ODPOWIEDZ
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

The Mod Club
Obrazek
so, so what?
I'm still a rockstar
I got my rock moves
and I don't need you!

Ostre światło z wnętrza lodówki uderzyło Effie po oczach o kilka sekund wcześniej, niż dojmująca pustka panująca na półkach. Zamknięty słoik keczupu z tymiankiem, mleko, podejrzanie spuchnięty kubeczek jogurtu, który prawdopodobnie rozwinął swój własny ekosystem pod wieczkiem, resztka chińszczyzny sprzed kilku dni i dopita do połowy butelka ginu… i tyle.
— Kurwa.
Przekleństwo opuściło jej usta bez zwykłej zaciekłości; Effie była po prostu zmęczona. Wyprostowała się i zamknęła lodówkę, kierując się ostatecznie ku czajnikowi. Długotrwałe diety nauczyły ją jednego — nie ma takiego głodu, którego nie zaspokoi naprawdę mocna kawa.
Pstryknięcie. Szum wody. Półmrok.
Kiedyś określiłaby go jako przyjemny — a teraz? Dużo jeszcze czasu musiało upłynąć, by znowu w ten sposób myślała.
Teraz wynikał bowiem z obecności we wszystkich oknach rolet antywłamaniowych, opuszczonych przez całą dobę. Drzwi wejściowe i boczne miały zmienione zamki, a dodatkowo pojawiły się w nich zasuwki i łańcuchy, by maksymalnie utrudnić ich potencjalne sforsowanie.
Prywatna firma ochroniarska była na wyciągnięcie jej ręki; wystarczyło kliknąć odpowiedni przycisk w aplikacji i mieli pojawić się w ciągu kilku minut. Dopiero po tych wszystkich zabiegach zabezpieczających i dokładnym sprawdzeniu domu Effie w ogóle była w stanie tutaj wrócić, a i tak nie czuła się w pełni bezpiecznie.
Niepokojącą ciszę zwykle zagłuszała muzyką. Zamykała oczy, gdy wydawało jej się, że zobaczyła coś dziwnego. Liczyła do trzech i zjawy zwykle znikały. W przytępianiu zmysłów bardzo pomagał też barek w salonie i sekretna skrytka w sypialni. Metodyczne uszczuplanie zapasów ginu, wódki i lżejszych alkoholi pomagało ukoić strach i zasnąć bez snów — ale tylko po to, by obudzić się w kałuży potu i z potwornym bólem głowy.
W pewnym momencie praktycznie przestała trzeźwieć; po to, by oszczędzić sobie kaca i ogólnej niewygody, jaką było funkcjonowanie na jawie.
Kolejne pstryknięcie oznajmiło zagotowanie wody.
Kroki Effie skierowały się jednak w pierwszej kolejności do barku. Likier o smaku słonego karmelu nie tylko wzbogacał smak kawy, ale i podtrzymywał łagodne upojenie, w które wprawiła się jeszcze poprzedniego wieczoru. Dolała do zabielonej chudym mlekiem kawy setkę, a po krótkim namyśle pociągnęła jeszcze łyk z butelki.
Dzwonek telefonu przykuł uwagę Effie dopiero po kilku sygnałach. W stronę blatu ruszyła powoli, jakby zdziwiona, że urządzenie wydaje jakiekolwiek dźwięki. Zanim sięgnęła po komórkę, ekran wygasił się, po czym zaczął bombardować ją powiadomieniami.
Spoiler
Viola (the mod)
kiciu blagam odbierz ten jebany telefon
to sprawa zycia i smierci
kurwa effie
oddzwon szybko
Wiadomość...
Viola?
Effie nie zdążyła się namyślić nad tym, czy chce oddzwaniać, czy jednak udawać, że zmieniła numer telefonu i wyprowadziła się z kraju — komórka znowu się rozdzwoniła. Czekała cztery oddechy — ale tym razem Viola się uparła.
— Powiedz, że masz wolny wieczór! — W słuchawce rozległ się lekko zachrypnięty kobiecy głos.
— A jakieś, kurwa, dzień dobry, to już nie istnieje w dzisiejszych czasach? — oburzyła się Effie, ale był to od początku do końca element gry.
— To nie jest „dzień dobry”, skarbie, to jest, kurwa, dzień sądu, więc wybacz, że konwenansami wytarłam sobie dzisiaj dupę — odpaliła się kobieta po drugiej stronie. Między słowami słychać było szybkie, gwałtowne wdechy i krótkie, świszczące wydechy. Paliła. — To jak z tym wieczorem?
— To zależy. Czego chcesz? I przede wszystkim — co będę z tego miała?
