ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie pierdolił się w tańcu ani różańcu… zdrowaśka? Co to do cholery w ogóle było? Jedyna Mary on a cross, która ostatnio była na nim, to ta laska, z którą przespał się jakiś tydzień temu, bo tak się złożyło, że była fanką jego grupki motocrossowej. Wellll… bawił się, jak mógł, tak? I żeby nie było, w tych kwestiach zawsze się sprawdzał, więc był clean. Dzisiejszego wieczoru nudziło mu się niemiłosiernie, aż w oko nie wpadł mu całkiem sympatyczny z buźki typek, którego twarz była dosłownie obsypana pocałunkami słońca, aż chciało się ich skosztować. Ahhh… zatopiłby w nim palce i przyglądał się, jak długo zajęłoby mu utrzymywanie kontroli, zanim całkiem by mu się poddał.

Huh, fantazje?

Można by tak to nazwać, jednak on wiedział, że wcale, a wcale nie były takie trudne do osiągnięcia. Przynajmniej w jego przypadku. Modest much? Ahhh, życie było zdecydowanie za krótkie, żeby być humble. Wyskoczył z łóżka, zarzucił na outfit bluzę, wciągnął buty, zgarnął do plecaka wszystko, czego potrzebował, i jakieś pół godziny później był już na miejscu. Rozłożył koc na trawie. Swoją drogą, samo dojście do tego parku i przemknięcie przez niego było w chuj nie lada wyczynem. Serio spodziewał się większej ilości ludzi, ale najwyraźniej bali się ciemności. No pipy. Anyways…

Rozstawił jakieś randomowe świeczki i podpalił je, żeby mieniły się romantycznie, odpalił muzyczkę na telefonie, wyciągnął butelkę wina i otworzył ją, czekając na chłopaka. Upił łyk, a kiedy zobaczył, że ten zjawił się prawie na czas, tylko uśmiechnął się pod nosem i wysunął butelkę w jego stronę. - Przystawka - mruknął, przyglądając się chłopakowi, którego poznał ledwo godzinę wcześniej. Thank fuck za te świeczki swoją drogą, bo bez nich chuja by zobaczył. Jeszcze by się okazało, że tamten był jakimś catfishem i cała ta romantyczna otoczka poszłaby się jebać. Ale na szczęście? Był identyczny jak na zdjęciach. O ile nie wyglądał jeszcze lepiej. Ten to miał dzisiaj szczęście, eh?

ambrose
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Umówił się na randkę z aplikacji.
Samo to stwierdzenie brzmiało niemal komicznie, bo Rose nigdy specjalnie nie przywiązywał aż takiej wagi do znajomości zawartych w ten sposób. Ba, wiele z nich ograniczało się jedynie do sporadycznie wymienionych wiadomości i umierało, zanim faktycznie mogły się bardziej rozwinąć. Z jakiegoś powodu Ambrose nie potrafił w systematyczność jeśli chodziło o odpisywanie, więcej czasu poświęcając ludziom, z którymi widział się aktualnie, a którzy byli w jego oczach bardziej realni. Ci z neta byli zaledwie twarzami, póki lepiej ich nie poznał, a wiadomo, ze nie z każdym w ogóle chciał się bardziej zbliżać.
Z jakiegoś jednak powodu chłopak, który jako ostatni przesunął go w prawo wzbudził zainteresowanie Sinclaire'a na tyle, by ostatecznie dal match. Raz się żyje, nie? Przynajmniej nie brzmiał jak psychol, ktorych bylo pelno w takich miejscach. Na dodatek nie ukrywajmy - Levi okazał się byc nad wyraz przystojny i młody mężczyzna liczył, ze zdjęcia, na które patrzył, nie będą odbiegały w negatywny sposób od rzeczywistości. To dopiero byloby ozczarowanie, gdyby przyszlo mu się widzieć z kimś, kto chociaż trochę nie wpisywał się w jego standardy i gusta.
W trzydzieści piec minut (oczywiście, ze zaliczył lekkie spóźnienie) dostał się do parku, w ktorym miala czekac jego randka uważając, ze w tych ciemnościach i tak poszło mu całkiem sprawnie. Już z oddali widział migajace swiatlo, ktore okazalo się byc świeczkami. Romantyzm pełną parą, inni mogli się tylko uczyć.
- Nie dość, ze przystojny, to jeszcze słowny. Coraz rzadsze połączenie, więc kolejny plus - uśmiechnął się do niego, gdy podszedl blizej. Na tyle, by móc ocenić czy zdjęcia mówiły prawdę. Kłamały - Levi okazał się znacznie przystojniejszy w realu, niż w internecie, co Rose wziął za dobry znak. - Prosze, prosze. Czyli jedziemy z grubej rury. Jesteś pełen buntu i braku poszanowania dla schematów. Deser na obiad, wino na przystawkę. W czym jeszcze działasz na przekór?- zaśmiał się, siadając na kocu. Odebrał od niego butelkę, upijając potężny łyk za nic mając konsekwencje. Przeciez chlopak mogl byc jakimś zboczeńcem, morderca czy innym psycholem. Ale kto nie ryzykuje, ten nie żyje, prawda? A bywały chwile i osoby, z którymi to ryzyko można było podjąć.

