ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
172 cm
Student | Twórca komiksów
Awatar użytkownika
somewhere between "take me seriously" and "don’t let me finish talking"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#
2
somehow being a person does not come naturally to me



Juan o wielu rzeczach, na jakie porwał się w swoim życiu, mógł powiedzieć, że były dziełem przypadku, chwilowego zaćmienia umysłu lub fantazji na spontaniczność. Należało tu zaznaczyć, że nie wszystkie pomysły, których był niestety niekwestionowanym autorem, były pomysłami dobrymi. Części żałował pomimo, że zawsze uparcie twierdził, że nie żałuje niczego, niektóre wspominał z przyjemnością - choć nie powinien - a jeszcze inne stanowiły ciekawą anegdotkę, jaką można było wpuścić pomiędzy dialog, gdy rozmowa się nie kleiła.
Jeszcze nigdy nie strzeliło mu do głowy, by w niecałe dwie godziny poznać człowieka przez internet i umówić się z nim na spotkanie, ale ostatnimi czasy miał jakąś dziwną serię robienia rzeczy po raz pierwszy.

Coven wydawała się być w porządku.
Szkoda, że niewiele więcej był w stanie na jej temat powiedzieć, co jednocześnie nie przeszkodziło mu w podążaniu za planem jak po sznurku, wliczając w to najpierw prysznic, następnie małe zamieszanie pod szafą (zorientował się, że cokolwiek to było - randka czy nie - wypadałoby, aby się przynajmniej przyzwoicie ogolił) i szybki marsz w przeciwną stronę niż pod adres, jaki dziewczyna podesłała mu chwilę wcześniej.
W dopiętym ledwo-ledwo plecaku cicho podzwaniało Jarritos, kiedy czekając na odbiór zamówienia kołysał się na piętach i scrollował sekcję komentarzy na swojej stronie. Zdążył odpowiedzieć na dwa w miarę merytoryczne pytania o pracę nad stylem, o datę dostępności kolejnego tomu Voida, zignorował natomiast dociekanie o rozmiar buta i nową pogróżkę, jaką usunął dla porządku.
Zawiesił się przy pytaniu o nową postać, o której wspomniał bardzo lakonicznie podczas streamu kilka tygodni temu i drapiąc się po policzku wgapił się w ekran.
Po jaki chuj o tym mówił?
Ostatecznie nie odpisał, bo zamówienie zostało wydane, a on nie znosił gdziekolwiek się spóźniać. Wyszło w końcu na to, że nadłożenie trasy zmusiło go do poratowania się taksówką i tak z pięciominutowym poślizgiem dowlókł się do Coven na piętro, uparcie ignorując obecność windy.
Nigdy z nich nie korzystał.

一 Dostawa dla fanki striptizerek-zombie, stygnie 一 zaanonsował się w drzwiach, w pierwszej kolejności wyciągając przed siebie siatkę. Skojarzył również w akcie nagłego olśnienia, że być może nie wyglądał zbyt przyjaźnie w kapturze, więc ściągnął go z głowy i zmrużył łagodnie oczy. Patrzył prosto w wizjer z pełną świadomością, że wygląda to mocno nienaturalnie, uznał jednak, że Coven ma dość poczucia humoru by nie odebrać tego faktyczny red flag.
Juan nie wyglądał zresztą jak ktoś, kto mógłby faktycznie stwarzać zagrożenie; w bordowej bluzie z logo Beavers Tails na przodzie, czarnych, trochę powycieranych na kolanach jeansach i luźnych, niedowiązanych trampkach przypominał bardziej... cóż. Studenta, który zbierał się w pośpiechu, co zresztą by się zgadzało.



coven bremers
default (dc: default_1010)
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

