28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Plaża nudystów.
Czy oni naprawdę trafili na plaże n u d y s t ó w? Tą samą na której ludzie chodzili n a d z y, nie posiadając na sobie żadnego zakrycia dla stref intymnych? Jej pijany mózg kompletnie nie był w stanie tego ogarnąć. Leżała wygodnie na ramieniu Millera podrywając do góry głowę i tylko dłońmi wspierając się na jego kształtnych (i bardzo przyjemnych w dotyku swoją drogą) pośladkach. Wzrokiem śledziła te wszystkie nagie sylwetki na tle zachodzącego słońca. Wszystkie bardziej i mniej jędrne tyłki oraz piersi i sama nie wiedziała, czy właśnie trafiła do raju, czy może jednak było to coś zupełnie innego.
Z początku było obiecująco.
Do momentu.
Momentu, w którym kobiecy głos bliżej niezidentyfikowanej osobniczki wybrzmiał w uszach Wallace.
Archie Miller?! To ty?!
Kurwa. Mógł czuć, jak się spięła. Jak od razu wierzgnęła, wciąż na nim wisząc, bo chciała zobaczyć, kto tym razem im się napatoczył. Bo przecież świat byłby za piękny i za spokojny, gdyby oni dostali chociażby piętnaście minut tylko dla siebie, prawda? Ledwo uwolnili się od Benito i Pameli, uciekli od doktorka Mc Dreamy, a teraz jakaś kolejna kobieta stała między nimi i dobrą zabawą.
Abby z zerową klasą stoczyła się z ramienia Millera i wbiła w końcu jasne spojrzenie w dziewczynę. A dokładniej jej piersi, które… no kurwa, wyglądały dobrze. Za dobrze. Chociaż wciąż nie tak dobrze, że jak te Pameli. Wzrok chciał oszukać ją na tyle, by jeszcze zsunąć się niżej, jednak w ostatniej chwili Wallace udało się zachować resztki profesjonalizmu i wróciła do twarzy kobiety. Beti dokładniej. I może nawet spytałaby skąd się znali, co tu się właściwie działo, gdyby nie mężczyzna który leżał na ręczniczku tuż obok i również zdawał się zainteresować ich duetem. A dokładniej to samą Abby, której imię wraz z nazwiskiem zaraz wymówił, sprawiając, że Wallace aż przytrzymała się Millera, żeby przypadkiem się nie wywalić.
— O ja pierdole — od wróciła głowę w stronę przyjaciela, mrucząc pod nosem wymowne przekleństwo. Znała gościa na ręczniku aż za dobrze i szczerze? W tym momencie wolałaby być w s z e d z i e, tylko nie tu. Uciec. Ulotnić się. Wyparować. A jednak nie mieli żadnej przestrzeni na ucieczkę. W dodatku Tom, bo tak nazywał się niechciany tu osobnik, poderwał się z ręcznika, świecąc jajami i podszedł bliżej.
— Jezu Abby, to naprawdę ty? — powtórzył, a potem… jakby gdyby nic otworzył szeroko ręce i ją przytulił. Przywarł do niej tuż przed oczami Archiego i Beti, ocierając się swoim całkiem pokaźnym przyrodzeniem o jej nagie (NAGIE, kurwa) uda. Wallace aż złapała w płuca więcej powietrza. — Myślałem, że coś ci się stało, po tym, jak przestałaś mi odpisywać — usta mu się nie zamykały, a ona jedyne o czym myślała, to żeby odsunął od niej swój sprzęt. I chociaż po chwili to zrobił, to wcale nie wykonał kroku w tył. Od razu w pełni b e z c z e l n i e sięgnął do jej twarzy, odgarniając przypadkowy, blond kosmyk włosów. — Wiesz, dalej czasami myśle o tym jak pi…
— Tom! — krzyknęła, wchodząc mu w pół słowa i próbując się od niego odsunąć. A że była pijaniutka, to zrobiła to wyjątkowo niezdarnie, przez co ponownie się zatoczyła. Całe szczęście tym razem w dobrą stronę i zamiast na Tomie wylądowała na Millerze. Jej dłoń mimowolnie przykleiła się do nagiego torsu przyjaciela, tak dla lepszej stabilizacji, a głowa w przypływie niezręczności i paniki… — A to mój chłopak, Archie — rzuciła, nawet się nad tym nie zastanawiając. Normalnie palnęła jak ostatnia idiotka, a jeszcze na powtwierdzenie swoich słów, przytuliła się do niego jeszcze mniej, wciskając pod jego ramię. Miller czy chciał czy nie, oficjalnie stał się jej druga połówką i oby zaczął grać w jej grę, bo inaczej źle się to dla niego skończy.
— Ch-chłopak? — spytał podejrzliwie Tom, przyglądając im się uważnie.
— Chłopak? — powtórzyła Beti.
— No chłopak — kiwnęła głową z przekonaniem, wyciągając ręce do w bok, odnajdując tą Millera, którą trzymał na jej biodrze i bezczelnie przesuwając ją sobie na własny pośladek. — A co, nie widać? — plan w teorii wydawał się idealny, jednak kiedy ta czynność została wykonana, w praktyce okazał się t r a g i c z n y. Serce momentalnie wyrwało się do przodu i rzuciło w galop. Abby jednak postarała się, by nie dać nic po sobie poznać.
— No może trochę widać… — zaczął Tom, mrużąc oczy i się im przyglądając. — Ale przecież mówiłaś, że nie szukasz związków. No wiesz, że one nie są dla ciebie — dodał z wyrzutem i tutaj chyba wszyscy dookoła mogli się domyślić, jaka relacja łączyła ją z Tomem. Tomem, który również był rezydentem w szpitalu, ale całe szczęście na innym roku, dzięki czemu Wallace umiejętnie go omijała.
Szkoda tylko, że jej świetna passa musiała spieprzyć się akurat dzisiaj.
Na plaży nudystów.

