ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

And I'm not talking about fire
I'm just trying to make sense of this desire


Kieran nie planował jechać na wycieczkę, na którą Benjamin zapisał ich kilka tygodni wcześniej. Nigdy nie był fanem wyjazdów w gronie, z którym nie utrzymywał niemal żadnych relacji, ograniczając się jedynie do zdawkowych zdań wypowiedzianych na uczelni, kiedy druga strona potrzebowała pomocy. Znacznie bardziej odpowiadały mu seminaria czy wykłady prowadzone poza granicami Toronto, na których mógł się czegoś nauczyć, poszerzając swoją wiedzę. W chwili, w której jednak wspomniał o tym wyjeździe Inez, która zdawała się być ową wiadomością oczarowana, klamka jakby zapadła. Kobieta nie dawała mu sposkoju co chwilę podszeptując, że powinien pojechać, rozluźnić się, spędzić trochę czasu z Benjaminem. I to był argument, który najbardziej zakorzenił się w umyśle Burreau - chciał ten czas faktycznie z nim spędzać, czując niezrozumiałe rozczarowanie za każdym razem, kiedy odmawiał lub przekładał spotkanie proponowane przez prawnika. Przyzwyczaił się do jego obecności - do uszczypliwości, głupkowatych niekiedy komentarzy, zakłócania przestrzeni osobistej, przedrzeźniania. Do jego uśmiechu, pewności w oczach, głosu z zadziorną nutką, bezceremonialności.
Po prostu do niego.
Nadal nie miał pełnego obrazu tego, co wydarzyło się w dniu, kiedy załatwił się za pomocą alkoholu oraz nieświadomie wziętych narkotyków, ale odnosił wrażenie, że jego serce biło znacznie bardziej nieregularnie w towarzystwie Benjamina, niż wcześniej. Gdzieś w umyśle pojawiały się przebłyski, których nie potrafił uporządkować - bliskość muzyka, który zapewne podtrzymywał go, by Kieran nie upadł; chłodny wiatr błąkający się po twarzy, kiedy leżeli na dachu; gwiazdy oraz zapach Thallmana, który niezmiennie wirował mu w nozdrzach, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Nie rozumiał tego i mózg nie pozwalał mu na zaczerpnięcie informacji z serca. Nie chciał się z nim dogadać w obawie, że straci całkowitą kontrolę.
Teraz, kiedy siedział obok niego w autobusie, który wiózł ich nie wiadomo gdzie, jednym ramieniem oparty o szybę, drugim o ramię muzyka, czuła się dziwnie spięty. Docierało do niego ciepło bijące od chłopaka, poruszając struny w ciele, o których Kieran nie miał pojęcia.
-Nadal uważam, że to nie jest dobry pomysł. Jeśli już mieliśmy gdzieś jechać, mogliśmy wybrać mniej zatłoczony środek transportu. Następnym razem zawiozę nas samochodem - powiedział, rozglądając się po autokarze. Jego wzrok natrafił na jednego ze studentów, którego imienia nie znał, a którego twarz wydawała się dziwnie znajoma. Podobnie ten cwaniacki uśmiech i spojrzenie, które zwiastowało kłopoty.
Obrócił twarz w stronę Benjamina, który przeżuwał żelka. Ich widok sprawiał, że Kieran aż wewnętrznie zadrżał - to one były jednymi ze sprawców pustki w głowie.
-Inez prosiła, żeby przesłać jej jakieś zdjęcia, kiedy znajdziemy się na miejscu - skomentował, odwracając wzrok w stronę szyby po tym, jak uświadomił sobie, że zbyt długo lustruje profil chłopaka, wyobrażając sobie jak perfekcyjnie wyglądałby na płótnie. Ta niepewność względem samego siebie zaczynała coraz bardziej go przytłaczać.

You make me so confused
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

━━━━━━━━━━━━━━
“is it real now? two people become one”
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Obrazek

━━━━━━━━━━━━━━

Nie mógł przestać myśleć o tamtej nocy. O zamglonych, błękitnych oczach Burreau. O jego niezdarności. O tym, jak cholernie dotykalski wtedy był i jak bardzo chciał być blisko Benjamina, jakby nagle wszystkie te swoje granice, które zazwyczaj stawiał między nimi, na kilka godzin kompletnie przestały istnieć. Naprawdę miał nadzieję, że ta wycieczka coś zmieni... Potrzebował odpowiedzi. Jakiegokolwiek jasnego sygnału, co właściwie między nimi było, bo już dostawał na głowę od tego ciągłego zastanawiania się, czy Burreau faktycznie go lubił, czy Benji po prostu dopowiadał sobie rzeczy, których wcale tam nie było.

Rozumiał, że Kieran nie był wtedy trzeźwy. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę i właśnie dlatego nie chciał wyciągać z tamtej nocy zbyt daleko idących wniosków. Ale gdzieś z tyłu głowy siedziała ta cicha nadzieja, że alkohol jedynie zdjął z niego kilka warstw kontroli i pokazał to, czego Burreau normalnie za nic w świecie nie chciałby powiedzieć na głos.. że chciał jego bliskości. Jego dotyku. Jego. Może się łudził? Możliwe... ale musiał spróbować i przekonać się na własnej skórze, dlatego na wycieczkę jechał w zaskakująco dobrym humorze. Wiedział oczywiście, że z charakterkiem Burreau łatwo nie będzie. Ten pewnie miał w walizce trzy różne komplety piżam, każdy dostosowany do innej temperatury pomieszczenia... no i przecież miał wrażliwą skórę i potrzebował specjalnej pościeli XD. A teraz miał dostać zwykły pokój, który jeszcze w dodatku będzie dzielił z Benjaminem. Well well well....Thallman był gotowy sprostać temu wyzwaniu.

Siedząc w autobusie, raz po raz zerkał na Kierana. Żuł gumę, nucił coś pod nosem i słuchał muzyki praktycznie na fulla, bo ostatnio coraz częściej musiał podkręcać głośność, żeby naprawdę dobrze ją słyszeć. Kiedy kątem oka zauważył jednak, że usta Burreau zaczęły się poruszać, wysunął jedną słuchawkę z ucha, zatrzymał muzykę i spojrzał na niego uważniej. - Oh, przestań. Na tym właśnie polega piękno wycieczek, żeby siedzieć w zatłoczonym transporcie i zastanawiać się, czy ten dziwny zapach to ty, czy faktycznie ktos inny - parsknął pod nosem. - Lighten up, Burreau. -Szturchnął go łokciem. - Wyślemy Inez, wyślemy. - Zaśmiał się, po czym wyciągnął w jego stronę jedną ze słuchawek. No bo skoro już mieli siedzieć obok siebie przez kolejne kilka godzin, to równie dobrze mogli posłuchać czegoś razem, no i była to wymówka, żeby byli z lekka bliżej siebie.

