42 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Crazy people, women. You never know what they're gonna do. One minute they're crying, the next they're trying to stick a knife in you.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Łazienkę opuściła chwilę po nim, ale gdy wróciła do sypialni jego już nie było. Nie spieszyła się zamiast tego wsunęła na siebie lekką czerwoną sukienkę, nałożyła delikatny makijaż i w końcu spojrzała na siebie w niewielkim lustrze zawieszonym na drzwiach starej szafy. Ciemne znaki na jej szyi były nie do ukrycia i choć rozpuściła wilgotne włosy, by nieco przysłoniły ten widok to i tak prawda była tak, że czuła z ich powodu drobną satysfakcję.


Kiedy zeszła na dół uderzył w nią gwar domu rodzinnego Vidalów. — Vaya, miren quién nos honra con su presencia! — Ooo kto nas zaszczycił swoja obecnością, przygadała mama, a siostra doskoczyła do Marii nim jeszcze zdążyła zejść ze schodów i zaraz włosy z jednej strony za ramię jej odgarnęła. — Los pajaritos cantaban esta mañana que alguien estaba arreglando una avería en el baño. Creo que era Pérez, ¡y veo que la arregló con mucha pasión! — Ptaszki z rana ćwierkały, że ktoś naprawia usterkę w łazience. To chyba Perez i widzę, że naprawiał ją z wyjątkową pasją! przygadała siostra śmiejąc się wesoło, a za nią w ślad poszli pozostali domownicy. Maria skarciła ją spojrzeniem, bo na litość boską - wśród nich były dzieci. Krótkie spojrzenie posłała Javierowi kradnąc mu jego dumne spojrzenie znad kupka kawy, którą już sączył stojąc przy ekspresie.

Trafiony, zatopiony.

I to była idealna chwila, aż nagle brzdęk szkło pękło, a sok rozlał się po kafelkach. Jej spojrzenie zaraz pobiegło w kierunku Donniego, który siedział obok jej córki, najwyraźniej próbującej ratować sytuację rzuconą przez brata ścierką. Widziała to jak w jego oczach błysnęła wściekła zazdrość, jakby na widok czerwonych śladów na jej skórze opanował go gniew. Był młody, narwany i w gorącej wodzie kąpany. Skarciła o krótkim spojrzeniem. — Wyślizgnęła mi się, przepraszam — mruknął schylając się po odłamki by kryć swoje rozżalenie, a ona w tym czasie podeszła do Javiera spragniona obiecanej kawy. — To jakie mamy plany na dziś? — zapytała przypuszczając, że większość z nich zaplanowała już sobie dzień nawet nie pytając ich o zdanie. — Los niños quieren ir al partido, están convenciendo a Javier y a Pablo — dzieciaki chcą iść na mecz, właśnie urabiają Javiera i Pablo, odparła siostra przystając tuż obok nich i klepiąc szwagra po ramieniu. — Yo me llevo a Aurelia de compras, y Xavier con Donnie dicen que les prometiste el Beso de la Muerte y un paseo por la ciudad — ja porywam Aurelię na zakupy, a Xavier z Donniem twierdzą, że obiecałaś im Pocałunek Śmierci i spacer po mieście. Cholera, tak było. To był ich plan: wymknąć się spod czujnych oczu rodziny sam na sam, pod pretekstem uwieczniania w kadrach fotograficznych architektury. Ta opcja nie przewidywała syna w pakiecie. Choć z drugiej trony ta opcja była planem snutym na długo przed tym jak sprawy między nią i Javierem przybrały zupełnie inny obrót. Może to i lepiej, że mieli mieć przyzwoitkę.

