25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Ponad rzeczowe stwierdzenie, że nie licząc poobijanego motocykla wyszli z kolizji bez szwanku, Milo ze swoją mocno ograniczoną zdolnością empatyzowania i podnoszenia na duchu na sposoby konwencjonalne nie mógł zaoferować mu wiele. Był ostatnią osobą od której można się było spodziewać widocznego współczucia, natomiast doskonale radził sobie z zauważaniem podobieństw. Efekt? Potrafił w lot rozpoznać naturę chwilowego paraliżu i nerwów Gauthiera, jednak ponad to był kompletnie bezużyteczny.
一 En serio? Odstawisz mnie dla gościa, któremu dwa dni zajęło nasmarowanie ci łańcucha? Pierdolisz 一 fuknął pod nosem, aczkolwiek z wyraźnie pobrzmiewającym w głosie niepokojem. Zmierzył go długim, pełnym dezaprobaty spojrzeniem i zmarszczył brwi w zastanowieniu, czy za ten żart powinien się obrazić, a jeśli tak - na jak długo. 一 Ostrzegam cię Dylan, jak zobaczę, że ktoś przy tym grzebał odetnę cię od funkcji śledzenia wyników w tabeli tych twoich hokejowych pierdół na ASAPie.
Nie czekał, aż Gauthier odetnie mu się czymś złośliwym w rewanżu. Po prostu otaksował go ostatnim niezadowolonym spojrzeniem i założył kask, a po bardzo kategorycznym opuszczeniu przyłbicy klepnął go lekko w plecy sugerując, by zrobił to samo. Marzył o powrocie do domu i prysznicu, nawet jeżeli w kompletnych ciemnościach.


Reszta trasy upłynęła zaskakująco gładko i bez niespodzianek, więc Milo, który od paru minut witał się już z rozleniwiającą myślą o kąpieli zdołał rozluźnić się na tyle, aby po dojechaniu na parking nie pluć jadem. Uwolnił się z kasku, rozmasował sobie to miejsce, w które zawsze drapieżnie wżynał się pasek pod brodą i zsiadł z motocykla by ocenić straty.
Tylny błotnik kwalifikował się do wymiany, obudowa prawdopodobnie była do odratowania, ale gdy Rivera przykucnął i przyświecił sobie by poza odgnieceniami rzucić okiem na stan lakieru uznał, że lepiej będzie po prostu wymienić fragment zamiast dokładać sobie roboty. Ponadto poza tablicą rejestracyjną stracili lampę i przez moment zastanawiał się czy potrzebowali nowej. Jeżeli była to kwestia samego klosza, można było rozważyć naprawę.

一 Mhmm 一 wymruczał lakonicznie, jak zawsze gdy na czymś się skupiał automatycznie tracił zdolność jednoczesnego prowadzenia rozmów i kalkulacji w głowie. Palcem ruszył fragment odpadającego od lampy plastiku i przechylił głowę aby przyjrzeć się temu, co znajdowało się w środku. Żarówka wyglądała na zmasakrowaną, więc spróbował dokopać się do gwintu i ocenić na oko jak głęboko sięgała skala zniszczeń.
Parę minut później mógł pocieszyć Gauthiera przynajmniej tym, że nie musieli wydawać fortuny na nowy reflektor.

一 Gwint jest cały. Wymienimy żarówkę, ogarnę nowy klosz i będzie jak nowy 一 obiecał, tylko nie wiadomo czy Dylanowi czy motocyklowi, w którym od dawna widział swoje własne dziecko. 一 Zapytam znajomego czy pozwoli mi skorzystać z garażu, wolałbym... słyszysz to?
Kilka loków sztywniejących od zimna zasprężynowało gdy Milo uniósł głowę i przerwał monolog. Z oddali dobiegł go czyjś głos wykrzykujący jego imię, więc skonsternowany spojrzał na Gauthiera by ustalić, czy nie miał omamów. Dotąd cieszył się na osiedlu świętym spokojem, a większość sąsiadów ignorowała jego istnienie z uczciwą wzajemnością. Tym razem wspólnota postanowiła przypomnieć sobie o jego istnieniu i, co gorsza, sposobie w jaki zarabiał na życie.

