Art nigdy nie planował rezygnować z treningów. Po prostu nie miał za bardzo wyjścia. Ostatnie miesiące były dla niego ciężką harówką. Finałowe odcinki najnowszego sezonu jego najlepiej oglądanego serialu całkowicie pochłonęły jego kalendarz i uwagę. Nie miał gdzie wcisnąć kolejnych obowiązków, no, może zamiast snu, ale wtedy zawaliłby wszystko po równo. Musiał zdecydować. Padło na zajęcia z Kaidenem. Wtedy go nie potrzebował. Doskonale wiedział, że przez rok, może dwa, nie wróci na scenę w pełnym zakresie. Srogo się pomylił.
Wszystko zmieniło się niedawno. Filmowanie się zakończyło, a nowe projekty zostały odsunięte na okres po jesieni i zimie. Cięcia budżetowe, restrukturyzacje, braki kadrowe i inne problemy, które przyczyniły się do opóźnień. Nie chciał siedzieć bezczynnie na tyłku. Zresztą nawet by mu na to nie pozwolono. Jego agencja – The Venture Management – szybko się do niego odezwała, gdy tylko usłyszeli wiadomości. Pozornie prosty cel – nagranie płyty, przygotowanie dwóch teledysków i potencjalny powrót na scenę w ramach trasy koncertowej po obu Amerykach. Z jednej strony ucieszył się, bo bardzo mu tego brakowało, z drugiej – jego agent musiał ponownie skontaktować się z trenerem, z którym nie widział się od kilku tygodni. W sumie przerwa finalnie była dłuższa niż poprzednie sesje razem wzięte. Nie wróżyło to niczemu dobremu. Wiedział o tym. Czuł to już w żołądku, zanim jeszcze przekroczył próg sali.
Wcześniej – przed treningami z Baileyem – radził sobie częściowo sam. Tak, wciąż chodził na treningi, ale do tego oglądał innych idolów. Starał się powtarzać ich kroki. Dużo ćwiczył, zachowywał systematyczność, więc z czasem był w stanie nawet zaplanować prostą choreografię, której na potrzeby koncertowania na żywo niczego nie brakowało. Nie był to poziom, jaki mógł osiągnąć z zawodowym tancerzem, ale dla niego był wtedy wystarczający. Teraz już nie mógł sobie na to pozwolić. Agencja stwierdziła, że powrót ma nastąpić z przytupem. Głośny, lepszy niż kiedykolwiek, zwalający wszystkich z nóg. Nie mógł więc podejść do tematu lekceważąco – taniec był kluczowym elementem tpopowych teledysków. Fani tego oczekiwali. On też, chociaż nie przyznałby się do tego na głos.
Ostatnim razem nie rozstali się w zgodzie. Drugi mężczyzna odradzał mu takie zaniechanie, ale piosenkarz nic sobie z tego nie robił. Jak to już przystało na jego niewyparzoną buzię, nie zachował się, jak należy. Nie wyjaśnił, dlaczego nie mógł pogodzić treningów z pozostałymi obowiązkami. Zwyczajnie się na niego wydarł, nazwał go kilkoma epitetami, których publicznie raczej by nie powtórzył, i nigdy nie pojawił się ponownie na salce. Niedługo po tym jego agent zerwał umowę. Teraz udało im się ją odnowić, co nawet zaskoczyło Rattanakosina, choć niekoniecznie pozytywnie. Liczył na to, że dostanie kogoś innego. Że zaczną od nowa. Niestety, tak się nie stało.
Chciał szybkiego powrotu do formy sprzed przestoju. Regularnie trenował na maszynach, więc siłowo dawał radę. Niestety, to było trochę jak z bieganiem – co innego wyciskanie ciężarów, a zupełnie inaczej, gdy trzeba przebiec kilka kilometrów bez wcześniejszego przygotowania. Z tańcem było podobnie. Nawet jeśli nogi nie odmawiały mu posłuszeństwa, to płuca – jak najbardziej. Szybko się męczył, przez co zaczynał popełniać błędy, denerwował się i było to widać w jego zachowaniu. Był charakterny i to bardziej niż zazwyczaj.
–
Dawałem radę, bo nie byłem zmęczony. Teraz mam ochotę wypluć wnętrzności – rzucił podirytowany, sapiąc jak lokomotywa. Dzisiejszy trening nie trwał przerażająco długo, ale jak na drugi czy trzeci dzień po powrocie było to dla niego zbyt dużo. –
Myślisz, że chcę się tak spieszyć? Dobre sobie. Wolałbym przychodzić na te treningi maksymalnie dwa razy w tygodniu. A muszę pięć! Agencja chce zobaczyć przygotowania do pierwszego teledysku jeszcze w tym miesiącu.
To nie tak, że był dupkiem dla Kaidena, bo ten jakoś mu zaszedł za skórę. Był, jaki był, bo presja zaczynała go nieco przygniatać. Choreograf był po prostu pod ręką. Zazwyczaj obrywał jego agent lub ekipa filmowa, ale w tej chwili Bailey musiał mu wystarczyć.
–
Daj mi chwilę odpocząć, na litość boską! – Ponownie się uniósł i podczas drogi do plecaka rzuconego pod ścianą zahaczył mężczyznę ramieniem. Może specjalnie, może nie. Usiadł pod gigantycznym lustrem, złapał za butelkę wody, napił się, a później zmoczył włosy, które i tak wcześniej przykleiły mu się do spoconego czoła. Solidnie się z niego lało. –
Uważasz, że się nie staram? Wiadomość dnia dla Kaidena – daję z siebie wszystko.
Powoli zaczął żałować, że nie zachował rutuny. Nawet raz w tygodniu zrobiłoby różnicę. Ale posłuchał swojego zespołu, a przy okazji sam miał wtedy dosyć. Niewiele było trzeba, żeby go przekonać. Godzenie aktorstwa z rolą tpopowego idola nie należało do najprostszych zadań na świecie.
–
Nic to nie da, że przejdziemy dalej. Powtórzymy zaraz te kroki, które wcześniej wyszły koślawo – zakomunikował po chwili. Oczywiście nie dodał, że to jemu coś nie wyszło. Jego ego na to nie pozwalało. Nawet gdy ktoś miał rację, wolał milczeć, niż przyznać się do błędu.
–
No dobra, co tam słychać w wielkim świecie – mruknął, bardziej do siebie niż do Kaidena, sprawdzając telefon, który leżał obok butów na zmianę. Nie znalazł nic ważnego. Właściwie szkoda – dałoby mu to pretekst, żeby przeciągnąć tę bezczynność jeszcze trochę. Odłożył go z powrotem, trochę bardziej gwałtownie, niż było to konieczne. –
Ale jak znowu każesz mi powtórzyć ten sam fragment piąty raz z rzędu, to przysięgam, że się rozpłaczę. I nie będzie to ładny widok.
Kaiden Bailey