ODPOWIEDZ
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
student medycyny nie pracuje
Awatar użytkownika
The pain only begins when our whole heart aches and we feel as though we’re about to die from it, and to make matters worse, we can’t tell anyone our secret
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zainstalowanie aplikacji randkowej oraz założenie tam konta miało być tylko czymś na kształt rozrywki, nie liczył na nic, tylko na jakieś śmieszne, dziwne czy pełen erotyzmu konwersacje. Musiał sobie czymś zająć myśli, bo w jego rodzinie nie działo się za dobrze. Wspierał mamę w tym wszystkim, chociaż przeżyła to okropnie. Rzuciła się jeszcze bardziej w pracę, aby zaleczyć złamane serce. On postanowił wymienić wszystkie zamki w domu oraz przy branie, żeby ojciec nie miał już dostępu do ich domu. Spakował również jego rzeczy, ponieważ ani Damien, a tym bardziej mama nie chcieli mieć z nim nic wspólnego po tym jak sie okazało, że jechał na dwa fronty i dodatkowo ma dwójkę dzieci. Do niego nadal nie dociera, że ma rodzeństwo. Całe swoje życie uważał się za jedynaka, a okazuje się, że ma przyrodnią siostrę, która jest od niego starsza. Kompletny kosmos. Trochę go to dobiło, może i nawet mocno. Okazało się, że całe życie to była tylko obłuda? Czy można tak udawać? Aż do takiego stopnia? Jakim trzeba być człowiekiem, aby zrobić coś takiego? Sam nie wiedział jak ma na te pytania odpowiedzieć i podejrzewał, że od nikogo ich nie uzyska. Ojca nie miał zamiaru pytać. Nie chce mieć nic z nim wspólnego. Niech idzie w cholerę i nie zawraca im dupy. On i mama się pozbierają i z dnia na dzień będzie coraz lepiej.
Na szczęście to cholerne zatrucie już my przeszło, ale trzymało go kilka dni i musiał sobie odpuścić zajęcia na dwa dni, nie dałby rady się skupić. To właśnie wtedy założył sobie aplikacje i umówił się na randkę. Przez chwile nie ogarniał co zrobił, jednak stwierdził, że dlaczego by nie? Nikt mu nie zabrania. Nie ma rodziny, ani żony – on nawet partnera nie miał, więc kto niby miał mu zabronić? No właśnie. Jest młody i trzeba korzystać z życia, oczywiście odpowiedzialne. Co prawda z tej randki nie musi wyjść nic wielkiego, może nawet szybciej się skończyć niż zaczęło, nie nastawiał się negatywnie! Niech będzie co ma być, przynajmniej dobrze zje w George. To dobra restauracja i często w niej jada, jednak dzisiaj musi uważać. Zalecone lekkie jedzonko.
Postanowił ubrać się elegancko, ale nie z przesadą, aby nie wyjść na sztywniaka. Zarezerwował stolik, bo to w końcu on zaproponował randkę. Na miejscu był chwile wcześniej i czekał na pojawienie się Elijaha. Zastanawiał się czy mężczyzna jest tak samo przystojny na żywo jak na zdjęciu, bo nie ma co ukrywać, że było na czym oko zawiesić.

Elijah Nightingale
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
33 y/o
For good luck!
185 cm
💰 właściciel w Nightingale Investments
Awatar użytkownika
But there’s no such thing as free. There are only different and more horrible ways to be enslaved.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
#5
You're stunning.

Nie umawiał się z młodszymi. A już na pewno nie z kimś, kto wciąż studiował, kto miał przed sobą lata rezydentury, zanim w ogóle zacząłby zarabiać na siebie w sposób, który mógłby uznać za satysfakcjonujący. Ojciec nigdy by mu na coś takiego nie pozwolił. Widywał go z kobietami, z mężczyznami – płeć nigdy nie miała dla starszego Nightingale'a większego znaczenia – ale zawsze byli to ludzie już ułożeni. Z dobrą pracą, wysokim stanowiskiem, majątkiem, nienaganną opinią, twarzą, którą można było bez wstydu uwiecznić na zdjęciu rodzinnym. Damien spełniał może kilka z tych kryteriów. Nie wszystkie. A ojcu nigdy nie wystarczyłoby może kilka.
