ODPOWIEDZ
40 y/o
For good luck!
179 cm
opiekun zwierząt Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Jak się pisze MIŁOŚĆ? – spytał Prosiaczek. – Nie pisze się, po prostu się to czuje – odpowiedział Puchatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nosze zniknęły za drzwiami ambulansu, a wraz z nimi skończyła się ta część nocy, w której Paddy miał jeszcze jakikolwiek wpływ na to, co się wokół niego działo. Przez ostatnie minuty wszystko docierało do niego urywkami — światło odbijające się od białych ścian, czyjeś dłonie przy jego ramionach, ciężar opatrunków na przedramionach, głosy ludzi mówiących zdecydowanie za szybko. Teraz zostało głównie kołysanie samochodu i jednostajny dźwięk dochodzący gdzieś obok. Próbował otworzyć oczy, ale powieki wydawały się cięższe niż zwykle. Pierwszy zakręt sprawił, że skrzywił się przez sen. Ból pod żebrami nie był już tym samym ostrym ukłuciem, które wcześniej pozwalało mu udawać, że jeszcze jakoś funkcjonuje. Teraz rozlewał się głębiej, przy każdym oddechu przypominając o sobie coraz wyraźniej. Spróbował nabrać więcej powietrza i natychmiast tego pożałował. Oddech urwał się gdzieś w połowie, a z gardła wyrwało mu się ciche westchnienie. Ratownicy zajmowali się nim bez większego zamieszania, poprawiając ułożenie jego ciała i sprawdzając, czy wszystko pozostaje stabilne. Paddy próbował jeszcze coś powiedzieć, ale wyszedł z tego tylko niezrozumiały pomruk. Nawet własny głos wydawał mu się dziwnie odległy.
Po kilku kolejnych minutach świadomość wróciła nagle, bez żadnego łagodnego przejścia. Otworzył oczy i przez chwilę patrzył w sufit ambulansu, próbując przypomnieć sobie, gdzie właściwie jest. Białe światło. Zapach środków do dezynfekcji. Szelest materiału. Krótkie, spokojne ruchy ludzi pracujących obok. Dopiero potem wróciła pamięć. Jaguar. Chłopiec. Aurora. Pazury. O cholera.
— Dzieciak...? — głos był zachrypnięty, ledwie słyszalny. Nie dostał od razu odpowiedzi, której potrzebował, ale po chwili ktoś upewnił go, że chłopiec został przekazany pod opiekę zespołu i nic nie wskazuje na to, żeby odniósł poważne obrażenia. Dopiero wtedy napięcie w jego twarzy odrobinę puściło. Zamknął oczy na sekundę.
— Dobrze... — tyle wystarczyło. Na dalszą rozmowę nie miał już ochoty ani siły. Przymknął oczy, ale tym razem nie zasnął. Słuchał tylko tego, co działo się wokół, próbując nie poruszać rękami. Kiedy ratownik poprawiał jeden z opatrunków, palce Paddy'ego zacisnęły się odruchowo, a z gardła wyrwało mu się krótkie syczenie. Nie protestował. Nie było sensu. Przez chwilę rzeczywiście mogło się wydawać, że najgorsze już minęło. Jaguar był zabezpieczony, dziecko zabrane w bezpieczne miejsce, Aurora została z zespołem, a on jechał właśnie do szpitala. Problem w tym, że jego organizm coraz wyraźniej pokazywał, jak dużą cenę zapłacił za te kilka ostatnich godzin.
Kiedy ambulans w końcu zwolnił, Paddy poczuł zmianę niemal od razu. Silnik pracował ciszej, kołysanie ustało, a chwilę później samochód zatrzymał się całkowicie. Drzwi otworzyły się z charakterystycznym sykiem i do środka wpadło chłodne, szpitalne powietrze. Ostre światło sprawiło, że zmrużył oczy, kiedy ratownicy wysunęli nosze z ambulansu i ruszyli z nim w stronę wejścia. Nie próbował już orientować się, dokąd dokładnie jadą. Wystarczyło, że tym razem to ktoś inny wiedział, co robić. Korytarz SOR-u przywitał go hałasem, jasnym światłem i kilkoma głosami nakładającymi się na siebie. Paddy próbował za nimi nadążyć, lecz szybko przestał. Zatrzymali się przy stanowisku przekazania pacjenta i jeden z ratowników od razu zwrócił się do personelu, przekazując najważniejsze informacje.
