ODPOWIEDZ
31 y/o
Indulge in local cuisine
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Minął tydzień, odkąd widział się z Blair po raz ostatni podczas wspólnego śniadania. W tym czasie… no, dużo się wydarzyło. Charlie dopilnował wszystkich swoich obowiązków w firmie i upewnił się, że nikt nie będzie go potrzebował podczas dwutygodniowego urlopu, mimo że wypełnił wniosek bez żadnych konsultacji z zarządem (zignorował ich oszołomione spojrzenia, gdy wychodził z firmy o godzinie 08:22). Wynajął mieszkanie, bo nie chciał dłużej nadużywać gościnności swojego brata i czuć się jak rozbitek na obcym terytorium. Bez żalu sprzedał też swoje BMW - to z rozwaloną przez Cyrusa szybą - bo jakoś sam widok tego auta budził w nim wstręt, a z wielką ulgą i zadowoleniem kupił sobie nowe volvo.

Jak sami widzicie, naprawdę dużo się działo… I właśnie parkował swoje nowe auto przed Mayfield Architects, bo chciał sprawić Blair niespodziankę. Co prawda, musiał przyznać, że robił to bardziej dla siebie niż dla niej, ponieważ cholernie za nią tęsknił i nie potrafił przyzwyczaić się do jej nieobecności. Wyszedł z auta, zamknął je i od razu skierował się do wnętrza budynku, w którym pracowała jego narzeczona. Znaczy, była narzeczona. Naprawdę ciężko było mu się przestawić, cholera… Anyways, wracając do tematu, jego pojawienie się w biurze wywołało niemałe zamieszanie. Nie zaskoczyło go to specjalnie - od prawie dwóch tygodni wszyscy z wypiekami na twarzy obserwowali brak pierścionka zaręczynowego na palcu Blair i plotkowali o pani wiceprezes tak samo bezlitośnie, jak na korytarzach Northland Power plotkowano o Charliem. Cóż. Uroki życia na świeczniku?

Zapukał do drzwi gabinetu Blair i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Siedziała przy biurku, pochylona nad jakimiś dokumentami i chyba była zaskoczona jego widokiem. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było zasłonięcie rolet na drzwiach i przeszklonych ścianach gabinetu, bo już widział ciekawskie spojrzenia pracowników skierowane w ich stronę. - Cześć - powiedział krótko, gdy odwrócił się z powrotem w stronę Mayfield. Podszedł do biurka i postawił przed Blair kubek z parującą kawą i papierową torebeczkę ze świeżą cynamonką z jej ulubionej kawiarni, przy okazji uważając, żeby nie zahaczyć o dokumenty, które właśnie przeglądała. - Twoja ulubiona - dodał. Rozejrzał się od niechcenia po gabinecie i przypomniał sobie dzień, w którym przyjechał po nią do biura i zabrał na szybki lunch do jakiejś nowej restauracji. Zabawne, że rozmawiali wtedy o tym, jak ich matki bezczelnie wtrącały się w ich życie… Naprawdę zabawne. Charlie nie miał odwagi powiedzieć rodzicom o tym, co zaszło między nim a Blair, no i… był ciekawy, czy ona również nie podzieliła się tym faktem ze swoimi rodzicami, ale… nie wypadało, żeby pytał.

Spojrzał w jej jasne, przenikliwe oczy i zamarł na moment. Miał tu tylko wpaść, zostawić poczęstunek i… wyjść. Ach, no tak. Zrobił krok w tył, ale zamarł w pół kroku, bo przypomniał sobie o czymś ważnym. - Aha, i chciałem dać znać, że gdybyś coś potrzebowała, to mam… - przerwał, bo właśnie rozległo się pukanie do drzwi Serio? Akurat w takim momencie? Nie mógł dostać pięciu minut sam na sam z Blair? Westchnął, po czym uchylił drzwi i stanął twarzą w twarz z kurierem, który trzymał bukiet herbacianych róż. Charlie zmarszczył brwi i nawet nie pozwolił mu wejść do środka, po prostu przejął od niego kwiaty i podpisał pokwitowanie w drzwiach. Nachmurzył się odrobinę, bo chciał, żeby Blair dostała te kwiaty po jego wyjściu, po dziewiątej… A gdy zerknął na zegarek, zobaczył, że była już 09:03. Ależ ten czas leciał. Cóż, nie powinien być zły, że stracił rachubę czasu. - Solidna firma, bardzo punktualni - skomentował, przyglądając się kwiatom. A potem podszedł do Mayfield i bezceremonialnie wręczył jej bukiet. - To też dla ciebie - powiedział, po czym bez wahania nachylił się i dał jej całusa w policzek. To chyba był błąd, bo od razu oszołomił go zapach jej perfum. Cholera, bardzo je lubił.

