ODPOWIEDZ
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor



Udając, że nie słyszy pohukiwań sąsiadów, którzy nagle przypomnieli sobie o innych usterkach jakie mieli do naprawienia w domu i rzucili się z pytaniami kiedy miałby czas rzucić na nie okiem, Milo parł przez osiedle ślizgając się po błocie. Wiedział, że gdzieś obok kręcił się Dylan, że wziął jego plecak i słyszał nawet, jak nieco bardziej natrętnych utyskiwaczy odprawiał z kwitkiem.
Winda nie działała, więc od razu staranował barkiem drzwi na klatkę schodową, potknął się na wstępie o pierwszy stopień, zaklął sobie serdecznie w eter i uczepił się poręczy na wypadek, gdyby coś jeszcze postanowiło uprzykrzyć mu końcówkę dnia.
一 Na dwa zamki zamykaj, kota nam wyniosą 一 fuknął, gdy drzwi wpuściły go po przekręceniu kluczem dolnej komory, a nawet Pinto, który w teorii powinien być nieuwzględniany w burzliwych nastrojach Rivery i przyszedł jedynie smagnąć go ogonem w łydki, został przegoniony serią cmoknięć.
一 Prysznic. Wezmę kąpiel i powinno być lepiej, ni-zostaw, nie ma sensu mnie teraz ruszać 一 odradził ostatnim rzutem uprzejmości z rezerwy, chcąc uniknąć niepotrzebnej awantury. Wiedział, że Gauthier prawdopodobnie po prostu chciał mu pomóc, a Pinto przyszedł się tylko przywitać, mimo to czuł się tak cholernie przebodźcowany i sensorycznie przewrażliwiony, że kolejna niedogodność mogła zakończyć się wybuchem.
Zrzucił z siebie kurtkę, zzuł buty i przyświecając sobie latarką poszedł do łazienki spłukać z siebie błoto, chłód, nerwy ciągnące się od momentu wypadku oraz nieplanowany wydatek energetyczny po zmuszeniu do interakcji z połową osiedla.


Opakowany w puchaty, beżowy szlafrok Dylana (który był prezentem na walentynki, ale Milo nosił go częściej niż prawowity właściciel) i puchate skarpetki frotte, Milo wyglądał jakby pod prysznicem przeżył załamanie nerwowe, katharsis i objawienie. Wciąż widać było po nim zmęczenie, zwłaszcza gdy światło świec padające od dołu podciągało wszystkie cienie, mimo to już nie syczał. Czuł się miękki w kolanach, spacyfikowany ciepłem i był głodny, więc korzystając ze swojego trybu incognito zakradł się za stojącego nad garnkiem Dylana po czym oparł mu brodę na ramieniu. Dobrze, że nie odcięli im gazu.
一 Już nie gryzę 一 poinformował rzeczowo, dla stabilizacji owijając go w pasie ramionami. 一 Mogę popilnować jeżeli chcesz wziąć prysznic.
Pinto musiał być na niego obrażony. Kot wyminął jego łydki teatralnym łukiem i zamiast przyłasić się jak to miał w zwyczaju gdy człowiek stał w miejscu dłużej niż parę sekund, poszedł z przyzwyczajenia zajrzeć do miseczek.
一 Nadal myślisz o tej kolizji?
Nie byłby zaskoczony gdyby tak było. Gauthier miał inne doświadczenia związane z wypadkami na drodze, miał je wręcz wypisane na ciele, również tam, gdzie Milo chwilowo opierał ręce.
一 Może lepiej będzie chodzić do pracy piechotą? Na pewno dłużej, ale w sumie trochę ruchu nam nie zaszkodzi.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