一 Rivers, tak? Słuchaj, widzisz, że prąd siadł? 一 padło od strony kogoś, kto widząc, że mrużący oczy w świetle latarki Milo niewiele rozumie wyciągnął z kieszeni jakiś wyświechtany kartonik i pomachał mu nim przed nosem. Myląc przy okazji jego nazwisko.
一 Rivera i... no tak, widzę... widzę, że siadł. I co?
Facet legitymujący się plakietką zarządcy osiedla oraz towarzyszący mu kilkuosobowy tłumek gapiów pokiwał głowami, a na ich twarzach bardzo przedwcześnie rozlał się grymas ulgi. na twarzy Milo, na przykład, odbiło się szczere, niezakłamane zniechęcenie.

一 Bo my cię weźmiemy do tej... no wiesz przecież, tam gdzie te wszystkie kable, guziki, żaróweczki i ta, no, rodzielnia...
一 Rozdzielnica? 一 zaproponował ostrożnie, nie do końca rozumiejąc skąd im przyszło do głowy, że akurat on mógłby rozwiązać problem, który kompletnie nie zależał od ich lokalnego przyłącza.
一 Pewnie tak 一 zgodził się zarządca, który niejedno w życiu widział, ale nigdy najprostszego schematu instalacji elektrycznej. 一 Dobra, widzę, że już wiesz co trzeba i nawet narzędzia masz, chodź raz dwa załatwisz sprawę i wszyscy do domu.
一 Co? Zaraz, chwila! Moment, no no no, to nie są... joder, co jest?! 一 Wierzgnął, gdy nagle został pociągnięty do pionu, a sąsiedzi, którzy zdążyli rozpoznać w nim zbawcę sięgnęli po jego na wpół otwarty plecak. Milo zdążył jedynie odwrócić głowę w kierunku Dylana, gdy tłum pociągnął go dalej, w stronę bloków.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzymając się kawałek za przeprowadzającym szybki przegląd Milo by nie wchodzić mu w drogę, przyświecał mu własną latarką i sam zajął się bardziej ogólnikowym ocenianiem szkód pod kątem potencjalnych kosztów. Odliczając nowy reflektor nie miało być aż tak tragicznie, co stanowiło jeden z niewielu pozytywów całej sytuacji. Instynktownie spojrzał w kierunku, z którego dobiegały nawoływania i ponownie zerknął na Milo z pytająco uniesioną brwią.
- Twój fanklub? - mruknął zdezorientowany nagłym zainteresowaniem ze strony sąsiadów, zwłaszcza że nie zdążyli jeszcze nawet ruszyć się z parkingu, chociaż okoliczności podsuwały mu potencjalne wyjaśnienie tej anomalii jeszcze zanim zostali otoczeni. Całkowicie bezpodstawne wyjaśnienie, jeśli znało się skalę problemu, niemniej już pierwsze pytanie zarządcy potwierdziło jego przypuszczenia. Podczas całej, głównie jednostronnej, wymiany zdań, skakał spojrzeniem między mężczyzną robiącym za głos ludu a Milo, dość szybko zdając sprawę, że był on na przegranej pozycji. Zdążył zrobić wpół kroku przed siebie, chcąc wziąć na siebie rolę głosu rozsądku by nieco wyrównać szanse przegadania spanikowanego tłumu poszukującego swojego zbawiciela, kiedy lokalna społeczność zdecydowała się pociągnąć Riverę do pionu i go porwać. W momencie kiedy obce ręce dotknęły jego stroniącego od kontaktu, łatwego do przebodźcowania chłopaka, w głowie Dylana zapaliły się czerwone lampki i sprawnie prześlizgnął się między ludźmi by znaleźć się u jego boku.
- Hej, hej, drodzy państwo, spokojnie. Pan Rivera nigdzie wam nie ucieknie i jestem przekonany, że dotrze na miejsce bez prowadzenia - zauważył tonem zarezerwowanym do obsługi klienta, znacząco usuwając rękę zaczepioną o rękaw Milo własnym przedramieniem. Uśmiechał się uprzejmie, chociaż z oczu dało wyczytać się milczące ostrzeżenie. Nie chciał konfliktu z sąsiadami, negatywne relacje w najbliższym otoczeniu rzadko kiedy były mile widziane, ale nie planował tolerować szarpania swojego partnera jak szmacianki. I to w sytuacji, w której i tak nie mógł zbyt wiele zdziałać by naprawić ich problem.
