ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
#
26
Dlaczego zawsze, gdy dzieje się coś złego, akurat wy tam jesteście?


— Patrzcie, mugolak idzie! — głos wrednej Patrycji poznałaby wszędzie, był jej utrapieniem już od pierwszych chwil w Hogwarcie, choć prawdę mówiąc zaczeło się już w pociągu, gdzie zagubiona Wendy nie miała pojęcia jak odnaleźć się w zupełnie nowym świecie. Słysząc ją wiedziała, że kolejne kilka minut będzie dla niej co najmniej nieprzyjemne.
— Locomotor Wibbly — zawołał chłopak stojący tuż obok ślizgonki, która z wyższością lustrowała Gardner. Nogi Wendy szybko zrobiły się wiotkie, a ona gruchnęła na posadzkę wypuszczając z rąk swoje podręczniki.
— Zero polotu, potykam się na prostym korytarzu nawet bez pomocy twoich czarów— skrytykowała - odważnie jak na nią - wybór zaklęcia.
— Langlock — wysyczała Patricia, a Wendy już nic więcej nie powiedziała, bo jak się okazało… nie mogła! No to już było doprawdy wredne, pomyślała i zaczęła zbierać swoje rzeczy, ale gdy tylko po coś sięgała, to ktoś zaraz jej to odsuwał spod ręki. Pewnie zniosłaby to wszystko o wiele lepiej, ale kątem oka dostrzegła przechodzącego Lucasa i jedyne co chciała teraz, to zapaść się pod ziemię. Miała wrażenie, że za każdym razem pojawiał się akurat wtedy, gdy zaliczała epicką wpadkę, a każda próba poprawienia swojego odbioru kończyła się jeszcze gorzej, więc w pewnym momencie po prostu przestała.
Ich znajomość zaczęła się całkiem niewinnie, po tym jak Patricia dokuczyła jej w pociągu, jakiś chłopak wyratował ją z opresji zaciągając do przedziału, gdzie już siedziała grupka znajomych. Szkoda tylko, że dokładnie w tej chwili pociąg ruszył, a ona wylądowała na kolanach blondwłosego chłopaka. W Hogwarcie wcale nie było lepiej, kiedyś wdepnęła na znikający stopień na schodach, akurat gdy mijał ją Lucas ze znajomymi. Próbując się ratować złapała za jego szatę, a tym samym pociągnęła go za sobą w dół, więc przez chwilę wspólnie zjeżdżali po stopniach i wcale nie było to takie przyjemne. I jeszcze podczas zajęć z latania jej miotła ewidentnie miała problemy z hamulcami, a co gorsza nagle zaczęła przyspieszać i lecieć prosto na Lucasa. Finalnie Wendy spanikowała, puściła miotłę tuż nad ziemią i wpadła na niego powalając go na trawę i siłą uderzenia sprawiając, że jeszcze się wspólnie przeturlali kilkukrotnie.
W sumie to sama nie wiedziała czemu zależało jej na tym, by dobrze przed nim wypaść. Może dlatego, że dobrze mu z oczu patrzy, a może to kwestia tego jego uśmiechu? Lub jego rodziny!?Tak, widziała ich razem na peronie 9 i ¾… wydawali się tacy uroczy i dobrzy? Trochę mu wtedy zazdrościła. Teraz w sumie też, bo nad czarodziejami wcale się tak nie pastwili. Nie żeby ona nie była czarodziejem, ale jednak dla niektórych była tylko mugolakiem.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
25 y/o
ROZPISANA STONOGA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rodzina Millerów miała w sobie coś z Wesley’ów.
Wielka, trzymająca się razem rodzinka, która od pokoleń wychowywała lepszych i gorszych czarodziei. Każdy z nich miał dobre serducho, pielęgnowane latami przez Dorothy i zdolności posługiwania się zaklęciami kszałtowanmi przez papę Millera, który w Hogwarcie wykładał Starożytne Runy. Co prawda nie byli rudzi, ale mieli też swoją dumę rodziny w postaci Zaylee, która była najlepszym pałkarzem w całej drużynie podczas swojej nauki w szkole Magii i Czarodziejstwa. Każdy z młodziaków ją kojarzył i trochę też dlatego Miller tak łatwo dostał się do zespołu. Pani Hooch od pierwszego dnia kiedy tylko nowy Miller pojawił się w szkole, ściągnęła go na trening, by sprawdzić, jak szło mu na miotle. Co prawda był też Archie, ale jemu akurat nie było po drodze z lataniem. Ani niczym co wymagało odpowiednie koordynacji ruchowej.