12
Podążył za Milo do mieszkania, szybko wyłapując napięcie zniechęcające do wchodzenia mu w drogę w jakikolwiek sposób. Werbalne przegonienie przyjął łagodnym "Okay", skopując buty, odstawiając plecak i odwieszając kurtkę do szafy. Kiedy drzwi do łazienki stuknęły, odcinając burzliwą kulkę od reszty mieszkania, Dylan kucnął by poprawnie przywitać się z kotem, szeptem przypomnieć mu, że jego drugi tata jest po prostu zestresowany i pocałować go w futrzane czółko. Dopiero po wypełnieniu obowiązków z westchnieniem ulgi na ciszę i święty spokój udał się do swojego pokoju.
Przebrany w dres i miękką bluzę, z telefonem wpakowanym połowicznie do kieszeni by oświecał mu drogę bez użycia rąk, zrobił miejsce na stole kuchennym i ustawił na nim kilka przyniesionych z pokoju podgrzewaczy w niskich, przezroczystych szklankach do soku. Idąc za ciosem porozstawiał je jeszcze po parapetach i innych powierzchniach płaskich niegrożących pożarem, a także w kuchni by móc odłożyć telefon i oszczędzać baterię podczas ogarniania obiecanej nagrody dla Milo. Rozłożył na stole zastawę, wybierając talerze i sztućce z tych samych zestawów dla lepszego efektu, włącznie z serwetkami w fioletowe groszki, jakie wygrzebał z dolnej szuflady w kuchni zawierającej wszystko, co nie było zwykle używane, a mogło się kiedyś przydać.
Zarówno danie główne jak i deser miał przygotowane już wcześniej, po sprawdzeniu stanu tiramisu wyłożył je na stole w szklanym naczyniu obok znalezionej w lodówce butelki wina, jednak poutine i nuggetsy wymagały podgrzania, co okazało się wyzwaniem bez działającego piekarnika ani mikrofali. Po małych kombinacjach zarówno z garnkiem jak i patelnią w osobnych półmiskach znajdowały się parujące nuggetsy i przyprawione frytki z kawałkami powoli rozpuszczającego się sera, a na ogniu dogrzewał się sos pieczeniowy.
Cierpliwie mieszając w rondelku drewnianą łyżką, przez monotonne zajęcie odlatując myślami trochę dalej niż by chciał, nie spodziewał się nagłego dotyku i drgnął zaskoczony, po czym ponownie zrelaksował się w ramionach przylepionej do swoich pleców postaci.
- Nie trzeba, szansę na zimny prysznic wolę zostawić sobie na później - mruknął, zmniejszając ogień na widok bąbelków tworzących się na powierzchni sosu. Pozostanie sam z na sam na dłuższą chwilę starczyło by pociągnąć go z powrotem na ulicę, gdzie wyłuskiwał nowe wspomnienia ze starych okowów. Pytanie trafiające w punkt wywołało instynktowną chęć zaprzeczenia, zwłaszcza że nie robił tego świadomie, ale ostatecznie potwierdził cichym pomrukiem. Otrząsnął się już z pierwszej paniki, przyswoił fakt, że nikomu nic się nie stało, jednak wszystko co być mogło owijało jego serce lodowatymi łańcuchami i tego nie potrafił pozbyć się tak łatwo.
- I będziesz wracał w środku nocy w tych ciemnościach? - wytknął, nie widząc w tej chwili dobrej, sensownej opcji. Nie wątpił w zdolność Milo do poradzenia się z potencjalnym zagrożeniem, z tego co wiedział spędził na ulicach zdecydowanie za dużo czasu i jeszcze żył, jednak brzmiało to jak kuszenie losu. Podobnie jak dzielenie pozbawionej sygnalizacji drogi z takimi wariatami jak kierowca BMW. Wyłączył ogień pod rondelkiem i sięgnął po sosjerkę, którą wskazał stojące na blacie półmiski zanim zaczął wlewać do niej sos. - Zaniesiesz na stół?

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Coś musiało wisieć tego dnia w powietrzu. Awaria prądu i kolizja były katastrofą samą w sobie, ale coś ewidentnie ciążyło i sprawiało, że Milo czuł się jakby balansował na krawędzi. Czegoś. Nie miał pojęcia czego.
Pomimo zamkniętych na dwa zamki drzwi, obrażonego lecz zdrowego kota oraz obiadu dochodzącego pod przykrywką czuł charakterystyczną nadwrażliwość na powierzchni całego ciała, jakby usterka sieci elektrycznej rozregulowała go przy okazji sensorycznie. To była idiotyczna teoria.
一 Coś sugerujesz? 一 uczepił się momentalnie, biorąc uwagę na temat chłodnego prysznica za personalny przytyk. 一 Robiliśmy rzeczy fizycznie ostatnio, niedawno przecież. Często, nie?
Poprzez rzeczy fizyczne Milo najwyraźniej komunikował, że miał na myśli seks i każdą czynność kojarzoną choćby au general, aczkolwiek jego często oznaczało statystyczne raz w miesiącu. Teraz nie był już taki pewny, czy jego definicja ostatnio pokrywała się z tą ogólnie przyjętą.
Od dłuższego czasu obserwował łyżkę brodzącą w sosie i zaczął w pewnym momencie bezwiednie liczyć jej okrążenia. Około pięćdziesiątki wyrwało go potakujące mruknięcie potwierdzające jego przypuszczenia.
Czyli jednak.

一 Będę 一 odparł gładko, nie widząc w tym problemu. 一 I ty też będziesz. Skoro i tak już biegasz z rana dookoła bloku to równie dobrze możesz zrobić sobie spacer.
Wciąż miał w pamięci to, jak Dylan próbował zaangażować go do aktywności w końcówce zeszłego roku i nadal pamiętał głównie ten moment, w którym wyrżnął jak długi przy krawężniku. Od tamtej pory Rivera wystrzegał się nawet subtelnych propozycji pachnących mu potencjalną powtórką z rozrywki.
Gauthier przestał być wygodnym podparciem i ku niezadowoleniu Milo - sapnął poirytowany, gdy broda osunęła mu się z jego ramienia - zaczął się krzątać przy pozostałych garnkach. Musiał rozpleść ramiona i puścić go wolno.
Wiedząc, że ze swoimi dwiema lewymi do gotowania rękami nie za wiele pomoże, więc kiedy otrzymał wyraźną instrukcję bez słowa chwycił za sosjerkę i poszedł znaleźć jej miejsce przy stole, między tealightami schowanymi w najzwyklejszych szklankach. Widział je co prawda wcześniej, gdy wychodził spod prysznica i szedł do kuchni, jednak dopiero teraz poświęcił im więcej uwagi. Zamarł pochylony nad blatem i sosjerką drętwo orientując się, że Dylan zamiast przytargać ich starą, zasilaną bateriami lampkę pokusił się o gest. Salon wyglądał... cóż, ładnie, o wiele mniej pospolicie niż na co dzień i jakiś nieostry domysł zaczął ocierać mu się o głowę.
Było inaczej. Mniej casualowo.