018.
Obrazek
Była podekscytowana. Nie miała pojęcia, czy zapraszając do siebie Juana, faktycznie umówiła się z nim na randkę, ale w głowie Coven sprawa była już przesądzona. Oczywiście nie zamierzała od razu planować wspólnej przyszłości, wybierać imion dla dzieci ani zastanawiać się, czy wolałby białe, czy różowe zasłony w ich sypialni. No dobrze, może trochę przesadzała. Nie była przecież aż tak szalona. Nie grzeszyła bystrością i czasami potrzebowała trochę więcej czasu, żeby zrozumieć coś, co dla innych było oczywiste, ale za to potrafiła cieszyć się najdrobniejszymi rzeczami. Wystarczyło, że ktoś poświęcił jej odrobinę uwagi, a Bremers już dopisywała do tego kolejne rozdziały. W jej głowie zwykłe spotkanie mogło zmienić się w randkę, randka w początek wielkiej miłości, a wielka miłość… zaraz, wróć! Przecież Juan jeszcze nawet nie przekroczył progu jej mieszkania.
Nie stroiła się jakoś szczególnie. Założyła luźną koszulkę i legginsy, bo było jej w nich wygodnie, a przy okazji wyglądała całkiem ładnie. Włosy upięła niedbale w luźny kok, z którego i tak pewnie za jakiś czas zaczną wystawać pojedyncze kosmyki i zabrała się za przygotowanie im przytulnego miejsca do oglądania Zombiezdzir. Rozłożyła na kanapie miękkie poduchy i dwa puchate koce. Co prawda ten film to kompletna szmirą, ale przynajmniej będzie im ciepło. Kiedy skończyła, cofnęła się o krok i krytycznym okiem oceniła efekty swojej pracy. Przekrzywiła głowę, poprawiła jedną z poduszek, a potem jeszcze raz przyjrzała się kanapie. Czegoś brakowało? Tylko czego? Ostatecznie uznała, że wszystko wyglądało w porządku i postanowiła już więcej nie kombinować. Istniała spora szansa, że jeśli zacznie poprawiać każdy szczegół, to zanim skończy, chłopak zdąży przyjść, obejrzeć film i wrócić do domu.
Sam Juan również wydawał się w porządku. Był miły, a Coven nie przeszkadzało nawet to, że był od niej kilka lat młodszy. No i co z tego? Jakie to miało znaczenie? Przecież nie miał piętnastu lat. Chyba. Właściwie to nie była stuprocentowo pewna, bo ludzie w internecie lubili kłamać na różne tematy, a wiek nie stanowił wyjątku. Ale gdyby miał piętnaście lat, pewnie powiedziałby jej o tym od razu, prawda? Prawda?
Słysząc dzwonek do drzwi, przylgnęła do wizjera, uważnie przyglądając się stojącej za nimi postaci. Słowa chłopaka sprawiły, że uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła za klamkę.
— Jestem tutaj jedyną i zarazem największą fanką striptizerek-zombie — oznajmiła, ale zanim wpuściła go do środka, przyjrzała mu się trochę uważniej. — Wcale nie jesteś taki niski — skomentowała i przesunęła się, jednocześnie przejmując od niego siatkę z zakupami. — Daj, rozpakuję. A ty nie stój tak, tylko wchodź. Śmiało — zaprosiła go gestem ręki, a kiedy przekroczył próg, zatrzasnęła za nim drzwi i przekręciła zamek. — Naprawdę wziąłeś wszystkie smaki Jarritos? — zapytała z myślą o brzęczących w plecaku butelkach, które obijały się o siebie z charakterystycznym dźwiękiem.

Juan Arellano
Ostatnio zmieniony wt paź 20, 2026 12:04 pm przez coven bremers, łącznie zmieniany 1 raz.
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
21 y/o
For good luck!
172 cm
Student | Twórca komiksów
Awatar użytkownika
somewhere between "take me seriously" and "don’t let me finish talking"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Żyjący poniekąd w świecie komiksów, superbohaterów i różnych mało realnych zdarzeń - z racji pasji i wykonywanego zawodu - Juan był ostatnią osobą, która mogłaby mieć do kogoś pretensje o kwiecistą wyobraźnię. Co jednak dziwne, sam nie miał żadnych konkretnych założeń co do spontanicznie rozplanowanego wieczoru, a jego fantazja ograniczyła się do sparowania dwóch różnych skarpetek.
Coven zdawała się nie wymagać od niego cudów, na dodatek zauważył już wcześniej, że rozmawiało się z nią przyjemnie łatwo. To, plus dodatkowo nie wysłała go w diabły widząc różnicę wieku, czego nie mógł powiedzieć o kilku innych przypadkach.
Otwarta deklaracja w progu i pasujący do casualowego charakteru spotkania strój pozbawił go wątpliwości; na żywo Coven była prawdopodobnie tak samo bezproblemowa jak przez internet, więc po ściągnięciu trampek i wyminięciu w progu zwolnił się z obowiązku dostawy; wręczył jej siatkę z dwoma większymi zestawami sushi, a plecak przerzucił sobie na przód. Zamek błyskawiczny zgrzytnął i Juan pokazał jej cały zestaw Jarritos.
一 Oh wow, dzięki? 一 chrypnął cichym śmiechem, uznając to za komplement. 一 A ty nie jesteś pięćdziesięcioletnim panem Fernando 一 zauważył równie odkrywczo, uznając to za wiarygodny łut szczęścia. 一 Pokaż mi tylko gdzie mogę umyć ręce i zaraz ci pomogę. Zaczekaj z plecakiem, nie dźwigaj sama.
Nie wątpił, że dałaby sobie radę, ale skoro Coven wzięła na siebie odpowiedzialność za sushi oznaczało to, że dla niego nie zostało nic więcej do roboty.
Ciche brzdąknięcie butelek, jakie rozległo się gdy odstawił plecak pod ścianę podkreśliło, co dokładnie miał na myśli; przyniósł jej wszystkie dziewięć smaków, a doliczając te, które bonusowo dorzucił dla siebie, miał ich w sumie pełną piętnastkę.

一 A, właśnie 一 zreflektował się, gdy podwijał rękawy. Jego spojrzenie padło na czerwone plamy, których nie był w stanie wywabić po tym jak wżarły mu się w palce. Z doświadczenia wiedział, że zejdą dopiero z naskórkiem. 一 Jakby co, to to nie jest krew, wylałem tusz i... cóż no, chciałbym móc powiedzieć, że nigdy mi się to nie zdarza, ale skłamałbym. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem czyste ręce. Od tuszu czyste, w sensie.
Większość z jego znajomych studiujących na tym samym kierunku nie miała tego problemu; lwia część grupy była permanentnie przyklejona do tabletów i celowała w grafikę komputerową, więc kłopotliwość pigmentów rozlewających się radośnie przynajmniej raz w tygodniu była im obca.
Chcąc zobrazować, Juan uniósł obie dłonie do góry, tak by Coven na własne oczy mogła przyjrzeć się kleksom sięgającymi od koniuszków palców do mankietu osuniętego po łokcie. Wyglądał jak ktoś, kto furiacko pokłócił się z piórem i przegrał.

