30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don’t call it nothing when we both know how this goes:
You give me room, then come a little closer, then act like you don’t know.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don’t call it nothing when we both know how this goes:
You give me room, then come a little closer, then act like you don’t know.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don’t call it nothing when we both know how this goes:
You give me room, then come a little closer, then act like you don’t know.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Dopiero kiedy wszystko ustało, poczuła, jak bardzo drżało jej całe ciało. Kiedy odsunął się od niej, chłodne powietrze dotarło do rozgrzanej, wilgotnej skóry. Nogi ugięły się nieznacznie zaraz po zetknięciu z podłogą i pewnie gdyby nie on, prawdopodobnie osunęłaby się po szklanych drzwiach w sposób znacznie mniej zmysłowy niż wszystko co wydarzyło się wcześniej.
   Gardło wciąż, pomimo tego że jego uścisk zelżał, piekło ją w miejscach, w których wcześniej zaciskały się jego palce, a każde głębsze zaczerpnięcie powietrza przypominało o tym, jak niewiele go jej zostawił. Dlatego delikatność, z jaką przesunął po pozostawionych na szyi śladach, zaskoczyła.
  Pod jego dotykiem jej skóra znów pokryła się gęsią skórką; uniosła podbródek, odsłaniając szyję odrobinę mocniej i obserwowała go, kiedy drugą dłonią odgarniał jej włosy. Miała przed sobą Damona. W opieszałej okazałości. Z mokrymi od potu włosami klejącymi się do czoła, przyspieszonym oddechem i prawdopodobnie czerwonymi pręgami pozostawionymi przez jej paznokcie na jego skórze.
  Mogłaby poczuć się niezręcznie. Stała przed nim naga, potargana i rozdygotana, z zaczerwienioną skórą oraz śladami jego palców rozrzuconymi po ciele, a resztki jej trzeźwego rozsądku zaczynały powoli przypominać jej, że ten sam mężczyzna nadal był jej ochroniarzem, mieszkał w jej domu. I w zasadzie nie wiedziała co teraz. I czym to było. I czy w ogóle czymś.
  Swojej oczywistej słabości wobec kuzyna była świadoma; tyle że podejście Damona, rezerwa i zdystansowanie, niemal wieczne wywracanie oczami, sprawiały że raczej nie zamierzała próbować swoich sił. Tae wysyłał bardzo jasne, niemal neonowe znaki, że nie szukał bliskiej relacji`
  Gorzej było z nią, bo – jak to się mówi – baby się szybko przywiązywały. I może to prawda, bo na trzeźwo w życiu nie pozwoliłaby sobie na takie posunięcie przesunięcie w relacji.
  W każdym razie – chyba bardziej nie można było się już ośmieszyć? W końcu dała się przelecieć na tarasowym stole i szklanych drzwiach przesuwnych (a nie: posuwnych);
  Jej dłoń spoczywająca na jego klatce piersiowej przesunęła się wyżej, na ramię, a potem na kark. Poprowadziła opuszki po wilgotnej skórze i wsunęła je pomiędzy krótkie włosy, pochylając się ostrożnie na tyle, żeby oprzeć czoło o jego obojczyk. Przez chwilę po prostu stała, wsłuchując się w mocne uderzenia jego serca.
  Przesunęła ustami po jego obojczyku, składając na nim krótki pocałunek, po czym uniosła głowę. Z bliska widziała wszystkie drobne zmiany na jego twarzy, które nauczyła się wychwytywać przez ostatnie tygodnie, nie żeby było ich szczególnie dużo i nie żeby Damon nie zachowywał większości dla siebie. Tym razem było jej to wyjątkowo potrzebne, aby móc się jakoś… odnaleźć w postfactum
  Może powinna była go podlać drinkiem ze spirytusem. Upić do całkowitej nieprzytomności, aby nic nie pamiętał? W przypadku ostateczności – tak zrobi.
  — Pamiętasz, jak powiedziałeś, że nie wpakujesz mi się do łóżka, bo masz mnie chronić? — odezwała się cicho, ochryple od zdartego gardła i nierównego oddechu. — Wszystkich chronionych tak okłamujesz na początek czy po prostu mi się poszczęściło?
  Eugene najpewniej sklasyfikowałby ten tekst jako bardzo kiepski. A biorąc pod uwagę, że nastawienie do ludzi przyjaciela i ochroniarza było trochę podobne, to istniało wysokie prawdopodobieństwo, że Damon też to uzna za żałosne.