:pili-madi:
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
magia nagości, jakieś randomowe przekleństwo
Szczerze to nie przepadał za tymi wszystkimi filmami, w których akcja goni akcję i człowiek jeszcze dobrze nie ochłonie po jednej, a już — BUM! — kolejna uderza w twarz bez ostrzeżenia. No cóż, trochę czuł się teraz jak w takim filmie, którego scenarzysta ma chyba bardzo nudne życie i w krótkiej chwili chce upchać wszystko co możliwe. Ogórkowe paskudztwo i inne wcale nie lepsze shoty, przegrana w siatkówkę w towarzystwie Benito i Pameli, kolejny krwotok, ale tym razem prawdziwy, a nie w postaci shota i powtórka ogórkowego dziadostwa, a na to wszystko płonący tampon w nosie, limonka na pączkowej piersi Wallace, gorący doktorek i ucieczka nie tylko przed nim, ale i przed ich siatkarskim duetem…. AAAAAA! No cholibka! Halo wszechświat, może tak koniec?! Filmowy klaps. Finito?! Czy nie mogliby już podążać wśród mniej lub bardziej jędrnych pośladków, dyndających fiutków i falujących piersi w kierunku zachodzącego słońca?

Czy naprawde wymagał tak wiele?
Najwyraźniej kurwa wymagał.

Faktem było jednak to, że dostał konkretne falujące piersi, a Wallace dostała konkretnego falującego fiutka i trzeba było przyjąć to na klatę. Biorąc pod uwagę stan jego alkoholowego upojenia, było mu o wiele łatwiej zaakceptować fakt, że jego współpracownica Beti stała przed nim na golasa i bez cienia żenady otrzepywała tyłek z piasku. Może nawet pewnego dnia w pracy naprawdę nie będzie pamiętał o tych… kolczykach w jej sutkach? głowę przechylił trochę za bardzo na bok i szybko zwrócił ją ku niebu, że niby wcale się nie przyglądał. Nie był w sumie pewien czy bardziej obawiał się tego, że Beti to zauważy? Czy że zrobi to Wallace?
Zdecydowanie Wallace.
I kiedy głupio sądził, że to jego największe zmartwienie podczas magii nagości, jakiej doświadczyli właśnie na plaży nudystów, typ przemówił ludzkim głosem. Co gorsza zachowywał się tak, jakby ich znał. Jakby Abby znał! Co jest?! Czerwona lampka zaraz się mu w głowie zapaliła, a wzrok już nie hulał po kolczykach, po piersiach i po niebie, a skupił się na gościu, który rozłożył swoje ramiona i nim ktokolwiek zdążył zaprotestować zamknął Abby w objęciach. Poczuł jak palące ciepło rozlewa się mu pod skórą i mógłby przysiąc, że cały jego ziemniaczany kolor teraz przybrał odcień buraczany. Cały no prawie zesztywniał, a zęby to zacisnął tak mocno, że aż zgrzytnęły. I kiedy myślał, że już gorzej być nie może to nagus bezczelnie sięgnął do kosmyka jej włosów i zaczął coś pierdolić. I to właśnie był ten moment, w którym miał ochotę wyrwać się i doskoczyć do niego, ale tym razem to Abby go uprzedziła. Złapał ja w swoje objęcia pewnie, jak na kogoś kto jeszcze parę minut wcześniej sam chwiał się jak bela.

A to mój chłopak, Archie.

Zamarł. Chłopak? Pomyślał, ale nic nie powiedział. Może gdyby nie był tak pijany to prędzej by się mu wymsknęło, ale teraz? Teraz to on poczuł ciepło jej ciała, jej dłoń na swoim brzuchu, a gdy jeszcze wzięła jego rękę i sobie na boku ułożyła przez moment był w siódmym niebie. Chyba tylko głupiec nie byłby zadowolony z takiego obrotu sprawy. Milczał grzecznie przytakując, gdy to inni powtarzali po niej: Ch-chłopak? Chłopak?

— Tak, chłopak. Przecież nie dziewczyna — zawtórował przyciągając ją do swojego boku i przesuwając dłonią na jej pośladek, na którym zacisnął się lekko. No co?! Beti bardzo uważnie ich obserwowała z boku, a Tom?! Ten to dopiero się lampił. — Miło poznać, Tom — wyciągnął w jego stronę rękę uśmiechając się przy tym szeroko, jakby nigdy nic, oczywiście wciąż trzymając Abs w swoich ramionach, a kiedy podał mu dłoń ścisnął ją zbyt pewnie, zbyt mocno, zbyt dobrze pamiętając jak odgarniał nią jej kosmyk włosów po przyjacielsku. Co tu dużo mówić, Miller od razu świetnie wszedł w swoją rolę. — Wiesz jak to jest z tymi lekarkami, Tom — zaśmiał się lekko zupełnie nie przejmując się tym, że z jego nosa wciąż dyndał lekko zakrwawiony i przypalony tampon. — One potrzebują intensywnej terapii, a ze mną ją ma dwadzieścia cztery godziny na dobę — i palcem wskazał na swój nos śmiejąc się trochę tak, jakby właśnie opowiedział żart swojego życia, a co ciekawsze tego rezydenciaka naprawdę to rozbawiło. Szybko jednak znów miał skwaszoną minę jak zobaczył Archibalda, który zamiast zostać przy jakimś skromnym buziaku w policzek bezczelnie musnął jej szyję tuż koło ucha, nosem trącając jej policzek. Co ciekawe Beti też nie mogła wyjść z szoku. — No powiem ci Miller, że nie przypuszczałam, że poza swoimi konsolami masz jeszcze dla kogoś miejsce w swoim życiu — pocisnęła mu, ale zupełnie się tym nie przejął. — Bo ja jestem pełen niespodzianek, co nie Wallace? — zapytał i teraz on bezczelnie uniósł dłoń, by odgarnąć kosmyk włosów z jej twarzy, drugą ręką wciąż ją obejmując, by przypadkiem się mu nie wymsknęła. Kątem oka próbował jeszcze zerknąć na Toma, by zobaczyć jego zazdrosną minę, ale pojawił się drobny e r r o r — przeklęte, błyszczące ślepia Wallace wbite prosto w niego.