Szybko się wyprostował i nastała cisza. On był w szoku, Blair była w szoku, takie tam. Emocje. Dorosłych. Ludzi. Cholera. - A o czym to ja…? Ach, tak. Chciałem dać ci znać, że zacząłem urlop i gdybyś coś potrzebowała, to dzwoń śmiało - wyjaśnił i uśmiechnął się do niej lekko.

Dzwoń śmiało? Really?

ex-fiancée
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nikogo nie dziwiło to, że Blair odcinała się od swoich prywatnych problemów, rzucając się w wir pracy. Co prawda miała przyjaciółki, na które można było liczyć, bo skutecznie wypełniały jej wolny czas i to jeszcze w sposób, na który sama by nie wpadła — nawet jeśli spa wydawało się być banalnym pomysłem, to jednak przyniosło jej ulgę, a zabranie przez Corę do klubu ze striptizem było… interesującym doświadczeniem. Wszystko skutecznie, lecz na chwilę, odciągało jej myśli od byłego narzeczonego, a gdy miała jakikolwiek moment, aby zacząć o wszystkim myśleć… po prostu więcej pracowała. Była zmęczona, oczywiście, że tak, jednak wolała działać w ten sposób, niż po raz kolejny zatracać się w użalaniu nad sobą. Musiała ruszyć dalej, tak? Nie widzieli się od tygodnia i musiała przyznać przed sobą, że był to ciężki i długi tydzień; mimo chęci animatorek i przygotowaniu różnych aktywności, cały czas przewijał się jego temat. Pojawiał się w małych myślach, żeby zaraz brutalnie zniknąć i przypomnieć jej, że był to temat zakazany. Temat tabu. I tak najgorsze były powroty do mieszkania, gdzie każdy kąt niósł ze sobą bagaż wspomnień, a to najświeższe, najbardziej żywe wspomnienie, boleśnie uświadamiało ją w fakcie, że wspólnie zjedzona jajecznica najprawdopodobniej była ich ostatnim pożegnaniem. Gdzieś z tyłu głowy przechodziła jej myśl, aby sprzedać ich stare, wspólne gniazdko i kupić coś, co nie będzie co wieczór witać jej z bolesnymi wspomnieniami.

Miał o nią walczyć, tak?
Od tygodnia nie było po nim śladu. W kalendarzu Blair przetoczyło się spotkanie w Northland Power, bo jednak nadal ich firmy łączył biznes, ale sprawnie przerzuciła je do harmonogramu ojca, dalej ignorując jego jakiekolwiek próby nawiązania rozmowy i dowiedzenia się, co wydarzyło się w życiu młodej Mayfield. Była wdzięczna, że nie naciskał, ale jednocześnie zastanawiało ją to, że nie urządził konfrontacji — w końcu rzadko kiedy zamiatał problemy lub niedopowiedzenia pod dywan, a tymczasem czuła… przestrzeń.

Usłyszała pukanie do drzwi, jednak nie odpowiedziała ani nie uniosła spojrzenia. Była zajęta, a dzisiaj przyjmowała jedynie osoby, które były umówione. Nie miała czasu na nagłe problemy, ludzie powinni nauczyć się z nimi radzić, a nie biegać do niej z każdą sprawą, która nie potrzebowała jej interwencji. Jednak drzwi się uchyliły, a ona zaczęła mówić, nie odrywając spojrzenia od papierów. — Nie prosiłam o wejś… — zaczęła chłodno, urywając w połowie słowa, kiedy podniosła wzrok na intruza… na jej problem, z którym umiała sobie poradzić, prawda? Dlaczego jej serce przyspieszyło swoją pracę? W milczeniu obserwowała jak zasłaniał rolety na przeszkleniu. Czuła się sparaliżowana tymi nagłymi odwiedzinami, a jednocześnie poczuła znajome ciepło, bo…

przyszedł.


Nie odpowiedziała. Nie spuszczała z niego spojrzenia, kiedy podszedł do biurka, postawił na nim kawę i jakąś torebeczkę. Po prostu patrzyła na niego, swoje jasne ślepia wbijając w jego czekoladowe tęczówki, tym samym wstrzymując w płucach oddech. Dopiero na komentarz, o czymś jej ulubionym, przeniosła wzrok na cynamonkę i czarną kawę. Co miała odpowiedzieć? Przez chwilę zapomniała języka w gębie, gdy ponownie uniosła na niego spojrzenie, w momencie jak rozglądał się po jej gabinecie. — Dziękuje — powiedziała, bo tak wymagała kultura, prawda? Podziękować, gdy ktoś zachowuje się w miły sposób.