levi shelby
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No i proszę.... Ledwo chłopak zdążył się pojawić, a już rozdawał mu jakieś punkty, plusy, a cholera wie co... zupełnie jakby Shelby brał udział w pieprzonym America's Next Top Boyfriend lub coś podobnego na miare the Bachelor... Chociaż, nie oszukujmy się, przy jego dotychczasowym doświadczeniu z facetami, którzy potrafili wyglądać zajebiście, ale komunikowali się na poziomie rozdeptanego ślimaka, chyba faktycznie należało docenić, że Rose nie tylko wyglądał lepiej niż na zdjęciach, ale jeszcze umiał składać zdania w jedną zrozumiałą spójność. Bravissimo, Levi. Twoja poprzeczka leżała tak nisko, że można było się o nią potknąć. - Kolejny plus? - uniósł brew, uśmiechając się nonszalancko - A ile muszę ich zebrać, żeby dostać od ciebie buziaka? Uprzedzam, że dość szybko się niecierpliwie - parsknął śmiechem, obserwując, jak chłopak rozsiada się na kocu. Cholera, te piegi naprawdę robiły robotę. Miał ochotę policzyć je wszystkie, najlepiej z odległości, z której nie potrzebowałby już żadnego pieprzonego oświetlenia.

Ale spokojna twoja rozczochrana, Shelby. To dopiero początek wieczoru, eh? - W czym jeszcze działam na przekór? - powtórzył, przysuwajac się obok niego. - W zasadzie we wszystkim, różyczko. Mama zawsze mówiła, żebym nie rozmawiał z nieznajomymi, a tymczasem siedzę po ciemku w parku z jakimś cholernie przystojnym typem z internetu. Ahhh, byłaby taka dumna. - Zaśmiał się, po czym spojrzał na butelkę, z której Ambrose właśnie pociągnął całkiem pokaźnego łyka. Uśmiechnął się tylko pod nosem i sięgnął do plecaka, wyciągając paczkę żelków, którą otworzył i położył między nimi. - A oto voila... danie główne... kolacja podana. - Przesunął się odrobinę bliżej, opierając dłoń za plecami i przekrzywiając głowę. - Dobra, Rose. Skoro już ustaliliśmy, że jestem jedyny w swoim rodzaju i mam na koncie może dwa plusy... to teraz twoja kolej. - Uśmiechnął się zaczepnie. - Zawsze chodzisz nocą do parków z obcymi facetami, czy jestem wyjątkowym przypadkiem?