  W każdym razie – bardziej upokorzyć się pewnie nie mogła. Zwłaszcza, że nie jeden i nie dwa odgłosy rozkoszy wymsknęły jej się spomiędzy warg, nawet jeśli za wszelką cenę próbowała zachować je dla siebie, a nie dla sąsiadów.
  — Możesz mnie tam już faktycznie popilnować dalej, jeśli masz jeszcze ochotę i siły.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Damon nie szukał związku. Nie szukał relacji. Ale on nigdy nie chciał żadnej z tych rzeczy. W pewnym sensie to się po prostu działo i on nie umiał nad tym zapanować. Tak było za pierwszym razem i skończyło się… tragicznie. Dla niego, dla partnerki. Nie zamierzał przechodzić przez to po raz drugi, dlatego nie szukał zobowiązań. Nie chciał się przywiązywać, bo wiązało się to z paskudnym smrodem, który się za nim ciągnął. Z niebezpieczeństwem, z obnażeniem swoich słabości, z pozwoleniem sobie czuć więcej niż chciał.
To nie było dla niego. Chciał tego uniknąć za wszelką cenę.
Musiał jednak przyznać, że miał słabość do blondynki. Przez te kilka tygodni stał się bardziej wrażliwy na jej słowa, na jej zachowania, na jej bezpieczeństwo. Kilka tygodni – zwykle tyle czasu było niczym. Normalnie nie poczułby niczego emocjonalnego, bo przede wszystkim to była jego praca, aby znajdować się blisko niej. I na tym by się skupił.
Senna jednak sprawiła, że był bardziej ludzki. I bardziej otwarty na relacje. Niech ją szlag. Nawet teraz, miesiące po jej śmierci, jej wpływ wciąż był widoczny, nawet jeśli bardzo chciał temu zaprzeczać i cofnąć się do samego początku swojej uczuciowości. Czyli jej braku.
I chociaż to co się wydarzyło było poważnym przesunięciem granicy w ich relacji, to niczego nie żałował. Nawet jeśli wiedział, że nie był to tylko bezemocjonalny numerek po alkoholu. Ale wolał myśleć, że tak było.
Obserwował jak kładzie czoło na jego zarysowanym obojczyku. Jak składa niemalże niewyczuwalny pocałunek na jego rozgrzanej skórze. Nic jednak na to nie odpowiedział, po prostu wciąż ją podtrzymywał, aby przypadkiem nie upadła.
Przekrzywił lekko głowę w bok na jej pytanie, a brew mu drgnęła wyżej.
— Zauważ, że nie wpakowałem ci się do łóżka — odezwał się w końcu, zaznaczając pewną nieścisłość. — Wszystko wydarzyło się na tarasie — dodał ciszej, sięgając palcami do jej podbródka, aby go lekko unieść. Raz jeszcze zlustrował spojrzeniem jej przyćpane podnieceniem oczy i wilgotne wargi, w dalszym ciągu uznając je za wyjątkowo atrakcyjne, co mu się nie zdarzało, zwłaszcza gdy już było po wszystkim.
Prychnął pod nosem w marnym rozbawieniu na jej dalsze słowa.
— Ja? — Odsunął się na zaledwie kilka centymetrów, aby spojrzeć na jej idealne, drobne ciało, które dalej drżało od niedawnego wysiłku. Gdyby ją puścił, był pewien, że by zwyczajnie upadła. — Ledwo trzymasz się na nogach, Mal, myślę, że sama nie dasz rady dojść do sypialni — powiedział, święcie tego przekonany.
Nie zdołał dać jej jednak odpowiedzieć. Schwycił ją pod kolanami oraz plecami i uniósł, skoro sama miała problemy z chodzeniem. Wszedł z nią do ciepłego salonu, zamykając za sobą drzwi i przeszedł wyżej, na piętro, gdzie znajdowała się jej sypialnia. Wszedł do pokoju i ułożył ją na łóżku, przykrywając następnie kołdrą.
— Nie wstawaj — polecił, zaraz się wycofując z pokoju, by skierować się ponownie na taras, gdzie znajdowały się ich porozrzucane wszędzie rzeczy. Ubrał na tyłek spodnie, zarzucił czarną koszulę i wziął kobiece ubrania, aby nie walały się po podłodze czy kanapie. Wrócił z nimi na górę, odkładając je na jedno z wolnych krzeseł.