Señor Pérez
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
46 y/o
Welkom in Canada
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

so let me slip inside your ultraviolet disguise
the daylight holds you close, but tonight you are mine


Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Miał szczęście, że tym razem nie wpadł na nikogo z rodziny. Przemknął tylko do ich sypialni, dokładnie się wytarł, narzucił na siebie ubrania i zszedł na dół, żeby dołączyć do całej ferajny na późne śniadanie. - Dobry, dobry - mruknął, od razu kierując się do ekspresu do kawy. Nalał sobie kawki do kubka i, oczywiście, od razu nalał też dla Marii, z nadzieją, że zaraz do nich dołączy. Upił łyk i, jak na zawołanie, jego piękna małżonka pojawiła się wśród całej reszty. Na komentarze rodziny tylko chichrał się pod nosem, no bo co? Właśnie uprawiał seks ze swoją piękną Latynoską, a dorośli w tym domu do głupców nie należeli, więc wolał tylko nasłuchiwać ich żarcików i przyglądać się temu, jak Maria z tego wybrnie. A to, że byli w obecności dzieci? Jezu, nie takich rzeczy sam nasłuchał się, kiedy miał dziesięć lat!

Wzdrygnął się chwilę później, słysząc nagły trzask. Uniósł brew, wpatrując się w chłopaka córki. Hm. Dziwne. Pomyślał, ale zaraz się rozpogodził, widząc, jak Maria podchodzi do niego. - Mam dla ciebie obiecaną kawę - powiedział, chwytając kubek i podając jej go. Pocałował ją szybko w szyję, a wolną dłonią, tą samą, którą przed chwilą podawał jej kubek, złapał ją za pośladek. No bo halo, skoro już zaczęli dzień w taki sposób, to mógł przecież utrzymać ten cudowny klimat jeszcze przez chwilę. - Ahhh, tyle lat później i nadal zakochani - mruknęła jedna z ciotek, wyraźnie zachwycona tym widokiem. Javier tylko uśmiechnął się pod nosem słuchając planu na dzisiejszy dzień. - Dobra - odezwał się po chwili, odstawiając kubek. - To ja zabiorę chłopaków na mecz, a wieczorem chcę zabrać Marię na tańce. - Przeniósł spojrzenie na Donniego i uniósł brew. - Donnie, możesz zabrać Aurelię, ale nie wchodź mi w paradę, hm? - Uśmiechnął się do niego, choć w tym uśmiechu było coś, co wcale nie brzmiało jak prośba. Bardziej jak bardzo grzecznie podane ostrzeżenie. - I mam nadzieję, że nie podepczesz stóp mojej córki tak, jak nie potrafisz przytrzymać szklanki w dłoniach. - Parsknął śmiechem, niby żartobliwie, ale wcale nie podobało mu się to, że Donnie spędzi z Marią czas sam na sam. No, prawie sam na sam, ale to nie miało większego znaczenia.

Javier był zazdrosny.
Coś mu tutaj nie grało.

Mimo wszystko po tej namiętnej chwili pod prysznicem miał wrażenie, że między nim a Marią znów wzniecił się ten sam ogień, który wydawało mu się, że wygasł już na zawsze. Może tlił się jeszcze gdzieś po cichu, pod popiołem tych wszystkich lat, czekając tylko na najmniejszą iskrę. A teraz? Teraz chciał się tylko upewnić, że będzie palił się jak najdłużej.

mi sol
42 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Crazy people, women. You never know what they're gonna do. One minute they're crying, the next they're trying to stick a knife in you.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ty chyba naprawdę chcesz mnie wykończyć…

Czasami chciała go wykończyć, ale to było dawno temu i nieprawda. Za czasów, kiedy krew w niej buzowała, a serce łamało się pod wpływem jego kolejnych wyskoków. Wtedy, kiedy jeszcze cierpiała głośno, płaczliwie, całą sobą. Potem wkradła się bezsilność, z czasem też obojętność — okrutna zaraza. Przestała się AŻ TAK przejmować. Przestała tak desperacko pragnąć zemsty? Przestała pragnąć czegokolwiek… uwierzyła, że tak już będzie, aż nagle pewnego dnia jej życie zupełnie się odmieniło. Zaczęło się niewinnie, od skupiania na sobie, od odpuszczenia, od wychodzenia do ludzi poza swój własny dom. Poza klatkę swoją. Jakie to głupie było, że musiała poza swój dom wyjść i złamać kilka zasad, by odzyskać to, co utraciła. Odzyskała Javiera, nie ważne jakim kosztem i chyba łudziła się, że nad tym wszystkim panuje. Och, jakaż ona naiwna teraz była. Znów jakby miała osiemnaście lat i za grosz rozumu.