Hipnotyzujące to było.
Przepadł.
ObrazekObrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chłopak.
Naprawdę to powiedziała?
Czy Abby Wallace przy ludziach i świadkach naprawdę nazwała Archibalda Millera swoim chłopakiem? W dodatku mówiąc to tak pewnym siebie głosem, jakby to faktycznie była prawda? Otóż tak. Nawet na moment się nie zawahała, a akurat do tego było trochę powodów. Głównym rozpraszaczem był chociażby digidong kolegi naprzeciwko, którego Tom za nic nie miał w planach schować. Niby była lekarzem, niby nie powinno jej to ruszać, a jednak w stanie upojenia w jakim się właśnie znajdowała i biorąc pod uwagę, że jednak mieli ze sobą poniekąd romantyczną przeszłość, było conajmniej niezręcznie.
Poznali się jeszcze na studiach. On był rok starszy, Abby młoda, głupia i ambitna. Kiedyś zagadał do niej w bibliotece, zaprosił na wspólna naukę, okazało się, że najlepiej na roku zdał przedmiot, z którym ona miała największy problem i poniekąd to dzięki niemu tak dobrze go zdała. Potem ich drogi się rozeszły, chociaż Tom jeszcze kilka razy próbował się z nią kontaktować. Dopiero po dwóch latach znowu się przecięli na rezydenturze, a dokładniej… na jednej z imprez integracyjnych. Ona wypiła w swojej party era, on był bardzo chętny i jakoś tak wyszło. Szkoda tylko, że zaraz po Wallace kompletnie wyparowała, kiedy on liczył na kolejną randkę. No nie dogadali się. I takim sposobem po pół roku wylądowali razem na plaży nudystów. No kurwa, z której strony to NIE było niezręczne?
I może nawet Abby by spanikowała, gdyby Miller tak dobrze nie wszedł w role. Ale to zrobił. Jak zawsze stanął na wysokości zadania, szarpnął ją mocno do siebie, że aż obili się biodrami, a palce zaczepił o jej nagą skórę w taki sposób, jakby naprawdę chciał jej dotykać. Tom przesunął po tym widoku własnym spojrzeniem, ewidentnie się nad czyś zastanawiając, a zaraz skrzywił się nieznacznie na słowa Millera.
— Ciebie też… miło — wcale nie. Tom za nic nie wyglądał, jakby cieszył się z poznania Archiego. Widać to było po tym, jak przewrócił oczami, a potem jego spojrzenie ciągle uciekało do Wallace. Dużo w nim było żalu i niezrozumienia i może nawet zrobiłoby się jej szkoda mężczyzny, za to, że tak bezczelnie go zghostowała, ale na tamten moment była kompletnie zalana i jedyne, co czuła i czym się przejmowała to d o t y k Archiego Millera na własnej skórze. To jak jego szorstkie palce przesuwały się po udzie i zakrawały o pośladek, wystający spod króciutkich, jeansowych spodni. Nic a nic nie potrafiła poradzić na przyjemne dreszcze, które generowało to doznanie. I kiedy myślała, że to był już szczyt jego umiejętności aktorskich, Millerowa bulwa postanowiła pójść o krok dalej.
One potrzebują intensywnej terapii, a ze mną ma ją dwadzieścia cztery godziny na dobę.
MIAŁA.
Chociaż w momencie, w którym jego usta musnęły ją tuż za uchem, przywołując kolejne dreszcze, to Abby Wallace najprawdopodobniej przydałby się lekarz. Najlepiej jakiś anastezjolog, żeby walnąć jej w żyłę i uśpić na dobre. Wyrzucić z jej głowy te wszystkie skrajne, nowe emocje jakie czuła przy Archiem, a których czuć zdecydowanie nie powinna.
Nie mogła.
Nie miała do tego prawa.
W imię przyjaźni, która budowali przez tak wiele lat. Każdych wzlotów i upadków. Szacunku to tego, ile ze sobą przyszli. No po prostu nie mogła. A jednak to wszystko co czuła, było przecież silniejsze niż jej dobre chęci. Dlatego czując na szyi jego usta, zacisnęła mocniej palce na jego przedramieniu, wzdychając przy tym głośno, ostatkami sił skupiając się na tym, o czym rozmawiali.
Bo ja jestem pełen niespodzianek, co nie Wallace?
— Oj jest — kiwnęła chaotycznie głową, robiąc wielkie oczy do Beti. — Nawet nie masz pojęcia jak bardzo — bo nie miała. Ani ona, ani Tom, ani nawet sama Abby nie była w stanie przewidzieć następnej rzeczy, która przyjdzie mu do głowy. Jak na przykład to, że zachce sięgnąć do jej twarzy, by odgarnąć niesforny kosmyk blond włosów z jej pijanej twarzy. Odwróciła się w jego kierunku, by ułatwić mu dostęp i przy okazji zajrzeć w jego jasne oczy. Niepotrzebnie. Bo teraz miała problem, by się od nich oderwać. Pomógł jej dopiero Tom, który znowu wystąpił do przodu.
— A właśnie, Wallace, słyszałem, że jednak zamiast Kardio będziesz szła w intensywną? — zagaił, próbując zwrócić na siebie uwagę. — Jak dla mnie to straszna głupota — przewrócił oczami, podchodząc do nich bardzo blisko i krzyżując ręce na piersi. — Masz na to zbyt sprawne palce — wtrącił, lustrując ją wzrokiem. Wallace sama nie wiedziała, czy w tym momencie próbował wrzucić tam pewną dwuznaczność, czy naprawdę uważał, że miała zadatki na świetnego chirurga, ale szczerze? Nawet nie chciało jej się z nim dyskutować. Nie kiedy miała obok swoją ulubioną bulwę i ostatnie godziny wolnego wieczoru.
