Nie rozumiała, czemu tak ciężko wzdychał, nie kryjąc się z tym odruchem. Zupełnie jakby się z nią męczył bądź zastanawiał, czy jest jednak jakaś droga ucieczki z tej windy, ale w taki sposób by nie zrozumiała że planuje odejście wcześniej z ów przestrzeni. A może zwyczajnie zaczynał rozumieć, że jest na przegranej pozycji i nigdy z nią nie wygra w
typową pyskówkę? Ewentualnie zrozumiał, że ona zawsze chce mieć ostatnie zdanie i nie wie co powinien sprawić, aby przestała ciągle to robić, dając mu szansę na wygranie. Zupełnie tak, jakby znajdowali się w sądowej sali i faktycznie miał możliwość otrzymać taki werdykt dzięki komuś. Dobrze, że w takich momentach nikt nie ocenia tego, co kto i jak powiedział, żeby wydać ostateczną informację odnośnie osoby, która lepiej sobie poradziła w słownej potyczce.
— Która mi akurat nie była jakkolwiek potrzebna — w końcu, nie planowała z nim kiedykolwiek takiego przeprowadzać; nie czuła zwyczajnie potrzeby wyjaśniania sobie czegoś z Maxem, nie potrzebowała aby sobie usiedli i powiedział dlaczego od zawsze jest taki dla niej
be. Nie sądziła, aby to zmieniło jej życie w choćby najmniejszym stopniu, za to dzięki braku takiego zdarzenia na pewno lepiej jej się spało, nie musząc rozpamiętywać tego, co powiedział, w jaki sposób to zrobił i po co w ogóle to się wydarzyło. Nie mówiąc już o tym, że skoro w pracy miała okazję widywać się z nim cześciej, niźli mogłaby sobie tego życzyć, to po pracy również nie miała zbyt wielkiej ochoty jeszcze o nim rozmyślać.
Zaczął jednak zdaniem, które - nie powiem - trochę ją zaintrygowało. Że też on miał jednak to pojęcie, że jest ktoś, kto go nie toleruje! Nie przypuszczała, iż dojdzie do niego kiedyś; że pojmie co tak naprawdę może odczuwać względem mężczyzny. A tu proszę - miło ją zaskoczył, dlatego też całkiem chętnie czekała na to, co powie dalej, bo jednak zapowiadało się, że nie miał zamiaru hamować się w obecnej sytuacji. Kto wie, czy może nie czekał na taką chwilę - w końcu Fraser jest dosyć osobliwym typem człowieka i chociaż zna go nie od dzisiaj, to jednak jest dalej jakąś zagadką… jakiej przecież nie planowała rozwiązywać.
Kontynuowane słowa trochę za to mniej się jej podobały, nie rozumiejąc o co mu dokładnie chodziło w tej chwili. Co to za moment takiej faktycznie totalnej szczerości i jednoczesnego - prawdopodobnie - wybadania gruntu? Czy on chciał ją przetestować? Coś dostrzec, zrozumieć? Tym bardziej zaskoczyło ją to, jak odepchnął się niespodziewanie od ściany i zaczął do niej zmierzać - kompletnie zmieniając dzielący ich dystans, będąc zdecydowanie zbyt blisko jak na jej. Zdecydowanie nigdy wcześniej tak blisko niej nie stawał w chwili, gdy znajdowali się sam na sam. I chociaż czuła pewną dozę niepewności oraz przekonania, iż powinna się odsunąć, tak nie pozwoliła na ten ruch, bowiem jej upartość, zawziętość oraz niezłomność nie pozwoliła na zmianę czegokolwiek, mając w dalszym ciągu niezbyt przejęty wzrok, którym go obrzucała śmiało i dzielnie, nie dając się
zastraszyć. Bo nie wiedziała w dalszym ciągu co w ogóle próbował tym osiągnąć.
Nawiązany kontakt wzrokowy z Maxwellem, pozwolił chyba pierwszy raz w życiu dostrzec jego kolor tęczówek, taki mocno orzechowy, całkiem przyjemny jak na faceta. Widziała dosyć niespodziewany spokój w nich, wymieszany jakby rzeczywiście z dozą ciekawości tym, co planuje mu powiedzieć, a w trakcie czego nie przestawał zadawać kolejne pytania. I to nie tak, że skupiła się wyłącznie na obserwowaniu, bowiem ciągle była zaangażowana w słuchanie tego, czego tak bardzo chciał się dowiedzieć - nadal nie rozumiejąc, co w ogóle ma właśnie miejsce.
