24 y/o
For good luck!
185 cm
Hokeista University of Toronto
Awatar użytkownika
„Nie muszę być najlepszy od razu. Wystarczy, że każdego dnia jestem bliżej miejsca, do którego inni nawet nie próbują dotrzeć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- Dobrze, dobrze. W razie mojego zaginięcia sam pokryję koszty własnego odnalezienia - powiedziałem z rozbawieniem. - Ale skoro już mam za to płacić, to oczekuję pełnego pakietu. Helikoptery, psy tropiące, specjalne jednostki i moje zdjęcie w wiadomościach. Nie zamierzam wydawać pieniędzy na jakąś przeciętną akcję poszukiwawczą.
Wizja własnego zaginięcia coraz bardziej zaczynała przypominać wielką miejską atrakcję niż cokolwiek, czym należałoby się faktycznie przejmować. Z Duffy zresztą większość tematów prędzej czy później zmieniała się w coś kompletnie absurdalnego. Wcale mi to nie przeszkadzało, bo właśnie dlatego tak dobrze spędzało mi się z nią czas.
- I bardzo rozsądnie, że mi wierzysz - dodałem. - Oszczędzi ci to później rozczarowania, kiedy udowodnię, że we wszystkim potrafię być lepszy.
Może przesadzałem, nawet bardzo. Problem polegał na tym, że naprawdę lubiłem wygrywać. Nieważne, czy chodziło o coś poważnego, czy o najbardziej idiotyczne wyzwanie świata. Sama świadomość, że ktoś próbował ze mną rywalizować, wystarczała, żebym automatycznie chciał udowodnić swoją przewagę.
Na wzmiankę o plaży nudystów uniosłem brwi. Sama propozycja mnie nie szokowała, ale zdecydowanie bawił mnie sposób, w jaki Duffy potrafiła zamienić zwykłe wakacje w proces rekrutacyjny kolejnego przyszłego męża.
- Czyli pierwszy jeszcze nie zdążył umrzeć, a ty już planujesz casting na drugiego? - zapytałem. - Podoba mi się twoje podejście do zabezpieczania przyszłości. Nie tracisz czasu na niepotrzebne sentymenty. Oparłem się wygodniej o blat i przez chwilę zastanowiłem się nad samym pomysłem.
- A z tą plażą nudystów możesz przestać udawać, że mnie oszczędzasz. Nie mam problemu z nagością. Ani swoją, ani cudzą - stwierdziłem bez większego skrępowania. - Poza tym ktoś musi ci pomóc oceniać kandydatów. Sama możesz się za bardzo zasugerować kontem bankowym i przegapić jakieś poważne wady techniczne.
Uśmiechnąłem się szerzej. Gdyby ktoś z boku usłyszał tę rozmowę bez kontekstu, to prawdopodobnie uznałby nas za wyjątkowo okropnych ludzi. Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. Zresztą nie pierwszy raz ktoś miałby o mnie niezbyt pochlebną opinię.
Kolejna część planu przyszłego owdowienia sprawiła, że parsknąłem krótkim śmiechem.
- Ale jesteś troskliwa. Normalnie aż się wzruszyłem - skomentowałem. - Przyszły mąż naprawdę będzie miał szczęście. Zapewnisz mu spokojną starość, sprawdzisz testament, a później jeszcze łaskawie pozwolisz umrzeć. To przecież prawdziwa miłość.
Sam już nie wiedziałem, jak daleko zamierzaliśmy ciągnąć ten żart, ale nie widziałem też żadnego powodu, żeby go kończyć. Zdecydowanie bardziej interesująca była wizja organizowania razem z Duffy pogrzebu hipotetycznego bogacza niż jakakolwiek poważna rozmowa, którą moglibyśmy teraz prowadzić.
- Z sukienką też ci pomogę - zgodziłem się. - Ale od razu uprzedzam, że będę miał prawo weta. Jak pokażesz mi coś z dekoltem do pępka i spróbujesz przekonać, że to elegancka żałoba, to wychodzę ze sklepu.
Sięgnąłem po kieliszek i spojrzałem na jego zawartość. Pierwszy drink zwykle niczego nie zmieniał, ale sama świadomość, że wieczór dopiero się zaczynał, poprawiała mi nastrój. Nie musiałem się spieszyć. Nie musiałem też myśleć o tym, co będzie jutro. Przynajmniej przez kilka godzin mogłem pozwolić sobie na zwykłą zabawę. Przez moment rozejrzałem się po klubie, nadal podtrzymując swoją wcześniejszą opinię.
- Nikt nie jest wart naszego spojrzenia? - powtórzyłem z lekkim uśmiechem. - To akurat trochę niewygodne, bo przez całą noc będziemy musieli patrzeć wyłącznie na siebie. - Uniosłem kieliszek odrobinę wyżej. - Chociaż mogło być gorzej. Przynajmniej mam odpowiednio dobre towarzystwo.
Wypiłem zawartość swojego kieliszka i odstawiłem go na blat. Alkohol pozostawił znajome ciepło w gardle, a ja od razu poczułem większą ochotę na dalszą część wieczoru.
- Dobra, królowo - powiedziałem, przesuwając dłonią po włosach. - Pierwsza kolejka zaliczona. Teraz pytanie, czy zamierzamy siedzieć przy barze i dalej oceniać poddanych, czy pokażemy im, jak naprawdę powinno się bawić?