一 Ręcznika nie zafarbuję, słowo skauta. 一 Którym Juan nigdy nie był, ale przyłożona do piersi dłoń miała zaświadczyć o jego prawdomówności.


coven bremers
default (dc: default_1010)
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była bardzo optymistycznie nastawiona do spotkania z Juanem. Może dlatego, że Coven faktycznie nie oczekiwała cudów na kiju. Sama nie była przecież żadną alfą i omegą, żeby stawiać przed kimś wygórowane wymagania. Nadrabiała wyglądem, który uważała za swój największy atut. No dobrze, potrafiła jeszcze całkiem nieźle gotować i znała się na modzie, ale to chyba właściwie wszystko, czym mogła się pochwalić. Nie miała żadnych wybitnych zdolności, nie odkryła lekarstwa na żadną śmiertelną chorobę ani nie napisała bestsellerowej powieści. Była po prostu sobą, a to musiało wystarczyć. Przynajmniej tak sobie wmawiała, chociaż czasami zastanawiała się, czy nie powinna jednak znaleźć sobie jakiegoś bardziej imponującego hobby. Może nauka języków obcych? Z drugiej strony, gdyby miała spędzać długie godziny na czymś, co kompletnie jej nie wychodziło, szybko straciłaby zapał.
Juan natomiast tworzył komiksy, co samo w sobie wydawało jej się imponujące. Przecież wymyślanie historii, postaci i całych światów wymagało kreatywności, a do tego jeszcze dochodziła umiejętność przełożenia własnych pomysłów na papier. Dlatego była ciekawa chłopaka. Nie zamierzała od razu zakładać, że skoro tworzył komiksy, to musiał być fascynującym człowiekiem, ale z pewnością miał już na starcie coś, o czym mogliby porozmawiać. A jeśli okaże się, że poza tym jest sympatyczny i potrafi ją rozśmieszyć, tym lepiej.
— To chyba dobrze? — spojrzała na niego podejrzliwie. Może Juan wolał, żeby była pięćdziesięcioletnim panem Fernando? Cholera wie, ludzie mieli różne upodobania. — Łazienka jest tutaj — ruchem głowy wskazała drzwi po lewej stronie. — Sugerujesz, że nie mam siły i jestem jakimś mięczakiem? — zmrużyła oczy, ale zaraz uśmiechnęła się szeroko. — Dobrze, nie będę nosiła tego sama. Rozpakuję sushi — uniosła nieco wyżej siatkę z jedzeniem, jakby chciała podkreślić, że przecież już miała swoje ważne zadania do wykonania.
Zauważyła plamy na dłoniach Juana, ale nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby to być krew. Owszem, jeszcze niedawno dopytywała, czy przypadkiem nie jest jakimś seryjnym mordercą, ale zdążyła już o tym kompletnie zapomnieć. Zresztą, gdyby rzeczywiście nim był, raczej nie przychodziłby do niej z sushi i nie zachowywał się tak uroczo. Chyba. Coven nie miała szczególnego doświadczenia w kontaktach z seryjnymi mordercami, więc trudno było jej ocenić, jakie zwyczaje panowały w tej grupie zawodowej. Może właśnie wszyscy byli szarmanccy i przynosili dziewczynom kolację?
— I nigdy nie możesz ich domyć? — zainteresowała się, przyglądając się jego dłoniom, na których wciąż widniały resztki tuszu. — A jak na słowo skauta, to ja ci wierzę. I nie wygłupiaj się, przecież nawet jeśli, to ręcznik zawsze można wyprać — machnęła niedbale wolną ręką. To naprawdę nie był żaden problem. Nie zamierzała przecież robić afery o kawałek materiału, który można było wrzucić do pralki. — Poczekam na ciebie w salonie — dodała jeszcze i nacisnęła na włącznik tuż ponad jego ramieniem, zapalając światło w łazience.
Jasność przypomniała jej o niedawnym blackoucie, kiedy musiała korzystać z prysznica po ciemku. Nie było to szczególnie przyjemne doświadczenie. Dobrze, że miasto w końcu zażegnało awarię i wszystko wróciło do normy.
Poczekała, aż chłopak zniknie za drzwiami i sama udała się do pomieszczenia naprzeciwko korytarza. Przez moment kusiło ją, żeby przeciągnąć tam również plecak z butelkami, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Przecież obiecała Juanowi, że nie będzie się z tym szarpać. Rozstawiła zestaw sushi na ławie naprzeciwko telewizora i usiadła na kanapie, zatapiając się w miękkich poduchach. Na razie wszystko szło naprawdę dobrze. Chłopak poznany przez aplikację randkową okazał się uroczy i przyniósł jedzenie. Czego właściwie mogła chcieć więcej? Zerknęła na telewizor, zastanawiając się, czy Juanowi spodobają się Zombiezdiry. Miała nadzieję, że tak.

