Utkwił w nim na moment spojrzenie, jakby chciał się upewnić, że wystarczyło mu to, co powiedział. Krótkie, zdawkowe odpowiedzi miały to do siebie, że równie dobrze mogły znaczyć coś neutralnego w stronę dobrego, jak i negatywne wyrażanie niezadowolenia, nakierowane głównie na to, aby ktoś się domyślił. Bowie nie był dobry w domyślaniu się, więc strategicznie postanowił przyjąć pierwszy wariant i wrócić do oglądania, jakby nic się nie stało. Kolejne sceny, szczególnie finałowa, z udziałem Tristana były również trudne do zniesienia, ale przynajmniej był na nie przygotowany.
Lubił kryminały i horrory i widział ich w swoim krótkim życiu naprawdę wiele i nie spodziewał się, że ruszy go coś takiego. Skąd ta nagła reakcja? Skąd ten strach o Tristana? Automatycznie przypomniał sobie tamten wieczór, kiedy czekał na niego, bo coś było nie tak z pogodą, a on akurat leciał samolotem. Nie kontrolował tej obawy, ale miał takie myśli, że trudno byłoby mu się pogodzić z tym, że Tristanowi coś by się stało. Ludzie w jego życiu pojawiali się i znikali i na nikim ostatecznie jakoś specjalnie mu nie zależało. Aż do teraz.
Gubił się, mylił kroki, chociaż do tej pory wydawało mu się, że wszystko przychodziło mu szybko i łatwo. Żył swoim nieskomplikowanym życie, czasami na wozie, czasami pod, ale dalej wychodząc ze wszystkiego obronną ręką i zawadiackim uśmiechem na ustach. Wszystko zaczęło się zmieniać odkąd poznał Tristana. Co prawda wiedział o nim różne rzeczy, jeszcze zanim wdali się w jakąkolwiek relację, ale wszystko zaczęło się właściwie od tego, kiedy po raz pierwszy poszli ze sobą do łóżka. To już było coś, czego absolutnie nikt, z nimi włącznie, by się nie spodziewał. Trochę jak odbicie w krzywym zwierciadle, wyjątkowo ironiczny psikus od losu. Wtedy maszyna ruszyła i chociaż po drodze wydarzyło się bardzo wiele, to ostatecznie wylądowali tutaj, uzależnienie od siebie w taki sposób, że Bowie nie potrafiłby tego wytłumaczyć, chyba że mógłby kłamać, to wtedy bez wahania powiedziałby, że to dalej nic nie znaczy.
No i mógł kłamać i okłamywał nawet samego siebie. Problem polegał na tym, że kłamstwo przychodziło mu z coraz większym trudem.
Przylgnął do niego swoim rozgrzanym ciałem, na które narzucona była jedynie cienka, trochę za duża na niego koszula, po czym przekręcił głowę i spojrzał na niego, rozszerzając bardziej oczy, kiedy ten rzucił, że nie szukałby dziewczyny. Uniósł delikatnie brew, a na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech.
—
Czy tam chłopaka — poprawił się i przekręcił oczami, kompletnie nie ogarniając, że Tristanowi mogło chodzić właśnie o niego. To była kolejna kwestia. Vance czuł, że coś się zmieniało i obwiniał o to swoją głupotę, jednocześnie nie zauważając tych wszystkich małych rzeczy, które składały się na to, że to również wina Tristana i z jego strony było podobnie, a może nawet mocniej, bo chociaż zdawał sobie z tego już sprawę. Bowie był święcie przekonany, że Tristan nic do niego nie czuje i że po prostu lubi jego towarzystwo, bo seks był naprawdę świetny. Muzyk chciał mieć go na wyłączność, szczególnie kiedy reagował na coś silną zazdrością.
To ciekawe, że obaj przeżywali obecnie trudne chwile, związane z tym drugim, a robili to osobno, bo żadne nie odważyło się wyznać na ten temat prawdy. Po prostu dusili to w sobie, chyba myśląc, że
jakoś to będzie i że to nic takiego. Przez chwilę skupiał się na przyjemnej czułości, pochylając się, żeby przesunąć nosem po jego policzku, łasząc się jak kot. Uśmiechnął się pod nosem, słysząc podziękowanie. Przesunął dłonią po jego ramieniu, przytulając policzek do policzka, usta przysuwając do ucha.
—
Nie ma za co, Blackwell — wyszeptał, drocząc się, może trochę podkreślając jacy zrobili się teraz dla siebie mili, a jeszcze kilka miesięcy temu zwracali się do siebie jedynie po nazwisku. Niby go to bawiło, a jednak i przerażało i bardzo podobało. Dawno nie miał w sobie tylu sprzecznych emocji, może nigdy. Parsknął śmiechem, słysząc jego małe marzenie. Trochę go zaskoczyło, ale też naprawdę uznał to za zabawne, bo jakoś nigdy nie myślał o karierze aktorskiej. Zachęcony, żeby skupić się jeszcze na Tristanie, zamiast na jedzeniu, podniósł się, przerzucił przez aktora nogę i usiadł na nim okrakiem.
—
W pornosie? Mogę odpalić kamerkę w telefonie i możemy zagrać już teraz — powiedział, opierając dłoni na jego ramionach i wykonując przy tym jeden płynny ruch biodrami. —
Nie jestem — dodał jeszcze w odpowiedzi na to, czy jest głodny. I tak zjadł już trochę makaronu, narazie wystarczyło, może potem coś jeszcze skubnie. Przysiadł na nim wygodniej i przygryzł lekko wargę przyglądając się mu ciekawsko, kiedy wspomniał o jego powrocie.
—
Pewnie. Lepsze to, niż użalanie się w samotności — mruknął, wzruszając lekko ramionami, palce dłoni zaraz splatając na jego karku. Przyjął, że chodziło o jego powrót po tym, co stało się w domu letnim matki. Bo o co innego by mogło? Wbrew pozorom nie miał do tego takiego lekkiego podejścia, bo bardzo wielu sytuacjach w swoim życiu wolał użalać się nad sobą w samotności. To, że pozwolił sobie otworzyć się przed Tristanem było czymś naprawdę wyjątkowym. Zreflektował się trochę i spoważniał, zaglądając w oczy blondyna. —
Też się cieszę — dodał trochę ciszej i nawet nie poczuł się z tym wyznaniem niezręcznie. Chciał coś jeszcze dodać, ale kiedy Tristan trochę odchylił głowę, coś błysnęło w świetle. Bowie zamilkł, spojrzał na jego nos i zmarszczył brwi.
—
Dalej nosisz septum? Jak ty go chowasz tam? — zapytał z entuzjazmem, wsuwając mu palce do nosa, żeby wydobyć błyskotkę. Nie ciągnął jakoś mocno, ale nie był też tak zupełnie delikatny, bo trochę się spieszył, jakby odkrył skarb, który musiał natychmiast bliżej obejrzeć.
tristan blackwell