一 Hej, Dylan 一 zagadnął z salonu, wciąż podejrzliwie mierząc wzrokiem każdy zaimprowizowany w pośpiechu klosz i każde drgnięcie płomienia świec. 一 Czy to jest... no wiesz. Randka, albo coś?
Czyżby zapomniał o czymś ważnym? O rocznicy? O urodzinach? Dniu Blondyna?
Nie, niemożliwe. ASAP by mu przypomniał. A jeśli nie ASAP to jedno z miliona przypomnień, które miał ustawione na telefonie, ponieważ nie istniał żaden inny sposób na wbicie mu do głowy pamięci do dat.

一 Świętujemy coś?
Nie odróżniał już, czy nieprzyjemne ssanie w żołądku nadal dotyczyło głodu, czy wynikało z niepokoju.



Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko było stwierdzić co rozbawiło go bardziej - interpretacja dwuznacznego komentarza czy sugestia jakoby ich fizyczną bliskość dało się określić mianem częstej. Efekt był ten sam, Dylan prychnął cicho pod nosem i pokręcił głową, pozwalając by męczące skupienie na stłuczce zeszło tymczasowo na boczny tor.
- Sugeruję, że bez prądu szybko skończy nam się ciepła woda - wyjaśnił swój tok rozumowania ze słyszalnym w głosie uśmiechem, upewniając się, że wszystkie palniki są dokręcone do końca i podczas kolacji kuchnia nie pójdzie z dymem. - Trochę jednotorowe myślenie, hm? - wytknął, zerkając na Milo przez ramię i mrużąc w rozbawieniu oczy. Nieczęsto zdarzało się by to Rivera pierwszy sterował rozmowę na tematy fizyczne i nie zamierzał tej okazji przepuścić.
Łagodnie zaciskając usta na potwierdzenie przychodzące bez najmniejszego zawahania, dał sobie chwilę na przemyślenie opcji. Nie mieli ich zbyt wiele, ostatecznie składało się to do decyzji czy planowali ruszać swoje pojazdy podczas awarii, czy nie. Problem nie leżał w samym spacerowaniu, nie licząc zwiększonych nakładów czasu przeznaczonych na przemieszczanie się po mieście nie miał problemu z dodaniem do dnia jeszcze odrobiny aktywności fizycznej. Kwestia bezpieczeństwa była rażąca, jednak nie posiadał sensownej alternatywy, którą mógłby zaproponować.
- Mogę chociaż cię odbierać jakbyś znowu utknął do późna? - podrzucił kompromis dla własnego spokoju ducha. Z założenia kończył pracę wcześniej od Milo, ich restauracja nie funkcjonowała do godzin nocnych, a siedzenie w domu bez całkowitej pewności, że żaden wariat nie skorzysta z osłony nocy by zrobić mu krzywdę, mogło przyprawić go wyłącznie o wrzody.
Po odesłaniu Rivery z sosjerką względnie uporządkował kuchnię, by naczynia do późniejszego ogarnięcia nie wyglądały zbyt tragicznie jak nadejdzie na nie czas, i dla sprawiedliwości wygrzebał z szafki przysmak dla Pinto, by ten nie czuł się wykluczony podczas posiłku.
- Hmm? - mruknął, przemywając i wycierając dłonie w próbie pozbycia się z nich zapachu tuńczyka. Czego się nie robiło dla miłości czworonogów. Pytanie dało radę wziąć go z zaskoczenia, więc przerwał ze szmatką w rękach i spojrzał w stronę przystrojonego stołu. Nie myślał o tym w tak sztywnych ramach, nie miał nawet konkretnego planu, wszechobecna ciemność zwyczajnie wprowadziła go w nastrój i po wystawieniu pierwszych świeczek poszedł za ciosem by zaserwować im spontaniczny, romantyczny klimat.
- Brak prądu - odparł na pytanie o powód do świętowania, niosąc pozostałe półmiski z jedzeniem. Odstawił je między resztą zastawy, przesunął o kilka centymetrów jeden z kieliszków do wina i z zadowoleniem obejrzał całe swoje dzieło. - Trafiła nam się idealna okazja na kolację przy świecach - wyjaśnił, podchodząc do mężczyzny by objąć go jedną ręką w pasie i pocałować w skroń. - Zgodzisz się pójść ze mną na spontaniczną randkę w naszym salonie? - dopytał z uśmiechem przyciśniętym do mokrych, powoli skręcających się kosmyków włosów. Skoro sam to zasugerował, mogli zrobić z tego coś oficjalnego. Sprawnie wchodząc w rolę podszedł do jednego z krzeseł i odsunął je, posyłając Milo zachęcający uśmiech.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Gdyby był w nieco lepszym stanie, bez sąsiadów biegających za nim jak kurczaki bez głów albo szalonych kierowców prowadzących na ślepo - pewnie wszedłby w polemikę dla zasady. Może nawet wypomniał mu, że sam go do tego przyzwyczaił. Obecnie? Milo ledwo trzymał się na nogach i spacerował przez mieszkanie przesuwając się tylko z miejsca w miejsce, tak jak kieliszek, który przesunął po blacie po swojej stronie niczym lustrzane odbicie Dylana. Widać było, że silna potrzeba toczenia dyskusji walczyła w tym momencie z wyczerpaniem i przegrywała.
一 Naprawdę chcesz odbierać mnie jak pięciolatka ze szkoły? 一 podczepił się pod coś lżejszego, do czego łatwiej było mu nawiązać. Dwuznaczności wymagały pewnej elastyczności w myśleniu, a w tej chwili jej nie posiadał. 一 Chcemy podwójnie ryzykować?
Rivera przestał na chwilę udawać, że refleksy odbijające się na łyżeczce tak go zafascynowały i uniósł spojrzenie na Gauthiera, który właśnie dostawiał półmisków do stołu. W jednym Milo znalazł frytki, w drugim ulubione nuggetsy w kształcie dinozaurów, co uznał za personalny atak po tym, przy czym obstawał chwilę wcześniej. Nie miał pięciu lat. Nie wymagał odprowadzania i odbierania. Żądał przekąsek smażonych w głębokim tłuszczu i pragnął ich w kształcie zwierząt.
Zaakceptował powód tego niespodziewanie wystawnego obiadu skinieniem głowy, zupełnie poważnie, bo po prawdzie nie miał żadnego odniesienia. Najbardziej elegancka kolacja na jakiej był przypadała na okres pomieszkiwania u Pillesterów i składała się zupy-krem z pieczonej papryki (był absolutnym fanem), indyka faszerowanego szałwią (już mniej) oraz leguminy pistacjowej (która kompletnie mu nie smakowała).
Odetchnął głębiej, dźgnięty nagłą potrzebą zajęcia czymś rąk po raz kolejny poprawił sztućce po obu stronach własnego talerza i ze wzrokiem wbitym w maleńką plamę na obrusie (nie wiedział nawet, że jakikolwiek posiadali) dał się najpierw wygłaskać, a następnie upakować na krzesło.
Gdy Dylan siadał po drugiej stronie, Milo nie wytrzymał presji i prychnął ni to z rozbawienia ni nerwowo - zapewne wszystko po trochu - i wskazał na swój niedopinający się szlafrok.