- Wszyscy jesteśmy zestresowani, ale cierpliwości, pośpiechem niewiele zdziałamy - wytknął, sięgając w dół by dyskretnie zahaczyć mały palec o palec Milo, jednocześnie próbując dodać mu otuchy i nieco utrzymać go w ryzach. - Milo, mógłbyś spojrzeć na tę... uh, rozdzielnicę? Jak fachowiec przynajmniej spróbuje to ogarnąć, sąsiedzi na pewno to docenią - prowadząc mały teatrzyk spróbował wytłumaczyć mężczyźnie czego tak właściwie oczekiwała od niego spanikowana brakiem prądu grupa. Obaj wiedzieli doskonale, że pogrzebanie w kablach na ich małym osiedlu nic nie da, niemniej przemawianie do rozsądku nakręconym ludziom mającym przewagę liczebną brzmiało jak marnowanie czasu i energii, które co najwyżej skończyłoby się zbędnym konfliktem. Bardziej bezpośrednie udowodnienie im, że problemu nie dało się tak łatwo naprawić, zdawało się znacznie sensowniejszą opcją.
Po krótkim spacerze między blokami zarządca poprowadził procesję do pomieszczenia technicznego, przed którym czekała ich chwila przerwy w oczekiwaniu aż ten dokopie się do odpowiedniego klucza z komicznie wypchanego pęku jaki wyprodukował z kieszeni. Gdy metalowe, przyrdzewiałe przy zawiasach drzwi stanęły otworem ze złowrogim skrzypnięciem, wszystkie oczy ponownie zwróciły się na Milo w napiętym oczekiwaniu.
- Mów mi co mam robić, będę asystował - mruknął przy uchu mężczyzny, bynajmniej nie planując zostawiać go z problemem samego. Lekko ścisnął jego dłoń po czym odebrał od jednego z sąsiadów wypełniony narzędziami plecak Milo.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Niewiele brakowało, a z przyzwyczajenia Milo ugryzłby mężczyznę ciągnącego go za rękaw. To, że Gauthier interweniował w odpowiednim momencie było prawdziwym cudem, inaczej mieliby zupełnie nowy problem z którym trzeba by się było uporać.
Rozcierając sobie ramię Rivera łypnął nieprzychylnym spojrzeniem na nadzorcę, który nie był nawet świadom zagrożenia w jakim znalazł się chwilę temu.
Słysząc jak Dylan próbuje swoich magicznych zdolności i charyzmy człowieka przyzwyczajonego do kontaktu z innymi ludźmi, Milo po prostu uznał, że lepiej dla wszystkich będzie, jeżeli ograniczy się do kiwania głową i przepuszczania każdego słowa przez filtr o nazwisku Gauthier.
Z tym, że kiedy rozochocony tłum podprowadził ich pod klitkę, a drzwi otworzyły się szeroko okazując wnętrze, Rivera przyjrzał się dokładniej kłębowisku kabli i wyciągnął swoje wnioski. Mrugnął jeszcze na wypadek, gdyby mu się przewidziało. Odkaszlnął w zgięty łokieć. Podrapał się po nosie. Spojrzał na Dylana tak, jakby to wszystko było wyłącznie jakimś chorym snem (jego mikro-drzemki, zwłaszcza zaraz po wchłonięciu talerza nuggetsów zazwyczaj posiadały dziwne scenariusze) i zachichotał nerwowo.
一 To jest światłowód 一 stwierdził bez ogródek, takim tonem, jakby to miało tłumaczyć absolutnie wszystko. Niestety, gapiom nie tłumaczyło zupełnie nic, dla nich każdy kabel miał dokładnie jedno i to samo przeznaczenie: przesyłać prąd. Dostarczać energię. Bzz bzz. 一 Dylan, to jest kurwa skrzynka teletechniczna. Czy ja mam halucynacje czy to z nimi jest coś nie tak?
Ten komunikat nie nadawał się rzecz jasna do przekazania gawiedzi zebranej za ich plecami przy drzwiach, z czego bodajże sprawę zdawał sobie wyłącznie Gauthier. Milo nie znał się na takich delikatnych niuansach.
Postanowił mimo wszystko sprawdzić, czy poza przyłączem internetowym w kanciapie znajdowało się coś jeszcze, ale na widok skrzynki elektrycznej nieposiadającej żadnego połączenia z resztą sieci (najwyraźniej zaplanowano ją na wyrost i okazało się, że jej podłączenie było zbędne) pokręcił głową z niedowierzaniem.

