicie się w nim pogrzebać. -Wiesz, że im bardziej próbujesz mi wyjaśnić, że nic się nie dzieje, tym bardziej zaczynam podejrzewać, że coś się dzieje?- Nie powiedział tego oskarżycielsko. Wręcz przeciwnie, jego głos pozostawał spokojny, podszyty tym samym rozbawieniem, które towarzyszyło ich rozmowie od początku. Nie zamierzał jednak udawać, że nie widział sprzeczności. Zwłaszcza że ostatnie zdania Howarda były już tak dalekie od zwyczajnej rozmowy współpracowników, że Elliot zaczynał zastanawiać się, czy przypadkiem czegoś wcześniej nie przeoczył. I wtedy padło wyjaśnienie. Rozpraszasz mnie. Przez moment Elliot po prostu patrzył na Milesa. Tym razem bez żartu gotowego na końcu języka. Te dwa słowa wystarczyły, żeby kilka wcześniejszych elementów wskoczyło na swoje miejsca, choć nadal nie był pewien, czy układały się w obraz, który zaczynał właśnie podejrzewać. Miles unikał jego wzroku jeszcze zanim doszło do wypadku. Teraz próbował przekonać Elliota, że najlepiej będzie, jeśli więcej nie zwróci jego uwagi, a jednocześnie sam przyznawał, że to właśnie Elliot go rozpraszał. Kącik ust ratownika drgnął. -Rozpraszam cię.- powtórzył powoli, jakby testował brzmienie tych słów. Nie było w tym kpiny. Jeśli już, pojawiła się w nim nuta zainteresowania, której wcześniej jeszcze nie było. Elliot przechylił lekko głowę. -To akurat trochę zmienia sytuację.- przyznał. Teraz to on przez krótką chwilę nie bardzo wiedział, co właściwie powinien zrobić z otrzymaną informacją. Najprościej byłoby potraktować ją dosłownie. Miles był zmęczony, Elliot gadał, więc przeszkadzał mu się skupić. Tylko że zachowanie Howarda nijak nie pasowało do tak prostego wyjaśnienia. Elliot nie był aż tak naiwny. A świadomość, że być może to właśnie jego obecność odpowiadała za całą serię dziwnych zachowań Milesa, niespodziewanie połechtała coś w jego własnym ego. Nie powinno. Zdecydowanie nie powinno. Mimo to poczuł znajome ukłucie ciekawości. -Mogę przyjąć to za ostateczne wyjaśnienie.- zgodził się w końcu. -Ale nie obiecuję, że przestanę się zastanawiać, dlaczego właściwie cię rozpraszam.- Spojrzał mu prosto w oczy, tym razem całkowicie świadomie utrzymując kontakt wzrokowy odrobinę dłużej. Była to drobna prowokacja i Elliot doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jeszcze kilka minut temu flirtował właściwie nieświadomie. Teraz zaczynał podejrzewać, że Miles odbierał jego komentarze dokładnie w taki sposób, w jaki mogły zabrzmieć. I zamiast się wycofać, Elliot chciał sprawdzić, czy rzeczywiście dobrze zrozumiał. -Bo jeżeli problemem jest moja wyjątkowo irytująca osobowość, mogę z tym żyć.- dodał, po czym zrobił krótką pauzę. -Jeżeli chodzi o coś innego... cóż, wtedy robi się trochę ciekawiej.- Dopiero po tych słowach odsunął wzrok, dając Milesowi chwilę oddechu. -Ale dobrze. Zatrzymujemy się w tym punkcie.- zapewnił, chociaż rozbawiony uśmiech zdradzał, że temat prawdopodobnie nie zniknął z jego głowy równie łatwo. -Nie będę więcej zwracał na ciebie uwagi.- Wytrzymał może dwie sekundy, zanim ponownie spojrzał na Milesa. -Tylko uprzedzam, że właśnie bardzo skutecznie sprawiłeś, że mam ochotę robić dokładnie odwrotnie.- Przy tych słowach zaśmiał się cicho, po czym pokręcił głową, jakby sam uznawał całą sytuację za absurdalną. Wskazał ruchem głowy na podwiniętą koszulę Milesa, wracając do powodu, dla którego w ogóle znalazł się tak blisko. -A teraz, zanim przez moje rzekomo destrukcyjne działanie zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę, sprawdźmy, czy naprawdę się nie poparzyłeś.- Zawahał się na sekundę, tym razem wyraźnie pozostawiając decyzję Milesowi. -Mogę?- zapytał, wskazując miejsce, na które wylała się kawa.

