Nawet jeśli to on tak naprawdę zaczął tą całą
rozmowę, nie mając na samym początku zbytnio zadowolonej miny, to mimo wszystko zadawał sobie pytanie - dlaczego ta rozmowa nadal przybiera takiego typu wydźwięk? Dlaczego wręcz się kłócą, gdzie tak totalnie szczerze nie było jego intencją, by doprowadzić do niezgody pomiędzy nimi? Czemu w ogóle Riley tak oponowała w momencie jedynego zwrócenia jej uwagi, żeby następnym razem bardziej brała do serca to, co powiedział wcześniej, jeśli chodzi o życie zawodowe?
Wiele pytańļ jeszcze nasuwało się do głowy mężczyzny, ale niestety nie znalazł na jakiekolwiek sensownej odpowiedzi. Może chodziło o fakt, iż zaczynało mu zależeć bardziej i stąd ten brak możliwości odpuszczenia, aby coś uświadomić kobiecie? A może ona sama czuła jakieś napięcie między nimi, wyczuła sposobność aby doprowadzić do wyjaśnienia spraw, by ostatecznie przejść do jakichś innych kwestii, nawet jeśli nadal znajdowali się w szatni jednostki strażackiej?
Kompletnie nie miał pojęcia, co mogło tak naprawdę nią kierować; on sam trochę też działał po omacku z tym wszystkim, bo szczerze nie pamiętał kiedy ostatnio kłócili się z Riley. A jeśli już - to zdecydowanie o jakąś pierdołę; to by potwierdzało to, że nie może sobie przypomnieć o co konkretnie wtedy obojgu chodziło. Zresztą, to przy obecnej rozmowie nie miało większego znaczenia; bo ta rozmowa brzmiała bardziej poważnie, niż mógłby przewidzieć, że taką się stanie.
To jej przyjęcie do informacji nie zabrzmiało tak, jakby rzeczywiście rozumiała i traktowała to poważnie. Zupełnie jakby chciała go dalej sprawdzać - jakby chciała się przekonać, czy będzie się puszyć, panować i wywyższać, bo ma takie, a nie inne, stanowisko. Nie to było jego celem od samego cholernego startu prowadzonej dyskusji. Odpowiedziała jeszcze bardziej zirytowanym i jednocześnie lekceważącym tonem głosu, jakiego tak kompletnie szczerze nigdy nie słyszał ze strony kobiety, by miała kiedykolwiek odezwać się do niego w taki sposób. Czy coś się tu pomiędzy nimi wydarzyło w międzyczasie, czego nie dostrzegał? Coś mu umykało, a on nie miał bladego o tym pojęcia?
Kolejna seria zapytań rodziła się w głowie McCanna, jednakże zamiast się skupić na tym, postanowił - jak nigdy - pozwolić ponieść emocjom i przemówił za ich pomocą. Zdecydowanie nie chciał z tym wyskakiwać, nie w takiej chwili oraz okolicznościach, a teraz nie mógł się z tego za nic w świecie wycofać. Patrzył na nią z niedowierzaniem - że to faktycznie od niego wyszło - na koniec poruszając jedynie ustami, zupełnie jakby chciał coś jeszcze dodać. Tylko, iż nie miał bladego pojęcia, jak odpowiednio powinien się wybronić oraz wyjaśnić, aby nie zrozumiała tego
opacznie. Zamiast tego, milczał, patrząc na nią i nie ruszając się z miejsca. Nie mając względem niej jakichś oczekiwań, lecz zarazem nie chciał by to, z czym wyskoczył, sprawiło że pomiędzy nimi się cokolwiek pogorszy.
Czemu jednak miał wrażenie, że opcja numer dwa będzie miała miejsce?