Po cholernie długiej podróży, podczas której zdążył trzy razy prawie zasnąć na ramieniu Kierana i zacząć zastanawiać się, czy od siedzenia można dostać zakrzepu w dupce, w końcu dotarli na miejsce. Dostali klucze do pokoju. Benjamin pierwszy wsunął je do zamka, otworzył drzwi i... zatrzymał się. Jedno łóżko.

...

Fucking jackpot. Woop woop. Uśmiechnął się pod nosem, ale oczywiście za nic w świecie nie zamierzał wyglądać na zbyt zadowolonego z tego odkrycia. Rzucił torbę gdzieś na bok, - Ja śpię przy oknie - oznajmił od razu, zanim Burreau zdążył rozpocząć jakiekolwiek negocjacje. Po czym podbiegł do łóżka i rzucił się na nie. Huh.

This whole trip was about to get super interesting.


walking on a dream
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

There was something 'bout you
that now I can't remember
It's the same damn thing
that made my heart surrender


Podróż autokarem była dziwna. Nie przywykł do poruszania się w ten sposób, a fakt, że w tym wszystkim siedział tak blisko osoby, która działała na niego destrukcyjnie, wprowadzając chaos w życiowy porządek sprawiał, że Kieran czuł się wyjątkowo spięty. Jego myśli co rusz uciekały w stronę Benjamina oraz tego, jak jego ramię stykało się z jego własnym. Prozaiczna rzecz, a jednak sprawiała, że Burreau zamiast kontemplować nad własną przyszłością oraz studiami, które niedługo miał kończyć, skupiał się na przyjemnym cieple bijącym od chłopaka oraz swobodzie, która od niego emanowała. Zdawał się być nad wyraz wyluzowany, co już wcześniej nie umknęło uwadze prawnika. Czyżby powoli zaczynał uczyć się go bardziej, coraz trafniej odczytując jego emocje? Uśmiechnął się na tę myśl - odbierał to jako osobiste osiągnięcie, które sprawiało, że zrobiło mu się przyjemnie w okolicach serca.
Westchnął jedynie na jego słowa - nie pierwszy i zapewne nie ostatni jeszcze raz przekona się, że Thallman był niereformowalny, a jakiekolwiek dyskusje z nim sprawiały mózg Kierana w dziwny tryb, któremu się poddawał. Do tej pory był przekonany, że nikt nie był w stanie zmienić jego światopoglądu, który został poważnie ukształtowany, ale kilka miesięcy znajomości z muzykiem sprawiło, że na wiele rzeczy patrzył inaczej. Jeszcze kilkanaście tygodni temu nie przyjąłby od niego słuchawki uważając, że to wyjątkowo niehigieniczne, a bakterie znajdują się wszędzie, a teraz? Teraz przyjął ją z lekkim uśmiechem ciekaw jakiej muzyki słuchał.
Był ciekaw wszystkiego, co z nim związane.

Kilka godzin poźniej, które upłynęły mu zadziwiająco dobrze - udało mu się nawet ani razu nie sięgnąć po żadną z książek, które zabrał ze sobą w razie, gdyby zaczął się nudzić - ostatecznie opuścili autokar, a Kieran mógł rozprostować nogi oraz rozmasować ramię, na które raz opadła głowa Benjamina. Kolejne zdziwienie pojawiło się wtedy na twarzy blondyna, kiedy nie strącił jej machinalnie a poczekał, aż Thallman sam ją zabierze.
-Całkiem ładnie tutaj - zauważył, kiedy udali się w stronę pensjonatu, w którym mieli przydzielone pokoje. Cała okolica przypadła mu do gustu i przez głowę przemknęła myśl, że może ten wyjazd wcale nie będzie złym pomysłem. Liczył, że jeśli tylko na chwilę zostanie sam, zdoła na szybko narysować coś w szkicowniku, który ze sobą zabrał, później przenosząc to na większe płótno. Jeśli nie - miał ze sobą aparat, z którego chciał zrobić użytek.
Wciągnął głośniej powietrze, kiedy okazało się, że w ich pokoju znajdowało się jedno łóżko.
-To był twój pomysł? - zerknął na Benjamina, który momentalnie rzucił się na mebel. Przyjrzał się posłaniu oceniając - było znacznie mniejsze, niż u niego w domu, co stanowiło problem - sama myśl spania z kimś była dla Burreau niemal nie do zaakceptowania, a biorąc pod uwagę, że tym kimś miał być Thallman, na chwilę się spiął. - Prześpię się na podłodze. Tam… nie ma raczej miejsca dla naszej dwójki - powiedział, odkładając swój bagaż. Wiedział, że nie wyśpi się na twardej powierzchni, ale coś w środku kazało mu wybrać tę bezpieczniejszą opcję - po ostatniej imprezie, kiedy nadal nie udało mu się doprowadzić do ładu dziur w pamięci - nie był pewien sam siebie i chociaż starał się zachować resztki owej pewności, muzyk mu tego nie ułatwiał.
-Kiedy spałeś pozwoliłem sobie przejrzeć ogólny plan wycieczki. Jutro mamy ognisko inauguracyjne. Rano było jakieś wspomnienie o kajakach, ale ja się na to zdecydowanie nie piszę. Poza tym dużo tu czasu wolnego - lekko brwi zmarszczył. nie nawykł do takiej swobody i szastaniem bezmyślnie czasem, który lubił mieć dokładnie zaplanowany. - Dzisiaj czeka nas tylko kolacja i chyba tyle, jeśli chodzi o ustalone plany - stwierdził, siadając na fotelu przy biurku, obserwując mimowolnie chłopaka. - Możemy się przejść po okolicy. Albo pouczyć. Wziąłem podręcznik w razie czego - rzucił, nie do końca wiedząc, co na takich wycieczkach można było właściwie robić. Były zgoła inne od wyjazdów biznesowych, w których był obeznany. Ten luz, ta lekka atmosfera, które były co prawda ciekawą odmianą, zdecydowanie nie były konikiem Kierana.