Czując jak zaciska dłoń na jej nadgarstku uśmiechnęła się niewinnie. — Dopiero co cię odzyskałam, Javier… nie szybko cię wykończę… będę to robiła powoli, raz po raz… — groziła, a może obiecywała? Nieważne co, ważne, że dawno już niedostrzegane w jej oczach iskry zapłonęły na nowo.

Obrazek


Dopiero w kuchni dotarło, że owszem, są w Barcelonie, ale nie są tutaj sami. Bezpieczna bańka Marii pękła niczym ta szklanka, a zazdrosne spojrzenie młodego chłopaka sprowadziło ją na ziemię, która osuwała się jej pod nogami. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej wizja tego wyjazdu wydawała się zupełnie inna. Schadzki dwójki kochanków miały być urozmaiceniem tej udawanej rodzinnej sielanki. Nie spodziewała się, że w tak krótkim czasie między nią, a Javierem może zmienić się tak wiele. Nie przewidziała tego, że ten wyjazd może wyglądać zupełnie inaczej niż w wysnutych na schadzkach wizjach ucieczki od zgiełku rodziny Vidal i Perez. Co gorsza, nie spodziewała się tego jak rozdarta w tej chwili była… dopiero zapach kawy i pocałunek męża sprowadził ją na ziemię. — Gracias — wymruczała i nie czekając upiła z niej łyka. Mogła być gorąca, ale nie mogła parzyć jej bardziej niż wyrzuty sumienia, kiedy stojąc w objęciach Pereza wiedziała z kim spędzi dzisiejsze popopłudnie. — O kochanie, czyżby wspomnienie Rodrigo obudziło w tobie chęć do tańca? — roześmiała się na samo wspomnienie nie tylko ich rozmowy, ale też tamtej sytuacji sprzed lat. — Idealnie, mam już nawet cudowną sukienkę. Tą co wczoraj ci przymierzałam Donnie, pamiętasz? — zachichotała chyba wcale nie mając na myśli przymierzania i złapała chłopaka za podbródek, skupiając na sobie całą uwagę i odciągając go tym samym od małżeństwa Perez. Choć na moment, choć na chwilę… bo przecież jedną połówkę wkrótce miał mieć tylko dla siebie. No prawie. — Na pewno będziemy, tak się składa, że potrafię nieźle tańczyć — wtrącił wychylając się przez ramię Aurelii, jakby chciał rzucić Marii coś między zdaniami. Tak się składało, że ona akurat dobrze wiedziała jak tańczy Donnie. Tańczyła z nim jeden raz i nie spodobałoby się to Perezowi po stokroć bardziej niż taniec z Rodrigo przed laty. Maria jednak zamiast podłapywać rozmowę przytaknęła zanurzając znów usta w kawie. — Jak chcesz złapać dobre kadry to musimy zbierać się lada moment, zanim zlecą się turyści — wtrąciła zupełnie zmieniając temat i podeszła do stołu, by zgarnąć rogala na słodko. Przeciągnęła najpierw masłem, a potem dżemem i wróciła do Javiera, wgryzając się w kawałek zupełnie nie przejmując tym, że nieco się ubrudziła.

