25 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Bezrobotny Kopalnia diamentów w Nigerii
Awatar użytkownika
Pracuję u brata, a brat za robotą lata.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkisiema/eniu
typ narracjikebabowy
czas narracjiWojenny
postać
autor

Outfit

Sobota miała kilka niezaprzeczalnych zalet. Nie trzeba było nastawiać budzika, nigdzie się spieszyć ani udawać przed światem, że człowiek ma jakikolwiek sensowny plan na najbliższe kilkanaście godzin. Garrett zamierzał skorzystać z każdej z nich. Zwłaszcza z tej pierwszej, bo kiedy wrócił do domu nad ranem, jego największym marzeniem było przespać przynajmniej pół dnia, a potem zająć się czymś, co nie wymagało od niego ani myślenia, ani przesadnego kontaktu z rzeczywistością. Los najwyraźniej miał jednak inne plany, a przy okazji wyjątkowo kiepskie poczucie humoru.
Pierwszy dźwięk nie zbudził go. Garrett ledwie zarejestrował go w świadomości, przewrócił się na drugi bok i naciągnął poduszkę na głowę. Drugi był już wyraźniejszy. Trzeci sprawił, że zacisnął powieki tak mocno, jakby samym wysiłkiem woli mógł cofnąć czas o kilka godzin i przekonać siebie z poprzedniego wieczoru, że może jednak warto byłoby odpuścić ostatniego drinka.
Dochodziła dziewiąta. Dziewiąta rano, w sobotę. Godzina, o której cywilizowani ludzie powinni albo jeszcze spać, albo przynajmniej zachowywać się tak, by nie odbierać tej przyjemności innym. Zamiast tego zza ściany, a chwilami zdawało się Garrettowi, że wręcz z wnętrza jego własnej czaszki, dobiegały odgłosy, których nie potrafił jednoznacznie zidentyfikować. Coś stuknęło, coś przesunęło się z nieprzyjemnym zgrzytem, a następnie rozległ się kolejny hałas. Być może Care Whitener właśnie postanowiła przeprowadzić generalny remont. Być może próbowała rozmontować meble gołymi rękami. A może po prostu uznała, że skoro ona już nie śpi, to reszta świata również nie ma do tego prawa. Ostatnia możliwość wydawała mu się zdecydowanie najbardziej prawdopodobna.
Garrett otworzył jedno oko i spojrzał na telefon leżący na szafce nocnej. Przez kilka sekund wpatrywał się w niego w absolutnej ciszy, jakby oczekiwał, że urządzenie zreflektuje się i wyświetli coś bardziej rozsądnego. Potem opadł z powrotem na poduszkę, wypuszczając z siebie długi, pełen cierpienia oddech. Mógł spróbować zasnąć ponownie, ale postanowił zrobić coś zupełnie innego - porozmawiać z Whitener.
Samo nazwisko wystarczyło, żeby na jego twarzy pojawił się grymas. Z Care miał ten problem, że właściwie wszystko w niej działało mu na nerwy. Sposób, w jaki potrafiła się odezwać, jej zachowanie, ta irytująca zdolność do wyprowadzania go z równowagi nawet wtedy, gdy nie robiła absolutnie niczego szczególnego. Była jedną z tych osób, przy których człowiek mimowolnie zastanawiał się, czy nie istnieje jakiś niewykorzystany dotąd sposób na zachowanie świętego spokoju. Niestety, istniał też drugi problem, znacznie bardziej upierdliwy i trudniejszy do rozwiązania niż wszystkie pozostałe. Care była zdecydowanie w jego typie.
Z niechęcią zwlókł się z łóżka. Nałożył pierwsze lepsze szare dresy, przeciągnął dłonią po potarganych włosach i zerknął w lustro. Odbicie przedstawiało człowieka, który zdecydowanie nie powinien był podejmować żadnych ważnych decyzji przed południem. Zaczerwienione oczy, lekko zmięta twarz i wyraz niezadowolenia, jakby ktoś właśnie poinformował go, że do końca życia będzie musiał oglądać mecze koszykówki wyłącznie z trybun. Przynajmniej nie zamierzał długo udawać, że jest w dobrym humorze.
Wyszedł z mieszkania, pokonując dzielącą go od mieszkania sąsiadki odległość z miną człowieka, który idzie załatwić sprawę najwyższej wagi. W rzeczywistości chciał jedynie wrócić do łóżka, zamknąć oczy i obudzić się w świecie, w którym Whitener odkryła istnienie słuchawek albo przynajmniej pojęcie przyzwoitej godziny.
Stanął przed jej drzwiami i przez krótką chwilę rozważał, czy nie zapukać z przesadną uprzejmością. Ostatecznie uznał, że nie będzie się wygłupiał. Uniósł rękę i zapukał kilkukrotnie, stanowczo, ale bez przesady. Potem cofnął się o pół kroku, wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni i poczekał, aż gospodyni raczy mu otworzyć.
Kiedy wreszcie stanęła w drzwiach, Garrett przez ułamek sekundy zapomniał, po co właściwie przyszedł. Nie na tyle długo, żeby uznać to za poważny problem, ale wystarczająco, by jego spojrzenie zatrzymało się na niej odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła, sąsiedzka uprzejmość. Szybko wrócił do rzeczywistości, przypominając sobie, że ta konkretna kobieta właśnie pozbawiła go ostatnich godzin snu.
Oparł bark o framugę, mrużąc oczy przed porannym światłem.
- Jest dziewiąta rano, Care. Dziewiąta - uniósł brwi,. - Naprawdę nie mogłaś tego robić później? - ziewnął, dając jej tym samym chwilę na odpowiedź, po czym zerknął ponad jej ramieniem, próbując zlokalizować źródło całego zamieszania. Oczywiście, nie zamierzał pytać, czy może wejść i sprawdzić. Jeszcze brakowało tego, żeby dobrowolnie pakował się do domu tej kobiety.
- Słuchaj, nie mam nic przeciwko temu, że masz życie towarzyskie, hobby czy jakiś nagły atak fengshui. Naprawdę. Jestem człowiekiem tolerancyjnym. Wspaniałym sąsiadem, powiedziałbym nawet. Ale jeśli mogłabyś przez najbliższe kilka godzin spróbować robić to wszystko odrobinę ciszej, byłbym ci dozgonnie wdzięczny - znów ziewnął, po czym kilkukrotnie zamrugał oczami, w których znów zebrały mu się jakieś śpiochy.