I can’t think when you’re around
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

swimming through a sea of people
brushing against you skin on skin
 hard to describe but it feels like floating
divine feeling
Obrazek
he's giving me divine feeling

Huh, zabawne how tables have turned, eh? Poważny książę Burreau, który zawsze robił wszystko tak, jak uważał za stosowne, teraz siedział z nim w autokarze, słuchał razem muzyki, spoglądał na niego raz po raz i nawet nie krzyczał ani nie dawał mu opierdolu, kiedy Benek co jakiś czas szturchał go łokciem, niby tylko po to, żeby zobaczyć jego reakcję. A może była to po prostu wymówka, żeby go dotknąć? Bardzo możliwe, ale do tego nie będziemy się przyznawać. Oj nienienie. W żadnym wypadku!

Tak czy owak, podróż minęła im całkiem przyjemnie, pomimo tego, że Benjamin miał wrażenie, jakby dupa zdążyła mu kompletnie zdrętwieć. Znacie to dziwne, cholernie nieprzyjemne uczucie, kiedy za długo siedzicie na toalecie, potem wstajecie i idziecie jak walkers z The Walking Dead, tylko zamiast tego dziwnego ścierpnięcia nóg czujecie je centralnie w dupie? XD No. Dokładnie to. Ale proszę się nie rozkojarzać, bo głównymi bohaterami programu byli nie kto inny jak Thallman i Burreau oraz ich wycieczka, podczas której mamy nadzieję, że poznają się ciapkę lepiej, mkay?

No, Thallman był podekscytowany. Nie dość, że miał chwilową przerwę od rodzeństwa, a tak naprawdę bardziej chciał dać Albertowi trochę prywatności z tą jego dziewczyną, ale nie dziewczyną, zwłaszcza że Clem przecież już się od nich wyprowadziła, to jeszcze miał nadzieję zwyczajnie odsapnąć od wszystkiego, co działo się ostatnio w Toronto. A ta miejscówka serio od pierwszej chwili działała na niego jakoś tak uspokajająco. - Jaki mój pomysł, Burreau?! - podniósł ręce do góry, rozglądając się po pokoju, zanim rzucił się na łóżko. - Co złego, to nie ja. - Parsknął śmiechem pod nosem i na chwilę przymknął oczy, ale kiedy usłyszał jego marudzenie dotyczące łóżka, od razu poderwał się trochę wyżej. - Halo, nie ma źle! Jest miejsce, dużo! A w najgorszym przypadku pokażę ci, jak to jest być little spoon - uśmiechnął się cwaniacko i puścił mu oczko.

Cholera, starał się nie patrzeć za długo ani na jego tęczówki, ani na usta, bo tamta noc cały czas wracała mu do głowy. To, jak przyjemnie pachniał. Jak smakował. Jak miękkie były wtedy jego wargi. Fuuuuck. Odkaszlnął i na moment odwrócił wzrok, zanim ponownie rzucił się na łóżko, zerkając na Kierana siedzącego w fotelu. - Jak to się nie piszesz na kajaki?! - rzucił oburzony. - To może łódki? Widziałem, że były tam takie do wypożyczenia, żeglówki się chyba nazywają. Sam nas wywiozę. - Uśmiechnął się do niego szeroko, ale chwilę później wyłapał coś jeszcze. - Chcesz się uczyć?! - Podniósł się z łóżka i podszedł do niego. Stanął przed Burreau i cholera, kurwaaaa... no nie mógł się powstrzymać. Wsunał dwa palce pod jego brodę i delikatnie uniósł mu twarz, zmuszając go, żeby na niego spojrzał. - Kieran - powiedział niemal cichym mruknięciem. Nachylił się trochę bliżej, zmniejszając odległość między nimi do absolutnego minimum. - Nauczyć to ja cię mogę, jak się całować - powiedział cicho, patrząc mu prosto w oczy, zanim jego spojrzenie automatycznie opadło niżej, na usta. I już chciał zrobić ten jeden krok dalej. Jeszcze odrobinę. Jeszcze tylko trochę, ale kurwa nagle BAM!!

Pukanie do drzwi wyrwało go jednak z momentu. - THALLMAAAN! - wydarł się Victor zza drzwi. - Chodź!! Zoe cycki pokazuje w pokoju 15B! - Benjamin wyprostował się momentalnie. - NIE JESTEM ZAINTERESOWANY! - odkrzyknął. - No kurwa chodź, kumpla wesprzyj! - Thallman westchnął ciężko i spojrzał z powrotem na Burreau. - Widzimy się na kolacji, hm? - uśmiechnął się do niego. Po chwili podbiegł do drzwi i dołączył do Victora oraz reszty chłopaków, bardziej dla towarzystwa niż jakiejś szczególnej potrzeby oglądania niezbyt dorodnych cycków Zoe, a jakieś dwie godziny później skierował się na kolację i oczywiście zajął miejsce obok siebie dla Kierana... no i miał nadzieję, że ten do niego dołączy.

you give me divine feeling
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


In the morning when I wake
And the sun is coming through,
Oh, you fill my lungs with sweetness,
And you fill my head with you


Widok pojedynczego łóżka sprawiał, że Kieran czuł się niepewnie. Nie rozumiał jeszcze wszystkiego, co działo się w okolicach jego serca, jednak w chwili, w której pomyślał o tym jak blisko musiałby znaleźć się Benjamina, by chociaż trochę wygodniej ułożyć się na posłaniu, organ odpowiedzialny za tłoczenie krwi zabił niespokojnie, wypełniając resztę ciała delikatnym dreszczem rozchodzącym się niczym pajęczyna. Za wszelką cenę chciał to zrzucić na stres oraz niezadowolenie wynikające z całej sytuacji, ale cichy głos w głowie podszeptywał, że przyczyna była zupełnie gdzie indziej - pragnienie, które starał się stłumić. Irracjonalna myśl, że przecież ostatnim razem, kiedy znaleźli się obok siebie, Burreau przespał całą noc bez chociażby jednego koszmaru. Czemu więc teraz niemal go to przerażało?

Bo teraz było znacznie większe.

-Benjamin, spójrz na to trochę racjonalniej. Nie ma mowy żebyśmy się wyspali, gniotąc się na jednym łóżku. Ja potrzebuję znacznie więcej przestrzeni; czasami rzucam się przez sen, a wolałbym nie rozwalić ci nosa, żebyś później mnie nie oskarżył o atak - wyrzucił z siebie pospiesznie słowa, które w jakiś sposób miały zamaskować jego zdenerwowanie. Nie zakładał, że zaledwie na początku wycieczki pojawią się problemy. Sama bliskość w autokarze robiła mu niemal sieczkę z głowy, a co dopiero w chwili, w której będą spać. Wyobrażenie, że przypadkiem mógłby objąć chłopaka było…
…przyjemne
niepożądane.

