34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy Gardner była po prostu nieporadna. Taka się urodziła i z jednej strony było to jej przekleństwo, a z drugiej w tym właśnie tkwił jej niesamowity urok. Może urodziła się z nielimitowanym kuponem na życiowe wpadki, bywała nieprzewidywalna i często zagrażała komuś lub czemuś, ale typ z góry nie oszczędzał też na pozytywnym nastawieniu do życia. Pewnie dlatego wszystko co ją spotykało znosiła z uśmiechem na twarzy, choć niekiedy bywało naprawdę kompromitująco. Taka jednak była jej codzienność i nauczyła się z tym żyć. Niestety nie wszyscy ludzie byli w stanie dźwignąć to jaka jest i w efekcie dzielili się na dwa typy: tych, dla których Gardner była najbardziej rozbrajającą i urokliwą istotą na tej ziemi, promykiem słońca lub damą w opałach potrzebującą stałego nadzoru lub tych, którzy widząc ją już z daleka wycofywali się do strefy, gdzie ich życu nie zagrażało Wendyowskie niebezpieczeństwo.
Cóż, ich strata.
Alvin też miał swoją szansę na to, by wziąć nogi za pas i uciekać w podskokach, a ona sama z obolałą kostką, hopsając na jednej nodze, poszłaby w swoją stronę. Zamiast tego postanowił zostać, ale czy można się mu dziwić, kiedy ona teraz była jednym wielkim atutem wyłożonym na kocu i skąpanym w letnim słońcu? Jak mogłaby mieć mu za złe, że jego wzrok ucieka na jej wilgotną skórę, która w tych promieniach błyszczała piękniej niż u Edwarda Cullena? Nie mogłaby… i nie miała. Przecież nie była ślepa! Widziała to jak się spinał, gdy jego spojrzenie wręcz instynktownie uciekało tam, gdzie nie wypadało by uciekał. Tam, gdzie sierściuch mościł się w najlepsze, bezwstydnie. Cholera, wyglądał uroczo jak się tak miotał. Rozpływała się nad tym widokiem, nie próbując walczyć z diabolicznymi pomocnikami na własnych ramionach, które nawoływały jej do ucha, by patrzyła się na niego bezwstydnie, gdy tak klęczał przed nią i opatrywał jej kostkę. Dopiero, gdy wtrącił tekst o vipowskim miejscu sprowadził ją tym nieco na ziemię, prowokując kolejną falę ciepła, która rozlała się finalnie po jej policzkach.

Oj, płoniesz Gardner!
Halo, czy jest tu jakiś strażak?


Teraz na jej twarzy można było usmażyć jajecznicę, ale po chwili uznała, że nie warto się tym przejmować. Przed chwilą zresztą wyłożyła się już jak długa na tym kocu ze wstydu, ale teraz doszła do wniosku, że Alvin w tym krótkim czasie miał okazję zobaczyć już chyba wszystkie odcienie czerwieni na jej policzkach, więc nie miała już nic do ukrycia.
Z rozbawieniem obserwowała akcję między Alvinem i Szymonem, przygryzając lekko wargę i podśmiechując się pod nosem, gdy dostrzegła jakiego focha miał jego kolega. No i jeszcze ten reklamowy uśmiech jej wybawcy sprawił, że na moment zapomniała jak się oddycha. Kiedy wyciągnął w jej stronę odblokowany telefon musiała mieć zabójczą minę. Zastygła na moment z ręką w powietrzu, jakby nie dowierzała… Czekaj, co? Tak po prostu? bo przecież w obecnych czasach oddanie komuś w ręce odblokowanego telefonu to czyn wysokiego ryzyka. Co jeśli zamiast wpisać się do kontaktów postanowiłaby prześwietlić co mężczyźni piszą na strażackich czatach grupowych?! I może nawet przez myśl przemknęło jej szybkie przejrzenie jego galerii, ale ostatecznie włączyła aparat i uniosła telefon trochę wyżej, by zrobić sobie rozbrajające selfie: ona, radosny uśmiech, różowe policzki, potargane włosy i ten bezczelny kociak wciśnięty w jej dekolt. Ustawiła je jako ikonę nowego kontaktu, do którego dodała swój numer telefonu, a potem raz jeszcze włączyła aparat, tylko teraz zrobiła zdjęcie jemu, jak opatrywał jej kostkę i wysłała na swój numer telefonu. No hej, ona też musi mieć jakieś zdjęcie profilowe na jego kontakt w swoim telefonie, prawda? W nazwie kontaktu wpisała Wendy ( ofiara grawitacji ).
— Postaram się — obiecała, choć chyba nie potrafiła. Przecież ona potrafiła zapomnieć o tym, że ma skręconą nogę i wstać z rozpędu na nią! Już raz się jej zdarzyło, a teraz? teraz ledwo ją wyleczyła, a już wspinała się ratować kota, który tego ratunku nie potrzebował. G ł u p o t a. Tak więc pewnie się nie postara, pewnie będzie niegrzecznym pacjentem, ale czy będzie z tego powodu niezadowolony? To się dopiero okaże.
Widząc cwaniacki uśmiech Alvina poczuła, jak znów robi się jej cieplej. Damn, podsumował jej paplaninę jednym spojrzeniem, ale nie byle jakim. — Słuchaj, nie zgodzę się. On ze mnie ma po prostu lepsze widoki na ciebie — ale z takiego miejsca, kto by się mu dziwił. — W sumie nie zdziwię się jeśli po tej wtopie na drzewie stwierdził, że musi się mną zaopiekować — choć tobie też to nieźle wychodzi, pomyślała wzdychając cicho. — Myślisz, że powinniśmy go zabrać? — zapytała zerkając to na niego, to na kota. — Może tak będzie lepiej, jeszcze znów jakąś ofiarę losu — oczywiście, że mówiła o sobie po części — zwabi na to drzewo, a topowy ratownik będzie zbyt zajęty oglądaniem kreskówek, by ją uratować — to byłaby tragedia, co nie? — Tak chyba będzie najbezpieczniej — dodała marszcząc przy tym nosek. — Zastanowimy się w domu co z nim zrobić, ok? — no bo przecież nie podjęła decyzji, że go zaadoptuje, on też się nie zadeklarował. Wspólna podzielna opieka? To takie wiążące… i poniekąd kuszące, ale na ten moment naprawdę nie wiedziała co z nim zrobić.
Jego ostatnie przesunięcie kciukiem po jej wychłodzonej skórze wywołał u niej gęsią skórkę, co było co najmniej dziwne biorąc pod uwagę to jak rozpalona przed chwilą była. Schowanie się w czterech ścianach mieszkania było naprawdę jedną z lepszych opcji, więc nie czekając przytaknęła na jego słowa. — Transportu Premium nie odmówię — szczególnie do łóżka, heh. — Tylko pozbieram swoje grajdołki, potrzymaj bestię — oznajmiła łapiąc pod łapy kota, który dopiero co wyleżał sobie miejsce na jej ciele i wpakowała go prosto w objęcia Alvina. Po chwili pozbierała swoje rzeczy z kocyka iiii… — Chyba jestem gotowa — oznajmiła nie bardzo wiedząc, czy ma hopsać na jednaj nodze, czy znów może ma przejąć kota, czy co właściwie ma robić.
Ratuj mnie, Alvinie.

#
THE END
Misja ratunkowa zakończona sukcesem.
Teraz kolej na misję edukacyjną i nadrabianie braków kreskówkowych Fontaine'a, o tutaj!

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „Colonel Samuel Smith Park”