33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Parska tylko krótko w odpowiedzi na jego zaskoczenie, posyłając mu zagadkowe spojrzenie znad rantu kieliszka. Nie tak łatwo onieśmielić Helenę — chociaż w tym przypadku nie chodzi o doświadczenie, a zwyczajną otwartość i ciekawość. Nie jest pruderyjną kobietą i nikt nie zdołał jej nauczyć, że powinna odczuwać wstyd za swoje pragnienia.
Co nie znaczy, że czasami jej nie przerażały — tak jak teraz.

“Jesteś za dobra”.
Unosi lekko brew. Helena Peregrine za dobra? Tego jeszcze nie słyszała.
“Albo zwyczajnie się boisz”.
Udaje jej się zachować neutralny wyraz twarzy, chociaż czuje ścisk w okolicy splotu słonecznego, gdy słowa Gardnera trafiają w punkt.
— Jest jeszcze trzecia opcja, kombinuj dalej. — Jej słowa podszywa nuta zniecierpliwienia. Posyła mu równie prowokujące spojrzenie.
Boi się. Przeraża ją, że to wszystko mogłoby jeszcze bardziej wymsknąć się spod kontroli. Przeraża ją, że Percival mógłby odkryć, jak bardzo b e z b r o n n a jest wobec wzbudzanych przez niego uczuć. A najbardziej przeraża ją myśl, że mogłaby się w nim zakochać.
Ale o tym było tylko jej przemilczenie; wywód miał inny cel. Zwrócenie uwagi na stan Donny wynikało z faktu, że Helena chciała go tylko dla siebie. Nie mogłaby przecież powiedzieć mu tego wprost.
Już i tak za mocno przemawiał przez nią alkohol. W ogóle nie powinna wdawać się w tę wymianę…

“Nigdzie nie idziesz”.
Niemal prycha.
Odwraca lekko głowę, by nie mógł dostrzec zadowolenia, które błyszczy w oczach Peregrine na komentarz o jej wyglądzie. Być może nie sądziła, że Percival zobaczy ją dzisiaj w tej sukience, ale to nie znaczy, że nie przeszedł jej przez myśl, gdy ją wybierała. Teraz, gdy on mówi o Donnie, Helena jest w stanie myśleć tylko o tym, jak bardzo pragnie, by z niej tę sukienkę zdjął.

Byrne na pewno sobie poradzi. Gdyby nawet Peregrine była rzeczywiście jej przyjaciółką, wciąż nie mogłaby uchronić jej przed własnymi wyborami, prawda? Donna nie jest jej odpowiedzialnością. Nie musi jej pilnować.
Nigdy nie pomyślałaby jednak o przedwczesnym opuszczeniu gali i odpuszczeniu potencjalnych okazji do uzyskania większej ilości informacji, gdyby nie pieprzony Gardner. I zbyt szybko wypite drinki.

