ODPOWIEDZ
27 y/o
Enjoy the simplest things
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

FOCUS FOR TODAY = / MAKE A GOOD IMPRESSION

everything
is under control*

✓ be nice
✓ remember to praise the food

✕ try not to roll your eyes too much

*ugh, why is it so hot in here?
──────────────

Nie no, poznanie rodziców swojego chłopaka, który tak na dobrą sprawę był nim od jakichś czterech miesięcy, z przerwami, bo przecież zdążyli już zerwać, a raczej on wystraszył się tego, że robiło się poważniej i że Vita się w nim zakochała, no i wyszedł po mleko i już potem nie wrócił, przynajmniej do momentu, kiedy nagle przypomniało mu się, że jednak ją lubił. Potem pomógł jej się rozwieść, wyznał, że ją kocha i powiedział prawdę o swojej zmarłej narzeczonej, przez którą miał problemy z zaangażowaniem i obawiał się, że nie będzie już w stanie sprawić, żeby jakaś inna kobieta była przy nim bezpieczna. No i potem się pogodzili, zaczęli być ze sobą tak naprawdę na poważnie, przez ostatnie dwa miesiące praktycznie mieszkając pomiędzy dwoma mieszkaniami, a w międzyczasie dowiedzieli się, że spodziewają się dziecka i to wszystko w tak cholernie krótkim czasie. A no i tak, bo jeszcze jakby zapomniała, prawie została wykorzystana przez jakiegoś psychola, który miał dziwną obsesję i cel, żeby uprzykrzyć życie Aidenowi, a całe to wydarzenie dobiło go jeszcze bardziej. Więc teraz nie tylko próbowała dać mu do zrozumienia, że była bezpieczna, ale też zdążyła pomóc mu wyleczyć się z choroby tak poważnej, że momentami zachowywał się, jakby miał jej tam zaraz paść.

Męskie przeziębienie.
No tragedia. (ps. a podobno baby są dramatic)

Ale wracając... No to to wszystko przy poznaniu rodziców powinno być pikusiem, no nie? Na bank ją polubią... Kurwa jasna mać. Ona nie umiała w rodziców!!!! Bożeeeeeeee. Próbowała się uspokoić przez całą drogę do domu rodziców Aidena i Eleanor. Jechali w czwórkę wraz z situationship, czy tam kimś już trochę poważniejszym Eleanor, Finnem, który jednak musiał wysiąść w połowie drogi przez zlecenie, które dostał na ostatnią chwilę, bo inna osoba się rozchorowała. Jezu, same przeziębienia, eh? No i Vita kompletnie nie potrafiła skupić się na rozmowie między nimi. Już sam fakt, że Aiden wcześniej wypaplał Elce o ciąży, która miała być niespodzianką, trochę ją zestresował, bo chciała przygotować to w jakiś wyjątkowy sposób, ale na szczęście po dłuższej debacie ze swoim ukochanym udało im się coś wymyślić, a tę rzecz Elka zobaczy później u nich w domu.

Wchodząc do domu państwa O'Cahallan, Vita weszła zaraz za Elką. Piękna starsza kobieta przywitała ich, przytulając po kolei oboje swoich dzieci, a Holloway przez chwilę kompletnie nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc podała kobiecie kwiaty i po prostu się przedstawiła, dość nieporadnie wyciągając rękę, którą ta delikatnie potrząsnęła. Po chwili Vita zwróciła się do starszego, wyższego mężczyzny ubranego w bardzo eleganckie ciuchy, - dzień dobry, Vita jestem - wyciągnęła rękę w jego kierunku, którą zignorował,- Tak, słyszałem, że mój syn spotyka się z barmanką - mruknął niezadowolony pod nosem, po czym w formie przywitania dodał tylko, - Aiden. - i kiwnął głową w kierunku płomiennowłosego. Vita zsunęła obuwie, niczego nie komentując, bo stresowała się i wstydziła, a odpyskowanie starszemu mężczyźnie na samym początku znajomości raczej nie wyglądałoby zbyt dobrze. No więc po chwili po prostu rozkojarzyła się pieskiem, słysząc jak Elka woła do niego Winston, i pogłaskała go za uchem. - Umm, dobrze, zapraszam do stołu - powiedziała pani O'Cahallan. Starszy mężczyzna tylko odparł, - Na drugie danie ma dołączyć do nas specjalny gość. - Rzucił to wyraźnie uradowany, a Holloway wzięła głęboki oddech, patrząc raz po raz na jedno z płomiennowłosych, zanim podeszła do stołu i usiadła na krześle obok Aidena.

