ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
166 cm
🕵🏻‍♀reporterka, dziennikarka śledcza w cbc toronto
Awatar użytkownika
Kobieta po przejściach, która na nowo próbuje poukładać sobie życie, po śmierci swojego syna i rozpadzie małżeństwa. Cały swój czas poświęca dziennikarskim śledztwom, które mają przybliżyć ją do prawdy. Obsesyjnie chce ukarać mordercę swojego dziecka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#06 - I'm having fun. I'm being myself.
. I'm doing what I love. That's all that matters.
Lavender Shaw


Może klub nie był najlepszym pomysłem, może zmęczenie i kac nie tylko moralny obudzi w niej jakiekolwiek wyrzuty sumienia, niechęć do popełnienia tego samego błędu. Nie równało się to jednak z tym, że nie chciała spędzić tego czasu na dobrej zabawie. Umówiła się tutaj z Lavender, która tam samo jak ona potrzebowała oderwać się od rzeczywistości, która potrafiła przytłaczać. Lowie, nie chciała po raz kolejny rozmyślać o tym, że może powinna zrobić coś więcej ze swoim własnym. Zacząć patrzeć na to wszystko z innej perspektywy i nie szukać szczęścia tam gdzie go po prostu nie ma. Randki to coś o czym w ogóle teraz nie myślała. Nie miała do tego głowy a nawet ochoty. Z czasem po prostu przestała się tym interesować. Nie chcąc zawracać sobie tym głowę. Niepowodzeniami, które narastały. Dobrze radziła sobie w pracy, która przynosiła jej namiastkę tego, czego mogła szukać w swoim życiu. Nie poddawała się, bo to nie było w jej zwyczaju, po prostu potrzebowała zmian. Zmianą na pewno było to, że poświęcała czas na wychodzenie z domu. Wypady do spa były dla niej niemal normą, choć też nie tak, że spędzała tam każdą wolną chwilę.
Czekając przed klubem, poprawiła swoją kieckę, która wydawała się odrobinę za krótka, może dlatego, że ciągle musiała to robić. Podciągać ją tak, by chociaż zakrywała odpowiednie partie jej ciała. Narzuciła na siebie krótką, skórzaną kurtkę, która miała tylko zatrzymać ją przed potencjalnym zamarznięciem, choć i tak nie robiła swojej roboty. Wyczekująco rozglądała się do chwili, kiedy na horyzoncie nie pojawiła się znajoma sylwetka i twarz. Rozpromieniała niemal natychmiast a raczej kamień spadł jej z serca.
Chyba nie tak miał wyglądać ten ich wypad do klubu. Niestety nie dało się zbyt wiele z tym z byt wiele zrobić bo przecież noc była jeszcze młoda. A raczej poranek. Minęło już kilka godzin, a czas jakby na dłuższą chwilę miał się zatrzymać. Zatrzymać dla samej Lowie, która już od bardzo dawna nie piła. Nie w takich ilościach jak w tym momencie. Wpatrywała się przez dłuższą chwilę w dziewczynę.
- I co teraz? Przecież nie może się to tak skończyć - oburzona zachowaniem osób w klubie ale i ochroniarzy, spoglądała teraz w ich kierunku. Złowrogo i z pełną pogardą. Już ona wiedziała, że takie coś może skończyć się jako materiał w telewizji, którego ona będzie autorką. Przecież takie sytuacje świetnie nadają się do tego by o nich opowiadać. Wcale nie były aż tak pijane, a w dodatku nie stwarzały żadnych niebezpiecznych sytuacji.
- Musimy to jakoś załatwić albo gdzieś pójść - nadal kontynuowała swój wywód, a przecież nie na tym miała polegać ich zabawa. Westchnęła głośno i opierając dłonie na swoich biodrach, jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się w wejście do klubu i to, że raczej nie mają możliwości tam powrócić. Nie uśmiechało jej się to by teraz szukać innego miejsca. Podobne miejsca nie były jej znane, bo przecież od tak dawna nigdzie nie wychodziła. Nie bawiła się.
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”