Utkwił w nim na chwilę spojrzenie, natrafiając własnym na jego. Zaledwie parę tygodni temu nie zrobiłoby to na nim żadnego wrażenia - wiele razy zdarzało mu się utrzymywać dłuższy kontakt wzrokowy, głównie po to, by wyrazić szacunek do rozmówcy lub zorientować się w emocjach, które ewentualnie mogły się pojawić u drugiej osoby. A jednak teraz ta chwila zdawała się być wyjątkowo ciężka i to nie w sposób, który prawnik nazwałby negatywnym. Było w niej coś osobistego, coś ich.
-Nie lubię kajaków. Łódek też nie. Wolę spędzać wolny czas w inny sposób, ale nie przeszkadzaj sobie. Nie chcę, żebyś rezygnował z czegoś tylko dlatego, że ja nie wezmę w tym udziału - lekko ramionami wzruszył. Nie lubił dużych zbiorników wodnych, chociaż wiedzę o tym posiadało naprawdę niewiele osób - Kieran nigdy nie dzielił się swoimi słabościami uważając, że zbyt łatwo mogłyby zostać wykorzystane przez osoby chcące mu zaszkodzić.
Nie spuścił z niego spojrzenia, kiedy podchodził bliżej, a gdy poczuł jego palce na podbródku, zamarł na chwilę, pozwalając by jego głowa została lekko uniesiona. Serce zabiło mu niespokojnie, a on poczuł jak ponownie ogarnia go stres, którego nie kontrolował. Miał wrażenie, że ta chwila, ta sytuacja, nie były mu obce, chociaż nie pokrywała się z żadnym obrazem, który miał w głowie. Czemu więc ciało zdawało się pamiętać rzeczy, o których umysł nie wiedział?
-Nie musisz mnie tego uczyć, Benjamin. Wiem, jak to się robi - powiedział cicho. Nie było sensu krzyczeć - przecież był tak blisko.
Za blisko.
Wstrzymał oddech, kiedy przybliżył się bardziej, a panika narastała. powinien go odepchnąć, nakrzyczeć na niego i zarzucić zakłócanie przestrzeni osobistej. A jednak czekał, jakby pragnąć co wydarzy się dalej.
W chwili, w której rozległo się gwałtowne pukanie do drzwi, Kieran wypuścił powietrze, odzyskując chociaż część kontroli. Niestety, zdążyło go ogarnąć dziwne uczucie rozczarowania, kiedy Benjamin się od niego odsunął. Przełknął jednak ślinę, uspokajając własne myśli. Przecież Thallman z nim pogrywał, prawda? Robił tak wiele razy w przeszłości.
-Idź. Koledzy cię wzywają. Nie musisz rezygnować z ich towarzystwa dlatego, że przyjechaliśmy tu razem. Mamy inne ulubione formy spędzania czasu wolnego - rzucił lekko. Pozornie, bo tak naprawdę w momencie, w którym muzyk faktycznie opuścił pomieszczenie, blondyn poczuł zawód przeczący jego wcześniejszym słowo. Chciał, by spędzali czas razem. Chciał, by ich formy spędzania wolnego czasu się pokrywały. I zdecydowanie nie chciał, by Thallman zachwycał się wdziękami nagiego ciała należącego do Zoe.

Sięgnął po książkę, którą przywiózł. Starał się skupić na czytaniu, chociaż wychodziło mu wyjątkowo marnie. Nie potrafił wyrzucić z głowy obrazu podsuwanego przez wyobraźnię - Benjamin w towarzystwie pięknej koleżanki.
-To nie moja sprawa - powiedział rozżalony, zły sam na siebie za wszelkie reakcje. Zamknął gwałtownie podręcznik, odkładając go na bok, by zastąpić go zeszytem, ukrytym do tej pory na dnie walizki. Wyjął również węgiel, którym lubił szkicować i zanim się obejrzał na papierze znalazła się twarz, która zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej była tak blisko jego. Westchnął bezradnie i schował wszystko ponownie do bagażu. Zerknął na zegarek - minęły niemal dwie godziny.
Skierował się do jadalni, w której miał czekać Benjamin. I kiedy już znalazł się przed nią, zatrzymał się. Nie był głodny, to po pierwsze. A po drugie czuł się dziwnie obco - niczym intruz, który odbierał Thallmanowi możliwość zabawy z kolegami. Nie chciał go w niczym ograniczać, a był pewien, że z pozostałymi będzie bawił się znacznie lepiej. Dlatego ostatecznie odwrócił się na pięcie i przy akompaniamencie śmiechów dobiegających z jadalni, wyszedł na zewnątrz, by zażyć trochę świeżego powietrza. Wszak wieczór był naprawdę ładny, a on potrzebował zapamiętać jak najwięcej.

I need you to hold me tonight
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

moons and feelings
surefire to kill the evening
maybe I'm not who you really want it from
hunny, holding on

Jezu, zawsze jakieś dziwaczne wytłumaczenia, racjonalizowanie wszystkiego, jakby na każde pytanie musiała istnieć jakaś odpowiedź… jakby choć raz nie mógł po prostu tkwić w niepewności. Jakby choć raz nie mógł dać się porwać spontaniczności. Benjamin słuchał tego wszystkiego jednym uchem, a drugim wypuszczał, bo tłumaczenie Burreau o tym, że nie mogli spać razem, bo jeszcze oskarży go o atak, było wręcz niedorzeczne. Machnął tylko ręką i spojrzał na niego. - Burreau, weź się ogarnij. Nie pozwolę ci mnie uderzyć, bo będziesz leżał we mnie wtulony - odparł dumnie i uśmiechnął się przy tym cwaniacko.

