25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła korzystać z pewności siebie, którą budowała w sobie przez te wszystkie lata. Nie po to tak się starała, żeby teraz nie zbierać tego owoców. Zazwyczaj nie musiała nawet udawać. Emocje były bardzo szczere, a do samej siebie podchodziła po prostu na poważnie. Zdarzało się oczywiście, że coś ją podkopywało, ale starała się nie zatrzymywać w tych myślach na zbyt długo. Irytowało ją, że Prescott potrafiła tak łatwo wytrącić ją z równowagi i poddać w wątpliwość, czy była odpowiednią kandydatką na partnerkę dla kogokolwiek, choć przecież zdawała sobie sprawę, że była. Na szczęście dzisiaj nic takiego się nie wydarzyło. Jeszcze.
— Nie mam najmniejszej ochoty się powstrzymywać — przyznała, nie odsuwając się ani o milimetr. Gdyby się uparła, to na pewno dałaby radę trzymać ręce przy sobie, ale po co miałaby to robić? Bycie tak blisko Ruelle sprawiało jej mnóstwo przyjemności. Uwielbiała czuć jej ciało tuż przy swoim, a odkąd miała świadomość, że naprawdę jest w pewnym sensie dla niej – jak to ludzie w związku — podobało jej się to wszystko jeszcze bardziej.
Spojrzała na drugą koszulkę, którą wybrała dla niej Latynoska. Ściągnęła brwi, oceniając krytycznie kolor i sposób, w jaki została narysowana sama wiedźma. No trudno, sama przecież zaproponowała, że to zrobią. Też nie mogła się z tego wycofać. Miała tylko nadzieję, że nie dostanie jakiejś ciężkiej reakcji alergicznej po wyciu wystawioną na odcień, w którym chyba nikomu na świecie nie byłoby do twarzy. Wzięła od niej wybraną bluzkę i całą resztę szajsu. Wszystko odłożyła na półkę obok nich, chcąc mieć wolne ręce. Obróciła Prescott przodem do siebie i pchnęła ją, wciskając je w wąską przestrzeń między wieszakiem z koszulkami, a stojakiem z magnesami i otwieraczami do butelek. Przygwoździła dziewczynę do ściany i nie dając jej zbyt wiele czasu na protesty wpiła się w jej wargi z taką zachłannością, jakby od ich ostatniego porządnego pocałunku minęły eony, a nie godziny. Zamruczała zadowolona, gdy tylko poczuła jej język na swoim. Może powinny odpuścić sobie ten cmentarz i wrócić do pokoju? Naparła na nią mocniej biodrami, żałując, że nie jest w stanie przebić się w ten sposób przez tę irytującą warstwę ubrań. Jedna z jej dłoni sprawnie wdarła się pod materiał bluzy tanatopraktorki, ale niestety gest okazał się zbyt gwałtowny. Cross uderzyła łokciem w magnetyczny stojak. Jęknęła krótko, czując, jak promieniujący ból rozchodzi się po jej ciele. Przytomnie złapała za metalową wystawkę, która i tak narobiła trochę hałasu, ale przynajmniej się nie przewróciła.
— No dobrze, może powinnam minimalnie nad sobą panować — przyznała na tyle cicho, by usłyszała ją wyłącznie jej modelka. Odsunęła się od niej i uśmiechnęła się przepraszająco do zaniepokojonego sprzedawcy, który wyszedł zza lady, żeby sprawdzić, z jakiego powodu wali mu się sklep. Wcisnęła mu do rąk wszystkie wybrane przez nie pamiątki, żeby zająć mu głowę czymś ciekawszym. Po akcencie od razu było słychać, że to Amerykanin, a co jest dla nich istotniejsze niż pieniądze?
Wyszły wreszcie na zewnątrz, gdzie słońce zdążyło zniknąć już za linią budynków. Wokół zrobiło się szaro i dużo chłodniej. Zanim dotrą do cmentarza, pewnie zrobi się całkowicie ciemno. To, w jaki sposób pojmowały uroczy spacer, było naprawdę dziwaczne.
— Może powinnam cię zabierać na miejsca wypadków, a nie na cmentarze? Byłoby to chyba bliższe twoim pasjom. Albo powinnam dać się pokroić i zszyć, skoro ty dajesz mi się rysować? — zasugerowała, spoglądając na nią z zaciekawieniem. Nie miała w zwyczaju umawiać się z ludźmi studiującymi medycynę, a już na pewno nie z tymi, którym marzyło się pracowanie przy trupach. Nie do końca wiedziała, jak zaimponować jej w tej konkretnej materii.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście, że ta pewność siebie cholernie rysowniczce pasowała i nawet jeśli czasami irytowała w wyraźny sposób Ruelle, to na ogół była całkiem seksowna. Zdarzało jej się na to narzekać, oskarżając dziewczynę o narcyzm i przerośnięte ego artystki, ale czy na pewno było tak źle? Pewnie jak zwykle Latynoska dramatyzowała.
— Nie masz czy nie potrafisz? — zadrwiła lekko, bo do tej pory największy dystans River była w stanie od niej trzymać wyłącznie na terenie konwentu.