— Mężczyzna, czterdzieści lat, uraz po ataku dużego kota. Przytomny po transporcie, wcześniej utrata przytomności na miejscu zdarzenia. Rozległe rany szarpane obu przedramion, silny uraz klatki piersiowej, podejrzenie obrażeń wewnętrznych. Na miejscu zabezpieczone rany i założone opatrunki, podaliśmy tlen. Parametry podczas transportu niestabilne, okresowo bardzo słaby kontakt. — kolejne słowa dotarły do niego tylko fragmentami. Dużego kota. Brzmiało to niemal absurdalnie, jakby chodziło o bardzo źle wychowanego domowego mruczka, a nie o zwierzę, które jeszcze chwilę wcześniej próbowało dobrać się do człowieka. Paddy poruszył palcami, sprawdzając zupełnie odruchowo, czy nadal je czuje, po czym skrzywił się przy najmniejszym ruchu.
— Proszę uważać na lewą rękę, rana jest głęboka. — dodał ratownik, poprawiając jeden z opatrunków — W trakcie transportu nie doszło do kolejnej utraty przytomności, ale pacjent jest bardzo osłabiony.

Grace LeBlanc
kotlet sojowy bez panierki
28 y/o
For good luck!
178 cm
Rezydentka Chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

#6

Grace wiedziała, że nie za dużo czasu spędzi w domu, ponieważ dostała na telefon wiadomość ze szpitala, żeby pojawiła się w szpitalu. Niestety jeżeli chodzi o personel medyczny, to przy takich sytuacjach nie ma niestety dnia wolnego, no chyba że jest to jakiś wyjątek, typu pogrzeb, ślub, czy też choroba, przy której nie dasz rady pracować, ale tak to wzywany jest każdy personel możliwy jaki może być dostępny. Tak też było w jej przypadku, myślała że odpocznie sobie w domu, nie musząc wychodzić na ulice w tak niebezpieczny dzień, jednak nie potrwało to długo. W momencie kiedy dostała wiadomość wzięła szybki prysznic, przebrała się i ruszyła prosto samochodem do szpitala. Mając nadzieję, że w ogóle nie trafi na jedno z tych atakujących zwierząt. Kiedy dotarła do szpitala ruszyła wprost do wejścia, po czym ruszyła od razu do szatni lekarzy. Tam szybko się przebrała przy okazji pytając się lekarza schodzącego z dyżuru, który wszystko jej przekazywał o niezbędne informacje, które musi wiedzieć kiedy przejmuje dyżur po nim. Kiedy wszystko ustalili ona jeszcze szybko coś zjadła, po czym wypiła jeszcze kawę aby pobudzić się na sam początek dyżuru, chociaż zapewne będzie jeszcze jej potrzebować zapewne pod koniec dyżuru, ale to szczegół. Związała jeszcze włosy przed wyjściem z pokoju, po czym przegnała się tylko i wyszła pomieszczenia.
Ruszyła wprost na SOR, nie lubiła takich dni, chociażby dlatego, że jest wtedy dwa razy więcej pacjętów, dwa razy więcej ciężkich przypadków na raz, nie mówiąc już o agresywnych pacjentach. Dlatego też, w takich przypadkach robi się triaż, który pozwala na posegregowanie pacjentów w odpowiedni sposób. Stanęła więc w korytarzu czekając na przybycie nowych karetek, zajmując się pomniejszymi przypadkami pacjentów, którzy tutaj sami przybyli. Nagle na podjazd zajechała karetka, dlatego też spojrzała w tamtym kierunku i szybko ruszyla do wejścia widząc, że to może być coś poważnego.
Podeszła do stanowiska słuchając tego co ma do przekazania jej ratownik medyczny. Po czym kiedy dostała pełne informacje powiedziała szybko do pielęgniarki- Pełny trauma team, już! Monitoring, tlen, dwa grube wkłucia! - Założyła szybko rękawice gumowe i dodała słysząc, że ciśnienie spada - Krew na salę, uruchomić masywny krwotok! Gazometria, mleczan, morfologia, krzepnięcie, grupa i próba zgodności. - Po czym zastanowiła się jeszcze chwilę nad czymś - GCS i źrenice! Anestezjolog, przygotować RSI. Jeśli znowu odpłynie, intubujemy. - Po sprawdziła coś szybko. - Odsłonić klatkę. Szmery po obu stronach? - Kiedy pielęgniarka odpowiedziała "Po lewej wyraźnie słabsze". Ona odpowiedziała szybko - eFAST natychmiast. Jeśli to odma prężna, nie czekamy na zdjęcie — odbarczamy. Przedramiona zostawić pod uciskiem! Nie zdejmować opatrunków bez przygotowania. Sprawdzić tętno na obu rękach, czucie i ruch palców! - Sprawdzała przy wydawaniu poleceń przytomność pacjenta, czy nie ma gdzie indziej krwotoków oraz sprawdzała przy tym drożność oraz inne urazy. Sprawdziła również źrenice czy reagują odpowiednio na światło. - Podgrzewana krew. Ogrzać pacjenta. Wezwijcie Chirurga urazowego na salę! - Ruszyła z nimi do windy
- Tomografię zrobimy po ustabilizowaniu pacjenta.