Dlaczego wciąż go słuchał? Nawet teraz, po tylu latach, po tylu kilometrach dzielących go od domu, od tamtych zasad wypowiadanych zawsze tym samym, chłodnym, niepodlegającym dyskusji tonem? Bo tak go wychowano. Bo pewne wzorce wrastały głębiej, niż człowiek chciałby przyznać, nawet jeśli uciekł wystarczająco daleko, żeby żyć bardziej po swojemu niż w sztywnych ramach, które mu wyznaczono. Nie potrafił przeciwstawić się rodzicom we wszystkim. Ta jedna zasada – nie umawiaj się z kimś poniżej swojej pozycji – wciąż siedziała gdzieś głęboko, w ciszy, jak echo głosu, którego nie słyszał od lat, a który mimo to wciąż potrafił go zatrzymać podczas podejmowania decyzji. Może właśnie dlatego dzisiejszy wieczór niósł ze sobą coś na kształt cichej satysfakcji. Mały akt buntu, o którym nikt poza nim samym nie musiał wiedzieć. Czuł się z tym rewelacyjnie. Jak ktoś zupełnie inny. Uwolniony z kajdan założonych mu na kostki wiele lat wcześniej.
Jesień na dobre zadomowiła się w mieście – wieczorne powietrze niosło ze sobą ten charakterystyczny, wilgotny chłód, a nad Financial District zbierały się ciemne chmury, które prawdopodobnie do rana zdążą wylać na Toronto pierwszy porządny deszcz w sezonie. Ubrał się dziś w kremowy, gruby kardigan o wyraźnej, plecionej fakturze, narzucony na białą koszulę i luźne, brązowe spodnie w stylu cargo – nic z tej sztywnej, korporacyjnej elegancji, którą nosił na spotkania zarządu. Jasne, farbowane, lekko potargane włosy opadały mu na czoło w sposób, który wyglądał na przypadkowy, choć wcale nie był. Chciał wyglądać jak ktoś, z kim można usiąść przy kolacji, nie jak ktoś, przed kim trzeba się tłumaczyć z każdego wydanego dolara.
Kierowca zatrzymał samochód tuż przed wejściem do restauracji.
– Kiedy mam po pana wrócić? – zapytał, już z ręką na klamce, gotów otworzyć mu drzwi.
– Jeszcze nie zdecydowałem. Nie czekaj na mnie – odpowiedział, wysiadając bez pośpiechu. – Przeznacz resztę wieczoru dla siebie.
Nigdy nie był tyranem dla ludzi, którzy dla niego pracowali. Wymagającym – tak, bez wątpienia. Nie tolerował niedbalstwa ani powtarzających się błędów. Zwolnienie kogoś nie było dla niego ckliwym wydarzeniem. Ale nigdy nie oczekiwał od nikogo, żeby wyzbył się własnego życia na rzecz jego wygody. Kierowca skinął głową, mruknął coś w rodzaju podziękowania i odjechał, zanim Elijah zdążył dojść do drzwi restauracji.
W środku ciepło uderzyło go niemal natychmiast – ten przyjemny kontrast po chłodnym powietrzu na zewnątrz, zapach świeżo upieczonego chleba mieszający się z aromatem wina i drewna z odsłoniętej ceglanej ściany. Gdzieś w głębi sali cicho pobrzękiwały kieliszki, a przygaszone, ciepłe światło padało miękko na białe obrusy i błyszczące sztućce, tworząc atmosferę na tyle intymną, że rozmowy przy sąsiednich stolikach zlewały się w niewyraźny, przyjemny szum tła. Oddał płaszcz kelnerce przy wejściu, zostając już tylko w tym, co miał pod spodem, i ruszył za młodym mężczyzną w czarnym fartuchu, który poprowadził go przez salę, mijając rząd stolików, migoczące świece, ciche pomruki rozmów innych gości.
Dostrzegł go, zanim jeszcze dotarli do stolika. Damien siedział już na miejscu, najwyraźniej czekając od jakiegoś czasu, i przez ułamek sekundy Elijah pozwolił sobie na ocenę – szybką, wprawną, tę samą, jaką stosował wobec każdego, kogo spotykał po raz pierwszy. Zdjęcia nie kłamały. To było coś więcej, niż się spodziewał, i ta myśl, choć drobna, sprawiła, że kącik jego ust uniósł się odrobinę wcześniej, niż zdążył to zaplanować. Uśmiechnął się pewniej, podchodząc bliżej.
– Damien? Miło cię w końcu poznać na żywo – zakomunikował w lekkim tonie, zajmując miejsce przy stoliku naprzeciwko niego.