Nie wątpiła, że zapewne artystka posiadała pewną dozę samokontroli, ale za często i zbyt łatwo wybierała, aby jednak ulec instynktom. Robiła to w zasadzie nieustannie od ich pierwszej nocy, gdy w końcu Cross się złamała i dołączyła o niej na łóżku. To był ten moment, który zdecydowanie odmienił wszystko i odciął się na ich relacji.
Nie miała wątpliwości, że właśnie ta koszulka mogłaby stanowić o wiele lepszy materiał do torturowania River. W końcu większość tych, które znajdowały się na wieszakach była w klasycznych odcieniach czerni i bieli. Ta jedna należała do nielicznych, które odcinały się od całej reszty kolorem, który może i nie był krzykliwy, ale za to rzucał się w oczy. W dodatku jeszcze zawierał rysunek, a do jego wykonania na pewno rysowniczka mogłaby się przyczepić w ten czy inny sposób. Wprost idealnie.
Nie usłyszała jednak słowa komentarza. Zamiast tego milcząca Cross wzięła wszystkie wybrane przez nie bibeloty i odłożyła na bok. Rue nawet nie miała okazji, aby zapytać ją o co chodzi, bo zaraz została popchnięta w kierunku wolnej przestrzeni na pobliskiej ścianie. Od razu poczuła na sobie jej ciało, przyszpilające ją do ściany oraz usta, które natychmiast odnalazły te, które należały do niej.
Niemal jęknęła prosto w jej wargi, gdy poczuła jej język i wysunęła ku niej biodra, dociskając je jeszcze mocniej do artystki, gdy jej dłoń w końcu znalazła się pod zdecydowanie zbędną bluzą i…
Huk oraz brzęk.
Tak można było opisać dźwięk, który powstał, gdy artystka uderzyła łokciem o pobliski element umeblowania. Ktokolwiek znajdował się teraz w sklepie, na pewno się teraz zainteresował tym, co właściwie wyprawiały. Prescott z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Zamiast tego sięgnęła dłonią do obolałego stawu i przysunęła się do swojej dziewczyny.
— Czasami powinnaś — przytaknęła, skradając jeszcze jeden pocałunek z jej warg nim w końcu podszedł do nich sprzedawca.
Tym razem Ruelle postanowiła zapłacić za ich zakupy, aby nie wyjść na całkowitą utrzymankę. Dopiero wtedy mogły opuścić sklep i ruszyć na drugi najstarszy cmentarz w całych Stanach Zjednoczonych. Czy to dziwne, że znajdował się akurat w Salem? Jej jakoś to nie zaskoczyło.
— Wiesz, że miejsca wypadków jest gorzej znaleźć? Musiałabyś pewnie jakiś spowodować, żebym miała na co popatrzeć - odparła, chwytając ją całkiem odruchowo za dłoń, gdy szły już ulicą w wyznaczonym kierunku. — To, że chcę w przyszłości sekcjonować ludzi nie znaczy, że to moja jedyna pasja, wiesz? Nie musisz się tak na tym fiksować. Cmentarze są w porządku.
Zwłaszcza te wyjątkowo zabytkowe. Naprawdę cieszyła się z tego, że się tam znalazły, bo miały właśnie przed sobą kawał historii ukryty za kłutą bramą. Wystarczyło przejść na drugą stronę, aby wejść na ziemie, które od siedemnastego wieku przyjmowały ciała mieszkańców Salem.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosła podbródek wyżej, a jej ciało odruchowo napięło się w odpowiedzi na rzucone przez nią wyzwanie. Tak już niestety miała, że im bardziej ktoś sugerował, że czemuś nie podoła, tym bardziej ona chciała udowodnić, że jest inaczej. Zakładała, że dałaby sobie radę i z tym, ale po prostu nie byłoby to przyjemne.
— Potrafię. Po prostu nie widzę w tym żadnej korzyści dla siebie — odbiła butnie. Po co miałaby aż tak się wysilać, skoro to dla niej też nie byłoby żadną rozkoszą? Czuła się dużo lepiej z rękami na jej ciele niż gdziekolwiek indziej. Tak czy siak zawsze musiała robić coś z dłońmi, nie wytrzymywała nerwowo w świętym spokoju. Dotykanie Prescott spodobało jej się dużo bardziej niż bezwiedne obracanie pierścionków na palcach.
Na każdym kroku udowodniła, że takie trzymanie się od siebie z daleka byłoby zwyczajnie głupie. Mogła zająć sobie ręce zakupami i odebrać możliwość zbliżenia się do swojej kobiety, ale po co, skoro mogła przylgnąć do jej ciała i zatracić się na moment w pocałunkach? Może gdyby Ruelle nie reagowała na każde muśnięcie, jakby przyciągała ją do artystki jakaś magiczna grawitacja, to miałaby większe opory. Dziewczyna jednak ulegała jej bardzo chętnie. Zdemolowanie sklepu było nieporównywalnie bez znaczenia w porównaniu z dostępem do ciała Latynoski.