Juan Arellano
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
21 y/o
For good luck!
172 cm
Student | Twórca komiksów
Awatar użytkownika
somewhere between "take me seriously" and "don’t let me finish talking"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Będąc człowiekiem posiadającym kosmicznego wręcz pecha, Juan cenił sobie te nieliczne chwile, w których rzeczywistość nie próbowała kopnąć go w tyłek. Z jego dziurawym szczęściem Coven mogła okazać się pięćdziesięcioletnim panem Fernando i prawdę mówiąc, Arellano chyba nawet nie miałby prawa do pretensji skoro zdecydował się na spotkanie z kimś, kogo kojarzył z paru wiadomości i kilku zdjęć profilowych.
一 Dla mnie na pewno dobrze 一 zgodził się z miejsca, a w międzyczasie doszedł również do przyjemnego wniosku; Coven nie różniła się od tego co obiecały mu zdjęcia, a jej bardziej domowe wydanie zagrało nawet na większy plus. 一 Sugeruję, że jak zostawisz mnie bez niczego, zacznę interesować się tym, czym nie powinienem. Innymi słowy, daj mi zajęcie, bo przeszperam ci półki na książki.
To było lojalne ostrzeżenie, bo pozostawiony sam sobie szybko szukał sobie czegoś do roboty i był w tym dość kreatywny. Przegląd literatury z regału był jedynie dość casualowym przykładem, równie dobrze mógł zechcieć wepchnąć ręce w wystające nitki koca, by po pięciu minutach Bremers zastała go z wyskubanym pledem o nowej, powiększającej się dziurze.
Zapytany o plamy, Juan poruszył palcami uginając je lekko w stawach i wzruszył bezwiednie ramionami.

一 Nie 一 odparł prosto z mostu, najlepiej wiedząc, że próby doszorowania śladów atramentu były przedsięwzięciem z góry przegranym. 一 Nawet nie wiem które są nowe, a które starsze. Zacząłem je już akceptować jako część siebie.
Widząc jak Coven podnosi rękę i podchodzi bliżej, to co chciał jeszcze zbędnie od siebie dodać (prawdopodobnie było to coś głupiego) poczuł jak momentalnie każda jedna myśl odparowała pozostawiając go w cudacznym stanie intelektualnej wiotkości. Zamarł z uśmiechem na ustach i niedokończonym zdaniem, tylko po to by zorientować się, że... Bremers chciała mu po prostu zapalić światło.
Nie mógł nawet powiedzieć, że w tym ułamku sekundy zdążył sobie cokolwiek wyobrazić, najwyraźniej po prostu jego organizm reagował intensywnie na drugiego człowieka w każdej sytuacji, w której odległość zmniejszała się nawet w najbardziej prozaicznych okolicznościach.

一 Simón! Daj mi dwie minuty.

Zgodnie z wcześniejszym uprzedzeniem, plamy zostały w tych samych miejscach, równie intensywne i czerwone co parę minut temu. Po drodze do salonu zahaczył jeszcze o kuchnię i zgarnął plecak, by przełożyć część butelek do lodówki. Wziął tylko dwie guavy, bo jako pierwsze wpadły mu w ręce po czym dołączył do Coven w salonie.
Eklektyczne połączenie wzorów, sporo ratanowych wyplatanek i drewno pasowało mu do Bremers, która od początku kojarzyła mu się z boho i posiadała dziwny do wyjaśnienia, lecz w jego odczuciu obecny vibe dziecka kwiatów minionej epoki. To również przemawiało na jej korzyść, Juan preferował towarzystwo osób, które wymykały się normom i charakteryzowały własnym, oryginalnym stylem bycia, jako że sam w wielu kwestiach odbiegał od ogólnie przyjętego wyobrażenia na swój temat (choć zwykle były to raczej rozbieżności prowadzące do rozczarowań).

一 Guava 一 poinformował na start, gdy dla przełamania lodów otworzył dla niej butelkę jednym kapslem od drugiego. Przy swojej poratował się pękiem kluczy do mieszkania, a na koniec stuknął się z Coven niezobowiązująco szkłem. 一 Za to, że przynajmniej jedno z nas ma prąd i ciepłą wodę.