— Pieniądze. Alkohol. Piguły. Brak konieczności tłumaczenia się z tego, że podpaliłaś garderobę petem. Co chcesz, kurwa, po prostu…
— Ty tak na serio, V? Dzwonisz do mnie z jakąś sprawą życia i śmierci, i wypominasz mi tego jebanego peta sprzed czterech lat? Pierdolę takie interesy, rozłączam się…
— Poczekaj!
Effie wcale nie zamierzała się rozłączać. Pieniądze, alkohol, narkotyki — brakowało tylko upojnej nocy w tym zestawieniu, by Viola wystrzelała się ze wszystkich opcji zapłaty. Temat musiał być naprawdę gruby.
— To mów w końcu, o co chodzi. Nie mam czasu na romantyczne wspominki ani odczytywanie piętnastu tysięcy dramatycznych smsów.
Cisza w słuchawce zapadła tylko na chwilę. Effie zdążyła wziąć dwa oddechy.
— Czy byłabyś w stanie w ciągu najbliższych sześciu godzin zebrać do kupy Killer Kittens?

⛧⛧⛧

Zaplecze The Mod pozbawione było wygód nieco większych sal koncertowych, w których Killer Kittens występowały w swoim najlepszym czasie, za to bez wątpienia posiadało swój niepowtarzalny charakter.
Niezidentyfikowane plamy na linoleum wyściełającym „garderobę”, odłażąca farba w łazience, całej pokrytej plakatami i naklejkami — łącznie z popękaną muszlą klozetową i umywalką. Zapach piwa, potu, zmieszanych ze sobą, tanich perfum i kurzu rozgrzanego żółtawym światłem reflektorów. Ten kurz był prawdopodobnie starszy od każdej z Killer Kittens, wżarty tak głęboko w ciemne kotary, że nawet pralnia chemiczna nie byłaby w stanie go wyciągnąć.
Zza kotary wychynął jeden z pracowników klubu, dźwigając coś, co przypominało czarne pudło. Postawił je na środku niewielkiej sceny i wziął się pod boki, patrząc na prawo i lewo.
— I gdzie ja mam ci niby, kurwa, wepchnąć ten wzmacniacz?!
— W pizdę sobie wsadź, jak będzie trzeba — odparła spokojnie Stella, pochylając się niewzruszenie nad walizką ze sprzętem. Obok niej, bezpośrednio na powycieranej podłodze ze sklejki, leżał otwarty laptop. — I zawołaj mi kogoś odpowiedzialnego za nagłośnienie w tym grajdole.
— A może, kurwa, trochę grzeczniej, co?!
— Tony — głos Violi przeciął powietrze szybko i ostro, zupełnie jak bat — zastanów się dwa razy, jak mówisz do moich artystów.
— Artystek — poprawiła ją perkusistka, Ginny, wydmuchując wielki różowy balon z gumy. — Feminatywy nie gryzą. No co?! — oburzyła się, kiedy pozostałe kociaki (oraz Viola) posłały jej groźne spojrzenia. — Jebać zinternalizowaną mizoginię!
— Jest na dobrym tropie, ale fajnie, jakby jeszcze rozumiała, co znaczą te słowa — mruknęła Effie, wdychając pachnącą wiśniami chmurę pary z elektryka, którego ćmiła Viola. — Ile zostało czasu?
— Pół godziny do otwarcia drzwi — rzuciła managerka. Wzrok miała rozbiegany, nerwowo kręciła na palcu długi, czarny lok, noga jej podrygiwała, generalnie widać było po niej, że ma równie wiele wiary w powodzenie ich dzisiejszej misji, co sama Effie — czyli nieco ponad poziom mułu.
— To nie tak źle — uznała blondynka. — Zdążymy zrobić soundcheck.
— Na pewno?
Do rozmowy wtrąciła się ostatnia z Killer Kittens, poprawiając pasek gitary na ramieniu. Effie przewróciła oczami, zanim odwróciła się w stronę przyjaciółki i posłała jej mordercze spojrzenie.
Andy najtrudniej było przekonać do tego spontanicznego występu. Według pozostałych — dlatego, że musiała porzucić plany na romantyczny weekend ze swoim facetem, chociaż sama zainteresowana utrzymywała, że po prostu żadna z nich nie była gotowa. Nie były rozegrane, nie były rozśpiewane, od roku nie miały wspólnego występu ani nawet jednej próby… i to wszystko były argumenty, które trafiłyby do trzeźwo myślącej Effie.