Nie musiały jednak narażać się na szwank ciał i portfeli w pierwszy dzień wakacji. Będzie jeszcze na to mnóstwo czasu później. Lepiej było się po prostu ogarnąć i wyjść na zewnątrz. Cross nie protestowała w żaden sposób przy płaceniu. Nie miała zamiaru robić z siebie sponsorki, skoro Prescott też była gotowa machać kartą na prawo i lewo. Podzielenie się po równo było jak najbardziej uczciwe i satysfakcjonujące.
— Nie twierdzę, że to twoja jedyna pasja. Po prostu założyłam, że medycyna jest dla ciebie czymś takim jak dla mnie sztuka. Bez miłości chyba byś się temu nie poświęciła — zauważyła. Studia w jej skali były ogromnym zobowiązaniem, a jeszcze takie? To naprawdę trzeba mieć do tego serce i rozum, żeby się nie wykończyć, a przy okazji czegoś nauczyć.
Na szczęście brama cmentarza wciąż była otwarta. Było w końcu dość wcześnie. O tej smutnej porze roku słońce zachodziło po prostu nieprzyzwoicie szybko. Cmentarz, choć nie był wielki, był na swój sposób imponujący. Otaczała go aura jakiegoś nieopisywalnego spokoju. Cross podobał się fakt, że różnił się od typowych, schludnych amerykańskich cmentarzy. Nierówno poustawiane i różnorodne nagrobki przemawiały do niej dużo lepiej niż takie wytworzone jak od kalki. Od razu było też widać, że miasto dba o swoją atrakcją. Nieliczne liście, które leżały na ścieżkach, musiały dopiero co opaść. Reszta została zamieciona. Słabe światła porozstawiane w znacznych odległościach od siebie zapraszały do zatopienia się w przytulną szarość.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oj, to nie było żadne wyzwanie. A może było? Trudno stwierdzić. Prescott po prostu stwierdziła, że najlepszym, co mogła zrobić było sprowokowanie swojej rysowniczki i stwierdzenie, że z pewnością nie umie się powstrzymać od inicjowania jakiegokolwiek kontaktu.
— No tak. Po co masz sobie odmawiać przyjemności — potwierdziła, gdy tylko usłyszała tę jakże ambitną odpowiedź ze strony swojej artystki.
Mówiła tak jakby jej to przeszkadzało, a przecież za każdym razem jedynie coraz bardziej zatracała się w tym wszystkim, co oferowała jej dziewczyna. Wystarczył jej jeden pocałunek, aby przepadła; pojedynczy dotyk, aby zaczęła do niej lgnąć jak ćma do światła i na pewno nie umiała być na nią obojętną.
Wciąż nie potrafiły się sobą nacieszyć. To jedno było pewne. Z jednej strony mogłyby chętnie zamknąć się w wynajętym domku i zatracić się w namiętności, ale przecież nie po to przyleciały, aż do Salem. Miały odbyć swoją pierwszą wycieczkę. Całkiem poważną, tak nawiasem mówiąc, więc musiały już skorzystać ze wszystkich możliwych dobrodziejstw okolicy nim czas im całkowicie ucieknie i będą musiały w końcu wrócić do Toronto.
Sklep nie został jednak miejscem, które zostałoby przez nie skalane jakimiś grzesznymi uczynkami, a jego progi opuściły wraz ze swoimi tandetnymi zakupami. Na ten moment nie prowadziły jakiś spektakularnych rachunków, w których rozliczałyby się za to, która gdzie wydała ile dolarów. Zwyczajnie sięgały po portfel naprzemiennie, aby nie dopuścić do tego, żeby tylko jedna z nich ciągle za wszystko płaciła. Wydawały się być przy tym w sumie dosyć zgrane. Przynajmniej na ten moment.
— Nie wiem czy miłość jest odpowiednim określeniem dla tego zainteresowania — powiedziała, gdy tylko Cross podjęła ten temat.
Lubiła to. Było to ciekawe. Była jednak przede wszystkim zafiksowana głównie na jednej dziedzinie, której chciała się oddać, a nie na całości medycyny. Interesowały ją poszczególne kwestie, ale zdawała sobie sprawę, że powinna wiedzieć jak najwięcej, aby móc skutecznie rozpatrywać swoje przyszłe przypadki.
— Na pewno nie żyję tym tak mocno jak ty. Nie musisz się zatem szczególnie mocno głowić. Chociaż… może mam kilka pomysłów — stwierdziła, bo chyba zawsze miały jakieś pomysły.
Nawet, gdyby cmentarz już został oficjalnie zamknięty to jego niskie ogrodzenie raczej nie stanowiło szczególnie wielkiej przeszkody do pokonania. No, ale wyrobiły się na tyle, że nie musiały się włamywać na teren, aby pooglądać kolekcję starych nagrobków, które do różnej wysokości wystały z ziemi w nieregularnych odstępach. Część z nich była krzywa, nosiły one inskrypcje pochodzące sprzed wieków, a kamienne płyty były w zaskakująco dobrym stanie.