Show’s about to begin, eh?

płomiennowłosy
płomiennowłosa
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ostatnie miesiące były jazdą bez trzymanki. Wydarzyło się tak wiele, że Aiden nie pomyślałby nawet, że jego nudne życie mogłoby znowu nabrać tempa. I z jednej strony podobało mu się to — oczywiście pomijając kilka aspektów, jednak w ogólnym rozrachunku był szczęśliwy. Oprócz jednego kryzysu, miał spokojny związek, pełen zaufania i wzajemnej troski, a na dodatek mieli dziecko w drodze, które było największym zaskoczeniem, jednak po czasie stało się to ekscytującym, nadchodzącym rozdziałem. Co prawda, popierdoliło się kilka tygodni temu, kiedy w jego życiu pojawił się Knox, a oprócz rozprawy, na którą przez chwilę przygotowywał się dniami i nocami, doszło uprzykrzanie jego życia prywatnego i wmieszanie w to wszystko jego niczego winnej dziewczyny. Był to moment, podczas którego zaczynał realnie zastanawiać się, czy problem nie leżał w nim. Jak to możliwe, że naruszył bezpieczeństwo drugiej kobiety? Że znowu coś przegapił? Co prawda, minęły dwa tygodnie od tej całej sprawy, zdążył wszystko kilka razy przemyśleć i przepracować, jednocześnie dostając kilkukrotnie upomnienie od samej Vity, że nie powinien się tym wszystkim tak przejmować, a jednak… dalej gdzieś w nim to siedziało. Schodząc już na dalszy plan, nie zaburzając mu każdej wolnej chwili, ale tląc się gdzieś w oddali i przypominając, że niczego nie może być pewien.

Spotkanie u państwa O’Cahallan było koniecznością, która w końcu musiała się odbyć. Wypadało przedstawić rodzicom swoją dziewczynę, pierwszy raz po siedmiu latach, a także poinformować o cudownej nowinie, że zostaną dziadkami. Cieszył się, że Eleanor jechała razem z nim, a także Finnegan, ale już mnie podobało mu się to, że chłopak musiał opuścić ich w połowie drogi. Cholera jasna, no myślał egoistycznie, ale naprawdę nie chciał na sobie stu procent uwagi własnego ojca, który z pewnością będzie miał do powiedzenia zbyt wiele. Liczył, że jego siostra wraz ze swoim gościem, przejmą część chłost, a tymczasem zapowiadało się, że on zgarnie cały wachlarz uwag i niezadowolenia pana O’Cahallana.

Zapowiadał się cudowny wieczór.


Plusem było to, że od progu powitała ich matka, która w porównaniu do ojca, umiała się zachowywać. Przywitała swoje dzieci, przywitała się z Vitą, a potem przyszedł on, pan maruda i niszczyciel dobrej zabawy. Ah, jakie to spotkanie mogłoby być dobre, gdyby go nie było… A i tak Holloway odważyła się, podała mu rękę, przywitała się, ale na nic to było, skoro ten burak ledwo co zwrócił na nią uwagę, jeszcze komentując w sposób, przez który Aiden się zagotował. — Serio, już od wejścia? — odparł, nawiązując z ojcem długi kontakt wzrokowy, z którego odpadł pierwszy, wywracając przy tym oczami, ponieważ mężczyzna nie przegrałby przecież z synem tej walki o dominację, choćby mieli tak stać i gapić się w siebie do rana. Pomógł Vicie zdjąć jej kurtkę, po czym ściągnął też swoją marynarkę i przelotnie musnął skroń dziewczyny. — Nie przejmuj się nim — powiedział do niej cicho, po czym spojrzał porozumiewawczo na siostrę; ten wieczór na pewno nie będzie łatwy. Przywitał się krótko z Winstonem i ruszył wraz z dziewczynami do jadalni, gdzie swojej lubej odsunął krzesło, po czym sam usiadł obok niej. Sięgnął do ręki Vity, splatając razem ich palce i pozostawiając ich złączone dłonie na nogach dziewczyny. Łypnął spojrzeniem na ojca, powstrzymując się od ciężkiego westchnienia. — Kogo zaprosiłeś? — zapytał, siląc się na najmilszy ton głosu, byle zaraz nie usłyszeć, że zachowuje się bez kultury i manier, i to wszystko z pewnością przez to, że spotykał się z b a r m a n k ą!!! — To będzie wyjątkowy gość, nie chcę zdradzać niespodzianki. Tobie z pewnością przypadnie do gustu, synu — odpowiedział z zadowoleniem, wzrokiem uciekając na chwilę w kierunku krawędzi stołu, pod którymi płomiennowłosy trzymał Holloway za dłoń. Aiden zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc, co mógł mieć na myśli, chociaż po swoim ojcu mógł spodziewać się wszystkiego. — Eleanor, opowiedz co u ciebie. Jak ci się pracuje w kancelarii? Na pewno nie wolisz zdecydować się na pracę w rodzinnej firmie? — zapytał, dalej z pewnością mając żal, że dzieci nie chciały pracować pod szyldem rodzinnego biznesu.