Damien Blais
25 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
180 cm
student medycyny nie pracuje
Awatar użytkownika
The pain only begins when our whole heart aches and we feel as though we’re about to die from it, and to make matters worse, we can’t tell anyone our secret
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wbrew pozorom Damien nie jest typowym bananowym dzieckiem, którzy żyje jak pączek w maśle za kasę swoich bogatych dziadków oraz mamy, bo nie ma co ukrywać tego, że to właśnie ona mocno pomnożyła majątek, a jednocześnie nadal była lekarzem i jeździła co chwile na jakieś sympozja, konferencje lekarskie i tak dalej, czasem sam w nich uczestniczył, jeśli obowiązki na uczelni mu pozwalają. Nie chwalił się tym wszystkim, nie uważa się za kogoś wyjątkowego tylko dlatego, że wychował się w takiej rodzinie. Wie, że wiele rzeczy zostało mu ułatwionych dzięki temu, jednak nie wykorzystuje tego. Chce osiągnąć wiele w swoim życiu przez swoją ciężką prace, a nie koneksje swojej mamy i dziadków. Są poważanymi lekarzami nie tylko w Ameryce czy Kanadzie, ale również na świecie. Cieszy się z tego, że ma taką spuściznę, a jednocześnie czuje presje. Został zmuszony do tego, aby wybrać medycynę, na szczęście okazało się to jego powołaniem, drogą, którą chce iść i nic go nie powstrzyma. Chyba, że śmierć albo coś takiego, wtedy nie będzie miał wyjścia i będzie musiał przestać. Nie ma przesłanek na to, aby wynaleźli jakieś przełomowe wynalazki, które spowodowałyby wydłużenie życia ludzkiego lub uratowanie przed śmiercią i chorobami. Jak na razie nie ma czegoś takiego i może to dobrze, bo ci, którzy mają najwięcej pieniędzy i niekonieczne są dobrymi ludźmi by to wykorzystywaliby to w okrutnych celach. On wtedy nie chce być na świecie, bo na są ostateczny to nie ma mowy, chociaż nie wierzy w to totalnie. Chce wtedy być totalnie rozłożonym trupem, o. To idealne podsumowanie.
Ma swoje plany, wyznaczone cele i wie czego chce od życia. Teraz nikt już nim nie steruje, a po tym co zrobił jego szanowny ojciec nie ma zamiaru go słuchać. Zabawne jak w jednej chwili życie może się rozwalić i to przez przypadek. Mocno to na niego wpłynęło, jednak nie chce, aby to zaważyło na jego życiu. Mama też mocno to przeżyła i zakopała się w pracy. Może to właśnie ten moment, żeby zacząć nowe życie bez tego człowieka? To ten czas? Ten impuls, który był potrzebny Damienowi? Coraz bardziej się do tego przekonuje, ale jest to powolny proces. Nie przyznał się do tego przez nikim, nawet przed Kornem, że stary złamał mu serce. Takie życie. Nikt nie powiedział, że będzie kolorowo.
Na razie jest na to za młody, jednak ma bardzo poważne plany na temat swojego zawodu. Chce się dobrze wykształcić, dlatego czasem pracuje w firmie mamy lub jeździ z nią na sympozja. Od dzieciaka jeździł, a jako nastolatek słuchał wyrywkowo, ale teraz jest zupełnie inaczej. Pewnie czasem sporo bierze sobie na barki, może za dużo. Stawia sobie wysoko poprzeczki.
Kiedy zobaczył Elijaha uśmiechnął się do niego. Cóż, na żywo wyglądał o wiele lepiej. Nie ma co ukrywać, że fotografie czasem potrafią zakłamywać w obie strony, ktoś na zdjęciach jest ładny, a na żywo już nie do końca lub odwrotnie – nie jest fotogeniczny, a na żywo to inna bajka. Chociaż może się to wydawać trochę obłudne, jednak Blais nie ocenia ludzi po wyglądzie. Dla niego liczy się charakter.
Uśmiechnął się.
- Tak. Cześć. Miło cię w końcu zobaczyć na żywo - mówił nadal się uśmiechając. - Nie prosiłem o menu, bo czekałem na ciebie - dodał i poprosił kelnerkę o kartę dań, po chwili podała dwie eleganckie karty.

Elijah Nightingale
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
33 y/o
For good luck!
185 cm
💰 właściciel w Nightingale Investments
Awatar użytkownika
But there’s no such thing as free. There are only different and more horrible ways to be enslaved.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rzadko umawiał się z młodszymi. Nie dlatego, że sam wiek miał dla niego jakiekolwiek znaczenie, bo różnica kilku czy nawet kilkunastu lat nie robiła na nim wrażenia. Chodziło o to, że gdy w grę wchodziło coś więcej niż sam seks, wolał kogoś na podobnym etapie życia. Wtedy wszystko układało się prościej: łatwiej było znaleźć wspólny grunt do rozmów, podobne zainteresowania, te same troski i przeszkody, z którymi człowiek mierzy się na co dzień. Po trzydziestce ludzie zwykle dorównywali sobie dojrzałością emocjonalną, a jeśli nie okazali się życiowymi przegrywami, mieli już za sobą etap liczenia, czy po opłaceniu rachunków starczy jeszcze na jedzenie.
