I’m your girl, right?
heart still aches,
u wanna hurt mine
Zerknęła na niego i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Nie na okładkę ani na relację, noted! - kiwnęła głową, wyciągając telefon, by chwilę później wybuchnąć śmiechem na widok jego reakcji.
- Cicho, to idealne pamiątki i inspiracja na ręczne robótki, gdy nie będzie nas obok siebie XD! - Nacisnęła przycisk nagrywania i skierowała przednią kamerkę na ich twarze, po chwili zaczynając przemawiać do ekranu, pomiędzy słowami obdarowując jego policzek sporadycznymi pocałunkami.
- Witam szanowną widownię! Oto przed państwem nikt inny, jak mój chłopak! - oznajmiła z przesadną powagą, po czym parsknęła śmiechem.
- Jest cholernie przystojny, co nie? No sami zobaczcie! - Spojrzała na niego, przekręcając telefon tak, żeby teraz to jego twarz zajmowała większość ekranu.
- Czy chciałby pan coś powiedzieć do naszych przyszłych widzów? - zapytała, ale zanim zdążył odpowiedzieć, pokręciła energicznie głową.
- A nie, nie, jednak nie musisz! Wystarczy, że mnie pocałujesz. - Zaśmiała się pod nosem, a kiedy chwilę później poczuła jego miękkie usta na swoim policzku, uśmiech rozciągnął się na jej twarzy jeszcze bardziej. Cholera, jak ona kurewsko mocno go uwielbiała. Nie potrafiła tego opisać.. tego co z nią robił.
Czy naprawdę byli aż tak zajebistymi aktorami, że udawanie pary przychodziło im z taką łatwością? Czy te wszystkie drobne gesty, pocałunki, spojrzenia… i sposób, w jaki potrafili się ze sobą droczyć, były po prostu częścią ich małego przedstawienia? Czy może właśnie tak zachowywali się ludzie, którzy naprawdę byli w sobie zakochani? Nie no, bez przesady. To była tylko gra. Zwykłe udawanie, perfekcyjnie odegrane role, w których żadne z nich nie angażowało prawdziwych uczuć.
p r a w d a?
No właśnie, kurwa, prawda?! Bo dlaczego w takim razie, kiedy odłożyła telefon, wypowiedziała swoje życzenie i siedziała teraz na nim okrakiem, czując jego bliskość, miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej przez gardło? Dlaczego tak bardzo podobało jej się to, jak na nią patrzył? I dlaczego, do jasnej cholery, zamiast zastanawiać się nad tym, czy ich przedstawienie wypadło wystarczająco wiarygodnie, coraz częściej łapała się na myśli, że wcale nie chciała, żeby dobiegło końca?
Siedząc na nim, czując jego dłonie spoczywające na swoich pośladkach i to przyjemne ciepło bijące od jego ciała, miała wrażenie, że zaraz kompletnie straci rozum. Fuuuck. A jeszcze te jego wcześniejsze słowa, że chciał ją w każdym możliwym miejscu... No, dosłownie odjęło jej mowę. Po raz pierwszy od cholernie dawna nie wiedziała, co odpowiedzieć. Chyba nawet się zawstydziła! I know right!!! Bo problem polegał na tym, że ona też go chciała. W każdym możliwym miejscu na świecie. I wcale nie chodziło jej tylko o te wszystkie zbereźne rzeczy, które właśnie podsuwała jej wyobraźnia, chociaż, nie oszukujmy się, tych również było całkiem sporo. Chciała po prostu, żeby przy niej był. Żeby wypełniał swoją obecnością każdą, nawet najbardziej banalną chwilę jej dnia. Nawet gdyby mieli godzinami leżeć obok siebie na łóżku, doomscrollując internet i podtykając sobie pod nos coraz głupsze tiktoki, z których śmialiby się jak dwie kosiarki. Nawet gdyby mieli w absolutnej ciszy oglądać jakiś beznadziejny serial, od czasu do czasu komentując fabułę albo kłócąc się o to, która postać jest większym frajerem, do zoreeeeee. Nawet gdyby mieli nie robić kompletnie nic. Bo właśnie o to chodziło, prawda? Nie potrzebowała z nim zadnych romantycznych kolacji ani spektakularnych gestów, żeby czuć się cholernie szczęśliwa. Wystarczało jej, że był obok. Że mogła go dotknąć, usłyszeć jego głos, zobaczyć ten charakterystyczny uśmiech, od którego ostatnio robiło jej się tak nieznośnie ciepło w klatce piersiowej. I jezu, jak bardzo nie chciała się z nim rozstawać. Nawet na kilka godzin. Czy to już było normalne? Czy właśnie tak wyglądało to całe zakochiwanie się o którym czytała w książkach?
Poczuła, jak jego dłonie nieco mocniej zaciskają się na jej pośladkach, i parsknęła śmiechem, unosząc brew z zadziornym uśmieszkiem.
- wierzę, że coś wymyślisz, kocie- wymruczała wprost w jego usta, zanim złożyła na nich kolejny, tym razem wyjątkowo czuły pocałunek. Przymknęła oczy, wsuwając palce w jego włosy i przyciągając go odrobinę bliżej. Cholera, jak on dobrze smakował. I jeszcze ten jego zapach, który ostatnio chyba na dobre zadomowił się gdzieś w jej głowie, bo nawet kiedy nie było go w pobliżu, potrafiła przypomnieć sobie dokładnie, jak pachniała jego skóra. Nie spieszyła się. Chciała po prostu go całować. Czuć jego usta na swoich, ciepło jego dłoni... Powoli pogłębiała pocałunek, pozwalając, żeby z każdą kolejną sekundą stawał się coraz intensywniejszy. Jej palce zacisnęły się delikatnie na włosach jego potylicy, a kąciki ust mimowolnie uniosły się w uśmiechu.
Czując, jak objął ją mocniej i wyprostował się do siadu, wciąż trzymając ją na sobie, poczuła, jak cholernie mocno go w tamtym momencie pragnęła. A przechodnie? Naprawdę miała ich wszystkich gdzieś. Liczył się tylko on.
- Prowadź - mruknęła, nawet nie próbując zaprzeczać. Jedyne, czego teraz chciała, to jeszcze większej bliskości, której tak cholernie łaknęła. Choć niechętnie, podniosła się z niego, a kiedy Albert również wstał, splotła swoje palce z jego i pozwoliła się poprowadzić w miejsce, które wcześniej znalazł. Trafili do jakiegoś starego budynku i właściwie wystarczył jeden pocałunek, jedno muśnięcie dłoni, kilka szeptów i drżących słów wypowiadanych gdzieś pomiędzy nimi, żeby zupełnie zatracili się w tej chwili. Spędzili kolejne momenty w swoich objęciach, nie przejmując się już niczym poza sobą. Był cudownym kochankiem... takim, którym nie potrafiła się nasycić, niezależnie od tego, jak długo pozostawała w jego ramionach. Jakby każdy kolejny pocałunek zamiast zaspokajać tęsknotę, jedynie ją pogłębiał.
Zabawne, że jeszcze na początku tego wieczoru była przekonana, że właśnie zbliżała się do końca ich znajomości i tego chorego układu, który wymyślili. A kończyła go w jego ramionach, pomiędzy pocałunkami i czułością, na którą przez tak długi czas była przekonana, że nawet nie zasługiwała.
k o n i e c
I wish u were mine… for real