Ambrose
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dobry pomysł czy zły pomysł?
Jakie to miało teraz znaczenie, skoro ostatecznie wylądował z chłopakiem w parku, zdając się na jego łaskę? Jesli mial okazac się morderca, to hej, przynajmniej Ambrose zginie z ręki kogoś, kto mógł pochwalić się odpowiednim wyglądem, a to było nie lada wyzwanie, bo chociaz po mieście kręciło się wielu przystojniakow, tak mimo wszystko nie każdy z taka latwoscia wpisywał się w jego typ. Levi mógł byc z siebie dumny, znalazł się całkiem wysoko na niepisanej liscie osob interesujacych. Przynajmniej pod względem buźki, bo resztę trzeba było jeszcze ocenić.
-Co, nie lubisz kiedy ludzie ci je przyznają? Wyglądasz na kogoś, kto jest do ich przyzwyczajony, a bardziej obawia się minusów. Jakie masz, Levi? - zerknął na niego, lekko na bok głowę przechylając. Jego twarz wyglądała wyjątkowo dobrze przy nikłym świetle świec, które dodatkowo tańczyło na buzi chłopaka przy każdym lekkim podmuchu wiatru. No jesli ktoś kiedyś powie, ze Rose nie zrobił niczego szalonego to prosze, mógł śmiało podać to za przykład. Siedział na kocu zachwycając się cieniami na twarzyczce typa, którego znał ile? Niecala godzine? - Zdążyłem zauważyć, ze cierpliwosc nie jest twoja cnota. Może nic, hm? Buziaki oceniane są w zupełnie innych kategoriach. Umiesz brać ta szybko to co chcesz, czy trzeba cię dłużej zachęcać? - spytal i nachylił się w jego stronę sprawiając, ze ich twarze znalazły się zacznie bliżej. Na tyle, by Ambrose mógł dostrzec zadziorne iskierki w oczach rozmówcy. - Czasami warto poczekać, wiesz? Wtedy zwycięstwo smakuje znacznie lepiej - zaśmiał się cicho i wyprostował, wracają do wcześniejszej pozycji.
Wysłuchał jego odpowiedzi, z każda kolejna chwila stając się bardziej rozluźnionym. Bo chociaż jego towarzysz zdawal się byc niemal w goracej wodzie kapany, na dodatek przepełniony flirtem i nonszalancja, tak zdawał się byc interesujący. Sinclair nie miał zamiaru wrzucać go do stereotypowego worka podejrzewając, ze mógłby wiele stracić. Dobra zabawa zdawała się trzymać Leviego.
-Niemal jak w pięciogwiazdkowej restauracji - skomentował, rozbawiony, biorąc zelka. Czul dziwna ekscytacje, kiedy chłopak znalazł się blizej. Ciekawe czy działał tak na każdego, z kim się widzial bo Ambrose nie byl glupi - zdawal sobie sprawe, ze koles to pewnie co chwile się szedł spotkać z kimś innym. Ale teraz piec minut jego czasu należało do niego i mial zamiar je wykorzystac dostatecznie dobrz. - Jesteś bardziej, niz wyjątkowo. W takich warunkach jesteś moim pierwszym. Powiedziałbym, ze teraz spoczywa na tobie wielka odpowiedzialność, aby sprawić, by to spotkanie było dla mnie niezapomniane, ale powiedz - zależy ci na tym chociaż trochę? - uśmiechnął się lekko. Wyciągnął żelka z opakowania i powoli umieścił go pomiędzy wargami chłopaka. Pchnął go delikatnie palcem obserwując, jak słodycz znika pomiędzy jego ustami, które lekko musnął opuszkiem. - Chcesz mi powiedzieć czym zajmujesz się kiedy nie umawiasz się z nieznajomymi w parkach, czy uważasz, ze rozmowa o zainteresowaniach jest zbędna? - zapytał, dociskając palec do jego ust, by ostatecznie cofnąć rękę.

levi shelby
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ledwo chłopak zdążył usiąść na kocu, a już zaczął przeprowadzać jakiś pieprzony audyt jego osobowości. WOW, THE AUDACITY!! Plusy, minusy, mocne strony, słabe strony... jeszcze chwila i poprosi go o referencje od byłych partnerów i zaświadczenie o niekaralności, a tego by kurwa nie przeżył XDD. Chociaż, nie oszukujmy się, Shelby był cholernie ciekawy, jak długo Ambrose zamierzał utrzymywać tę swoją niewinną, niemal anielską aparycję, jednocześnie rzucając mu coraz bardziej bezczelne zaczepki. Bo te piegi, te oczka.... wyglądał jak jakiś aniołek, który tak naprawdę był diabełkiem, który wybył z czeluści piekła just for fun. - Minusy? - przyłożył dłoń do piersi udajac oburzeonego. - Rose, skarbie, nie możemy najpierw poudawać, że jestem chodzącym ideałem? Chociaż przez pierwsze piętnaście minut? - parsknął śmiechem, kręcąc głową. - Dobra, jestem niecierpliwy, uparty, mam niewyparzoną gębę i czasami podejmuję decyzje, zanim mózg zdąży poinformować resztę organizmu, że tak naprawdę to był pojebany pomysł. But heyyy, przynajmniej nie jestem b o r i n g, co nie?