Ogarnęła ją panika, gdy zaczął się wycofywać. I to tyle? Zaburzył jej spokój, jej poukładany w punktach dzień, aby wparować do jej gabinetu, w swoim idealnie skrojonym garniturze, z kawą i jej ulubioną cynamonką oraz dodatkowo zostawiając po sobie ślad w postaci zapachu swoich perfum, które teraz będą ją prześladować? Zaczął coś mówić. To ma co? Cholera jasna, ruch jak w Paryżu w tym biurze! Nim zdążyła skomentować, żeby zignorował pukanie, Charlie odwrócił się do drzwi, a ona jedynie lekko wychyliła się, żeby zobaczyć kuriera z bukietem kwiatów — pięknych herbacianych róż. Wstała z krzesła, kiedy Marshall odbierał przesyłkę od kuriera i obeszła biurko, zaraz stając przed mężczyzną, który wyciągał w jej kierunku bukiet. Odebrała je — niepewnie, ale wzięła je do ręki, żeby zaraz dostać całusa w policzek.

Co…

Nastała cisza, a ona stała jak wmurowana w podłogę. Stojąc bliżej, jeszcze bardziej obezwładnił ją swoimi perfumami, a te wszystkie miłe gesty zdawały się być… nie na miejscu. Przez tydzień starała się o nim zapomnieć, ruszyć dalej, a on po prostu przychodził, wpraszał się do jej biura i robił zamęt nie tylko w jej głowie, ale przede wszystkim w sercu. Była w cholernym szoku i nie wiedziała jak to skomentować, chociaż pozostałości jej zdrowego rozsądku podpowiadały, że powinna go zjebać, zwłaszcza za krótkiego buziaka w policzek, który był największym problemem.

Zaraz kontynuował wcześniejsze słowa, a Blair od razu zmarszczyła brwi, patrząc na niego zdziwiona. — Urlop? — zapytała, bo przecież to było niespotykane. Wolne brali wtedy, kiedy gdzieś wyjeżdżali albo kiedy chcieli przedłużyć sobie weekend, spędzając razem czas, zwłaszcza po nieco bardziej zabieganych okresach. — I co zamierzasz robić? Wyjeżdżasz gdzieś? — nie powinno jej to interesować, a jednak nie potrafiła powstrzymać się od zadania tego pytania. — Znaczy, nie chcę wtrącać się w twoje życie, tak… tylko to dziwne, biorąc pod uwagę, że ty nie urlopujesz bez planów… — znała go lepiej niż siebie, wiedziała o każdym jego przyzwyczajeniu, nawyku i sposobie życia, więc ten nagły zwrot akcji był bardziej niż zaskakujący. — I dziękuję za kwiaty — dodała zaraz, kiedy jej zdolność mówienia nieco się uaktywniła. — Aczkolwiek to — wskazała palcem na swój policzek — było nieco zbędne — wyjaśniła, zaznaczając swoją granicę i odsuwając się na pół kroku, żeby nie stać tak blisko niego i… choć trochę powstrzymać się przed jakąkolwiek impulsywną myślą. Kto wie, może jej rozdarte serce zaraz każe jej rzucić się mu w ramiona? Tego byłoby już za wiele.

you are still my love
31 y/o
Indulge in local cuisine
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spuszczał z niej wzroku ani na sekundę. Mimo że teoretycznie nic ich nie łączyło odkąd Blair zdjęła z palca pierścionek zaręczynowy, w dalszym ciągu mógł czytać z niej jak z otwartej księgi. Najpierw dostrzegł w jej oczach zaskoczenie, gdy tylko wszedł do jej gabinetu; chwilę później wyczytał z niej lekkie poirytowanie. Nie był tym nawet zdziwiony, w końcu przyszedł bez żadnego uprzedzenia i zakłócał jej spokój. Dostrzegł też coś jak… hm, czy to był cień uśmiechu? Przelotny błysk ulgi, że jednak przyszedł? A może po prostu źle zinterpretował jej minę, rozpaczliwie szukając jakiegokolwiek dowodu na to, że wciąż nie był jej obojętny? Nie sądził, że utrzymanie własnych emocji na wodzy w jej obecności okaże się aż tak bolesną walką; czuł jej bliskość, chciał porwać ją w objęcia i już nigdy więcej jej z nich nie wypuszczać; musiał dosłownie nałożyć kaganiec na własne serce, żeby nie ruszyć się z miejsca, gdy tylko wstała. Było to trudne tym bardziej, że w ostatnich dniach jego serce biło tylko i wyłącznie dla niej, napędzane ogromną tęsknotą.