Duffy Summers
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
27 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
Aktorka w branży dla dorosłych
Awatar użytkownika
Hot summer, a hot hot summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracji- przeszły
postać
autor

-To będzie najbardziej spektakularne poszukiwania w Toronto, w całej historii miasta. Zaangażujemy nawet zagraniczne media, żeby było o tobie głośno w każdych możliwych mediach i zakątkach świata.
Jak już robić coś to z rozmachem, niema się co ograniczać. Nawet może się znajdzie jakaś firma organizująca takie eventych na czyjeś zaginięcie? Można zagłębić temat w wolnej chwili jak nie zapomni.
- Życie mamy jedno i krótkie, by nadmiernie w praktyce płakać po chłopie, któremu bliżej było na tamten świat. Muszę jakoś zadbać o swoją przyszłość, bo mogę być za bardzo rozrzutna. Więc chyba będziesz musiał przystopować mnie z wydatkami - stwierdziła,bo mając nieograniczone środki faktycznie mogła je przepić na głupoty. - Niechętnie to przyznaje, ale znów masz rację. Ktoś musi trochę mieć umiar w wydawaniu tych wszystkich środków. Dobra, skoro już się tego podejmiesz, to przyjmuję twoją kandydaturę.
Jakby nie patrzeć Emmett faktycznie mógłby być takim głosem rozsądku, bo ją samą mogło ponieść i to dosłownie. Pogrzeb to nic innego jak impreza tylko taka nieco smutniejsza, oficjalnie rzecz jasna. Ktoś umarł, żyje się dalej, nie ma co płakać, bo to życia nie zwróci. Może faktycznie będzie trochę smutno, ale zostaną pieniążki na pocieszenie.
- Nie miałabym serca pozwolić mu się męczyć - przyznała z udawaną troską, chociaż jeszcze ani męża ni kandydata na niego nie miała. - Oddaje wybór stroju na żałobę w twoje ręce, tylko nie ubieraj mnie w golf i spódnicę do kostek. Trzeba trochę pokazać, bo a nuż będzie tam jakiś potencjalny wdowiec i połączy nas żałoba po naszych nieodżałowanych już nie żyjących partnerach?
Temat jak najbardziej życiowy. Dobrze mieć plan na życie i takie awaryjne, bo nigdy nic nie wiadomo. Mąż może umrzeć tak z tydzień albo miesiąc po ślubie, ale najpierw musiałby koniecznie spisać testament. Inaczej znajdzie sposób, żeby dziada wskrzesić.
- Myślę, że czas im pokazać kto tu naprawdę rządzi nie tylko z wyglądu, ale też umiejętnościami.
Odstawiła szkło na Bari i pewnym krokiem ruszyła przed siebie na parkiet. Ludzie w sumie umykamy jej z drogi, bo nie kłopotała się tym by kogoś omijać. Ona tu była królową i należał jej się szacunek, podziw i oddanie.