Wychyla się zupełnie mimowolnie w jego stronę, gdy ten się do niej przysuwa, a zdradliwe wargi rozchylają lekko pod jego spojrzeniem. Ciało nie potrafi tak płynnie lawirować w faktach i omijać prawdy, jak robiła to Helena. Reaguje też instynktownie, gdy Percival odwraca się, by odejść. Peregrine wciąga z syknięciem powietrze i w dwóch długich krokach staje na jego drodze, zanim w ogóle zdąża zastanowić się nad tym, co chce zrobić. Przysuwa się blisko; za blisko. Automatycznie kładzie wolną dłoń na jego piersi. Trochę jakby chciała go dodatkowo zatrzymać, trochę jakby dyskretnie sprawdzała jego tętno, chcąc upewnić się, że to nie tylko gra — że działa na niego równie intensywnie, co on na nią. Wygląda przy tym tak, jakby nie mogła się zdecydować, czy bardziej chce go pocałować, czy jednak mu przypierdolić.
— Tak szybko dajesz za wygraną? — pyta, tak jakby oboje nie wiedzieli, że jego działanie właśnie odniosło zamierzony skutek. Jej słowa to niemal gardłowe warknięcie. — Zadałeś sobie tyle trudu, żeby tu za mną przyjść… pomyślałam, że może chcemy tego samego. — Spogląda na niego sugestywnie. — Może jednak się myliłam. — Tym razem to ona wzrusza ramionami; robi krok do tyłu i zabiera dłoń, którą zaraz wskazuje na bar, jakby Helena mówiła: “droga wolna, radź sobie”.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat & partner — Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Jest jeszcze trzecia opcja, kombinuj dalej”.
— Mhm, z pewnością.
Uśmiechnął się kpiąco.
Pomyślał przez moment, że tą trzecią opcją jest zazdrość. Gdyby tylko Percy potrafił szczerze i po imieniu nazywać swoje uczucia – te prawdziwe – pewnie już dawno by ją pocałował. Dostałby przy okazji z pięści w brzuch, ale przynajmniej zrobiłby to, na co od dłuższego czasu miał wielką ochotę. I może przez kilka sekund przestałby być tym dupkiem, który wolał kogoś zranić, niż przyznać wprost, że mu na kimś cholernie zależało.

Czy spodziewał się, że za nim pójdzie? Oczywiście. Tego właśnie chciał, a kiedy usłyszał za sobą stukot szpilek, cmoknął cicho z satysfakcją. Zatrzymał się i spojrzał jej w oczy. Były najlepszym odzwierciedleniem irytacji. To przecież też uwielbiał robić – denerwować ją. Igrać z ogniem.
Nie spuścił wzroku nawet wtedy, gdy położyła dłoń na jego klatce piersiowej. Nie zastanawiał się nad tym, czy poczuła, jak serce szybciej mu zabiło.
„Tak szybko dajesz za wygraną?”.
Uśmiechnął się szerzej, z wyraźnym zadowoleniem. Wygrywał.
„…pomyślałam, że może chcemy tego samego”.
Mrugnął nieznacznie, nie przerywając jej. Jednocześnie nie mogąc powstrzymać się przed tym, co chciał odpowiedzieć. Przecież ona sama się prosiła o kolejną dawkę prowokacji.
Obserwował więc, jak się odsuwa, cały czas z tym samym, perfidnym wyrazem twarzy. A kiedy skończyła mówić, znów się do niej przybliżył. Zrobił krok do przodu i spojrzał na Helenę lekko z góry.
Pokręcił głową z udawaną konsternacją.
— Że chcemy tego samego — powtórzył, lawirując wzrokiem po jej buzi. — Czego, Peregrine? — Brzmiał, jakby naprawdę świetnie się bawił. — Czego chcemy? — ciągnął. — Jaśniej, słońce, bo pomyślę, że drinki namieszały ci w głowie — powiedział kąśliwie i przerwał na chwilę.
Ludzie kręcili się między gablotkami, ale jakoś nikt specjalnie nie zwracał na nich uwagi. Reszta była skupiona na faktycznym wydarzeniu, oni… na kolejnej kłótni.
Nagle podniósł dłoń do jej policzka, jakby chciał go pogładzić. Nie zrobił tego. Trochę celowo, trochę ze świadomością, że nie miał do tego prawa. Tym drugim akurat Percival Gardner zwykle się nie przejmował.
— Boisz się.
Ostatnie zdanie padło z premedytacją, jeszcze większą niż wcześniej. Zdążył zauważyć, że to stwierdzenie działało na nią bardziej od innych. I szalenie mu się podobało, że odkrył najpewniej jeden ze słabszych punktów Heleny.

☀️
she
bullshit
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

"Mhm, z pewnością."
Z początku niepokoi ją to stwierdzenie – uświadamia sobie, że Percival wie, że trafił.
Ale ona też trafiła.

Czuje, że ciepły szkarłat wspina się po jej policzkach, gdy przyspieszony rytm tętna wibruje pod jej opuszkami. Irytacja nie znika z jej spojrzenia, ale pojawia się w nim błysk.

