ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
170 cm
enolog przyszła żona podobno nie musi pracować
Awatar użytkownika
We were playing for keeps, but we both know the cost. Now the only way out is in your heart shaped box...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiczas przeszły
czas narracji3os
postać
autor

I loved how it was, when we were younger...



Kiedyś wszystko było łatwiejsze. Mniej obowiązków, odpowiedzialności i zasad do przestrzegania, a tych ostatnich w domu Państwa Deamonne nigdy nie brakowało. Jeśli dziewczyna miałaby być szczera chociażby w stosunku do samej siebie, to zmuszona była przyznać, że po dzień dzisiejszy jej rodzenstwo wraz z mamą, żyją pod dyktando głowy rodu. Wszyscy egzystują według jego planu. Dlaczego ona przynajmniej do niedawna nie musiała? Cóż, bycie "córeczką tatusia" miało swoje benefity, z których Servillah ochoczo korzystała, zwłaszcza za młodu. Większa swoboda, czy tak pożądana w tej przeklętej po wsze czasy rodzinie możliwość wyboru, bądź decydowania o sobie, były tym, czego zazdrościli jej bracia i siostra.

Co więc ta młodziutka brunetka robiła ze swoją wolnością? Czerpała z niej pełnymi garściami.
Wychodziła ze znajomymi, imprezowała, realizowała największe pasje, po prostu żyła. W taki właśnie sposób, mając zaledwie 16 lat, poznała swoją pierwszą, wielką miłość.
Dominic Reyes choć wówczas nieco starszy, od razu zwrócił uwagę Panny Deamonne. Przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, a do tego grał w kosza lepiej, niż nie jeden zawodowy gracz. Niby ideał, ale niestety posiadał pewną znaczącą wadę - zmieniał dziewczyny, jak rękawiczki, co początkowo mocno przygasiło entuzjazm Vi. Musiały minąć długie miesiące, zanim odważyła się dać szansę tej relacji. Jednak była to w jej odczuciu najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć.
To właśnie u jego boku, zakochana po uszy nastolatka zasmakowała miłości, o jakiej wówczas zwykła tylko marzyć, czytając wieczorami chowane gdzieś pod łóżkiem romansidła. Niestety przewrotny w swej istocie los, miał co do nich zupełnie inne zamiary. Zaraz po zakończeniu szkoły średniej, Steven ojciec dziewczyny, odkrył ten długo trzymany w tajemnicy związek.
W jego oczach Reyes nie był wystarczająco dobry, by stać się częścią budowanego przez niego imperium. Ponadto stał się realnym zagrożeniem wobec daleko idących planów, dotyczących przyszłości młodej Deamonne.
A co, jak co, ale akurat ten konkretny mężczyzna powstałe na swej drodze "problemy" potrafił bardzo skutecznie usuwać. Podstępem zmusił więc zrozpaczoną nastolatkę do natychmiastowego zakończenia owej relacji, a następnie pod pretekstem dalszej nauki, wywiózł ją z miasta.


Nie tak urodziwa Pani Enolog wyobrażała sobie powrót do domu. Plan był prosty. Przede wszystkim, miała to być tylko kilkudniowa wizyta. Servillah chciała odwiedzić najbliższych, porozmawiać z nimi na temat decyzji, którą podjęła odnośnie odziedziczonego przed kilkoma miesiącami spadku po babci, a w efekcie końcowym, powrót do Oliver. Niestety pech chciał, że wszystkie dotychczasowe plany kobiety rozpadły się, niczym domek z kart, a dowodem na to był lśniący na jej serdecznym pałacu pierścionek zaręczynowy, będący symbolem okrutniej gry, której mimowolnie stała się częścią.
Teraz spacerując ulicami Toronto, nawet nie wiedziała, kiedy nogi same poniosły ją tam, gdzie poprzysięgła samej siebie nigdy więcej nie wracać. Ten z pozoru zwyczajny punkt widokowy, był miejscem wyjątkowym, z jakim to wiązał ją nie tylko sentyment, ale i cała masa przyprawiających o szybsze bicie serca wspomnień. Gdy nareszcie dotarła do swego celu, szybko zorientowała się, że nie jest sama. Dominic również tam był, lecz zdążyło minąć kilka długich, niczym wieczność minut, zanim Vi zdecydowała się do niego dołączyć.
- Nie sądziłam, że wciąż tutaj przychodzisz...- Odparła z ledwo widocznym na ustach uśmiechem, gdy zatrzymała się tuż obok mężczyzny, ciesząc swe oczy widokiem, za którym tak cholernie tęskniła.



