29 y/o
Welkom in Canada
196 cm
strażak na zasiłku, student psychologii uniwersytet
Awatar użytkownika
I could put my arms around every boy I see, but they'd only remind me of you.
I went to the doctor and guess what he told me, guess what he told me?
He said, "Girl, you better try to have fun no matter what you do," but he's a fool.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

trigger warning
jeszcze nie porno, ale już blisko
W odbiorze Oleandra, naprawdę naiwnym (i ciekawe, że tym samym odbierał lekarzowi prawo do naiwności - emocji wszakże tak ludzkiej, tak bezbronnej) byłoby zakładać, że na szpitalnym oddziale da się poznać go naprawdę, dogłębnie, w całej jego złożoności. Oleander-Pacjent był tylko jedną, odartą z kompleksowości odsłoną jego osobowości, niezdolną, by w pełni rozłożyć skrzydła tak, jak robił to poza gmachem Mount Sinai. Lekarskie konsultacje, wizyty kontrolne i rozmowy toczące się raz po raz wokół identycznej osi - Jak się czuje? Jak prezentują się jego objawy? Czy coś się pogorszyło? Polepszyło? Gdzie można mówić o plateau, i czy jest to dobra, czy zła wiadomość? - tłamsiły wiele innych aspektów, których Howard zwyczajnie nie miał do tej pory okazji doświadczyć. Tego, na przykład, że Oleander potrafił być złośliwy - a czasem nawet w r e d n y - w zależności od sytuacji w mniej, lub bardziej dotkliwy sposób. Wystarczyłoby zobaczyć go w niekończących się bitewkach prowadzonych z rodzeństwem by zauważyć, jak sprawnie brunet potrafił operować orężem ironii, jak zwinnie posługiwał się sarkazmem. W szpitalnych murach, z wyjątkiem interakcji, w które wchodził z August, świadomie zapraszającą go, by wreszcie uwolnił się od tej grobowej powagi i chorobliwej niemal odpowiedzialności tak za siebie, jak i za innych, musiał zazwyczaj sprawiać wrażenie dojrzałego nad wiek, rozsądnego, i czasem być może zwyczajnie nudnego w tej swojej, przewidywalnej, równowadze.
Schwytany jednak we wnyki nowego kontekstu, intymnego w zupełnie inny sposób niż ten, w jaki intymne potrafiły być medyczne konsultacje, Oleander mógł wreszcie odsłonić przed Milesem takie odcienie swojego charakteru, których lekarz zwyczajnie nie miał wcześniej ani szansy, ani okazji dostrzec.
A jeśli, w dodatku, budziły one w Howardzie choćby jakąś zapowiedź sympatii, to... No cóż. Tym lepiej.

- Mhm, wiem - Skinął głową, choć przecież chaos panujący niekiedy na szpitalnych płaszczyznach znał z zupełnie innej perspektywy niż chirurg mający nim, przynajmniej w założeniu, zarządzać. W pewnym sensie schlebiało Oleandrowi, że i w tym obszarze istniała między nimi jakaś nić porozumienia. Sam wiesz. Jak rytuał przejścia, akt dotarcia za kulisy rzeczywistości, która większości osób znana była w znacznie bardziej powierzchowny sposób. Przynajmniej stanowiło to jakąś korzyść z oleandrowej tragedii: Miles nie musiał mu tłumaczyć co ma na myśli, gdy odnosił się do zgiełku i napięcia, panujących niekiedy na oddziale.
To prawda, Ollie uśmiechał się zbyt rzadko. A szczególnie już przy Milesie, w którego obecności najczęściej posługiwał się maską niezmąconej dojrzałości i powagi, zarezerwowanych dla osób, na których pragnął sprawiać wrażenie stabilnego. Zważywszy jednak na fakt, że mężczyzna znajdował się tak blisko, z ciepłem dłoni dociśniętym do oleandrowych warg, Everhart nie miał chyba innego wyboru jak pożegnać się z fantazją, że na zawsze już pozostanie w odbiorze Howarda tym spokojnym, poważnym młodzieńcem, jako który prezentował się mu dotychczas. Zyskiwał teraz szansę, by z pozycji pacjenta awansować bezpowrotnie do roli... kochanka? jednorazowej przygody? błędu?
I może należało winić za to późną porę, albo działanie alkoholu, lub też zwyczajnie wpływ jednej, pochopnie podjętej (choć niekoniecznie przy tym złej) decyzji, ale powziąwszy pierwszy krok w tym kierunku, Ollie nie zamierzał się zatrzymać.