coven bremers
default (dc: default_1010)
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej ufność kiedyś ją zgubi. O ile sama nie okazała się pięćdziesięcioletnim chłopem, to Juan mógł być kompletnym świrem o bardzo niewinnym wyglądzie. Czy Coven jakkolwiek się tym przejmowała? Nie. Nawet przez chwilę nie przeszło jej to przez myśl. A powinno! Zaprosiła do domu kogoś, kogo poznała na aplikacji randkowej. Poznała to i tak za dużo powiedziane, bo wymienili zaledwie kilka wiadomości. Nie miała pojęcia, jak zachowywał się na żywo, czy potrafił normalnie rozmawiać ani czy przypadkiem nie krył się za profilem ktoś, kto powinien trzymać się od niej z daleka. A jednak zamiast umówić się gdzieś na mieście, najlepiej wśród ludzi, do których mogłaby w razie czego zwrócić się o pomoc, wybrała własne mieszkanie. No mądre toto było? Niespecjalnie.
— Nie znajdziesz tam nic ciekawego — uprzedziła lojalnie. Nie miała w swojej kolekcji zbyt wielu książek. Kilka poradników, jakieś romanse. No i komiksy. Właściwie to komiksy zajmowały sporą część regału, ale poza tym naprawdę nie było tam nic, co mogłoby przykuć uwagę chłopaka. Przynajmniej tak jej się wydawało. Może po prostu z góry zakładała, że nie ma Juanowi zbyt wiele do zaoferowania intelektualnie. Najważniejsze to znać swoje mocne i słabe strony, prawda? Bremers nie była zbyt oczytana, co większość ludzi pewnie uznałaby za minus. Zresztą nigdy nie uważała się za mądrzejszą, niż była w rzeczywistości. Gdyby próbowała zgrywać mądrale, prawda bardzo szybko wyszłaby na jaw. Dopiero byłby wstyd! Już wystarczyło, że zdarzało jej się przekręcać znaczenie poszczególnych słów i czasami używała ich, żeby zabłysnąć. No to tak błyszczała, że albo patrzono na nią pobłażliwie, albo od razu poprawiano.
Z miejsca zaakceptowała trudne do zmycia ślady na dłoniach chłopaka. Były trochę jak tatuaże i od razu przypadły jej do gustu. Dzięki nim Juan był bardziej kolorowy i doskonale wpasowywał się w jej mieszkanie. Nieważne, że te wszystkie plamy równie dobrze mogły być resztkami krwi. Chłopak mógł jej wcisnąć każdy kit, a ona łyknęłaby wszystko jak gęś kluski.
Rozpromieniła się cała na jego widok i ochoczo przejęła butelkę. Uniosła ją w geście toastu i pociągnęła porządny łyk gazowanego napoju. Nigdy nie piła Jarritos, ale od razu w wyczuła w smaku przebijającą się słodkość.
— Smaczne! — zawyrokowała po chwili namysłu. — Nie jest aż tak gazowany, jak przypuszczałam, że będzie. Ale muszę mieć porównanie z innymi smakami, żeby wydać ostateczną ocenę — oznajmiła niczym wielka degustatorka meksykańskich napojów. — Poczekaj — ściągnęła brwi, przyglądając się Juanowi. — Chcesz mi powiedzieć, że u ciebie prąd jeszcze nie wrócił? — zapytała szczerze zdziwiona. Co prawda słyszała, że w niektórych częściach miasta dalej były problemy z zasilaniem, ale była pewna, że zdążyli się z tym uporać. Najwyraźniej nie do końca. Kto by przypuszczał, że awaria dosięgnie Toronto na taką skalę, że konieczne było sprowadzenie agregatorów ze stolicy i innych metropolii?

Juan Arellano
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
21 y/o
For good luck!
172 cm
Student | Twórca komiksów
Awatar użytkownika
somewhere between "take me seriously" and "don’t let me finish talking"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Czasami nie chodziło o zbieżność samych zainteresowań a o coś, co czuło się od samego początku i Juan, w swojej własnej interpretacji, czuł to właśnie teraz, a właściwie już po kilku pierwszych wymienionych wiadomościach. Czuł pasujący vibe, a samą kwestię poznania Bremers dokładniej traktował jako proces łączący przyjemne z pożytecznym.
Jej półka na książki mogła zatem świecić pustkami, Coven mogła nie trafiać słowami w ich właściwe znaczenia (prawdę mówiąc, lingwistycznie leniwy Arellano mógł jej przybić piątkę, sam wciąż uparcie kaleczył język angielski), a on i tak przyszedłby z plecakiem wypakowanym po rant napojami i zadyszką.
一 Jest lepszy niż cola, chociaż też mają swój wariant. Przyniosłem, chłodzi się.
Kilka łyków pozwoliło mu zapomnieć o zdartym od wdychania mroźnego powietrza gardle, ale ulga okazała się wyłącznie pozorna. Pieczenie wróciło ze zdwojoną siłą i momentalnie pożałował, że nie wcisnął sobie przed wyjściem w kieszeń pastylek na chrypę.

一 U nas? No nie, jeszcze nie. 一 Juan pokręcił przecząco głową, w międzyczasie pozwalając sobie samemu znaleźć miejsce na kanapie. Nie krygował się, tylko od razu sięgnął po jeden z pledów rzuconych luźno obok i przełożył go sobie przez kolana. 一 Zimna woda, kuchenka kempingowa i wyjazdy za miasto żeby podładować powerbanki to ostatnio moja codzienność. Miło wreszcie zobaczyć, że świat wraca powoli do normalności 一 zauważył, wskazując szyjką butelki na ekran. 一 Pewnie podłączą nas na dniach, mam dosyć jeżdżenia z praniem do Brampton.
Właściwie to nie przepadał za podróżowaniem samochodem gdziekolwiek, aczkolwiek konieczność regularnego odświeżania szafy i pilnowania, by kosz na brudną bieliznę nie ożył, była dodatkowym obciążeniem. Kursowanie po ciemnych, dzikich ulicach Toronto dodatkowo stanowiło niezły skok ciśnienia, więc Juan odwlekał obowiązek tak długo jak to tylko było możliwe.

一 Mieliście duży problem w pracy? Ach, właśnie, ja przecież nawet nie zapytałem jeszcze. Czym się zajmujesz?
Mieszkanie Coven, choć było bez wątpienia jednym z wizualnie bardziej estetycznych i przyjemniejszych do przebywania w jakich kiedykolwiek był, niestety nie podpowiadało mu nic na temat jej miejsca pracy. Próbował wcześniej odgadnąć - czasami sugestie znajdowało się w łazience, ale tam poza eleganckim zestawem ręczników z frędzelkami i perfumowanym mydłem, którego wziął chyba trochę za dużo, nie znalazł nic - jednak próby spełzły na niczym. Pozostało mu staromodnie zapytać i liczyć, że Bremers nie będzie zbyt skryta.
Nie spieszył się wcale z filmem wierząc, że jeżeli przez chwilę go zignorują, w najgorszym wypadku Coven pchnie kierunek spotkania na seans, ewentualnie Netflix zapyta, czy wciąż byli na pokładzie.