一 Wyglądam godnie? 一 zapytał z powątpiewaniem, ale zakładając, że Gauthier jak to Gauthier, będzie chciał dyskutować. 一 Pomijając, że noszę go częściej niż ty, kosztował całe siedem dolarów na wyprzedaży. Szanuj ten poliester, lepszego w PATH nie dostaniesz.
Chwilowo jadł oczami i dopiero po chwili odrętwienia zdał sobie sprawę, że znowu to robił.
Czekał, aż padnie wyraźny sygnał, aż ktoś inny przejmie pierwszeństwo i sięgnie po miskę. Nawyk wydawał mu się wykorzeniony, a jednak znów wyszedł wywabiony przez zmęczenie. Nie chcąc w pełni mu ulegać, Milo podsunął swój talerz prosząc, by Dylan przesypał mu porcję frytek.

一 A odpowiadając na twoje pytane, bo wyglądasz, jakbyś nadal chciał wiedzieć 一 wtrącił, w międzyczasie chwytając się swojego pustego kieliszka. Zmarszczył brwi znajdując w nim tylko swoje wykrzywione odbicie. 一 Nie mam chyba innego wyjścia, więc możemy nazwać to randką. Mamy wino?
Zazwyczaj był ostatnią osobą pytającą o alkohol, jednak po dzisiejszych ekscesach wyjątkowo miał chęć czymś je zrekompensować. Sobie i Dylanowi.



Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Im dłużej myślał o potencjalnym przedłużaniu się awarii, tym więcej kwestii zaczynało lądować w kategorii "problem". Funkcjonowanie restauracji, laboratorium czy ogólnie uniwerku stało pod mocnym znakiem zapytania, liczył że do rana otrzyma informacje na temat potencjalnych planów na sytuacje awaryjne w miejscach aktualnie definiujących jego codzienność. Wysoko na liście znajdowała się także lodówka, aktualnie wyjęta z obiegu, podobnie jak reszta sprzętów kuchennych poza samymi palnikami. Zostawała nadzieja, że elektrownia zajmie się naprawą dość szybko by nie stało się to znaczącym problemem. Tymczasem Dylan miał do czynienia z pierwszym zgrzytem, który wypadałoby dogadać - wracaniem po ciemku.
- Nie, chcę cię odbierać jak mojego partnera, o którego bezpieczeństwo się martwię - podkreślił istotną różnicę w pojmowaniu sytuacji. - Podwójnie? W kupie siła, skarbie - przypomniał mu podstawową zasadę życia i uśmiechnął się na znak, że nie chciał robić z tego faktycznie zaognionej wymiany zdań. - Mogę nawet przychodzić wcześniej i całkowicie cicho i kulturalnie wisieć ci nad głową aż skończysz, wtedy nikt nie będzie ryzykował. Zwłaszcza, że raczej... no chyba czeka mnie teraz wolne, bo nie wyobrażam sobie żeby Archeo miało działać bez prądu.
Jak oboje wiedzieli, Gauthier potrzebował mieć w co włożyć ręce by nie wariować. Na ten moment miał na co dzień dostateczną ilość obowiązków, jednak kolejne elementy z listy znikały w zawrotnym tempie. Co by mu zostało? Klepanie pracy magisterskiej tak długo jak nie wyczerpie mu się bateria w laptopie, gotowanie, sprzątanie, zabawa z Pinto i najwidoczniej czekanie na Milo jak lojalny piesek. Nie brzmiało to jak tragiczne życie, ale jeśli mógł dorzucić do zestawu uciszenie nerwów i samodzielne zabieranie go z PATH po zmroku, zamierzał próbować.
- Jak milion dolarów, wyglądasz pięknie w blasku świec - odbił żart całkowicie szczerym komplementem i błysnął zębami w uśmiechu, zajmując miejsce po drugiej stronie stołu po eleganckim dosunięciu krzesła Milo kiedy siadał. - Wiesz, że lubię cię w moich ciuchach. Tylko jakbyś jeszcze trochę poluzował pasek, byłoby idealnie - zadecydował, pokazując palcami jak bardzo niewielkie popuszczenie materiału miał na myśli. Skoro Rivera i tak się już przy nim całkowicie nie zakrywał, równie dobrze mógł skorzystać z sytuacji.
Skupiony na poszukiwaniu spojrzeniem korkociągu, który na pewno tam przecież przyniósł, nie zaczął od razu nakładać sobie jedzenia, jednak przerwał misję poboczną by na widok wyciągniętego talerza nałożyć Milo solidną porcję frytek, polać je sosem i na wolną połowę naczynia dorzucić rumiane dinozaury. Dopiero po tym zrobił to samo z własnym talerzem i nabił na widelec pierwszą frytę z ciągnącymi się nitkami sera.
- Nie, lampki są do sosu - odparł i spojrzał na mężczyznę z uniesionymi brwiami, po czym wskazał na deserową część stołu z wyjętym już z lodówki ciastem i butelką wina. - Mamy wino, mamy też tiramisu. A ty masz inne wyjście, zawsze możesz wrócić do zabawy z sąsiadami - przypomniał mu, odkładając widelec by czynić honory i sięgnąć po alkohol oraz korkociąg, który znalazł się za naczyniem z deserem. Nie trzymając się kulturalnych stu pięćdziesięciu mililitrów w lampce, zapełnił naczynia do połowy i podniósł własne by przypieczętować ich małą biesiadę stuknięciem szkła.
- Bon appétit, mon amour. A jak po jedzeniu nie będziesz jeszcze miał mnie dość, został mi do złożenia jeden zestaw LEGO. I to duży.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Perspektywa posiadania Dylana w Simply Fix It w godzinach pracy nie przemawiała do niego szczególnie. Nie dlatego, że nie lubił jego towarzystwa, lecz stąd, że Milo miał pełną świadomość istnienia niekonwencjonalnych metod pracy (jak chociażby chwytanie gołymi palcami rozgrzanych grotów lutownicy by szybciej zmienić końcówkę) i nie chciał słuchać jego moralizowania, gdy akurat którąś by przyuważył.
Skrzywił się grymaśnie, odchylił na krześle i odetchnął cierpiętniczo, nie wiedząc jeszcze jak odwieść Gauthiera od tego pomysłu.
一 Wystarczy na koniec, nie będę trzymał cię w tej klitce w kompletnej ciszy 一 zaakcentował zwłaszcza ostatnie, bo rzeczywiście preferował sam szum wentylatora jako tło w czasie pracy, a obecność Dylana groziła rozmową. Spodziewał się, że gdyby go o to poprosił, milczałby jak zaklęty do końca zmiany i pozwolił zapomnieć o swoim istnieniu, aczkolwiek Milo nie chciał formułować takich poleceń w stosunku do jedynej osoby, która i tak z ogromną wyrozumiałością traktowała dzikie narowy jego charakteru. 一 Está bien, dam ci znać jak będę kończył.
Poddał się i opadł z powrotem z krzesłem do przodu, dramatycznym, kategorycznym stuknięciem przypieczętowując zgodę, którą i tak musiał wyrazić. Dylan pozbawiony zmian w Archeo, zajęć na uczelni i nudzący się w domu najwyraźniej potrzebował każdej stymulacji jaką mógł dostać, więc zmęczenie go spacerem brzmiało jak dobry pomysł. Po takiej przebieżce przez miasto istniała szansa, że po powrocie do domu nie będzie go aż tak nosiło.

一 Dostałeś już jakąś informację? Laboratorium na pewno stanie, Archeo raczej... no chyba, że macie jakieś agregaty, to co innego.
Szczerze wątpił, ale gdyby właściciel pomyślał o tym zawczasu, lokal prawdopodobnie miałby najlepsze zejście w mieście.
Rivera podparł głowę na dłoni i posłał mu dłuższe spojrzenie przez stół, z jednej strony umęczone i rozbawione, z drugiej wiele mówiące o tym, że niczego innego się po nim nie spodziewał. Na przekór poprawił sobie obie poły miękkiego szlafroka i mocniej zacisnął pasek, odcinając się tym samym od pomysłów Gauthiera.
Grymas na jego twarzy rozjaśnił się na widok sporej porcji frytek, jaką Dylan wysypał mu hojnie na talerz, jego spojrzenie śmignęło natychmiast w stronę nuggetsów i uczepiony krawędzi stołu po swojej stronie wyraźnie niecierpliwił się czekając, aż Dylan nałoży samemu sobie. Tak skupiony, że przytyk dobrodusznie zignorował, w momencie w którym widelec Gauthiera dotknął pierwszej frytki, Rivera miał już w ustach pierwszego stegozaura w panierce.
Przeżuwanie ustało gdy zauważył uniesiony kieliszek - więc uniósł pytająco brew - i z opóźnieniem dotarło do niego, że cała celebra nie została jeszcze dopełniona. Odłożył niechętnie pół dinozaura na brzeg talerza, wytarł palce w przód szlafroka (wszystko, co Milo zakładał kwalifikowało się góra na jedno założenie, miał brzydki zwyczaj wcierania smarów, gum i żywic w to, co aktualnie nosił) i również chwycił za swoją lampkę wina.