Miles Howard
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
trouble
40 y/o
cool guy
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Sometimes, I feel the fear of
Uncertainty stinging clear
And I can't help but ask myself how much I'll let the fear take the wheel and steer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Zdeterminowanym człowiekiem? — powtórzył za Elliotem, a jego słowa z początku uderzyły w gruby mur niezrozumienia, wzniesiony po stronie Milesa. Jednocześnie przez głowę mężczyzny, niczym solidnie wkręcone śruby, przewiercały się kolejne próby rozwikłania znaczenia tego określenia. Tego, co właściwie miało ono oznaczać dla Elliota.
Determinacja kojarzyła mu się z pokonywaniem schodów wieżowca u ludzi, którzy wiedzieli, że przez ostatnie lata korzystali wyłącznie z windy, a mimo tego parli naprzód, ignorując palące uczucie bólu w udach i w płucach. Determinacja kojarzyła mu się również z mieleniem w ustach gorzkiego smaku porażki przy koleżeńskim meczu koszykówki raz za razem, wciąż z tą samą, wiecznie przegrywającą drużyną. A mimo tego bez planu jej zmiany; a także — co wierzył, że zdarzało się często różnym ludziom — determinacja była dla niego mozolnym składaniem w całość ulubionego kubka z porcelany, który wcześniej podczas upuszczenia go rozpadł się na tyle drobnych kawałków, że samo odnalezienie ich wszystkich na dywanie mieszkania (zagraconego sentymentalnymi bzdetami) graniczyło z cudem.
Determinacja była więc siłą napędową uporu, a czasem wręcz ślepym parciem przed siebie, ale w żadnym z tych skojarzeń nie potrafił odnaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego Elliot postanowił właśnie tym słowem opisać jego osobę.
A potem, zamiast odnieść się do siebie, odniósł się do ogółu społeczeństwa, jakby problem naprawdę go ani trochę nie dotyczył:
— Myślisz, że istnieją ludzie na tyle zdeterminowani do szukania cudzego towarzystwa, że mogą się w imię tego… oparzyć? — spytał całkiem poważnie, w momencie, w którym złożył pozostałe między nimi puzzle rozmowy do kupy, uznając, że pewnie chodziło właśnie o to: o chęć podtrzymania cudzego towarzystwa. Próbował jednocześnie uformować z własnych słów logiczną całość. Wciąż jednak miał wrażenie, że brakuje paru elementów układanki w tej teorii.
— Nie łatwiej jest po prostu do kogoś zagadać? — dodał prostolinijnie, bo gdyby on szukał uwagi, pewnie właśnie to by zrobił — Zresztą, mniejsza z tym. Jeśli chodzi o mnie, to jedyne do czego jestem zdeterminowany na ten moment, to do pozbycia się plamy z koszuli, ale do tego będę potrzebować raczej proszku.
Ostatnie słowa, wypowiedziane w nieustannym nachyleniu nad ubraniem, były raczej pomrukiem niezadowolenia, niż stwierdzeniem, bo był niemal pewien tego, że ostatnie ubranie na przebranie, które trzymał w szafce służbowej, już wykorzystał wczoraj, więc dziś przez resztę dyżuru mógł co najwyżej paradować z plamą od kawy na wierzchu lub zakryć ją fartuchem. Nie pomagało również to, że z minuty na minutę zdawał sobie sprawę z beznadziejności zaczętego dialogu i nie znał sposobu, by cofnąć wszystkie dotąd wypowiedziane (niepotrzebnie) słowa.
Zrobił więc coś, co powinien zrobić już od początku: zamilkł.