一 No no no. No no no. 一 Silny akcent przebijający się wraz z rozdrażnieniem i zniecierpliwieniem po równo niewiele mówił zgromadzonym z tyłu. Niektórzy pomyśleli, że chodziło o jakąś usterkę, którą zlokalizował. 一 Nie rozumiem. Ci imbéciles myślą, że ja im co, prąd spod ziemi wyciągnę? Ni hablar, no, eso no va a servir!
一 Co on powiedział? 一 zarządca budynku przysłuchiwał się ich rozmowie, zupełnie nic z niej nie rozumiejąc nie tylko przez brak znajomości problemu ale również języka. 一 Naprawi to, tak?
Milo czując, że zaczyna się w nim gotować obrócił się gwałtownie i już miał zamiar wyskoczyć z mordą na niegramotnego człowieka, ale wówczas zerknął na Dylana i przez moment przepychał się z nim w niemej konwersacji na spojrzenia. Na sam koniec rozłożył bezradnie ręce, odetchnął i złapał za swój plecak z rozdrażnieniem, zgrzytając przy okazji zębami.
Mógł zrobić teatrzyk, nie wiedział tylko, czy potrafił być wiarygodny.
Multimetr wyglądał profesjonalnie w oczach ludzi, którzy do wymiany żarówki w domu wzywali elektryka. To, że Milo przetańczył z nim od kabla do kabla mrucząc pod nosem kolejne hiszpańskojęzyczne inwektywy postanowili odebrać jako wyraz znawstwa i nomenklatury fachowej uznali za dobrą kartę. Nic jednak nie zmieniało faktu, że światłowód nie miał nic do awarii w elektrowni i Rivera nie posiadał bladego pojęcia jak im to wytłumaczyć by nie powiesili ich na tych kablach.

一 Joderrr... 一 zeźlił się, gdy przez bajzel w pomieszczeniu technicznym (co podkurwiało go bonusowo jako źle zorganizowana powierzchnia do pracy) potknął się o luźną wiązkę kabli. 一 Wydaje mi się, że to może być przepięcie łączeniowe. Może nawet rezonans ferromagnetyczny gdzieś na odcinku bliżej źródła, zwykle problematyczne są cewki.
W rzeczywistości rzucał na lewo i prawo teoriami, które mogły ale nie musiały mieć pokrycia w rzeczywistości. Z pomieszczenia pełnego kabli służących do podłączenia do sieci internetowej, Milo równie dobrze mógł wyciągnąć wahadełko i wywróżyć przyczynę kurzu i kiepów pozostawionych przez ekipę w rogu kanciapy i na jedno by wyszło.
Umilkł po czym spojrzał znacząco na Dylana, zagestykulował jedną ręką naokrężnie i odkaszlnął sugestywnie, co oznaczało ni mniej ni więcej jak: tłumacz.



Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Profesjonalna opinia porwanego elektryka, identyfikująca pierwszy problem w całym przedsięwzięciu jako urządzenie kompletnie niezwiązane z dopływem prądu, Dylan zmarszczył czoło i lekkim niedowierzaniem zajrzał przez próg by zobaczyć to na własne oczy. Daleko mu było do eksperta, ba, pomimo uznawania kuchni za swojej domeny, samodzielnie nie potrafiłby naprawić nawet regularnie używanego piekarnika czy ulubionego blendera, jednak nawet on był w stanie rozpoznać cienkie przewody światłowodowe wychodzące ze skrzynki. Kontemplując przez sekundę nad tym, jakim cudem tak spokojny dzień doprowadził ich do tej sytuacji, łagodnie zacisnął wargi by nie zaśmiać się na głos.
- Nope, też to widzę - zapewnił co do braku halucynacji i odwrócił się w stronę zarządcy z uśmiechem gładko skrywającym fakt, że miał go za skończonego debila. Lata spędzone na kelnerowaniu zaczynały się na coś przydawać.
- To jest główne pomieszczenie techniczne, tak? - podpytał neutralnym tonem, jak o najzwyklejszą część procesu naprawczego. Otrzymane po chwili zawieszenia - jakby zarządca nie zdawał sobie sprawy z możliwości istnienia więcej niż jednej takiej skrzynki na osiedlu - potwierdzenie skomentował pod nosem niewyraźnym "Cudownie", rozważając jakie były szanse, że w pomieszczeniu znajdowało się ukryte przejście, którym mogliby uciec z miejsca zdarzenia i na spokojnie wrócić do swoich czterech kątów i kota.
Niemalże fizycznie czuł jak cierpliwość Rivery, dotychczasowo utrzymana chyba jedynie zaskoczeniem sytuacją, gwałtownie ulatuje i widząc jak ten odwraca się z zapewne mało kulturalnymi zamiarami, wbił w niego twarde spojrzenie i przejął pałeczkę zanim wylądowaliby na czarnej liście pana zarządzającego.
- Zrobi co może, najpierw musi sprawdzić na czym polega problem. To skomplikowany proces, jak państwo zapewne wiedzą - przekręcił hiszpańską wstawkę na swój sposób, w odróżnieniu od Milo emanując spokojem jakby wszystko było pod całkowitą kontrolą. Wycofał się za mężczyzną przez próg, ustawiając się między nim a gawiedzią i wznosząc dłoń zanim rozmówca zdążyłby podążyć za nimi by zarządzać znad ramienia sfrustrowanej złotej rączki. W tym wypadku wątpił, że byłby w stanie powstrzymać nadciągający wybuch.
Kątem oka śledząc kompletnie bezsensowne grzebanie przy kablach, słuchał cichych komentarzy dobiegających z korytarza na temat wydobytego z plecaka, wielce zaawansowanego urządzenia oraz jak to dobrze było mieć w okolicy specjalistę. Jednocześnie sam bił się z myślami, próbując ułożyć najbardziej sensowne wyjaśnienia na ich nieuniknioną porażkę naprawczą.
Zaledwie połowicznie skupił się na słowach, które wychodziły poza zakres jego własnej ekspertyzy, a na znak od Milo, że ma je przetłumaczyć na język ludzki, spojrzał na niego oskarżycielsko za przerzucenie ściemniania na niego. Z drugiej strony obiecał mu asystę, więc wymieniając uśmiech numer pięć na poważniejszą minę osoby, która właśnie otrzymała złe wieści, powoli kiwając głową spojrzał na resztę towarzystwa.
- Usterka zdaje się być gdzieś indziej, poza naszą kontrolą - wyjaśnił pokrótce. - Bliżej elektrowni. Z naszymi przewodami wszystko w porządku, co nie, Milo? - dopytał, by sąsiedzi dostali potwierdzenie od osoby, którą mieli w tej chwili za swoją najlepszą szansę na rychłe odzyskanie prądu. - Niestety niewiele da się zrobić z tej strony, chyba zostaje nam poczekać na naprawę problemu przez elektrownię.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Dylan przejmujący rolę tłumacza był prawdziwie wybawieniem w tej beznadziejnej sytuacji. Bez jego dyplomatycznego zacięcia Milo zapewne zaogniłby atmosferę zanim jeszcze tłum doprowadziłby go do pomieszczenia technicznego, a brak translacji z języka inżynieryjnego na przystępny dla pospolitego, nieskomplikowanego umysłu mógłby poskutkować wzrostem napięcia - niestety nie tego, które wedle wierzeń stłoczonego pod drzwiami pospólstwa, Rivera miał przywrócić.
Widząc niezaizolowaną wiązkę, która najpewniej nie była do niczego podłączona, przykucnął i wziął latarkę w zęby. Zmierzył martwy obwód czujnikiem dla pewności, sprawdził jeszcze wierzchem dłoni (tłum zdawał się reagować jakimś poruszeniem, gdy składał się nad każdą pierdołą z pełną celebrą) i wtedy wpadł na potencjalne rozwiązanie problemu.
Nie ich. Swojego.
一 No, nic dziwnego, że prądu nie ma, jak się taką prowizorkę zostawia 一 rzucił głośno w eter, a gdy zawtórował mu chór bezcielesnych, nieśmiałych pytań o usterkę, Milo obejrzał się przez ramię i wskazał palcem na miedziany pęczek sterczący sobie wesoło z niepodłączonego do niczego kabla. 一 Bo wiecie, takie instalacje bez izolacji to potencjalnie... 一 urwał widząc, że towarzystwo zgubiło się już na początkowym etapie tłumaczenia. Zamilkł, westchnął cierpiętniczo i podrapał się po nosie. 一 Chodzi o to, że przez to prąd ucieka. O, w powietrze idzie. I przez to rachunki wyższe, bo kto za to zapłaci?
Retoryczne pytanie poskutkowało, a wyciągnięcie na wierzch kwestii materialnych skłoniło gawiedź do zmiany wspólnego wroga na tyle długo, by Rivera wymyślił ciąg dalszy bzdurnych teorii.
Klepnął Gauthiera w łydkę i dał mu do ręki latarkę, wilgotną na końcu od śliny. Nie miał dwóch par rąk.