Dominic Reyes
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Riri
try me and see...
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

There's nothing like the first time we met

Czy Dominic chciałby wrócić do czasów studenckich? Patrząc na swoje dawne życie, jawiło się ono w bardzo kolorowych, beztroskich barwach. Wtedy nie posiadał jeszcze żadnych zobowiązań, oprócz stawiania się na egzaminy, wciąż miał głowę pełną marzeń i oczekiwań od świata, czerpał z życia garściami i nie przejmował się zanadto konsekwencjami.
Był cholernie ambitny, wiedział, czego chciał, a co najważniejsze, wiedział, jak to zdobyć, wykorzystując wszystkie dostępne środki — uśmiech, spojrzenie, kulturę i spryt. Niemal każda z dziewczyn ulegała jego urokowi. Niemal.
Jedna wyjątkowo długo opierała się jego zalotom. Był niesamowicie pewny siebie i nie odpuszczał, w czasie meczów kosza podchodząc do niej za każdym razem i zagadując ją uprzejmie. Okazjonalnie obdarzał ją niewielkimi komplementami, dając tym samym znać, że dostrzegał wszystkie drobnostki i zmiany w wyglądzie. Przy tym zachowywał się niezwykle taktownie, bo nie przekraczał granic dobrego smaku. Nie wychowano go na prostaka, co, mimo zmian dziewczyn, jak rękawiczki, te nie mogły mu szczególnie zarzucić.
Uważał, że Servillah miała w sobie coś wyjątkowego, co musiał zdobyć. Wraz z każdym kolejnym spotkaniem nabierał jednak coraz większego przeświadczenia, że to nie było takie zero-jedynkowe, jak początkowo przypuszczał. Z każdą dawką nowych informacji o niej miał coraz większą ochotę naprawdę ją poznać. A kiedy ich wspólni znajomi zaczęli się spotykać, chcąc nie chcąc, zaczęli się widywać częściej, już nie tylko podczas gry w kosza, ale i na bardziej swobodnych płaszczyznach. To była kwestia czasu, zanim między nimi zaiskrzyło.
Po raz pierwszy w swoim dwudziestoletnim życiu związał się na poważnie. Po raz pierwszy poczuł, czym naprawdę była miłość. I po raz pierwszy w życiu ktoś zdeptał mu serce.

Właściwie sam nie był pewien, czemu postanowił tu zajrzeć. Miał sentyment do tego miejsca. Przede wszystkim lubił ten widok. Dawno tu nie był, więc cieszył oczy niesamowitym krajobrazem. Miasto wieczorową porą, oświetlone milionem świateł, zachwycało jak zawsze. Z daleka wyglądało bardzo spokojnie, a jednocześnie zdawało się wprost tętnić życiem. I właśnie ten osobliwy spokój chłonął, opierając się o barierkę i po prostu patrząc w dal.
Mimowolnie miejsce przyniosło mu wspomnienia chwil, w których wszystko wydawało się znacznie prostsze. Dryfował myślami wśród momentów, które spędzał na masce swojego auta, albo siedząc w jego wnętrzu, z jedzeniem i w towarzystwie kobiety, przy której uśmiech niemal nigdy nie schodził mu z twarzy. W tej jednej chwili miał wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu i było to niezwykle przyjemne uczucie.
Pogrążony w myślach, nawet nie zwrócił uwagi na ciche postukiwanie obcasów, które nagle ucichło. Dopiero po chwili, słysząc zbliżające się kroki, a następnie kobiecy głos, odwrócił głowę w tamtą stronę. I na chwilę zastygł w bezruchu.
Mimo upływu lat, bez trudu poznał tę postać. Ciemnowłosa kobieta, o łagodnych rysach twarzy i nieco zadziornym nosku, prawie w ogóle nie zmieniła się od czasu ich ostatniego spotkania. A minęło kilka dobrych lat, odkąd rozmawiali po raz ostatni. Choć właściwie, jak sięgał pamięcią, ciężko było to nazwać rozmową.
Zaskoczony, to zbyt duże niedomówienie, by opisać stan, który znienacka opanował Dominica. W głębi niego odezwało się zbyt wiele różnorodnych emocji na raz, z których żadnej nie był w stanie uspokoić, podobnie, jak z nagła przyspieszonego bicia serca. Bezwiednie rozchylił wargi, ale w ciągu pierwszych kilku sekund, gdy przez jego głowę przepływał natłok myśli, nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Ostatecznie więc zwilżył nerwowo usta i podążył za jej wzrokiem, zatrzymując go ponownie na rozświetlonym w oddali mieście.
— Dawno tu nie zaglądałem. Byłem w okolicy podrzucić coś Deanowi, przejeżdżałem obok i… zatrzymał mnie ten widok — przyznał szczerze, na dowód czego wzruszył nieznacznie ramionami. — To fascynujące, że mimo upływu lat, wydaje się być ciągle taki sam — zauważył z niekrytym zachwytem. Jak na architekta przystało, takie widoki były dla jego oczu prawdziwą ucztą. — A ciebie? Co tu przyciągnęło? — zapytał spokojnie, starając się ukryć czające się w głosie zaciekawienie.

the one who left my heart broken
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Greektown”