Natomiast Effie z co najmniej promilem alkoholu we krwi, zmęczona ciągłym ukrywaniem się we własnym domu i powoli wracająca do normalności po wydarzeniach sprzed trzech tygodni była przekonana, że zastąpienie zespołu, który w ostatniej chwili wystawił Violę, było doskonałym pomysłem i idealną okazją, by Killer Kittens przypomniały światu, jak ostre mają pazurki.
— Na pewno — potwierdziła Effie, zerkając przelotnie na Stellę. — O ile nasz naczelny nerd rozłoży się w końcu z syntezatorem.
— Potrzebuję tu jeszcze jakiegoś gniazdka — rzuciła Stella, jakby zupełnie nie usłyszała słów Effie.
— Nie ma tu gniazdka — zauważył Tony, który wciąż stał pośrodku sceny jak ostatnia miernota, którą zresztą był.
— Zauważyłam, jakby było, to bym go nie potrzebowała.
— Załatw jej jebany przedłużacz, kretynie! — ryknęła Viola, machając ręką tak gwałtownie, że wypadł jej z niej vape. Jak w zwolnionym tempie poleciał parabolą nad sceną i wylądował w pustym futerale na gitarę.
— Nieźle, V, rzut za trzy! — pochwaliła ją ze śmiechem Effie, robiąc kilka kroków w stronę futerału. Wyciągnęła zdobycz, zaciągnęła się i wypuściła gęsty obłok. — Dobre to gówno. Prawie jak stare wiśniowe cygaretki…
— Oddaj to, kurwa, bo bez nikotyny chyba kogoś zabiję.
— Przypomnę ci tylko, kto ratuje ci tę chudą dupę — mruknęła Effie, biorąc się za oporządzenie własnej gitary. Przerzuciła pasek przez bark, sprawdziła napięcie strun, precyzyjnymi ruchami poprawiła strojenie…
Od strony drzwi dobiegły odgłosy jakiegoś zamieszania. Podniesione głosy, jakieś trzaśnięcie drzwi, donośna odmowa stojącego przy wejściu bramkarza. Dziewczyny zajęte były kontrolą swoich instrumentów. Ginny robiła raban przy perkusji, najpierw sprawdzając werbel i talerze (zdecydowanie były na swoim miejscu i wydawały dźwięki), a dopiero potem oceniając stabilność i wygodę położenia całego zestawu.
— Co tam się, kurwa, dzieje? — wrzasnęła Viola, zeskakując ze sceny bez śladu wysiłku, jakby codziennie lądowała z wysokości prawie półtora metra na dziesięciocentymetrowych szpilkach.
— Jacyś psychofani chyba — odparł ochroniarz, a wtedy w krótkiej chwili względnej ciszy dało się słyszeć głos. Donośny, znajomy, przyjmujący w chwilach wielkiego wzburzenia wyraźnie wschodni akcent…
— Nie jesteśmy psychofanami, tylko znajomymi Effie!
— Jakiej, kurwa, Effie?
— Z Killer Kittens! Grają u was dzisiaj, jełopie z odżywką białkową zamiast mózgu!
— Chwila, przecież to Toxic Waste mieli…
— Hej, spoko! Wiem, co to za psychole — rzuciła Effie, odkładając gitarę i idąc w ślady Violi. Gruba platforma nieźle zamortyzowała upadek, ale kontuzjowana przed kilkoma tygodniami stopa i tak wciąż dawała jej się we znaki. Przeszła zgrabnie między skonfundowanymi ochroniarzami, zanim Viola zdążyła ich wszystkich oskórować za mentalne opóźnienie. — No wpuśćcie ich, na bogów! Obiecałam im backstage na każdym z moich koncertów.
— Effie, wycieczek krajoznawczych nie było w umowie — warknęła Viola, mierząc ją z góry groźnym spojrzeniem, ale Granger je wytrzymała. Ba, ledwo spojrzała na managerkę, bo oto przez wąski prześwit w drzwiach już przeciskał się wielki pąk rudych dredów, by zaraz pojawiła się za nimi i reszta Taissy.
— Przyszłaś! — Effie rzuciła się kobiecie na szyję z taką egzaltacją, jakby jedna z nich co najmniej wybrała się na dwadzieścia lat na front.
— Nie tylko ja. Zobacz, kogo przywlokłam ze sobą. Niektórzy okazali się… wyjątkowo oporni i niewspółpracujący, ale jest ze mną cały komplet.
Za Białorusinką przez drzwi przecisnęli się kolejno Aaron i Phil, obaj wyglądający tak, jak wyglądaliby czterdziestoletni tatusiowie na imprezie z motywem przewodnim „emosy z lat 2000” (Aaron nawet nałożył eyeliner!), a chwilę potem w szparze ukazał się perfekcyjny czarny bob, blada twarz i ciemne okulary Yonaki Levin.
