ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
wulgaryzmy
007.
Myślał o nim jeszcze raz, i jeszcze raz (raz za razem), jak o pęknięciu na ścianie, które nieustannie wchodziło w horyzont jego wzroku i myśli w najmniej odpowiednim momencie, czy w najbardziej drażniącym go czasie — najczęściej wieczorem. Nawet chłód pościeli nie był w stanie ściągnąć wtedy z niego gorączki obsesji.
Nie potrafił wyrzucić go z głowy.
Pragnął jego obecności z niemal okrutną niecierpliwością, napędzającą obieg żył, ale również chciał desperacko wręcz wydrzeć z niego prawdę o nim, czy kawałek czegoś, czego doktor nie pokazał jeszcze światu (i nie pokazał Lenny’emu). Marzył o tym, by złożyć ze strzępów rozmów obraz tego kim był Jude, lub kim mógłby stać się na kartach jego opowieści. Wyobrażał sobie więc ciepło jego skóry, kontrastującej z chłodem usposobienia, ale częściej głębię i skomplikowanie jego myśli.
Było coś chorego w sposobie, w jakim o nim myślał.
Wizja ta — jak widmo czegoś mściwego — zachodziła mu pod skórą z bestialską precyzją, podobną jego dłoniom i jego szorstkiej aurze. Lekarz, jako idealna figura psychopatycznego mordercy, stawał się wszystkim, co można było wykorzystać w książce; co można było także dostrzec w jego zimnych słowach i dokładnie przepracowanych ruchach;

co można było zamknąć w myślach
jako wynaturzona pisarska fantazja.

Jude Iverson był mu przy tym najmilszą niespodzianką, którą spotkał w szpitalu przez p r z y p a d e k, a potem dodatkowo zauważył Go na aplikacji randkowej i to był dla niego z n a k. Mimo że obiektywnie Jude Iverson pozostawał prawdopodobnie najmniej grzecznym i najmniej odpowiednim dla niego facetem do rozmów. Był jego zagładą. Mógł stać się też próżnią, która wysysała z niego godność.
Dla niego mógł się dziś upodlić.
lenny
online
Potem dam Ci się pięknie zerżnąć, obiecuję 🍆💦
maplinder
Pamiętał o tych słowach.
W resztkach czasu pomiędzy ostatnią wysłaną wiadomością, a przygotowaniem się do wizyty, szukał jednak planu, jak połączyć oba ich cele: jak pozwolić mu dojść, i jak dojść do niego. Jak zburzyć filar milczenia lub filar obojętności, na którym tak skrzętnie budował swoją rzeczywistość Jude?
— Kurwa… — mówił sam do siebie, poprawiając nerwowo pasma nieujarzmionych włosów przed lustrem w łazience, wtłaczając nieumyślnie w wilgotne jeszcze po prysznicu kosmyki woń olejku do brody, użytego chwilę wcześniej.
Kiedy gong dzwonka przy drzwiach wejściowych rozbił ciszę i już wcześniej drgającą w nim niepewność, omal nie potknął się przy tym o przydługą nogawkę kurewsko drogiej podomki (tylko na ubrania potrafił wydać tak absurdalne kwoty), ruszając szybko do korytarza, jakby od prędkości ugoszczenia mężczyzny w mieszkaniu miała zależeć jego szansa na wyciągnięcie z niego paru informacji.
Nie trać jego czasu skutecznie zakotwiczyło się dziś w jego głowie.
Otwierając Jude’owi nachylał się więc żałośnie w kierunku spodni, podwijając je u dołu z cichym przekleństwem naniesionym na usta.
— Ja pierdolę, co za kurwa szajs… — mruczał, nawet na niego nie spojrzawszy, przynajmniej w tym jednym momencie zabijając w sobie natrętne myśli o Iversonie, które od tygodni próbowały zamordować mu rozsądek, a potem wracały do niego za każdym razem od początku, pozostawiając w jego głowie coraz większą pustkę i coraz silniej odczuwaną frustrację.

Czy jeśli dziś coś w nim zobaczy, to czy wszystko się skończy?
Czy dopiero wtedy wszystko tak naprawdę się zacznie?