Obrazek


W co ona się u licha wpakowała? Nie wiedziała. Jedyne co wiedziała, to to, że lada moment opuści mieszkanie w towarzystwie Xaviera i Donniego, by ruszyć na cmentarz Poblenou. Chwilę później już siedziała na tylnym siedzeniu samochodu, zostawiając młodym miejsce z przodu i próbowała ignorować gęstniejącą atmosferę w środku auta. Czuła narastające między nimi napięcie, choć w kuchni pełnej ludzi łatwiej było to ignorować. Teraz, kiedy byli jedynie we troje okazało się to trudniejsze. W duchu dziękowała, że Xavier im towarzyszył, bo nie potrafiła sobie wyobrazić, co mogłoby się stać, gdyby zostali sami… a może właśnie potrafiła sobie to wyobrazić, aż za dobrze i to przerażało ją w tym wszystkim najbardziej. — Zaraz wracam — rzucone nagle przez Xaviera na cmentarzu przeraziło ją. Rozglądnęła się wokół i zobaczyła, jak biegnie do znajomych, by zamienić z nimi kilka słów. Nim zdążyła zareagować poczuła młody i pewny chwyt na swoim nadgarstku. Pociągnął ją jednym ruchem w kierunku kamiennych grobowców, z dala od głównej alejki. — Bawi cię to, Maria? — widziała wściekłość w jego zielonych oczach, ah ta szczenięca zazdrość. To ona sprawiała teraz, że przyciskał ją do muru. To ona sprawiała, że patrzył na nią z wściekłością. — Stoisz sobie w kuchni, popijasz kawę jakby nigdy nic i rzucasz mi ukradkiem spojrzenia, gdy Aurelia się do mnie wdzięczy… — czuła jak jej serce zaczyna bić szybciej, po części ze złości, a po części dlatego, że aż za dobrze znała tą samą młodą nieokrzesaną energię, która niegdyś roznosiła Javiera, a teraz buzowała w młodej krwi Donniego. — Uważaj co mówisz — śmieszne to było, żałosne wręcz, że posuwała chłopaka córki jak gdyby nigdy nic, ale gdy cokolwiek o niej zaczynał mówić krew buzowała w niej jakoś szybciej. Prawda w oczy kole. — Vete al diablo… — warknął niebezpiecznie blisko jej twarzy — nagle sobie o tobie przypomniał i już patrzysz na niego z dumą… idealna pani Perez — kpił sobie z niej, złość tłumioną w sobie cały poranek nagle wyrzucał. — To mój mąż, Donnie — odpowiedziała, choć głos załamał się jak poczuła jego dłoń na swojej tali. — Więc co robisz tutaj? Ze mną? Dlaczego pozwalasz mi dotykać się tam, gdzie on zostawił ślady — zaczął i nim zdążyła zareagować wpił się ustami w dokładnie to samo miejsce, gdzie Javier zostawił najmocniejszy ślad. Zrobił to tak, jakby chciał z nim rywalizować. Nie potrafiła odpowiedzieć, oddech przyspieszył, świat zawirował, a ona czuła, że wpada coraz głębiej w dołek, który sama sobie wykopała. Nie potrafiła tego przerwać, choć wiedziała, jak bardzo było to złe. — Pamiętam dobrze jak tańczyłaś w tamtym klubie… — wymruczał, a Maria poczuła jego dłoń na swoim udzie. Czuła jak podciąga materiał sukienki nieprzerwanie mówiąc przyciszonym głosem. — I dzisiaj, na tych tańcach… będziesz myśleć tylko o mnie… a kiedy on będzie cię obejmował… to ja będę patrzył… — odsunął się nagle, czuła puls własnej krwi, szumiało jej w głowie. Zaraz potem usłyszała czyjeś kroki. — Mamá! Znalazłem świetne światło, gdzie wy jesteście?! — najpierw wyłonił się Donnie, a po chwili również ona jak gdyby nigdy nic. Wiedziała, że ten wyjazd był błędem i czuła nadchodzące kłopoty.
Donnie zdawało się, że zrzucił z siebie część napięcia, a teraz ona je przyjęła.