care whitener
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

3.
(outfit)

Ostatnio wszystkie soboty zajmowała jej praca. Tak, Care Whitener śmiało można było ocenić jako pracoholiczkę i zupełnie się tego nie wstydziła. Zwłaszcza teraz, kiedy od niedawna objęła posadę szefa kuchni w świetnej knajpie. Nigdy nie aspirowała na takie stanowiska, bo nie czuła się na siłach. Zazwyczaj pracowała w cieniu ludzi, którzy zdecydowanie bardziej się do tego nadawali. Mieli posłuch, autorytet i nie bali się mówić tego, co myślą.
Choć Care również nie bała się mówić tego, co myśli, to stężenie złośliwości w jej krwi wynosiło całe zero procent. Co oznaczało, że czasami bywała… mało skuteczna. Z dnia na dzień, jednak uczyła się, jak sprawić, żeby jej pracownicy nie wchodzili jej na głowę. Po bacznej obserwacji swojego zespołu, wybrała swojego zastępcę, dzięki czemu to była jej pierwsza wolna sobota od miesięcy. W związku z tym w końcu mogła rozpakować swoje pudła.
Przeprowadziła się tutaj stosunkowo niedawno. Wcześniej wynajmowała mieszkanie w jakiejś znacznie tańszej i mniej bezpiecznej dzielnicy. Pasowało jej mieszkanie tam, bo zaprzyjaźniła się z kilkoma sąsiadami. Ale teraz, kiedy miała już bardzo poważną pracę, sporo odłożonych oszczędności, mogła mieć coś swojego. Była z siebie dumna, naprawdę cholernie dumna.
W końcu przyjechało kilka mebli, na które czekała dłużej, aniżeliby to sobie wymarzyła, ale chciała, by to mieszkanie było urządzone tak jak te wszystkie tablice z Pinteresta, które od dziesięciu lat skrupulatnie zapisywała. Moda zdążyła się, co prawda zmienić, ale Care nie wędrowała za nią. Sporo rzeczy miała z drugiej ręki, choćby jej wymarzona toaletka do sypialni. Dzisiaj również skupiona na składaniu i przesuwaniu mebli, nie myślała, że mogłoby to komuś przeszkadzać. Mimo że wkrętarka od ponad pół godziny wypluwała swoje wnętrzności w dłoni Whitener. Nie sprawdzała wcześniej czasu, bo nigdy nie była rannym ptaszkiem, więc z góry założyła, że jest już wystarczająco późno, by można było hałasować. Nie, Care zupełnie nie myślała o swoim sąsiedzie. Absolutnie, nie chciała robić mu na złość i nie szukała też na to sposobów. Całkowicie bez ironii. W myślach pieszczotliwie nazywała go dupkiem, choć pewnie nie omieszkała nazwać go tym epitetem również na głos.
Zdziwiła się, słysząc pukanie do drzwi, bo nikt wcześniej nie zapowiadał się, że ją odwiedzi. Odłożyła wkrętarkę, wstała na nogi, podciągnęła krótkie spodenki piżamy w dół, by choć trochę zasłonić tyłek i ruszyła do drzwi. Zamrugała kilkukrotnie, kiedy zobaczyła swojego sąsiada. Uśmiechnęła się od ucha do ucha (chyba po to, żeby troszkę go podenerwować). - Cześć, dupku - powiedziała uprzejmie. Ależ ona lubiła go wkurzać. Jasna cholerą, wyglądał wtedy tak seksownie. Odepchnęła od siebie tę myśl, bo za żadne skarby nie wolno jej było uważać go za seksownego, przystojnego, ani tym bardziej, pociągającego. Prychnęła cicho. - Słuchaj, to mój jedyny wolny dzień od miesięcy, mam sporo rzeczy do ogarnięcia, więc jeśli nie przyszedłeś tutaj pomóc, to żegnam - burknęła. Nie, nie liczyła na jego pomoc. Chyba nie byli na takim etapie swojej sąsiedzkiej znajomości. Raczej dogryzali sobie na korytarzu czy w windzie. Care przecież też regularnie wpadała, choćby tylko po to, żeby poinformować go, że jego domówka już dawno powinna się skończyć. Tak, zdecydowanie nie miała siebie za tak wspaniałą sąsiadkę jak on, ale nie miała z tego tytułu wyrzutów sumienia.