Westchnął ciężko, prostując się wreszcie i cofając pod ścianę, by zrobić mu miejsce na wejście. Dłoń instynktownie wzniosła się do góry obiegając sugestywnie przestrzeń:
— No to tak sobie mieszkam… — rzucił na starcie, przechodząc na moment przez winkiel przedpokoju i nie mając pojęcia, od czego zacząć. Choć zwykle bywał bardziej rozgarnięty i elokwentny, dziś w minutę jego obecności prawdopodobnie stracił więcej słów w głowie, niż napisał je przez całą swoją karierę pisarską.
A potem jego własny wzrok zatrzymał się bezwiednie na gałce łóżka na piętrze, gdzie wciąż smętnie zwisały przypięte do ramy mebla kajdanki po jego ostatnim razie w łóżku z kimś obcym.
— Kurwa! — wymsknęło mu się, ale zaraz potem urwał wypowiedź i gest (jego ulubione słowo na dziś miało jednak szansę stać się mantrą), powracając do gościa.
Przeczesał włosy w samouspokojeniu i miał cichą nadzieję, że spostrzegawczość Jude’a nie idzie w parze z jego intelektem, gdy świadomie oderwał wzrok od łóżka. Zignorował przy tym widok na piętrze, by nie budzić większych podejrzeń i z uprzejmym uśmiechem, mającym przerwać pasmo jego niezręczności, zamknął za nimi drzwi.
— Co Cię przekonało, żeby jednak przyjść? Nie wyglądałeś na szczególnie entuzjastycznie nastawionego do spotkania.

Jude Iverson
Ostatnio zmieniony czw paź 22, 2026 12:02 am przez Lenny Richardson, łącznie zmieniany 3 razy.
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
33 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

17.

