ODPOWIEDZ
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor



Dzień zaczął się od kąsającego policzki zimna i kolejnej pary trampek do wyrzucenia.
Może powinien był przestać chodzić w letnich butach późną jesienią? Prawdopodobnie. Zacząć nosić szalik, ewentualnie stawiać kołnierz puchówki gdy telepał się na przystanku ufając rozkładowi jazdy i czekając te dwie minuty na przyjazd autobusu? Nie zaszkodziłoby.
Ale parę minut po jedenastej, kiedy wreszcie dotarł do roboty i na dzień dobry przywitała go sterta drobnego AGD do naprawienia, Milo zgrzytnął zębami, zakasał rękawy, przemoczone buty rzucił na kaloryfer na zapleczu i siadł do pracy, byle nie musieć znosić ględzenia Aidena koczującego przy kasie.

Koło piętnastej znał już całą historię ostatnich sukcesów swojego współpracownika na Tinderze i żałował, że nie potrafił selektywnie głuchnąć na zawołanie. Patrzył więc wymownie na zegar licząc, że za drugim mrugnięciem powieką czas magicznie przyspieszy i z popołudnia zrobi się wieczór, ale pech chciał, że wciąż tkwił przy tym samym ekspresie do kawy. Właściciel przytachał sprzęt w wielkim niedomykającym się pudle, a co gorsza, nie przeczyścił go przed naprawą, więc Rivera klnąc ile wlezie w każdym języku jaki znał, w pocie czoła wygrzebywał pozostałości z młynka.
Do szesnastej był już cały w fusach i pachniał intensywnie jak Starbucks za rogiem, z naprawą ruszył kwadrans później, ignorując Aidena pytającego o jego opinię na temat nowego zdjęcia profilowego. Milo otaksował go jedynie krótkim spojrzeniem gdy mijał go w biegu i obydwaj uznali, że tematu nie było. Standardowo przed piątą Newberry bardzo okrężnie zagaił go o inne rzeczy do roboty, a Milo rozumiejąc naturę tej pozornej uprzejmości poinformował, że poradzi sobie z resztą i nie potrzebuje towarzystwa. Rozeszli się zatem w zgodzie, a gdy dzwonek nad drzwiami zapowiedział ostatnie godziny pracy w kompletnej ciszy, Rivera odetchnął z ulgą. Nie dlatego, że nie lubił Aidena. Lubił, niekiedy nawet bardzo, zwłaszcza że pracę w Simply Fix It poniekąd zawdzięczał jemu. Po prostu nie zawsze był w nastroju na jego gadulstwo i dzisiaj najwidoczniej przypadł ten dzień, kiedy wolał samotność.

Dochodziła dziewiąta wieczorem gdy Milo skończył podliczać utarg, dopisał parę uwag w zeszycie co do stanów magazynowych niektórych narzędzi z jakich korzystał, ledwo zdążył zamieść za ladą i... światło zgasło pozostawiając go w mroku z miotłą w rękach.
一 Co do... och, szlag 一 mruknął do siebie, gdy na ślepo wymacał krawędź blatu roboczego i niemal potknął się o pozostawiony przez Aidena karton po ekspresie. Ten sam, który miał wyrzucić wychodząc.
Pamiętając, że latarkę powinien mieć w telefonie oklepał się po kieszeniach, jednak nie znalazł tam nic poza starą uszczelką. Przez moment stał w bezruchu próbując ustalić gdzie do ciężkiej cholery zostawił to piekielne urządzenie, aż zorientował się, że na dolnej półce w pudle na zostawione i nigdy nieodebrane pierdoły powinna być latarka.
Przykucnął, po omacku rzucił się w stronę lady i przez parę minut szukał odpowiedniego kartonu, w kartonie natomiast przegrzebał całą stertę rupieci, których nie miał serca dotąd wyrzucić. Wreszcie dobrnął do latarki, obrócił ją by się przypadkiem nie oślepić i chwilę później miał już podstawowe źródło światła.
Przez parę sekund zastanawiał się czy wywaliło korki. Czyżby zapomniał odłączyć lutownicę? Nie. Nie używał jej dzisiaj nawet, stała sobie czysta i gotowa na biurku, tak samo jak myjka ultradźwiękowa i inne użyteczne, choć nie dzisiejsze narzędzia. Różnicówka? Na pewno nie, przecież wszystko zaizolowane. Więc co się stało?
Milo dopiero po paru minutach zauważył, że ciemność nie była problemem wyłącznie Simply Fix It. Na zewnątrz całe PATH pogrążone było w gęstym mroku, a o tej porze i tak niewiele osób kręciło się po podziemnej sieci korytarzy nawet w normalnych warunkach. Może gdyby nie nadodziny wyszedłby o ludzkiej porze i ominęłaby go ta atrakcja?