Miller kierował się właśnie w towarzystwie Halla w stronę boiska. Jutro grali pierwszy towarzyski mecz w tym sezonie i wiadomo, każdy chciał dobrze wypaść, dlatego akurat ten trening był wyjątkowo ważny. Dyskutowali o taktyce, o której przeczytali w ostatnim wydaniu Proroka Codziennego, kiedy na korytarzu mignęła im znajoma twarz. A przynajmniej Lucasowi.
Często spotykał Wendy.
Co prawda za każdym razem coś dziwnego działo się dookoła; czasami kończyli razem na podłodze, czasami przedmioty spadały na ziemie, innymi razy eliksiry wybuchały, albo po prostu Gardner robiła się czerwona i uciekała, ale… on to lubił. Zawsze lubił, kiedy coś dookoła się działo, nie było nudno, a przy Wendy akurat nigdy mu to nie groziło. W dodatku uważał niektóre z jej zachowań za u r o c z e.
Urocze natomiast za grosz nie było zachowanie Patrycji i jej świty.
Przystanął na moment, przyglądając się temu zjawisku. Cholerni ślizgani. Nienawidził być świadkiem tego, jak znęcali się nad innymi uczniami i nigdy nie przechodził obok tego obojętnie. W przeciwieństwie do Halla, który od razu złapał przyjaciela za ramię z krótkim nie mieszaj się. Hall był krukiem, który nad wszelką interwencje cenił sobie święty spokój. Unikał konfliktów jak ognia, dlatego Lucas spojrzał na niego wymownie, dając mu szybko do zrozumienia, że miał zamiar się wtrącić i to był ostatni moment, żeby się odsunąć, jeśli nie chciał brać w tym udziału. Dłonią sięgnął po różdżkę na wysokości biodra, celując w chłopaka.
— Tarantallegra — mruknął pod nosem, wykonując pierwsze zaklęcie. Poszło mu to na tyle nienagannie, że ślizgon nagle i niekontrolowanie stracił panowanie w nogach i rozpoczął… chaotyczny taniec. Nogi bujały mu się na wszystkie strony, przeskakując w rytmach, które tylko im były znane. Chłopak od razu krzyknął do Patricji, żeby mu pomogła, a Miller w tym czasie wycelował w podręczniki Wendy, które ciągle przed nią uciekały. — Accio — przywołał je do siebie, łapiąc w wolną dłoń, dając jej tym samym znać o swojej obecności. I chociaż byli na korytarzu… I chociaż nie powinien… — Furnunculus — dodał do zestawu jeszcze trzeci czar, którego nauczył go sam Archibald Miller. Twarz Patricji w kilka sekund zajęła się wielkimi, szpetnymi czyrakami i bolesnymi pryszczami. Lucas nie miał pojęcia skąd i na kim używał tego jego starszy brat ale… przydało się? Przydało. I wystarczyło, żeby dwójka dręczycieli pobiegła wystraszona do swoich dormów. Chociaż Paricja to chyba jednak pierwsze do toalety. Lucas natomiast zbliżył się do Wendy, wyciągając w jej stronę książki.
— Wszystko okej? — spytał spokojnie, uśmiechając się szeroko. No, szkoda tylko, że zapomniał kompletnie, że dziewczyna dalej miała język przyklejony do podniebienia i nie mogła mówić! Ale może mogła seplenić?

Wendy <3
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uwielbiała Millerów, czasami aż chciało się być jednym z nich. Czy można było się jej dziwić? Gardnerowie nawet w świecie mugoli byli beznadziejni i jedynie brat jako tako był w stanie sprawić, że jakoś przetrwała w tej mugolskiej patologi. To głównie te jego magiczne historyjki opowiadane do snu urozmaicały jej dzieciństwo, choć z wiekiem przestawała w nie wierzyć, a przynajmniej do dnia, w którym ten magiczny świat Perciego nie upomniał się też o nią. Początkowo myślała, że brat sobie robi z niej jaja i jak mu mówiła, że w te jego bajki już nie wierzy, postanowił wywinąć numer z listem. Dopiero gdy zabrał ją na Pokątną totalnie przepadła. Pokochała ten świat, a Hogwart stał się jej domem.