trigger warning
erotyka
Nacisnął przycisk i zgasił silnik swojego samochodu. Przez krótką, niemrawą chwilę odnosił jeszcze wrażenie, że może dalej usłyszeć jego pogłos. W pojeździe pomimo tego zapadła zupełna cisza, w której jak w zaciśniętej klatce miotał się aktualnie wyłącznie jego oddech. Przerwy w dostawie prądu zaczęły go irytować, był rozdrażniony pracą, koniecznością nadgodzin i liczbą swoich pacjentów, którzy mnożyli się, oczekując w oddziale ratunkowym. Atmosfera panująca w szpitalu, pełzająca zatłoczoną pajęczyną ulic, ciemna i osaczona jak kształty które pływały w nocy pozbawionej palących się latarni, w s z y s t k o zamknięte w jedno zaczynało podchodzić mu do gardła. Czuł ucisk w obrębie szyi, obręcz, która zamknęła się na obecnym przekroju jego tkanek. Czy był już zdesperowany? Potrząsnął jedynie głową. Czy szukał teraz rozrywki która byłaby w stanie odsączyć jego myśli? Zatrzasnął za sobą drzwi. Wyjął z kieszeni papierosa, po czym niedługo później zapalił go płynnym ruchem. Zaciągnął się stertą dymu, który wydmuchał, gdy tylko osiadł w rozległym drzewie oskrzeli. Nie chciał już o tym myśleć, o tych ludziach, o krzyku i nerwowości, o licznych, naglących ich operacjach, o żalu, z którym się spotykali, przesuwając terminy zaplanowanych przyjęć, bo szpital, choć aktualnie dobrze prosperujący, trzymał się na ten moment jedynie na samym włosku agregatów. O Lennym Richardsonie - nie pozostawiał dłużny i szukał jego nazwiska po spisie różnych księgarni w dziale współczesnych, zresztą nawet poczytnych kryminałów - wiedział, jak zdążył odkryć, jedynie w ramach twórczości, bo mógłby przysiąc że jeszcze całkiem niedawno miał okazję przeczytać jego powieść. Nie był jego pacjentem, co zresztą uważnie sprawdził, szukając go w rejestrach szpitala. Fakt, że nieznanym cudem zwrócił jego uwagę i wytknął, że jest lekarzem, czego osobiście nie znosił, bo był przede wszystkim chirurgiem, a tytułem lekarza przestał posługiwać się w chwili, kiedy tylko rozpoczął specjalizację, powinien go niepokoić i rzeczywiście budził w nim zastrzeżenia, które jak drzazgi nie przestawały sterczeć w naskórku świadomości. Nie umiał podać powodu, dla jakiego sam pisarz mógłby go zapamiętać. Dlaczego? Czy konsultował bliską mu osobę? Czy słyszał o nim z dowolnych opowieści? Nie wiedział i nie mógł wiedzieć. Mógł na ten moment jedynie obejść się ze smakiem, wpadając w potrzask absurdu, potrzask własnych decyzji, które doprowadziły go zresztą pod drzwi cudzego mieszkania. Nie powinien tu być i co istotne nie powinien podobnie poczuć się wyróżniony. Zapukał raz i wyraźnie. Lenny Richardson był przystojnym mężczyzną - domyślał się, że gdyby pisał powieści z głównym wątkiem miłosnym, miałby dwukrotnie więcej zadurzonych fanek, które w jego postaciach pragnęłyby widzieć siebie. Nie mógł również ukrywać, że był to dla niego również jeden z czynników, dla których obecnie zgodził się na spotkanie. Gdyby nie zawód, który ośmielił się wpisać w dane profilowe, nie poznałby, że ma sposobność kontaktu z samym artystą, dlatego, że Lenny Richardson wypadał niezwykle blado w wysłanych wiadomościach, do bólu niemal zwyczajnie jak prosty, banalny człowiek, przez co raptownie uznał, że nie ma najmniejszego zamiaru prowadzić z nim dyskusji. Wszedł do środka mieszkania początkowo nie mówiąc zupełnie nic poza samym skinieniem na bardzo krótkie i niebywale oszczędne przywitanie. Nie obchodziło go nawet w jakich warunkach żył. Usłyszał wartkie przekleństwo, przyznając przed samym sobą z rozbawieniem, że zdaniem niektórych pisarz powinien mieć znacznie szerszy arsenał dostępnych słów. Nic jednak nie skomentował i nie dał po sobie poznać, czy zdążył jeszcze wychwycić co znajdowało się za drzwiami pomieszczenia, zamkniętymi w pośpiechu, na gorącym uczynku. Lubił przytrzymać ludzi w niepewności, a sam w panującej chwili uzyskał dla siebie jedno przekonanie - naprawdę chciał tutaj być. Wystarczył mu krótki moment, wystarczyło tych kilka pospiesznych uderzeń serca. Poczuł, jak krew zaczyna wypełniać znacznie obficiej jego ciało. Wszystko było cieplejsze. Wszystko było wyraźne.
- Uczono mnie, że nie ocenia się książki po okładce - odpowiedział przewrotnie ze spokojem, tym samym, z jakim zazwyczaj mówił kolejne zdania. Dobór przysłowia nie był co oczywiste przypadkowy. Wystarczył mu jeden krok, aby po zdjęciu płaszcza móc znaleźć się naprzeciwko, potrzebował niewiele, by z podobnym kaprysem pochwycić go za koszulę. Przesunął dłonią po spiętych, wrażliwych mięśniach jego brzucha, początkowo niewinnie, bez żadnego pośpiechu. Dopiero później włożył jedną z rąk pod materiał, błądząc zuchwale wyżej, w kierunku klatki piersiowej. Pchnął lekko jego sylwetkę. Znaleźli się tuż pod ścianą przedpokoju.
- Jeśli ci to przeszkadza, mogę stąd jeszcze wyjść - wcisnął kolano pomiędzy jego uda i szepnął, odchylając przez chwilę swoją głowę, tak, jakby chciał w tym momencie wyraźniej go ocenić. - ...więc? Jaka będzie decyzja? - drążył, balansując na pograniczu rozbawionej prowokacji. Wiedział, że gdyby tylko nachylił się jeszcze bliżej, ich usta mogły się zetknąć. Pozostał jednak cierpliwy, o wiele bardziej oczekując na odpowiedź.


