25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Myślałby kto, że to nagle Prescott stanie się mistrzynią w czepianiu się słówek. Sama reagowała na takie zagrywki ze strony Cross raczej bez entuzjazmu, a nagle postanowiła jednak wrócić do tej strategii i wykorzystać ją przeciwko swojej artystce? To poniekąd wskazywało na to, że taktyka musiała być w jakimś stopniu skuteczna. River podejrzewała, że jej dziewczyna nie łapałaby się metody, której nie byłaby pewna.
— Ty jesteś dla mnie bezcenna, Malutka. To - choć świetny - tylko obraz. Mając cię obok dam radę namalować takich więcej — zapewniła, obniżając nieco ton głosu, by komplement zabrzmiał jeszcze bardziej tak, jakby wychodził z samego centrum istnienia River. Bo tak zresztą było. Nie musiała udawać ani przyjemnej wibracji w głosie, ani grać absolutnie zakochanego spojrzenia. To wszystko działo się samo. Aż dziwne, że oczy nie zamieniały jej się w dwa, czarne serduszka, gdy tylko Ruelle znajdowała się w ich zasięgu.
— Dziewięć? Nie... chyba jednak dziesięć — odpowiedziała z zamyśleniem, starając się na szybko policzyć w głowie wszystkich, którzy mieli okazję zobaczyć obraz i z nią na jego temat porozmawiać. Nie była to jakaś wielka widownia. Dzieło zasługiwało na wstawianie w najważniejszych galeriach na całym świecie, gdzie byłoby oglądane przez tysiące zainteresowanych. Trzeba wierzyć, że to tylko jego początek. Po ich śmierciach będzie krążył za chore pieniądze.
— A ty byś nie chciała? — Spojrzała na nią zaskoczona jej zaskoczeniem. Zakładała, że akurat w kwestii Liny zgodzą się dość szybko i będą mogły zacząć zastanawiać się, jak doprowadzić ją z zaświatów do Salem, a potem doprowadzić do niebiańskiej przyjemności.
— Właściwie to nawet nie zauważyłam, że chcę się otoczyć samymi Latynoskami. Przez ciebie to ja zaczynam je fetyszyzować. — Potarła kark, zastanawiając się, kiedy do tego doszło. Prescott wyprała jej mózg i teraz będzie zwracać uwagę wyłącznie na osoby o gorącej krwi? Powinna potraktować to zainteresowanie Isabel jak ostrzeżenie, a fakt, że dla Latynoski odrzuciła białaskę, jako gwóźdź do trumny, z której już się nie uwolni.
— Możemy też założyć, że tworzę balans tymi kiczowatymi podarkami, żeby ci się w dupie nie poprzewracało od tych, którym poświęcam się cała. — Wzruszyła ramionami, odstawiając kubek na stolik. Jak ją rozpieści jeszcze bardziej, to przecież ta baba ją wykończy. Trzeba było stawiać jakiekolwiek granice, a było jej cholernie trudno odmówić jej czegokolwiek albo po prostu zrezygnować z potencjału pomysłu, który da jej przyjemość. Nie bez powodu siedziały teraz w restauracji w Salem, wciskając w siebie ciężki posiłek przed tym, jak wybiorą się na spacer po cmentarzu w blasku księżyca. Bez powodu by się w nocy po chłodzie nie szlajała.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obie były siebie warte i stosowały przeciwko sobie tych samych taktyk, które może i nie były do końca one uczciwe, ale były siebie warte. Czemu miałyby zatem nie dać posmakować tej drugiej tego jak to było być po drugiej stronie barykady? W końcu Ruelle naprawdę kręcił motyw zamiany ról w ich relacji.
— Rozumiem, a fakt, że to był twój pierwszy taki obraz nie sprawia, że jest dla ciebie bardziej wyjątkowy? — dopytała jeszcze, bo przecież jeszcze nie tak dawno temu Cross opowiadała jej o tym jak bardzo chciałaby zgarnąć jej pierwsze razy, a teraz mówiła lekko o sprzedaży władcy piekła ich pierwszego wspólnego obrazu?
Nie zamierzała się z nią kłócić o coś takiego, ani się obrażać z powodu takiej rozmowy. W końcu były dorosłe, a coś takiego nie miało żadnych szans na ziszczenie się. Po prostu bardzo przyjemne było dla niej poruszanie się w tej hipotetycznej przestrzeni, która dawała jej sporo możliwości. Nie zamierzała też zbyt łatwo poddać się temu aksamitnemu głosowi, przybierającemu wyjątkowo przyjemny dla ucha mrukliwy ton, króry potrafił wywołać dreszcze. Musiała być silna.
— Całkiem ładne grono. Co o nim mówiłaś? — rzuciła kolejnym pytaniem, bo to również niezmiernie ją ciekawiło.
Chciała wiedzieć na czym się skupiała River, gdy przedstawiała im swój najlepszy obraz i o czym właściwie opowiadała. W końcu było tyle aspektów, na których można było się skupić. Poza techniką, doborem barw czy innymi technicznymi kwestiami mogła się rozwodzić nad samą genezą dzieła, tożsamością modelki lub tym, co właściwie chciała w nim uchwycić.