— Może to cię nieco natchnie, mi preciosa — powiedziała, prowadząc River w głąb cmentarza, na którym znajdowało się też sporo wiekowych drzew o koronach upstrzonych liśćmi w złotawym kolorze. — Może to byłby jakiś panel w twoim komiksie? Choć bardziej nastrojowo byłoby z mgłą unosząca się przy ziemi.
To była tylko luźna myśl. Nie miała pojęcia, co właściwie Cross chodziło po głowie, ale skoro jej komiks miał być związany z podróżą w poszukiwaniu zmarłej duszy to może takie miejsca będą dla niej inspiracją.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wcale nie uważała, że jej pasja jest jakaś lepsza od innych. No dobra, to kłamstwo. Totalnie tak uważała. Wychodziła z założenia, że nie ma na świecie niczego lepszego niż sztuka, ale była w stanie zrozumieć, że niektórzy mogą się w tym nie zakochać. Lubiła, kiedy ludzie mieli swoje własne bziki, nawet jeśli były skrajnie odmienne od jej zainteresowań. Słuchanie osób, którzy potrafili się czemuś w pełni poświęcił, było po prostu bardzo ciekawe.
— A masz coś innego? Coś bez czego nie wyobrażasz sobie życia? — zapytała naprawdę zainteresowana. Skoro nie patrzyła w ten sposób na medycynę, to czy w ogóle była zakręcona na jakimś temacie aż tak mocno? A jeżeli tak, to czemu do tej pory o tym Cross nie opowiadała! Wiedziała tylko, że oszalała na punkcie swojej zdolnej artystki, ale tak poza tym?
— Uchyl rąbka tajemnicy — poprosiła, gdy Ruelle przyznała, że już teraz w jej głowie zaczynają formować się pomysły. Lubiła za nimi podążać i zawsze była ciekawa, czym jeszcze będzie w stanie ją zaskoczyć. Większość impulsów przynosiła niezwykle przyjemne rezultaty. Oczywiście były też takie akcje, od których Cross odechciewało się żyć, ale naprawdę nie miała ochoty o tym teraz myśleć. Chciała pozwolić jej wciągnąć się w świat, w którym będą szczęśliwe i w którym Prescott w ogóle chce ją widzieć. Nie robiło jej wielkiej różnicy, co takiego tam zastaną, póki będzie miała swoją kobietę na wyciągnięcie ręki - chociażby metaforycznie.
— Na cmentarzu zawsze powinna być mgła. Ewentualnie jeszcze może padać — zasugerowała, wyjmując znowu swój mały notes i ołówek. Ta sceneria nie oferowała niczego mrocznego poza faktem, że było dość ciemno. Gdyby nie znała historii tego cmentarza i leżących tu zmarłych, uznałaby go pewnie za całkiem zwyczajne miejsce.
— Chociaż może ładna pogoda jest bardziej przygnębiająca? Trudno jest się cieszyć słońcem, kiedy pęka ci serce — dodała spokojnym tonem, jakby rozmawiały o czymś prozaicznym jak rozkład jazdy autobusów. Nie będzie się przecież w tym momencie rozklejać, miała się inspirować. Postukała końcówką ołówka o dolną wargę, rozglądając się uważnie. Czujnym spojrzeniem badała każdy fragment cmentarza, chcąc znaleźć coś absolutnie niepowtarzalnego. Mruknęła niezadowolona i ruszyła z powrotem ścieżką przed siebie. Potrzebowała czegoś więcej niż rosnącej w niej nienawiści do patriarchatu. Po kilkudziesięciu krokach zatrzymała się ponownie i zaczęła znowu rozglądać. Chociaż może to jednak ma potencjał? Przytknęła rysik do kartki i zaczęła coś szkicować szybkimi, pewnymi ruchami. Cofnęła się o kilka kroków, nie odrywając wzroku od notesu, chcąc znaleźć się bliżej światła latarni, bo szkicowanie po ciemku nie należało do najprostszych na świecie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby patrzyła, co robi. Może wcześniej zauważyłaby nagrobek, o który zahaczyła nogą i uniknęłaby desperackiej próby złapania równowagi, która skończyła się gruchnięciem plecami o trawę.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała już od dawna, że River jest całkowicie zafiksowana na rysowaniu. Zdawało się, że nie istnieje dla niej nic innego. Poza Ruelle, oczywiście. Sprawiała wrażenie jakby mogła żyć tylko i wyłącznie dzięki sztuce oraz swojej modelce, która napędzała ją życiodajnymi siłami. Zabawne, że ta sama dziewczyna posiadała moc zdolną do tego, aby ją w jednej chwili zniszczyć. Nie powinna posiadać takich zdolności. Dla dobra samej artystki.
— Na dobrą sprawę to chyba nie. Pewnie wtedy, gdybym nie mogła mieć tej jednej rzeczy to skupiłabym się na innych — odpowiedziała całkowicie szczerze, bo w tej kwestii zdecydowanie się różniły.