— Sprzątnąłem dowody zbrodni — powiedział przy tym, zaraz przenosząc wzrok na dziewczynę. Chociaż sąsiedzi zapewne i tak byli świadomi tego, co się podziało, chyba, że mieli naprawdę mocny sen. W końcu to nie był wieczór, ale środek nocy.
Przysiadł na krawędzi łóżka po jej stronie.
— Dalej czujesz się zagrożona?

Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don’t call it nothing when we both know how this goes:
You give me room, then come a little closer, then act like you don’t know.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Otworzyła usta, zamierzając zauważyć, że czepiał się szczegółów, bo owszem, technicznie rzecz biorąc, do łóżka się nie wpakował. Za to przycisnął ją do stołu, później do szyby i robił z nią rzeczy, których z pewnością nie obejmował standardowy pakiet ochrony.
  Nie zdążyła.
  Mal.
  Nie blondi. Nie dziewczyno. Nie Lennox.
  To prawdopodobnie nie powinno mieć żadnego znaczenia, szczególnie po wszystkim, co wydarzyło się na tarasie, ale jej umysł znowu uczepił się właśnie tego.
  — Dałabym… — zaczęła, ale nie było jej dane wyjaśnić. Jej ciało zostało uniesione z łatwością, jakby naprawdę nic nie ważyła, chociaż przez wypity alkohol oraz wyczerpanie sama czuła się mniej więcej jak bezwładny worek ziemniaków. Bardzo nagi worek ziemniaków.
  Kołdra zetknęła się z rozgrzaną skórą, kiedy ułożył ją na łóżku i przykrył, zanim zdążyła wyplątać ręce z jego karku. Spojrzała na niego z dołu, jeszcze przez moment oszołomiona tym nagłym przejściem od seksu przy szklanych drzwiach do niemal troskliwego układania jej do snu. Może na filmie by jej się to zgadzało – do niego raczej by tego nie przypisała. Nie przez to, jakiego go widziała na co dzień i nie przez to, jaki był przed chwilą.
  A potem wyszedł.
  Utkwiła spojrzenie w suficie. Przycisnęła kołdrę do klatki piersiowej i wypuściła powietrze, którego nieświadomie wstrzymywała. Być może dokładnie to chciał zrobić od początku. Zanieść ją do łóżka, upewnić się, że nie przewróci się po drodze, i wrócić do swoich zwyczajowych zajęć, pozostawiając jej kilka godzin snu, kaca oraz wystarczająco dużo czasu, aby umarła ze wstydu jeszcze przed śniadaniem.
  Może źle zrozumiał zaproszenie.
  Albo zrozumiał je bardzo dobrze i zwyczajnie nie zamierzał z niego korzystać.
  Ta druga możliwość ukłuła ją znacznie mocniej, niż powinna, dlatego przewróciła się na bok i podciągnęła kołdrę wyżej, niemal pod sam nos. Nie miała żadnego prawa oczekiwać od niego czegokolwiek więcej. Już sama myśl, że więcej mogłoby w ogóle istnieć, była nierozsądna. Damon nie sprawiał wrażenia człowieka, który po seksie analizował kierunek rozwoju znajomości i zastanawiał się, kiedy wypadało zaprosić drugą osobę na kawę. Najprawdopodobniej seks pozostawał dla niego seksem, a to, że ona od jakiegoś czasu miała do niego słabość, było wyłącznie jej problemem.
  Drzwi ponownie się otworzyły.
  Na wzmiankę o dowodach zbrodni parsknęła cicho. Gardło zapiekło od tego dźwięku, więc zaraz skrzywiła się i przesunęła dłonią po szyi, natrafiając opuszkami na jedno z bolesnych miejsc.
  Powinna pewnie była odpowiedzieć czymś równie lekkim. Zapytać, czy usunął też odciski palców, albo przypomnieć, że istnieli jeszcze potencjalni świadkowie po drugiej stronie tarasu. Chociaż biorąc pod uwagę, jak szybko i bezwzględnie pozbył się intruza z jej domu, to może lepiej było nie podsuwać mu pomysłów. Albo w ogóle tak nie zartować, bo mógłby tego żartu nie zrozumieć tylko wziąć to na poważnie.