— Nie jest to po prostu mój pierwszy wybór, ale nie pogardziłabym nią — odpowiedziała, bo istniał w końcu ogromny zbiór martwych osób, które mogłyby przywołać w tym celu.
Sama pewnie mogłaby jeszcze zapropnować Carolyn Jones czy Raula Julię, ale chyba nie zaprzątała sobie, aż tak głowy celebrytami, których już nie było, a z którymi by mogła zgrzeszyć. Raczej interesowała ją historia tego miejsca i możliwości, które jej dawało samo Salem. Mogła przeżyć bez seksu z duchem. Nawet nie wiedziała czy byłby on możliwy.
— Zaczynasz się upodabniać do kpopiar tylko zamiast nich będziesz słuchać Shakiry albo Becky G? — zarzuciła, powracając do tego nieszczęsnego tematu i zadając artystce potężny cios. — Wiedziałam, że twoim fetyszem jest, gdy mówię po hiszpańsku, mi preciosa.
Każdy miał jakiś swój typ. Najwyraźniej ona mocno wpisała się w ten River, a może wręcz go nadpisała skoro naprawdę coraz częściej wspominała ona o kimś z domieszką latynoskiej krwi. Mogła zatem być dumna ze swojego kolejnego osiągnięcia.
— To całkowicie ma sens. Rozpieszczasz mnie drobiazgami, aby mi się nie poprzewracało w dupie od większych prezentów… Na pewno nie widzę żadnych luk logicznych w tym rozumowaniu — rzuciła, brzmiąc z jakiegoś powodu sarkastycznie.
Kelner jednak przyniósł w tym momencie ich zamówienie i to na nim mogły się przede wszystkim skupić. W końcu miały zjeść szybki posiłek i ruszyć ku dalszym atrakcjom.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę, że stąpa po cienkim lodzie. Niby nie mówiła niczego złego, ale i tak miała przeczucie, że jedno nieodpowiednie słowo wystarczy, by powierzchnia pod nią pękła, przez co wpadnie cała do przerażająco zimnej wody. Po Prescott mogła przecież spodziewać się wszystkiego.
— Oczywiście, że sprawia. Jak może zauważyłaś, nie lubię pozbywać się swojej sztuki, której nie tworzyłam z myślą o celach komercyjnych. Nie oddałabym cię za byle jaką cenę — zapewniła łagodnie. Obsesyjnie gromadziła większość swoich rysunków. W mieszkaniu miała przecież szafę, której półki uginały się pod licznymi szkicownikami, w których nie dorysowywała już niczego innego. Część najstarszych prac wciąż czekała w mieszkaniu jej matek na właściwie skatalogowanie i przeniesienie do niej. Nie żeby wracała do swoich szkiców sprzed lat jakoś bardzo często, ale lubiła mieć świadomość, że ma to wszystko zgromadzone w konkretnym miejscu.
— To zależy komu. Niektórym opowiadałam, kim jesteś, innym, w jaki sposób obraz powstał. Większość była po prostu ciekawa, czy jesteś wytworem mojej wyobraźni czy rzeczywistym doświadczeniem. Ujęcie... tego — Machnęła ręką w powietrzu w bliżej nieokreślony sposób wskazując na sylwetkę swojej modelki — słowami jest dużo bardziej skomplikowane niż ołówkiem albo pędzlem — odpowiedziała. To akurat nie była nowa informacja. Mówiła jej już kilkukrotnie, że dużo łatwiej radzi sobie z emocjami, jakie w niej wywoływała, gdy może je po prostu narysować. Nie brakowało oczywiście momentów, w których w tej materii nawet sztuka ją zawodziła i momenty te były wyjątkowo przerażające.
— Dokładnie. Jestem gotowa paść na kolana, jeżeli w tych drzwiach stanie nagle Rosalía albo Bad Bunny — zapewniła i obróciła się nawet w stronę wejścia, żeby upewnić się, że nic takiego się nie wydarzy. Nic z tego. Przez Salem akurat nie przechodziła ani Kali Uchis, ani Kenia Os. Będzie musiała jej wystarczyć ta jedna Latynoska.
— Uwielbiam, kiedy to robisz. Możesz mnie nawet obrażać, a i tak będę zachwycona. Moja wiedza wciąż opiera się na kilku pojedynczych zwrotach i umiejętności wyrecytowania całego tekstu La Bamby — przyznała z uśmiechem, którego nie potrafiła tak łatwo powstrzymać, gdy tylko jej kobieta sięgała po hiszpański. To pieszczotliwe określenie, które tak sobie upodobała, w szczególny sposób rozmiękczało jej serce i nogi. Oczywiście wszystko było zasługą Ruelle. Latynosi zawsze zwracali uwagę artystki, ale to, co zrobiła z tym ta konkretna dziewczyna, przechodzi ludzkie pojęcie.
— Maruda — rzuciła rozbawiona znad swojego talerza. Może faktycznie w tych próbach nierozpieszczania jej była dla niej zdecydowanie zbyt łagodna, ale trudno. Pasował jej taki układ.