Nie mogła powiedzieć nawet tego, że mogłaby to być River. Może i miała na punkcie Cross obsesję, ale z pewnością mogłaby żyć po jej zniknięciu. Pewnie czasem by do niej tęskniła, ale poza tym? Na pewno nie przeżywałaby tego jako ogromnej tragedii.
— Kiedyś ci o tym wspominałam. Tylko tyle ci powiem — odparła, bo nie zamierzała pozbawiać dziewczynę tej tajemnicy.
Niech głowi się nad tym, co powiedziała jej Ruelle na przestrzeni ostatniego półrocza. Więcej nie zamierzała jej podpowiadać. Ciekawiło ją wielce, do jakich wniosków River byłaby w stanie dojść samodzielnie. Jakby nie patrzeć to miała całkiem spore pole do popisu.
— Tak. Zależnie od tego, jaki efekt chcesz uzyskać — odpowiedziała, przyznając jej rację.
Z drugiej strony to było cholernie oklepane: tajemnicza mgła lub deszcz na pogrzebie, aby pokazać, że nawet niebo płakało i maskowało łzy żałobników. Jeśli jednak coś działało to czemu z tego nie skorzystać?
— Chcesz grać na zasadzie kontrastu? Może wykadrujesz to tak, aby w pierwszej chwili wyglądało jak wesołe plotki na pikniku? — zasugerowała. — Pokazujesz postać, która wesoło trajkocze o czymkolwiek, słońce i drzewa w tle. Powoli przechodzisz do szerszego kadru. Dostrzegasz, że słoneczny park jest cmentarzem. Usmiech coraz trudniej utrzymać przez łzy, gdy nadchodzi realizacja, że obok zamiast najlepszej przyjaciółki znajduje się zimny kamień nagrobny, który nigdy ci nie odpowie.
Nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczęła malować konkretne kadry słowem. Nie miała pojęcia na ile River z tego skorzysta, ale może w jakiś sposób to pobudzi jej własną inspirację i sprawi, że wpadnie jej do głowy pomysł na jakąś konkretną kinkretną scenę. W końcu miała być jej muzą.
Przyglądała się kolejnym nagrobkom, podchodząc do nich i uważnie śledząc wzrokiem wyryte tam litery, cyfry oraz elementy ozdobne. Przez moment nie zwracała szczególnej uwagi na swoją rysowniczkę, która znowu poświęcała się swojemu notesikowi. Parsknęła śmiechem, gdy zauważyła, że artystka wyrżnęła grzbietem o glebę.
— Ostrożnie, bo dołączysz do Raven — ostrzegła ją, podchodząc bliżej.
Kucnęła przy niej i już miała pomóc dziewczynie w dźwignięciu się na nogi, gdy kątem oka dostrzegła jak interesujący był nagrobek znajdował się obok niej.
— Widziałaś? — zapytała, ujmując jej dłoń, którą przytknęła do chłodnej powierzchni płyty.
Grób pochodził z siedemnastego wieku i należał do niejakiej Mary. Na samym szczycie krzywego i niewysokiego nagrobka znajdował się jednak uskrzydlony anioł o czaszce zamiast twarzy. Pieszczotliwie przesunęła ich palcami po jego wklęsłościach i wypukłościach, czując przenikający ją dreszcz grozy.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podrapała się po karku, zamyślając się na moment. Nie miała pojęcia, jak wygląda funkcjonowanie bez takiej wielkiej pasji. Miała tę obsesję, odkąd tylko pamięta. Oczywiście na przestrzeni lat objawiała się na różne sposoby, ale nawet w najwcześniejszym dzieciństwie tworzenie zawsze było jej pierwszym odruchem dla radzenia sobie z emocjami. Nawet jej wymyślona przyjaciółka była związana z rysowaniem, o czym zresztą już Ruelle wspominała. Cross była pierdolnięta od urodzenia.
— Chciałam powiedzieć, że życzę ci odnalezienia czegoś takiego, ale rozumiem też, że dla niektórych może to być uciążliwe. Ja bym nie chciała żyć bez tego ani dnia, ale nie jestem w tej kwestii zbyt empatyczna — odparła. Zdawała sobie sprawę, że cała masa artystów przez tę fiksację odbierała sobie życie, bo nie była w stanie objąć rozumem tego, co serwowała im własna głowa. Czy zamieniliby talenty na spokój w głowie? Możliwe. Ona jednak nie należała do tej grupy. Choćby sztuka miała zaprowadzić ją do trumny, zostanie przy niej na zawsze.
— To żadna podpowiedź — burknęła niezadowolona. Jakim cudem miała wybrać tylko jedną rzecz spośród wszystkich, o których rozmawiały w przeciągu ostatnich miesięcy? Równie dobrze mogła strzelać, a to akurat byłoby głupie. Chociaż może jednak najsensowniejsze, skoro są w Stanach? Nie no. W takim wypadku wolała po prostu poczekać i przekonać się, co ją czeka. Na pewno będzie przecież zadowolona.
