ODPOWIEDZ
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
˖ ݁♬⋆ So tell me what you want, what you really, really want...
˖ ݁♬⋆ I'll tell you what I want, what I really, really want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek
#
6
📍Bruce Peninsula National Park

W chwili, gdy profil Mony wyskoczył jej na ekranie telefonu nie musiała się zastanawiać co zrobić. Widząc opis: I’ll bring the snacks, you pick the destination od razu pomyślała o konkretnym kierunku, w którym mogłyby razem odjechać i jakoś tak nagle wszystkie myśli układały się w logiczną całość, kiedy przyglądała się jej zdjęciu wyświetlonemu na ekranie. Znały się już wcześniej, choć raczej przelotem, bo o ile pamięć jej nie myliła to przyjaźniła się z jej siostrą, ale same nie rozmawiały zbyt wiele. Uznała więc, że dobrą okazją by to zmienić będzie najpierw przesunięcie jej w prawo, a potem zaproponowanie wyjazdu o ile się sparują. Na szczęście rozczarowanie nie przyszło, za to wstępne plany na wyjazd zrodziły się ekspresowo. Od dobrych paru dni wertowała strony, by znaleźć idealne miejsce, bo weekend zbliżał się w zastraszającym tempie. Na szczęście udało się jej zaklepać super miejscówkę, a przynajmniej Fontaine liczyła, że Mona będzie zadowolona. Miały piękne widoki, balię w ogrodzie i super sypialnie nawet w dwóch egzemplarzach, bo Cholito choć była młodą, wyzwoloną i bardzo otwarta na bliskość osobę nie zamierzała wywierać na Monie żadnej presji. Kominek też był, by się ogrzać, gdyby ambitnie postanowiły pójść na jakąś wędrówkę, by się nieco wychłodzić i napawać ładnymi widokami. W pobliżu też znajdowała się farma pełna dyń, a jak ktoś chciał to mógł nawet wybrać się na rejs po jeziorze. Już miała w planach pakować jakieś planszówki i karty, ale właściciel domku zapewnił, że mają swój kącik z grami, więc wzięła jedynie laptopa i przenośny rzutnik, gdyby chciały wieczorem obejrzeć jakiś film. Kiedy wydawało się jej, że jest względnie gotowa zapakowała się do samochodu i podjechała pod dziewczynę na wcześniej wskazany przez nią adres, po czym wystukała sms, że już jest jak coś.

— Cześć! — uśmiechnęła się radośnie, a oczy rozbłysły jej na widok dziewczyny. — Gotowa na wycieczkę? — zapytała, gdy tylko drzwi pojazdu otworzyły się i dołączyła do niej Mona. — To zapinaj pasy i w drogę! — oznajmiła, po czym bez zbędnych ceregieli ruszyła z miejsca, kierując się na wylotówkę z miasta. Cholito była dobrym kierowcą. Szybkim, ale dobrym. Mogła sprawić, że początkowo wcisnęło Monę w fotel, ale miała nadzieje, że jej to nie przeraziło. — O matko, uwielbiam tę piosenkę! — i szybko podgłośniła radio zaczynając sobie nucić, a po chwili już sama śpiewała, co jakiś czas zerkając na swoją passenger princess.


Oh, I don’t know why she’s leaving, or where she’s gonna go
I guess she’s got her reasons, but I just don’t want to know
’Cause for twenty-four years I’ve been living next door to Alice



Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

06. Road Trip Outfit

Mona odłożyła telefon na łóżko, po czym niemal natychmiast sięgnęła po niego ponownie, żeby jeszcze raz sprawdzić adres domku, do którego miały się wybrać. Bruce Peninsula National Park. Sama nazwa rezerwatu przywodziła jej na myśl rozległe jezioro, chłodne powietrze i ścieżki prowadzące przez lasy, których jesienne kolory powinny o tej porze roku prezentować się wyjątkowo malowniczo. Do tego domek z balią, kominkiem i perspektywą spędzenia całego weekendu z dala od codziennych obowiązków. Opuściła telefon i wbiła spojrzenie w sufit, próbując zapanować nad lekkim uśmiechem, który pchał się jej na usta, akompaniując trochę zaróżowionym policzkom.
Nie planowała jednak wyjazdu wyłącznie dla widoków. Milagros znała przecież od jakiegoś czasu, choć ich dotychczasowe spotkania odbywały się głównie przy okazji Pixie, a sporadyczna rozmowa ograniczała się do przywitania i machnięcia z oddali dłonią. Była siostrą jej przyjaciółki, a mimo to Mo nie potrafiła powiedzieć, jak właściwie będzie wyglądał weekend spędzony tylko we dwie. Zwykle łatwiej było spotkać się na kawę, zamienić kilka zdań przy okazji wspólnego wyjścia i wrócić do swoich spraw.