Sprawnie dokończyły posiłek, który miał być tylko krótkim przystankiem na planie tego dnia. Rozgrzane akceptowalnym posiłkiem i ciepłymi napojami wyszły znowu na zewnątrz, gdzie słońce zaczynało chować się już za linią budynków. Czas układał się na ich korzyść. Krótkie zakupy wystarczą, żeby zrobiła się szarówka.
— To jak, spróbujesz mnie zażenować? — zapytała, gdy weszły do sklepu z pamiątkami wypełnionego po brzegi koszulkami, magnesami, figurkami i innym badziewiem, które w sporej części nie miało nawet niczego wspólnego z wiedźmami. Cudnie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może faktycznie Ruelle była nienormalna i była jej słodką borderkicią, ale naprawdę nie zamierzała mieć do niej pretensji o coś, co było wysoce fanrastycznym scenariuszem. Wiedziała ile znaczył dla niej ten obraz i nie zamierzała wątpic w jej słowa.
— Zdążyłam już, co nieco zauważyć — przytaknęła na jej słowa. — W końcu od samego początku kładłaś na sztukę spory nacisk i dużo mówiłaś na jej temat.
Przez długi czas seks i sztuka były głównymi elementami ich relacji. Wciąż były niezwykle istotne, ale z czasem ich znajomość ewoluowała. Chodziło już o coś więcej niż ostre rżnięcie się w ramach rozładowania tego nieznośnego napięcia między nimi czy poszukiwania inapiracji. Ciągnęło je teraz do siebie w zupełnie inny sposób. Potrafiły zwyczajnie odnaleźć przyjemność w swoim towarzystwie.
— Cóż, chyba nie powinnam się dziwić zainteresowaniu jako modelka — stwierdziła, bo to było w sumie do przewidzenia.
Nie powinna się spodziewać niczego innego. Była głównym tematem dzieła i największą niewiadomą, więc wiadomym było, że wzbudzi największą sensację wśród obserwatorów. Ciekawiło ją, co dokładnie River im opowiadała, ale postanowiła, że jednak nie będzie aż tak wnikać w szczegóły. To byłoby zdecydowanie za dużo.
— Na pewno też wytapetowałaś sobie nimi pokój i rysujesz pierdyliard fanartów do fanficów, które czytasz namiętnie na telefonie — rzuciła jeszcze, aby jakoś dopełnić tego pięknego obrazka Cross ześwirowanej na punkcie muzyki latynoskiej, która zaczynała przejmować kontrolę nad jej życiem i zainteresowaniami.
Na początku River zdawała się być zirytowana lub rozbawiona tymi momentami, gdy jej modelka sięgała po hiszpański, ale z czasem wyraźnie do niego przywykła i stał się również elementem jej obsesji. Zdążyła już poznać Prescott na tyle by wiedzieć, że używała tego języka głównie, gdy była przytłoczona emocjami i przyjemnością. Lubowała się też w czułych słówkach, których nie szczędziła artystce po hiszpańsku. Tylko w ten sposób mogła nazwać ją swoją najdroższą czy swoim skarbem. W innym wypadku nie przeszłoby jej to przez gardło.
— Może powinnam cię nauczyć kilku słów i zwrotów, które mogłyby się okazać dla ciebie przydatne — zasugerowała, uśmiechając się z zadowoleniem.
W sumie czy tak nie wyglądała po części tresura? Uczyłaby w końcu Cross różnych komend czy słów pochwały i nagany, które mogłaby usłyszeć od swojej ukochanej muzy. Nie miała wątpliwości, że dziewczyna dosyć sprawnie to wszystko podłapie. W końcu zdążyła się już osłuchać z tym językiem.
— Będziesz musiała jakoś mnie taka znieść — odparła, sięgając widelcem do talerza River, aby uszczknąć sobie z niego kawałek zamówionego przez dziewczynę dania.
Zdawała sobie sprawę z tego, że była kompletną marudą, ale czy nie była to jedna z tych cech, które się Cross w niej podobały? Mogłaby się założyć, że po trosze tak było. W końcu jeszcze niedawno miała problemy w tym, aby znaleźć w niej jakieś minusy.
Sklep z tandetą znajdował się całkiem blisko knajpki, w której siedziały, więc nie musiały przemierzać połowy miasteczka, aby dotrzeć tam, gdzie chciały. Po raz kolejny Cross przepuściła ją w drzwiach, co zapewne miało być nie tylko pokazem manier, ale i okazją do tego, aby zawiesić spojrzenie na pośladkach Ruelle, ale to nie miało większego znaczenia.
Prescott niemal natychmiast zagłębiła się w alejce, która miała wszystko od magnesów i otwieraczy do piwa po tandetnie wykonane miotły. Dojrzała też na półkach pełno ceramicznych dyń, które musiały już czekać na Halloween. Typowy Jack-O’-Lantern szczerzył się do niej z porcelanowych powierzchni w krzywych uśmiechach.