一 LEGO? 一 zainteresował się, z całego toastu wyławiając to jedno słowo-klucz. Zamiast napić się od razu, zerknął podejrzliwie na Dylana znad szkła, jakby węszył w tym jakieś oszustwo. 一 Ale to nie jest zestaw na dwadzieścia elementów? To z tych nowszych czy starych? 一 zainteresował się bardziej niż chwilę temu obiadem, kołysząc niebezpiecznie wino w kieliszku nad stołem. 一 Możemy rozłożyć moją matę techniczną, nie chcę zgubić jakiegoś elementu w trakcie... hmm, ups 一 przerwał na krótko i z bardzo umiarkowanym zainteresowaniem zerknął na swoją rękę, po które spłynęła łezka rozlanego wina. Ot, ledwie pół łyżeczki, ale plama na obrusie zdążyła się zespolić z tkaniną i nawiązała trwałą relację. 一 ...no i jeżeli zastosujemy system segregowania, pójdzie nam sprawniej.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Udobruchany postawieniem na swoim odpowiedział uśmiechem na kapitulację ze strony Milo. Możliwość trzymania ręki na pulsie oferowała zarówno zajęcie, jak i nieco większy spokój ducha. Podobne zrywy opiekuńczości od czasu do czasu zmuszały go do refleksji, stanowiąc swoistą kwestię sporną między dwiema częściami Dylanowego jestestwa. W jednym rogu stały instynkty, zarówno te wrodzone jak i wyuczone, by zamartwiać się o najbliższych i zajmować się nimi najlepiej jak umiał, nawet kosztem samego siebie. W drugim rządziła chęć beztroskiego korzystania z życia, zostawienie poczucia odpowiedzialności innym by w końcu odbić sobie lata utraconej swobody. Od dobrych kilku lat pozwalał dominować właśnie jej, chociaż nigdy do końca nie wyzbył się zdrowego rozsądku, a chęć bronienia ludzi w najbliższym otoczeniu czy matczyne gesty względem nich przenikały gładko do jego codzienności, balansując jego charakter. W temacie Rivery szala przechylała się z powrotem w stronę zamartwiania się, pilnowania jego bezpieczeństwa, posiłków i zgarniania go z różnorakich powierzchni na jakich zasypiał by nie obudził się następnego dnia z bolącym karkiem. Momentami zawieszał się na kwestionowaniu dlaczego chęć opieki nad Milo przychodziła mu tak naturalnie pomimo usilnych prób odsunięcia tej części siebie od sterów i dopiero niedawno powód zaczynał się przed nim klarować. Tym razem był to jego wybór. I wybierał to od nowa każdego dnia.
- Nope. Jakbyśmy mieli agregat to chyba musieliby go wepchnąć do chłodni, a tam na pewno nic nie widziałem - zapewnił, jako że rozkład restauracji od kuchni znał chyba nawet lepiej niż jej właściciel. Szczytem było otrzymanie prośby by to Dylan wskazał mu drogę do głównego zaworu wody. - Mogę się założyć, że wszyscy żyją nadzieją powrotu prądu do rana i jakiekolwiek informacje roześlą na ostatnią chwilę.
Szczelniejsze zapakowanie się w szlafrok było w pełni przewidywalną reakcją, niemniej usta Gauthiera ułożyły się w rozżaloną podkówkę zanim ponownie uśmiechnął się z rozbawieniem. Pomimo wszystkich nieprzewidzianych wydarzeń ostatnich kilku godzin, atmosfera wkoło stołu była przyjemnie lekka. Następne dni w mieście pozbawionym podstawowych funkcji stały pod znakiem zapytania, jednak na ten moment mogli spędzić wieczór bez zamartwiania się na zapas wszystkim co i tak znajdowało się poza ich kontrolą. Jednym wciąż gryzącym w tył głowy Dylana elementem dnia była kolizja, przez którą w zatrzymanym na Milo wzroku odbijała się ulga, że siedział przed nim cały i zdrowy.
Odchylając kieliszek by posmakować co w ogóle wygrzebał z lodówki, utrzymywał spojrzenie na mężczyźnie wyraźnie złapanym na haczyk przez jedno słowo. Liczył na to i fakt, że pomimo zmęczenia latynos wskoczył od razu w plany strategicznego układania, kopnął Gauthiera nową dawką wesołości. Cieplejszej, nieco głębszej, wywołanej obietnicą dłuższego czasu spędzonego na robieniu tego, co obaj uwielbiali.