Iiiii w tym magicznym świecie polubiła też Millera, głównie dlatego, że zawsze gdy znajdował się blisko działo się coś dziwnego. Coś, co z reguły ona zainicjowała, ale on zawsze wpadał w to jak śliwka w kompot i nigdy nie dał jej odczuć, że ma jej to za złe. Choć niejednokrotnie mógł mieć! Jak wtedy gdy trochę go pogruchotała przed meczem. Bardzo się wtedy przejęła i nawet rękę mu nasmarowała chłodząca mugolską maścią, bo czasem wciąż miała trochę nie-magiczne podejście i w pierwszej chwili panikowała, a dopiero potem uzmysławiała sobie jak wiele dobrego można zdziałać czarami. Aktualnie jednak była na etapie odkrywania tych mniej ciekawych zaklęć, a dokładniej uroków wymierzonych w nią samą. Kiedy książki raz po raz wymykały się jej z rąk, a nad głową krążyły jej kolejne przezwiska miała już naprawdę dosyć. I nagle, kiedy już miała się tam poddać ślizgon zaczął tańczyć jak mu Miller zagra. Szybko wykorzystała okazję żeby się podnieść, bo jej podręczniki i tak były już w rękach Lucasa, któremu posłała lekki uśmiech. To naprawdę by wystarczyło w tym momencie, ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć on już rzucił czar w kierunku Patrycji. Skłamałaby mówiąc, że nie czuła satysfakcji widząc pojawiajace się na jej twarzy czyraki. Czuła potworną satysfakcję, a oczy, aż jej rozbłysły.
Bardzo chciała mu odpowiedzieć, że wszystko jest jak najbardziej okej, że tak właściwie nic się nie stało i pewnie by sobie poradziła bez jego pomocy, ale po pierwsze nie bardzo mogła jeszcze mówić, a po drugie gówno prawda. Nie tyle poradziłaby sobie, co bardziej przeczekałaby, aż skończą się nad nią pastwić, bo koniec końców by się kim znudziło i odeszliby śmiejąc się okrutnie, jak na ślizgonów przystało. Gdyby tylko potrafiła rzucać zaklęcia niewerbalne to pewnie użyłaby finite i nawet mu podziękowała, a zamiast tego… nie, nie ugryzła się w język tylko odruchowo słysząc pytanie wyrwała się do odpowiedzi próbując rzucić chociaż krótkie dzięki. — Fźenki — i wszystko jasne, nijak to brzmiało, ale przynajmniej już czuła jak język nieco się odlepia. Najwyraźniej urok jęzlepa mijał szybciej niż wolniej, więc jak jeszcze chwile z nią postoi to może nawet uda się przegadać kilka słów, bo akurat z Lucasem zawsze była chętna je zamienić. Nie tyle mówić, co chociaż posłuchać kolejnej opowieści z boiska, bo o quidditchu to zawsze z takim przejęciem opowiadał, że aż niekiedy wypieków dostawał. O, albo jak o rodzinie opowiadał, tego też lubiła słuchać! Czasem sprawiała nieco odmienne wrażenie, jak przykładowo teraz sepleniąc, strzelając oczami na boki i paląc się ze wstydu, ale znali się już wystarczająco długo i mógł domyślić się, że to po prostu taki już jej urok.