Obrazek

[ s t y l e ]


Kiedy ostatecznie wrócili do domu pierwsze po co sięgnęła to kieliszek wina, chwilę później kolejny, a gdy ubierała kwiecistą sukienkę była już wystarczająco zmiękczona, by nie martwić się na zapas słowami młodzieńca. Kiedy Javier wkroczył do pokoju obróciła się przed nim wokół własnej osi i roześmiała się radośnie. — A qué se debe esta tardanza? Me prometió un baile, señor Pérez — pogroziła zerkając znacząco na zegar. Chyba to ich męskie wyjście trochę się przeciągnęło, huh?

Señor Pérez
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
46 y/o
Welkom in Canada
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Stary pryk tak po prostu chcial zabrać swoją żonę na tańce, przypomnieć sobie stare, dobre czasy, kiedy jeszcze potrafili spędzać całe noce na parkiecie, a tu proszę, wystarczyło wspomnieć o jednym cholernym Rodrigo, żeby Maria znowu zaczęła się z niego nabijać. Ay, dios mío, mujer. Czy ona naprawdę zamierzała wypominać mu tę historię do końca życia? Jezu, po co on sie na dobrą sprawe siebie o to pyta, lol... W małżeństwie trzeba było przecież mieć czym szantażować drugą połówkę, no nie? - Ahhh, Rodrigo... - przewrócił oczami z rozbawieniem. - Jeszcze trochę, cariño, a zacznę podejrzewać, że tęsknisz za jego uwagą bardziej niż za własnym mężem. Mam być zazdrosny? - parsknął śmiechem, upijając łyk kawy, ale kiedy Maria wspomniała o sukience przymierzanej poprzedniego wieczoru przy Donniem, jego spojrzenie niemal automatycznie powędrowało w kierunku młodzieńca. Huh? A od kiedy to chłopak jego córki został osobistym stylistą jego żony? No dobra, może nie było w tym niczego dziwnego. Kobiety uwielbiały takie rzeczy, a on sam niejednokrotnie był zmuszany do oceniania kolejnych kreacji, kiedy Maria przygotowywała się do jakiegoś wyjścia. Tyle że sposób, w jaki zwróciła się do Donniego, jakoś dziwnie go uwierał.

Oh, come on, Javier. Don't be ridiculous.
Przecież to był dzieciak!!! Chłopak jego córki, na miłość boską! A jednak ta cała jego pewność siebie, te spojrzenia, którymi od czasu do czasu obdarzał Marię... coś mu się nie podobało. Nie potrafił nawet powiedzieć co. Zwykła męska intuicja? A może po prostu stawał się tym cholernym zazdrosnym mężem, który widział konkurencję w każdym facecie znajdującym się w promieniu pięciu metrów od jego żony? Oh, how the tables have turned. - No to świetnie, przynajmniej będziesz miała w czym zatańczyć ze swoim mężem - rzucił z uśmiechem, obejmując Marię w talii, kiedy wróciła do niego z rogalem. Pochylił się, składając krótki pocałunek na jej ustach, czując słodkość dżemu, ktory rozmazala kolo ust chwilke wczesniej, a później pozwolił jej zająć się resztą przygotowań. Cały czas jednak nie mógł przestać zerkać na Donniego... jezu może naprawdę zaczynało mu odbijać? Jeszcze tego brakowało, żeby po tylu latach małżeństwa zachowywał się jak zazdrosny gówniarz.