一 To ja to zabezpieczę elegancko i już będzie szybciej. Jak z elektrowni znowu prąd puszczą i popłynie, to u nas nie ucieknie i będziemy do przodu, nie?
Bolało go absolutnie każde słowo, ale im prostsze i ogólniejsze twierdzenie tym chętniej łykał je rozochocony tłum.

一 I to tak było cały czas? 一 nadzorca zmarszczył brwi w tytanicznym wysiłku wykonania prostej matematyki. Poruszył mięsistymi wargami, otarł z czoła pot rękawem grubej flaneli i pokręcił głową. 一 Ja wiedziałem w sumie, że to trzeba będzie naprawić, że te druciki nie powinny tak wychodzić z tego, bo to przecież w to... w powietrze idzie, to straty są. Myślałem sam żeby zrobić, ale jakoś... czasu nie było.
Milo uniósł brew z najszczerszą, niezakłamaną konsternacją, ale na tym etapie nie miał ochoty pytać. Poza tym wystarczyło, że uchylił usta, a spojrzenie Dylana jakie na sobie poczuł było wręcz ciężkie od dezaprobaty.

一 Czasu nie było. Zdarza się 一 skwitował płasko, tracąc zapał by sprawdzić z iloma innymi pozbawionymi sensu teoriami zgodziłby się przewodniczący spółdzielni. 一 To ja naprawię i wtedy prąd wróci szybciej. Nie wiem kiedy dokładnie, ale gdybyście państwo nie zauważyli, że trzeba się tym zająć, to prąd wróciłby wszędzie poza nami. Dobra robota.
Z kamienną twarzą obrócił się w stronę leciwego kabelka, z plecaka wyjął pakiet termokurczliwych rurek i napomknął coś o zapalniczce. Skoro tym przewodem nic nigdy nie popłynęło Milo wątpił, by to się miało w przyszłości zmienić.

一 Widziałeś, Dylan? Mamy uzdolnionych elektryków wśród sąsiadów.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchając z resztą towarzystwa jak Milo rozkręca ich mały teatrzyk dostatecznie by znaleźć nieistniejący problem i nawet wytłumaczyć go najbardziej łopatologicznie jak się dało, Dylan był pod niemałym wrażeniem. Odstający, niezaizolowany kabel zdawał się być zbawieniem - już podczas własnych wyjaśnień widział na twarzach zebranej grupy grymasy niezadowolenia sugerujące, że nie planowali odpuścić po samym zrzuceniu winy na elektrownię. Wymagali tego, czym sam zajmował się regularnie, tylko z użyciem wiązek światłowodowych zamiast kart - magicznej sztuczki. A raczej zamydlenia oczu na tyle, by pozwolili Milo oddalić się z miejsca zdarzenia i zabarykadować w mieszkaniu.
Kucając odebrał od mężczyzny latarkę, a czując na dłoni wilgoć skrzywił się i przetarł pogryzioną końcówkę rękawem mamrocząc coś pod nosem o ślinieniu elektroniki.
Kwestia uciekającego prądu bawiła go z początku, było to genialne zagranie na zarówno kwestii traconych pieniędzy jak i braku światła na osiedlu, jednak dostając potwierdzenia co do pełnej wiary w słowa Milo oraz kłamstwa w żywe oczy od zestresowanego kierownika całego przedsięwzięcia, nagle kreującego się na elektryka, nieco przeraziła go ilość szarych komórek rozsypanych w ciasnym korytarzu wypełnionym przejętymi szeptami i bezsensownymi sugestiami na metody naprawy. Niemniej wciąż kierował się pełnym przekonaniem, że pozostanie w pozytywnych stosunkach z zarządcą i resztą grupy było im bardziej na rękę.
- Właśnie słyszę, co za szczęście być otoczonym kompetentnymi profesjonalistami - potwierdził, przyświecając Milo obiema ich latarkami. Jedną skierował na oczekujący na operację przewód, a drugą w dół, na plecak i wyjęte z niego rurki. Bardzo starał się przy tym świecić jemu, a nie sobie. - Chyba pod kombinerkami - naprowadził go na poszukiwaną zapalniczkę wystającą czubkiem między narzędziami.
- Dużo pan zarządca tu na osiedlu naprawiał? Od razu człowiek spokojniejszy jak ma się takiego umiejętnego przedstawiciela - zwrócił się bezpośrednio do mężczyzny, nie do końca pewny na jaką odpowiedź miał nadzieję. Po części dla własnego bezpieczeństwa i spokoju ducha chciał się dowiedzieć na ile ten realnie zabierał się za sprawy, o których nie miał najmniejszego pojęcia. Tylko tego im brakowało - wylecieć w powietrze przez człowieka chcącego naprawić prąd przez światłowód po najniższej linii oporu. Z drugiej strony coś w jego odpowiedzi nieprzyjemnie go tknęło, budząc w Dylanie chęć zawstydzenia go przed publiką dalszym wkopywaniem się w kłamstwa albo potrzebą wyznania prawdy o braku znajomości w temacie. Pomimo trzymania Milo na krótkiej smyczy, nie mógł się powstrzymać przed wbiciem własnej, sarkastycznej szpilki.
Śledząc wzrokiem jak Rivera sprawnie izoluje luźne pręciki, czuł się jak w momencie, gdy znaleźli zdatne do rozbicia okno podczas ucieczki z cegielni. Droga do wolności majaczyła im przed oczami, starczyło nie wygadać się z faktu, że nie zmieniło to absolutnie nic i wyślizgnąć się uwadze gapiów.
- No, wygląda stabilnie. Już żaden prąd nie powinien nam uciekać - stwierdził, na co nachyleni w drzwiach sąsiedzi wydali nieskoordynowane dźwięki aprobaty na widok zaizolowanego kabla.


Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Zadowolony z obrotu spraw, Milo zmrużył oczy ostrzegawczo, gdy nie udało mu się rozpoznać ironii od razu. Przez moment patrzył na Dylana w taki sposób, jakby poważnie kwestionował jego inteligencję, ale po krótkiej analizie twarz Rivery pojaśniała zrozumieniem.
Wyjątkowo kontent, że mógł zająć się izolowaniem niegroźnego kabelka zamiast kluczyć wśród towarzyskich, kurtuazyjnych meandrów, przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu i dopasowywał odpowiednią rurkę.
一 A bo to co chwila coś się psuje to naprawiam. 一 Dozorca machnął ręką w bardzo kiepsko udawanej skromności, po to by za moment łyknąć przynętę i dać się pociągnąć za język. 一 Takie rzeczy to ja sam zwykle robię, nie potrzeba do tego żadnych certyfikatów i papierów, słomka wystarczy i jak kto ma łeb na karku to wie. Po co szkoły na takie pierdoły, nie?
一 No ciekawe po co, bardzo ciekawe 一 wymruczał melodyjnie pod nosem, przewracając od czasu do czasu oczami na ten olimpijski bezmiar głupoty. Na szczęście mamrotał na tyle cicho, że głuchnący z wiekiem przedstawiciel osiedla nie dosłyszał.
一 Ale nie żebym młodemu ujmował, a jak jeszcze doświadczenia nabierze to kto wie, może jaki specjalista będzie i nam wszystkim co ponaprawia po znajomości? 一 Ramiona Rivery spięły się jakby prąd jednak popłynął jakimś cudem tym kablem, a hiszpańskojęzyczna wiązanka popłynęła gładko, na co kilka osób stwierdziło, że "skądś zna tę piosenkę". W rzeczywistości Milo przeklinał właśnie dozorcę na kilka pokoleń w każdą stronę.
一 Gracias 一 syknął do Dylana na wydechu z mocnym, ciągnącym się "s". Zapalniczka faktycznie odpoczywała pod kombinerkami.
Gdy płomień liznął przyciętą, zatkniętą na niezaizolowany odcinek kabla gumę, Milo przez moment z bardzo niezdrową satysfakcją i nadludzkim skupieniem obserwował jej zaciskanie się wokół przewodu. Ognik z zapalniczki odbijał się w jego ciemnych, podkrążonych zmęczeniem oczach i możliwe, że na miejscu termokurczliwej rurki Rivera widział coś innego. Coś z wąsem i we flanelowej koszuli.