Być może Percy wygrywał, ale Helena uświadamia sobie, że sama ma silniejsze karty, niż zakładała. Upewnia się, że działania Gardnera to nie czysta kalkulacja; do tej pory prawdopodobieństwo, że być może to jakiś zawiły plan zemsty za któryś z całego przekroju jej wybryków, było zbyt wysokie, żeby umiała pozwolić sobie wierzyć, że to nieznośne przyciąganie, które które czuje jego względem, jest wzajemne.

Dlatego w podpowiedzi na tę kpinę wypisaną przez cały czas na jego twarzy, prawy kącik ust Peregrine wędruje nagle do góry. Wciąga gwałtowniej powietrze, gdy jego ręka wędruje w stronę jej twarzy i zaciska na chwilę usta, gdy ten gest zostaje przerwany, ale zacięcie nie znika z jej spojrzenia.
Ta rozgrywka, wzajemne podjudzanie się, które praktykowali w zasadzie od dnia, w którym się poznali, stawało się coraz ciekawsze, coraz bardziej satysfakcjonujące. Wciągające na tyle, że w tym momencie Helena zupełnie zapomina, że niepewność jego intencji nie jest jedynym powodem, dla którego do tej pory próbowała trzymać dystans. Że Percival jest żonaty.
W końcu Gardner ma przewagę, a Peregrine musi nadrobić różnicę; jak tu nie użyć takiej dobrej karty?

— Nie wiedziałam, że jesteś specjalistą od jasnej i otwartej komunikacji — mówi kpiąco, mrużąc oczy z powątpiewaniem. — Czego chcemy? — teraz to ona powtarza za nim. Zwilża wargi językiem, na chwilę przenosząc wzrok na otoczenie, chociaż nie rejestruje nikogo z gości zajętych swoją własną licytacją; przez cały czas jest całkowicie skupiona na nim. — Nie wiem jak ty... — Wraca do niego spojrzeniem. Jej dłoń znów wędruje w stronę jego klatki piersiowej, tym razem chwytając się poły marynarki Percivala. Przysuwa się przy tym jeszcze bardziej, unosząc lekko na palcach, by wychylić się w stronę jego ucha – tak blisko, że jeszcze się nie dotykają, ale Helena i tak może poczuć na skórze napięcie. Pozwala wybrzmieć mu w swoich następnych słowach. — Ja chciałam być dzisiaj twoja — mówi cicho, ale gardłowy ton wyraźnie wibruje między nimi. Dłoń zaciska się na materiale trochę mocniej. Hellie odsuwa się, żeby móc zlustrować spojrzeniem jego twarz. — Więc może sam mi wreszcie powiesz, czego właściwie chcesz, Percival?

Jej przerażenie wcale nie znika; schodzi jednak na dalszy plan, na skraj świadomości. W to samo miejsce, w którym pojawia się ciche niedowierzanie, że wreszcie wyraziła swoje pragnienia na głos.


:hehe:
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat & partner — Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Nie wiedziałam, że jesteś specjalistą od jasnej i otwartej komunikacji”.
Gigi też by zwątpiła. Parsknęła gorzkim śmiechem. Percy… Percy nigdy nie przyznałby wprost – ani przed kimś, ani przed samym sobą – że nie potrafił rozmawiać o uczuciach. Był charyzmatycznym człowiekiem, dla którego rozmowa nigdy nie stanowiła problemu, nawet ta najbardziej ogólnikowa i zbędna. Ludzie do niego lgnęli. Ale kiedy przychodziło do mówienia o tym, co naprawdę czuje, po prostu kłamał. Praktycznie za każdym razem.
Jak więc miał jej tak z w y c z a j n i e powiedzieć…