Padington Bear
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
40 y/o
For good luck!
179 cm
opiekun zwierząt Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Jak się pisze MIŁOŚĆ? – spytał Prosiaczek. – Nie pisze się, po prostu się to czuje – odpowiedział Puchatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nosze zostały wsunięte pod lampy sali urazowej, a wokół Paddy’ego natychmiast zrobiło się ciasno od ludzi, sprzętu i krótkich, konkretnych poleceń. Nie próbował już śledzić wszystkiego, co działo się wokół niego. O wiele łatwiej było skupić się na pojedynczych rzeczach: zimnym powietrzu na odsłoniętej skórze, masce tlenowej przy twarzy, ucisku dłoni na ramieniu i głosach pojawiających się raz z jednej, raz z drugiej strony. Przy przenoszeniu na łóżko urazowe ból w klatce piersiowej przeszył go tak gwałtownie, że przez chwilę zabrakło mu oddechu, jednak tym razem nie próbował się podnosić ani protestować. Pozwolił personelowi ułożyć go odpowiednio, a kiedy jeden z medyków stabilizował głowę i szyję, drugi rozpoczął szybkie badanie klatki piersiowej.
— Drożność dróg oddechowych zachowana. Mówi, odpowiada na polecenia. GCS czternaście. — Paddy poruszył powiekami, kiedy ktoś pochylił się nad jego twarzą i sprawdził reakcję źrenic na światło. Obie reagowały, choć przez moment miał wrażenie, że światło latarki jest zdecydowanie zbyt jasne. Nie zdążył jednak przyzwyczaić się do kolejnego bodźca, bo dłonie przesunęły się na jego szyję, obojczyki i żebra. Delikatny ucisk w jednym miejscu był jeszcze do wytrzymania, kolejny natomiast natychmiast wywołał napięcie mięśni.
— Wyraźna bolesność po lewej stronie. Nie ma niestabilności mostka. Żebra bolesne przy palpacji, szczególnie dolne lewe. — stetoskop pojawił się najpierw po prawej stronie klatki piersiowej, potem po lewej. Paddy próbował wykonywać spokojne wdechy, ale szybko okazało się, że głębszy oddech nie jest czymś, na co jego ciało zamierza się zgodzić.
— Po prawej szmer oddechowy zachowany. Po lewej wyraźnie osłabiony, szczególnie u podstawy. Saturacja dziewięćdziesiąt jeden procent na tlenie. — pielęgniarka poprawiła maskę, a kolejna osoba zaczęła przygotowywać dwa szerokie wkłucia dożylne. Jedno zostało założone w prawym przedramieniu, drugie po chwili w lewej kończynie, omijając najbardziej uszkodzone miejsce. Krew pobrano od razu do kilku probówek, a medyk sprawdził kolor skóry, temperaturę kończyn i czas nawrotu kapilarnego. Paddy wyglądał blado, skóra na czole i skroniach była wilgotna, a dłonie wyraźnie chłodniejsze niż chwilę wcześniej. — Ciśnienie osiemdziesiąt dwa na pięćdziesiąt. Tętno sto dwadzieścia sześć, regularne. Obwodowo słabszy, ale oba promieniowe wyczuwalne. — przy badaniu brzucha nie miał już tyle cierpliwości. Dłoń medyka przesuwała się kolejno przez prawy i lewy górny kwadrant, okolice pępka i podbrzusze, obserwując reakcję mięśni. Dopiero przy lewym podżebrzu Paddy gwałtownie nabrał powietrza i odruchowo napiął brzuch.