一 Obstawiam, że to coś kreatywnego, nie wyglądasz mi na ścisłowca. I to był... to jest komplement, w razie gdyby to nie było jasne 一 dodał na granicy śmiechu, nerwowo pocierając sobie nasadą nadgarstka jedno oko.


coven bremers
default (dc: default_1010)
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zwykle czuła tremę przed spotkaniem z kimś, kogo wcześniej nie znała, ale przy Juanie w ogóle się nie stresowała. To już chyba o czymś świadczyło, prawda? Przynajmniej w jej głowie był to całkiem dobry znak, że są na dobrej drodze do tego, żeby zacieśnić więzi. Rozmowa szła płynnie, nie musieli na siłę szukać tematów ani zastanawiać się, co powiedzieć, żeby nie zrobiło się niezręcznie. Żadne z nich nie próbowało też wywyższać się nad drugim, co Coven naprawdę doceniała. Bo właściwie po co? Życie i tak było wystarczająco skomplikowane, żeby jeszcze na każdym kroku udowadniać innym, że jest się od nich lepszym. Zdarzało się, że ludzie robili na sobie świetne pierwsze wrażenie, które z czasem pryskało, ale bywało też odwrotnie - dopiero przy bliższym poznaniu odkrywało się, że druga osoba jest jeszcze fajniejsza, niż początkowo się wydawało. U nich zdecydowanie zaklikało od razu.
— Uwielbiam gazowane napoje — oznajmiła z pełnym przekonaniem, biorąc kolejnego łyka. Trochę za szybko, bo bąbelki postanowiły wybrać sobie drogę ucieczki przez jej nos. Skrzywiła się, odsunęła butelkę i przez chwilę udawała, że wcale nie wydarzyło się nic kompromitującego. — Nie rozumiem ludzi, którzy mówią, że nie potrafią zaspokoić pragnienia niczym, co jest gazowane. To w ogóle możliwe? Ja zwykłą, niegazowaną wodą mineralną w ogóle nie potrafię się porządnie napić. Odróżniasz smaki wody? — zapytała, bo naprawdę była tego ciekawa. Dla niej sprawa była dość oczywista: woda wodzie nierówna. Niektóre smakowały lepiej, inne gorzej, a te najtańsze miały w sobie coś takiego, co sprawiało, że Bremers od razu miała ochotę je wylać. Nie potrafiłaby tego dokładnie wyjaśnić, ale przecież nie musiała być ekspertką od wód mineralnych, żeby wiedzieć, co jej smakuje. Zresztą, skoro ludzie potrafili rozpoznawać różnice między winami, kawami i serami, to dlaczego nie mieliby robić tego samego z wodą?
Oczywiście nie oznaczało to, że Coven mogła sobie pozwolić na kupowanie wszystkiego, na co akurat miała ochotę. Praca w second-handzie nie sprawiała, że pieniądze same pojawiały się na jej koncie, a wypłata czasami musiała wystarczyć do następnego miesiąca z pomocą paru naprawdę kreatywnych rozwiązań finansowych. Nie zarabiała kokosów i zdarzało jej się oszczędzać, ale przecież nie zamierzała z tego powodu rezygnować ze wszystkich przyjemności!
— O rany — westchnęła, słysząc, że nie w całym Toronto powróciło zasilanie. — Jak nie włączą prądu przez kilka najbliższych dni, to możesz przyjechać z praniem do mnie — zaproponowała wesoło. — To żaden kłopot — dodała, zanim Juan w ogóle zdążył jakkolwiek zareagować. Gdyby miała z tym problem, to nie oferowałaby swojej pomocy.
Przystawiła butelkę do ust i znów pociągnęła łyk napoju. Chyba po dzisiejszym wieczorze stanie się ogromną sympatyczką Jarritos.
— Jestem sprzedawczynią w lumpeksie — wyjaśniła, bo może i na profilu miała zaznaczone, czym się zajmuje, ale nie napisała konkretnie, gdzie pracuje. — Byliśmy otwarci tylko przez kilka godzin w ciągu dnia. Nie było najgorzej, ale przychodziło mniej klientów — wzruszyła lekko ramionami. Trudno było się temu dziwić. Ludzie mieli na głowie inne problemy niż wybieranie ciuchów z wyprzedaży. Na przykład robienie zapasów w supermarketach. Aż przypomniały jej się czasy COVID-a, kiedy papier toaletowy znikał z półek w tempie ekspresowym.
— Czy to kreatywne? — ściągnęła brwi, przyglądając się chłopakowi. W pierwszej chwili nie przyszło jej do głowy, żeby własną pracę uznać za coś kreatywnego, ale im dłużej o tym myślała, tym bardziej dochodziła do wniosku, że może jednak coś w tym było. W końcu trzeba mieć jakieś poczucie estetyki, żeby wiedzieć, co do siebie pasuje, a co wygląda, jakby ktoś ubierał się po ciemku i na dodatek w pośpiechu. Coven nie twierdziła, że znała się na modzie jak słynni projektanci, ale potrafiła rozpoznać fajny ciuch.
— Po czym stwierdziłeś, że nie jestem ścisłowcem? Byłoby ci głupio, jakby okazało się, że jestem matematycznym geniuszem — rzuciła, wymierzając w niego szyjką od butelki. Przecież wcale jej nie znał na tyle dobrze, żeby wydawać takie sądy. Mogła być genialna w matematyce. Mogła rozwiązywać skomplikowane równania w pamięci, liczyć całki dla rozrywki i w wolnych chwilach pomagać naukowcom opracowywać wzory, które zmienią przyszłość ludzkości. Czy Coven była matematycznym geniuszem? Boże, uchowaj. Ledwo potrafiła dodawać bez wspomagania się palcami, a co dopiero mówić o jakichś skomplikowanych obliczeniach.