Garrett Cage
gall anonim
25 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Bezrobotny Kopalnia diamentów w Nigerii
Awatar użytkownika
Pracuję u brata, a brat za robotą lata.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkisiema/eniu
typ narracjikebabowy
czas narracjiWojenny
postać
autor

Choć Care mieszkała tutaj stosunkowo krótko, to już zdążyli się z Garrettem całkiem dobrze poznać. Chłopak nie zliczy sytuacji, w których wpadali na siebie, niejednokrotnie wymieniając "uprzejmości". Sam nie wiedział, od czego to się wszystko zaczęło, ale skoro Whitener szła w zaparte i konsekwentnie nazywała go dupkiem, on odpłacał jej pięknym za nadobne, tytułując ją "mała". Dodawał do tego jednak taki ton, który wyraźnie sugerował uszczypliwość, czy może nawet próbę szydzenia z jej wzrostu. Koniec końców i tak się hamował w tej kwestii, bo przecież zawsze mógł mówić do niej niunia czy cipcia, jak do jakiejś kurtyzany. Taki z niego kochany sąsiad.
Stojąc zaspany w progu, spoglądał na nią zmęczonymi oczami, które wyrażały w tym momencie dużo więcej emocji, niż chciałby po sobie Cage pokazać. Była w tym mieszkanka zmęczenia, zdegustowania, złości oraz błagania. Słuchał jej tłumaczenia, jednak do ucha wpadało mu może co drugie słowo. I choć nie brzmiało to jak bełkot ostatecznie, tak nie chciał odpuścić sprawy w trosce o jakość swojego snu.
- Ja pierdole, mała... - znów ziewnął i pokręcił trochę karkiem, jakby próbował go rozciągnąć. - To ogarniaj to o ludzkiej porze, najlepiej po 15 - odparł zaczepnie, a następnie uniósł lekko brew, słysząc odgłosy z góry, które niosły się po całej klatce. Najwidoczniej młode małżeństwo mieszkające wyżej uznało, że to odpowiednia pora na seksualne harce, przy których nie szczędzili sobie odgłosów godowych. Cage spojrzał w górę, a następnie strzelił otwartą dłonią w czoło, zdając sobie sprawę, że działania Care rozpoczęły cały łańcuch zdarzeń i już chyba nie będzie mu dane porządnie się wyspać.
Garrett wrócił wzrokiem do sąsiadki i westchnął zrezygnowany.
- Kto w tej klatce mieszka, ten się w cyrku nie śmieje... - przymknął lekko oczy pod ciężarem zmęczenia, po czym znów spojrzał na Care. - Jak ci nie pomogę, to znając twoje zdolności potrwa to do północy - stwierdził, nie znając zupełnie stopnia zaawansowania Whitener w organizacji pracy, ani też nie będąc świadom, ile zdążyła już pudeł rozpakować czy mebli przesunąć. - Dobra - rzucił w końcu po krótkim westchnięciu. - Mów co mam robić, we dwójkę pójdzie sprawniej - nie czekając na jej aprobatę, trochę wprosił się do jej mieszkania, a gdy drzwi za nim zostały zamknięte, spojrzał na bałagan.
Przetarł otwartą dłonią twarz, próbując się trochę pobudzić, po czym znów ziewnął. Następnie skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Tylko po wszystkim daj mi się wyspać. Te porno z jękami co oglądasz codziennie puść sobie jakoś pod wieczór, ok? - rzucił uszczypliwie, bo oczywistym było, że nic takiego nie miało miejsca, ale jako sąsiad-tetryk musiał jakoś dogryźć kobiecie. Nie żeby nie brał pod uwagę, że Care zdarza się obejrzeć takie filmiki, ale z pewnością nie oglądała ich na tyle głośno, by Garrett słyszał je zza ściany.
Gdy już bardziej się pobudził, uniósł lekko brew, kiedy kątem oka zerknął na brunetkę, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że ta jest w piżamie, a spodenki odsłaniają trochę więcej, niż pewnie chciałaby mu pokazać. Komentarz jednak zachował dla siebie, w końcu... niech będzie miał chociaż jakieś widoki podczas tej pomocy w rozpakowywaniu się.

care whitener
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak, zdecydowanie znajomość z Garrettem weszła na znacznie wyższy poziom niż z resztą sąsiadów. Care była duszą towarzystwa, ale ostatnimi czasy nie miała okazji, żeby wpaść do kogoś z powitalnym ciastem jak to miała wcześniej w zwyczaju. Ona naprawdę była takim słoneczkiem, które chciało umilić ludziom dzień, więc ciężko powiedzieć, skąd w niej ta uszczypliwość w stosunku do Cage’a. Wyzwalał w niej coś takiego, że po prostu musiała mu dogryźć, a jednocześnie zdarzało się, że nie potrafiła przy tym utrzymać poważnego wyrazu twarzy. Czasami, owszem, nieziemsko ją wkurzał, czasami pewnie nawet chciałaby mu przyłożyć w tę przystojną buźkę, ale nie byłaby wtedy sobą. I na pewno miałaby wyrzuty sumienia. Dlatego pozwalała sobie tylko na zgryźliwość i dupkowanie.
Przewróciła oczami, słysząc to, co działo się piętro wyżej. Care nie mogła powstrzymać rumieńców, które pojawiły się na jej twarzy, dlatego zażenowana odwróciła głowę. Już miała naprawdę zamknąć drzwi przed nosem Garretta, kiedy zgodził się jej pomóc, a Care… cofnęła się z zaskoczenia. - Żartowałam - powiedziała od razu, bo rzuciła tym od niechcenia, tak po prostu. Żeby natychmiast się zmył. Raczej pomyślała, że wizja pracy w ciągu najbliższych paru godzin zwyczajnie go wystraszy, aniżeli zachęci do wspólnego spędzenia czasu. - Serio żartowałam, nie musisz tego robić, okej? - powtórzyła, ale kiedy wszedł do mieszkania, po prostu poszła za nim. Nie wiedziała, co począć, bo chyba nie tego się spodziewała, ale skoro sama nawarzyła sobie tego piwa, to zamierzała je wypić. - Kawy? - zapytała. Postanowiła być uprzejma. Może rzeczywiście we dwójkę pójdzie im sprawniej, bo Care zaczynała powoli tracić nadzieję na pozbycie się tych pudeł. Stały tu od dwóch miesięcy i miała dość nieustannego potykania się. W dodatku jej pies, który spał gdzieś w tym rozgardiaszu część z tych kartonów pogryzł. Nie wyglądało to zbyt estetycznie. Zresztą, jak mogłoby. Nie poczekała na jego odpowiedź, po prostu podeszła do dzbanka ze świeżo zaparzoną kawą i wlała ją do jednego z kubków, które zdążyła rozpakować. Świetnie się składało, że to podobizna Grincha zdobiła naczynie. Podała mu kubek i usiadła dokładnie w tym miejscu, w którym skończyła ostatnią czynność związaną ze składaniem szafki. - No nie wierzę, że rzucasz we mnie czymś, co sam regularnie stosujesz! Przecież ja już znam na pamięć dźwięki i imiona większości panienek, które do ciebie przychodzą - zawołała oburzona. - Choć ostatnio rzeczywiście nie powtarzały się, nieźle żonglujesz - burknęła. W przeciwieństwie do Care, która od rozwodu, może raz czy dwa pozwoliła sobie na jednonocną przygodę. To nie było w jej stylu. Choć pewnie nie raz żałowała, że nałożyła na siebie piętno celibatu.