— Silna tkliwość w lewym górnym kwadrancie. Obrona miejscowa. Bez wyraźnej sztywności całej jamy brzusznej. — głowica USG została przyłożona do klatki piersiowej. Najpierw przestrzeń między żebrami, później okolica podstawy płuca. Obraz na monitorze zmieniał się wraz z przesuwaniem sondy, a po chwili badanie przeniosło się na brzuch. Medyk zatrzymał się przy lewej stronie i poprosił o potwierdzenie obrazu przez drugą osobę. — Mamy płyn w lewej jamie opłucnej. Wygląda na krew. W jamie brzusznej również wolny płyn, przede wszystkim w lewym górnym kwadrancie. — Paddy nie rozumiał wszystkich słów, lecz ton wystarczył, żeby wiedzieć, iż tym razem sytuacja nie skończy się na kilku szwach. Spróbował poruszyć prawą ręką, kiedy medyk przeszedł do badania kończyn. Najpierw sprawdzono tętno na nadgarstkach, później kolor i temperaturę palców, następnie czucie. Dotyk na opuszkach i dłoni wyczuwał bez problemu. Gorzej było z samym ruchem. Zgięcie palców wykonał, choć powoli, natomiast przy próbie mocniejszego uścisku twarz natychmiast mu stężała.
— Czucie zachowane obustronnie. Tętna promieniowe obecne. Ruch palców zachowany, ograniczony przez ból. Nie widzę objawów ostrego niedokrwienia kończyn. — dopiero wtedy odsunięto część opatrunku z lewego przedramienia, bez całkowitego zdejmowania zabezpieczenia. Rana była głęboka, poszarpana i zabrudzona, a przy jej ponownym ucisku Paddy syknął przez zęby. Pielęgniarka natychmiast wróciła do ucisku, kontrolując, czy opatrunek nie przesiąka. — Krwawienie zewnętrzne obecnie opanowane. Rana głęboka, wymaga opracowania chirurgicznego. Na tę chwilę bez masywnego krwawienia z kończyny. — przez kolejne sekundy Bear próbował utrzymać wzrok na suficie. Monitor pikał regularnie, ktoś mówił o przygotowaniu krwi, ktoś inny sprawdzał wkłucia. Przełknął ślinę. Oddychanie stawało się coraz płytsze, bo każdy głębszy wdech przynosił kolejną falę bólu. Na moment zamknął oczy, po czym otworzył je ponownie, jakby coś sobie przypomniał.
— Chłopiec... — słowo urwało się wraz z krótkim kaszlem, który natychmiast wywołał ból całej lewej strony klatki piersiowej. Zacisnął szczękę i spróbował nabrać powietrza ostrożniej — Bezpieczny...? — brzmiało to bardziej jak zapewnienie skierowane do samego siebie niż sprzeciw wobec personelu. Po chwili jednak z trudem przełknął ślinę i dodał ciszej — Trochę mi... słabo.

Grace LeBlanc
kotlet sojowy bez panierki
28 y/o
For good luck!
178 cm
Rezydentka Chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Grace idąc na ten dyżur miała nadzieję, że nie będzie tak ciężko, jednak przeliczyła się kiedy trafił się właśnie jej przypadek Paddy'ego. Kiedy dostali się na salę urazową szybko umyła ręcę, dokładnie jak to każdy lekarz robi, po czym kazała pielęgniarkom ubrać sobie strój oraz rękawiczki, kiedy była wreszcie gotowa, weszła szybko do sali i stanęła przy jego łóżku. Pomogła im przenieść szybko go na operacyjne łóżko, po czym wysłuchała medyka.
- Dobrze, drogi oddechowe na razie drożne. Utrzymujemy stabilizację odcinka szyjnego. Monitorujcie GCS, reakcję źrenic i stan świadomości. Przygotować zestaw do intubacji na wypadek pogorszenia. - Westchnęła sprawdzając resztę ciała aby na pewno upewnić się, że niczego nie przeoczyli, ponieważ to może znacznie utrudnić im późniejszą pracę.
- Podejrzenie mnogich złamań żeber po lewej stronie. Proszę ograniczyć zbędne przemieszczanie pacjenta. Przygotować ostrożnie dawkowane leczenie przeciwbólowe, z uwzględnieniem jego niskiego ciśnienia. Kontrolujemy mechanikę oddychania. - Spojrzała na anesteziologa mówiąc to, chciała mieć pewność, że komunikacja między nimi przebiega sprawnie i szybko i że każda osoba, z personelu rozumie przekazywane komunikaty. Po czym wysłuchała kolejnych słów.