Juan Arellano
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
21 y/o
For good luck!
172 cm
Student | Twórca komiksów
Awatar użytkownika
somewhere between "take me seriously" and "don’t let me finish talking"
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Juan zazwyczaj nie miał problemów z poznawaniem nowych ludzi. Na ogół potrafił dogadać się z każdym przypadkiem, różnił się jedynie wymiar kreatywności, jaką musiał poświęcić na utrzymanie wygodnej dynamiki rozmowy. Nie zawsze chodziło o treść - potrafił improwizować, w razie potrzeby był w stanie przeskoczyć nad własną dumą i poświęcić ją w imię atmosfery, choć ostatnimi czasy błaznował mniej chętnie.
Ostatnimi czasy, tak właściwie, wiele rzeczy robił inaczej i chociaż nie do końca potrafił wyrazić to na głos, podejrzewał co mogło być powodem.
一 Zaskoczę cię - jestem koneserem kranówki. Dopóki jest przezroczysta i bez zapachu nie robi mi to różnicy, ale jeżeli miałbym wybierać, no to... 一 zawiesił znacząco głos i uniósł sugestywnie butelkę Jarritos pocącą mu się w dłoni. 一 No to już wiesz co bym wybrał.
Kapryśny robił się dopiero przy nachosach, w których potrafił przebierać na półce sklepowej przez pół godziny by w rezultacie swojego małego dochodzenia wyjść z niczym, o ile nie był usatysfakcjonowany składem. Bardziej problematyczny stawał się natomiast przy przeziębieniach; wtedy nic mu do końca nie pasowało i zamieniał się w duże, płaczliwe, marudne dziecko.
Prawdopodobnie jak większość mężczyzn.
Słysząc kuszącą propozycję Juan początkowo wydał z siebie coś, co brzmiało jak suche szczeknięcie śmiechem, które prędko zapił kolejnym łykiem napoju. Niektórzy chrumkali, znał co najmniej kilka osób o wyjątkowo nietypowym śmiechu, a on potykał się o własny oddech.

一 Naprawdę chcesz tu maglować moje skarpetki? 一 podpytał z widocznym powątpiewaniem; sceptycznie uniesiona brew zdradzała w tym momencie więcej niż tysiąc słów. 一 Ile Jarritos bierzesz za cykl? Pięć? Jak udostępnisz suszarkę dorzucę ci paczkę nachosów ekstra.
Mógł jednocześnie żartować i kreślić plany całkiem na serio, wariant zależał od interpretacji i decyzji Coven. Skłamałby mówiąc, że wolałby zachować się przyzwoicie i jeździć ze swoim praniem za Toronto. Nie był aż takim altruistą.
Sprzedawczyni w second-handzie.
Arellano zakatalogował sobie tę nową informację w głowie, z jakiegoś powodu eklektyczny wystrój mieszkania Bremers nagle zyskał wytłumaczenie. Nie potrzebował go co prawda aby uznać je za przyjemnie stymulujące odmiennością wzorów i form, ale teraz zarejestrował w tym głębię.

一 Więc stąd wiedziałaś jak połączyć boho z vintage?
Oczywiście, że zauważył intencjonalność stojącą za doborem mebli i ozdób. Dla dokładniejszego zobrazowania co miał na myśli, poklepał leżącą obok poduszkę z frędzlami, a delikatnym odchyleniem kolana wskazał na niski kawowy stolik. Coven raczej nie była pierwszym właścicielem, aczkolwiek na pewno dbała o niego tak, jakby świeżo wyszedł z pracowni stolarskiej.

一 Jeżeli potrafisz połączyć dwa różne style w taki sposób, by nie wyszedł z tego bezpłciowy chaos to owszem, moim zdaniem to jest jedna z definicji kreatywności.
I to był zdecydowanie plus na konto Bremers, o czym świadczyła barwa jego głosu i żywe zainteresowanie w ciemnych oczach, gdy z zaciekawieniem wypatrywał kolejnych interesujących fuzji w pomieszczeniu. Zombiezdziry chwilowo zeszły na dalszy plan, ale Juan nie miał nic przeciwko. Mając do wyboru wciągającą rozmowę i dobry film, zawsze faworyzował kontakt z drugim człowiekiem.
Zapytany skąd przyszedł mu do głowy poprzedni wniosek, Arellano wykręcił się na kanapie bardziej bokiem i spojrzał na Coven tak, jakby odpowiedź zapisana była gdzieś na jej twarzy. Mrużył oczy, marszczył nos, czasami zdradziecko drgał mu kącik ust prognozując nadchodzący żart, a gdy znalazł odpowiedź, wcześniej sięgnął po sushi by zachęcić dziewczynę do skubnięcia czegoś ze stołu.

