007. Maybe it’s actually worth a try |
Outfit
Po naszym ostatnim spotkaniu w restauracji coraz częściej łapałam się na tym, że myślami wracałam do Noah. Z początku próbowałam tłumaczyć sobie, że było to zupełnie naturalne. W końcu nasze pierwsze spotkanie trudno było zaliczyć do tych, które szybko się zapominało. Poza tym przez długi czas uważałam go za wyjątkowo irytującego. Nie przypuszczałam też, że dobrowolnie zaproszę go do swojego mieszkania, jednak tymczasem rzeczywistość najwyraźniej postanowiła udowodnić mi, że nie zawsze potrafiłam właściwie oceniać ludzi. A przynajmniej nie za pierwszym razem.
Nie zamierzałam jednak udawać, że jedno udano spotkanie było dość wystarczające, abym całkowicie zapomniała o naszych wcześniejszych nieporozumieniach. Nadal uważałam, że Noah potrafił być nieznośny, zbyt bezpośredni i zdecydowanie za bardzo zadowolony z własnych odzywek. Problem polegał jednak na tym, że zaczęłam dostrzegać w nim również cechy, których wcześniej nie chciałam zauważać. Potrafił mnie rozśmieszyć, nawet wtedy, gdy bardzo starałam się zachować powagę. Nie bał się powiedzieć tego, co naprawdę myślał i nie sprawiał wrażenia człowieka, który za wszelką cenę próbował mi zaimponować. Czasem zastanawiałam się nawet, czy przypadkiem nie robił wszystkiego, żeby osiągnąć dokładnie odwrotny efekt.
Najbardziej niepokoiło mnie jednak to, że zaczęłam czekać na kolejne spotkanie z nim. Byłam ciekawa, jaki okaże się, kiedy przestaniemy traktować każdą rozmowę jak okazję do udowodnienia drugiej osobie swojej racji. Chciałam lepiej go poznać, dowiedzieć się, co go interesowało oraz co potrafiło wyprowadzić go z równowagi i czy za tym jego nieznośnym charakterem kryło się coś więcej. Dlatego właśnie zdecydowałam się zrobić coś, czego wcześniej nawet nie brałam pod uwagę i zaprosiłam go do siebie.
Zastanawiałam się przez jakiś czas, czy nie powinnam po prostu zaproponować kolejnego spotkania w restauracji, ponieważ byłoby znacznie łatwiej. W tak neutralnym miejscu miałam możliwość zakończenia wieczoru w dowolnym momencie. Z kolei zaproszenie kogoś do własnego mieszkania wydawało mi się jednak czymś bardziej osobistym. Od czasu przeprowadzki do Toronto zdążyłam już przyzwyczaić się do nowego życia, ale nadal istniała wyraźna różnica pomiędzy ludźmi, z którymi spotykałam się poza domem, a tymi, których dopuszczałam do swojej prywatnej przestrzeni. Nie chciałam, żeby Noah potraktował moje zaproszenie jako obietnicę czegokolwiek, ale też jednocześnie nie zamierzałam udawać, że był mi zupełnie obojętny.
Przygotowania rozpoczęłam od posprzątania mieszkania, chociaż nie było w nim dużego bałaganu. Poprawiłam poduszki na kanapie, poukładałam kilka rzeczy na stoliku i sprawdziłam, czy wszystko wygląda dokładnie tak, jak chciałam. W sumie to zawsze przywiązywałam do tego zdecydowanie zbyt dużo uwagi. Zdecydowałam się również samodzielnie przygotować kolację. Nie chciałam kolejnego przesadnie eleganckiego spotkania, podczas którego musiałabym zastanawiać się, jak zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami otoczenia. Przygotowałam makaron z sosem pomidorowym, który należał do moich sprawdzonych przepisów i zajęłam się deserem. W końcu podczas naszego ostatniego spotkania ustaliliśmy, że jego wybór należał do mnie. Uznałam więc, że nie zaszkodzi podtrzymać tej wyjątkowo rozsądnej zasady.