— Całe szczęście nikt cię nie pyta o zdanie, Tom — wtrąciła, przesuwając się po przedramieniu Millera, by w końcu odnaleźć jego dłoń. Gotowa była go odciągnąć jak najdalej, ale wtedy odpaliła się jeszcze Beti. Zaczęła dopytywać się, czy Abby naprawdę była lekarzem, przy okazji patrząc na Millera z niemałym uznaniem, pewnie, że wyrwał taka lekareczkę. Tom też próbował wtrącić cztery grosze o tym, że to dzięki niemu, Wallace w ogóle zdała ostatnie zaliczenie… i może dyskutowaliby sobie tak do jutra, gdyby w końcu Wallace nie udała, że zobaczyła w oddali jakiegoś słodkiego oposa i nie pociągnęła Millera za sobą. Chuj, że oposy po pierwsze nie były słodkie, a po drugie nie bujały się po plażach… liczył się fakt, ze się stamtąd ulotnili, a nie z jakiego powodu.
— Ja pierdole — westchnęła głośno, gdy już byli w bezpiecznej odległości. Jeszcze dwa razy obejrzała się przez ramię, czy na pewno za nimi nie szli, a potem spojrzenie wbiła w Archiego. — Następnym razem jedziemy gdzieś za granice — oznajmiła w pełni poważnie, prawie potykając się o własne nogi, które plątały się w piachu. Tu spotykali zdecydowanie za dużo znajomych twarzy. Jak nie w Whitby, to teraz na plaży n u d y s t ó w! Kto kurwa widział takie rzeczy? Tak się zaaferowała tym tematem i oczami Millera, że znowu nie zauważyła kiedy jej nogi wplątały się w piasek i tym razem po prostu i bez ostrzeżenia… runęła na twarz. A jeśli Archie chciał jej pomóc, to z pewnością wylądował obok. Trochę piasku weszło jej tu i ówdzie, ale na ten moment miała to już gdzieś. Prychnęła pod nosem, trochę pokręciła głową, a już po chwili przekręciła ją w stronę przyjaciela.
— To temu zawsze robisz sobie krzywdę? — zagadała nagle, uśmiechając się do niego podejrzanie. — Bo potrzebuje wiecznie intensywnej terapii? — nawiązywała do słów samego Millera, gdy rozmawiał z Tomem. Oczywiście nieco się zgrywała, bo przecież wiadomo, że nikt normalny nie krzywdził się tylko po to, żeby można go było opatrzeć. — Lubisz kiedy cię jojam, Miller? — zaśmiała się, sięgając ręką do cienkiego sznureczka, który zwisał mu z nosa, a potem… po prostu za niego pociągnęła. Bezczelnie wyciągnęła mu nasączonego lekko tampona z nosa. Krew już wcale nie leciała. Była wystarczajaco dobrze zatamowana przez ostatnie minuty, by wstrzymać krwotok, a tym samym Archie też mógł już normalnie oddychać.

:pupkabubka:
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciał być jej chłopakiem.
Chciał ją dotykać, n a p r a w d ę.
Chciał ją przyciągnąć do siebie i wcale nie puszczać.
Naprawdę tego wszystkiego chciał, choć w słowa ubrać nie umiał. Ba! Do myśli jakoś dopuścić też nie potrafił, że tak naprawdę chce tego wszystkiego z nią, tu i teraz. Bo tak bardzo jak tego pragnął, tak samo bardzo nie chciał spieprzyć tego co mieli, a mieli coś wyjątkowego. Zdawał sobie sprawę z tego, że wystarczyłby jeden fałszywy ruch i mógłby ją stracić, a z tym by sobie nie poradził. Nie ma szans. Mógł zgrywać twardziela, chojrakować i popisywać się jaki to pewny siebie nie jest, ale bez Wallace w życiu to nie to samo. Nawet nie chciał sprawdzać jak mogłoby bez niej być, bo sama myśl o tym go przerażała. I jasne, ktoś mógłby stwierdzić, że przecież raz kozie śmierć i, że na przyjaźni zbudowano niejeden fantastyczny związek, ale Miller znał siebie zbyt dobrze i wiedział, że w związkach to on potrafił spartolić sprawy koncertowo. Nic nie znaczące relacje można było wrzucić na te niepewne wody, ale relacji z Abby nie chciał ryzykować. Zazwyczaj nie ryzykował, bo za każdym razem oblatywał go strach, ale nie dziś.
Nie w dniu, kiedy rozsądek został zalany zbyt dużą dawką alkoholu i skutecznie odpędzony bliskością przyjaciółki. Miller już nie myślał, a na pewno nie myślał racjonalnie. Jakimś cudem zepchnął na bok ten strach o przyszłość i poszedł na całość. Udawał chłopaka Abby przed nagą Beti z Ubisoftu i goluśkim Tomem prężącym się przed dziewczyną Millera, bezczelnie usiłując przypomnieć jej stare niedobre czasy. Czuł jak się w nim wtedy gotuje, gdy swoim digidongiem wymachiwał przy ciele jego pyskaczki próbując odświeżyć jej pamięć. Ooooo gdyby tylko wiedziała, jak go ręka wtedy świerzbiła! Oh, jak on wtedy chciał zaznaczyć swoje terytorium. Iii poniekąd zaznaczył, zgrywając cwaniaka bezczelnie łapiąc swoją dziewczynę za tyłek, ścierając tym samym uśmiech z twarzy golasa. Słyszał w jego głosie, że wcale nie jest mu miło, a Archibaldowi WCALE nie było go żal.