Słuchał uważnie tego, czego Kieran nie lubił, ale znowu miał wrażenie, że ten po prostu próbował uniknąć dobrej zabawy, bo przecież nie potrafił wyluzować nawet odrobinę. - Słuchaj, Kieran, pogadamy o tym jutro, ale serio wydaje mi się, że ominie cię super zabawa, jeśli nie pójdziesz na tę żaglówkę - uśmiechnął się do niego. - Może być naprawdę fajnie. - Obiecał sobie, jadąc na tę wycieczkę, że będzie pewniejszy w swoich działaniach wobec Kierana. Musiał trochę bardziej wyjść mu naprzeciw, psychicznie i fizycznie, żeby w końcu zobaczyć, czy ten faktycznie coś do niego czuł. Czy reagował na niego w podobny sposób, jak Benjamin reagował na niego. Zdawał sobie sprawę, że dla blondyna mogła to być jakaś forma terapii szokowej, w końcu bardzo uparcie twierdził, że nie lubił mężczyzn w ten sposób, chociaż to, jak całował go kilka tygodni wcześniej, podpowiadało Benjiemu coś zupełnie innego. Trzymając go za podbródek, wpatrując się w jego cudowne tęczówki i raz po raz zerkając na jego usta, naprawdę chciał go pocałować. Pragnął tego cholernie mocno, ale zamiast zrobić ten ostatni krok, tylko uśmiechnął się pod nosem. - Oh, wiesz? - uniósł brew, szepcząc te słowa niemal prosto w jego usta. I oczywiście właśnie wtedy tę całą intymną chwilę musiał zepsuć pewien idiota.

Przeklął pod nosem, sfrustrowany, ale przecież nie mógł tak po prostu olać swoich ziomków… nie mógł spędzić całego pobytu tylko z nim, no nie? Cholera, był mega confused. Sam już nie wiedział, co właściwie powinien zrobić. - Spędzimy czas później, okej? - uśmiechnął się tylko do niego, chociaż po samym spojrzeniu było widać, że było mu w chuj głupio. Nawet te cycki Zoe nie robiły na nim żadnego wrażenia, serio. Siedział tam właściwie tylko dla towarzystwa. Jezu, co on do cholery wyprawiał? Czemu zamiast wygłupiać się z chłopakami i korzystać z wyjazdu, cały czas zastanawiał się nad tym, co robił Burreau? Czy siedział w pokoju? Czy był na niego zły? Czy może myślał o tym, co prawie wydarzyło się między nimi chwilę wcześniej? No przepadł. Tak przechujowo przepadł… eh.

W jadalni czekał na Kierana, ale ten jakoś się nie zjawiał. Benjamin zdążył już tylko chwycić jabłko, kiedy któryś z chłopaków rzucił, że właśnie mijał Burreau kierującego się na zewnątrz. Bingo. Ugryzł jabłko i od razu wybiegł z jadalni, po chwili dostrzegając blondyna idącego w stronę pomostu. Uśmiechnął się pod nosem, przeżuwając kawałek jabłka, po czym podbiegł do niego i objął go ramieniem. - Co tam, Burreau? - rzucił rozbawiony. - Wiesz, że niezdrowo tak omijać posiłki? - uniósł brew, dobrze pamiętając, co mówiła mu wcześniej gosposia. Wgryzł się ponownie w jabłko. - Przez ciebie pójdę spać głodny, a potem będziesz na mnie wyzywał, że przez moje burczenie w brzuchu nie możesz zasnąć - prychnął, teatralnie przewracając oczami. Po chwili zauważył kilka nierównych skał przy jeziorze i oczywiście od razu pociągnął Kierana za rękę, biegnąc z nim w tamtym kierunku. Zwolnił dopiero przy samych skałach, uważając, żeby żaden z nich się nie ześlizgnął, a chwilę później siedzieli już obok siebie, przyglądając się spokojnej tafli jeziora i całej tej cholernie ładnej naturze dookoła. Benek westchnął cicho i zerknął na niego. - Kieran, mogę ci zadać pytanie? - spojrzał na niego tym razem uważniej. - Serio nie pamiętasz naszego pocałunku na dachu? - Zapytał spokojnie i przysunął się trochę bliżej. Wysunął dłoń, układając ją delikatnie na jego policzku. - Bo jeżeli nie pamiętasz, a chcesz… - jego spojrzenie na moment zsunęło się na usta blondyna. - To chętnie ci go przypomnę.

relax and let me show you how to live
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spent my whole life locked and guarded
But in no time, our time started
I know fools rush but
Tomorrow starts tonight


Kieran odnosił wrażenie, ze ostatnimi czasy jeszcze bardziej stresował się w obecności Benjamina, czując znacznie intensywniejsza niepewność co do wlasnych mysli. Gdzies w srodku czuł, ze na imprezie, kiedy nie kontrolował sam siebie wydarzyło się coś, co w momencie przypomnienia całkowicie zaburzyłoby jego normalność, nad którą już teraz niemal nie panował. Potrzebował jednak jej resztek, zeby jakos funkcjonowac obawiając się, ze bez niej nie potrafiłby się odnaleźć.
Tylko czy faktycznie byłoby to takie złe? Przecież pomimo zmieszania czuł się dobrze w towarzystwie Thallmana, przyłapujac się na tym, ze pragnął go znacznie bardziej, niż na początku ich znajomości.

Utkwił spojrzenie w postaci muzyka, wolno przesuwając po niej wzrokiem, ostatecznie zatrzymując się na twarzy, której uczył się każdego dnia. Każdego drgnięcia mięśni, każdego grymasu i uśmiechu.
-Benjamin, to była jednorazowa sytuacja. Poza tym lunatykowałem, wiec juz teraz moge cie zapewnic, ze nie bedzie się do ciebie przytulał. Bo to podchodzi po molestowanie i jest znacznie poważniej traktowane, niż wbicie ci przypadkowo łokcia w brzuch - odpowiedzial. Zrobiło mu się dziwnie ciepło na wspomnienie tego poranka, kiedy obudził się przy Benjaminie. To nie bylo zle uczucie - wręcz przeciwnie - najbardziej przerażało go, iż było przyjemne.

Podobna przyjemność pojawiła się w momencie, kiedy poczuł palce chłopaka na swoim podbródku. Niewinny gest, jeden z wielu, kiedy ich skora się ze sobą zetknęła, ale tym razem Burreau mial wrazenie, ze odczuł to intensywniej. Thallman zdecydowanie za bardzo z nim pogrywal, mieszając mu w głowie, przez co nie potrafił się skupić na bardziej przyziemnych rzeczach, zamiast tego usilnie zwalczając myśli o zbliżających się do niego ustach, szepczących cicho kolejne słowa. Hipnotyzował go, nie pozwalając się odwrócić.

Nawet nie chciał tego robić.