Garrett Cage
gall anonim
25 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Bezrobotny Kopalnia diamentów w Nigerii
Awatar użytkownika
Pracuję u brata, a brat za robotą lata.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkisiema/eniu
typ narracjikebabowy
czas narracjiWojenny
postać
autor

Pomysł pomocy Care nie zrodziłby się w jego głowie o żadnej godzinie dnia i nocy, a przynajmniej nie wtedy, gdy był w pewni świadom swoich poczynań. Być może zadziałała tu właśnie kwestia tego, że przespał bardzo mało, był zmęczony, ledwo kontaktował i pewnie był jeszcze w dodatku pijany. Dobrze, że chociaż umył zęby przed wyjściem z mieszkania, bo tego by pewnie Whitener nie wytrzymała już po kilku sekundach.
Cage mieszkał tu na tyle długo, by przywyknąć do najróżniejszej maści sąsiadów. Jedni byli tu krócej, inni dłużej: studenci, pary, rodziny, samotnicy, starsi, młodsi, kucharze, niedoszli koszykarze... wymieniać można było bez liku. Nie przypominał sobie jednak tego, by jacyś sąsiedzi tak głośno i ostentacyjnie informowali całą kamienicę, że są w trakcie procesu reprodukcyjnego. Było to więc coś nowego, a jednocześnie na tyle żenującego, że później nawet poskutkowało zgryźliwym komentarzem o porno w czterech ścianach Whitener. No bo przecież taki wspaniały sąsiad jak on sam z siebie nie wpadłby na taki tekst, prawda?
Szczerze powiedziawszy, to Garrett nawet jej nie słuchał. Jej odczepny komentarz zinterpretował jako prośbę i dalsze zaprzeczanie było już bezcelowe, bo zaspany Cage to nieuważny Cage. Wszedł więc do środka, rozejrzał się wkoło dostrzegając nie tylko stosy pudeł, ale też leżącego w oddali psa, z którym zdążył się już poznać podczas któregoś spaceru czworonoga i Care. Zignorował go i ziewnął znów, a następnie spojrzał zaspanymi oczyma na gospodynię.
- Co? - spytał, ale odpowiedzi nie uzyskał. Zamiast tego brunetka zawędrowała zrobić mu kawę, a gdy trybiki w głowie zaczęły procesować, zrozumiał, że zaproponowała mu kawę. Na to zareagował lekkim uniesieniem brwi w geście zdziwienia, bo kto by pomyślał, że to akurat Care będzie pierwszą sąsiadką, która poczęstuje go tym napojem.
Przechwycił kubek i od razu upił kilka łyków, nie przejmując się tym, że temperatura kawy nie sprzyjała wlewaniu tego w siebie w takich ilościach. Był jednak jeszcze na tyle otumaniony swoim zmęczeniem, że ostatecznie nie zareagował na to jakoś nazbyt ekspresyjnie. Ot rzucił tylko zwykłe "kurwa" i wziął głębszy oddech, licząc na to, że wdech powietrza ostudzi ścianki jego policzków oraz język.
- Mała... - odezwał się, ściągając brwi do siebie. - Ja oglądam porno na słuchawkach. Mamy XXI wiek - zakpił znów z niej, odbijając lekko piłeczkę.
Odstawił kubek w pierwsze wolne miejsce, które zobaczył i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Och tak? - uniósł lekko brwi, gdy przyznała, że słyszała jego harce z dziewczynami, które regularnie do siebie sprowadzał. - Muszę więc przyjść do ciebie na korepetycje, bo nawet ja ich nie znam - rzucił odczepnie i choć zabrzmiało to bardzo dupkowato z jego strony, tak wcale nie było zgodne z prawdą. Teraz kreował się na chujka, który nie zna nawet imion swoich kochanek, jednak w rzeczywistości dbał o to, by je pamiętać, nawet jeśli były to jednorazowe przygody. Wolał nie ryzykować sytuacji, w której nazwie Courtney np. imieniem Care i wtedy narazi się na atak w momencie, w którym królować powinna przede wszystkim przyjemność.
Pokręcił lekko karkiem i czując, jak coś strzyknęło mu w szyi, odetchnął z ulgą.
- Dobra, mała - zaczął. - Skręcę tą szafkę, a ty zajmij się pozbywaniem tych kartonów. Przyda się zrobić trochę miejsca - zarządził, bo to wydało mu się najrozsądniejsze: on zajmie się na te kilkadziesiąt minut prostym zajęciem, do którego wystarczyła tylko instrukcja i trochę doświadczenia, ona zaś rozpakowywaniem zawartości kartonów. - No i mniejsza szansa, że trafię na twoje zabawki - rzucił już bardziej uszczypliwie, jednak tym razem nawet nie prychnął lekceważąco w jej kierunku. Zamiast tego usiadł w miejscu, w którym przed chwilą była Care i zajął się składaniem szafki. Od czasu do czasu też sięgał po kawę oraz zerkał na to, co robi brunetka. Często w momencie, gdy pochylała się i czasem wypinała, co było widokiem bardzo przyjemnym i jednocześnie bardzo pobudzającym. Znacznie bardziej niż kawa.