Słuchała uważnie, gdy Ruelle zaczęła roztaczać wizję sceny, która mogłaby rozegrać się na cmentarzu. Jej zaangażowanie nadal nieco ją zaskakiwało – oczywiście całkowicie pozytywnie. Nie próbowała jej zbywać durnymi półsłówkami. Rozmawiała z nią na ten temat całkowicie na poważnie i była szczerze ciekawa planów Cross. Była taką ciepłą i oddaną partnerka!
— No widzisz? Myślisz po reżysersku. Musiałabym spróbować to narysować, ale podoba mi się ten trop. Nadawałby się na zakończenie, jeżeli jednak zdecyduję się na smutne — odpowiedziała, zapisując w notesie kilka słów, żeby nie uciekła jej wizja namalowana przez Ruelle. Chociaż czy w ogóle byłoby możliwe, żeby zapomniała o czymś związanym ze swoją muzą? Niekoniecznie. Nie chciała jednak pozbawić własnej głowy szczegółów, a wiedziała, jakich haseł użyć, żeby jej umysł potem bez problemu przypomniał sobie wszystko, co trzeba.
Jęknęła cicho nieco obolała. Trudno stwierdzić, czy bardziej zabolały plecy, dupsko czy jednak duma. Każde z tych cierpień było jednak do przełknięcia. Na cmentarnej trawie nie leżało się aż tak źle! Trochę zimno, ale właściwie wygodnie.
— Nie ma opcji. Byłaby strasznie wkurwiona. — Westchnęła ciężko na samą myśl o tym, jak przyjaciółka zareagowałaby, gdyby dołączyła do niej w rzekomych zaświatach w tak młodym wieku. Zbiłaby ją za tę śmierć, na bank.
Podążyła wzrokiem we wskazanym przez tanatopraktorkę kierunku, pozwalając poprowadzić swoją dłoń. Wskazana przez dziewczynę rzeźba faktycznie miała w sobie ten specyficzny rodzaj magii, którego po tym cmentarzu oczekiwała. Sięgnęła po ołówek, który upadł kawałek od niej. Obróciła notes w stronę swojej dziewczyny, pokazując jej ledwo zaczęty szkic. Nie zdążyła go skończyć, zanim się przewróciła. Od razu jednak było widać, że przedstawiał sylwetkę Ruelle przechadzającej się samej po alejkach tego cmentarza. Przewróciła stronę na czystą, obróciła ołówek w palcach i zaczęła szybko kreślić. Nie była w stanie jednak odpowiednio się na tym skupić. Wsunęła ołówek między strony i zamknęła szkicownik. Wyciągnęła wolną rękę w stronę Prescott i złapała ją za bluzę na wysokości mostka. Przyciągnęła ją do siebie zdecydowanym, ale ostrożnym ruchem, nie chcąc, żeby ona też się przewróciła.
— Uwielbiam, kiedy inspirujesz mnie czymś więcej niż swoim ciałem — wyznała szeptem zanim jeszcze przylgnęła do jej ust. Może i wciąż leżała na zimnej trawie, ale smak warg Ruelle natychmiast sprawił, że zrobiło jej się gorąco.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała wrażenie, że River czuje się nieco niezręcznie z faktem, że to ona była tutaj naznaczona obsesją, która definiowała całe jej życie oraz nadawała mu sens, ale może to właśnie Ruelle powinna czuć się durnie z tym, że w przeciwieństwie do swojej artystki nie miała niczego, czym mogłaby się pochwalić i powiedzieć, że w jakiś sposób przedstawiało jej esencję. Nie miała sensu życia. Brzmi fatalistycznie, prawda?
— Jesteś po prostu za bardzo zafiksowana na swojej sztuce, ale to nic… Fascynujesz mnie taka — przyznała całkowicie szczerze, patrząc wprost na rysowniczkę.
Nie byłaby taka sama, gdyby nie była całkowicie pochłonięta swoją pasją. Widać ją było na absolutnie każdym kroku. Wiecznie musiała coś tworzyć, a na świat patrzyła zdecydowanie przez pryzmat tego jak można byłoby go uwiecznić w stałym kadrze.
— Możesz się głowić do woli, mi preciosa. Może w końcu ci się uda — odparła lekko rozbawiona tym, że Cross była tak niezadowolona z braku dalszych podpowiedzi.
Nie zamierzała jej rujnować niespodzianki. Wiedziała, że pewnie dziewczyna ją doceni, gdy przyjdzie już co do czego. Jakby nie patrzeć to chyba jeszcze nie trafiły na nic, co nie odpowiadałoby ich dwójce. Uwielbiały eksperymentować. Tak długo jak robiły to we dwie to wszystko było w jak najlepszym porządku.
Już kiedyś River opowiadała jej o swojej blokadzie twórczej. Wtedy Rue starała się jej zaradzić, biorąc ją na randkę do galerii sztuki, a później na maraton filmowych klasyków grozy. Chciała poruszyć ją w ten sposób, aby rysowniczka odpowiednio przyłożyła się do tworzenia komiksu, który miał być hołdem dla jej zmarłej przyjaciółki. Wiedziała, że to było cholernie ważne dla Cross. Dlatego się tak dla niej starała.