Upewniwszy się, że drzwi wejściowe są porządnie zamknięte, przekopał niebezpieczne pudło w kąt i podążył na zaplecze, gdzie znalazł swój telefon. Nie miał pojęcia co działo się w mieście, ale przyzwyczajenie kazało mu kontrolnie rzucić okiem na stan baterii.
56% było przyzwoitym wynikiem, a już na pewno na smsa.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

11
Mało co cieszyło Dylana tak, jak ponowna potrzeba gotowania dla dwojga. Wśród reszty drobnych i większych różnic w codziennej rutynie podczas ostatnich kilku miesięcy, dyskomfort z braku konieczności wyciągania dwóch talerzy, robienia większych porcji i dostosowywania domowego menu pod kubki smakowe Milo z początku wydawał mu się śmieszny. Zamiast minąć w ciągu kilku dni, wedle samodzielnie wystawionej prognozy, z czasem było tylko gorzej i to, co sprawiało mu prostą przyjemność i pomagało mu pozbyć się stresu z pracy czy uczelni, zaczęło wydawać się zaledwie przykrym obowiązkiem. Nie miał głowy do eksperymentów, przyhamował z częstotliwością użytkowania piekarnika, a lista pomysłów na nowe dania i desery stała w miejscu, zapomniana. Powód tego stanu rzeczy nosił w sobie podświadomie dość długo, zanim udało mu się go poprawnie zidentyfikować - największą radość sprawiało mu gotowanie dla innych. W ciągu ostatniego roku ta definicja ukróciła się do inżyniera lubującego się w nuggetsach w kształcie dinozaurów, za którym regularnie trzeba było biegać z talerzem, a jego nieobecność, chociaż tymczasowa, dała się dotkliwie odczuć na kilka różnych sposobów.
Odmierzanie składników pod obiad/kolację na dwie osoby, zerkając kontrolnie na chłodzące się w lodówce tiramisu, wprawiało Gauthiera w niemalże euforyczny stan. Po pierwszym i jedynym tego dnia wykładzie wrócił do mieszkania na dość czasu by jeszcze przed wyjściem na połowę zmiany na zastępstwo w Archeo ukręcić deser na wieczór. Kilka godzin spędzonych w pocie czoła jako pierwsze skrzypce podczas nieobecności szefa kuchni wykończyło go dostatecznie by odpuścił sobie zaplanowaną wizytę na siłowni i wrócił prosto do domu, gdzie po prysznicu, półgodzinnej sesji głaskania domagającego się uwagi Pinto i odcinku serialu ponownie stanął przy garach.
Cały proces zająłby znacznie krócej, gdyby dobry humor nie udzielił mu się aż za dobrze, ciągnąc go po kuchni tanecznym krokiem podczas wtórowania dowolnej piosence wskakującej na playliście puszczonej z ASAPa. Ostatecznie kończył ogarniać naczynia dopiero po zachodzie słońca, z wyrobionym przez lekką paranoję nawykiem regularnego sprawdzania telefonu, kiedy Milo zostawał na nadgodzinach. Jego dawny, niefortunny powrót do domu wciąż wił mu się nieproszony z tyłu głowy i chociaż już oswoił się z faktem, że mężczyzna rzadko kiedy wychodził z roboty wraz z umówionym końcem zmiany, nie dał rady całkowicie pozbyć się zmartwienia nie mając go w mieszkaniu po zmroku.
Nagle gasnące światła i ucichający w tle telewizor przywróciły Dylana na ziemię, zostawiając go w bladym blasku ekranu stojącego w rogu kuchni robota z muzyką wciąż wesoło lejącą się z głośników. Bardzo szybko wydała mu się dziwnie przytłaczająca w prawie całkowitej ciemności, więc przerwał piosenkę w połowie, zanurzając całe pomieszczenie w nienaturalnej ciszy. Dawno takiej nie słyszał, bez szumu czy ledwo słyszalnego buczenia... Lodówka. Ze wszystkich sprzętów bez jakich mógłby się obejść, lodówka nie znajdowała się na liście, zwłaszcza, kiedy w środku chłodził się właśnie deser. Wyklinając złośliwość rzeczy martwych po francusku, zgarnął z podłogi kota, obserwującego go uważnie w nadziei, że skapnie mu trochę ludzkiego obiadu, posadził go sobie na ramieniu by nie potknąć się o niego w ciemności i zawołał ASAPa by ten podążył za nim do skrzynki z bezpiecznikami.
Zanim zrezygnowany zdążył poinformować Milo, że po powrocie z pracy czeka go spotkanie z kolejną awarią, telefon zawibrował mu w kieszeni i zwrócił jego uwagę na nowy, bardziej naglący problem.
Pięć minut później wsiadał na motocykl, otoczony ciemnościami pozbawionego prądu miasta. W niektórych oknach migotał blask świec, światła z telefonów smagały zasłony, jednak brak działających latarni ulicznych dało się odczuć od pierwszego kroku poza klatkę schodową. Jeszcze przed wyjściem wprosił się do pokoju Rivery by zgarnąć normalną latarkę, którą upchnął do kieszeni skórzanej kurtki po odpaleniu świateł pojazdu.