- Szybciej z pięć tysięcy, nie znudzisz się, spokojnie - zapewnił i nieświadomie imitując mężczyznę sam dwukrotnie zakręcił winem w lampce przed odłożeniem jej z powrotem na stół. Na widok skapującego na obrus płynu, bez słowa sięgnął po serwetkę i docisnął ją do plamy by wyciągnąć ją z materiału zanim zaschnie. - I raczej nowszy. Jakoś... nie wiem, sprzed kilku lat na pewno - mruknął, przewracając papier na drugą suchą stronę by powtórzyć proces. - Wieża Avengersów, jakoś pół mojej rodziny się na to złożyło. Czekałem z nią na ciebie - wyznał, odpuszczając sobie dalsze próby posprzątania i odkładając zwiniętą chusteczkę na brzeg stołu. Kątem oka widział jak Pinto zainteresowany pojawieniem się nowej piłki skrada się po podłodze w nadziei, że ta do niego zeskoczy i da się upolować.
Zestaw otrzymał z okazji urodzin podczas nieobecności Milo, kiedy po sesji w końcu znalazł moment na odświętny obiad w domu ojca. Jego rodzeństwo praktycznie wibrowało z entuzjazmu kiedy wręczali mu wielkie pudło wraz z kartką urodzinową podpisaną także przez dziadków, ciotki i wujków z Quebecu. Kolorowy, wypisany po francusku kawałek papieru stał dumnie na komodzie w jego pokoju, przypominając mu o tym jak dawno nie odwiedzał rodzinnych stron. Najwyższy czas to zmienić. Tymczasem mieli jednak bardziej naglące zadanie, zestaw nie zamierzał złożyć się sam.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Milo pokiwał krótko głową, choć bez zrozumienia. Już wtedy, po grupce niespokojnych sąsiadów upatrujących w nim wybawienia widział, że ludzie zaczynali truchleć gdy brakowało prądu. Dodatkowo to, że nie rozumieli natury awarii w niczym nie pomagało.
Ostatecznie uznał, że może i lepiej się stało, że Archeo miało zawiesić działanie na czas blackoutu. Zdesperowany tłum na wieść o działającym agregacie mógł zechcieć wziąć sprawy w swoje ręce, a nie chciał się zastanawiać do czego zdolna była podburzona tłuszcza gdyby na drodze do celu stanął jej zwykły pracownik kuchni.
Ich model troski o partnera różnił się znacząco. Przez kilka pierwszych miesięcy ich relacji, gdy Milo chodził po omacku i poznawał tę nową dwuosobową rzeczywistość, zastanawiał się nawet, czy robił to prawidłowo. Dylan zdawał się zawsze wiedzieć kiedy należało wymusić na nim założenie czapki, miał wybitną pamięć do jego kulinarnych fantazji i znał sposoby przekonania go by z głupoty i zapominalstwa sam nie zrobił sobie krzywdy. Rivera nie wyciągał tego na wierzch. Nie podnosił w rozmowie, że zauważył talerz podstawiony pod nos, czy tego, że po zaśnięciu magicznie materializował się w łóżku przykryty po sam nos kołdrą albo kocem. Nie zmieniało to faktu, że zauważał.
Niechętny do opowiadania się z wdzięczności wolał wyrazić się w czynie, stąd wszystkie domowe usterki zazwyczaj znikały zanim zaczęłyby stawać się uciążliwe, a systematyczne próby zniechęcenia go do nadopiekuńczości wynikały nie tylko z ogólnej niechęci Milo do ograniczania samodzielności, ale i z tego, że czasami chciał odjąć mu zbędnej odpowiedzialności. Z różnym efektem.
Doprecyzowane pięć tysięcy elementów zrobiło swoje; Milo uniósł spojrzenie znad talerza, utkwił je na wysokości ramienia Gauthiera i przestał nawet przeżuwać frytkę.
一 Pięć tysięcy?! 一 powtórzył za nim jak echo, na co polujący na kulkę z serwetki Pinto aż podskoczył pod stołem. Chwilę później jego entuzjazm delikatnie przygasł; nie przepadał za Marvelem. 一 No cóż, może być i wieża.
To, że padło bardzo znaczące "czekałem z nią na ciebie" przełożyło się na wyjątkowo pocieszny uśmiech nad talerzem, gdy Milo pomyślał, że miło było dla odmiany mieć kogoś, kto brał go pod uwagę choć przecież wcale nie musiał. Wyprostował pod stołem nogę i smagnął mu łydkę swoją bosą stopą.