Kiedy Ambrose nachylił się bliżej, automatycznie przeniósł spojrzenie na jego usta. Oho. Czyli jednak chłopak nie był taki niewinny, na jakiego wyglądał. Oh boy, this is gonna be sooo fun. Już miał zamiar skrócić ten cholerny dystans, kiedy Rose bezczelnie się wycofał. No proszę! Drań. I jeszcze będzie mu tutaj wykładał jakieś filozoficzne pierdolenie o cierpliwości i smaku zwycięstwa? - A kto powiedział, że zależy mi wyłącznie na wygranej, hm? - uśmiechnął się zawadiacko. - Może po prostu cholernie lubię się bawić. A ty, różyczko, zaczynasz wyglądać na całkiem interesującą rozrywkę. - Na jego komentarz dotyczący kolacji rozłożył ramiona, prezentując swoje jakże wykwintne danie główne. - Pięciogwiazdkowa obsługa, romantyczne oświetlenie, przystojny kelner i żelki. Czego ci jeszcze potrzeba?

Słyszac jak chłopak wspomniał o tym, że był jego pierwszym w takich okolicznościach, kącik ust Leviego uniósł się nieco wyżej. Cholera, spodobało mu się to.- a chciałbyś, żeby zależało? - spojrzał prosto w jego tęczówki, zanim dodał - Nie rozstawiam świeczek po jakimś ciemnym parku dla każdego ładnego chłopaka z internetu, Rose. A skoro już jestem twoim pierwszym, to wypadałoby chyba sprawić, żebyś chciał powtórkę, eh? - Nie zdążył jednak rozwinąć swojej jakże romantycznej wypowiedzi, bo chwilę później poczuł żelka wsuwanego między wargi. Zamrugał, zerkając na chłopaka, a kiedy jego palec musnął mu usta, uśmiechnął się bezczelnie, przytrzymując przez moment jego dłoń. - hah, a ja myślałem, że to ja tutaj jestem niecierpliwy - mruknal rozbawiony, puszczając jego dlon. Przeżuł żelka, po czym poprawił się na kocu. - Motocross. Ścigam się, trenuję i generalnie zarabiam na robieniu rzeczy, za które matka po dzisiejszy dzień łapie się za głowę - Zaśmiał się pod nosem. - A poza tym? Lubię beznadziejne horrory i całkiem przystojnych facetów z piegami. Ostatnio szczególnie tych ostatnich. - Przechylił głowę, przyglądając się mu zanim nachylił się w jego kierunku, przybliżając swoją twarz do tej jego. Spojrzał w jego tęczówki, by po chwili skierować wzrok na jego usta, lecz po chwili się odsunął i zapytał - a ty Rose? masz jakieś minusy czy jesteś chodzącym ideałem?