— Też przyszłaś… przyszliście… — Effie pociągnęła nosem, całując chłopaków w oba policzki, a na samym końcu podchodząc do Yonaki. Zawahała się tylko przez ułamek sekundy, zanim alkohol, przedkoncertowa nerwówka i impuls zmusiły ją, by zostawić blady odcisk szminki również na policzku demonolożki. — Zamówcie sobie cokolwiek, ja stawiam. Odpiszesz mi z wynagrodzenia, co? — rzuciła do Violi, po czym raz jeszcze uradowana przesunęła wzrokiem po ekipie L.A.A.N.S. — Dobra, laski, zaczynamy soundcheck!
— A mamy w ogóle jakąś setlistę, czy będziemy grać w papier, kamień, nożyce przed każdą piosenką? — przytomnie zauważyła Andy.
— Yolo — rzuciła radośnie Effie, wdrapując się na podest.
— Aha. Czyli mamy przejebane.

I find my comfort in chaos
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

April: When the music stops, you'll see him in the mirror standing behind you.
— The Conjuring
#6
The Mod miało w sobie coś, co Yonaka potrafiła docenić, choć raczej nie zamierzałaby spędzać tu każdego piątkowego wieczoru. Przygaszone światła, lepkie od rozlanego alkoholu podłogi i plakaty zespołów, których nazw nie znała, a których członkowie na fotografiach wyglądali, jakby od lat nie widzieli szczotki do włosów. Miejsce miało charakter. Nie była tylko pewna, czy należało go traktować jako zaletę.
Poprawiła okulary na nosie i pozwoliła Effie na entuzjastyczne powitanie, przyjmując pocałunek w policzek z krótkim, pełnym rezygnacji przymknięciem oczu. Alkohol. Oczywiście. Mogła się tego spodziewać.
— Widzę, że stan zdrowia naszej gospodyni pozwala jej na całkiem intensywne okazywanie uczuć — zauważyła pod nosem, ocierając policzek kciukiem. — To pocieszające.
Nie zamierzała jednak robić jej wyrzutów. Nie po tym, co wydarzyło się w domu Effie. Zamiast tego rzuciła okiem na L.A.A.N.S.iarzy, jakby chciała się upewnić, że nikt nie postanowił zniknąć równie niespodziewanie, jak się pojawił.
Aaron, z eyelinerem i miną człowieka, który zdecydowanie wolałby być gdzie indziej, prezentował się na tle klubu zaskakująco wiarygodnie. Phil wyglądał, jakby już dawno zaakceptował, że tego wieczoru nie będzie miał nic do powiedzenia w kwestii własnych planów. Taissa natomiast sprawiała wrażenie osoby, która mogłaby odnaleźć się zarówno na pogrzebie, jak i na imprezie, na której ktoś właśnie podpalał kanapę.
Yonaka wsunęła dłonie do kieszeni skórzanego płaszcza.
— Chodźmy się rozejrzeć, zanim Effie wciągnie nas do jakiegoś spontanicznego występu — zaproponowała, zerkając w stronę sceny. — Albo zanim ktoś uzna, że skoro już tu jesteśmy, to możemy pomóc w noszeniu sprzętu.
Zgodnie potaknęli. Zanim jednak zdążyli odejść daleko, Aaron zatrzymał się przy jednym z plakatów, przyglądając mu się z miną człowieka, który właśnie odnalazł zaginiony fragment własnej młodości.
— Byłem kiedyś na koncertach w podobnych miejscach — rzucił, poprawiając rękaw dżinsowej kurtki pełnej naszywek mniej lub bardziej przypadkowych. — Chociaż wtedy wyglądałem trochę inaczej. I nie nosiłem eyelinera.
Taissa obejrzała go od stóp do głów.
— Szkoda. Pasowałby ci.
— Dziękuję, bardzo mi miło.
— Nie ma za co. Ja ostatnio byłam na undergroundowym techno death rave. — Białorusinka powiedziała to z taką dumą, jakby właśnie wróciła z ekspedycji na biegun południowy. — W jakimś magazynie. Bez okien, z trzema generatorami i typem, który przez czterdzieści minut grał dźwięki przypominające umierającą pralkę Franię w trybie wirowania.
Yonaka uniosła brew.
— Franię?
— Najlepszy model w ZSRR.
— I doświadczenie jej śmierci wśród spoconych ciał kwalifikujesz jako przyjemne doświadczenie?