care whitener
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Poczuła ukłucie wyrzutów sumienia, że tak go ściągnęła z tego łóżka. Tak, zdążyła zorientować się, że był dość nieprzytomny, a i tak zdecydował się jej pomóc. Była mu naprawdę wdzięczna i szczerze powiedziawszy, nie miała pojęcia, jak mogłaby mu się odwdzięczyć. Może po prostu da jej znać po kolejnej imprezie, że chciałby się wyspać, a Care będzie zachowywać się jak mysz pod miotłą? Możliwe. Ewentualnie mogłaby mu zrobić jakieś dobre jedzenie, bo tylko w tym była tak naprawdę dobra. Przestała, jednak się na tym skupiać, wzięła drugi kubek, nalała kawy również sobie i wypiła spory łyk. Nie potrzebowała się dobudzać, po prostu kawa miała jej ulubiony smak. Tak, Care zdecydowanie była uzależniona od smaku kawy.
- Chryste, jaki z ciebie dupek - skwitowała go po raz kolejny. Może nie powinna mówić o nim w ten sposób, skoro właśnie próbował jej pomóc i rzeczywiście, wbrew pozorom, to był całkiem niezły pomysł, że nie będzie musiała męczyć się z tym sama. - Albo to one są desperatkami - wzruszyła ramionami. Chociaż teraz to się nazywało chyba trochę inaczej. Kobiety wyzwolone, które kierowały swoim życiem dokładnie tak, jak tego pragnęły. Może one też nie pamiętały jego imienia? Może tak samo jak on, miały go gdzieś? Care, szczerze powiedziawszy, nigdy się nad tym nie zastanawiała. Zawsze te rozstania były dla niej wybitnie żenujące, dlatego unikała tego jak ognia. Liczyła, że pewnego dnia uda jej się zapomnieć o swoim przyjacielu i zakocha się w kimś, kto odwzajemni jej uczucia. Tak, to był jej plan na najbliższe miesiące. Dlatego czasami pozwalała swoim przyjaciołom na swatanie jej. Bo chyba tak zdesperowana, by korzystać z portali randkowych, nie była. - No tutaj na pewno ich nie znajdziesz - zachichotała. Ostatecznie skorzystała z jego rady i wyjmowała rzeczy z pudeł, by ułożyć je na odpowiednich miejscach. Nie sądziła, że będzie im to tak sprawnie szło. Nawet chciała rzucić jakimś niewybrednym komentarzem, może trochę zakpić z jego umiejętności, ale byłoby to mocno naciągane. Jakoś nie zwróciła uwagi, że na moment przerwała swoje czynności i gapiła się na niego bezczelnie. Był skupiony, grzywka opadła mu na czoło, a serducho Care zabiło kilkukrotnie, zdecydowanie zbyt szybko. Dopiero po chwili zorientowała się, co wyprawia i odwróciła głowę, by zająć się swoimi sprawami. - Mogę cię poczęstować jakimś pysznym śniadaniem. Co powiesz na chwilę przerwy? - zapytała po dłuższym czasie, kiedy w salonie zrobiło się odrobinę luźniej, szafka nabierała kształtów, a pies rozbudził się na tyle, by spacerować między nimi.

Garrett Cage
gall anonim
25 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Bezrobotny Kopalnia diamentów w Nigerii
Awatar użytkownika
Pracuję u brata, a brat za robotą lata.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkisiema/eniu
typ narracjikebabowy
czas narracjiWojenny
postać
autor