— MILLER, GARDNER! — oho! Patrycia najwyraźniej nie uciekła ani do toalety, ani do dormów, tylko na skargę wraz ze swoją świtą. Złowieszcza mina profesora od eliksirów nie zwiastowała nic dobrego. — Zostajecie po lekcjach u mnie. Będziecie warzyć eliksir na czyraki i lepiej żebyście zrobili to dobrze — oj Wendy akurat o tym coś wiedziała, podczas nauki tego eliksiru sama padła ofiarą czyraków, gdy zbyt prędko ściągnęła kociołek z ognia. I choć rozsądek podpowiadał jej, by nie wdawać się w dyskusję z profesorem to i tak wskazała oskarżycielsko na ślizgonkę wyrzucając z siebie na jednym wdechu. — Ael tonefer! Ona myja pierfszfa! Żjęfojep! Pszyfililaf mfie jjęfjek do podfjenienia! — i spojrzała na Lucasa jakby oczekiwała potwierdzenia swoich słów, choć nie była teraz taka pewna czy dyskusja była dobrą strategią, bo z każdą kolejną sekunda Profesor patrzył na nich z coraz to bardziej rozwścieczoną miną. — Jeszcze słowo, a o jutrzejszym towarzyskim meczu możesz pomarzyć — pogroził odwracając się napięcie i oddalając od nich czym prędzej. — Stronniczy dziad — mruknęła pod nosem robiąc zdziwioną minę bo…. no proszę, proszę! Ktoś odzyskał język w ustach! — Przepraszam — wydukała nieśmiało wiedząc, jakie to dla niego ważne, a teraz nie dość, że miał mieć trening to jeszcze musiał z nią odbębnić eliksiry.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
25 y/o
ROZPISANA STONOGA
189 cm
popcornman w fox theatre
Awatar użytkownika
Lucas jest człowiekiem, którego wszędzie pełno. Wulkan energii, który chociaż przeszedł w życiu poważną kontuzję, która wywaliła mu całe życie, wciąż bierze z niego to co najlepsze. Do tego jest durny.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Często pluł sobie w brodę za to, że nie umiał przejść obojętnie obok krzywdy drugiego człowieka. Niby było to zachowanie szlachetne, godne podziwu, ale to jak wiele razy ładował się tym w kłopoty, to nawet najmądrzejszy Miller w rodzinie by nie zliczył! Może była to kwestia dużej rodziny, może tego, ze i jemu często dostawało się po dupie od starszych czarodziei, ale widząc, jak Patrycja zachowywała się względem Wendy, pewnie gdyby nie zareagował, to śniłoby mu się to po nocach jeszcze przez długie tygodnie. Poza tym… nieczęsto miało się okazje używać zaklęcia, którego nauczyło się od starszego brata.
Zacisnął usta w wąską linię, kiedy Gardner rzuciła to swoje Fźenki. Brzmiała, jakby ktoś wybił jej wszystkie zęby i w dodatku cofnął ją do przedszkola albo jeszcze wcześniej, gdzie dopiero uczyło się odpowiedniej wymowy. Nie chciał śmiać się jej prosto w twarz, żeby sobie nie pomyślała, ale za to uśmiechnął się delikatnie. W sumie urocze to było na swój sposób.
— Nie ma sprawy — machnął ręką, oddając jej wszystkie podręczniki.
Już miał odwrócić się na pięcie i odejść, odnaleźć swojego kumpla, ale wtedy po korytarzu rozniósł się donośny głos profesora Sproutwooda. Miller momentalnie podskoczył i złapał w płuca więcej powietrza. Nienawidził tego gościa. Miał z nim na pieńku odkąd wysadził pół klasy na drugim roku, po tym jak Sproutwood kazał mu nie wrzucać ślimaków w skorupie do wywaru. A on co? A on wyciągnął je ze skorupy i… wrzucił jedno po drugim. Osobno. Technicznie rzecz biorąc, polecenie wykonał, a że przy okazji sufit zmienił kolor na sraczkowaty, a trzy osoby musiały spędzić następny tydzień z zielonymi włosami, to już zupełnie inna sprawa.
Odwrócił się w stronę profesora, mimowolnie, w naturalnym odruchu próbując zasłonić Wendy swoim ciałem. Niby nie byli w niebezpieczeństwie, ale to on rzucił zaklęcie, ona nie powinna zbierać za to bencków. Szkoda tylko, że to nic nie dało, bo Sproutwood już gromił ich oboje wzrokiem i nawijał o kozie po lekcjach.
— Przecież to ona zaczęła! — warknął równo z Wendy, a raczej jej próbą mówienia. Wyszło chyba nawet nieźle, bo raczej mówili o tym samym. Miller za nic nie mógł jej zrozumieć, profesorek chyba też, bo zmarszczył brwi i rzucił tylko kolejnymi groźbami. — Ja tylko broniłem koleżanki! — znowu się odezwał, a nie powinien. Niby tyle lat już chodził do tej szkoły, a dalej się nie nauczył, że pewne rzeczy wypadało… przemilczeć i nie dyskutować. I takim sposobem prawie załatwił sobie bana na jutrzejszy mecz.
Zajebiście.
Przeniósł wzrok z oddalającego się profesora na Wendy, a potem z powrotem na Sproutwooda, jakby wciąż liczył na to, że stary dziad zatrzyma się w pół kroku, odwróci na pięcie i uzna, że jednak wszystko sobie przemyślał i jednak mieli racje. Jasne. Nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast tego został im jedynie widok jego pleców i perspektywa spędzenia popołudnia nad kociołkiem. Cu-do-wnie. Po prostu zajebiście.