  Na jego pytanie opuściła spojrzenie. Palce zacisnęły się na krawędzi kołdry, ugniatając materiał pomiędzy nimi, kiedy próbowała znaleźć odpowiedź, która nie brzmiałaby zbyt poważnie. Ani zbyt głupio. Ani jak pytanie o to, czym teraz byli, bo przecież nie musieli być niczym.
  — Fizycznie? — spytała po chwili, zerkając na niego spod opadających na twarz włosów. — Chyba już nie.
  Reszta pozostała niewypowiedziana.
  Ubrał się, ona wciąż była naga. To mogła i pewnie powinna interpretować, jako zakończony rozdział o wdzięcznym tytule cielesnych uniesień. Pewnie by tak zrobiła, dodatkowo spalając się ze wstydu i zażenowania, gdyby była całkowicie trzeźwa. Zamiast tego przesunęła się ostrożnie na materacu, chociaż każdy ruch spotykał się z cichym protestem zmęczonych mięśni. Jak nieporadna gąsienica pościelowa, owinięta szczelnie materiałem kołdry, przeczołgała się nieco bliżej mężczyzny, aż opadła policzkiem na jego udo.
  Zero godności, Lennox. ZERO.
  — Wiesz, że mówisz przez sen? — odezwała się ciszej, zmęczona. — Naprawdę, przysięgam. Słyszałam jak wstawałam po wodę. To było coś, co brzmiało ‘och nie, tak bardzo boję się spać sam’. — pociągnęła z poważną miną, nie patrząc na niego. W jej głowie to był bardzo sprytny plan. Bardzo nieoczywisty.
  Chciała, żeby został.
  Nie wiedziała tylko, czy dla niego mogło to znaczyć cokolwiek poza koniecznością dalszego pilnowania jej tej nocy.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzał się angażować, a z drugiej strony nie był tak obojętny jak by chciał być. Przez cały ten czas starała się być zdystansowany, nieobecny. Był po prostu sobą, skupiającym się na pracy oraz obowiązkach. Ten Damon nie miał czasu ani ochoty na nawiązywanie relacji, zwłaszcza takich, które mogłyby stanowić później problem. W końcu relacja to słabość. Giovanni zapewne nie tak dawno temu przyznałby mu rację.
Wiedział, że powinien był się teraz odciąć. Jak zawsze po seksie. Ubrać się i odejść, zostawić ją samą w tej cholernej sypialni, do której nawet nie musiał jej zanosić. W zasadzie nie wiedział dlaczego to zrobił, bo to było więcej troski o drugą osobę, niż powinien z siebie wykrzesać. Popełniał błąd za błędem. W dodatku wszystkie je zauważał, ale zdecydował się je ignorować, przynajmniej chwilowo. Może to przez alkohol, który dalej płynął w jego żyłach, a może przez coś innego, czego nie umiał zdefiniować. Przez to dziwne coś, co zostało w nim przebudzone kilka miesięcy po tym, jak przekroczył granice Korei Północnej.
Obserwował ją, jak chowa się pod kołdrą i w dalszym ciągu była dla niego atrakcyjna. Wcześniej już uważał, że była ładna, ale wtedy to nie miało żadnego znaczenia. Była tylko obiektem do ochrony. A teraz czuł po sobie, że granica była niebezpiecznie przesunięta. Znał to uczucie, dlatego właśnie zapaliła się mu czerwona lampka ostrzegawcza. Wcześniej zagłuszana przez wysoki procent stężenia alkoholu w jego krwi, ale teraz widział jej światło o wiele wyraźniej.
A i tak dalej siedział na jej łóżku.
— Chyba? — spytał, raz jeszcze lustrując ją ciemnym spojrzeniem. Doskonale widział każdy nowy ślad, który teraz zdobił jej ciało. Nie miał z nimi problemu, bo to on był ich autorem.
Oglądał jak powoli przenosi się po materacu w jego stronę, ostatecznie opierając policzek o jego udo. Brew mu się uniosła, ale nic nie powiedział. Nie zrzucił jej, nie wygonił, po prostu pozwolił na to, co wcześniej wydawało się być dla nich zbyt dalekim posunięciem. To był kolejny dowód na to, że to co się wydarzyło na tarasie, przesunęło niewidzialne granice nie tylko w nim, ale także w niej.