Abby też nie było mu żal, kiedy ewidentnie zadrżała pod jego dotykiem. Kiedy westchnęła na tyle głośno, że i po jego karku przemknął dreszcz, też niczego nie żałował, a gdy palce na przedramieniu zacisnęła to on zrobił dosłownie to samo ze swoimi dłońmi ułożonymi na jej ciele. Chciał tego wszystkiego, a gdy wbiła w niego swoje spojrzenie to chciał nawet więcej. Stał jak oczarowany, kiedy ona jeszcze słownie rozprawiała się z Tomem wyłapując jakieś randomowe zwroty z tej rozmowy, przykładowo: masz na to zbyt sprawne palce, akurat wtedy, gdy odnalazła jego dłoń. I mógł spleść te swoje gamonie z tymi jej sprawnymi paluszkami. Teraz mogli uciekać w podskokach, jak najdalej od Beti, jak najdalej od Toma. — Gdzie pojedziemy? — zapytał asekurując ją przy pierwszym potknięciu, co raczej było głupotą, bo sam potykał się co krok o własne nogi. Nic dziwnego, że gdy Abby padła jak długa on zrobił to samo tuż za nią i tylko zdążył się wesprzeć na rękach, by nie położyć się z impetem na niej. To mogłoby być bolesne, a on nie był tak dobry w ojojaniu jak ona, chociaż… kto wie?
— A jak myślisz? — zagadnął zwisając nad nią z bezczelnym uśmiechem na twarzy. — Myślisz, że dawałem ci się opatrywać przez te wszystkie lata bo taka ze mnie niezdara? — to akurat prawda, w opatrunkach nigdy jej nie dorówna. — Czy może dlatego, że upodobałem sobie te twoje sprawne palce? — wspomniał słowa Toma puszczając przy tym figlarnie oczko. Teraz, kiedy patrzył na nią z góry mógłby przysiąc, że jakiś cichy głos na jego ramieniu sugerował mu, by trochę się zbliżył, odrobinę zniżył i sięgnął po…
…ale w tym czasie to ona tymi swoimi zwinnymi paluszkami sięgnęła po sznurek tampona i pociągnęła. Odrobinę zapiekło, nieco szarpnęło, a potem poczuł, że znów może oddychać.

Lubisz kiedy cię jojam, Miller?

To było cudowne uczucie. Cudowne ojojanie.
— Pytasz, a wiesz — nie widziała, jak ojojany i szczęśliwy był w tej chwili? — To moja ulubiona część każdej mojej krzywdy — zapewnił uśmiechając się radośnie. — Ale za to powiem ci coś czego nie wiesz — oznajmił tajemniczo pochylając się nieco bliżej jej szyi, ponownie. — Całkiem podobało mi się udawanie tego twojego chłopaka, więc nie jestem wcale zły, że jeszcze chyba chwilę musimy poudawać — może dlatego, że Tom kukał na nich z bezpiecznej odległości, a może dlatego, że Archie utopił rozsądek w alkoholu i tylko blefował, że kuka by jeszcze przez moment móc być blisko jej. Długo jednak nie wytrzymał w tej pozycji, bo świat wirował mu przed oczami, opadł więc tuż obok Abby i przeczesując piasek obok siebie odszukał jej dłoń, by spleść ich palce i przyciągnąć ją do swojej twarzy. Zupełnie nie myśląc złożył na jej skórze krótki pocałunek, bo przedstawienie wciąż trwa prawda?
Karuzela się kręci.
Niebo wiruje.
Serio...
Naprawdę cholernie wirowało, nie mógł na nie patrzeć, więc głowę na bok odwrócił i znów widział tylko ją.
Swoją dziewczynę pyskaczkę.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyciągali kłopoty.
Kusili los swoim bezmyślnym zachowaniem, które w ostatnim czasie eskalowało do tego stopnia, że już wywaliło poza skalę. Nie powinni się do siebie zbliżać. Nie w taki sposób. Nie mieli prawa przekraczać granicy przyjaźni wtedy po kręglach, a potem w Whitby, kiedy już kompletnie puścili im hamulce. A już na pewno nie na cholernej plaży nudystów, gdy oboje byli mocno (za mocno) wstawieni. Upojeni alkoholem, który wyssał z nich ostatnie resztki rozumu i zastąpił je jedynie podwójnym czuciem.
A przynajmniej w przypadku Abby. Bo inaczej nie dało się nazwać tego, jak mocno i bardzo odczuwała bliskość Millera. Jak drżała, gdy jego ciepły oddech tańczył na jej zaczerwienionej skórze; jak spojrzenie schodziło jej coraz częściej poniżej poziomu jego oczu na pełne usta, których smak już przecież znała i wiedziała… jak cholernie słodkie były. Głupiała przy nim. Przy tym jak się nad nią nachylał, jak rzucał coraz to kolejne zaczepki, mówiąc jej bezczelnie, że upodobał sobie jej sprawne palce. I może właśnie dlatego, że głupiała…
— Nie masz jeszcze pojęcia, co potrafią moje sprawne palce — przekręciła głowę lekko na bok, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia. I może tak zupełnie przypadkiem wcale nie poruszyła się pod nim, zahaczając brzuchem o jego ciało, na twarzy w tym czasie malując zaczepny uśmiech. — W koncu nie widziałeś mnie jeszcze na sali operacyjnej — jaaasne, na pewno o to jej chodziło. O szpital. O bycie chirurgiem. Bo w końcu o co innego? Oni już chyba dobrze wiedzieli, a jednak żadne z nich nie było gotowe się do tego przyznać.
Miller za to po chwili chciał jej się przyznać do czegoś, czego podobno nie wiedziała. Złapała więc w płuca więcej powietrza po czym wstrzymała oddech. Nie miała pojęcia, co chciał jej powiedzieć, czy to będą kolejne słowa o jojaniu i robieniu sobie krzywdy tylko dlatego, żeby mogła się nim zająć. I chociaż w głowie miała kilka potencjalnych scenariuszy, tak kiedy w końcu powiedział o co tak naprawdę mu chodziło… Wallace na moment odcięło. Czuła, jak serce mimowolnie wytrwało się do przodu, zajmując galopem. Co to miało znaczyć, że podobało u się udawanie jej chłopaka? Nie miała zielonego pojęcia, ale tak spodobały się jej te słowa, że od razu się do niego szerzej uśmiechnęła.