— Cóż… Mogłabym pewnie wyczarować ci wiele rzeczy — powiedziała, sięgając po jedną z łyżek, która miała na miseczce wygrawerowaną czarownicę na miotle oraz opatrzony datami napis Witch City; Salem, MA, a kolejna wiedźma przemykała na miotle nad nazwą miasteczka na czubku jej rączki.
Na pewno wyszperają jeszcze sporo różnego rodzaju tandety. Na razie dopiero się zagłębiały w asortymencie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zagłębiała się w szczegóły odnośnie tego, o czym i z kim rozmawiała w kwestii obrazu. Uznała, że to najwyraźniej aż tak jej modelki nie obchodziło Nie miałaby problemu streścić jej wszystkich dziesięciu rozmów, które odbyła, z czego Ruelle z pewnością zdawała sobie sprawę. Przyzwyczaiła się już, że jej kobieta pozostawała potrzebę zagłębienia się w szczegóły do prosektorium, a nie na randki.
— Chciałabym, ale nie nadążam. Zajmuję się obecnie tworzeniem fanartów z papieżami, żeby zaimponować twoim rodzicom. Okazuje się, że bardzo trudno jest rysować bez podtekstów seksualnych — odparła typowym dla siebie tonem, przy którym nie sposób było zgadnąć, czy żartowała, czy mówiła całkowicie poważnie. Na pewno wierzyła, że taki portret byłby dobrym prezentem. Może na święta? Ale chyba lepiej nie te w grudniu, tylko Wielkanoc? Chyba bardziej kojarzyły się z papieżem i religią jako taką. Cross – wbrew personaliom – nie była specjalistką od chrześcijaństwa i nie była taka pewna, jaka okazja byłaby najdogodniejsza. No i nadal nie wiedziała, którego papieża wybrać! Jak się okazuje, było ich już całkiem sporo, a podobno ten obecny ma nowotwór, więc zanim się nie obejrzy, to może pojawić się następny.
— Śmiało. Naucz mnie. Proszę o pierwszą lekcję. — Zakręciła nadgarstkiem i machnęła ponaglająco dłonią. Domyślała się, że będzie musiała brać te korepetycje bardzo długo, zanim nauczy się, jak zapytać po hiszpańsku gdzie jest toaleta albo ile coś kosztuje. Prescott prawdopodobnie na pierwszy ogień wybierze inne określenia. Może nawet takie, którymi już się do niej zwracała? Najlepiej poznawać język na gruncie bliskim sercu... czy innym częściom ciała.
Spojrzała na swój talerz, na którym znalazł się nagle widelec Latynoski. Nie dość, że marudzi, to jeszcze podbiera jej jedzenie? No jak tu się w kimś takim nie zakochać? Pokręciła tylko głową z rozbawieniem i niedowierzaniem. Była gotowa znosić to wszystko jeszcze bardzo długo.
Sklep nie umywał się nawet do rupieciarni, w której były w Toronto. Tam, jakby dobrze poszukały, pewnie byłby w stanie znaleźć wszystko, łącznie z tym, czego jeszcze ludzkie umysły nie wymyśliły. Tutaj było jednak dużo prościej i bardziej komercyjnie. Spojrzała na łyżkę i skinęła głową na znak, że jest to niezły wybór. Weszła między regały, starając się znaleźć coś odpowiedniego.
— Dobra, to w takim razie to biorę dla ciebie — zasugerowała, podnosząc wyżej korkociąg z otwieraczem w kształcie nietoperza. Nie było w tym nic przesadnie żenującego, a na dodatek mogło się jej coś takiego przydać.
— Dla siebie to — dodała, unosząc drugą rękę, w której miała magnes na lodówkę. Był wycięty w kształt czarnego kota, który siedział na napisie Salem. Będzie jej się kojarzyć podwójnie dobrze, a jej lodówka wreszcie przestanie świecić pustkami. No dobra, w środku nadal niczego nie będzie, ale od czegoś trzeba zacząć.
— Musimy wybrać dla siebie coś, w czym ta druga ma przechodzić jutro cały dzień — oświadczyła, podchodząc do stojaka, na którym wisiały koszulki z przeróżnymi nadrukami, które miałby chyba być zabawne. Na tej widok niemalże rozświetliły jej się oczy, a na wargach pojawił się znajomy uśmiech, zwiastujący rodzące się w głowie paskudne pomysły.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami odpuszczała sobie pewne kwestie, aby nie pokazać po sobie większego zainteresowania, które potem River mogłaby jej wytknąć. Niekiedy wydawało jej się, że wciąż znajdowały się na etapie, gdzie każda najmniejsza rzecz mogłaby zostać wykorzystana przeciwko niej. Dlatego też zachowywała się z pewną rezerwą, powściągała ciekawość oraz powstrzymywała się od wielu różnych gestów, które Cross na pewno doskonale by sobie zapamiętała. W końcu obie były wyjątkowo pamiętliwymi cholerami.
— Zostaw już tych papieży. Równie dobrze, aby zadowolić moją matkę możesz narysować Ricky’ego Martina — zasugerowała, co pewnie w jakiś sposób także związane było z tematyką religijną, biorąc pod uwagę jak bardzo Isabel uwielbiała tego piosenkarza. — Mamá ma również ołtarzyk dla niego.