Garrett trochę przywykł do łatki dupka, ale cóż innego mu tak naprawdę pozostało? Chłopak nie zrealizował kariery koszykarskiej, która przez lata była jego jedynym planem na życie. Miał olewczy stosunek do wielu spraw, stawiał swoje potrzeby wyżej niż innych i przede wszystkim był świadom swojej atrakcyjności oraz umiejętności oratorskich, co pomagało mu obracać się w towarzystwie wielu pań - młodszych, starszych czy w tym samym wieku. Choć nie prezentował sobą praktycznie nic, to nigdy nie miał problemu ze znalezieniem atrakcyjnej partnerki.
Wzruszył tylko ramionami na jej komentarz, bo w ich relacji nie było to nic nowego. Z drugiej strony było to trochę zabawne, biorąc pod uwagę fakt, że zgodził się jej pomóc bez niczego. Normalnie przecież wykorzystałby sytuację i wyciągnął z niej coś: darmowy obiad w knajpie, randkę bądź inną przysługę, o ktorą w nieokreślonym czasie poprosiłby Care. Tymczasem on zaoferował się tylko dla świętego spokoju, by móc dzisiaj jeszcze trochę pospać. Aczkolwiek jakieś profity z tego miał, w końcu sąsiadka tyłek miała niczego sobie.
Cage uniósł lekko brew i spojrzał na Whitener.
- Czyli jakieś masz? - pytanie retoryczne, wszak sama pośrednio to przyznała. Wyobraźnia Garretta zadziałała błyskawicznie i tylko fakt siedzenia do niej plecami pozwolił na ukrycie delikatnego rumieńca, który pojawił się na jego twarzy wraz z pierwszą wizją pieszczącej się za pomocą erotycznych gadżetów sąsiadki.
Kawa i praca pobudziły go na tyle skutecznie, że nie przypominał już zaspanego studenciaka po całonocnej imprezie. Zamiast tego pojawiło się trochę potu, nieco czerwieńszy kolor twarzy z racji fizycznego wysiłku oraz kilka płytszych oddechów, gdy po raz enty musiał gimnastykować się, przy wkręcaniu kolejnych śrubek. Nie widział więc wzroku Care na sobie i to chyba dobrze, bo gdyby dostrzegł to spojrzenie, mógłby sobie pomyśleć nie wiadomo co.
Kiedy brunetka zarządziła przerwę, Garrett przetarł wierzchem dłoni czoło z potu i przekręcił się nieznacznie w jej kierunku. Jak na zawołanie w jego brzuchu właśnie coś zaburczało.
- Chętnie - odparł całkiem przyjaznym tonem jak na siebie. Przez moment czuł się dziwnie z tym, że dobrze współpracowali i nie wbijali sobie szpilek, jednak wcale nie był przeciwko temu. Skoro już i tak spędzali razem czas w jakiejś formie, to dobrze było, żeby nie był on przesiąknięty jadem.
Podniósł się z podłogi i przeciągnął lekko, czując, że trochę zasiedział się w jednej pozycji. Już wcześniej podczas montażu zdjął bluzę, więc teraz paradował jedynie w koszulce i dresach. Gdy uniósł ramiona ku górze, Care mogła dostrzec fragment jego rzeźby na brzuchu, gdy ta ukazała się wraz z nieznacznym podniesieniem materiału t-shirtu.
- Umiesz gotować? - spytał, bo przecież nie miał pojęcia, czym Whitener się zajmuje zawodowo. Znał tylko jej imię, nazwisko, adres, kolor włosów, cięty język i rozmiar stanika. To ostatnie potrafił doskonale oszacować dzięki wieloletniej współpracy z kobietami różnej maści. Była to jedna z jego supermocy, którą nie chwalił się nader często, głównie ze strachu przed producentami bielizny.
Przeszedł z nią do kuchni i oparł się wygodnie o framugę, z ciekawością spoglądając na to, co brunetka przygotuje. Korzystał z okazji też na obserwowanie samej Care, która w tym wydaniu wyglądała bardzo korzystnie: odpowiednie oświetlenie, piżama podkreślająca jej ładne nogi i pośladki oraz uśmiech, który pojawił się wraz z rozpoczęciem dobrze znanego sobie procesu... No wyglądała bardzo uroczo, to musiał przyznać. Uroczo do tego stopnia, że aż sexy.
Potrząsnął szybko głową, wyrzucając z myśli wizję zajścia jej od tyłu i dotykania tam, gdzie żaden z sąsiadów, a już na pewno nie zgryźliwy tetryk, nie powinien jej dotykać. Tylko dlaczego on teraz o tym myślał?

care whitener
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może gdyby spróbowali poznać się wzajemnie i nie opierali się wyłącznie na kilku słownych zaczepkach, to może ich zdanie na temat tego drugiego byłoby bardziej korzystne. Tak naprawdę, Care zdawała sobie sprawę, że jest upierdliwą sąsiadką, ale swoje zachowanie, czasami przesadnie męczące zwalała na karb zmęczenia. Zazwyczaj po pracy pukała do niego, by uciszył muzykę albo gości. Bo w rzeczywistości raczej nie pojawiała się u niego, kiedy spraszał do siebie znajome. Choć pewnie, dla dobra rozmowy naciągnęła również fakt, że było je słychać w jej mieszkaniu. Bardzo rzadko. Zazwyczaj pracowała cholernie dużo, a to zmęczenie zamiast powodować, że sen przychodził znacznie szybciej, czasami robiło coś zupełnie odwrotnego – zirytowana przewracała się z boku na bok. I chyba dlatego w końcu odpuściła. Care była łagodną kobietą, potrafiła szybko zapominać o urazach i pewnie liczyła na coś podobnego ze strony Garretta. W związkach raczej nie była tą toksyczną babą, która dla rozrywki szukała powodu do kłótni. Raczej wolała święty spokój. Nie radziła sobie ze stresem szczególnie dobrze, dlatego omijała go szerokim łukiem. Jej małżeństwo mogłoby trwać, ale życie pozbawione miłości nie było tym, co chciałaby przeżywać w nieskończoność. I czuła, że to jest też nie do końca fair w stosunku do jej męża. Owszem, to były ich wspólnie ustalone zasady, ale ludzie się zmieniają, rzeczywistość też się zmienia.
Wzruszyła ramionami i nie powiedziała niczego więcej. Raczej nie chwaliła się tym na prawo i lewo i chyba to również niespecjalnie było w jej stylu. Zauważyła, że Garrett wyzwalał w niej coś dziwnego. Coś, czego wcześniej w sobie nie odkryła. Jakąś zaczepność, niekoniecznie w złym znaczeniu tego słowa. Może nawet jakąś figlarność, bo przecież nie wszystkie ich rozmowy, mimo uszczypliwości były nacechowane negatywnie. Czasami po prostu żartobliwie. Podobało jej się to.
- Jestem szefem kuchni w restauracji, więc myślę, że trochę na pewno – odpowiedziała, znów sobie z niego żartując. Rzeczywiście, mało się znali i Care odczuła potrzebę, by dowiedzieć się o nim czegokolwiek, dlatego, kiedy w końcu stanęła przy blacie roboczym, sięgnęła po fartuszek i nałożyła go na siebie, skierowała na niego swój wzrok. – Chodź, pomożesz mi, potrzebuję sous chefa – zakomenderowała. Wzięła drugi fartuszek i podeszła blisko niego, by założyć mu materiał przez szyję. Uśmiechnęła się do niego i popchnęła go delikatnie, by odwrócił się, by mogła zawiązać mu pasek. Wzięła głęboki wdech, a czując jego męski zapach, serce znów przyśpieszyło swój rytm. – Gotowe. Co powiesz na bajgle z jajkiem i bekonem? – zapytała i odsunęła się, żeby ukryć swoje zdenerwowanie. Wyjęła potrzebne składniki na blat. Przesunęła w jego stronę warzywa, a sama skupiła się na usmażeniu jajek. – I od razu mów, czym ty się zajmujesz? Oprócz etatowego imprezowania i wkurzania sąsiadów, robisz coś jeszcze ze swoim życiem? – Tak, zdecydowanie była tego ciekawa.