Ambrose
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wbrew wszystkiemu nawet, jeśli randka, na którą przyszedł miała byc z rodzaju tych szybkich, zwyczajnie niezobowiazujacych, na które ludzie umawiają się z poczucia ogarniającej ich nudy, Rose lubił wiedzieć z kim ma do czynienia. Nie miał przy tym zamiaru zraz wypytywać o rodzinę, poranne nawyki, rozmiar gaci czy przeżyte traumy, które co najwyżej mogłyby zniszczyć atmosferę, ale nie zaszkodziło sprawdzić czy druga strona faktycznie jest tak interesująca, jak to malowała się w internecie. Wszak tam mozna bylo byc każdym, prawda? Piratem, super luzakiem, synem prezydenta lub bohaterem, który co chwile ratuje potrzebujących. I jasne, fajna sprawa, ale jednak Sinclair to wolał, by typ, z którym miał spędzić teraz trochę czasu okazał się znacznie bardziej prawdziwy. I cholera, poki co szlomu naprawde dobrze, co tylko bardziej pchało Ambrose do igrania z człowiekiem. Obaj chcieli zabawy, prawda? Więc trzeba było o nią zadbać.
-Widzisz, słodziaku. Ja zdecydowanie bardziej wolę, jak ludzie mają chociaż trochę minusów. Ideały są… nudne i mało spontaniczne. A takie sprzeczności - tu zlustrował chłopaka wzrokiem od dołu do góry, zatrzymując się na twarzy. - Są zdecydowanie bardziej interesujące i nieprzewidywalne. Potrafią dostarczyć adrenaliny a ty wyglądasz na kogoś, kto daleki jest od nudy - powiedział, przeczesując włosy dłonią. Jak cholera interesowało go, czy Levi faktycznie był badassem czy usilnie próbował się na takiego kreować, byleby tylko zaskarbić sobie rzesze fanów. -Czyli koniec końców masz same dobre cechy, dzięki którym nie jesteś szarakiem. I like it even more - stwierdził, uśmiechając się do niego.
Przez chwile pozwolił sobie lustrować jego tęczówki z bliska, które zdecydowanie kontrastowały z jego własnymi, jasnymi. Uśmiechnął się przy tym cwaniacko bo wyczuł, ze Levi najchętniej już dawno skończyłby te gierki, przechodząc do rzeczy. Coz poradzic, ze chociaz Rose nie miał zamiaru niczego sobie odmawiać, tak kręciła go taka zabawa w podchody. Był ciekawy czy serio typek potrafi wykazać się jakakolwiek dominacja.
-Dopiero zaczynam? Myslalem, ze juz na starcie się nia stalem. Chyba bede musial się bardziej postarac, bo zaraz bedzie, ze wyszedlem z wpraw - westchnął teatralnie, upijając kolejny łyk alkoholu. Nie potrzebował go do dalszej konwersacji, ale z pewnością pomagał mu się rozluźnić na tyle,by ani przez chwile nie zastanawial się czy warto, nie warto i czy nie powinien się zmyć. Bo nie chciał i chyba tu pojawił się problem. Siedziało mu się dobrze, patrzyło dobrze i bawiło jeszcze lepiej. - Nie będę kłamał, ze nie. Każdy lubi byc doceniony, nawet jeśli przez chwile. Teraz, gdy siedzimy tu razem, chce byc wyjatkowy dla ciebie - rzucił do niego pewnie. Nawet jeśli przez kilka minut, do końca spotkania, po którym nastąpi zapomnienie. Dla Sinclaire'a liczyła się po prostu teraźniejszość.
-Pewność siebie aż od ciebie bije. Powtorke… tu zdecydowanie bedziesz musial sie bardziej postarac - rzucił mu wyzwanie, bo czemu nie? Skoro az tak bardzo wierzył we własne możliwości, Rose chciał je poznać.
Miękkość jego ust była kusząca i przez chwile Ambrose miał ochotę zastąpić własny palec wargami, by przy okazji sprawdzić, czy smakowały buntem, który emanował od ciemnowłosego chłopaka. A moze byly slodkie, przecząc jego osobowości?
Fuck.
-Czyli nie potrafisz żyć bez adrenaliny, pasuje ci to. Nielegalne wyścigi też wpisują się w twój rozkład dnia? Chetnie popatrze jak kopiesz tyłek innym - stwierdził, oblizując usta, na których pozostało trochę wcześniej wypitego wina. -Przez ciebie zacznę doceniać swoje piegi i uznam to za atut w moim wyglądzie- zaśmiał się kiedy po raz kolejny dostał komplement. Pochlebiało mu to, bo kto ich nie lubi dostawać?
-Mam ich więcej, niż bym chciał. Podobnie jak ty nie grzeszę cierpliwością i wyjątkowo się denerwuje, kiedy nie dostaje tego, czego chce - odpowiedzial. I cóż, faktycznie gdzieś tam byc może zaczął się nudzić sama rozmowa, ostatecznie nachylając się do chlopaka bardziej, by musnac swoimi wagrami jego wlasne. Smakowały winem i cukrem z żelków. Przygryzl dlikatnie jego dolna warge, zaraz ponownie się odsuwając, w ramach prowokacji.- Lubie tez az za bardzo probowac nowych rzeczy, niezależnie od konsekwencji - uśmiechnął się lekko, wsuwając żelka do buzi.