— Staram się. Może dzięki temu poczujesz się natchniona do stworzenia swojej wersji — odparła, przyglądając się swojej artystce, która postanowiła zanotować coś w swoim notesie.
Nie patrzyła nawet na te słowa. Nie wnikała w ich znaczenie. Domyślała się tylko, że mogły to być luźne myśli lub wskazówki, gdyby chciała potem wrócić do tych myśli, gdy będzie już przy swoim biurku gotowa do pracy.
Bawiło ją to wszystko setnie. Nie mogła temu w żaden sposób zaprzeczyć. Przynajmniej jednak nie wyśmiała jej tak otwarcie, co już było jakimś sukcesem. To również powinno zostać docenione przez jej dziewczynę.
— Albo by się roześmiała, że zginęłaś w tak durny sposób — wytknęła jej jeszcze, ale w zasadzie to nie znała zbytnio Raven, więc nie miała świadomości, która opcja była bardziej prawdopodobna.
Groteskowy anioł śmierci na pewno potrafił nieco rozbudzić wyobraźnię. Jego rozlazły kształt i proste, ale jednocześnie dbałe wykonanie z pewnością robiły wrażenie. Zwłaszcza, że przetrwał tak wiele lat w zaskakująco dobrym stanie. Wiedziała, że to poruszyło w jakiś sposób rysowniczkę. Zaczęła nerwowo manewrować notatnikiem, aby ukazać to nad czym pracowała. Nie powinna być zdziwiona widokiem swojej sylwetki. W końcu była jej muzą i inspiracją.
Kolejny szkic nie mógł jednak zaistnieć na nowej stronicy. River nie mogła się na nim skupić. Zamiast tego przyciągnęła swoją kobietę jeszcze bliżej siebie. Potrzebowała jej, a Ruelle zamierzała dać jej wszystko, czego tylko dziewczyna pragnęła.
Całowała ją żarliwie. Powoli i intensywnie, ale nie było w tym tej samej desperacji i pożądliwości, co wtedy, gdy pierwszy raz całowały się na cmentarzu. Nie musiały się nigdzie spieszyć. Miały już siebie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak dobrze, że podobała się swojej kobiecie w takiej wersji. Zrobiłaby dla niej naprawdę wiele, ale na pewno by się nie zmieniła. Za bardzo siebie lubiła i nie zwykła naginać się dla innych... oczywiście w granicach rozsądku. Mogła dostosowywać drobiazgi i szukać kompromisów, jak to w zdrowych relacjach. Z tego właśnie powodu wysłała do Blair taką, a nie inną wiadomość, pozwalając wyeliminować swojej dziewczynie z życia bardzo konkretną koleżankę. I nawet nie zastanawiała się nad tym, jakie to toksyczne! Wystarczało, że Ruelle zapewniła, że ją fascynuje, a wszelkie wątpliwości odchodziły na bok, znów była całkowicie jej.
— Wspominałam już, że jesteś cholernie urocza? — rzuciła znad notesu, przygryzając dolną wargę, żeby się nie roześmiać. Zdawała sobie sprawę, jak Prescott zazwyczaj reagowała na ten konkretny komplement, ale nie miała zamiaru się z niego wycofywać. Naprawdę widziała ją w taki sposób, gdy się dla niej starała i bez żadnego skrępowania przyznawała na głos, ze to robi. Kilka miesięcy temu nie zakładałaby pewnie, że w ogóle jest zdolna do takich miłych gestów dla drugiego człowieka, a tu proszę. Nie była aż tak zimną suką, na jaką próbowała się kreować.
— To też. Lżyłaby ze mnie do końca nieżycia, ale nie miałabym zamiaru pozostawać jej dłużna. Musisz przyznać, że jej śmierć była wyjątkowo marna, szczególnie jak na bycie panią perfekcyjną — prychnęła, spoglądając w niebo, jakby spodziewała się gdzieś tam faktycznie dostrzec zarysy sylwetki przyjaciółki. Może jednak powinna patrzeć w dół? Cholera wie. W śmierci Vanberg nie było ani grama jej winy, co było cholernie niesprawiedliwe. River nie była w stanie pojąć, jakim cudem dziewczyna, która chyba w życiu nawet nie złamała sobie paznokcia, dała się wplątać w taka kabałę. Nie była wcale pewna, czy będzie jej to kiedyś w stanie wybaczyć, z czego wcale nie czuła się dumna.
Jak dobrze, że trafiła jej się wariatka, która nie ma nic przeciwko zmysłowym pocałunkom w nocy, leżąc na cmentarnej trawie. Cóż, normalna by się pewnie Cross nawet nie zainteresowała. Słodkie pocałunki odganiały wieczorny chłód i wprowadzały do ciała artystki jakąś dziwaczną pewność, że poradzi sobie z wyzwaniem narysowania tego komiksu, które zrzuciła sobie na łeb z własnej woli. Ujęła jej twarz w dłonie, chcąc zaczerpnąć oddechu. Przez moment po prostu wpatrywała się w nią bez słowa. Półmrok i cisza cmentarza dodawały intymności temu i tak już wyjątkowo czułemu momentowi. Zapominała o bożym świecie, gdy tylko pozwoliła sobie utonąć w tym nieszczęsnym brązie.