Droga minęła powoli i nerwowo, a brak sygnalizacji świetlnej zmuszał do większej ostrożności względem reszty ludzi poruszających się po mieście. Przez minimalną widoczność oczy Gauthiera stale biegały na boki dla pewności, że żaden pieszy nie wyskakuje mu pod koła, aż do momentu oddechu kiedy zostawiał jednoślad przy wejściu do podziemia. Oświecając sobie drogę podrygującym przy każdym kroku snopem światła zbiegł po schodach i wstąpił w mrok gorszy niż gdziekolwiek indziej. Tunele były ciche, chociaż z daleka dochodziło echo pojedynczych kroków. Z przemożną chęcią zerkania przez ramię co kilka metrów Dylan pokonał znajomą trasę dziarskim krokiem, który tłumaczył sobie chęcią dotarcia do swojej damy w opałach w jak najkrótszym czasie, co brzmiało lepiej od niewygodnego ciężaru otaczającej go ciemności, zmieszanego z ilością obejrzanych horrorów. Dotarł pod odpowiedni lokal, szarpnął za klamkę, a gdy drzwi nawet nie drgnęły zaanonsował swoją obecność dwukrotnie wystukując na nich rytm do Seven Nation Army.

Milo Rivera
tucha
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

W tym samym czasie Milo zdołał uprzątnąć sklep i przyuważyć kilku zdenerwowanych cywili przyświecających sobie telefonami i próbującymi wyjść z podziemia na zewnątrz. Widząc jak idą w stronę zupełnie przeciwną do tej, którą powinni byli wybrać, Rivera nie czuł irracjonalnej chęci ruszenia im z pomocą. Po prostu obserwował ich bezpiecznie zza ciężkich przeszklonych drzwi i winszował sobie, że znajdował się po ich bezpieczniejszej stronie.
Jedyną rzeczą jaka nie dawała mu spokoju był Dylan, który zgodnie z zapowiedzią z smsa i według jego najlepszych obliczeń, był już w drodze.
Nerwowe postukiwanie cichym telefonem o udo ustało gdy zrozumiał, że sterczenie w miejscu, nerwy i gapienie się w otchłań pogrążonego w ciemnościach pawilonu na nic mu się nie zdadzą. Odwrócił wzrok od głuchej pustki i rozejrzał się po sklepie, licząc że coś przykuje jego uwagę.