- Saturacja zbyt niska mimo tlenoterapii. Sprawdźcie szczelność maski i zwiększcie podaż tlenu. Chcę natychmiastowej oceny lewej jamy opłucnej w USG. Przygotować sprzęt do drenażu. Anestezjolog ma być w gotowości do zabezpieczenia dróg oddechowych. - Poprawiła rękawiczki wykonując wszystkie odpowednie badania aby polepszyć stan pacjenta.
- Mamy objawy wstrząsu krwotocznego. Aktywować protokół masywnego krwotoku! Potrzebuję natychmiast koncentratu krwinek czerwonych oraz pozostałych składników krwi według protokołu. Pobrać gazometrię, mleczany, morfologię, koagulogram i fibrynogen. Ogrzewać pacjenta, kontrolować ciśnienie co kilka minut. - Patrzyła co chwilę na resztę personelu oraz lekarzy, aby upewnić się, że ją słyszą, po czym poprawiła maseczkę.
- Podejrzewam uszkodzenie śledziony z krwawieniem wewnętrznym. Proszę pilnie dokończyć badanie eFAST. Wezwać chirurga urazowego. Przy takim ciśnieniu nie możemy pozwolić sobie na opóźnienie rozpoznania źródła krwawienia. - Kiedy głowica USG została przyłożona do klatki piersiowej przyjrzała się obrazowi, zastanawiając się co dalej zrobić następnie, przymknęła chwilę oczy szukając odpowiedzi w głowie.
- Dodatni eFAST. Podejrzenie krwiaka opłucnej oraz krwawienia do jamy otrzewnej. Pacjent niestabilny hemodynamicznie. Przygotować natychmiastowy drenaż lewej jamy opłucnej i monitorować ilość odprowadzanej krwi. Potrzebujemy pilnej kontroli chirurgicznej źródła krwawienia. Nie opóźniamy operacji tomografią. - Spojrzała na reakcje nerwów oraz kończyń Paddy'ego po czym kiwnęła tylko głową ucieszona chociaż z tego wyniku.
- Dobrze, na tę chwilę perfuzja i unerwienie kończyn są zachowane. Proszę dokumentować tętno, czucie i ruchomość palców, a badanie regularnie powtarzać. Najpierw musimy ustabilizować krążenie i opanować krwawienie wewnętrzne. - Westchnęła. - Chociaż tyle dobrego z tego, że zachował czucie. - Szepnęła do medyka.
- Utrzymać jałowe opatrunki uciskowe i kontrolować krwawienie. Przygotować antybiotykoterapię dożylną ze względu na pogryzienie oraz ocenić konieczność profilaktyki przeciwtężcowej i przeciw wściekliźnie. Chirurgicznie opracujemy rany po zabezpieczeniu bezpośrednich zagrożeń życia. - Spojrzala na pielęgniarkę, po czym spojrzała na niego kiedy ten się odezwał.
- Niech pan sie uspokoi, poprosze personel aby sprawdził co z chłopcem, kiedy będzie po wszystkim powiadomimy pana. Na razie musimy zająć się pańskim stanem, obecnie to pan jest moim pacjentem, a nie chłopiec. - Uśmiechnęła się dając znać personelowi, kiedy usłyszała, że mu słabo dodała szybko.
- Proszę natychmiast ponownie zmierzyć ciśnienie i sprawdzić tętno! Ocenić świadomość i saturację. Kontynuować przetaczanie krwi. - Po czym kiwnęła do anestezjologa, aby wprowadził go w śpiączkę, żeby mogli zacząć operację. - Do zobaczenia po operacji - Uśmiechnęła się do niego na sam koniec, po czym kiedy zasnął powiedziała.
- Na szczęście mamy chirurga urazowego. Dodatni FAST, niestabilność hemodynamiczna i podejrzenie uszkodzenia śledziony. Jeżeli pacjent pozostaje niestabilny, potrzebuje pilnej laparotomii. Nie opóźniamy jej tomografią! - Powiedziała widząc kiedy do sali wszedł gotowy lekarz, operacja trwała kilka godzin ale na szczęście zakończyła się powodzeniem, więc przeniesiono go na salę pooperacyjną. Jako że był to jej pacjent zaglądała do niego co trochę sprawdzając czy sie wybudził, więc weszła ponownie do sali, sprawdzając jego parametry.

Padington Bear
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
40 y/o
For good luck!