Nagle Blair zmarszczyła brwi i wbiła w niego zaskoczone spojrzenie. Urlop? - Tak, urlop - przytaknął od razu. Doskonale wiedział, z czego wynikało to osłupienie; w świecie Charlesa Marshalla pojęcie urlop istniało tylko i wyłącznie z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Prawda była taka, że urlop brał tylko wtedy, gdy wyjeżdżali na zaplanowane od miesięcy kilkudniowe wakacje, albo… gdy ktoś umarł. I to dosłownie. Jego ostatnią z kolei nieobecnością w firmie była delegacja na Teneryfę, gdzie zajął się podpisaniem kluczowego kontraktu dla Northland Power. Bardzo źle mu się kojarzył ten wyjazd, tak swoją drogą.

Teraz jednak uśmiechnął się, gdy zaczął przysłuchiwać się jej nerwowym tłumaczeniom; znała go zbyt dobrze, by uwierzyć w beztroski urlop bez celu. Nie chciała się wtrącać, ale… była zainteresowana. Chciała wiedzieć. To było… miłe. Gdyby był jej obojętny, nie pytałaby. - Spokojnie, to nie tajemnica - uspokoił ją. Nie odrywał wzroku od jej twarzy, chciwie chłonąc każdy szczegół i wykorzystując okazję, że również się w niego wpatrywała. Spoglądał na ułożenie jej brwi, zmęczenie widoczne w sińcach pod jej oczami… na pełne usta, które nie tak dawno temu miał sposobność całować. Obecnie już takiej sposobności nie posiadał. Cholera, tak bardzo za nią tęsknił; gdy nie było jej w zasięgu wzroku, zwykle udawało mu się ignorować jej brak za pomocą natłoku obowiązków, ale teraz, gdy stała tuż obok, a on nie mógł jej po prostu dotknąć i zatrzymać… to naprawdę było nie do zniesienia. - Chcę po prostu odpocząć od firmy i od Toronto. Wynająłem domek. Sterling Point, Muskoka, jakieś dwie godziny stąd. Podobno jest tam wyjątkowo spokojnie o tej porze roku - wyjaśnił, biorąc głębszy wdech.

I dziękuję za kwiaty. Skinął jej tylko głową na te podziękowania, ale… chwilę później spoważniał. Pocałunek w policzek był zbędny, tak? Próbowała wyznaczyć granicę i… odsunęła się od niego? Cóż, powinien się tego spodziewać i nawet nie miał jej tego za złe. Najwidoczniej za bardzo pospieszył się z tym gestem. Gdy Blair postąpiła pół kroku do tyłu, obezwładniający zapach jej perfum stracił na intensywności, a w jego głowie z powrotem pojawiło się logiczne myślenie, niestety. To było wręcz absurdalne, co rozłąka robiła z ludzkim postrzeganiem - jeszcze kilka miesięcy temu zapach jej perfum był zaledwie tłem dla ich wspólnej codzienności, a teraz… teraz wybijał się ponad absolutnie wszystko. Stare powiedzenie, że doceniało się rzeczy dopiero po stracie, miało obecnie bardzo gorzki smak. - Może i zbędny, ale myślałem o tym od samego rana, więc… cóż, tak wyszło - odparł w końcu i wzruszył ramionami. - Nie będę za to przepraszał, Blair - dodał. Naprawdę, nie żałował. Chciał przypomnieć jej o swojej obecności oraz o tym, co ich łączyło i… jeszcze nie zgasło.

Podświadomie, zamiast zachować bezpieczny dystans, zrobił dwa pełne kroki do przodu, znów się do niej zbliżając. Spojrzał na nią z góry i przeniósł spojrzenie na róże, które wciąż przyciskała do ciała. - Chciałem cię też uprzedzić, że tam, gdzie jadę, praktycznie nie ma zasięgu, a nie będzie mnie… jakieś trzy tygodnie - rzekł zwięźle, dalej wpatrując się w te nieszczęsne róże. Czy jej się podobały? Czy wybrali ładne okazy? Czy nie zwiędną zbyt szybko? - Jeśli potrzebujesz ode mnie jakichś dokumentów albo… czegokolwiek innego, to będę w Toronto jeszcze przez dwa dni - dodał jeszcze. Zapadła cisza. Blair milczała, a Charlie powoli zaczął dochodzić do wniosku, że i tak nadużył jej gościnności; sam fakt, że nie kazała mu się wynosić z gabinetu tuż po przekroczeniu progu, był małym zwycięstwem. - Odprowadzisz mnie do windy? - spytał, wracając spojrzeniem do jej jasnych tęczówek.

Cholera, znów utonął w jej oczach i zastygł. Resztkami silnej woli powstrzymał dłoń przed tym, by nie sięgnąć w dół i nie odnaleźć jej smukłych palców.

i love you still
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”