levi shelby
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Well... well welll.... czyli jednak nie musiał udawać jakiegoś pieprzonego księcia z bajki, który miał zaraz wyczarować przed nim bógwieco... thank fucking god, że Ambrose jednak nie szukał w nim ideału no bo na bank by takiego nie znalazł, hehe... - Czyli mówisz, że im bardziej jestem pojebany, tym bardziej ci się podobam? - KAFUCKINGCHINGGGGG. Uniósł brew, uśmiechając się zawadiacko. - Różyczko, uważaj na to co mówisz, bo jeszcze za chwile się okaże, że jestem w twoim typie i co wtedy??? - Parsknął śmiechem, przyglądając się, jak chłopak przeczesuje włosy, a kiedy stwierdził, że już dawno powinien być interesującą rozrywką, Shelby pokręcił głową z rozbawieniem. - Oh, trust me, jesteś. Po prostu nie chciałem od razu podnieść ci ego, bo jeszcze przestaniesz się starać - puścił mu oczko.

''Teraz, gdy siedzimy tu razem, chce byc wyjatkowy dla ciebie''

Huh?? What? Chciał być dla niego wyjątkowy? Nawet jeśli tylko dzisiaj? Huh. Całkiem odważne wyznanie jak na kogoś, kogo poznał niespełna godzinę temu. Ale, nie oszukujmy się, spodobało mu się to. Nawet cholernie. - To dobrze trafiłeś, różyczko - mruknął, wpatrując się w jego jasne tęczówki. - Bo skoro już poświęcam ci swój cenny wieczór, to chyba wypadałoby, żebyś poczuł się wyjątkowo, co nie? - wyszczerzył zęby. - A co do tej powtórki... spokojnie. Jeszcze nie skończyliśmy pierwszej randki, a ty już mnie motywujesz do drugiej? Damn, I'm good. - Zaśmiał się, kręcąc głową. Na pytanie o nielegalne wyścigi wzruszył ramionami, unosząc kącik ust. - Nielegalne? A co ty, z policji jesteś? - zmrużył podejrzliwie oczy. - Nie no, głównie ścigam się na torach, ale jak będziesz grzeczny, to może kiedyś zabiorę cię na trening. Nielegalnie to tylko wtedy, gdy mam na to ochotę i świadomość, że nikt mnie nie złapie. W sensie... zawsze się upewniam, że nigdy nikt mnie nie złapie, to tak gwoli ścisłości... Więc tak czy owak... zobaczysz, jak zajebiście wyglądam w akcji.

''Przez ciebie zacznę doceniać swoje piegi i uznam to za atut w moim wyglądzie''

Cholera, słysząc to uśmiechnął się nieco szerzej - Powinieneś je doceniać bo są cholernie urocze - przyznał bez większego zastanowienia. - można powiedzieć, że tego wieczoru są jedną z moich słabości. - no i wtedy zaczął serio bardzo uważnie przysłuchiwać się wadom chłopaka no i w pewnym momencie Shelby już otwierał usta, żeby odpowiedzieć, gdy nagle poczuł na nich jego wargi. Oh? Czyli nasza różyczka jednak miała kolce. Przymknął oczy, odwzajemniając pocałunek, a kiedy poczuł delikatne przygryzienie dolnej wargi, uśmiechnął się mimowolnie. Fuckinghell. I już miał ochotę przyciągnąć go bliżej, kiedy ten bezczelny drań się odsunął. - tyyyy... - prychnął rozbawiony, przesuwając językiem po dolnej wardze. - Czyli nie lubisz czekać, aż dostaniesz to, czego chcesz, ale mnie każesz być cierpliwym? That's fucking adorable. - Przysunął się bliżej, unosząc dłoń do jego podbródka i delikatnie kierując jego twarz ku sobie. - A co do próbowania nowych rzeczy... - uśmiechnął się bezczelnie, zatrzymując twarz tuż przed jego ustami. - ciesze się, że mamy something in common. - Musnął jego wargi krótkim pocałunkiem, po czym odsunął się dokładnie tak, jak Rose zrobił to chwilę wcześniej. - skarbie, mogę bawić się w te zabawę przez cały wieczór.