Lenny Richardson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
lekka erotyka
Jude Iverson był zaskakująco konsekwentny.
Precyzja głosek – sączących się z dobrze wykrojonych ust – choć wcale nie były one ostre w tonie, przywodziły na myśl chirurgiczną stal. Były chłodne, statyczne w odbiorze i dobitnie przy tym jednostajne. Stanowiłyby idealne narzędzie mowy u zbrodniarza, wyprutego z emocji. A choć Lenny nie zarzucał mu żadnego występku – może jedynie poza zbyt trudnym do odgadnięcia charakterem – musiał przyznać, że na kartach opowieści, Jude byłby idealnym kandydatem na głównego antagonistę.
— Często słuchasz tego, czego Cię uczono?
Mrowienie po pierwszym, bardziej osobistym pytaniu osiadło na palcach i z motylą determinacją musnęło o rdzeń myśli, gdy w napięciu oczekiwał na cudzy odzew. Worek płuc zawęził się przy tym w wolnym, dyskretnym wydechu, taktycznie wyciągając z niego niecierpliwość. Nie był zachłanny, przynajmniej nie zawsze – mógł pogodzić się z milczeniem, ale czy na pewno dziś? Wraz ze skroplonym w powietrzu oddechem i przy obojętnej aurze Jude’a, wczepionej w podszewkę kontaktu, miał wrażenie, że w jego własnym ciele została mu wyłącznie pustka. Próżnia tak ciemna i rozległa, której rozmyte krawędzie nie gwarantowały mu spokoju. Ani po prawdzie skupienia.
Brwi ściągnęły się w zastanowieniu, gdy niespodziewanie – bez przygotowania, bez powitań i bez krępacji – mężczyzna dotknął go po raz pierwszy.
Wizja o Nim starła się z rzeczywistością, i starła również z głowy Lenny’ego dostrzeżony wpierw w lekarzu obraz szorstkości. Trudno było patrzeć na niego dłużej w ten sposób, gdy palce lekarza, sprzecznie do postawy z czata – pełnej dystansu – właśnie dotarły do niego bezceremonialnie. Przecięły gładko i pewnie odległość pozostawionego między nimi kroku, pokrywając mięśnie brzucha. Oblepiające słodyczą dotyku, elektryzujące, napinały strunę jego ciała z niemal bolesną słabością. Tej nocy był jego, i nie potrafił udawać, że mogło być inaczej. Wciągnął powietrze do płuc, zagryzając jednocześnie wargi. Oczy spoczęły na cudzej dłoni i nie zeszły z tego obrazu nawet w momencie, gdy ta przesuwała się pod materiałem jego koszuli. Albo gdy lądował na ścianie. Jedynie usta zaszeleściły pomrukiem, gdy niechybnie zęby przy uderzeniu utraciły filar warg.
Cienki materiał spodni nie stanowił żadnej granicy. Czuł wyraźnie jego ciepło, napór kolana między zaciskiem ud, czy podniecenie i napięcie jakie obiegło impulsem ciało, a także bardzo dokładnie twardość ściany za plecami. Łopatki otarły się o nią, gdy poruszył się nerwowo, z obręczą bioder niechybnie wyciągniętą na ten moment ku niemu. Wiedział, że obecność mężczyzny będzie go pochłaniała. Nie wiedział tylko, że Jude wykorzysta to tak szybko. Rękę przesunął na cudzy przegub, zaciskając na nim ściśle palce. W pierwszym momencie wydawało się, jakby chciał go odepchnąć. Ale pierwsze momenty bywały złudne. Jemu kazały myśleć, że będą trochę rozmawiać.
— Obiecałem Ci, że mnie zerżniesz, prawda?.
Nie szukał potwierdzenia. Odpowiadał, w bardzo dosadny sposób przeciągając dłonią, a więc i palcami Jude’a po własnym ciele w kierunku luźno zawiązanego węzła przy koszuli. Przy śliskości materiału i po wetknięciu dłoni pod powierzchnię materiału, obluzował się nawet mocniej. — Ale mówiłem też, jaką grę wstępną lubię, pamiętasz? — dodał cicho, przy ich aktualnej bliskości praktycznie wszystkie te słowa wypowiadając bezpośrednio na cudzych wargach. Oddech ogrzewał przestrzeń między nimi i osiadał na ustach, coraz silniej łaknących kontaktu. Nim zadał kolejne pytanie, odsunął twarz do boku, do ściany, nim uległ naglącemu go pragnieniu.
— Lubisz mieć kontrolę?
Musiał to usłyszeć. Musiał jednoznacznie poczuć. Dziś chciał wszystkiego.
Może jednak pozostawał bardziej zachłanny, niż przypuszczał.