Nie wnikała w to czy River żartowała. Mogło tak faktycznie być, a może prawdziwym żartem miał być ten rysunek któregoś z papieży, który nagle pojawi się w jej domu. Może nawet jakiegoś seksownego papieża? Wolała się jednak nad tym nie zastanawiać. Zwłaszcza, ze zaraz miała jej udzielić pewnych korepetycji z języka hiszpańskiego.
— Dobrze. W takim razie może jakieś imperatywy? — zaczęła się zastanawiać na głos, przyglądając się swojej artystce. — De rodillas. To znaczy “na kolana“. Abre to “otwórz“. Można powiedzieć na przykład abre las piernas jako “rozłóż nogi“.
Oczywiście, że musiała postawić na takie, a nie inne wyrażenia. Inaczej nie byłaby sobą. To było do przewidzenia, a skoro korzystała najczęściej z hiszpańskiego w łóżku to na pewno słownictwo tego typu było dla nich najbardziej przydatne. Mogła pewnie dać jej jeszcze garść słodkich słówek, ale to później. Na pewno po tym jak już zdąży podjeść coś z jej talerza i przekonać się, która z nich miała lepszy pomysł na obiad.
Poziom tandety dla turystów nie mógł się umywać z tandetą i kiczem, który znajdowało się w zwyczajnej rupieciarni, do której trafiało wszystko. Bez względu na to jak kwestionowalny był tego wygląd. Tutaj jednak miały przykład wyjątkowo słabej komercji oraz konsumpcjonizmu.
— Mamy zatem już czym otwierać wino i jeść zupkę chińską. Wieczór idealny — skomentowała, gdy tylko Cross pokazała jej, co takiego wpadło jej w oko. — Też powinnam wziąć jakiś magnes.
Taki z czarnym kotem byłby idealny ze względu na jej futrzaka, ale były jeszcze takie w wyjątkowo złym guście, które nad napisem Salem, Massachusetts; Anno Domini 1692 miały podpalony stos ze stojącą na nim kobietą. Idealne.
— Naprawdę aż tak ci na tym zależy? — westchnęła, bo domyślała się, że wybrane przez Cross koszulki będą z pewnością najdurniejszą rzeczą na świecie, ale przystała w końcu na jej propozycję.
Miała przed sobą naprawdę całkiem spory wybór t-shirtów, które posiadały najdziwniejsze nadruki. Było tam wszystko od kiepskich żartów po jedne z popularniejszych memów. W końcu jednak natrafiła na coś, co wydawało jej się idealnie pasować do River.
— Chyba mam swojego zwycięzcę — obwieściła, wyciągając w końcu jeden z wieszaków, aby zaprezentować Cross swój niepowtarzalny wybór.
Była pewna, że akurat taką queerową tandetą jej artystka akurat by nie pogardziła. Przynajmniej nie na ile ją znała.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła zaskoczona brew, gdy usłyszała o Rickym Martinie. Wzdychanie do homoseksualnych mężczyzn musiało być wyjątkowo uciążliwe. Może gdyby nie ten jeden fakt, to Isabel miałaby nawet szansę, gdyby na siebie wpadli? Oczywiście zakładając, że Johnatanowi to by nie przeszkadzało. Cóż, strasznie dużo gdybań w tej teorii, lepiej skupić się na rysowaniu.
— Ricky Martin bez koszulki, ale w tej takiej czapce papieża? — zasugerowała, wyraźnie zaciekawiona, jak córka Isabel będzie zapatrywała się na ten pomysł. Skoro już miały iść w fanarty, to przecież nie można tego zrobić tak po prostu. To byłoby nudne. Na ołtarzyku na pewno miała jakieś bardzo ładne zdjęcie, a to, co dostałaby od River, powinno być wyjątkowe.
— Swoją drogą, twoi rodzice nie uznali, że prezenty ode mnie to jakaś przesada? Pomijając strapa — rzuciła niby kompletnie obojętnie. Rzeczywiście ją to jednak interesowało. Nie uważała, żeby przegięła w jakimkolwiek stopniu i uznawała, że zarówno sukienka, jak i książka były bardziej niż grzeczne oraz odpowiednie. Zdawała sobie jednak też sprawę, że jej rodzina i doświadczenia były dość wyjątkowe i że czasami trudno jej było patrzeć na świat oczami kogoś, kto dorastał w nieco bardziej tradycyjnym modelu.
— De rodillas — powtórzyła powoli, uważnie ważąc słowa na języku. Odchyliła się do tyłu, opierając się plecami o krzesło i zastukała paznokciami w blat stołu, na którym opierała dłoń. Kto normalny stworzył wymowę, w której porusza się językiem w ten sposób? Zaczęło ją ciekawić, jak brzmi osoba, która sepleni, a przy okazji mówi po hiszpańsku. Najpierw musi się jednak porządnie osłuchać z tym językiem, żeby wyłapać jakąkolwiek różnicę.