— Nie powiedziałam, że przyjemne. Powiedziałam, że byłam.
Demonolożka na moment zamilkła i zaraz potaknęła rzeczowo.
— Zasadnicza różnica.
Phil parsknął pod nosem, a Aaron pokręcił głową.
— Ja grałem w szkolnej orkiestrze — wtrącił. — Na puzonie.
Yonaka odwróciła ku niemu wyraźnie zaskoczona.
— Na puzonie?
— Tak.
— Czyli jednak masz doświadczenie sceniczne. — Przyjrzała mu się z udawaną powagą. — W takim razie, jeśli Killer Kittens będą potrzebowały nagłego zastępstwa, wiemy już, kto powinien wkroczyć na scenę.
— Nie — odpowiedział Aaron bez wahania.
— Nawet nie pozwoliłeś mi skończyć.
— Nie musiałem.
Uśmiechnęła się lekko, po czym jej uwagę przyciągnął ochroniarz stojący przy wejściu. Mężczyzna wciąż obserwował ich z wyraźną nieufnością. To, że wpuścił ich do środka, nie oznaczało, że przestał uważać ich za potencjalne źródło problemów.
— A teraz proponuję, żebyśmy przenieśli się w stronę baru — powiedziała, dyskretnie wskazując brodą na drzwi. — Nasz przyjaciel przy wejściu wygląda, jakby żałował każdej sekundy, w której pozwala nam oddychać tym samym powietrzem. Nie chciałabym, żeby przed pierwszym koncertem wieczoru doszło do jakichś nieporozumień.
— Myślisz, że nas wyrzuci? — zapytał Phil.
— Myślę, że jeśli jeszcze przez chwilę będziemy stali na środku przejścia, sam znajdzie sobie powód.
Ruszyła w stronę baru, nie czekając na dalsze rozważania. Na przedzie lokalu nie panował wielki ruch, ale w prawie pustej sali, pomiędzy uwagami Killer Kittens między sobą, szło usłyszeć wesołe skandowanie. Gdy znaleźli się przy ladzie, Yonaka oparła się o nią bokiem, dając pozostałym przestrzeń do złożenia zamówień.
Wtedy ze sceny dobiegły pierwsze dźwięki.
Jeden instrument odezwał się z opóźnieniem, drugi wszedł w zupełnie innym momencie, a perkusja zdawała się prowadzić własną, niezależną rozmowę z resztą zespołu. Yonaka spojrzała w tamtym kierunku. Nie była muzykiem. Nie potrafiłaby powiedzieć, co dokładnie należało poprawić, ani czy problem tkwił w sprzęcie, tempie, czy zwykłym braku przygotowania. Nie musiała jednak mieć słuchu absolutnego, żeby zauważyć, że coś nie grało.
Dosłownie.
Przez moment obserwowała scenę w milczeniu, śledząc wzrokiem kolejne próby zgrania instrumentów. Kiedy jedna z nich zakończyła się krótkim, nieprzyjemnym zgrzytem, skrzywiła się odruchowo.
— To chyba jest ten rodzaj eksperymentalnej muzyki, który wymaga od publiczności otwartego umysłu — skomentowała cicho.
— Daj im chwilę — rzuciła Taissa, choć sama również zerkała w stronę sceny. — Może próbują ustalić, w jakiej tonacji istnieją.
— Odważna koncepcja. Zespół jako stan egzystencjalny.
Nie zdążyła dodać niczego więcej, bo obok nich pojawiła się kobieta, której obecność zdradzała zarówno pośpiech, jak i przyzwyczajenie do zarządzania chaosem. Yonaka rozpoznała ją jako Violę, managerkę, której głos już wcześniej kilkakrotnie przebijał się ponad hałasem zaplecza a głośniejsze były tylko stukające o parkiet szpilki.
— Viola — przedstawiła się kobieta, wyciągając do niej rękę. Jej spojrzenie powędrowało następnie ku reszcie grupy. — A to wszystko twoi ludzie? Bo wyglądają jak zbiegowisko najróżniejszych nurtów z lat dwutysięcznych. Sammie! Setkę na specjalnym lodzie! Ty zaś przypominasz mi Yoko Ono w roli menadżera.
Yonaka uścisnęła jej dłoń.
— Yonaka. I nie, nie są moi. Jesteśmy znajomymi Effie.
— Jasne — odpowiedziała Viola. Ton jej głosu wskazywał, że nie uwierzyła ani przez sekundę, ale nie zamierzała ciągnąć tematu. Yonaka nie miała jej tego za złe. Sama również nie uwierzyłaby komuś, kto pojawiłby się w klubie z podobną ekipą i próbował wmówić jej, że wszyscy znaleźli się tam zupełnie przypadkiem.