Kiedy ostatecznie się rozdzielili, Javier zabrał chłopaków na mecz, zgodnie z wcześniejszą obietnicą. I cholera, trzeba było przyznać, że całkiem dobrze zrobiło mu to wyjście. Barcelona, futbol, uliczne empanadas, wrzaski kibiców i możliwość pokrzyczenia na zawodników, którzy oczywiście w jego skromnej opinii nie mieli zielonego pojęcia, co robili na boisku. Fucking amateurs. Sam poprowadziłby tę drużynę do zwycięstwa! Przynajmniej tak twierdził, komentując niemal każdą nieudaną akcję i co jakiś czas wdając się w dyskusję z chłopakami. Cholera, stare dobre czasy... Tylko, ze nawet pośród całego tego zamieszania jego myśli raz po raz wracały do Marii. Do poranka... do tego, jak patrzyła na niego jeszcze pod prysznicem. Fuck, naprawdę dawno nie czuł się w ten sposób. Nie chciał tego zaprzepaścić.

Gdy w końcu wrócił do mieszkania i przekroczył próg sypialni, zobaczył swoją żonę obracającą się przed nim w kwiecistej sukience. Uśmiechnął się szeroko, pozwalając sobie przez moment przyjrzeć się jej od stóp aż po sam czubek głowy. Madre mía. Tyle lat razem, a ta kobieta nadal potrafiła sprawić, że kompletnie zapominał, co właściwie zamierzał powiedzieć. - Ay, mi amor... - westchnął teatralnie, przykładając dłoń do piersi. - Y pienso cumplir mi promesa, señora Pérez. Straciłem rachubę czasu z chłopakami, przepraszam. - Podszedł bliżej, obejmując ją w talii i przyciągając delikatnie do siebie. Wyczuł zapach jej perfum, a kiedy nachylił się, żeby pocałować ją w policzek, zwrócił uwagę na subtelną woń wina. - Ohooo, czyżbyś zaczęła imprezę beze mnie? - zaśmiał się, zerkając w jej oczy. - A swoją drogą, ta sukienka... - przesunął po niej spojrzeniem, unosząc brew - Donnie rzeczywiście ma dobry gust, muszę mu to przyznać. - Uśmiechnął się, chociaż gdzieś z tyłu głowy znowu pojawiło się to dziwne, nieproszone ukłucie. For fuck's sake, Javier. Stop it. - Ale następnym razem możesz przymierzać inne części garderoby przede mną, hm? - mruknął, muskając ustami jej czoło. - bo nie wiem czy pamiętasz, kochanie, ale to ja mam ten przywiles zachwycania się tobą w rożnych kreacjach. - powiedział to pewnie, wpatrując się w jej ciemne tęczówki - powiedz mi Maria, z Donniem też dzisiaj zatańczysz? Mam się na to psychicznie przygotować? - zapytał niby to z rozbawieniem, a jednak zdawał sobie sprawę, że ta zazdrość powoli zaczęła przebijać się na pierwszy plan.

Podszedł do szafy, wyciągnął przygotowane wcześniej ciuchy i przebrał się w coś nieco bardziej wyjsciowego. Psiknął się ulubionymi perfumami, poprawił kołnierzyk i wrócił do Marii, żeby jeszcze raz przyciągnąć ją do siebie i pocałować. Po chwili splótł swoje palce z jej palcami i razem zeszli na dół, gdzie czekali już Aurelia z Donniem. - No proszę, staruszkowie, wyglądacie nieziemsko! - parsknęła śmiechem ich córka, na co Javier jedynie przewrócił oczami. - Staruszkowie? zobaczymy, kto będzie miał więcej energii na parkiecie, eh? - Uśmiechnął się szeroko, ale ten uśmiech nieco przygasł, kiedy jego spojrzenie powędrowało w stronę Donniego. Chlopak zamiast dorzucić jakiś komentarz, zwyczajnie zamilkł. I nie byłoby w tym niczego szczególnego, gdyby nie fakt, że przez kilka dobrych sekund wpatrywał się w Marię tak, jakby... no właśnie, jakby co? Huh. Javier zmrużył delikatnie oczy, przyglądając się młodzieńcowi. Cholera, znał to spojrzenie. Przesunął dłoń na talię Marii, przyciągając ją odrobinę bliżej, po czym ponownie się uśmiechnął. Nie zamierzał przecież robić sceny z powodu jednego spojrzenia. Ale coś mu tutaj, kurwa, nie grało. I tym razem nie miał zamiaru tak po prostu tego zignorować. Oh, Donnie, Donnie... chyba będę musiał ci się uważniej przyjrzeć.