Nie dało się nie wyczuć napiętej atmosfery i kiedy zupa została podana, pani O’Cahallan postanowiła jako pierwsza złamać tę ciszę i odezwała się w ich kierunku. Pora zacząć odpytkę. — Długo się już znacie? — zapytała, uśmiechając się do nich lekko. — Od czerwca — odpowiedział, a mruknięcie ze strony ojca oznaczało, że zaraz znowu zabierze głos. — Tuż to ledwie cztery miesiące. Jeszcze nic nie jest przesądzone — rzucił z zadowoleniem większym, niż Aiden by chciał, przez co od razu przeniósł na niego swojego spojrzenie. — Przesądzone, skoro ją poznałeś — stwierdził z opanowaniem, a zanim starszy się odezwał, starsza płomiennowłosa kobieta postanowiła się odezwać. — Dobrze. Czas o niczym nie przesądza. Przypomnę ci, że ty równie szybko wyznałeś mi miłość — zwróciła się do swojego męża, po czym przeniosła spojrzenie na Vitę. — Opowiesz, jak się poznaliście? — zapytała, ciepło uśmiechając się.

my love and ginger sister
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Summer lovin' had me a blast
Summer lovin', happened so fast
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaczęło się fatalnie. Dzień natychmiast stracił cały swój urok w momencie, gdy taksówka zatrzymała się na poboczu, a Finn obwieścił, że musi wysiąść. Zlecenie na ostatnią chwilę? Serio?! Leanor aż zapowietrzyła się z oburzenia, a potem zaproponowała, że przekaże mu dokładnie te samą kwotę, jaką dostałby za zlecenie, byle tylko nie zostawiał jej na pastwę rodzinnego cyrku losu, ale on i tak wysiadł! Bezczelny. Przez resztę drogi siedziała z nogą założoną na nogę, skrzyżowała ręce na piersiach i ostentacyjnie milczała. Tak, była rozpieszczona i przyzwyczajona do faktu, że świat kręcił się wokół niej (a już na pewno Finn powinien ulec jej prośbie, a nie odstawiać jakieś durne przedstawienie przed Vitą i Aidenem, masakra). Jeju, na dodatek w głowie szalał jej kac po wczorajszym wyjściu, co tylko potęgowało jej poirytowanie. Poza tym utrzymanie podwójnego życia w ryzach było ogromnie wyczerpujące - bycie zmysłową i bezwzględną kobietą w nocy oraz nieskazitelną córeczką tatusia za dnia - nic dziwnego, że się wkurzała. I irytowała. I miała dość tego dnia, odkąd Finn opuścił taksówkę, bo odebrał jej jakąkolwiek szansę na rozrywkę, ech.

W milczeniu wysiadła z taksówki i podreptała na obcasach tuż za Aidenem i Vitą, a gdy tylko otworzyły się drzwi prowadzące do rodzinnej rezydencji, w jednej sekundzie na twarzy Eli pojawił się promienny, przemyślany i wyćwiczony do perfekcji uśmiech. Weszła do środka jako ostatnia. - Tato - powiedziała, ściskając ojczulka na powitanie. - Mamo - dodała chwilę później, składając po jednym pocałunku na każdym z policzków matki. Jak zwykle, rodzice wyglądali nieskazitelnie - tata w dobrze skrojonym garniturze, a mama w garsonce. Leanor też wyglądała całkiem elegancko, miała na sobie kremową sukienkę i brązowe dodatki, jakby to kogoś obchodziło.

Oho, zaczynało się! Ruda wybuchnęła cichym śmiechem i z gracją machnęła ręką, odwieszając płaszcz na wieszak. Pytanie ojca o pracę w rodzinnej firmie było tak samo przewidywalne jak pory roku. Zresztą, gdyby zdecydowała się na pracę pod skrzydłami ojca i dziadków, oszalałaby w ciągu pierwszego tygodnia. Nie wytrzymałaby z nimi tylu godzin pod jednym dachem, a potem jeszcze w kancelarii! No ale nie mogła powiedzieć im tego prosto w twarz. Była grzeczną córeczką i wnuczką. - Tatusiu, przecież już to przerabialiśmy - wyjaśniła ze słodkim uśmiechem, podchodząc bliżej. - U ciebie każdy patrzyłby na mnie jak na córeczkę prezesa, a przecież doskonale wiesz, że nienawidzę, gdy ktoś cokolwiek mi ułatwia - stwierdziła. Wszystko brzmiało pięknie i gładko, wyglądało na to, że dałaby radę przeżyć ten obiad, ale nagle zmarszczyła brwi, gdy tylko usłyszała wzmiankę o gościu specjalnym. Excuse me?