— Chciałabym ci bez przerwy powtarzać, jaka jesteś piękna, ale męczy mnie banalność tego słowa — przyznała cicho, głaszcząc kciukami miękką skórę na policzkach swojej kobiety. Cholera, musi się kiedyś doliczyć w tych piegach. Powinna próbować aż do skutku. Prescott zaczęła patrzeć niedawno na nie dekadami, więc wyglądało na to, że ma mnóstwo czasu na rachunki. Podniosła się w końcu z ziemi i otrzepała sobie tyłek.
— Dobra, to gdzie te wszystkie duchy, Wiedźmo? Nie przyjdą nawet zbić z nami piątek w ramach solidarności w jebaniu patriarchatu? — zapytała, rozglądając szeroko ręce i rozglądając się na boki, jakby to miało zwiększyć prawdopodobieństwo pojawienia się kobiet, które miały pecha urodzić się w wyjątkowo nieprzyjaznych dla nich czasach.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po prostu było w River coś takiego, co przyciągało Ruelle bez większego trudu. Uwielbiała ją w tym konkretnym wydaniu. Fascynowała ją i zatrzymywała przy sobie na dłużej. Nie była jak wszyscy inni, których mogła zapomnieć w przeciągu paru dni. Czy Prescott tego chciała czy nie: rysowniczka zostawała z nią na dłużej, a w zamian Rue zamieniała się w jebaną toksynę płynącą jej żyłami. Szkoda tylko, że to uczucie było tak piękne, że Cross nie chciała g utracić.
— Możliwe, że coś wspominałaś — odpowiedziała, nie chcąc po raz kolejny przechodzić przez tę rozmowę.
Nie sądziła, aby zrobiła coś, co zasłużyłoby na takie określenie, ale jak zwykle River musiała mieć swój własny pogląd na tę sprawę. Chyba jednak nie były w stanie się dogadać odnośnie tego, ale trudno. Mogły sobie pozwolić na takie drobne niedogodności.
— Cóż… Pomyślałabym, że zarzucisz jej zbyt banalną śmierć. W końcu mogła wybrać coś bardziej nietuzinkowego — zarzuciła jeszcze, bo przecież Cross tak bardzo nie lubiła rzeczy, które były oklepane.
Można powiedzieć, że Raven w ten sposób dodatkowo zrobiła jej na złość. Nie dość, że ją zostawiła to jeszcze w taki sposób. Nic dziwnego, że rysowniczka nie była w stanie o niej zapomnieć i cały czas wracała do niej myślami. Rue pewnie robiłaby to samo, gdyby tylko ktoś jej wykręcił podobny numer. Zwłaszcza ktoś taki. Przez moment nawet starała się wyobrazić jakby na miejscu Vanberg znajdowała się któraś z jej własnych koleżanek, ale wolała nawet nie pędzić w tym kierunku swoimi myślami.
Już dawno ujęła twarz artystki we własne dłonie, chcąc ją trzymać tak blisko siebie jak tylko było to możliwe. Nie miała nic przeciwko temu momentowi spokoju i czułości. Każdy pocałunek wywoływał falę ciepła rozlewającą się na całe ciało, a ciche odgłosy westchnień czy przyspieszonych oddechów sprawiały, że krew w jej żyłach krążyła od razu jakoś tak sprawniej.
Zsunęła dłonie na jej kark, uchylając powieki, aby spojrzeć na nią z zaskakującą czułością. Naprawdę było jej z nią dobrze. Nie spodziewałaby się tego, że polubi z kimkolwiek tak delikatne momenty: powolne pocałunki dla nich samych, ciepłą bliskość i to dziwne przeświadczenie, że znajdowała się na swoim miejscu. To jednak wcale nie było takie złe.
— To nie powtarzaj. Pokaż mi to… Albo powiedz na różne sposoby — zaproponowała, raz jeszcze muskając językiem jej dolną wargę.
Sama również mogłaby wychwalać urodę swojej artystki. Była tak piękna i seksowna. Uśmiechała się w wyjątkowy sposób, a za każdym razem, gdy tylko chciała jej zrobić na złość to pojawiał się lekko złowrogi błysk w jej oku, który zapowiadał tę w zasadzie czułą dozę wredności. Mogłaby pewnie wyliczać podobne rzeczy w nieskończoność.
— Na razie jakoś się nie pokazują. Chyba, że trzeba je specjalnie jakoś wywołać. Masz jakieś świece lub księgi magii przy sobie? — zapytała, niechętnie podnosząc się z ziemi, bo chyba nie mogły wiecznie leżeć na cmentarnym trawniku.
Możliwe, że jeszcze się natkną na jakąś nietypową obecność. O ile było to tylko możliwe. Prescott nie bardzo wierzyła w zjawiska paranormalne, ale też nie miała wielu powodów w to, aby w nie wątpić. Czy powinna zatem spróbować przywołać jakąś siłę nieczystą?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”