¿Por qué estoy tan celoso de ti?
42 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Crazy people, women. You never know what they're gonna do. One minute they're crying, the next they're trying to stick a knife in you.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mam być zazdrosny?

Tak, masz być zazdrosny Javier. Masz skręcać się na nawet najmniejszą myśl, że ktokolwiek mógłby ją mieć, zatańczyć z nią jak wtedy Rodrigo, jeśli nie gorzej. Myśleć, analizować, w paranoje popadać. Gotować się, gdy głowa będzie podsuwać kolejne wcale nie absurdalne scenariusze. Poczuć to, co niegdyś ona czuła, gdy kolejne wieczory nie wracałeś się w domu o normalnej porze, a gdy się zakradłeś spóźniony, to nawet nie kryłeś śladów swoich wyskoków.

── ⋆⋅✧⋅⋆ ──


Gdy przewrócił oczami na wspomnienie Rodrigo, roześmiała się lekko. To był żart, wspomnienie sprzed dekady, które okazało się dobrym i niewinnym pstryczkiem w nos i dumę męża i nie zamierzała z tego rezygnować, bo to za tym tęskniła… za tym przekomarzaniem się po udanym poranku z własnym mężem, a nie za uwagą Rodriga z czasów, kiedy jeszcze była czysta, wierna i bezgranicznie oddana Javierowi.

Mam być zazdrosny?

Pytanie to odbijało się echem w jej głowie, gdy stała w objęciach męża i czuła jego dłoń zaciskającą się na jej talii, a pośrodku kuchni pewien młodzieniec musiał zaciskać szczękę, by nie dać plamy… większej niż ta pęknięta szklanka chwile wcześniej. Widząc, jak Javier spojrzeniem odnalazł Donniego poczuła nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej, a niepokój rozlał się po jej ciele. Znała go, wiedziała, że trybiki w głowie zazdrosnego Pereza szybciej zaczynają pracować, a ona nie mogła pozwolić, by zapędził się w te rejony. — Wątpisz w moją lojalność, panie Perez? — słusznie, wymruczała prosto w jego usta pozwalając mu zlizać resztki dżemu z kącika jej ust, by tylko odwrócić jego uwagę. Rozproszyć, zmącić. Przesunęła dłonią po jego torsie poniekąd skupiając się na Javierze, ale kątem oka rejestrując młodego, narwanego i w gorącej wodzie kąpanego chłopaka, który z trudem przełykał fakt, że Javier rości sobie do niej pełne prawo, a ona mu otwarcie na to pozwala. Byli bowiem małżeństwem. Jeszcze do niedawna zdawałoby się, że jedynie na papierze, ale wiele się zmieniło od pierwszego poznania z Donniem. Naiwnie oszukiwała się, że panuje nad tym wszystkim… że to tylko niewinna gra. Jednak zarówno w Javierze, jak i w niej niewiele zachowało się niewinności. Miała swój sekret, który mógł w każdej chwili zniszczyć ich odzyskany raj, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że choć stała w objęciach męża, jednocześnie była ciekawa tego, co przyniesie popołudnie w towarzystwie jej sekretu.