Garrett Cage
gall anonim
25 y/o
Welkom in Canada
185 cm
Bezrobotny Kopalnia diamentów w Nigerii
Awatar użytkownika
Pracuję u brata, a brat za robotą lata.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkisiema/eniu
typ narracjikebabowy
czas narracjiWojenny
postać
autor

Dużo było tych "ifów" w ich relacji, jednak żadne nie wpadło nigdy na to, by faktycznie zmienić ten stan rzeczy i poznać drugą stronę. Nie mieli też ku temu żadnych powodów, bo przecież ich dotychczasowy kontakt ograniczał się jedynie do pojedynczych scysji i złośliwości. Nie wiedzieli o sobie zupełnie nic i gdyby nie utarczki słowne, pewnie by nawet nie zwracali na siebie uwagi, jak na połowę sąsiadów w tej kamienicy. Cage nawet nie do końca pamiętał, od czego to wszystko się wzięło i kto tak naprawdę zaczął uszczypliwości. Gdyby miał jednak strzelać, postawiłby na siebie, w końcu to on był tu dupkiem i szukał zwady.
Uniósł brwi zdziwiony, kiedy usłyszał, że Care jest szefem kuchni. Zrobiło to na nim wrażenie, jednak zaskoczenie było większe od potrzeby wyrażenia uznania do jej osoby. Mimo wszystko dało mu to jednak do myślenia, a przy tym też wyjaśniało szeroki asortyment kuchennych przyrządów, noży czy innych naczyń, które były już rozpakowane w jej kuchni.
- No to teraz są dwa wyjścia: albo mnie otrujesz, albo zakocham się w twoim jedzeniu. Nic pomiędzy - przyznał nieco żartobliwie i tym razem o dziwo bez żadnej złośliwości. A przynajmniej bez intencji wyprowadzenia jej z równowagi. Przyświecało mu przede wszystkim... rozbawienie jej, co było czymś stosunkowo nowym w ich stosunkach. Dotąd bowiem pragnął rozbawienia, ale jej kosztem. Nie rozbawienia jej samej.
Prychnął niezadowolony, kiedy okazało się, że poza złotą rączką, został jeszcze sous chefem, jakby dotąd nie okazał się wystarczająco pomocny. Było jednak w tym coś fajnego, że początkowa, niedoszła kłótnia o hałas przerodziła się w całkiem udaną współpracę na wielu płaszczyznach. Zaraz się zakocha normalnie.
Cage spojrzał na fartuch, który o dziwo był bardzo neutralny, jak na profesjonalistkę przystało. Żadnych kwiatków, czy innych kobiecych elementów, przy których Garrett mógł czuć się nieswojo.
- Pełna profeska - przyznał, gdy wiązała mu fartuch z tyłu, a on o dziwo niczemu nie oponował i nawet posłusznie obrócił się, gdy naparła na niego ręką. Na szczęście Garrett używał dobrych perfum, więc nawet mimo całonocnej balangi, dalej pachniał jak prawdziwy Alvaro i tym samym nie zrażał do siebie Whitener, co pozwalało im całkiem dobrze współpracować.
Na jej propozycję Cage przytaknął.
- Brzmi dobrze - nie był wybredny co do jedzenia, dlatego też istniało niewielkie ryzyko, że odmówi czemukolwiek. Bajgle z jajkami nie były jego standardowym wyborem, ale wobec niedostatku elektrolitów, witamin i tłuszczów, czemu winien jest poprzedni wieczór, uznał to za dobry wybór.
Zajął się krojeniem warzyw, co szło mu całkiem sprawnie. Głównie dzięki temu, że jeszcze za czasów swojej "kariery", starał się bardzo dbać o swoje żywienie, toteż musiał nauczyć się przyrządzać wiele potraw w oparciu o wiele składników. Nigdy się tym jednak nie chwalił, bo jeszcze łannajtstendy sobie śniadanka do łóżka zażyczą.
- Podrywam sąsiadki - odparł z charakterystyczną arogancją w głosie, jednak pierwszy raz nie był zachwycony ze swojej odpowiedzi. Poczuł się więc w obowiązku sprostować, by nie wyjść na totalnego dupka, za którego i tak go miała. - Obecnie kończę rozwalać majątek rodziców - wzruszył lekko ramionami. - A kiedyś... miałem być koszykarzem - dodał już nieco smutniejszym tonem, kwitując to także lekkim, zrezygnowanym westchnieniem. Celowo też użył zwrotu "miałem być", a nie "chciałem", bo gdyby nie wielokrotne kontuzje kolana, prawdopodobnie od wielu lat grałby z powodzeniem w NBA lub Europie.
- Sąsiadów wkurzam for fun - poruszył wymownie brwiami, chcąc wrócić do lżejszego dla siebie tematu, czyli słownych przekomarzanek.
Stojąc obok Whitener od czasu do czasu zerkał w jej kierunku, patrząc na to, co robi. Dalej jednak dość dużo skupienia przeznaczał na krojenie, bo nie chciał sobie czegoś przeciąć. Noże bowiem miała ostre jak na prawdziwego szefa kuchni przystało. Jego uwaga jednak często schodziła na Care, która czuła się jak ryba w wodzie w tym środowisku i... kręciło go to. Lubił pewne siebie kobiety, dlatego gdy tylko pokazywały w jakichś okolicznościach tę cechę, od razu zyskiwały w jego oczach. Swoją drogą a propos oczu... ona zawsze miała je takie ładne?