Wcześniej by się na to nie odważyła. A on by jej nie pozwolił.
— Ja? — powtórzył zaskoczony, bo z tego co się orientował, to wcale nie mówił przez sen. Nawet nie chrapał. A przynajmniej nikt mu nie zgłaszał. Zaraz jednak zrozumiał, że był to swego rodzaju żart. A raczej aluzja, którą zrozumiał i na którą prychnął pod nosem. — Brzmi jak ty.
Obydwoje wiedzieli, że on to nie miał problemu z tym aby spać sam. Od dłuższego czasu ponownie to robił, jak przez większość swojego życia. Z jakiegoś powodu wizja spania koło Mal nie brzmiała tak źle, chociaż doskonale wiedział co się z nią wiązało. I jakie konsekwencje mogło to za sobą nieść.
Nie żeby pieprzenie się na tarasie nie miało nieść za sobą żadnych konsekwencji.
— W porządku. — To nie był dobry pomysł. W zasadzie, uprawianie z nią seksu było beznadziejnym pomysłem, a teraz ciągnięcie tego dalej i przesuwanie kolejnych granic? Bardzo zły pomysł, Damon.
Ale tej nocy, kogo to obchodzi. Będzie się tym martwił rano.
Ruszył się, pozwalając jej zabrać twarz z jego uda i obszedł łóżko, aby położyć się w nim z drugiej strony. I to już było dla niego… dziwne. Kładzenie się koło niej, swobodnie, jak gdyby tak właśnie miało być. Jakby właśnie pozwalał jej na to, aby się zbliżyć i przekroczyć granicę, której tak zaciekle bronił.
Automatycznie też otworzył dla niej ramię, aby mogła się na nim oprzeć. Przyszło to, z jakiegoś powodu, zbyt naturalnie. A gdy oparła na nim głowę, jego palce ostrożnie opadły na jej nagie ramię.
— Śpij, Mal — powiedział, a jego spojrzenie zatrzymało się na przeciwległej ścianie.

Maelle Lennox
26 y/o
Welkom in Canada
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don’t call it nothing when we both know how this goes:
You give me room, then come a little closer, then act like you don’t know.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie spodziewała się, że się zgodzi.
  W zasadzie była przygotowana na wszystko poza tym krótkim w porządku. Na kolejne uniesienie brwi, komentarz o tym, że powinna spać, może nawet zwyczajne wyjście bez podejmowania jej jakże wyjątkowo subtelnej aluzji. Nie wzięła jednak pod uwagę wariantu, w którym Damon zrozumie, czego chciała, i po prostu jej to da.
  Podniosła policzek z jego uda, kiedy się poruszył, i obserwowała, jak obchodzi łóżko. Nie wiedziała, co zrobić z rękami, spojrzeniem ani sobą, gdy materac ugiął się pod jego ciężarem po drugiej stronie. Najbardziej naturalnym odruchem byłoby odwrócić się do niego plecami, zamknąć oczy i rzeczywiście spróbować zasnąć, no ale wtedy po co właściwie go zatrzymywała?
  Przesunęła się ostrożnie bliżej, ostrożnie układając głowę na jego ramieniu, próbując nie komentować tej nierówności w kwestii posiadanych ubrań. Kołdrę pociągnęła za sobą i podsunęła wysoko pod brodę, zasłaniając większość nagiego ciała.
  Niesprawiedliwe.
  Oparła dłoń na jego klatce piersiowej. Początkowo tylko opuszkami, później całą, kiedy upewniła się, że jej nie zrzuci ani nie zesztywnieje pod dotykiem bardziej, niż już był – teraz, nie paręnaście minut wcześniej. Pod policzkiem czuła rytmiczne unoszenie się klatki przy każdym oddechu. Pachniał alkoholem, potem i sobą. W sumie był to zestaw który w normalnych okolicznościach raczej nie otrzymałby pięciu gwiazdek, ale w tej chwili wydał jej się dziwnie przyjemny.
  Jego palce, które opadły na jej ramię, wywołały następny dreszcz.
  Śpij, Mal.
  Znowu to samo zdrobnienie.
  Zamknęła oczy.
  Ale sen nie przyszedł.