D z i e c i a k miał dwadzieścia dziewięć lat, i - być może wbrew skutecznie utrzymywanym dotychczas pozorom - sporą świadomość tego, co lubił, czego pragnął, i czego potrzebował, gdy czuł się znudzony, samotny, lub kiedy go zwiedziono na pokuszenie. Fakt, że nieczęsto pozwalał sobie na realizacje własnych fantazji, nie oznaczał bynajmniej, że nie był ich posiadaczem. I, że nie pozwalał wyobraźni zapędzać się od czasu do czasu w obszary zazwyczaj niedostępne, objęte specyficznym tabu albo... zasadami etyki lekarskiej.
- Możemy... - Zaczął automatycznie, głosem w oczywisty sposób zniekształconym wymownie pod naporem palców mężczyzny, i dopiero potem ściągnął brwi, obydwie złożone mu przez Howarda sugestie poddając analizie na tyle dokładnej, na ile pozwalał mu zamglony podnieceniem umysł. Jeśli nawet odwaga, z którą Miles nakreślił możliwy rozwój wydarzeń, wzbudziła u Everharta konsternację czy zakłopotanie, bynajmniej nie dał tego po sobie poznać - Możemy zacząć od tej drugiej, Miles - Udało mu się powiedzieć gdzieś w pauzie pomiędzy tym, jak Miles zastąpił swoje palce własnymi ustami - A potem zobaczymy. - Uśmiechnął się sugestywnie, ostatnie stwierdzenie podsuwając lekarzowi może jak mającą mu się ostatecznie wymknąć przynętę, a może jak obietnicę.
Popędliwość kolejnego pocałunku - dla którego poprzednie, znacznie bardziej powolne i ostrożne pieszczoty stanowiły ewidentnie jedynie przyjemne preludium - przyjął bez protestu, wręcz przeciwnie. Wychodził Milesowi na przeciw sposobem, w jaki rozchylał wargi, i poddawał się coraz to śmielszym ruchom jego języka. Dłonie, natomiast, zdawały się wybiegać wprzód, zanim w to samo miejsce dotarła wyobraźnia. Oleander najpierw więc sięgnął ku paskowi utrzymujących spodnie na biodrach Howarda, a dopiero potem stwierdził, że byłoby to - zważywszy na okoliczności - doskonałym pomysłem. Ośmielony brakiem sprzeciwu, pochylił się głębiej w stronę towarzysza. A potem roześmiał mu się prosto w usta - krótko, szczerze, zaburzywszy tym samym rytm pocałunku.
- Będzie mi tylko trochę trudno uklęknąć - Rzucił, wywracając oczami nim podążył wzrokiem w kierunku oczywistej, anatomicznej trudności - Gdybym wiedział, użyłbym dziś innej protezy.

Miles Howard
40 y/o
cool guy
175 cm
chirurg urazowy w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
In a battle all you need to make you fight is a little hot blood and the knowledge that it's more dangerous to lose than to win.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
lekka erotyka
Miles,

głoski jego imienia, wypowiedziane przez Oleandra, pierwszy raz tak gładko wsunęły się w zagłębie jego ucha, musnęły przy tym zmysły, zaostrzone od masetu napięcia, i mrowiącą falą podniecenia zeszły po ciele wprost do podbrzusza Howarda.
Ciepła apostrofa zasłyszana z cudzych ust – gęsta od spoufalenia – miała sporą moc sama w sobie, natomiast w zestawieniu z gorącą obietnicą zniesioną na język przez młodzieńca przypominała siarczysty bat emocji, sięgający jego ciała i przecinający tkanki skóry na wskroś. Do szczelin powstałych na nim pęknięć wsączało się pierwotne pragnienie bliskości, a przy tym także czyste pożądanie, dotąd blokowane przez Milesa, a teraz bezpowrotnie i bezceremonialnie wchłonięte przez obieg otwartych dla tej chwili naczyń krwionośnych.
— Ok, zobaczymy — zgodził się bezwiednie na moment przed tym, gdy usta sięgnęły cudzych.
Podniecenie, wciągnięte w machinację płuc, w zawężony pas oddechu i w ślepy zaułek pozostałych, powstałych w nim emocji – które nie chciały uciec z kąta jego głowy – uderzyło silnie o szczeble żeber. Wraz z przyspieszonym biciem serca odczucia te wybiły także głośny rytm, zagłuszony jedynie przez grający wciąż w tle telewizor. Zupełnie o nim zapomniał, tak samo jak o jednostajności dotąd kontrolowanego oddechu, gdy pod szumem uszu, natężeniem ciała i pod naporem cudzych palców na pasku spodni, oddech ten zgubił mu się, nie chcąc wrócić do stabilności. Choć może wpływ na to miały również chaotycznie muskające go usta Oleandra, gdy przy jego śmiechu poczuł na sobie nagły sztych wydechu, łaskoczący podniebienie. Sam również parsknął krótko, rozluźniony już na tyle, by nie szukać w tym geście powodu do krępacji. Uznał to wręcz za kolejny powód do przyjemności.
Przyjemne były dłonie Oleandra na jego biodrach, ciepło jego ciała, nastrój, jaki budowali i fakt, że mimo zaistniałej przeszkody, nie obarczyli tego momentu negatywną emocją. Przynajmniej dla Milesa nie był to komunikat, który by go ostudził, a raczej taki, na który jego głowa szukała alternatyw. Przesunął przy tym płytko językiem po wargach, ściągając z nich smak Oleandra, i na moment usiadł z powrotem na kanapie, oddychając głębiej, choć dłonią instynktownie wciąż gładził kark kochanka, poza zawężoną odległością z nim, zachowując między nimi tę dodatkową, oczywistą formę łagodnej b l i s k o ś c i.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


oleander everhart
nihilista
zrzućmy kajdany nudy i pruderyjność, co do pozostałej reszty - dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#18”