— Yoko Ono? — powtórzył Aaron, wyraźnie urażony. — Naprawdę? Idziemy w rasistowskie żarciki?
— Mogło być gorzej — zauważyła Yonaka, odwracając się w stronę baru. — Mogła powiedzieć, że wyglądasz jak członek zespołu, który rozpadł się przed wydaniem pierwszej płyty.
— A wyglądam?
— Nie chciałabym odbierać ci złudzeń.
Kiedy barman podszedł, Yonaka zamówiła coś bezalkoholowego, po czym wróciła wzrokiem do Violi. Za jej plecami kolejna próba dźwięku skończyła się kakofonią, która wywołała na twarzy demonolożki ledwie dostrzegalny grymas. Menadżerka z burzą włosów coś warknęła pod nosem i na raz wychyliła połowę szklanki.
— Mogę zapytać o coś, co pewnie nie jest moją sprawą? — zaczęła, odwracając się od lady i zrównując z Violą. — Dlaczego Killer Kittens nie grały ze sobą przez cały rok? — Nie zabrzmiała oskarżycielsko. Zwyczajnie. Jak ktoś, kto zauważył, że coś się nie zgadza, i wolałby poznać odpowiedź, zanim zacznie wyciągać wnioski. — Bo zakładam, że gdyby chodziło wyłącznie o brak wolnego terminu, nie musielibyście organizować całego tego przedsięwzięcia w sześć godzin.
— A skąd ty to wiesz? A, Effie pewnie ci powiedziała.
— Tak po prawdzie to Taissie. — Skinęła w stronę rudych dredów, co prawie zaliczyły kąpiel w blenderze. Spojrzała jeszcze raz na scenę, gdzie Effie i reszta zespołu najwyraźniej nadal próbowały ustalić, jak powinien brzmieć ich wspólny powrót. — A patrząc na to, co właśnie słyszę, domyślam się, że nie chodziło wyłącznie o przerwę w próbach.
— Jesteś z mediów?
— Unikam ich, jak węży.
Viola parsknęła. A potem zaśmiała się.

I'll fall asleep in a seance
Judas
meta, resentyment, wysoki mak, zabójcy pasyjki (nawet bardziej od grafomanii — przecinki ci jeszcze wybaczę)
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
now I’m drunk, chasing fun and falling way too easily, I’ll give everything to everyone who treats me with some decency
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Stop, stop, stop!
Widownia, ograniczona póki co do L.A.A.N.S.iarzy, Violi, znudzonego (i chyba ujaranego) barmana oraz ochrony, mogła usłyszeć ten okrzyk już kilkukrotnie w ciągu trwającej zaledwie kilka minut próby dźwięku. Effie z furią w rozpalonych oczach wyplątała się z gitary i bez specjalnej ostrożności cisnęła instrument na futerał, odwracając się w stronę Andy.
— Kurwa, co tym razem?! Mamy jakieś…
— Osiemnaście minut do otwarcia drzwi! — podpowiedziała Viola, nerwowo ćmiąc elektryka.
— Dzięki, V. A więc mamy jakieś osiem minut, żeby jeszcze schować się za kulisy i wyjść w wielkim stylu i jakoś zagrać. Co ci, kurwa, nie pasuje, Andy?
Gitarzystka spojrzała na nią bez emocji. Otaksowała frontmankę chłodno — od czubka blond główki, przez panterkowe szorty, aż po czubki ciężkich butów na platformie — i poprawiła pasek na ramieniu. Biorąc pod uwagę, jak beznadziejny miały timing, nieszczególnie spieszyła się z odpowiedzią.
— Połknęłaś język? — rzuciła zaczepnie Granger, biorąc się pod boki. — Przyda ci się, jeśli chcesz być drugim głosem.
Andy wyglądała tak, jakby przestała się zastanawiać. Prawdę mówiąc, otworzyła usta zanim Effie zamknęła swoje, jakby chciała powiedzieć coś, co bardzo długo tkwiło jej w głowie.
— Brzmimy jak gówno, Eff. Tak w sumie to — zerknęła w stronę pozostałych Kittens, które przyglądały się bez słowa — to ty brzmisz jak gówno.
— Słucham?
— Nie słuchasz, w tym jest, kurwa, twój problem. Albo słuchasz, ale kompletnie niczego nie słyszysz. Nie wchodzisz w rytm, pomijam już to, że wokal ci się łamie jak starej palaczce. Przestery i inne efekty nie zamaskują tego, że grasz sama dla siebie i nawet nie próbujesz z nami współpracować.