O dziwo, jego przeczucie było mocno trafne. Zaczęło się od jej wyrazu twarzy, totalnego oziębienia, zmienienia postawy, ważenia tego, co planuje powiedzieć. Zupełnie, jakby poprzednia część rozmowy oraz emocje temu towarzyszące nie miały uprzednio miejsca, a od początku mówili o czymś odmiennym. Fakt, wydurnił się i mocno wysprzęglił z wyjawieniem czegoś takiego w tak otwarty sposób, niemniej lekko, podskórnie, czuł się całkiem dobrze z tym. Jakby pewna, naturalnie niewielka, belka spadła z jego barków, z tego ogromnego stosu piętrzących się na ramionach mężczyzny z podpisem
powiedz jej w końcu kurwa o co Ci chodzi i że to nie chodzi tylko o seks.
Powtórzenie jednej, jedynej rzeczy, nie wróżyło niczego dobrego. Mimo to, nie uciekł spojrzeniem, starając się cokolwiek wyczytać z tęczówek Davis, lecz wyglądała i zachowywała się zupełnie tak, jakby w jedną sekundę postanowiła się zdystansować, odsunąć od niego na tyle, na ile to było możliwe, choć jednocześnie również nie ruszyła się nawet na milimetr. Gdyby nie to, że czuł się cholernie głupio, zaraz by to obrócił w żart. Choć, tak z drugiej strony - czemu miał obracać w żart coś, co powiedział totalnie szczerze i co gnieździło się, kiełkowało i nieco rozkwitało w nim od jakiegoś czasu? Czemu w ogóle postanowił wejść w tą, jakby nie patrzeć, beznadziejną sytuację? Czemu zgodził się na cokolwiek bez zobowiązań, a potem zmieniał zasady gry, nie mówiąc o tym
wspólniczce?
Przełknął ślinę, że aż grdyka mu dziwnie zadrżała, czekając na to, co powie. Bo musi coś powiedzieć. To była teraz jej
kolej na wykrzesanie czegoś z siebie. Nie wiedział tylko, w jaką to pójdzie stronę. Znaczy - wiedział. Ale przez ułamki sekund próbował wewnętrznie oszukiwać się, iż może nie będzie aż tak źle.
— Słyszę — odpowiedział spokojnym tonem głosu, mając zdecydowanie łagodniejszy wyraz oczu, gdy ciągle jej się przypatrywał przy tym wszystkim. Oblizał wargi koniuszkiem języka i wziął głęboki wdech, w momencie spuszczenia przez nią wzroku, co jakby dało mu furtkę do tego, aby chociaż na chwilę spróbować znaleźć myśl, którą powinien teraz wypowiedzieć.
— Riley, ja… — urwał prędko, dając jej możliwość powiedzenia tego, co potrzebowała. W końcu, powinna się do tego jakoś odnieść. Przedyskutować. A najlepiej to by było, gdyby James się z tego gładko wycofał i powiedział, że miał to na myśli jedynie w przyjacielski sposób.
— Co? — wyszło od niego, tuż po tym jak powiadomiła że będzie słuchać się poleceń, by wyskoczyć po tym z bombą ogromnego kalibru. Tak wielką, że poczuł się jakby w tej samej chwili dostał siarczysty policzek, który miałby czuć przez jeszcze dobrych kilka chwil na swojej skórze.
— Riley — po wypowiedzeniu ponownie jej imienia parsknął pod nosem, ale to jako forma rozładowania napięcia, jakie obecnie się w nim rozrastało.
— Nie mówisz tego poważnie — dodał, przesuwając badawczo po niej spojrzeniem.
— Mówisz to poważnie… — dopowiedział po chwili, opuszczając swą gardę, stając się jakby mniejszy.
— Na jakiś czas, czyli co? Na parę dni, miesięcy? Lat? Czy może jedynie będziemy od teraz „kolegami z pracy”? — nie był zły, ale i nie był szczęśliwy z tego powodu. Był… rozżalony, było mu po prostu źle z tym, iż to mogłoby faktycznie zwiastować
koniec. Nie tego sobie i jej życzył, zdecydowanie. I to nie tak, iż w każdą noc kiedy miał ją w ramionach jednocześnie śnił o przywdziewanej przez nią białej sukni, krocząc w jego kierunku aby złożyć śluby, tylko po prostu… nie chciał, aby to, co było między nimi, zmieniło się tak diametralnie… i kto wie, czy może i nieodwracalnie.
riley davis