Kiedy Dylan niewiele różniący się w skórzanej kurtce i kaskiem od reszty czarnego jak noc tła, Milo niemal podskoczył na stołku za kasą i poświecił mu latarką prosto w oczy. Skupiony na podliczaniu wszystkich różnic w kalkulacjach z zeszłego miesiąca z jakimi Aiden nie mógł poradzić sobie od paru dni, nawet nie zauważył momentu, w którym ciemna postać zamajaczyła za drzwiami i zajrzała do środka. Zapomniał w ogóle, że na kogoś czekał.
一 Już już, czekaj 一 zawołał w stronę drzwi, momentalnie wyskakując zza kontuaru i z roztargnienia zapominając, że klucze wisiały w zamku. Oklepał się gorączkowo po wszystkich kieszeniach (łącznie z tymi, których w swoich bojówkach miał prawie tuzin), zaklął, obrócił się na pięcie parokrotnie z nadzieją, że zostawił je gdzieś pod ręką, ale z oczywistych względów nie zlokalizował ich nigdzie w pobliżu. 一 Joder. Zgubiłem klu... a nie, tu są.
Zamek szczęknął donośnie, a drzwi uchyliły się wąsko, jedynie na tyle, by nie ryzykować ani sekundy i wciągnąć Gauthiera do środka jednym szarpnięciem za przód skórzanej ramoneski. Pospiesznie znów przekręcił klucze i odetchnął ciężko tak, jakby problem odciętego prądu spoczywał na jego własnych barkach i czekał na rozwiązanie, którego nie posiadał.
Znacznie spokojniejszy niż jeszcze parę minut temu, Rivera odłożył latarkę na blat, ucisnął kąciki oczu palcami i oparł się o regał, niemal zrzucając z niego zegar zimujący na szczycie.

一 Nie mam pojęcia co się stało. Mówisz, że tak jest w całym mieście? Pewnie elektrownia, albo... no nie, raczej elektrownia. Ale to musiało się spierdolić koncertowo, powinno przecież zadziałać zasilanie z agregatów, coś... nie, nie wiem. Och, no tak, buty. Daj mi sekundę.
Z tego wszystkiego zapomniał o trampkach schnących sobie w najlepsze od paru godzin na kaloryferze. Paradował po zapleczu w skarpetkach, ale teraz potrzebował swoich butów z powrotem, mokrych czy nie. Okazały się tylko częściowo wilgotne w okolicach nosków, uznał to więc za mały sukces wśród innych porażek tego dnia.

一 ASAP ma mocną baterię, ale trzeba go będzie oszczędzać. Nie wiem ile to potrwa, więc dopóki nie wróci zasilanie zapomnij o używaniu go jako podgrzewacza do herbaty 一 zastrzegł póki jeszcze pamiętał, jakimś szóstym albo i siódmym zmysłem przewidując, że ten wieczór miał dla niego jeszcze wiele niespodzianek, niekoniecznie przyjemnych. Przysiadł by wciągnąć trampki na nogi, zerknął kontrolnie na swój telefon by sprawdzić, czy właściciel lokalu przysłał mu jakiekolwiek wytyczne co do zamka elektronicznego, ale ponieważ komórka wciąż milczała, Milo postanowił olać temat.
一 Jak źle jest na drodze? Przejedziemy czy lepiej iść piechotą?