一 Na pewno nie będzie? 一 Rubaszna wesołość w głosie dozorcy podnosiła mu coraz bardziej ciśnienie, więc postanowił się nie odzywać. Dylan zdawał się mieć tę część problemu pod kontrolą. 一 Panowie, to jak tak, to co my teraz mamy zrobić?
一 Czekać 一 wypalił natychmiast, mimo że jeszcze kilka sekund temu uroczyście postanowił nie otwierać gęby. 一 Reszta w rękach elektrowni, my po naszej stronie zrobiliśmy swoje. Sugerowałbym sprawdzić teraz korki, specjalista taki jak pan na pewno sobie poradzi.
Korki również nie miały tu nic do rzeczy, ale pomysł zlecenia administratorowi budynku jakiegoś prostego zadania wydał mu się ostatnią deską ratunku. Milo pragnął uwolnić się od towarzystwa, od hałasu, wziąć prysznic i może opić się zupą z kubka, a potem zasnąć na kanapie i zapomnieć, że ten dzień w ogóle się wydarzył.



Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W czasie gdy słomka satysfakcjonująco zaciskała się wkoło kabla, Dylan słuchał paplania człowieka nieświadomego jak blisko granicy cierpliwości Rivery stąpał z każdym słowem. Zwłaszcza kiedy wymierzył je bezpośrednio w niego. Oczami wyobraźni widział już jak Milo rzuca mu się na szyję, stąd wypełniła go niewyobrażalna duma, gdy jedyną reakcją okazała się wiązanka na tyle melodyjna by wpaść sąsiadom w ucho jako przebój radiowy.
- Dobrze ci idzie, jeszcze trochę - pochwalił jego opanowanie zniżonym tonem, korzystając z bliskości oferującej minimalną prywatność od gawiedzi śledzącej z zapartym tchem ich każdy ruch. Potrafił zaoferować im trochę empatii - w stresie ludzie się zmieniali, a ignorancja nie pomagała w podejmowaniu sensownych decyzji - na tyle, by skierować swoją niechęć przede wszystkim na mężczyznę stojącego na ich czele, zwłaszcza kiedy zamiast wdzięczności za pomoc (nawet jeśli był to czysty teatrzyk) zdecydował się na łechtanie własnego ego.
- A to w międzyczasie jak rozumiem można się zgłaszać po znajomości do pana. Skoro pan tak doświadczony, cały czas coś nam tu naprawia, całe osiedle w ryzach trzyma - wyliczył, mając nadzieję, że reszta sąsiadów przyglądająca się całemu przedsięwzięciu zapamięta tę rozmowę i następnym razem w razie problemu zwróci się najpierw do człowieka chwalącego się swoimi osiągnięciami. Przy dobrych wiatrach będą zamęczać jego zamiast wystawionego na celownik Milo. - Mamy szczęście mieć pana pod ręką - dodał, spoglądając przez ramię z uśmiechem, dla wtajemniczonych wręcz boleśnie sztucznym. Facet wykopał sobie własny dołek, teraz mógł w nim zostać i pogrążać się bardziej albo spróbować się z niego wygrzebać, to już było Gauthierowi całkowicie obojętne.
Po dokończeniu roboty i wydaniu nowych, całkowicie bezsensownych wytycznych, plecak ponownie został zapakowany, skrzynka teletechniczna szczelnie zamknięta, a Dylan już torował drogę między mamroczącymi sąsiadami. Nikt nie wydawał się szczególnie zadowolony z potrzeby dalszego czekania, niemniej wyczekujące spojrzenia zmieniły cel z Milo na zarządcę, który na własne życzenie przejął pałeczkę znawcy w kwestiach elektryki. Po przedostaniu się na drugi koniec grupy, dopytującej właśnie gdzie znajdowały się wspomniane korki, Dylan zarzucił sobie plecak na ramię i sprawdził czy jego przetyrany przez życie inżynier także dał radę się wymknąć.
- W domu mam dla ciebie nagrodę za cierpliwość, poradziłeś sobie świetnie - podrzucił, pomijając fakt, że dostałby czekający w lodówce deser nawet bez tej całej akcji. Musieli się pospieszyć i zjeść ile się dało by za dużo nie poszło na straty, a wizja zamknięcia się w mieszkaniu z Pinto i pełną ucztą tylko czekającą na ich powrót była dużo przyjemniejsza niż użeranie się z aktualnym towarzystwem. Korzystając z odwrócenia uwagi kwestią korków i elektrowni, bez pożegnania skierowali się w stronę schodów by pomknąć na swoje piętro.

/zt x2
Milo Rivera
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”