Dało mu to chwilę nie tylko do namysłu, ale również do samoregulacji. Usta zwęziły się wprawdzie nieznacznie w naporze mięśni i pod wciąż odczuwanym napięciem, ale już na wzmiankę o pierwszych podejrzeniach Elliota o tym, że coś jednak się z nim dzieje, wzruszył obojętnie ramionami.
Nic się nie działo. (Chciał w to wierzyć). — Zmienia w jaki sposób? — zdołał zmusić się tym razem do pytania, przerywając swoją dotychczasową zmowę milczenia. Niezręczność zastąpił jednak ciekawością, wzdychając cicho, jakby w tym jednym geście i na fali nowej emocji chciał zamknąć jeden rozdział ich rozmowy, by zacząć drugi, który nie będzie tak żałośnie pokręcony.
Zaciągnął w międzyczasie mokrą koszulę w dół, zakrywając na powrót brzuch, by spojrzeć na Elliota w uspokojeniu. Pierwszy etap groteskowej paniki miał już za sobą, i choć wciąż czuł, jak tunele żył buzują od nadmiaru niecierpliwości, a mięśnie ciała, rozgrzane i niecierpliwe, ciągną do ruchu w potencjalnej ucieczce, wstrzymał te wodze. Zakotwiczył stopy twardo na ziemi, zaplatając ręce na piersi, by wzmocnić tę pozę. Z rozgorączkowanego przechodził w znacznie bardziej znany sobie stan: w dystans, z przyjemnością zdając sobie sprawę z tego, że w momencie, w którym przestał mówić, przestał również narażać się na dodatkowe niezręczności.
Słuchanie wydawało się znacznie bezpieczniejszą opcją, choć nie wszystkie gesty i wypowiedzi Elliota potrafił trafnie odczytać. Wciąż zastanawiał się na przykład, czy w oczach młodego ratownika uchodzi za ekscentryka, czy może już dziwaka. I czy uśmiech na jego twarzy oznacza pobłażanie, czy rozbawienie.
— Tylko uprzedzam, że właśnie bardzo skutecznie sprawiłeś, że mam ochotę robić dokładnie odwrotnie — do tych słów nie mógł się NIE odnieść.
— Postaram się więc być do znudzenia typowy, żeby szybko Ci się zbrzydło.
Drogą przez męki, małymi krokami powoli wracał do swojej zwyczajowej pewności w głosie, choć obracanie się w tej rozmowie przypominało taniec, którego kroków jeszcze nie znał, i za którego rytmem podążał z mozolną ostrożnością.
— Proszę… — rzucił w oczywistej reakcji na propozycję pomocy, jako że sam i tak nie miał z góry dobrego widoku na punkt oparzenia. Przy dłuższym, spokojniejszym wydechu podniósł nawet koszulę z powrotem do góry, by ułatwić ratownikowi oględziny.
Elliot wciąż go rozpraszał. To się nie zmieniło.
Zmieniła się natomiast maska na twarzy Milesa, która w świeżym zaciągnięciu, szczelnie zasklepiła wcześniejsze szczeliny pokazywanych emocji. Powracał wolno i skutecznie do powściągliwości, do chowanych uczuć i bezwzględnego spokoju. Oderwał jednak wzrok od twarzy mężczyzny, przerzucając go na okno, by przypadkiem nie budzić w głowie zbędnych skojarzeń.
— Bardzo jesteś zdeterminowany do tej pomocy, Elliot… — dodał łagodnie, ale przekornie, głównie po to, by nawiązując do wcześniejszych ich rozmów, móc się w ten sposób do nich skutecznie zdystansować, tworząc z nich żart, a nie krępujące go wspomnienie.
— Brak Ci towarzystwa? Czy może nie wyszedłeś jeszcze z fazy młodego ratownika, któremu wciąż chce się pomagać w niegroźnych błahostkach?
Nie sądził, by poparzenie po kawie wymagało natychmiastowej interwencji, choć nie wzgardzał zaangażowaniem i werwą młodego personelu. To było coś, czego z biegiem lat być może mu brakowało; za czym mógł nawet odrobinę tęsknić.

Elliot Carlisle
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”