-Całowałem się już. Nawet nie raz - powiedział, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Czy powinni o tym rozmawiać? Kieran nigdy nie zwierzał się nikomu ze swoim romantycznych przeżyć, które z romansami miały niewiele wspólnego. Ot, wiele rzeczy było czysto naukowych ewentualnie dlatego, ze tak wymagała sytuacja. Jak z Elsa, która była wtedy niemal jego dziewczyna.
Dlaczego więc pomyślał, ze z Benjaminem nie chciałby, zeby to bylo jedynie czysto naukowe? Chciał… no wlasnie, sam nie wiedział czego i zwalał to na zawirowania emocjonalne, do których doprowadzała go bliskość Thallmana, który dawno temu przestał szanować przestrzeń osobista prawnika.

Tym bardziej Kieran potrzebował oddechu, kiedy Benjamin zostawił go samego w pokoju. Musiał się uspokoić i zapanować nad nieprzyjemnymi myślami, w których muzyk cieszy się przesadnie na widok ciala kolezanki. Czy otaksował ja wzrokiem z pożądaniem, które widoczne było w licznych romansach? Czy pragnął bliskości, chcąc poczuć jej skórę? Czy zachwycał się jej pięknem, chcąc poznać każdą krzywizne jej ciala?
Prychnął cicho. To nie powinno mieć dla niego znaczenia. Benjamin mogl robic co chce z kim chciał i blondyn był ostatnia osoba, która powinna mu cokolwiek na ten temat powiedzieć. Czemu w takim razie tak bardzo mu się to nie podobało?
Kopnal niewielki kamyk znajdujący się na trawie i patrzył, jak po chwili zatrzymał się na jakimś większym. Irytujące. Te myśli, te emocje, Benjamin. Ten sam, który jak na zawołanie pojawił się obok niego, obejmując go ramieniem. Ciało Kierana lekko się napielo, tym razem bardziej ze stresu, niż z powodu niechcianego kontaktu.
-Nie jestem glodny, wiec nie ma sensu, żebym siedział w stołówce. Za to ty powinieneś tam byc - zerknął na niego, a przez głowę przeleciała mu myśl, ze wygląda tak zwyczajnie dobrze jedząc nawet jabłko. Prosta czynnosc, ktora w oczach prawnika idealnie pasowała do obrazu, który mógłby namalować. - Nie możesz mnie obwiniać za to, ze sam postanowiłem nie zjeść kolacji. Masz jeszcze chwile, zeby tam wrócić - odpowiedzial, chociaz słowa przeczyły temu, co czuło serce. Ono chciało, by został, chociaz na chwile bez tej otoczki w postaci kolegów i Zoe. Tej samej, która oglądał.
Złapany za rękę nie oponował. Bieganie nie sprawialo mu problemu, chociaż aktualnie skupiał się na zupełnie innej, niemal prozaicznej rzeczy - jak ciepła była dłoń, która go trzymała, jak szorstka byla skora, ktora przycisnęła się do jego własnej.
Co się z nim działo?

..nie pamiętasz naszego pocałunku…

Oczy Kierana rozszerzyły się znacznie, a on sam poczuł jak serce usilnie wali mu w piersi. Spiął się momentalnie, wpatrując w Benjamina, który gładził go po policzku. O czym on mówił?
-Mało śmieszny żart, Benjamin - wyrzucił z siebie lekko drzacym glosem. Na policzki wkradł się lekki rumieniec, który zmusił go do odwrócenia głowy - nie potrafił patrzeć mu w oczy czując, ze coś jest bardzo nie tak z nim samym. - Nie pogrywaj ze mna w taki sposob tylko dlatego, ze nie pamiętam co się wtedy działo. Bo to nie fair - dodał cicho, chcąc zapanować nad dwiema stronami, które toczyły właśnie walkę - jednak chciała, by Benjamin nie robił mu takich kawałów nakrapianych irracjonalna nadzieja, a druga pragnęła, by jego słowa stały się prawda.
Przeniosl wzrok na spokoja wode, przygryzajac lekko dolna warge.
-Pamietalbym, gdybyśmy się całowali. Takich rzeczy… się przecież nie zapomina - powiedział, chociaż w jego głosie nie bylo zadnej pewnosci. Gdzieś w głowie bowiem pojawiały się obrazy, które od siebie odganiał. - Prawda? - ponownie wyszeptał odwracając twarz w jego stronę, zagubionym spojrzeniem wodząc po tęczówkach muzyka.
Spojrzeniem, w którym czaiła się również nieśmiała nadzieja, ze byc moze wlasnie chce, żeby zostało mu to przypomniane, jeśli faktycznie miało miejsce.

you are the only one which I want to hold
25 y/o
Welkom in Canada
184 cm
gitarzysta i wokalista w zespole The P!x3ls
Awatar użytkownika
shooting star, straight through the heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

denial baby, its all i do
so easy when it taste like you


Do jasnej cholery. Ten i to jego pieprzenie o molestowaniu. Thallman tylko się na niego gapił dumbfounded i serio już miał na końcu języka ochotę palnąć mu, że może faktycznie powinien wyciągnąć siusiaka na zewnątrz, żeby ten sobie pomacał, bo te wszystkie insynuacje i ciągłe wracanie do jednego i tego samego zaczynały podsuwać mu w chuj dziwne rzeczy na myśl, ale zamiast tego tylko machnął ręką, poddając się, a kiedy Kieran wspomniał, że całował się kilka razy, Benjamin uniósł brew i uśmiechnął się cwaniacko. - Oh, serio? Z kim? Ze swoją ręką? Poduszką? - zapytał rozbawiony, ewidentnie próbując wyciągnąć z niego jakąkolwiek reakcję. Prawda była jednak taka, że sama myśl o tym, że całował się z kimś jeszcze, doprowadzała go do kurewskiej zazdrości. W oczach Thallmana Burreau był przecież dość… niewinny? Więc świadomość, że jednak robił coś z kimś innym, zostawiała mu w ustach cholernie nieprzyjemny a f t e r t a s t e.

Obejmując go i przyciskając trochę bliżej do siebie, zerkał na niego, przyglądając się jego szczupłej twarzy. - A kiedy ostatnio jadłeś? - zapytał zaciekawiony, po czym wysunął jabłko praktycznie pod sam jego nos. - Gryź, mogę się podzielić. - Uśmiechnął się do niego szeroko. - Nie ma tak. Od dzisiaj przez kilka dni jesteśmy współlokatorami, a to znaczy, że jak ty nie będziesz jadł, to ja też nie będę jadł. A to jabłko jest tylko symbolem tego, że jeżeli nie zaczniesz normalnie jeść, to będziesz mógł na własne oczy obserwować, jak powoli umieram. A Burreau, uwierz mi, ja jem BARDZO DUŻO - uśmiechnął się nieznacznie. - Spalam w chuj dużo kalorii dziennie. - Zaśmiał się pod nosem, chociaż tak naprawdę miał nadzieję, że Kieran wyłapie spod tego żartu choć odrobinę powagi. Pamiętał przecież rozmowę z Inez. Pamiętał, co mu mówiła, a im więcej czasu spędzał z Burreau, tym częściej zaczynał zauważać te wszystkie patterns, które wcześniej mogły mu zwyczajnie umykać. I może jego sposób na okazanie troski był ciapkę idiotyczny, ale naprawdę chciał, żeby Kieran coś zjadł. Nie chciał już udawać, że tego nie widział.