Zależy mi na tobie.
Jedno zdanie. Cztery słowa.
I ucisk w ciele tak niekomfortowy, że żadne z tych słów nie przeszłoby mu przez gardło.
Podążył wzrokiem za jej dłonią, nie ruszając się ani o milimetr. Stał spokojnie, z chytrym uśmieszkiem na twarzy i pewnością, że to on panował nad sytuacją.
Ciepły oddech otulił płatek jego ucha, ale to nie bliskość sprawiła, że po plecach Gardnera przeszedł przyjemnie ekscytujący dreszcz.
„Ja chciałam być dzisiaj twoja”.
Przesunął wolną ręką po ramieniu Heleny, delikatnie ujmując ją w łokciu. Chytry uśmiech widocznie się rozszerzył – niemalże triumfował. Zanim jednak Peregrine zdążyła się odsunąć, by sprawdzić, jak zareagował na jej słowa, jego usta na powrót przybrały ten sam lekko ironiczny wyraz.
„Więc może sam mi wreszcie powiesz, czego właściwie chcesz, Percival?”.
Znów zmniejszył dystans między nimi. Trzymał ją w niepewności, nic nie mówił. Przez moment można było odnieść wrażenie, że zaraz i on podzieli się z nią tym, o czym myślał. Im dłużej zwlekał, tym bardziej było jasne, że tego nie zrobi.
— Chciałam. — Cmoknął z kpiącym zawodem.
To samo robił Gigi. Drażnił się z nią, celowo łapiąc za słówka.

„Więc wiesz, czego tak naprawdę chcę?
Człowieka, którego znałam i kochałam”.

Kochałaś…

Prychnął cicho na samo wspomnienie jednej z tysiąca podobnych sprzeczek. Nie chodziło o Helenę, a mimo to patrzył na nią w sposób, jakby doświadczał deja vu.
— Nie pij już dzisiaj więcej — szepnął, puszczając jej ramię.
Kipiało wręcz z niego prowokacją.
I po raz kolejny tego wieczoru wyminął ją zgrabnie, powolnym krokiem ruszając w stronę baru. Pusta szklanka zaczynała mu ciążyć.

Obrazek
she
bullshit
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

"Nie pij już dzisiaj więcej".
Nie zamierzała, chociaż gdy słyszy te słowa, nachodzi ją ochota, by odnaleźć kelnera z kolejnym drinkiem, jeśli nie całą butelką. Wygrywa jednak na szczęście inny impuls.

Jej serce bije tak mocno, że jego przyspieszony rytm pulsuje w uszach Heleny – a jednak wyraz jej twarzy nie zmienia się z uważnego, obserwującego, gdy dłoń Percivala zatrzymuje się na jej łokciu. W zarumienioną twarz uderza chłodne powietrze, a ona z syknięciem nabiera wdech, automatycznie wyciągając rękę, by lekko przytrzymać Gardnera za ramię, zanim się oddali. Nie rusza się tym razem z miejsca; obraca głowę w jego stronę, chociaż spojrzenie zawiesza na chwilę w przestrzeni.
— Chcę — poprawia się niemal posłusznie, wyraźnie akcentując każdą głoskę. Przenosi na niego spojrzenie; w jej oczach czai się błysk prowokacji.
Przecież nie mogłaby pozostać mu dłużna, a gambit to jej ulubione zagranie. Wraz ze stawką rośnie adrenalina, irytacja znów miesza się z ekscytacją – to nie powinno podobać się jej aż tak bardzo.
Helena zawsze lubiła ryzyko bardziej, niż powinna.

— ...ale najwyraźniej jednak myliłam się co do ciebie — dodaje zaraz z udawanym rozczarowaniem. Nieszczególnie liczyła na to, że Percival faktycznie powie jej, czego chce. Nie wątpi, że miała rację, ale też zwyczajnie nie potrafi podarować sobie zaczepki, odwrócenia kota ogonem i dosłownego potraktowania tego, co Percy postanawia jej pokazać. Może Peregrine nie potrafi udawać tak dobrze, jak on, ale jest tak samo uparta.
Zabiera dłoń i sama zwraca się w stronę recepcji, ruszając w jej stronę powolnym, ale pewnym krokiem. Uśmieszek samozadowolenia błądzi na jej ustach.