一 Nie spotkałem jeszcze matematycznego geniusza, który twierdziłby, że na półce nie ma nic ciekawego. Większość ścisłowców powie ci, że są ścisłowcami zanim ktokolwiek zapyta, to taki wspólny mianownik. Mianownik. Och. No, to nie było zamierzone, ale uznajmy, że żart był błyskotliwy.
Sam nie należał do grona tęgich umysłów, jego zakres obejmował nauki humanistyczne i bez względu na to z której strony nie spojrzałoby się na ten przypadek, Juan od dziecka pozostawał radośnie upośledzony pod względem matematycznym.

一 Masz jakąś preferowaną formę ruchu? Mam na myśli... ay, chinga, chodzi mi o sport oczywiście.
Niestety, do jego mocnych stron nie należał - podobnie jak matematyka - fenomenalny dobór słów.



coven bremers
default (dc: default_1010)
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słyszała o tym, że ludzie pili wodę prosto z kranu, ale sama nie do końca ufała miejskiej kanalizacji. Co prawda zapewniali, że woda jest czysta i nadaje się do spożycia, ale przecież co jakiś czas zdarzały się awarie, podczas których dochodziło do różnych zanieczyszczeń. Niby można było założyć filtr i mieć problem z głowy, tylko że pojawiał się kolejny: czy Coven pamiętałaby o jego regularnej wymianie? Niekoniecznie. Ledwo udawało jej się zmusić do mycia zębów dwa razy dziennie, a co dopiero pilnować terminów wymiany jakiegoś wkładu filtrującego. Pewnie właśnie dlatego nigdy nie zdecydowała się na posiadanie zwierzęcia. Istniała całkiem realna, a właściwie niezerowa szansa, że prędzej czy później zapomniałaby o porze karmienia i niechcący zagłodziła biedne stworzenie na śmierć. A przecież nie chciała mieć na sumieniu żadnego kota ani psa!
— Mam dużo wody w kranie, możesz częstować się do woli — uśmiechnęła się szeroko, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak idiotycznie to brzmiało. Niech Juan pozna z dobrej strony jej gościnność!
Chyba mieli ze sobą coś wspólnego, bo Bremers też źle znosiła przeziębienia. Robiła się wtedy okropnie marudna i nic jej nie pasowało. W dodatku cały czas powtarzała, że na pewno umrze prze zakichanie się na śmierć.
— Przy okazji dorzucę do prania moje skarpetki, więc to będzie bardzo dobrze wykorzystana przestrzeń — pokiwała głową, bardzo zadowolona ze swojego jakże genialnego pomysłu. Nikt by lepiej tego nie wymyślił. Coven, pomimo że nie grzeszyła inteligencją, czasami miewała jakieś przebłyski. Dlaczego więc nie zrobić wspólnego prania? Czasami sama musiała czekać dwa tygodnie aż uzbiera wystarczającą ilość brudnych ubrań, a tu proszę bardzo - Juan właściwie spadł jej z nieba. — Nie biorę nic za cykl. Ale wiem, że pewnie tak tego nie zostawisz, więc powiedzmy, że dwa Jarritos wystarczą. Jedno za pranie, jedno za suszenie — oznajmiła, co wydawało się całkiem uczciwym układem. I niech lepiej Juan już nie wymyśla nic więcej, bo Cov w końcu się obrazi!
Uśmiechnęła się i rozejrzała po wnętrzu mieszkania. Praca w lumpeksie zdecydowanie nauczyła ją łączyć ze sobą te dwa style, które, dziwnym trafem, naprawdę do siebie pasowały.
— Właśnie stąd. Podoba ci się? — zapytała ostrożnie, bo przecież nie każdy musiał być fanem takiego połączenia. Może chłopak wolał coś bardziej nowoczesnego? Chociaż z drugiej strony, wcale nie wyglądał na takiego, który dobrze czułby się w awangardzie. — O, czyli jednak jestem kreatywna? No zobacz, wcześniej nie patrzyłam na ten w ten sposób — zamyśliła się na moment. Kreatywność zwykle kojarzyła jej się ze sztuką. W jej odczuciu Juan był kreatywny, bo rysował komiksy. Miała też kumpelę, która tworzyła muzykę i to też było kreatywne. Ale dobieranie dodatków do mieszkania czy stroju? Bardziej spostrzegała to jako dobre wyczucie estetyki.
Zaśmiała się na żart o mianowniku. Nieważne, że skumała go dopiero po dłuższej chwili. Nikt nigdy nie powiedział, że Bremers była zbyt bystra.
— Dobra, tu mnie masz. Nie jesteś ścisłowcem. Ale ogólnie z nauką nigdy nie było mi po drodze. Dlatego nigdy nie zdecydowałam się pójść na studia — wzruszyła lekko ramionami. I pomyśleć, że jej bracia byli tacy mądrzy. Po kim ona była taka durna? Chyba po matce, która uciekła z jakimś gachem.
Zamyśliła się na moment nad pytaniem o formę ruchu. Zanim chłopak dokończył, już chciała wypalić, że lubi seks, ale w porę zamknęła sobie buzię kawałkiem sushi.
— Biegam do autobusu, żeby zdążyć do pracy. I czasami chodzę z koleżankami na pilates. Daleko mi do sportowego świra. A ty? Jesteś regularnym użytkownikiem siłowni? — przyjrzała mu się uważnie. Okej, nie był napakowany, ale może skrywał pod bluzą sześciopak i biceps wielkości dorodnego grejpfruta?

Juan Arellano
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#20”