— Abre las piernas... — powtórzyła i cmoknęła niezadowolona, słysząc, że nie brzmi to tak gładko jak w ustach jej kobiety. Może po prostu Cross nie była do tego stworzona? Patrząc stereotypami to Koreańczycy i Latynosi nie mieli ze sobą za wiele wspólnego, ale przecież z niej taka Koreanka... nie mogła się tym wykręcać.
— To pierwsze jest ładniejsze — powiedziała, nachylając się z powrotem w jej stronę. Skrzyżowała ręce, opierając łokcie na stole i spojrzała w oczy swojej partnerki, starając się wyobrazić sobie sytuację, w której to ona mogłaby się zwrócić do niej tymi słowami.
— De rodillas. Zapamiętam — zapewniła nieco ciszej i uśmiechnęła się, bardzo zadowolona z pierwszej lekcji. Nigdy nie jarała ją nauka języków, ale może przez całe życie popełniała błąd? Marudziła, kiedy matka tłukła jej do głowy koreański, a trzeba było jednak się zaangażować.

Kupowanie wspólnych pamiątek z wyjazdu uważała za naprawdę urocze. Czy było to tanie? Oczywiście. Znaczy się – nie te pamiątki, bo ceny w takich sklepach zazwyczaj były skandaliczne. Chodzi raczej o sam pomysł. W ogóle jej to jednak nie przeszkadzało. Przeciwnie. Podobało jej się, że nawet taka tandeta przy Ruelle nabiera przyjemnego wymiaru. Cieszyła się, że Prescott daje się wkręcać w te jej głupkowate pomysły. Nie dość, że nie wyśmiała jej pomysłów, to jeszcze znalazła z własnej woli dodatkowe magnesy. Co za mały słodziak.
— Ja nawet nie jestem biseksualna, ale niech ci będzie. Będę wyglądać ładnie. — Prychnęła z rozbawieniem, patrząc na jej wybór. Została potraktowana wyjątkowo łagodnie, ale to nie sprawiało, że miała ochotę potraktować Ruelle tak samo.
— To ty założysz to — oświadczyła z szerokim uśmiechem. Sięgnęła po jedną z koszulek i obróciła ją w stronę Prescott, dumna ze swojego wyboru jak paw.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oj, Isabel zdecydowanie przeżyła to, gdy dowiedziała się, że jej idol jest gejem, ale dosyć szybko się z tym pogodziła. Być może dlatego, że dzięki temu nie musiała być zazdrosna o inną kobietę. Niektórzy po prostu starali się we wszystkim szukać pozytywów. Taka właśnie była Isabel.
— Widzę, że już masz pomysły. Na pewno doceni — odpowiedziała, gdy tylko dziewczyna rzuciła jej swoją nową propozycją odnośnie tej jakże radosnej twórczości.
Myślała, że to w zasadzie byłoby na tyle, jeśli chodziło o rozmowę o rodzicach, ale najwyraźniej River jeszcze nie skończyła i musiała odnieść się do imprezy urodzinowej. Uśmiechnęła się z pewnym rozbawieniem na wzmiankę o strapie, który zdecydowanie nie był prezentem, którym pochwaliła się Isabel i Jonathanowi na jakimkolwiek etapie.
— Raczej nie mówili nic na te na temat. Chociaż byli przekonani, że na pewno wydałaś zdecydowanie zbyt wiele na książkę — przyznała szczerze i na chwilę zagryzła wargę, zastanawiając się nad doborem kolejnych słów, zanim wyrzuciła je z siebie z drobnym westchnięciem. — Chyba uważają, że mnie za bardzo rozpieszczasz… Czasami mam wrażenie, że zastanawiają się czy… No wiesz… Nie sypiam z tobą dla tej uwagi i prezentów.
Dalej nie rozmawiała z nimi, aż tak szczerze i otwarcie na temat swojej artystki oraz relacji, która je łączyła. Przypuszczała, że Prescottowie w zasadzie nie bardzo rozumieją to wszystko, a w ich głowach roiło się od różnego rodzaju myśli, które zostały niewypowiedziane na głos.
River niemal od razu postanowiła powtórzyć po niej zaprezentowane słowaz aby sprawdzić, w jaki sposób układają się w ustaxh. Tanatopraktorka powtórzyła je po niej powoli i miękko. Chciała, aby Cross zwróciła uwagę na jak najwięcej niuansów wymowy i mogła je spróbować odtworzyć. Szło jej to nawet nieźle, ale dalej ześlizgujące się po jej języku słowa brzmiały obco.
— Alternatywnie możesz też powiedzieć a cuatro patas lub a cuatro. To znaczy “na czworaka”, “na cztery łapy”.
Podawała jej same przydatne zwroty, których faktycznie mogły ze sobą używać. Nie wątpiła zatem w to, że na pewno River je zapamięta. Nie musiała nawet umieć ich wymówić. Wystarczyło, że potrafiłaby je rozpoznać i zastosować się do komendy, gdy przyjdzie taka potrzeba. Prescott nie była taka wymagająca.