Liczy na to, że Percival przynajmniej nie kłamał, gdy twierdził, że zawsze dostaje to, czego chce.


:twerk:
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat & partner — Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Gdyby Helena zatrzymała się na swoim „chcę”, nie dorzucając kolejnych słów… pewnie nawet dopięłaby swego. W gruncie rzeczy potrafiła być bardzo przekonująca – nie dało się nie zauważyć, że Percy absolutnie na to liczył.
Dlatego kiedy dodała „ale najwyraźniej jednak myliłam się co do ciebie”, przymknął wargi, które wcześniej nieznacznie otworzył, jakby zaraz miał coś powiedzieć.
Wyminęli się w taki sposób, iż można było odnieść wrażenie, że to całkiem zabawnie wyreżyserowana scenka. A jednak Gardner spodziewał się po niej innej reakcji. Odwrócił się jeszcze na chwilę, wbijając wzrok w jej plecy i delikatnie unosząc brew.
Naprawdę zamierzała teraz wyjść?
Cóż…
Zanim sam ostatecznie udał się do baru, rzucił tylko na odchodne:
— Racja, przewietrz się. Spacer do hotelu dobrze ci zrobi.
Delikatne, ironiczne nawiązanie do wypitych przez nią drinków. Jakby sam nie szedł właśnie po dolewkę whisky. Był pewny, że trochę tam zabawi, z nią czy w pojedynkę. Miał robotę do wykonania. I wcale nie zamierzał spełnić tego, o czym mówił wcześniej. Rozmowa z ojcem Donny wydawała się znacznie ciekawsza niż szybki numerek z jego nastukaną córeczką. O tym Helena miała dowiedzieć się później.
Któreś z nich musiało spróbować pociągnąć to do końca, czyż nie?

1:31 am
„Kilka drinków to za mało, co? Mają tam chociaż jakieś lepsze?”.
Nie wysłał tej wiadomości od razu po powrocie do hotelu. Poczekał, dał sobie czas – a przede wszystkim dał czas jej – zanim zdecydował, że chyba najwyższa pora zainteresować się obrażonym ptaszkiem, który uwielbiał działać mu na nerwy.
To była krótka, przewidywalna wymiana godna dwójki dorosłych ludzi. Mhm, a jakże. Tak jak potrafili tylko oni – odbijać wieczną piłeczkę z nadzieją, że może w którymś momencie jedna ze stron trafi tak mocno w łeb tej drugiej, że nie pozostanie jej nic innego, jak się poddać.
Wyciszone powiadomienia w mniemaniu Percivala nie były kapitulacją. Raczej zwykłym zmęczeniem. I wkurwieniem, bo wcale mu się nie uśmiechało ganiać za nią po nie wiadomo jakich pubach w nieznanym sobie mieście.
Przecież wiedziała, co robi. Przecież była dorosła. Przy okazji chyba bardziej uparta od niego, a to już było sporym wyzwaniem.

Odłożył telefon na nocną szafkę i położył się z zamiarem, że w pewnym momencie po prostu zaśnie. Mimo wszystko pozostawał czujny – na dźwięk zamykanych drzwi przebudził się momentalnie.
Otworzył jedno oko, później drugie, próbując wyłapać gdzieś w ciemnościach sylwetkę Peregrine.
Wreszcie mruknął:
— Miałaś mnie nie budzić.

kiddo
she
bullshit
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wcale nie była z siebie dumna – ani gdy chłodne, wieczorne powietrze uderzyło w jej wciąż rozgrzaną twarz, ani maszerując po prostu przed siebie przez niemal pół godziny, bo zwyczajnie głupio już się zatrzymać.
Przebłysk rozsądku pojawia się dopiero w barze, do którego zwabia ją dudniący do taktu z uporczywym biciem serca koncert na żywo – może dlatego, że na chwilę muzyka zagłuszyła bitwę odbywającą się w jej myślach, w których wszelka logika została już chyba całkiem porzucona. Pisze kilka wiadomości do Donny, chcąc zachować pozory, które później pozwolą jej na ukradkową obserwację.