Nie spodziewała się jednak jednego - przeskoczenia z tematu na temat, nagle ingerując całkiem w jej prywatną sferę. Bo jak inaczej miała zinterpretować jego pytanie odnośnie traktowania? Zdecydowanie mówił tutaj o Jasonie, o jej związku. Jakby miał faktyczne
prawo dociekania czegokolwiek o tym, jakby to miało być dla niego coś niezrozumiałego, jakby się przyjaźnili i on obawiał się o jej osobę. W sumie… trochę tak wyglądał? I brzmiał. Słyszała niejako ból w jego tonie głosu, gdy akurat zmienił kwestię zadawanych kolejno zapytań, czując się obecnie zbombardowana ich ilością, nie dostając nawet możliwości, żeby móc odpowiedzieć na wszystko w odpowiedniej kolejności. Zamiast jednak mu przerwać - choć cholernie już tego chciała - wciąż nie uciekła oczami w bok, utrzymując wzrokowe zetknięcie wymuszone z jego strony, nadal nie wiedząc jak powinna się czuć z tym bliskim przebywaniem mężczyzny. Miała go odepchnąć? Czy może to by dawało mu kolejny pretekst do naśmiewania się?
Nieświadomie przesunęła językiem po dolnej wardze prędkim ruchem, dając sobie możliwości zwilżenia szykując się do mówienia. Bo tak, w końcu dostała tą możliwość, słysząc krótkie
odpowiedz mi. Uniosła wtedy jedną z brwi i nie urywając kontaktu wzrokowego, sama nagle zrobiła jeden krok do przodu, całkiem działając na przekór sobie i nie słuchając się czerwonego alarmu, jaki szumi w głowie. Przy okazji czego teraz jeszcze mocniej uderzyły w nią nuty męskich perfum, jakich używał dzisiaj z rana, a które nie wywietrzały. Zdecydowanie nie były one jednymi z tańszych, skoro w dalszym ciągu tak dobrze były wyczuwalne.
— Skoro w końcu mogę… — zaczęła, lekko zaciskając dłoń na trzymanej w niej torebce.
— To odpowiem. Według Ciebie zerkam w Twoim kierunku, gdy widujemy się na spotkaniach rodzinnych i zmieniasz się w kompletnie inne wydanie swojej osoby. Nie, nie zerkam, bo - jak to określiłeś - próbuję zadusić wewnętrzny śmiech, a zwyczajnie zastanawiam się jakim cudem potrafisz być całkowicie dwoma różnymi osobami, albo i nawet większą ilością wersji siebie. I czy w ogóle dobrze się z tym czujesz - z tym, że do innych jesteś inny, a do mnie, przykładowo, kompletnie inaczej się odzywasz, a nawet korzystasz z innego tonu głosu. Mocno wyniosłego, pysznego, jakbyś miał cholernie przerośnięte ego. Nie rozumiem tego i chyba nie chcę zrozumieć, bo to i tak niczego nie będzie wyjaśniało. A każdą porażkę traktuję tak personalnie, bo wiem co sobie myślisz - znów uważasz się za lepszego, nawet jeśli nie powiedziałeś tego po zakończonej sprawie na głos. Ucieranie nosa za to jest odwetem za to, jak Ty próbowałeś ciągle to robić za nastoletniego czasu, gdy uważałeś iż możesz to i owo, bo jesteś starszy i może mnie czegoś nauczysz. Jedynie czego się nauczyłam z czasem, to tego że nie warto denerwować się na kogoś, kto szuka zaczepki z byle pretekstu, bo ma z tego jedynie frajdę — zaczęła wyjaśnienie, robiąc chwilową pauzę, by dotrzeć do momentu, w trakcie którego zmienił swoją tematykę zapytań, a przy tym narrację. Nie mogła jednak pozwolić na to, aby ten temat rzeczywiście został poruszony na głos - tym bardziej, że Fraser zdecydowanie nie jest osobą, z jaką chciałaby kiedykolwiek o tym rozmawiać.
— I nie wiem, czemu pozwalam sobie na takie traktowanie. Może dlatego, że nie dajesz mi spokoju, ciągle usilnie próbując mi dawać pstryczki w nos, zupełnie jakbyś nadal nie wydoroślał — specjalnie więc przeistoczyła to tak, jakby odebrała iż ciągle chodzi o niego. Tak było znacznie wygodniej oraz prościej.
— Naprawdę nie mam pojęcia, o co Ci chodzi, Maxwell — specjalnie powiedziała jego pełne imię.
— ale po prostu mnie w to nie wciągaj. Pracujemy w jednym miejscu, lecz nie oznacza to że ciągle musisz uskuteczniać swoje zagrywki — skwitowała, mając twarde spojrzeniem, jakiego w dalszym ciągu nie spuściła w dół, nie uciekła nim na ułamek sekundy gdziekolwiek indziej, nadal nie ruszając się z miejsca. Nie mogła pokazać, że jest słabsza.
Maxwell Fraser