— Co? — odwrócił się do Wendy, gdy z jej ust ponownie wyleciało słowo przepraszam. — Żartujesz? To ja powinienem cię przeprosić. Nic nie zrobiłaś, a będziesz kiblować po lekcjach — nie dość, że dziewczyna stała się ofiarą dwójki ślizgonów, to jeszcze oberwało się jej za zachowanie gryfona. Ewidentnie to nie był jej dzień. — Ale jeszcze ci to jakoś wynagrodzę — wtrącił, zaglądając w jej wyjątkowo urocze ciemne oczy. A potem nachylił się w jej kierunku, żeby poprawić kartki z botaniki, które wyleciały spod jednej z książek. Jeszcze nie wiedział dokładnie jak planował jej to wynagrodzić, ale z pewnością coś wymyśli. Kto jak nie on, nie?
— Ej a tak serio… nic ci nie jest? — spytał ponownie, chociaż biorąc pod uwagę to, że dziewczyna mogła juz normalnie mówić, to chyba wszystko szło w odpowiednim kierunku. — Musze teraz lecieć na trening, ale widzimy się po lekcjach? — dopytał, jakby conajmniej zaprosił ją na randkę i chciał się upewnić, czy na pewno przydzie. Cóż, tu przynajmniej nie miała innego wyjścia, bo Sproutwood by ich znalazł w najciemniejszym zakamarku zamku.

Wendy :tuli:
kasik
Używania AI i brak ciągnięcia fabuły do przodu.
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sproutwood był straszny, ale to tak serio serio p r z e r a ż a j ą c y. Wendy czuła nieprzyjemny dreszcz za każdym razem jak go widziała, a włosy jeżyły się jej na rękach, gdy tylko wykrzykiwał w specyficzny sposób jej nazwisko. Z trudem więc przełknęła ślinę słysząc jego donośny głos i tym razem, a obserwując rozwój wydarzeń naprawdę była przerażona, że z tego wszystkiego Lucas nie zagra w zbliżającym się meczu. Chyba by się wtedy pod ziemię zapadła. I rzecz jasna widziała w tym swoją winę, bo przecież nie jego. On tylko jej pomógł, choć wcale nie musiał. Szybko jednak okazało się, że on wcale jej nie obwinia, a wręcz przeciwnie, wziął cały ten bałagan na swoją klatę.
— Daj spokój, sama miałam ochotę rzucić jakiś urok na nią więc wiesz… — prawda była taka, że zazwyczaj nie potrafiła się tak postawić jak inni, a teraz to nawet nie miała jak, bo język przykleił się jej do podniebienia. Z drugiej strony, dzisiaj jej wewnętrzna frustracja była skłonna popchnąć ją do tego czynu i gdyby nie jęzlep to chyba by pękła i sama potraktowała Patrycję czymś paskudnym.
Teraz jednak przestała myśleć o kiblowaniu po lekcjach, bo Lucas pochylił się w jej stronę wbijając w nią swoje oczęta, że w jednej sekundzie zalała ją fala gorąca, której totalnie nie rozumiała. Co ciekawe, przy nim wyjątkowo często doświadczała tego stanu. Cholera, znów to samo czuła jak policzki i uszy nabierają kolorów, a w myślach już słyszała głosy swoich przyjaciółek z puchońskiego dormitorium, które przy każdej możliwej okazji powtarzały z wielkim przejęciem: Wendy, ty ślepa jesteś?! Przecież Miller totalnie na ciebie LECI! co najwyraźniej jakimś dziwnym trafem wywnioskowały po ich mniej lub bardziej przypadkowych interakcjach. Rzecz w tym, że Wendy zawsze w takich chwilach śmiała się dziewczynom w twarz i kiwała głową przecząco, bo co to w ogóle znaczy, że leci? Przecież na miotle przyleciał do niej tylko raz i to przez przypadek!? Nic z tego nie rozumiała. Miała zaledwie trzynaście lat, zerowe doświadczenie w sprawach sercowych i ani jednego pocałunku na swoim koncie, a jej wiedza o romantyzmie ograniczała się głównie do mugolskich książek przywiezionych z domu, które dopiero co zaczęła czytać i nie doszła nawet do rozdziału, w którym ktoś kogoś pocałował. Nie nadążała za tymi zmianami, które ostatnio zachodziły w jej głowie i ciele, a już na pewno nie rozumiała czemu przy Millerze krew szybciej uderza jej do głowy, a języka w buzi zapomina bez stosowania niepotrzebnych uroków.