Jak mogła po prostu wyjść z gali? Zupełnie zignorować najlepszą okazję na szybkie rozwiązanie sprawy, bo Percival Gardner nie zareagował tak, jak się spodziewała, gdy wyznała mu, że...

Kurwa mać.

Zamawia drinka – zanim w ogóle pomyśli, prosi o Vesper Martini, chociaż nie ma go w karcie. Barman mimo to od razu chwyta za shaker i chyba próbuje o coś ją zapytać, ale wtedy przychodzi wiadomość od Percivala i Helena w ogóle nie słucha, co do niej mówi.
Rozsądek staje się znowu jedynie odległym konceptem. W ogóle nie jest z siebie dumna, zaciekle wystukując wiadomości, ani – zupełnie bezmyślnie – wychodząc bez płacenia, ani kłamiąc o tym, dokąd zmierza jej uber, ani kręcąc się pod hotelem i przy recepcji, próbując chyba odroczyć moment, w którym... co?

Nie wie, na co liczyła. Na to, że spacer na chłodnym, nocnym powietrzu sprawi, że przestanie go chcieć? Że wróci do hotelu i będzie mogła spojrzeć na niego z zupełną obojętnością, jakby nie przyznała wcześniej tego wieczora, że go pragnie?
Może sądziła, że zdąży wymyślić, co powinna zrobić albo on zdąży zapaść w sen wystarczająco głęboki, by spakowała wszystkie swoje rzeczy i zrobiła to, co potrafi robić najlepiej – uciekła.

"Miałaś mnie nie budzić".

Właśnie ostrożnie zdejmowała buty, by nie robić hałasu, gdy padają te słowa. Helena umie poruszać się zupełnie bezdźwięcznie – talent wyniesiony z domu – a jednak niewiele wystarcza, żeby naruszyć spokój Percivala. Odkłada szpilkę i wyłania się z korytarza, zaciskając mocno palce na pasku torebki.
— Miałam być cicho. I jestem — szepcze zuchwale, próbując wyłapać w czerni choćby zarys jego twarzy; jej głos jest zduszony, jakby coś ukrywała. Mruga, chcąc przyzwyczaić wzrok do ciemności. Zanim to się staje, otwiera usta i bierze głośny wdech, zamierzając coś powiedzieć, ale... nie wie co, ani nie wie jak, a na jej twarzy przez chwilę odmalowuje się zupełna bezradność. Rzadko brakuje jej słów; najczęściej dzieje się to wtedy, gdy coś jest dla niej ważne.
Tak samo jest w tym momencie. Mruga znowu i w miarę, jak wzrok coraz bardziej się wyostrza, a ona zaczyna dostrzegać wpatrującego się w nią Percivala, zaciska mocno wargi, zanim nie rzuca bezmyślnie:
— To nie moja wina, że spędzam ci sen z powiek.

:noej:
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat & partner — Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„To nie moja wina, że spędzam ci sen z powiek”.
— Nie pochlebiaj sobie, Peregrine — mruknął, choć tym razem w jego głosie próżno było szukać tej samej złośliwości, z jaką zwracał się do niej zaledwie kilka godzin temu. — Mam lekki sen.
Oczywiście… lekki sen. Z pewnością nie miało to nic wspólnego z faktem, że choć wyciszył powiadomienia i odłożył telefon na nocną szafkę, wcale nie potrafił tak zwyczajnie zasnąć. Co jakiś czas nasłuchiwał odgłosów dobiegających z hotelowego korytarza, uparcie wmawiając sobie, że absolutnie n i e czeka na jej powrót.
Nie zamierzał się jednak do tego przyznawać. Jeszcze czego.
Przez dłuższy moment przyglądał się jej w milczeniu, usiłując odczytać cokolwiek z twarzy, którą ledwie dostrzegał w ciemności. Znał ten ton. Wiedział, że za chwilę mogła paść kolejna uwaga, na którą on, rzecz jasna, nie pozostałby dłużny. I tak w kółko, aż któreś z nich powiedziałoby o jedno słowo za dużo.
Wyobraził sobie, jak Helena wychodzi z hotelu, i westchnął cicho, przecierając dłonią twarz.
— Może zamiast się znowu nakręcać, po prostu się położysz? — zaproponował, tym razem nieco łagodniej.
Raz, że był zmęczony. Dwa, nadal wkurzony. Trzy – wbrew temu, co wcześniej powiedział, był też całkiem zadowolony, że ostatecznie wróciła.
Przesunął się nieznacznie na materacu, robiąc jej więcej miejsca, choć przecież wcale nie musiał.
— Chodź — dodał po chwili, już bez cienia ironii.
Zabrzmiał tak miękko, że sam poczuł się z tym nieswojo.
Zmrużył oczy, próbując ocenić, czy powinien spodziewać się kolejnego ataku, czy może jednak Helena wreszcie da za wygraną.
Intuicja podpowiadała mu, że to jeszcze nie koniec. Miał świadomość, że sam sprowokował wcześniejszą sprzeczkę.