Kurwa mać... Burreau sprawiał, że czuł rzeczy, o których już dawno zapomniał. Wzbudzał w nim emocje, które pozostawały uśpione od momentu jego ostatniego związku, jednak nawet wtedy nie przypominał sobie, żeby pragnął kogoś tak bardzo, jak pragnął jego teraz. I było to cholernie przerażające. Co jeżeli chciał go tak mocno tylko dlatego, że wiedział, że nie mógł go mieć? Co jeżeli pragnął go tak bardzo, a kiedy już dostanie to, czego chce, to… mu się znudzi? Co jeżeli pragnął go tak mocno… Nie. Po raz pierwszy naprawdę kogoś tak mocno pragnął. Burreau nie odstępował jego myśli ani serca od kilku miesięcy. Jego imię zastąpiło wszystkie pomysły na piosenki o niespełnionej miłości, a smak jego ust zatopił się w pamięci Benjamina do takiego stopnia, że wiedział, że będzie musiał sobie o nim przypomnieć. Już nie chciał bawić się z nim w żadne gierki. Chciał mu po prostu pokazać, czego chciał. A chciał jego. Proste, eh?

Wziął głębszy oddech, próbując uspokoić samego siebie. Początkowo nic nie mówił. Chciał dać Kieranowi chwilę, żeby pokazał mu, co sam myślał o tym wszystkim, co właśnie usłyszał. Wiedział jednak, że nie pozwoli mu tak po prostu odejść od tej rozmowy ani znowu zepchnąć na bok pocałunku, który od kilku tygodni nieustannie wypełniał mu głowę. Odsunął dłoń na moment, lecz kiedy Kieran ponownie na niego spojrzał, Benjamin przysunął się jeszcze bliżej. - Najwidoczniej ty zapominasz - wyszeptał z delikatnie załamującym się głosem. Przełknął ślinę i spojrzał prosto w jego błękitne tęczówki - Dlatego nie chciałem cię wtedy całować - zaczął powoli, ani na moment nie odrywając od niego wzroku. - Bo bałem się, że zapomnisz albo uznasz, że zrobiłem to tylko dlatego, że byłeś naćpany. - Zawahał się na sekundę. - A prawda jest taka, że zrobiłem to, bo bardzo chciałem… prawie tak bardzo, jak chcę tego teraz. - Przysunął się i ujął jego twarz w obie dłonie, delikatnie, jakby wciąż zostawiał mu możliwość odsunięcia się, po czym zrobił to... Musnął jego usta swoimi. Najpierw raz, ledwie wyczuwalnie. Potem drugi... Trzeci. Każdy pocałunek był czuły, spokojny, zupełnie pozbawiony tej całej gry, którą prowadzili ze sobą od miesięcy. Bryza znad jeziora mieszała się z zapachem ich perfum, wiatr delikatnie muskał ich twarze i włosy, a Benjamin po prostu pozwolił sobie na moment ponieść się temu wszystkiemu. Miał tylko cholerną nadzieję, że zaraz nie spotka się z niezadowoleniem Burreau. Ale musiał to zrobić. Chciał mu pokazać, co czuł. Chciał, żeby Kieran w końcu zrozumiał, że naprawdę bardzo go lubił. Zdecydowanie bardziej, niż kiedykolwiek byłby gotów wcześniej przyznać… Po chwili odsunął się od niego delikatnie i, chyba pierwszy raz od dawna naprawdę lekko speszony, spojrzał mu prosto w oczy. - Myślisz, że tym razem to zapamiętasz?

I just need some kisses
to forget about my stuff


i would feel better with your hand in my mouth
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

I'm feeling you
Every single way
I'm feeling you
Ain't no other way


Czuł się zmieszany w towarzystwie Benjamina i zmieszanie to dalekie było od tego, które mógłby czuć w przypadku osoby, która zawstydzała go słownie czy to na sali sądowej, czy na uczelni, co samo w sobie miało miejsce dość sporadycznie.
Zmieszanie, które czuł w towarzystwie muzyka było zupełnie innego rodzaju i Kieran usilnie starał się rozpracować, czemu w ogóle się pojawiało, od jakiegoś czasu zdając się znacznie silniejsze. Jeszcze jakiś czas temu machnąłby na niego ręką, zaśmiał się i przeszedł do porządku dziennego z każdym jego słowem. Ale teraz, kiedy znali się dłużej, spędzając ze sobą więcej czasu? Kieran stawał się niepewny sam siebie, zupełnie jakby kwestionowano pewność siebie, którą kierował się do tej pory każdego dnia. Wystarczyło, by Thallman znalazł się w pobliżu, a mózg Burreau zaczynał wariować na tyle, że młody prawnik nie potrafił nad nim zapanować. Podsuwał mu myśli, które przecież nie powinny się pojawiać w jego głowie. Usilnie podsycało pragnienie chęci spędzenia ze starszym chłopakiem czasu tak, by nikt im nie przeszkadzał.
-Czemu ludzie mieliby całować się ze swoją ręką, Benjamin? Trochę to dziwne, nie sądzisz? I naprawdę chcesz, żebym ci wymienił wszystkie imiona i nazwiska dziewczyn, a którymi się całowałem? - uniósł lekko brwi, spoglądając na niego. Same te pytania wydawały mu się nad wyraz dziwne - przecież chyba normalnie ludzie o tym nie rozmawiali. Ewentualnie coś przegapił, zważywszy na to, że sam nie miał zbyt wielu znajomych na tyle bliskich, by przy kimkolwiek poruszać ten temat. wydawał mu się dziwnie intymny. Dodatkowo w głowie pojawiły się myśli, że on wcale nie chciałby wiedzieć z kim całował się Benjamin. Wiedział, że tych osób było wiele, ale powiedzenie tego na głos, uwzględniając dokładniejsze opisy, nadawało temu mocy i przypieczętowywało faktyczność zdarzenia.