Emmett Lapointe
24 y/o
For good luck!
185 cm
Hokeista University of Toronto
Awatar użytkownika
„Nie muszę być najlepszy od razu. Wystarczy, że każdego dnia jestem bliżej miejsca, do którego inni nawet nie próbują dotrzeć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

- No, w końcu zaczynasz kumać, na jaki poziom zasługuję, więc jak najbardziej angażuj te zagraniczne media - odpowiedziałem z wyraźnym zadowoleniem. - Tylko dopilnuj, żeby wyświetlili jakieś porządne zdjęcie. Jak dasz im moją fotkę z prawa jazdy, to nie wybaczę ci tego do końca życia.
Zaśmiałem się pod nosem, gdy wyobraziłem sobie całą tę sytuację. Pomysł był kompletnie idiotyczny, ale nie mogłem zaprzeczyć, że wizja reklamy mojej osoby we wszystkich najważniejszych stacjach telewizyjnych miała swój urok. Oczywiście zdecydowanie bardziej wolałbym być pokazywany ze względu na osiągnięcia sportowe. Ale zawsze jest to jakiś początek do światowej sławy.
- Skoro nalegasz to mogę być twoim osobistym doradcą finansowym - dodałem, unosząc brwi. - Wiesz, że ja również lubię wydawać pieniądze. Dlatego dopilnuję, żebyś nie przepuściła całego majątku wyłącznie na siebie. Mogę jednak obiecać, że nie będę protestował przeciwko zakupowi jachtu albo prywatnego samolotu. Ostatecznie też będę z nich korzystać.
Z całą pewnością nie należałem do szczególnie oszczędnego grona osób. Lubiłem chodzić w dobrych ubraniach, posiadać drogie rzeczy i prowadzić wygodne życie. Nie widziałem też powodu, dla którego miałbym sobie tego odmawiać, jeśli było mnie na coś stać. Umiałem jednak rozróżnić wydatki, na które mogłem sobie pozwolić, od tych, które były zwyczajnym przepierdoleniem kasy na głupoty. Dlatego podejrzewałem, że wspólne zarządzanie fortuną mogłoby się zakończyć bardzo spektakularnie.
-Bądź spokojna. Nie zamierzam cię ubierać jak zakonnicę - zapewniłem. - Znajdziemy coś eleganckiego, ale odpowiednio podkreślającego twoje wszystkie atuty. Tylko pamiętaj, że idziemy na pogrzeb, a nie robić sesję na Tindera. - Pokręciłem głową z rozbawienia. - Chociaż muszę przyznać, że jakbyś poznała drugiego męża na pogrzebie pierwszego, to byłoby to imponujące osiągnięcie.
Dopiłem resztę alkoholu, która była w moim kieliszku i odstawiłem go na blat. Musiałem przyznać, że coraz bardziej podobał mi się ten wieczór. Nie potrzebowałem szczególnie wiele, żeby dobrze się bawić, ale odpowiednio towarzystwo zdecydowanie tu pomagało. A skoro już wyrwałem się z domu, to nie zamierzałem spędzić całej nocy na siedzeniu przy barze.
- No w końcu. Już myślałem, że będziemy tutaj siedzieć do rana i planować wszystkie twoje przyszłe pogrzeby - rzuciłem i ruszyłem w stronę parkietu.
Po drodze poprawiłem krawat i przeczesałem dłonią włosy. Muzyka była głośna, ale właśnie takie imprezy lubiłem najbardziej. Co prawda nie byłem zawodowym tancerzem, ale miałem jednak całkiem niezłe poczucie rytmu. Kiedy dotarłem na parkiet, to wreszcie mogłem się trochę rozluźnić. Zacząłem poruszać się w rytm muzyki, nie przejmując się tym, czy ktoś zwracał na mnie uwagę.
- No dobra, to lecimy z tym koksem - zawołałem, podnosząc głos, żeby przebić się przez muzykę. - Tylko postaraj się za mną nadążyć. Nie chciałbym, żeby nasza królewska para skompromitowała się już podczas pierwszego występu.

Duffy Summers
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”