179 cm
opiekun zwierząt Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Jak się pisze MIŁOŚĆ? – spytał Prosiaczek. – Nie pisze się, po prostu się to czuje – odpowiedział Puchatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez kilka pierwszych godzin po operacji czas przestał mieć dla Paddy’ego jakiekolwiek znaczenie. Nie było już odgłosów sali urazowej, krótkich poleceń ani obcych dłoni sprawdzających kolejne miejsca na jego ciele, tylko głęboka, wymuszona farmakologicznie nieświadomość, z której organizm próbował powoli wydostać się po ogromnym wysiłku. Aparatura przy łóżku rejestrowała pracę serca, saturację i ciśnienie, kroplówki podawały przepisane płyny i leki, a opatrunki na przedramionach pozostawały czyste, choć pod ich powierzchnią kryły się rany wymagające jeszcze dalszej opieki. Dren w lewej jamie opłucnej odprowadzał pozostałą krew do zamkniętego układu, a każdy kolejny pomiar pozwalał personelowi ocenić, czy krążenie utrzymuje się bez oznak ponownego krwawienia. Brzuch, rozcięty i zaopatrzony podczas pilnej laparotomii, pozostawał osłonięty opatrunkiem; uszkodzona śledziona nie była już źródłem krwotoku, ale sam fakt opanowania jego przyczyny nie oznaczał, że Paddy mógł po prostu otworzyć oczy i wrócić do codzienności. Organizm miał do nadrobienia utratę krwi, uraz klatki piersiowej i kilka godzin walki o utrzymanie podstawowych funkcji.
Pierwsze oznaki wybudzania przyszły stopniowo, bez gwałtownego szarpnięcia czy natychmiastowego odzyskania pełnej świadomości. Najpierw poruszyły się palce prawej dłoni, jakby próbowały sprawdzić, czy wciąż należą do niego, potem zmarszczyło się czoło, a spod ciężkich powiek wydostało się krótkie, niepewne spojrzenie, które nie potrafiło jeszcze zatrzymać się na jednym punkcie. Światło było przytłumione, ale i tak drażniło oczy, zapach środków dezynfekcyjnych mieszał się z czymś metalicznym, a jednostajny sygnał monitora wydawał się zdecydowanie zbyt wyraźny jak na głowę, która wciąż tkwiła gdzieś pomiędzy snem a jawą. Spróbował przełknąć ślinę, lecz miał sucho w ustach; następnie odruchowo nabrał głębszego oddechu i natychmiast tego pożałował. Ból rozlał się po lewej stronie klatki piersiowej, ciągnąc ku plecom, a brzuch odpowiedział tępym, głębokim uciskiem, którego nie pamiętał sprzed utraty przytomności. Z jego gardła wydobył się cichy, zachrypnięty dźwięk, bardziej oddech niż słowo, po czym znieruchomiał, ostrożnie wracając do płytszego oddychania.
Dopiero po dłuższej chwili udało mu się uchylić powieki na tyle, by rozpoznać zarys pomieszczenia i stojącą niedaleko sylwetkę. Nie potrafił jeszcze przypomnieć sobie, jak się tu znalazł ani ile czasu minęło od chwili, kiedy zamknął oczy na sali urazowej, ale pamięć zaczęła podsuwać mu urywki: ciężar wielkiego zwierzęcia, pazury rozdzierające skórę, krzyk dziecka i własny głos próbujący utrzymać wszystkich z dala od niebezpieczeństwa. Wspomnienia nie układały się w pełną historię, za to jedno pytanie przebiło się przez zamroczenie z niepokojącą wyrazistością. Poruszył głową zaledwie o kilka centymetrów, zaraz rezygnując z dalszej próby, i skupił wzrok na osobie przy łóżku.
— Przepraszam... — wydusił z trudem, po czym zwilżył spierzchnięte wargi i spróbował jeszcze raz, tym razem nieco wyraźniej. — Jak długo...?
Nie dokończył. Zamiast tego przymknął oczy, zbierając siły, których zdawało się nie wystarczać nawet na zwykłe pytanie. Dopiero po kilku spokojniejszych oddechach wrócił wzrokiem do stojącej przy łóżku lekarki, a jego palce nieznacznie zacisnęły się na prześcieradle, jakby potrzebował czegoś, co pozwoli mu utrzymać kontakt z otoczeniem.
— Zoo... Wie pani, czy nic nikomu nie jest? — zapytał cicho, z wyraźnym wysiłkiem, po czym zamilkł, czekając na odpowiedź. Cóż, cały Paddy... O sobie myślał na końcu.

Grace LeBlanc
kotlet sojowy bez panierki
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”