Effie po prostu stała. Patrzyła na koleżankę z zespołu tak, jakby zobaczyła ją pierwszy raz na oczy — i jakby miała wielką ochotę rozwalić jej gitarę na głowie.
— Laski, wydrapiecie sobie oczy potem — Viola zeskoczyła z hokera ze stukotem szpilek — a teraz błagam, kurwa, żadnych cat fightów, weźcie pizdy w troki! Zaraz wchodzicie przed prawdziwą widownię.
Granger nie słuchała.
— Wy też tak uważacie? — spytała, patrząc po kolei na Stellę i Ginny. Dziewczyny popatrzyły niepewnie na siebie, potem na Andy, a potem wbiły spojrzenia we własne instrumenty. Ich milczenie wybrzmiało głośniej niż cała wcześniejsza próba. — Okej, dobra, przyznaję, że nie jesteśmy super zgrane, ale po takiej przerwie to…
— To nic dziwnego — dokończyła ostrożnie Ginny, w nerwach żonglując pałeczkami. Widać było, że chciała dodać coś jeszcze, ale ugryzła się w język. — A Viola potrzebowała wsparcia na już, więc nie było opcji na wcześniejszą próbę. Easy.
Na scenie zapadła cisza, która — chociaż nie mogła trwać dłużej niż kilkadziesiąt sekund — zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Phil kichnął, a Aaron posłał mu takie spojrzenie, jakby kolega co najmniej zakłócił ceremonię ślubną. Lub raczej — pogrzebową.
— Po prostu spróbujmy zagrać najlepiej, jak potrafimy, okej? — Jej głos zabrzmiał zdecydowanie mniej beztrosko, niż sobie założyła. Viola chyba wyczuła niepewność, bo podeszła bliżej podestu i ogarnęła swoje awaryjne artystki zaniepokojonym spojrzeniem. Nie był to niepokój o nie konkretnie, ich samopoczucie i stan psychiczny, a raczej o to, że jeśli spierdolą występ, to wściekły tłum opuści The Mod raz na zawsze i już nie wróci, ale tego Kittens nie musiały wiedzieć.
— Słuchajcie, soundcheck zakończony sukcesem, nie ma sensu go przeciągać. Słychać was? Słychać. Instrumenty żyją? Żyją. Po prostu głowy do góry, zróbcie rozpierdol i będzie dobrze. Wjedźcie na pełnej piździe z jakimś hitem, a tłum zignoruje jakieś małe niedoróbki. Wasz set trwa tylko czterdzieści pięć minut, zróbcie show między kawałkami i będzie dobrze.
— Viola, my nawet setlisty nie mamy.
— No to wam zaraz, kurwa, rozpiszę setlistę — warknęła gniewnie managerka, której ewidentnie kończyła się cierpliwość. — Tony, dawaj podkładkę… niech pomyślę…
W czasie, kiedy Viola zawzięcie skrobała markerem po jakiejś starej fakturze za piwo, Effie — nie patrząc na pozostałe Kittens — znowu zeskoczyła ze sceny. Nosiło ją. Czuła, jak żyła na skroni niebezpiecznie nabrzmiewa, a krew szumi w uszach, zwiastując nieunikniony napad migreny po występie.
Na jej widok Phil i Aaron pogrążyli się w bardzo zajmującej rozmowie o jednym ze starych zespołów, których plakat wisiał tuż przy barze, ale obaj zerkali ku Effie częściej niż by wypadało. Taissa zniknęła chwilę wcześniej w łazience, powiedziawszy coś o „przypudrowaniu nosa”. Tylko Yonaka stała tam, gdzie wcześniej, nie wyrażając ani miną, ani żadnym gestem przejęcia dramami na scenie.
— Milusio, nie? — zagadnęła Effie, wspinając się na biegnący przy podłodze zaśniedziały drążek, robiący za podnóżek. Nie dała demonolożce czasu, by się jakkolwiek ustosunkować. — Tsa… też wyobrażałam to sobie trochę inaczej. Lucky, nalej mi podwójną szkocką, słońce. Na trzeźwo tego nie wyrobię.
— Nie jesteś trzeźwa — zauważył z rozbawieniem barman, ale zaraz przesunął po blacie pełną szklankę.
— Nie szkodzi. Myślę, że ten jeden drink dzieli mnie od występu wszechczasów. No, to do dna. Twoje zdrowie! — Skinęła szklanką ku Yonace, po czym, nie odrywając od niej spojrzenia, wychyliła whisky na hejnał.