:well:
she
bullshit
33 y/o
agent of chaos
165 cm
nobody smart plays fair
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

"Nie pochlebiaj sobie, Peregrine".
Przez ułamek sekundy już szykuje się do dalszej ofensywy. Może z przyzwyczajenia, a może w ramach dywersji, chociaż wcale nie liczy na szczerą konfrontację. Z Gardnerem? Nie potrafi sobie tego nawet wyobrazić. Już próbowała szczerości. Może i przez cały czas sama nie opuszczała gardy, ale chyba nie potrafi inaczej. Nie z nim.
Gdzieżbym śmiała, prawie mówi.
"Mam lekki sen".
Zamiera, zdając sobie sprawę z implikacji tego stwierdzenia. Od tygodni zastanawiała się przecież, czy słyszał – czy oboje budzili się przez jej koszmary.

Kącik jej ust drga, gdy odwraca się, by w milczeniu odłożyć torebkę na biurko. Jest wdzięczna za ciemność, która ukrywa niepewność odmalowaną na jej twarzy. Zastanawia się nad swoim kolejnym krokiem, kolejnym ruchem, jakby wszystko było taktyczną grą, a nawet chwila nieuwagi mogła grozić przegraną, chociaż przecież niczego sobie nie przemyślała. Odkąd zobaczyła Percivala na gali, kierowały nią bezmyślne impulsy.

"Może zamiast się znowu nakręcać, po prostu się położysz?"
I znów zbija ją z tropu. Odwraca się, próbując mu się przyjrzeć, ale osłona ciemności działa w obie strony. Ton, którym wypowiada te słowa, sprawia, że nie próbuje instynktownie wykłócać się o słuszność stwierdzenia, że się "znowu nakręca", chociaż nie wykonuje też żadnego ruchu.
Dopóki nie rozlega się to miękkie "chodź".
Porusza się, zanim zdąży o tym pomyśleć. To pewnie zmęczenie. Przemierza dzielącą ją od łóżka odległość powolnymi, ale zdecydowanymi krokami, których trajektorii nie zmienia nawet uświadomiwszy sobie, że bez słowa sprzeciwu spełnia jego prośbę żądanie.

Nie kładzie się, siada – ale tak, jakby zamierzała zostać. Podciąga pod siebie nogi i opiera się na dłoni, znów wpatrując się w niego tak, jakby zaraz miała zamiar coś powiedzieć – coś, czego ostatecznie nie potrafi z siebie wykrztusić. W jej milczeniu znów wybrzmiewa bezradność.
Odwraca wzrok i bierze kolejny oddech.
— Potrzebuję pomocy z suwakiem — mówi cicho. To proste zdanie brzmi jak złożenie broni. — Możesz? Proszę. — Gdy wraca spojrzeniem do jego oczu, boleśnie zdaje sobie sprawę z własnej bezbronności.

:aaa:
echo
to tylko forum jbc
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”