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chwilowe oślepienie ostrym światłem latarki, przebijającym się przez przeszklone drzwi, zmusiło Dylana do osłonienia oczu przed atakiem.
- Ej, uważaj z tym. To teraz groźna broń - upomniał go przez drzwi i zamrugał parokrotnie, by pozbyć się kolorowych plam blokujących mu widok otaczającego go świata. Chociaż nie miał do zobaczenia zbyt wiele - poza miejscami oświeconymi przez latarki otaczała go całkowita ciemność.
- No he-... - urwał, niespodziewanie szarpnięty w przód przez Milo zdającego się obawiać potencjalnych demonów z podziemi, tylko czyhających na wślizgnięcie się przez najmniejszą szparę. Z tego wszystkiego wpadł w mężczyznę, wolną ręką przytrzymując go za ramię dla stabilizacji i by nie wlecieć w niego z za dużym impetem. - Hej - dokończył ze śmiechem, zaskoczony jego poziomem ostrożności. Zgadzał się z potrzebą zamykania drzwi, zwłaszcza w tym miejscu i pilnując biznesu wypełnionego elektroniką, jednak po drodze nie zauważył niczego dostatecznie podejrzanego by szczególnie się barykadować.
- W całym. Ciemno jak w dupie, żadnego oświetlenia awaryjnego - zdał raport, rozpinając kask i chwilowo odkładając go na wolne miejsce na jednym z regałów. Przesunął światłem latarki po ciągnących pod sufit rzędach sprzętów, rzucających niepokojące cienie w świetle krzyżowym z dwóch źródeł. Chwilowo poczuł się jak w starym magazynie, a chociaż dopiero co był na zewnątrz, dotknęło go niespokojne, apokaliptyczne wrażenie, że powinni zostać tu, gdzie jest bezpiecznie. Informacja o potrzebie założenia butów zarobiła Milo krzywe spojrzenie ze strony Dylana, przerywającego ciekawskie oglądanie ustawionego na półce gramofonu.
- Może lepiej przynoś sobie kapcie, jeszcze staniesz na jakiejś śrubce - podrzucił złotą radę, w pełni rozumiejąc chęć wygodniejszego poruszania się w miejscu pracy, jednak nie kosztem bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że pewnie musiałby zaciągać go siłą na zastrzyk przeciw tężcowi, jeśli w ogóle byłby na tyle łaskawy poinformować go o wypadku przy pracy.
- Coś ty. Już rozmontowałem stół na ognisko, muszę tylko znaleźć krzemień - odparł, posyłając mu szeroki uśmiech. - ASAP zajebiście się wykazał, akurat zmywałem noże jak wszystko siadło i to dzięki niemu mam wszystkie palce - pochwalił robota, przebierając palcami w ramach demonstracji ich nienagannego stanu. Pomimo wcześniejszego dystansu względem jeżdżącego ekspresu do kawy, z czasem przekonał się do niego całkowicie i aktualnie miał go za członka rodziny. Zwłaszcza, że to głównie z nim rozmawiał na co dzień, kiedy Milo zostawił go samego. Pinto dużo szybciej zdawał się mieć dość jego głosu.
- Nie jest tragicznie, sygnalizacja padła, ale ludzie wydają się ogarnięci i jeżdżą ostrożniej. Raczej na luzie śmigniemy do domu, lepsze to niż spacer w ciemnościach przez pół miasta - zauważył, ważąc wyłożone opcje powrotu. O ile nie zamierzał paranoicznie obawiać się każdego mijanego cienia, nie ufał mieszkańcom miasta na tyle by chcieć spędzać na ciemnych ulicach więcej czasu niż było to konieczne. Poczekał aż Rivera zbierze swoje rzeczy i zgarnął kask pod łokieć. Obejrzał drzwi prowadzące na zewnątrz od góry do dołu, jednak nie ruszył się do ich otwarcia bez jasnej instrukcji od Milo. - Czy to wystarczy jako znak od losu, że powinieneś przestać wyrabiać tyle nadgodzin?

Milo Rivera
tucha
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”