ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


Don't try to solve serious matters in the middle of the night.


Nie wyprowadził się, przynajmniej jeszcze nie. Sądził, że powinien, chociaż jeszcze o tym nie rozmawiali, a Brandon nadal przebywał w szpitalu. Lenny wiedział, że w końcu wróci i wtedy będą musieli porozmawiać o tym co dalej. Panicznie się tego bał i przez to w ogóle nie mógł spać. Albo chodził po domu jak duch, jak cień dawnego siebie, albo kręcił się w łóżku, w którymś niegdyś spał jak dziecko tuż przy ukochanym mężczyźnie. Teraz czuł tam tylko chłód, a pościel była nieprzyjemnie szorstko i nie pachniała już Branem, a kwiatowym płynem do płukania, który nic mu nie przypominał.
Wziął klucze, zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę i opuścił dom, kierując się tam, gdzie go nogi poniosą. Nie miał planu, a dochodziła północ. Może znalazłby jakiś w miarę dobry bar albo klub i wypił coś na odwagę (a raczej jej brak) i spróbował zasnąć z umysłem spowitym mgłą. Nie miał jednak zbyt dużej motywacji, bo jak pomyślał o użeraniu się z innymi pijakami i byciem skacowanym następnego dnia, to jakoś mu się odechciewało. Przecież chciał odwiedzić Brandona, jak codziennie, więc chciał też zachować trzeźwy umysł.
Przechodził akurat obok zabytkowego kościoła. A może mówiło się katedra? Nie mógł sobie przypomnieć, o tej godzinie nie myślało się mu już najlepiej. A może chodziło o stres i ciężar wszystkiego, co stało się w ostatnich tygodniach? Sam już nie wiedział, ciągle miał mętlik w głowie. Nie mógł nawet pracować, co było w jego przypadku niesłychane i musiał wziąć wolne. Z tym nie było problemu, w końcu miał mały wypadek samochodowy, więc każdy to rozumiał i nikt nie zawracał mu dupy.
Zauważył, że drzwi są uchylone, a ze środka sączy się ciepłe, żółte światło. Skojarzyło mu się z bezpieczeństwem, więc spontanicznie skręcił i ruszył po schodach na górę, w stronę wejścia. Wnętrze było bardzo imponujące i chociaż chyba już tu kiedyś był, to znowu zrobiło na nim wrażenie. Uwielbiał stare, zabytkowe budynki, które miały do zaoferowania widoki, których raczej się już nie zapominało. Lenny lubił piękno, generalnie, zarówno w rzeczach, krajobrazach, architekturze, ale i w ludziach. Nie chodziło o to, aby obrazy były idealny, ale aby miały w sobie to coś
— Witam, szczęść boże — powiedział, widząc księdza, który krzątał się w środku. W ławkach siedziało kilka osób, głównie starszych, ale zauważył też młodą kobietę z grubym warkoczem ciemnych włosów, która klęczała i szeptała modlitwę. Przez chwilę ściskał w dłoni srebrny krzyżyk, który nosił raczej z przyzwyczajenia i sentymentu, bo nie był jakoś specjalnie religijny i na pewno nie chodził regularnie do kościoła. Z szacunku przeżegnał się po chwili i podszedł trochę nieśmiało do pierwszej ławki, gdzie powoli usiadł. Sam nie wiedział na co liczy, ale może bardziej na rozmowę, niż spędzenie czasu sam na sam w ciszy. To mógł robić w domu i od tego przecież uciekł.

Matteo Carissoni
26 y/o
For good luck!
190 cm
ksiądz St. Michael's Cathedral Basilica
Awatar użytkownika
do not fear, only believe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSzczęść Boże/Bóg zapłać
typ narracjikażdy
czas narracji3os
postać
autor

