Urodził się w średnio zamożnej rodzinie jako pierwsze dziecko państwa Robertson. Dwa lata później doczekał się młodszej siostry, którą aktualnie traktuje jak małą księżniczkę. Jako starszy brat uważa za obowiązkowe, by młodsze rodzństwo rozpieszczać do granic możliwości. O rodziców również dbał, przynosząc im na śniadanie kanapki z masłem orzechowym i dżemem oraz zimną kawę, bo skąd taki mały szkrab mógł wiedzieć, że kawę robi się na ciepło? A o bałaganie w kuchni nawet nie ma co wspominać.
Swój pierwszy mecz hokeja zobaczył mając pięć lat. Ojciec i dziadek zabrali go wtedy ze sobą, by zoobaczył czym się interesują. I tak w małym Hunterze obudziła się miłość do tego sportu. Następnego dnia wybłagał rodziców o łyżwy i zapisanie do małej ligii hokeja w ich okolicy, gdzie spędzał każde popołudnie pod okiem kibicujących mu rodziców i siostry.
Przez dziecięce lata miał świetne wyniki w nauce, co było warunkiem by dalej uczęszczać na swoje ukochane lekcje. Tam też był jednym z najlepszych graczy co czesto udowadniał na zawodach z których jego mała drużyna wracała z pucharem. Rodzice byli z niego bardzo dumni i wróżyli mu karierę w lokalnej drużynie jeśli dalej będzie miał takie wyniki.
I się nie pomylili, bo kiedy Hunter trafił do liceum, jego talent eksplodował na lokalnym podwórku. Grając w elitarnym zespole Toronto Marlboros, dynamiczny skrzydłowy imponował skautom szybkością, hokejowym IQ i walecznością. W drafcie do OHL został wybrany przez Toronto Ravens. Przez trzy sezony harował za dwóch, stając się ulubieńcem lokalnych kibiców. W ostatnim roku zdobył ponad 90 punktów, a jego mecze w Toronto Coliseum przyciągały tłumy. Choć marzył o bezpośrednim drafcie do NHL, musiał wybrać dłuższą drogę. Zamiast wyjeżdżać, podpisał kontrakt z Toronto Marlies, bezpośrednim zapleczem Toronto Maple Leafs w AHL.
Przełom nastąpił jesienią, tuż za ścianą jego dotychczasowej szatni. Toronto Maple Leafs szukali kogoś z niesamowitym przyspieszeniem, potrafiącego odwrócić losy meczu w osłabieniu i z dumą nosić barwy miasta. Hunter, po znakomitym obozie przygotowawczym, podpisał upragniony profesjonalny kontrakt, dzięki któremu za pierwsze zarobione pieniądze wynajął małe mieszkanie. Uznał, że nie potrzeba mu wielkiej willi, skoro i tak czekały go częste wyjazdy, a wolał zainwestować pieniądze i trochę pomóc rodzicom, by to oni mogli wybudować wymarzony dom. Myślał również o siostrze dla której szukał idealnego miejsca.
Ciekawostki
- Do dziś robi rodzicom kanapki z masłem orzechowym i dżemem, kiedy wraca do domu. To jego mały rytuał z dzieciństwa.
- Jako dziecko spał z kijem hokejowym obok łóżka, bo był przekonany, że prawdziwy hokeista powinien być gotowy do gry w każdej chwili.
- Ma zwyczaj pukania kijem w szafkę przed każdym meczem. Robi to trzy razy i nigdy nie przyznał, że to przesąd.
- Nie lubi przegrywać nawet w głupich grach. Monopoly, UNO, bilard czy FIFA potrafią zamienić się dla niego w prawdziwe zawody.
- Jego młodsza siostra jest jedną z niewielu osób, które potrafią go kompletnie rozbroić. Jeśli czegoś chce, wystarczy jedno „Hunter…” i najczęściej już przegrał.
- Pierwsze pieniądze z profesjonalnego kontraktu wydał przede wszystkim na rodzinę, zamiast kupować sobie drogi samochód czy designerskie ubrania.
- Nie przepada za luksusowymi restauracjami. Woli burgera, pizzę albo jedzenie przygotowane przez mamę. Ale sam też dobrze gotuje.
- Jego największym słabością są słodycze. Szczególnie czekolada, którą potrafi zjeść po meczu mimo wcześniejszego zarzekania się, że „dzisiaj już nie”.
- Jako dzieciak zbierał karty hokejowe, a swoją pierwszą kolekcję nadal trzyma u rodziców. Nigdy się jej nie pozbył.
- Przed meczami potrzebuje ciszy. Nie oznacza to, że jest niemiły - po prostu im bliżej pierwszego gwizdka, tym bardziej zamyka się w swoim świecie.
- Ma w telefonie osobny album ze zdjęciami siostry, choć oczywiście zaprzecza, kiedy ktoś go o to pyta. Większość zdjęć to takie, na których robi głupie miny albo śpi.
- Ma uczulenie na kurz przez co w domu musi mieć wiecznie czysto. Do tego jest uczulony na różne detergenty, użądlenia pszczół i orzechy. Po tych ostatnich puchnie mu język.
- Pije kawę zdecydowanie za słodką. Koledzy z drużyny regularnie nabijają się z tego, że do kubka kawy dodaje więcej cukru niż samej kawy.
- Nie potrafi zasnąć bez białego szumu. Kiedy jest w hotelu, puszcza cicho wentylator albo nagranie deszczu. Absolutna cisza go irytuje.
- Zawsze najpierw zjada wszystko z talerza, czego nie lubi, żeby najlepsze rzeczy zostawić sobie na koniec. Robił tak jako dziecko i nigdy z tego nie wyrósł.
- Boi się igieł. Co jest dość zabawne, biorąc pod uwagę liczbę kontuzji, badań i sytuacji, przez które przeszedł jako hokeista. Podczas pobierania krwi odwraca głowę. Ale jeśli chodzi o te do tatuażu? Oddaje swoje ciało w pełni i nawet nie jęknie.
- Nie znosi rodzynek w niczym. W cieście, musli, sałatce, gdziekolwiek je znajdzie — natychmiast je wyciąga i odkłada na brzeg talerza.
- Udziela się charytatywnie w miejscowym schronisku, bierze udział w ekologicznych akcjach i ma zaadoptowanego pingwina.
- Drażni go zapach lakieru do włosów i zmywacza do paznokci, ale za to uwielbia zapach benzyny.
- Fan Horrorów. Od małego spędzał przed telewizorem namiętnie oglądając programy typu "Gęsia skórka" albo "Czy boisz się ciemności?". Ogólnie filmów się nie boi, gorzej z grami w które musi się bardziej wczuć przez co słychać go w całym domu jak się przestraszy. Czasem przyłapuje się na tym, że nie ma ochoty pójść nocą do lasu bo spotka go tam coś złego, ale po kilku głębszych robi się odważniejszy i leci pierwszy.