Jude Iverson
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
33 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

trigger warning
erotyka
Zatrzymał się w jednej chwili - jego mięśnie ostygły, zamarłe w połowie ruchu jak elementy nieznanej ekspozycji, bo przypominał w tej chwili dużą, samotną rzeźbę wystruganą pospiesznie w przedpokoju, spryskaną akwarelą półcienia i wystawioną w muzeum czyiś strachów, z grymasem twarzy który stał się podobnie okrzepły i zacięty, bez możliwości pewnego rozróżnienia, czy bardziej chciał mu zagrozić czy rzeczywiście zachłannie go pożądał. Kiedy na niego patrzył, nie zdążył nawet zamrugać, balansując na linii pomiędzy zwięzłą czujnością a najzwyklejszym, szczypiącym go rozdrażnieniem. Miał ciężki i pusty wzrok, jaki o wiele częściej miały same zwierzęta, gryzące ręce, które ktoś tylko wyciągał w ich kierunku, nawet, gdy należały do osoby przynoszącej im regularnie pożywienie. Istniała duża różnica pomiędzy chęcią kontroli a samym wstrętem przed byciem kontrolowanym. On dużo częściej należał do drugiej grupy, dlatego, że decyzyjność wynikała najczęściej z jego zawodowej perspektywy. Nikt inny nie mógł podjąć wyboru i przyjąć na siebie wszystkich, mogących wyniknąć niedługo później konsekwencji. Chirurgia była od zawsze dziedziną ludzi pewnych, ludzi, których chwytała w szczęki i przeżuwała, tworząc ich bezustannie na swoje podobieństwo. Oprócz tego wszystkiego był jeszcze kolejny szczegół. Nigdy nie ufał ludziom, potrzebował dwóch pytań i przypomnienia o rzekomej grze wstępnej. To wystarczyło, by stawał się podejrzliwy. Coś bardzo nie pasowało, coś stało się niewłaściwe. Czego chcesz, Richardson?
- Nie jestem psem, który wykona sztuczkę w zamian za nagrodę - wyszeptał wartko, z pośpiechem. Umieścił palce na wysokości jego mostka. Oddychał cicho, miarowo, nawet gdy sama bliskość nie była mu obojętna, bo dostrzegł znajome ciepło gromadzące się niżej pod splotem jego podbrzusza. Poczuł pod opuszkami falę uderzeń serca i dobrze wiedział, że były przyspieszone. Wzdrygnął się przed wrażeniem, że dałby jedynie zwabić się w pułapkę, jak nastolatek, dla którego przyjemność była na końcu zawsze czymś niezwykłym. Obietnica bliskości była w końcu jedynie obietnicą, a on dalej nie sądził, że mieliby teraz o czym dyskutować, na tyle, aby posłusznie, zgodnie z konwenansami usiedli obok siebie jak uczestnicy wieczoru autorskiego.
- A jeśli masz mnie za psa - prowadził dalej swoją myśl - musisz pamiętać, że one natychmiast wszystko wyczuwają - nie podniósł swojego głosu, jedynie cicho ostrzegał, że nie powinien tak wcześnie go oceniać. Uniósł wyżej swoją nogę, przesuwając kolanem po przedniej linii jego kroku. Oparł wyprostowaną w łokciu rękę o ścianę, tuż obok szyi, odsłoniętej dużo dokładniej przez mężczyznę. Nie dotknął jej mimo tego, ani podobnie nie dosięgnął jej wargami. Potrzeba, aby teraz rozeznać się w sytuacji była znacznie silniejsza. Niepokój tłukł się pod skórą.
- Lubię nazywać rzeczy po imieniu. - Poprawił go następnie. Paradoks władzy polegał od zawsze na tym, że im bardziej ktoś bezkrytycznie ją uwielbiał, tym rzeczywiście w mniejszym stopniu ją sprawował. - Jaki masz w tym interes? Nie zaprosiłeś mnie, bo uważasz, że jestem atrakcyjny. Masz dostęp do tylu fanów, że mogliby stać w kolejce, czekając tylko na moment, w którym będziesz w stanie poświęcić im uwagę.
Zakończył. Nie był w końcu naiwny. Wiedział, że w jego oczach byłby jedynie pionkiem, jednym z wielu nabywców i czytelników. Byłby dla niego nikim. Był nikim?