Matteo akurat poprawiał kilka świec przy jednym z bocznych ołtarzy, kiedy usłyszał ciche „szczęść Boże” dobiegające od strony wejścia. Zerknął przez ramię i uniósł lekko brwi. O tej godzinie spodziewał się raczej ciszy, ewentualnie kogoś, kto pomylił kościół z całodobową kawiarnią. Ale człowiek wszedł, przeżegnał się i usiadł, więc nie było powodu robić z tego większej sprawy. Jednakże wypadałoby zachować kulturę i przywitać osobę, którą widział pierwszy raz na oczy. Carissoni nie odpuściłby sobie takie czegoś, nawet jeśli godzina była jaka była!
- Szczęść Boże - odpowiedział po chwili, trochę głośniej, żeby tamten faktycznie go usłyszał.
Odłożył zapałki na parapet i jeszcze raz spojrzał na świece. Jedna z nich paliła się wyjątkowo krzywo. Matteo próbował ją poprawić, przycisnął delikatnie wosk do podstawki i przez moment przyglądał się efektowi. Wyglądało lepiej. O jakieś pięć procent.
- No. Teraz przynajmniej nie wygląda, jakby miała własne poglądy - mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż kogokolwiek innego.
Dopiero wtedy ruszył powoli w stronę pierwszych ławek. Nie miał zamiaru przeszkadzać ani robić klasycznego podejścia księdza pod tytułem „Witaj, zagubiona owieczko, co cię do mnie sprowadza?”. Sam pewnie uciekłby przed czymś takim szybciej niż większość ludzi. O dziwo o tej godzinie było nawet sporo wiernych, szczególnie ta panna z warkoczem, która przychodziła niemalże codziennie. Coś ją gryzło, ale nie wzbudzała chęci rozmowy. Miała inną misję.
Zatrzymał się kawałek dalej i oparł dłoń na oparciu jednej z ławek. Przez moment popatrzył na pustą nawę, potem na uchylone drzwi wejściowe, przez które wpadało chłodne nocne powietrze. Właściwie sam powinien już zamykać. Tyle że skoro ktoś wszedł, to jakoś głupio byłoby teraz wypraszać go tylko dlatego, że księdzu zrobiło się późno.
- Jakby co, nie zamykam jeszcze - rzucił w stronę osoby w pierwszej ławce. - Spokojnie.
Uśmiechnął się lekko i cofnął o krok, zostawiając mu przestrzeń. Nie wypytywał, nie przyglądał się przesadnie, nie próbował zgadywać, dlaczego ktoś pojawił się tutaj po północy. Ludzie mieli swoje powody. Czasem chcieli się pomodlić. Czasem po prostu potrzebowali miejsca, gdzie przez chwilę nikt niczego od nich nie chce. A może chciał pogadać z duchownym i zamienić nudę w pogawędkę przy mszalnym? Gdyby nie proboszcz to Matteo nawet mógłby się dać namówić, ale byli jednak w świątyni Ojca, więc nie ma szans na takie coś. Na plebanii... Cóż, tam mogłoby być inaczej. Co się dzieje na plebanii... zostaje na plebanii.
Matteo krążył przez kilka chwil koło Lennona i nie mógł wytrzymać. Usiadł koło niego, spokojnie, bez większego popisu. Poprawił mankiet koszuli i oparł się wygodniej. Przez chwilę siedział w ciszy, aż w końcu zerknął w stronę mężczyzny.
- I uprzedzam... - dodał z lekkim rozbawieniem. - Nie będę pytał, czy przyjąłeś Jezusa do swojego serca.
Kącik ust drgnął mu jeszcze raz.
- To byłoby trochę za dużo jak na pierwsze pięć minut.
Potem już zamilkł, pozwalając kościołowi znowu wypełnić się spokojem. Nie musiał prowadzić rozmowy za wszelką cenę. Jeśli tamten chciał coś powiedzieć, Matteo był obok. Jeśli nie - najwyraźniej tej nocy też było w porządku po prostu posiedzieć. Carissoni był taki, że lubił ludzi i rozmawiać z nimi. Godzina była jednak późna.