Taka turystyczna tandeta miała to do siebie, że płaciło się za nią wielokrotność jej wartości. Wszystko ze względu na to, że kupowało ją się w malowniczym miejscu, a na produkcie często widniała nazwa lokacji. Normalnie pewnie w ogóle nie zwrócilyby na nią uwagi, ani nie chciały sobie czegoś takiego sprawić, ale miło było mieć jakąś fizyczną pamiątkę tego wyjazdu. Coś, co nie byłoby zdjęciami na telefonie i potrafilo obudzić wspomnienia nawet po wielu miesiącach. Magnes, łyżka… To wszystko było w jakiś sposób związane z Salem, ale kiczowate koszulki? To bylo coś całkowicie uniwersalnego. Nie czuła potrzeby sprawiania sobie czegoś takiego. Nigdy pewnie nie założyłaby takuego tworu, gdyby River nie zależało na tym tak bardzo. Ileż ona robiła dla tej dziewczyny!
Może i potraktowała ją łagodnie, ale chyba sama nie była w stanie znieść zbyt wysokiego poziomu żenady. W końcu będzie musiała z nią chodzić za rękę kolejnego dnia. Plus myślała, że Cross to doceni, ale lekko się pezestrzeliła jeśli chodziło o używane określenie.
— Serio? — zapytała z pewnym niezadowoleniem, gdy rysowniczka przyznała, że nie jest biseksualna. ]— To jak się identyfikujesz? Carajo, za dużo tych wszystkich łatek, bo każdy chce własną…[/akapkt]
Owszem. Była marudna. Na ogół nie miała problemu z tym jakiego terminu ktoś używał, aby się określić. Teraz jednak zniweczyło to jej plan znalezienia odpowiedniej koszulki. Istny koszmar. Musiała bowiem wrócić do stojaka i sprawdzić czy znajdował się na nim t-shirt, który lepiej pasował do preferencji seksualnych rysowniczki.
Odwróciła głowę dopiero, gdy usłyszała, że dziewczyna znalazła coś idealnego dla niej. Przez moment nie wiedziała na co patrzy. Potrzebowała chwili by w pełni pojąć napis i uświadomić sobie, jaką krzywdę wyrządzała jej Cross.
— Chyba sobie kpisz! — zaprotestowała, ale nie sądziła, aby to coś zmieniło. — Lepiej już mnie spal na stosie.
Czuła jednak, że od tego wszyatkiego nie było już ucieczki. W co też się wpakowała?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Machnęła ręką, gdy tylko wspomniała o pieniądzach, które musiała wydać na przygotowanie książki. Prezent może i nie był tani, ale było warto. Nie widziała żadnego powodu, by nie płacić rzemieślnikowi, który zna się na swojej robocie, szczególnie jeżeli ona nie potrafiłaby tego zrobić tak sprawnie. Nie była introligatorką i raczej nie planowała nią zostać. Pomoc, jaką otrzymała w zakładzie, okazała się przydatna i skuteczna. Była bardzo zadowolona z końcowego rezultatu. W innym przypadku Rue nie dowiedziałaby się nawet o tym pomyśle. Pomysł musiał zostać najpierw zrealizowany, a efekt końcowy należycie dopieszczony.
— A sypiasz ze mną dla tej uwagi i prezentów? — zapytała, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. Nachyliła się nawet nad stolikiem, by znaleźć się bliżej swojej modelki. Oczywiście tylko sobie żartowała. Ich relacja była dziwaczna i skomplikowana, ale na pewno nie opierała się na żadnego rodzaju sponsoringu. W ogóle się o to nie martwiła. Lubiła rozpieszczać swoją kobietę na każdy możliwy sposób, a uwaga i podarki były w tej materii po prostu bardzo skuteczne.
Skinęła głową, starając się zapamiętać wszystkie zwroty, jakich starała się nauczyć jej Ruelle. Faktycznie trafiły się dzisiaj wyjątkowo przydatne. Cross zdawała sobie sprawę, że nauka języka najlepiej wychodzi poprzez praktykę. Wystarczy, że zastosuje te frazy raz czy dwa lub usłyszy je z ust swojej muzy i poprawnie wykona polecenie, żeby jej się to wszystko utrwaliło.

Pech chciał, że River była dość bezwstydna. Bardzo trudno było ją zażenować czy wprawić w zakłopotanie. Rzadko kiedy brakowało jej języka w gębie i raczej nie trafiały się sytuacje, w których stres ją paraliżował. To wszystko oczywiście nie było niemożliwe, ale na pewno nie dało się osiągnąć tego w tak banalny sposób jak kretyńskimi koszulkami. Nie przychodziło jej do głowy nic, co mogłoby ją pokonać, ale kto wie? Może zostałaby po prostu zaskoczona.
— Dlatego mówię, że nie przeszkadza mi to określenie w żaden sposób, ale biorąc pod uwagę moją historię randkowania, powinnam się raczej określać jako panseksualna — wyjaśniła bez wdawania się w zbędne szczegóły. Nie miała nic przeciwko temu, aby stosować metki, których ludzie potrzebowali, by czuć się ze sobą pewniej. Nie czuła jednocześnie potrzeby, aby doklejać taką do siebie. Świat mógł ją nazywać w dowolny sposób, a i tak będzie miała to gdzieś.