Najbardziej zaskakiwało mnie to, że naprawdę byłam podekscytowana, ale jednocześnie miałam obawy, których nie potrafiłam jeszcze do końca nazwać. Od dawna nie zależało mi tak bardzo na tym, żeby spędzić z kimś zwyczajny wieczór. Postanowiłam więc dać mu szansę, ale równie mocno chciałam dać ją sobie. Nie zamierzałam rezygnować z czegoś potencjalnie przyjemnego tylko dlatego, że nasza znajomość rozpoczęła się w dość katastrofalnych okolicznościach.
Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, to odłożyłam telefon na stolik i skierowałam się do przedpokoju.
-
Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - odezwałam się z rozbawieniem, otwierając drzwi. -
Muszę przyznać, że jeszcze jakiś czas temu nie uwierzyłabym, gdyby ktoś powiedział mi, że kiedykolwiek dobrowolnie zaproszę cię do swojego mieszkania.
Oparłam się lekko o framugę, pozwalając sobie przez moment na zaczepny uśmiech. Nie zamierzałam od samego początku rezygnować z naszych drobnych uszczypliwości. Właściwie to zdążyłam już polubić tę część naszej znajomości.
-
Ale najwyraźniej zdarzają się cuda. Wchodź do środka - dodałam, odsuwając się od wejścia. -
Od razu zaznaczę, że sama przygotowałam kolację, więc jeżeli zamierzasz powiedzieć coś nieprzyjemnego na temat mojego gotowania, to radzę dobrze przemyśleć konsekwencje. Jestem całkiem miła, dopóki ktoś mnie nie zdenerwuje.
Zaśmiałam się cicho, po czym zamknęłam drzwi i poprawiłam kosmyk włosów, który opadł mi na twarz.
-
A tak całkiem poważnie... Cieszę się, że przyjąłeś moje zaproszenie - przyznałam, uśmiechając się nieco łagodniej. -
Naprawdę dobrze bawiłam się ostatnio w restauracji. Nawet jeżeli momentami nadal miałam ochotę przewrócić oczami na niektóre twoje komentarze.
Przygryzłam lekko dolną wargę, starając się powstrzymać kolejny uśmiech. Nie chciałam, żeby zabrzmiało to jak kolejna próba złośliwości. W gruncie rzeczy zależało mi na tym, żeby zrozumiał, że moje nastawienie do niego naprawdę się zmieniło.
-
Pomyślałam, że moglibyśmy spróbować poznać się trochę lepiej - dodałam. -
Chociaż przyznaję, że nadal nie jestem pewna, czy przypadkiem nie popełniam ogromnego błędu. - Przerwałam na moment. -
Więc postaraj się tego nie zepsuć. Naprawdę zaczynam cię lubić. A uwierz mi, że po naszym pierwszym spotkaniu jest to całkiem imponujące osiągnięcie.
Nie chciałam jednak, żeby cały wieczór upłynął nam na wzajemnym przekomarzaniu się. Zależało mi również na tym, żeby poczuł się u mnie swobodnie. Wskazałam więc ręką kierunek salonu, a sama przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam zaproponować mu coś do picia, czy najpierw pochwalić się swoimi kulinarnymi zdolnościami.
Przez moment milczałam, po czym zdecydowałam się na odrobinę szczerości, której zazwyczaj nie okazywałam tak szybko podczas nowych znajomości.
-
Wiesz, nie zapraszam zbyt często mężczyzn do siebie. Lubię mieć swoją przestrzeń i nie jestem osobą, która wpuszcza do swojego życia każdego, kto potrafi powiedzieć kilka miłych słów - przyznałam spokojnie. -
Ale jestem ciekawa, co jeszcze mogę w tobie odkryć. Poza talentem do doprowadzania mnie do szału, oczywiście.
Noah Beaumont