Podrobiony John Lennon
kotlet schabowy ale ledwie w panierce
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pierwsze kilka chwil było chyba najbardziej niezręcznych. Bogate wnętrze przytłaczało i Lennon czuł się coraz mniejszy. Wrażenie jednak w końcu zmalało i wyprostował się, chociaż jeszcze przez chwilę przyglądał się otoczeniu, głównie ołtarzowi w centralnej części, chwilę świecom, no i podobiźnie jezusa na krzyżu. To chyba zawsze robiło wrażenie i gdyby ludzie nie byli tak przyzwyczajeni, że to normalny widok, to może zaczęliby się zastanawiać czy nie jest zbyt makabryczny dla dzieci i osób wrażliwych.
Usłyszał cichy głos i przekręcił głowę, kierując wzrok na księdza i z bliska mógł lepiej mu się przyjrzeć. Uderzyło go, że był taki młody. Zazwyczaj można się było spodziewać, że księża są starsi, a przynajmniej często tak to właśnie ukazywano. Prowadzenie mszy, spowiedź. Młodość była zarezerwowana dla ministrantów albo chórzystów. Przynajmniej w jego skąpym pojmowaniu tego, jak działa kościół. Nigdy się tym przesadnie nie interesował.
Zauważył, że mężczyzna kręci się trochę bez większego celu, jakby nie wiedział czym wypełnić sobie pozostały czas. Nie domyślił się, że ten chciałby może już zamknąć, raczej dorobił teorię, że może nie ma ochoty jeszcze wracać do pustego łóżka, co akurat by ich w tym łączyło. Co prawda Lenny jeszcze do niedawna łóżko z kimś dzielił, za to ksiądz pewnie nie. W końcu życie w celibacie łączyło się z samotnością i to akurat teoretycznie miało być niezmienne. Nie do końca jednak mógł to sobie wyobrazić, on by się na coś takiego nigdy nie skazał.
Kiedy zauważył, że ten się zbliża opuścił wzrok, żeby nie było, że się na niego gapi, ale gdy tylko usłyszał głos, znowu na niego zerknął i z lekkim uśmiechem skinął głową. Nie był pewien dlaczego trochę go to rozbawiło. Może chodziło o sposób, w jaki zapewnił, że jeszcze nie zamyka, chociaż przecież nikt go o to nie pytał ani nie wyrażał o to obaw. Z drugiej strony wydało mu się to bardzo sympatyczne. Na pewno lepsze to, niż gdyby miał zerkać z pogardą, przepełniony wyższością albo marudzić, że ludzie dalej siedzą, a on chciałby iść już spać.
Na chwilę znowu pogrążył się we własnych myślach, bijąc się z nimi i zastanawiając czy zagadać do kogoś, na przykład do samego księdza, a jeżeli tak, to co powiedzieć i jak to powiedzieć. Może rozsądniej byłoby zwrócić się następnego dnia do jakiegoś psychologa, zamiast zrzucać na księdza problemy. Tym bardziej, że potrzebował wysłuchania i rady, a nie rozgrzeszenia.
Po chwili jednak jego rozmyślania zostały przerwane, bo zauważył, że ksiądz siada obok niego. Może potrafił czytać w myślach? Oby nie. Powoli przekręcił trochę głowę i zerknął na niego kątem oka, zastanawiając się czy z konkretnego powodu wybrał akurat miejsce obok niego, bo narazie jeszcze nic nie powiedział. Może to Lennon powinien się odezwać pierwszy? Okazało się, że jednak nie.
Tym razem jego słowa rozbawiły go jeszcze bardziej i nie potrafił się powstrzymać nie tylko przed uśmiechem, ale ostatnie parsknął jeszcze krótkim śmiechem, starając się, żeby nie był za głośny. Ksiądz z dystansem i poczuciem humoru. Chyba nie mógł trafić lepiej? Nie był pewien, nie znał wielu księży. W końcu krótko odchrząknął i potarł palcami czoło, idąc powoli w stronę udzielenia odpowiedzi.
— Nie wiem czy mam tam jeszcze miejsce dla kogokolwiek — odpowiedział w końcu trochę ważąc słowa i decydując się na udzielenie bardziej poważnej i prawdziwej odpowiedzi. — Proszę księdza — dodał zaraz, podkreślając, że ma do niego szacunek, bo wpajany mu przez rodzinę respekt przed kościołem trochę w nim osiadł. Jego matka i babka były bardzo wierzące i praktykujące, chociaż nie wywierały presji, aby ktokolwiek inny szedł koniecznie w ich ślady.

księżu!
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. Michael's Cathedral Basilica”