一 Gdybym miał Barad-dûr też zaczekałbym na ciebie.
Sposób w jaki Milo wyrażał sympatię nie zawsze był oczywisty, ale dla wprawnego obserwatora (lub kogoś, kto spędził z nim dość czasu by nauczyć się pewnych konstrukcji) przynajmniej część stawała się z czasem czytelna.
Trwająca ostatnich kilka miesięcy rozłąka nie dała mu co prawda tak bardzo w kość jak Gauthierowi - z nich dwóch to on znosił to gorzej - aczkolwiek i tak już po kilku dniach cisza i brak prostych dystrakcji zaczęły mu dokuczać. Tę osobliwą konkluzję przyjął ze sporym zaskoczeniem, kiedy któregoś ranka podlewał się kawą i rozmasowywał sobie obolały kark, a wokół nie było nikogo, kogo mógłby obarczyć za ten stan rzeczy.

一 Hej 一 odezwał się w pewnym momencie zza stołu, gdy ostatni nuggets zniknął z talerza, w kieliszku zostało mu jeszcze trochę wina, a głowę musiał oprzeć na dłoni, ponieważ mimo najszczerszych chęci i entuzjazmu wobec LEGO, Milo zaczynało łamać zmęczenie. Zerknął na Dylana odrobinę nieprzytomnie, zmarszczył brwi, gdy obraz przymglił mu się niegroźnie, po czym sięgnął trochę na oślep w stronę butelki, chcąc sobie dolać. 一 Pamiętasz to słowo z zeszłego roku? Cariño.
Zanim podniósł kieliszek zlizał jeszcze sól i resztę wina ze spierzchniętych warg, odrobinę wychylając się przy tym w krześle do tyłu. Spojrzeniem uciekł gdzieś w bok udając, że Pinto rozdzierający chusteczkę na skrawki jest czymś, czego nigdy nie widział i mógł nie mieć już ku temu okazji.

一 Sprawdziłeś je w końcu?


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tak jak istniały seriale, których nie śmiał włączać bez Milo przez pełne przekonanie, że była to forma zdrady, w ciągu roku dorobił się pełnej listy zajęć wymagających obecności drugiego mężczyzny. Pomiędzy oczywistymi podpunktami, takimi jak wylegiwanie się na łóżku Rivery z kotem na kolanach i szkicownikiem w rękach, uwieczniając go pochylonego nad dowolnym projektem jakim się akurat zajmował, czy opowiadanie mu o plotkach z pracy podczas przygotowywania dwóch kubków porannej kawy, niezależnie od tego czy ten go w ogóle słuchał, znajdowało się także branie klocków LEGO dużo poważniej niż było to konieczne. Oczywiście mógł robić to sam czy ściągnąć sobie grupę znajomych, ale nic nie dorównywało przestawianiu kanapy i stołu w salonie dla porządnej przestrzeni budowniczej, dyrygowaniu przez Milo innowacyjnych metod sprawnego składania projektu czy trwającej kwadrans sprzeczki o mały, niezbędny element, na którym Dylan przypadkowo usiadł. Zwyczajnie z nikim nie bawił się tak dobrze jak z nim i to rozciągało się na praktycznie wszystko co robili razem. Jeszcze tylko musiał go przekonać do zagrania z nim kosza, nie miał najmniejszych wątpliwości że przy tym też bawiłby się doskonale. W odróżnieniu od samego Milo.
- Mhm, kilkudniowy projekt jak będziesz chodził do pracy - wykalkulował, wliczając czas na takie bezsensowne elementy życia jak jedzenie i spanie przez zdrowe osiem godzin na dobę. Przy okazji złapał się na uznawaniu swojego wolnego od roboty za fakt dokonany. Na logikę nie widział innej opcji, najwyżej szefostwo zaskoczy go z rana domagając się jego obecności w restauracji.
Odwzajemnił wesoły uśmiech na zaczepkę i odbicie wyznania znaczącego więcej niż mogło się wydawać. Z tysiącem możliwych metod na okazywanie uczuć względem drugiej osoby, często rozmijali się w tym co przychodziło im najbardziej naturalnie. W temacie uwzględniania się w tak istotnych momentach w życiu, jak składanie wymarzonego zestawu z klocków, nadawali na dokładnie tych samych falach.
Między obtoczonymi sosem frytkami i łykami wina, Dylan przyuważył coraz bardziej rozluźniony stan bujającego się na krześle mężczyzny i mentalnie szykował się do potencjalnej potrzeby zaniesienia go do łóżka jeśli spontanicznie postanowiłby zasnąć z głową na stole. Miał jedynie nadzieję, że ominie talerz.
- Uh... - przeciągnął, marszcząc czoło na niespodziewane odpytanie z hiszpańskich słówek. Kojarzył je, to na pewno, jednak dokopanie się do kontekstu zajęło mu dłuższą chwilę. Brzmiało ładnie. Była to jego aktualna, pierwsza myśl i, z tego co pamiętał, dokładnie ta sama co praktycznie rok wcześniej. - To było... w Sacramento? - przytoczył wraz z odzyskiwaniem nowych informacji. Nie chciał mu powiedzieć o to znaczy i Dylan tego poszukać, a przynajmniej w pierwszej chwili chciał i chociaż słówko wracało do niego przez jakiś czas, przez to jak odmienne wybrzmienie miało od reszty hiszpańskich wstawek w codziennym słowniku Milo, nie przewertował słownika w poszukiwaniu odpowiedzi. Od tego czasu zwyczajnie zapomniał. - Wolę twoje tłumaczenia - odparł ostatecznie, okrężnie przyznając się do braku wiedzy w danym temacie, spoglądając na mężczyznę z zaciekawieniem. - Powiesz mi co to znaczy? - spróbował jeszcze raz, w nadziei że po takim czasie odpowiedź będzie twierdząca. Zwłaszcza, że Rivera wydawał się być nerwowy i Gauthier odstawił kieliszek na stół, oferując mu całą swoją uwagę.

Milo Rivera
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”