Ambrose
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Z jego ust nie znikał uśmiech, kiedy słuchał kolejnych słów chłopaka. Był interesujący i zdaniem Rose miał równie wiele do zaoferowania, co potęgowało jego ciekawość. Czuł, ze gdzieś musiały istnieć granice czekające na przekroczenie oraz limity, których nie dało się przeskoczyć. Az chcialo się sprawdzic, gdzie leżały te Leviego, bo halo, nie ma mowy, żeby ktoś był tak przystojny i pociągający zarazem, mając wszystko i niczego się nie obawiając w relacjach, czy chociażby tym spotkaniu. Musiało byc ograniczenie opatrzone tabliczka “wstęp wzbroniony”. A może po prostu to Ambrose chciał, by istniała, jakby nie będąc do końca pewnym czy będzie umiał się zatrzymać, kiedy już się bardziej rozkręci, a Levi najwidoczniej dążył do tego, żeby Sinclair zaprezentował wszystkie możliwości.
-Win, win - zaliczyć randkę z kimś w swoim typie. Wiesz ile osób by mi teraz zazdrościło, gdyby wiedziało? Czuje się jak pobłogosławiony - odpowiedział, ponownie mierząc go spojrzeniem. Cienie na jego twarzy nadal tańczyły dodając mu tajemniczości i gdzieś podświadomie Rose zaczął się zastanawiać, czy był taki sam w pełnym świetle dnia, gdy nie musiałby wysilać tak wzroku, by dostrzec kolejne rysy. Bo chociaż świec było sporo tak nadal nadawały lekkie zniekształcenie, pozwalając mu znikać tylko, kiedy Sinclair znacznie się przybliżył. Wtedy jednak był niemal hipnotyzowany przez ognik czające się w ciemnych oczach, które tak ochoczo zapraszały do zabawy. - Muszę zadbać o to, by nie przyszlo ci do głowy skończyć na jednej. Nie jestem fanem, hmm, ograniczeń i tak niesprawiedliwych limitów - wzruszył lekko ramionami. Czy by chciał kolejnej? Ciezko powiedzic, ale aktualnie towarzystwo Leviego mu odpowiadało, przepełnione lekkim napięciem, kolejnymi grami i slowami, ktore moglyby w wielu momentach pobudzić wyobraźnię.
-Słońce, jeśli chcesz zebym byl z policji, to będę. Mogę się wcielić w każdą rolę, jeśli tylko ci się to spodoba - puścił mu zaczepnie oczko. Umówmy się, przebieranek jeszcze nie zaliczył, a skoro moglo skonczyc się nowym doświadczeniem to czemu nie. -Tylko na trening? Liczyłem, ze po dzisiejszym wieczorze dostanę przepustkę VIP, by móc ci kibicować podczas każdego wyścigu - westchnął teatralnie z rozczarowaniem. A już się nastawiał, ze będzie niczym te wszystkie piękne panie machające do swoich faworytów. Czy to nie byłoby urocze? Inna sprawa, ze gdyby tylko Rose faktycznie chciał, kupiłby podobna przepustkę z miejsca, nie odczuwając zbytnio obciążenia na koncie.
-Jedna z? Jakie są inne? Chętnie je poznam, Levi - rzucił, cicho mrucząc jego imię, zmieniając dystans pomiędzy nimi. Ta gra sprawiała, ze aż mu serce szybciej zaczęło bić. Może to atmosfera - te cholerne świeczki, park, brak ludzi na okolo (chyba, ze jakiś stalker czaił się w krzakach), a może po prostu Rose potrzebował takiej rozrywki, uciekając myślami od problemów dnia codziennego, ale zaczynał się zatracać w tych momentach coraz bardziej. - Ja po prostu jestem ciekaw, w którym momencie twoja cierpliwość się skończy i jakie będą tego konsekwencje - szepnął zaczepnie, po raz kolejny zerkając na jego usta. Chciał Ich, nawet nie próbował oszukiwać sam siebie. Były kusząco smaczne i aż prosiły się o to, by całować je intensywniej.
-Cały wieczór? I nie masz zamiaru ani trochę sięgnąć po więcej? Gdzie ta pewność siebie i przekonanie, ze możesz wszystko, hm? - zainteresował się, palcem przesuwając po jego torsie, śledząc wzrokiem tor ruchu. Kiedy dotarł do paska spodni, wrócił dłonią ku gorze, bezczelnie ja ostatecznie zabierajac. - Co jeśli ja nie jestem tak pewny siebie jak ty i potrzebuje odpowiedniej zachęty? - lekko przechylił głowę, przygryzając dolna wagre.