I'll take a big fucking sip
Kocham Judasza
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka obróciła w dłoni szklankę club sody, przyglądając się Effie. Bąbelki wznosiły się i pękały u powierzchni równie szybko, co nerwy Killer Kittens, i nie miała pewności, czy — zgodnie z wodnym porządkiem gazów — dojdzie do pokojowego rozładowania emocji, czy sodówka strzeli im do głów bardziej.
Pokręciła nadgarstkiem. Kostki lodu stuknęły o ścianki.
— Nie musisz mi sprzedawać wersji, w której wszystko jest pod kontrolą. Widzę, że masz ochotę kogoś udusić. — Zajrzała do szklanki. — Ale jeśli zamierzacie się rozpaść, proponuję zrobić to po występie. — Kiedy podniosła wzrok, Effie wpatrywała się prosto w jej ciemne szkła z nieodgadnioną miną. Wzruszyła ramionami. — Przynajmniej dajcie sobie szansę na zaskoczenie.
— Zdążyłam się zaskoczyć! — pisnęła Effie i z impetem odstawiła szkło na blat. — Że, kurwa, jeszcze żadna sobie mikrofonu do dupy nie wsadziła, aby rozpętać gównoburzę.
Lucky parsknął za barem, jakby właśnie wygrał pieniądze z zakładu o nieznanej treści.
— Za tym stoi mądrość, kocico. — Łypnął to na Yonakę, to na Effie, i potaknął z tajemniczym uśmieszkiem demonolożce.
Kącik ust Yonaki drgnął subtelnie. Podziękowała dyskretnym skinienem i odwróciła się przodem do sceny ze szklanką. Z tej perspektywy The Mod ciągnęło się w każdą stronę a kłócące się na scenie Kittens przypominały mrówki. Nic nieznacząca kłótnia w obliczu wielkiego uniwersum, a jednak od tego występu zależało czy wieczorny utarg w kasie wyjdzie na plus i czy Viola wyrwie włosy tylko sobie, czy całemu przedszkolu kociaków.
Rozległo się płaskie klaśnięcie. Przy wzmacniaczu Andy rozcierała skroń, gdy menadżerka stała nad nią z czerwoną podkładką. Nikt nie wiedział, skąd ją wytrzasnęła.
— Nie będzie Fukstar na start — wysyczała wraz z dymem. — Chcesz, żeby piszczała obok tonacji? To nie jest kawałek na rozgrzewkę.
— A co z moją rozgrzewką!? Co!?
— Palcówkę zrób w kiblu na zapleczu po kolei dziewczynom, to będziesz rozgrzana. Słodki Judaszu... Andy, zachowujesz się, jakbyś to pierwszy raz robiła w życiu! — Viola zaciągnęła się i zakaszlała owocowym dymem. — Nie każ mi sądzić, że nie umiesz ani grać, ani pierdolić się po kiblach. Za długo już żyję, żeby wiedzieć, kiedy pierdolisz kocopoły.
Jeżeli wymiana zdań między nimi jakkolwiek wpłynęła na odbiór Killer Kittens przez Yonakę, to tego nie okazała. Odwróciła się ponownie do baru, a Lucky postawił przed nią miseczkę z orzeszkami ziemnymi.
Plask!
Podkładka vs. Andy — 2:0.
— Z tego, co słyszałam, macie czterdzieści pięć minut, żeby przekonać ludzi, że jesteście zespołem — zaczęła. — To chyba wystarczająco dużo czasu, aby przestać próbować się nawzajem mordować. — Zamoczyła usta. Ciemna szminka odcisnęła się na krawędzi. — Nie będę ci mówić, że brzmicie świetnie, bo obie wiemy, że nie o to chodzi. Ale Andy też nie powiedziała, że nie potrafisz śpiewać ani grać. Powiedziała, że nie gracie razem. — Spojrzała na Granger i przesunęła w jej stronę orzeszki. — To trochę inny problem. Jego rozwiązanie nie wystarczy, żeby naprawić zespół, ale wystarczy, żeby ustalić, jak nie pozabijać się na scenie. Może zacznijcie od tego, czego każda z was potrzebuje od pozostałych, żeby zapewnić bare minimum? — Brzmiało sensownie i niespecjalnie skomplikowanie. — Jesteście profesjonalistkami. Potrzebujecie instrumentów oraz osobowości, nie lubienia się nawzajem, gdy w grę wchodzą pieniądze. Cóż. Przynajmniej na razie.


So hot I'll turn it to glass
Judas
meta, resentyment, wysoki mak, zabójcy pasyjki (nawet bardziej od grafomanii — przecinki ci jeszcze wybaczę)
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Parkdale”