— Aż tak ci się spodobało? — wtrąciła się w pół słowa, patrząc na niego uważnie. Gotowa była pociągnąć go za język do tego stopnia, żeby zapytać co właściwie mu się w tym najbardziej podobało, ale wtedy Miller wspomniał o tym, ze jeszcze trochę musieli poudawać, bo Tom zaglądał na nich z oddali. — Dalej patrzy? — uniosła w górę jedną brew, swoje spojrzenie znowu spuszczając w rejony za-ka-za-ne. Podniosła w górę również dłoń, którą gotowa była przesunąć po nagim ramieniu Archibalda. Dużo nieodpowiednich myśli błądziło jej aktualnie po głowie, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić, Archie zniknął z jej pola widzenia. W sekundę przeturlał się na bok, a jej głowa od razu przesunęła się za nim wraz z głośnym westchniem… zawodu? Chyba tak. Pijanej Abby zdecydowanie n i e podobał się fakt, ze Miller się odsunął. Skóra zrobiła się jakaś chłodniejsza. Stęskniona.
Ale może to i dobrze? Chociaż jedno z nich miało w sobie jakikolwiek pokłady ogłady i samokontroli. Wallace swoje zostawiła chyba przy barze wraz z ostatnim shotem, który prawie ją zabił. Tyle razy obiecywała sobie, że już więcej nie będzie pić i co? I zawsze kończyła tak samo.
Chociaż Archie swoim zachowaniem wcale nie pomagał.
Obserwowała uważnie, jak unosi jej dłoń w górę i przystawia do własnych warg. A potem całuje delikatnie i czule, jakby był największym gentlemamen na tym cholernym świecie. Jakby jednym gestem chciał ją w sobie rozkochać. I chyba nawet mu się udało, biorąc pod uwagę sposób, w jaki Abby na niego patrzyła. Jak przełknęła głośno ślinę, nie spuszczając z niego spojrzenia. I jak po chwili poderwała się na bok.
Nie rób tego.
Nie rób tego.
Nie rób tego.

Powtarzała głowa, a a raczej jakieś resztki rozumu w środku, a jednak ona postanowiła tym razem się nie posłuchać. Była zbyt pijana by myśleć, cokolwiek analizować. Trwała w swojej living in the moment era i szczerze? W tamtym momencie niczego już się nie bała. Była swoją najbardziej bezczelną, bezpośrednią wersją, jaka tylko w niej siedziała. Przerzuciła nogę wokół biodra Millera i sama usiadła na nim okrakiem. Tym razem to ona nachyliła się nad jego twarzą i zajrzała głęboko w oczy.
— No to skoro patrzy… — zaczęła spokojnie, błądząc niebieskimi oczami po całej jego twarzy. Kurewsko pięknej swoją drogą. Tak pięknej, że nie potrafiła się na niego napatrzeć. Ułożyła się praktycznie na jego brzuchu, skóra mrowiła we wszystkich miejscach styczności, a ona podpierała się jedynie jedną ręką, ułożoną gdzieś obok jego ucha. — To chyba trzeba jeszcze trochę podawać, nie sądzisz? — podjudzała go. Bezczelnie i bezceremonialnie go podjudzała do czynienia zła. Bo inaczej nie dało się nazwać tego, co tu robili. To jak blisko byli. Jak oddychali praktycznie tym samym powietrzem. Zwykli przyjaciele wcale się tka nie zachowywali. Ale już tacy u d a j ą c y związek? — Dać mu jakiś prawdziwy powód, żeby się odczepił… — wyszeptała. No tak, bo przecież to wszystko było dla wyżej sprawy. Tylko gra, w którą się bawili. Wcale nie podszyte uczuciem. Tak jak chociażby to ,że gdy tylko nachyliła się jeszcze bliżej jego ust, na milimetry, zaglądając mu głęboko w oczy, w brzuchu poczuła, jak wszystko w środku się ściska. Wraz z udami, które również niekontrolowanie mocniej docisnęły się do jego skóry.
Bezczelna.
Nigdy więcej alkoholu dla tej pani.

Archie <3 :pupkabubka:
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Summer Mood: Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie masz jeszcze pojęcia, co potrafią moje sprawne palce…
— Jak to… — możliwe?
Możliwe, że właśnie o to chciał ją zapytać, choć równie dobrze mógł skończyć pytanie w zupełnie inny sposób: jak to możemy zmienić? na przykład, ale nim cokolwiek dodał ona z jednej strony ciałem się o niego ocierała, a z drugiej bezczelnie o sali szpitalnej opowiadała. On z kolei był zbyt pijany by ukryć swoje rozczarowanie. — Wallace — why are you doing this to me? wymruczał i oczami przekręcił wymownie śmiejąc się pod nosem.
Pogrywała sobie z nim b e z c z e l n i e. Każdym drobnym gestem. Tym jak głowę przechylała wbijając w niego swoje błyszczące ślepia i jak uśmiechem go zaczepiała. Przecież dobrze wiedział, że wcale nie ma na myśli sali operacyjnej… bo nie miała, prawda? Nieważne, on z całą pewnością o sali operacyjnej nie pomyślał. W swojej pijackiej głowie, gdzie zwolnione zostały wszelkie blokady bezpieczeństwa lawirował pośród myśli niebezpiecznych, kuszących i krążących wokół przyjaciółki, która z całą pewnością nie miała na sobie szpitalnego mundurku i nie myła swoich zwinnych rąk do operacji.
Więc serio?
Ona głupiała?
Cholera, a jak on g ł u p i a ł!