Ale jeszcze ci to jakoś wynagrodzę.
Uśmiechnęła się przytakując nieśmiało. — Już wiele zrobiłeś, serio nie… —trzeba? Naprawde nie trzeba było, ale to wynagradzanie brzmiało obiecująco, więc w sumie to się już zamknęła i nie protestowała. Cholibka, przecież jak ona powie o tym dziewczynom to przez pół dnia będa wymyślać, co autor mial na myśli. Totalnie nie mogła im tego powiedzieć! Ale ciekawe, co chodziło mu po głowie. Nagle jej myśli nieproszone uciekły w kierunku Hogsmeade, w końcu pierwsza wycieczka trzecioroczniaków to teraz był temat numer jeden. Dobrze, że Perci podpisał jej zgodę. Co prawda musiała przez kilka tygodni wysyłać mu ponaglające sowy i pomogło dopiero straszenie go, że jak tego nie zrobi, to przyjedzie do Ministerstwa Magii i narobi mu obciachu na całą Brygadę Uderzeniową. No, ale w końcu podpisał, a ona była najszczęśliwszą puchonką pod słońcem! Ach, przez ułamek sekundy pomyślała o tym, że mogłaby wypić pierwsze piwo kremowe z Lucasem, ale kogo ona oszukiwała. Na pewno pójdzie do wioski ze swoją wesołą ekipą Gryfonów i będą głośno komentować mecze Quidditcha oraz kupować durne żarty u Zonka. No i przecież sama umawiała się z dziewczynami, które strasznie chciały iść herbaciarni Pani Puddifoot, gdzie nie brakowało różu, falbanek i zakochanych par prężących się na randkach, co dla Wendy zalatywało tanim romantyzmem i słodkim kiczem, a sama zdecydowanie wolałaby zrobić nalot na Miodowe Królestwo i zrobić zapasy słodkości. Tak się złożyło, że Perci wraz z podpisem zgody przysłał jej też trochę ekstra kieszonkowego, więc planowała zaszaleć.
Z rozmyślań o wypadzie wyrwało ją jeszcze pytanie Lucasa, ale szybko wykrztusiła. — Nnnic mi nie jest! — zapewniła dodając od razu — I leć, leć! Tylko się nie spóźnij, bo wiesz jak to jest z… — wolała nie wywoływać wilka z lasu, ale dobrze wiedział kogo ma na myśli — Jeszcze przerobi nas na składniki do eliksirów — zażartowała i odprowadziła go wzrokiem nie mogąc pozbyć się lekkiego uśmiechu, a gdy tylko odwróciła się, by udać się na zajęcia z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami w oddali dostrzegła swoje koleżanki, które już mocno dyskutowały między sobą, a ona już wiedziała, że to o niej.
Zajęcia z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami na skraju Zakazanego Lasu zapowiadały się wspaniale, a przynajmniej do chwili, kiedy pewien Niuchacz nie uznał, że sprzączka w jej bucie to największy skarb tego świata. Za misję obrał sobie zdobycie jej buta, co niestety przy jej skłonności do potykania się okazało się prostą sprawą. O wiele ciężej było przekonać stworzenie, by oddało jej buta. Przez piętnaście minut na czworakach plątała się po zaroślach, by go zdobyć, a gdy wreszcie się jej to udało zerknęła na zegar z przerażeniem. Miała raptem kilkanaście minut na dotarcie do sali, by odbębnić karę. Pędziła przez korytarze jak powalona, aż w końcu wpadła z impetem do klasy Eliksirów przemykając dosłownie przez szczelinę drzwi, które profesor w tej chwili zamykał. Odetchnęła z ulga widząc blond czuprynę Lucasa i usiadła tuż obok jego stanowiska z trudem łapiąc oddech. Włosy miała potargane z liśćmi zaplatanymi gdzieś koło ucha, a plama błota ozdabiała szatę w okolicy kolan.
— Zdążyłam! — odparła z dumą i zerknęła na Lucasa. — Jak trening? — zapytała szeptem nim profesor jeszcze nie podniósł głosu, by obwieścić czym będą się zajmować. oni już poniekąd wiedzieli, ale kto wie, czy nie zmienił zdania i nie każe im czyścić i polerować wszystkich zasyfionych kociołków?

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”