levi
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z kazdym kolejnym mijającym momentem coraz bardziej przekonywał się, ze ten wieczór będzie jeszcze ciekawszy, niż oryginalnie, przed wyjściem z domu zakładał. - pobłogosławiony? - parsknął pod nosem. - Jezu, Rose, jeszcze chwila i serio uwierzę, że jestem jakimś darem od Boga. - Pokręcił głową rozbawiony, ale nie odrywał od niego wzroku. Podobało mu się to, jak chłopak się rozkręcał. Jeszcze kilkanaście minut temu wyglądał na trochę bardziej ostrożnego, a teraz sam rzucał tekstami o kolejnych randkach i przebieraniu się za policjanta (kink???). No dobra. Niech będzie. - Jak chcesz być policjantem, to spoko, ale uprzedzam, że mam problem z wykonywaniem poleceń - mruknął, unosząc kącik ust. - Więc możesz się szybko zacząć frustrować, bo tak łatwo nie dam ci się aresztować. - Na temat VIP-a tylko prychnął. - Każdego wyścigu? Ambitnie. Najpierw zobaczymy, czy po jednym treningu nie stwierdzisz, że jednak wolisz oglądać mnie tylko przy świeczkach. - Puścił mu oczko, po czym sięgnął po butelkę, upijając łyk. Dopiero pytanie o jego inne słabości sprawiło, że spojrzał na niego trochę uważniej. - Nie będę ci przecież wszystkiego mówił pierwszego wieczoru - wzruszył ramionami. - Sam sobie odkrywaj. Podobno lubisz nowe doświadczenia, no nie różyczko?

No i wtedy jak gdyby nigdy nic… ambrose znowu zaczął go prowokować. Levi już miał coś odpowiedzieć, ale poczuł palec przesuwający się po jego torsie i automatycznie zerknął w dół, śledząc ruch dłoni. Kiedy dotarła do paska spodni, Shelby tylko uniósł brew. Hah. Czyli różyczka serio miała kolce, jednak w momencie gdy Ambrose zabrał rękę, Levi złapał go delikatnie za nadgarstek, zanim zdążył odsunąć ją całkowicie. - serio lubisz sprawdzać ludzi, hm? - mruknął, patrząc mu prosto w oczy. Przysunął się bliżej, na tyle, żeby Ambrose wyraźnie poczuł jego oddech na sobie, - najpierw mnie calujesz i uciekasz, później pytasz, kiedy skończy mi się cierpliwość, a teraz jeszcze to, tstsktsk. - uderzył językiem o podniebienie z dezaprobatą, po czym przesunął kciukiem po jego nadgarstku i uśmiechnął się pod nosem. - I kto tutaj naprawdę jest niecierpliwy, hm?

''Co jeśli ja nie jestem tak pewny siebie jak ty i potrzebuje odpowiedniej zachęty?''

Woah... no nieźle... Shelby na ten komentarz tylko parsknął niekontrolowanym śmiechem, - Rose, nie pieprz mi, że nie jesteś pewny siebie. Od dobrych kilku minut robisz wszystko, żeby zobaczyć, jak zareaguję. - Puścił jego dłoń, po czym ułożył swoją na jego karku i przyciągnął go bliżej, całując go tym razem trochę dłużej niż wcześniej, pogłębiając pocałunek. Tym razem wsunął język już mniej ostrożnie, chciał zobaczyć czy chłopak zdąży za nim nadążyć... Odsunął się na moment, nachylił nad kilkoma świeczkami by je zdmuchnąć, przez co nagle zrobiło się nieco ciemniej między nimi, ale Levi robił to z pewnym zamiarem, a mianowicie przysunął się z powrotem bliżej chłopaka, rozsunął swój rozporek i odpiął guzik od spodni, by po chwili chwycić dłoń chłopaka i położyć ją sobie na wybrzuszeniu w bieliźnie. Nie był twardy, ani nie prezentował się w całej swojej okazałości... do tego potrzebował odpowiedniej stymulacji by się podekscytować, jednak chciał dać nieśmiałemu chłopakowi pole do popisu w tej kwestii. - taka zachęta Ci wystarczy czy znowu będziesz marudził?

Ambrose
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”