Zaśmiała się głośno, widząc reakcję Ruelle na koszulkę, której dla niej wybrała. Mniej więcej czegoś takiego się spodziewała. Można uznać, że misja zakończyła się sukcesem. Wystarczyło teraz po prostu nie odpuszczać. Podeszła bliżej i objęła dziewczynę w pasie, przytulając się do jej pleców.
— Ale czemu? Przecież wszystko się zgadza. Nie chcę się teraz z nikim tobą dzielić — zapewniła cicho, udając, że wcale nie rozumie, o co jej chodzi w tym całym buntowaniu się. Musnęła wargami skórę na linii jej żuchwy, żeby jeszcze trochę zmiękczyć serce dziewczyny.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chodziło jej wyłącznie o introligatora. Nie miała nawet pojęcia ile pieniędzy musiała Cross wyłożyć na to konkretne wydanie le Fanu. Data widoczna na stronie tytułowej wskazywała, że jednak był to bardzo cenny prezent. Chyba, że udało jej się go gdzieś wygrzebać za bezcen, bo ktoś nie docenił tego, co znajdowało się w jego posiadaniu. Niewątpliwie River włożyła w to wiele pomyślunku, czasu i zapewne pieniędzy. Naprawdę rozpieszczała ją, aż za bardzo. Dodatkowo zawiesiła cholernie wysoko poprzeczkę, gdyby kiedykolwiek to Rue chciała jej coś sprezentować na święta lub urodziny. Zakładając, że wytrzymają razem tak długo.
— Nie - odpowiedziała, pochylając się nad stołem ku swojej artystce i śmiało podłapując jej spojrzenie. — Sypiam z tobą dlatego, że sprawia mi to przyjemność.
Taka była prawda. Nie musiała lubić specjalnie danej osoby, aby chodzić z nią do łóżka. Wystarczyło tylko, żeby był to ktoś, kogo obecność jej nie mierziła i potrafił ją sobą zainteresować. River zainteresowała ją bardzo. Chociaż może bardziej chodziło o to, że pewne dziwne napięcie naturalnie się między nimi wytworzyło i musiały się go skutecznie pozbyć. Potem pojawiło się większe zainteresowanie, a w końcu sympatia.
Na pewno jeszcze będą miały szansę na to, aby przećwiczyć te wszystkie hiszpańskie zwroty. To, która będzie ich używać, było już nie do końca istotne. Z czasem pewnie stopniowo zakres słownictwa River będzie się powiększał w naturalny sposób, a jeśli zechce uczyć się normalnego języka to zawsze mogła sobie pobrać duolingo. Chyba, że Ruelle będzie na tyle łaskawa, aby jej udzielać jakiś korepetycji.

Wiedziała, że Cross miała bardzo wysoki poziom odporności na żenadę. Była po prostu zbyt pewna siebie i potrafiła wszystko znieść z godnością. Zawstydzenie jej lub zrobienie czegoś, co naprawdę by jej się nie spodobało, wydawało się zatem prawie niemożliwe.
— Jasne. W takim razie zobaczymy czy jest koszulka z napisem panhexual i odpowiednimi kolorami — postanowiła, bo jeśli się dało to zaraz zobaczy czy mogła znaleźć coś, co bardziej się zgadzało ze stanem faktycznym.
Reakcja Ruelle była bardziej niż do przewidzenia. Nie cierpiała takich durnych rzeczy, a Cross uwielbiała ją torturować. Układ chyba nawet idealny. Tylko, że tanatopraktorka nie była pewna tego czy zniesie noszenie takiej koszulki przez cały dzień w miejscach publicznych. Chyba naprawdę byłaby gotowa spalić się ze wstydu lub rozszarpać kogoś, kto zawiesiłby na dłużej spojrzenie na tym nadruku, aby zaśmiać się w duchu.
— Myślę, że kleisz się do mnie na tyle, że nikomu nie przyszedłby do głowy pomysł, że mogłabyś się mną podzielić — odparła, gdy tylko dziewczyna podeszła do niej i przylgnęła do jej pleców, otaczając ją ramionami.
River naprawdę wiedziała jak ją zmiękczyć. Wystarczyło ciepło jej ciała i krótki dotyk ust na linii żuchwy, aby myśli Prescott zaczęły sunąć ku niej, a nie tej ohydnej koszulce. Dodatkowo: przecież się na coś umówiły i nie wypadało się wycofywać. Nawet jeśli bardzo jej się to nie podobało. Nie powiedziała jednak tego na głos, ale tym razem wyciągnęła koszulkę w kolorze spranego oranżu, na której widniał podobny napis jak na poprzedniej, ale dodatkowo wzbogacona była o wiedźmę mieszającą w kotle wywar w kolorach panseksualnej flagi.
— Masz. Jest nawet lepsza — powiedziała jedynie, starając się wręczyć swoje znalezisko rysowniczce.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”