Przed nią, dla niej, przy niej, teraz to nawet i pod nią patrząc na rozwój sytuacji. W każdej chwili, o każdej porze dnia i nocy. Trochę dlatego, że taki już był głupiutki, a trochę dlatego, że inaczej w tej chwili chyba nie potrafił. Na poważnie byłoby jakoś dziwnie między nimi, przecież oni nie potrafili być poważni…
…a jednak śmiertelnie poważnie podchodził do ich przyjaźni, niestety tylko gdy był trzeźwy, bo teraz za grosz w nim było powagi, za to chęci do robienia głupot co nie miara. Kiedyś jednak wytrzeźwieją i być może wtedy przyjdzie czas na paniczny strach przed tym, co właśnie uczynili, ale… nie teraz. Nie w chwili, kiedy tak — cholernie mi się spodobało — przytaknął, gdy go lustrowała uważnie swoim spojrzeniem. W tej chwili nawet nieszczególnie musiałaby się wysilać, by pociągnąć go za język. Był jak otwarta księga, ogłupiały i pijany.
Ruchem głowy skinął, że typ patrzy, choć wcale nie był tego taki pewien. Pewien za to był tego, że bardzo chciał jeszcze chwilę poudawać przed Tomem, przed Beti, przed Abby i przed samym sobą, że jest jej chłopakiem, a nie tylko przyjacielem. Przyjaciele bowiem nie całują zwinnych dłoni swoich bulw z tak nabożną czcią, z takim uwielbieniem, z taką ciekawością obserwując jak na to zareaguje.
Zrób to.
Zrób to.
Zrób to.

Zrobiła… przerzuciła nogę przez niego, a potem rozsiadła się wygodnie sprawiając, że krew szybciej w jego ciele płynęła. Gdy tylko spojrzał prosto w jej oczy dłonie same odnalazły drogę na jej ciało, a palce bezczelnie wbiły się w jej skórę na pasie, gdy docisnął ją do siebie. Jakby te milimetry dzielące ich to wciąż było za wiele… by stworzyć wystarczające pozory dla Toma.
Tylko, że on już miał w dupie Toma. Gdzieś pomiędzy muśnięciem czule jej dłoni,a tym jak wpakowała się na niego zupełnie przestał o nim myśleć. — Dajmy mu powód… — wyszeptał zniżonym głosem iiii wystarczył jeden impuls, dokładnie jej uda zaciskające się na jego ciele i zaczepne spojrzenie, by Miller po prostu przepadł. Po karku przemknęła mu fala gorąca, a piasek pod plecami zaczął płonąć. Zatracenie przyszło szybko. Już nie myślał, nie analizował, jedynie pragnął oderwać się i wyrwać do niej. Głowę lekko uniósł i usta swoje na jej wargach złożył.
Słodkich, miękkich, cholera jasna i d e a l n y c h.
Chciał musnąć je lekko… skosztować delikatnie, udawać, że kontroluje sytuację.
Damn, nie kontrolował niczego.
Gdy tylko poczuł jej wargi na swoich cały plan szlag trafił. Słodycz jej ust zdarzyła się ze spychaną na bok ciekawością, któa narastała od pamiętnego wypadu do Whitby. Co by było gdyby… …przepadli? Przepadł więc teraz i zamiast delikatnego muśnięcia wpił się w jej usta namiętnie, a przez jego ciało przemknął potężny dreszcz. Oszalał. Na jej punkcie. Na punkcie tych ust, na punkcie jej ciała które dociskało się do niego i które on obejmował, by się mu nie przypadkiem wymsknęło z rąk. Druga dłoń szybko odnalazła drogę do jej potarganych włosów, a z ust wyrwał się mu cichy pomruk… pomruk zachwytu, bo właśnie odkrył, że jego zakazany owoc smakuje o wiele lepiej niż zapamiętał.
Wyrwał się do niej bardziej, poderwał się do góry i odrywając plecy od piasku usiadł trzymając ją w swoich objęciach. Pozwalając jej zapleść nogi wokół jego bioder, rozgościć się wygodnie na jego ciele, docisnąć bardziej. Oczy rozbłysły mu tak, jakby właśnie tutaj, pośrodku plaży nudystów, mikołaj przyszedł wcześniej, w dodatku z bardzo trafionym prezentem i to do bardzo niegrzecznych dzieci, które spodziewały się w tym roku co najwyżej rózgi.
W dłoniach swoich zamknął teraz jej twarz, swój prezent. Świat wokół wirował jak popieprzony, może to za sprawą alkoholu, a może tego jak Wallace uderzyła mu do głowy. Jego błyszczące oczy w momencie pociemniały, jak wtedy w kuchni. W Whitby.
Tylko tutaj nie było nikogo, kto by ich wyhamował.
Granica przyjaźni już się zatarła. Kurwa, ona przestała istnieć. Nie było już ucieczki… …ale też nie było w nim za grosz strachu.

Not today.
Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
28 y/o
KREATYWNY KOTOROŻEC
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Summertime, and the living is easy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pozory dla Toma.
Tylko tym to wszystko było.
P o z o r a m i.
Ulepionym z nieprawdziwych bardzo prawdziwych uczuć aktem teatralnym dwójki przyjaciół, którzy jedyne co robili, to udawali. Udawali, żeby jej były-niedoszły dał sobie spokój, a wcale nie dlatego, że ich pijane ciała nie były w stanie już znieść napięcia, jakie się między nimi zrodziło. Żeby komputerowe Beti miała o czym gadać na czacie, a wcale nie dlatego, że jedyne, co w tamtej chwili siedziało w ich głowach, to by przekroczyć i przetestować kolejne granice. Sprawdzić, gdzie leżał limit. Wcale nie dlatego.
J a s n e.
I też wcale nie dlatego Abby nie myśląc juz nic więcej, przerzuciła nogę wokół biodra Millera, siadając na nim okrakiem. Ciepło jego ciała momentalnie uderzyło w jej skórę na udach, mrowiąc przyjemnie, a dreszcz, który zawędrował po kręgosłupie jasno świadczył o tym, że jej również cholernie się podobało to całe udawanie. A najgorsze w tym wszystkim było chyba to, jak mocno chciała, żeby to była prawda. Żeby był w jej życiu kimś więcej niż tylko najlepszym przyjacielem.