To był jeden z tych poglądów na świat i ludzi, za który nie miał do rodziców pretensji. Nigdy nie uważał, by stawianie wymagań – sobie i potencjalnemu partnerowi – było czymś złym. Nie skreślał z góry kogoś, kto nie spełniał wszystkich kryteriów, choć w takich przypadkach bywał mniej zdeterminowany. Nie miał pewności, że z tego cokolwiek wyniknie. Nie zatrzaskiwał jednak przed nimi drzwi. Jeśli zaś chodziło wyłącznie o seks bez zobowiązań, stan portfela czy wykształcenie drugiej strony w ogóle go nie obchodziły. Mieli się dobrze bawić i tyle. Ale gdy wychodził z kimś na randkę, zwracał uwagę na znacznie więcej, a już sam wybór miejsca mówił mu o człowieku więcej niż godzina rozmowy.
Zdecydowanie wolał lokale typu fine dining, choć nie pogardził też czymś mniej posh. Nie znosił za to sknerstwa ani życia ponad stan. Gdyby ktoś próbował na siłę zaciągnąć go do bardzo drogiej restauracji, nie mając jednocześnie szans zapłacić rachunku po randce, taka kolacja nigdy by się nie odbyła. Z drugiej strony, gdyby ktoś zamożny zaproponował fast food, również nie widziałby dla nich wspólnej przyszłości. Miejsce, w którym teraz siedzieli, leżało dokładnie pomiędzy tymi skrajnościami: eleganckie, lecz bez przesadnego blichtru.
– Nie musiałeś, ale to bardzo uprzejme z twojej strony – odpowiedział z nutką wdzięczności w głosie, po czym z uśmiechem – bardzo wyważonym – przyjął kartę od kelnerki.
Restauracja słynęła z wyrafinowanych doznań kulinarnych i wyjątkowej dbałości o szczegóły. Ryby, owoce morza, czerwone mięso, w tym japońskie wagyu: wszystko podane tak, by uwodzić, a nie przytłaczać. Karta była krótka, a nazwy dań brzmiały jak obietnice: trzy słowa, żadnych zbędnych przymiotników. Elijah przesunął wzrokiem po stronie i niemal od razu wiedział, czego chce. Nie cierpiał długiego wahania nad wyborem, bo niezdecydowanie zdradzało brak stanowczości, a tej cechy nie tolerował ani u innych, ani u siebie.
Gdy kelnerka znów podeszła z notesem w dłoni, nie kazał jej czekać.
– Na przystawkę poproszę homara z labneh i szafranowym kuskusem. Na danie główne wołowinę wagyu z czarnym ryżem i kozim serem – wyliczył spokojnym, wyraźnym głosem, po czym, po krótkiej pauzie, dodał: – A na deser tartę cytrynową z bezą włoską i sezamem.
Wybór nie był przypadkowy. Szafran i labneh miały otulić homara delikatną, kremową nutą, a skoro lokal słynął z japońskiego wagyu, głupotą byłoby go nie spróbować, zwłaszcza że kozi ser dodawał mięsu lekkiego, kwaskowego kontrapunktu, który lubił najbardziej. Cytrusowy kwas na zakończenie kolacji był zaś jedną z niewielu słabości, na które pozwalał sobie bez cienia wyrzutów sumienia.
– Poproszę jeszcze butelkę dobrego szampana. Wytrawnego, dobrze schłodzonego. Zdam się na państwa wybór – dodał, oddając kartę.
Kelnerka skinęła głową, zanotowała zamówienia i oddaliła się w stronę kuchni, zabierając ze sobą karty, za którymi można się było schować przed rozmówcą. Przy stoliku zapadła krótka, lekko niezręczna cisza, którą zwykle zapełnia się spojrzeniem w okno albo w ekran telefonu. Elijah nie lubił ciszy, której sam nie wybrał. Postanowił ją przerwać tak, by zabrzmiało to jak zwykła ciekawość, a nie przesłuchanie. Wiedział, że ludzie niemal zawsze chętniej mówią o własnych drogach życiowych niż o czymkolwiek innym, a pytanie o nie było jednocześnie bezpieczne i użyteczne. Oparł się na krześle i splótł palce na blacie.
– Mogę zapytać o coś, co zawsze mnie intryguje u ludzi? – zaczął lekkim tonem, pozwalając kącikom ust unieść się w półuśmiechu. – Medycyna to twoje własne powołanie, czy idziesz w ślady rodziców? Pytam, bo po części sam dostałem ścieżkę kariery w pakiecie z nazwiskiem i do dziś zastanawiam się, czy wybrałbym ją, gdyby nikt mi jej nie wskazał.

Damien Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”