── ⋆⋅✧⋅⋆ ──


Zmiękczyła się, te kieliszki wina miały być jej ratunkiem od napięcia, jakie skumulowało się w niej po spotkaniu pod Pocałunkiem Śmierci i udało się. Alkohol rozluźnił spięte mięśnie sprawiając, że w jej oczach pojawił się nieco bezczelny, ale i zmysłowy błysk, którym obdarzyła Javiera, gdy tylko przekroczył próg sypialni. Obróciła się przed nim prezentując swoją kwiecistą sukienkę, jednocześnie napawając się jego zachwyconym spojrzeniem. Tęskniła za tym. Za świadomością, że wciąż potrafi odebrać mu mowę. — Mam nadzieję! — rzuciła zadziornie opierając dłoń na biodrze i zerkając znacząco na zegar. Skoro jednak zamierzał dotrzymać obietnicy zostanie mu to wybaczone. Przylgnęła do niego, gdy tylko zmniejszył dzielący ich dystans, a gdy z jego ust padło imię Donniego i słowa o przymierzaniu kreacji poczuła jak nieprzyjemna fala ciepła zmieszana z niepokojem znów wkrada się pod jej skórę. — Ay, mi amor… — teraz to ona westchnęła teatralnie spychając na bok sekret, który ciążył na jej ramionach skupiając się jedynie na jego zazdrości, która działała na nią niczym jakiś afrodyzjak. — Tak łatwo wzbudzić w tobie zazdrość — wymruczała układając dłonie na jego karku, przesuwając po jego skórze paznokciami. Zadarła głowę do góry i w oczy mu spojrzała, bezczelnie prowokując, słodko się przy tym uśmiechając. — Może i pomógł mi wybierać kreację na wieczór, ale nie zapominaj o tym, kto wieczorem będzie ją ze mnie ściągał — wyszeptała, sunąc dłonią w dół po jego torsie do momentu, w którym zatrzymała się na sprzączce jego paska, a potem uniosła się na palcach, by złożyć na jego ustach winny pocałunek, słodki, a zarazem głęboki. — A tańce? Zobaczymy… czas pokaże — taniec z Donniem mógłby być dowodem zbrodni, przewinieniem na żywo, zdradą samą w sobie. Pamiętała ich pierwszy taniec, drugi nie mógł się powtórzyć. Donnie mógł jedynie patrzeć… a ona wiedziała, że będzie to robił.

I robił to już od chwili ich zejścia z góry. Odruchowo splotła palce z tymi Javiera, a śmiech Aureli rozniósł się po pomieszczeniu. Maria prychnęła cicho pod nosem posyłając córce pobłażliwe spojrzenie, czując jednocześnie jak dłoń Javiera mocniej przyciąga ją do siebie. Znała ten gest, zaborczy tak. Uciekła więc spojrzeniem do Donniego. Stał oparty o futrynę i wpatrywał się z nią w tak bezczelny sposób, że po plecach przemknął jej dreszcz. Patrzył dokładnie tam, gdzie nie powinien… przemknął spojrzeniem po jej odsłoniętym dekolcie, po jej zwilżonych winem ustach, po dłoni Pereza, która spoczywała na jej biodrze. czuła, całą sobą czuła, jak bardzo złe to było. — Chodźmy już, Javier — rzuciła ujmując go znów mocniej za dłoń — pokażmy im, że nie brakuje nam sił — i gdy ruszyli posłała chłopakowi ostrzegające spojrzenie. Nie, nie wygłupiała się. Ostrzegała poważnie, bowiem widziała, że był już na granicy zrobienia czegoś głupiego.

Gdy tylko przekroczyli próg jednego z Barcelońskich lokali poczuła ciepło, a latynoska muzyka zdawała się porywać już od drzwi. Maria jednak potrzebowała przepić napięcie, które znów osiadło na jej barkach, gdy schodziła z mężem po schodach. Zatrzymali się na chwilę przy barze, gdzie wypili drinka, a gdy z głośników popłynęła zmysłowa bachata złapała dłoń męża i pociągnęła go na sam środek parkietu. — Pamiętasz jak to się robi, panie Perez? — czy pamiętał te ich tańce przed laty? Biodro przy biodrze, blisko i bezwstydnie? Czy może powinna mu przypomnieć?

Señor Pérez
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”