care whitener
35 y/o
For good luck!
168 cm
szef kuchni w george restaurant
Awatar użytkownika
marzycielka, właścicielka najpiękniejszego kundelka na świecie o imieniu pistachio, kucharka
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba nie mieli wspólnych cech, nie mieli wspólnych znajomych, pewnie też miejsc, w których bywali, pasji, które mogliby dzielić, więc zdecydowanie różnili się pod każdym kątem. Care nawet wydawało się, że jest od niego starsza, więc szczerze powiedziawszy, nie pomyślałaby nawet, że mogłaby mu się spodobać. Może też nie wyglądała jak na swój wiek, ale biorąc pod uwagę swoje doświadczenia, na pewno czuła się jak na swój wiek. Była mniej spontaniczna niż dawniej, może też mniej przebojowa. Chociaż nadal przez większość czasu promieniała ogromną radością z każdej, nawet najmniejszej głupoty.
- Zakochasz się - odpowiedziała z pełnym przekonaniem. - Mimo że dzisiaj nie zaskoczę cię niczym wyjątkowym, to następnym razem ugotuję coś, przez co oszalejesz - obiecała. Jeśli będą mieli okazję zjeść jeszcze raz wspólny posiłek, to na pewno nie będą to jakieś zwykłe śniadaniowe bajgle. Stać ją było na więcej, halo. - Ale pod warunkiem, że wpadniesz jeszcze złożyć szafę w przedpokoju. Nie ma nic za darmo, no nie? - zaśmiała się cicho. Jasne, że żartowała. Miała wystarczająco duże wyrzuty sumienia, że jej pomógł, zamiast smacznie sobie spać. Pewnie poradziłaby sobie sama, ale musiałaby odłożyć na później resztę rozpakowywania. Z jego pomocą, jej salon wyglądał dużo, dużo lepiej.
- Tak? - Spojrzała na niego uważniej. Stanęła na palcach, by powiedzieć mu na ucho: - Słabo ci to wychodzi, musisz się bardziej postarać. - Z ust wyrwał jej się cichy chichot. Zdecydowanie ta odpowiedź spodobała jej się bardziej niż mogłaby pomyśleć. Chyba dlatego wyrwało jej się coś na kształt flirtu. W tym też była raczej kiepska, nawiasem mówiąc. Nie wiedziała, jak to skomentować. Ewidentnie w życiu Garretta wydarzyło się coś, co sprawiło, że odpuścił sobie życie zawodowe? Mogła go ocenić pod tym kątem, uznać go za rozpuszczonego palanta, który polega wyłącznie na swoich rodzicach, ale wyczuła, że to nie jest do końca tak, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. - Dlaczego nie jesteś? - zapytała, zatem prosto z mostu. Może to nie było na miejscu, może nie znali się na tyle długo, by wchodzić w tak intymne szczegóły swojego życia, ale chyba nie chodziło tu już tylko o zwykłą ciekawość. Może Cage potrzebował jakiegoś wsparcia, by ruszyć dalej? Może planu? Może możliwości? Choć sprawiał wrażenie, że takowe miał. Był wysportowany, wysoki, miał pieniądze. Co się, więc stało?
Kiedy jajka były już gotowe, przełożyła je na talerz i skupiła się na usmażeniu bekonu. Skwierczał na patelni, roznosząc po kuchni przyjemny zapach. Zaśmiała się cicho na jego komentarz. - Okej, teraz sos - zdecydowała, sięgając po kolejne produkty z lodówki. Coś na szybko, coś z majonezem, bo była już cholernie głodna. W dodatku nie wiedziała, jak długo może zawracać Garrettowi głowę. Zdecydowanie spędzili ze sobą więcej czasu, niż wcześniej mogłaby zakładać, że potrafiliby to zrobić. Wymieszała składniki w miseczce i nie wiedząc, skąd ten idiotyczny pomysł, zanurzyła palec i zlizała z niego sos. - Gapisz się - powiedziała do swojego sąsiada, kiedy po raz kolejny na niego spojrzała, a ich oczy się spotkały. Ponownie zanurzyła palec i wystawiła w jego kierunku. - Chcesz też? - Pewnie w swoim życiu miała całą masę sytuacji, w których poczuła się jak idiotka, ale tym razem osiągnęła chyba apogeum. Najgorsze było, jednak to, że nie potrafiła z tego wybrnąć.

Garrett Cage
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”