Lenny Richardson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
erotyka, skłonności masochistyczne
Gzyms zrozumienia – wąski, już od początku ledwie widoczny w oczach rozmówcy – właśnie całkiem zanikł. Czuł to wyraźnie w nagłym napięciu atmosfery między nimi i w posągowości męskiej pozy, zastygłej w jednym, zawodnym punkcie. Zbyt wiele razy przechodził przez podobny scenariusz, obserwując jak cudze zainteresowanie jego osobą obruszało się, kruszyło i ostatecznie usuwało w przestrzeń na samo dno, by teraz nie zauważyć tej zbieżności nastroju. Stąd mógł już tylko budować zaufanie od początku lub odpuścić całkiem. Nawykiem desperata stawiał na pierwszą z opcji.
Przez nozdrza i otwarte usta wciągnął do płuc zimne powietrze, a wraz z nim dołączył także . l ę k . przed cudzą ucieczką lub rozczarowaniem; osiadły w mięśniach, piłowany przez każdą jedną nawarstwioną w głowie myśl; odczuwany w nagle przyspieszonym pulsowaniu serca. Palce pozostały chłodne od pierwszego dreszczu, krew natomiast wrzała w nim zaciekle, w gorączce myśli i na rauszu niepewności.
— Wiem, że nie — odezwał się w toku odczuwanych dziś emocji, przechodząc płynnie, choć nieco zbyt pospiesznie w zaprzeczenie. Język zatrzymał się na moment w tym jednym punkcie, a wzrok wolno powrócił do cudzej sylwetki, obchodząc Jude’a spojrzeniem od kąsających ust po oceniające tęczówki, w których prześwicie nie potrafił dojrzeć aprobaty. Nie miał wiele do stracenia.
— Ja jestem… — zatrzymał głoski w ustach, cedząc cicho, wolno, jakby zrozumienie tej jednej kwestii było w tej rozmowie kluczowe dla nich obu.

Był psem. Mógł być. Chciał być.

W odpowiednim kontekście, z odpowiednią osobą. Przesuwał się między tymi znaczeniami na strunach spolegliwego napięcia. Dawał się dotknąć i zagiąć, a z czasem nawet dawał się poznać na tyle, by muzyka jego ciała i długość jego granic, dotąd nieprzebytych przez nikogo w pełni, wypływała z niego soczystym nurtem.
To, czego nie udało się nikomu, to szarpnąć za jego godność (lub jej brak) tak mocno, by przy tym jego wola pękła. Nikt nie doszedł tak daleko.
Nie odniósł się przy tym do tego, co myśli o mężczyźnie. Przy kolejnych jego słowach kontekst ten rozmył się w upławach masochistycznych zapędów, jasno wskazując na to, kto z nich skłonny jest wykonać sztuczkę. Pierwszą z nich zawarł w cichym, zezwierzęconym pomruku, odpowiadającym na zbyt wyraźny już dotyk przy kroczu. Grząskie “hau”, błąkało się na końcu języka, ale równie blisko jego własnych lęków, gdy w samoregulacji zagryzł krótko wargi. Złapał za smycz powściągliwości, nim zdołał go zniechęcić. W zamian za artykulację, która mogła obedrzeć go z godności bezpowrotnie, minął na milimetry jego usta, odsunął od ściany własne plecy i sięgnął dalej, podnosząc przy okazji dłoń i muskając palcami cudzy kark:
— Jeśli będę grzeczny… powiesz mi coś jeszcze?

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Jude Iverson
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
33 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Lenny Richardson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
What the worm was to the corpse, his sins would be to the painted image on the canvas. They would mar its beauty, and eat away its grace.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Jude Iverson
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „#19”