Gdy wszyscy skierowali się w stronę jadalni, Leanor zatrzymała matkę w samym progu. Ujęła ją delikatnie za ramię i nachyliła się do niej. Coś tu śmierdziało. - Mamo, kogo tata zaprosił? - szepnęła jej prosto do ucha, próbując wyczytać cokolwiek z jej twarzy. - Nie mogę ci powiedzieć - odpowiedziała pani O’Cahallan z zaciśniętymi wąsko ustami i lekko spłoszonym wzrokiem, po czym prędko wyswobodziła się z uścisku córki i zajęła swoje miejsce obok męża. Aha. Ela zmarszczyła brwi jeszcze mocniej. Choć była bystra i potrafiła przejrzeć ludzi na wylot, tym razem nie miała zielonego pojęcia, kogo ojciec wymyślił na ten obiad. Masakra. W ogóle skąd ten absurdalny pomysł, żeby zapraszać obcych ludzi na rodzinne spotkanie, na którym Aiden miał przedstawić swoją nową partnerkę? Ej, a może zaprosił ciocię Niamh? W sumie Ela całkiem lubiła ciocię Niamh. Siostra taty, w przeciwieństwie do niego, była kompletnie normalna i z pasją prowadziła małą kwiaciarnię. Niestety, ojciec jej nie lubił, głównie za to, że kompletnie nie pasowała do wyższych, prawniczych sfer i psuła wizerunek jego nowej, idealnej rodziny, którą stworzył z matką Eli i Aidena, eh.

Anyways, atmosfera przy stole szybko stała się gęsta, a wypytywanie Vity i Aidena zaczęło przypominać przesłuchanie w prokuraturze. Gdy Ela usłyszała prychnięcie ojca, że cztery miesiące znajomości to tyle co nic i jeszcze nic nie jest przesadzone, poczuła, jak w jej żołądku zaczyna narastać irytacja. Co to w ogóle ojca obchodziło? Kurde, na dodatek jej elegancka, dopasowana sukienka zaczynała być wyjątkowo niewygodna, przez co Ela zaczęła kręcić się niecierpliwie na swoim krześle, szukając wygodnej pozycji. - Tato, przecież sam zakochałeś się w mamie po trzech miesiącach spędzonych na jednej sali wykładowej - zauważyła, sięgając po srebrną łyżkę i zawieszając na ojcu powątpiewające spojrzenie. - I dziadkowi też się to wtedy niespecjalnie podobało - przypomniała ojcu z przekąsem, nawet na niego nie patrząc. Zapomniał wół, jak cielęciem był, tak w sumie. Przecież gdy rodzice taty przybyli do Toronto, byli biedni jak myszy kościelne, i odkładali każdy grosz, żeby zapełnić pierworodnemu dobrą edukację. Dla cioci Niamh mało co przez to zostało! A tata poznał mamę i diametralnie zmienił swój system wartości… Zapomniał też o swoich korzeniach, a irlandzkie elfy, o których opowiadała jej babcia Ellen na dobranoc, nazywał banialukami. Każdy w tej rodzinie o tym wiedział. - Eleanor, to było co innego, córeczko. Ja studiowałem prawo, a nie pracowałem w barze - odparł ostro ojciec, bez cienia wahania.

No i tyle było z próby obrony Aidena. Ela zacisnęła zęby, a uśmiech na moment zszedł jej z twarzy. Przeniosła wzrok na brata i posłała mu dyskretne, zaniepokojone spojrzenie, a zaraz odwróciła głowę w strony Vity, obdarzając ją lekkim uśmiechem, żeby dodać jej otuchy. Kurde, słabo… No i jeszcze Ela ciągle myślała o tym niespodziewanym gościu i zaczynała mieć złe przeczucia, a Finna nie było obok, żeby mogła złapać go za rękę w poszukiwaniu wsparcia. Cholera jasna. - Co na deser? - spytała nagle bezceremonialnie w eter, zapewne przerywając ojcu kolejne pytania w stronę Vity i Aidena. Upsi.

brat nie-brat
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”