Ale nie mógł.
Nie powinien.
Tylko czemu skoro nie, to patrzył na nią w ten niepowtarzalny sposób? Wodził coraz bardziej ciemnymi ślepiami po jej twarzy, spuszczając wzrok na jej lekko rozchylone usta? Czemu jego ręce znalazły się na jej biodrach, a palce wcisnęły w skórę na tyle mocno, że docisnęła się do niego jeszcze bardziej? I czemu kurwa ona z każdą sekundą przepadała w tym coraz bardziej? Uzależniała się od jego bliskości, zaciągała nią, chłonęła każdy jeden styk ich ciała, czuła, jak elektryzujące prądy wędrują gdzieś przy tkankach, wywołując gęsią skórkę.
Chciała go.
Chciała skosztować, jak smakowały tego wieczoru jego usta. I w tamtym momencie, zaglądając mu głęboko w oczy, podjudzając go, doskonale wiedziała, że jedyną racjonalną przeszkodą, którą była w stanie ją teraz powstrzymać był jedynie sam Archibald Miller. Jej odwieczna, najwierniejsza bulwa, która zawsze była przy niej, na każdym kroku. Kompan na życie i najlepszy przyjaciel. Tylko on mógł odwrócić głowę i nie pozwolić im popełnić tego błędu, bo ona już dawno przepadła w napięciu.
Ale tego nie zrobił.
Nie odwrócił się. Nie odepchnął jej. Zrobił coś o wiele gorszego, coś, na co chyba żadne z nich nie było w pełni gotowe. Coś do czego ich pijane wersje tak desperacko dążyły, ale chyba żadne z nich nie spodziewało się, że to faktycznie się wydarzy — pocałował ją. Archie Miller ją pocałował. Pokonał te ostatnie milimetry, zadarł głowę i złączył ich usta ze sobą.
I kurwa, jaki to był pocałunek!
Za grosz nie przypominał dwójki ludzi, która tylko chciała zrobić dobre przedstawienie. Spróbować, skosztować… gówno prawda. W tym co zrobił Miller nie było za grosz delikatności. On w p i ł się w jej usta, jakby to była jedyna taka okazja. Jakby napięcie, które sukcesywnie budowali przez cały ten dzień, przy każdej jednej aktywności i przy każdym głębszym spojrzeniu w oczy, w końcu eksplodowało. A ona wcale nie była gorsza. Wraz z ciepłem, które zalało jej ciało, momentalnie odwzajemniła gest. Przywarła do niego mocniej, jedną dłoń wplatając w jego potargane włosy, a drugą sięgając do szorstkiego policzka.
Już nie myślała.
Nic kurwa nie było w jej głowie oprócz niego. Ogłupiała do reszty, pogłębiając pocałunek. Straciła jakiekolwiek hamulce, a świadczyć mogło o tym ciche jęknięcie, które osadziło się prosto na jego wargach. Wargach tak słodkich i przesiąkniętych alkoholem, że mogłaby się od tego autentycznie uzależnić. Wargach, od których nawet na moment nie chciała się oderwać. I tego nie zrobiła. Nawet kiedy on poderwał się do góry, siadając na piachu, ona jedynie opatuliła go jeszcze szczelniej, delektując się chwilą. Kompletnie zapomniała juz, że miał do być tylko całus dla Tomą, który nigdy się przyglądał. Kto to kurwa w ogóle był Tom? Nie znała gościa. Świat na moment przestał istnieć, gdy miała Millera obok. Gdy bezczelnie kradła powietrze z jego ust, a jej biodra mimowolnie zakręciły kilka kółek na udach przyjaciela.
Przyjaciela.
Tak to się teraz nazywało? Przyjaźń? Te przyśpieszone oddechy i walące w piersi serce? To napięcie gromadzące się w ciele i nie do zniesienia pożądanie, które paliło każdą żywa tkankę. Była w siódmym niebie. Trwała w tym błogostanie dosłownie do momentu, w którym autentycznie nie zabrakło jej powietrza, a paznokcie nie wbiły się w umięśnione ramiona Millera, by delikatnie go od siebie odsunąć. Na chwile. Na krótki momencik. Na jedno spojrzenie w oczy, które teraz mieniły się milionem błyskotek.
— Coś tu się zgadza… — rzuciła rozmarzona, błądząc głowa tuż przy jego twarzy. Zaczepnie muskając jego usta, by zaraz odsuwać się nieznacznie w tył gdy i on chciał do niej sięgnąć. — Jak na moje, to kompletnie nie używamy pełnego potencjału tej plaży, Miller — wyszeptała tuż przy jego wargach, a następnie jak gdyby nigdy nic sięgnęła do jego rak i naprowadziła je sobie na plecy i w górę. Dokładniej to do wiązania pączkowego stanika. A potem pomogła mu je rozwiązać. W końcu byli na plaży nudystów, tak? Tak. A ona chciała… — Nie wiem jak ty, ale ja idę popływać — rzuciła prosto w jego usta, po czym na moment wpiła się w nie agresywnie i poderwała się w górę. Z jednej strony niechętnie, a z drugiej… no przecież oni uwielbiali się bawić. No więc nawet już na niego nie patrząc, ruszyła w stronę wody. Przerzuciła pączkową górę przez głowę i cisnęła w tył, gdzieś w stronę Millera. A nim dobiegła do wody, gdzieś po drodze zostawiła też spodenki i Bóg wiedział co jeszcze. Archie też do końca nie mógł wiedzieć, bo przecież słońce zdążyło już praktycznie zajść za horyzont.
— Potrzebujesz specjalnego zaproszenia, Miller? — krzyknęła do niego, wbiegając do cholernie zimnej wody. A przynajmniej tak jej się wydawało, kiedy chłód skontrastował z jej rozgrzanym do czerwoności ciałem.

:april: :dedek:
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”