  Przez pierwszych kilka minut nawet się nad tym nie zastanawiała. Leżała nieruchomo skupiając się na jego oddechu, cieple i miarowym biciu serca pod dłonią. Czas mijał. Nie wiedziała, czy upłynęło pięć minut, piętnaście czy pół godziny, ale stopniowo znikało przyjemne otępienie, które wcześniej ułatwiało podejmowanie wyjątkowo wątpliwych decyzji. Szum w głowie osłabł.
  Przetrzeźwiała.
  Przyanjmniej na tyle, by do świadomości zaczęły docierać rzeczy, które wcześniej skutecznie zagłuszało podniecenie.
  Leżała nago w łóżku ze swoim ochroniarzem. (?)
  Po tym jak uprawiali seks na tarasie. (???)
  Po tym jak właściwie sama go pocałowała, później zaprosiła do sypialni, a na samym końcu wymyśliła beznadziejne kłamstwo o mówieniu przez sen, żeby tylko zgodził się zostać. (?????)
  Im więcej trzeźwości wracało, tym bardziej zawstydzona sobą była.
  Ale nie żałowała. Akurat tego była pewna nawet bardziej niż wcześniej. Wystarczyło, że czuła jego ciepło przy sobie. Problem stanowiła cała reszta. To, co mogło nastąpić rano, gdy oboje wstaną, zejdą na dół i będą musieli jakoś funkcjonować w tej samej przestrzeni. Seks mógł niczego dla niego nie znaczyć. Zgoda na pozostanie również. Poprosiła, więc został. Była pijana, wycieńczona i prawdopodobnie wyglądała, jakby mogła rozkleić się z powodu krzywo ułożonej poduszki. Może uznał, że bezpieczniej będzie spełnić jej prośbę niż zostawić ją samą. Bo jeszcze by się zjebała na łeb z łóżka, próbując wstać do łazienki, i skręciła sobie kark.
  Tylko że otoczył ją ramieniem.
  A tego przecież nie musiał tego robić. Tak samo jak nie musiał zanosić jej na górę, przykrywać kołdrą ani wracać.
  Miała do niego słabość. To wystarczyło, by ze zwyczajnej uprzejmości zrobić sobie dowód zainteresowania, a z jednego wspólnego łóżka początek czegoś, czego Damon nigdy jej nie obiecał. Wręcz przeciwnie. Od początku utrzymywał dystans i wyraźnie zaznaczał, gdzie znajdowały się granice, dopóki tej nocy nie przesunęli ich tak daleko, że żadna ze stron chyba już nie wiedziała gdzie właściwie powinny przebiegać.
  Otworzyła oczy.
  W sypialni panował półmrok wystarczający, żeby widziała zarys jego twarzy, rozchylonych powiek, opadających cyklicznie przy mrugnięciu i spojrzenia skierowanego gdzieś przed siebie. Przez dłuższą chwilę po prostu mu się przyglądała. Jego oddech był równy równy, ale nie pogłębił się ani nie zwolnił, więc nie zakładała, że śpi z otwartymi oczami (to by było creepy). Jego amię pod jej głową także nie rozluźniło się całkiem, mięśnie pozostawały napięte, jakby nawet w łóżku po prostu czuwał.
  Albo zwyczajnie nie czuł się przy niej komfortowo.
  Ta myśl pojawiła się nagle i już nie chciała zniknąć, siejąc destrukcję w niej samej. Może leżał nieruchomo, bo nie wiedział co powinien zrobić. Może czekał, aż zaśnie, żeby móc się wycofać bez kolejnej niezręcznej rozmowy. Może teraz, kiedy alkohol powoli opuszczał również jego organizm, zaczynał rozumieć, że popełnił błąd.
  — Nie śpisz — powiedziała cicho. Oczywista oczywistość. Dziesięć punktów za spostrzegawczość. Uniosła nieznacznie głowę, żeby lepiej widzieć jego twarz i oparła brodę na swojej dłoni. — Nie musisz tu leżeć tylko dlatego, że cię o to poprosiłam — dodała po chwili. — Nie boję się spać sama jak coś — dodała, w ramach słabego żartu, w którym spróbowała rozpuścić własny niepokój i zmiękczyć ewentualnie zniszczenia, jakie mogłoby przynieść jego pełne ulgi ‘o, super, to ja spierdalam do siebie’.

Damon Tae
piesek
triggerują mnie ludzie, którzy mają w triggerach AI a sami generują posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”