Czemu w ogóle go to obchodziło? Przecież muzyk mógł zadawać się z kim chce, obcować z kim chce, całować kogo chce?

Bo chcesz go dla siebie.

Bliskość chłopaka i bijące od niego ciepło na nowo rozbudziło emocje, wprawiając je w szaleńczy rytm. Kieran odetchnął jedynie, kiedy ten przycisnął go bardziej, przyglądając mu się uważnie.
-W autobusie, nie pamiętasz? Jedliśmy to, co przygotowała Inez. I było tego dużo, sam musisz to przyznać - odpowiedział, marszcząc brwi. Nie rozumiał, czemu Benjamin nagle zaczął się tak interesować posiłkami prawnika. Mało kto zwracał na to uwagę, a zdawało się, że Thallmanowi nad wyraz zależy, by Kieran faktycznie zaczął jeść normalnie. Ale przecież jadł, prawda? Tylko trochę mniej, niż inni, czasami jedynie zapominając o jakimkolwiek posiłki, kiedy pracował lub był bardzo skupiony.

Albo kiedy myślał o oczach, które teraz tak intensywnie się w niego wpatrywały.

-Benjamin, uspokój się - westchnął delikatnie łapiąc go za rękę, którą trzymał jabłko, żeby przypadkiem mu tego do buzi nie wpakował. - Naprawdę nie jestem głodny. Nie można zmuszać ludzi do jedzenia, to forma znęcania się, wiesz? - uśmiechnął się do niego lekko, przesuwając rękę z jabłkiem bardziej w jego stronę. Wolał nie wspominać, że było to również niehigieniczne, bo muzyk zdążył już część owocu zjeść.
-Co to za dziwna polityka? Nie uzależniaj swojego jedzenia od mojego, bo ja jem mniej. Jestem niższy, ty potrzebujesz znacznie więcej. Twój tok myślenia jest wyjątkowo nielogiczny - ponownie zmarszczył brwi, czująć wewnętrznie dziwną irytację, że Benjamin nagle mógłby zrezygnować z jedzenia, które ewidentnie lubił, biorąc pod uwagę jak zawsze pałaszował wszystko, co ugotowała Inez lub co jedli na mieście podczas sporadycznych wypadów. - Zdajesz sobie sprawę, że to jest szantaż i wymuszenia i podlega surowej karze według artykułu 346? - wyrzucił z siebie, co oznaczało, że faktycznie pojawiało się niezadowolenie. Utkwił w nim spojrzenie mając nadzieję, że wszystko o czym mówił było żartem, do których był taki skory, a których niestety Kieran nie wyłapywał tak trafnie, jakby chciał.

Kiedy wspomniał o pocałunku, jego oczy wodziły po twarzy chłopaka, jakby starając się rozpracować czy to był kolejny psikus, tym razem wyższego kalibru, który miał sprawdzić reakcje Kierana. Nie dostrzegł na twarzy Benjamina niczego, co mogłoby sugerować żart. Zamiast tego przewinęło się wiele rzeczy, których do tej pory u niego nie widział - dziwny, jakby bardziej czuły błysk w oczach, pewność i twardość, których znaczenia nie pojmował oraz ciepło, którym emanowało spojrzenie muzyka.

Patrzy na ciebie.

Ta myśl, w połączeniu z kolejnymi słowami chłopaka sprawiły, że serce ponownie rozpoczęło gonitwę, tłukąc się w klatce piersiowej, a oddech zaczynał żyć własnym życiem raz stając się gwałtowniejszy, by zaraz na chwilę ustać.
-Benjamin, o czym ty mówisz? - szepnął, nie odrywając wzroku od oczu, które znajdowały się tak blisko. W głowie głosik szeptał mu, że chłopak nie kłamał - stało się coś, o czym Kieran powinien pamiętać, a co zupełnie uleciało z jego pamięci.

Pocałunek.

Jak miałby to zapomnieć? Chciał to pamiętać, tyle wiedział. Chciał przypomnieć sobie, jak to wtedy było, kiedy usta Benjamina przykryły jego. Nie powinien nawet o tym myśleć, przekonany, że mężczyzna powinien całować jedynie kobietę, a jednak myśl, że to właśnie Thallman po tak długim czasie smakował ust Burreau była tą, którą prawnik chciał urzeczywistnić.
Siedząc tak blisko chłopaka, mając świadomość, że czas, który teraz spędzali był tylko ich, Kieran nie starał się nawet aż tak usilnie panować nad wszystkim, co się z nim działo. Reakcje organizmu były dla niego nowością, podobnie jak przyjemne ciepło, które rozlało się po jego ciele, kiedy tylko wargi muzyka dotknęły jego własnych. Stężał zaledwie na chwilę, rozszerzając oczy i kładąc dłoń na torsie chłopaka, jakby chciał go odepchnąć. Zaraz jednak zacisnął palce na materiale, przymykając oczy i oddając się chwili bez analizowania. Z mocno bijącym sercem odwzajemnił pocałunek, wypierając z głowy myśl, że to przecież było złe, że nie tego chcieli jego rodzice. Naparł na niego trochę gwałtowniej, jakby chciał wycisnąć z tej chwili jak najwięcej, czując się otumaniony przyjemnością płynącą z tego zbliżenia.

Przeżywał teraz swój prawdziwy, pierwszy pocałunek, który miał dla niego jakiekolwiek znaczenie.

Kiedy Benjamin się od niego odsunął, wpatrywał się w niego rumianą twarzą z lekko uchylonymi ustami, które nadal rozpamiętywały smak oraz miękkość warg muzyka. Na tych kilka chwil zapomniał jak się oddycha, wypuszczając gwałtownie powietrze, przesuwając dłonią lekko w dół po torsie chłopaka wyczuwając, jak gwałtownie biło również i jego serce.
Już chciał odpowiedzieć, pozwalając by słowa na nowo popłynęły, kiedy usłyszał szelest, a chwilę później w bliskiej odległości zobaczył postać, która intensywnie się w niego wpatrywała. Myśl, że ktoś mógł ich widzieć sprawiła, że Kieran spanikował i lekko odepchnął Benjamina, samemu ześlizgując się ze skały, na której siedzieli, boleśnie lądując na innych kamykach. Jęknął, kiedy poczuł promieniujący ból w ręce, chociaż nawet on nie był w stanie przykryć paniki, która ogarnęła jego ciało na myśl o obecności trzeciej osoby.


take me somewhere we can be alone
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”