Tylko, że żadna z nich nie zaproponowała kawy.
Właściwie wszystko potoczyło się zaskakująco szybko.
Jedno przesunięcie w prawo, być może trochę bardziej z ciekawości niż na serio, kilka wiadomości, pomysł na wyjazd, a potem rezerwacja i ustalanie szczegółów. Wciąż trochę bawiła ją ta nowo znaleziona spontaniczność, szczególnie że zazwyczaj lubiła wiedzieć, na co się pisze, zanim podejmowała decyzję. Tutaj wystarczyło jej, że propozycja brzmiała bardzo dobrze, a Milagros sprawiała wrażenie równie zdecydowanej. Mo nie zamierzała zresztą szukać problemów tam, gdzie ich nie było. Miała wolny weekend i całkiem niezły powód, żeby lepiej poznać kogoś, kogo dotąd znała tylko częściowo…
Pozostawała jeszcze kwestia przekąsek. To akurat zadanie Mona potraktowała z należytą powagą, zwłaszcza po tym, jak Cholito opisała swoje upodobania. Coś słonego, czekolada i coś chrupkiego. Ostatecznie w jej torbie znalazło się kilka różnych propozycji, na wypadek gdyby apetyt dopisał im bardziej niż zakładały. Lepiej było mieć za dużo niż odkryć na miejscu, że jedyną dostępną przekąską jest własny entuzjazm.
Kiedy telefon zawibrował z informacją, że Milagros już na nią czeka, chwyciła torbę i ruszyła na zewnątrz. Dostrzegła samochód i siedzącą za kierownicą dziewczynę, a na jej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Dopiero teraz dotarło do niej, że ich spontaniczny pomysł rzeczywiście staje się rzeczywistością.
— Hej! — przywitała się, otwierając drzwi pasażera i wsuwając torbę na tylne siedzenie. — Oczywiście. Mam nadzieję, że jesteś przygotowana na to, że przywiozłam wystarczająco dużo jedzenia, żebyśmy nie musiały wracać do cywilizacji przez najbliższy tydzień. — Uniosła paczkę przekąsek, zanim odłożyła ją w zasięgu ręki, po czym zapięła pas i wygodniej usadowiła się w fotelu.
Ruszyły tak energicznie, że Mona mimowolnie roześmiała się pod nosem, przyciśnięta na moment do oparcia. Nie należała do osób, które bały się odrobiny prędkości, wręcz przeciwnie — sama uwielbiała prowadzić i zazwyczaj to ona zajmowała miejsce za kierownicą, nawet jeśli nie było to konieczne. Tym przyjemniejsza była ta mała zmiana. Mogła rozsiąść się wygodnie, obserwować drogę i nie przejmować się niczym poza tym, co działo się wokół niej. Rola passenger princess wcale nie była taka zła, zwłaszcza że jej kierowczyni najwyraźniej zamierzała zadbać również o rozrywkę.
Z głośników popłynęły pierwsze dźwięki piosenki, na co Milagros zareagowała z entuzjazmem godnym największego przeboju wszech czasów. Mona zerknęła na nią z rozbawieniem, a potem pozwoliła sobie przyjrzeć się jej nieco dłużej. Było coś uroczego w tym, jak śpiewała, nie przejmując się niczym, a co jakiś czas odwracała głowę w jej stronę, jakby chciała sprawdzić, czy pasażerka podziela jej zachwyt. Mona łapała te krótkie spojrzenia z uśmiechem, coraz mniej skupiona na mijanych ulicach, a coraz bardziej na swojej towarzyszce.
Rozpoznała melodię i uśmiechnęła się szerzej. Przez chwilę pozwoliła Mili śpiewać, wystukując rytm palcami o własne kolano, ale refren okazał się silniejszy od jej postanowienia, żeby zachować choć odrobinę powagi. Dołączyła cicho, początkowo tylko pod nosem, z każdym kolejnym wersem coraz pewniej, aż w końcu odwróciła głowę w stronę kierującej i zaśpiewała razem z nią, zupełnie nie przejmując się tym, jak musiało to brzmieć. Jeszcze zanim piosenka dobiegła końca, Mona pokręciła głową z rozbawieniem, po czym zerknęła na Milagros.
— Powiedz mi, że masz więcej takich hitów na swojej playliście, bo jeśli tak wygląda tylko początek naszej podróży, to chyba powinnam była przygotować się wokalnie. — Uśmiechnęła się niewinnie, jakby wcale nie zamierzała za chwilę udowadniać, że zna tekst kolejnej piosenki. I równie niewinnie sięgnęła do swojej torby, po aparat, który zabrała ze sobą. Gdzieś w środkowej kieszeni miała kilka dodatkowych rolek, gdyby ta jedna nie wystarczyła. Nakręciła kliszę i zanim mogła usłyszeć jakikolwiek sprzeciw pstryknęła szybkie zdjęcie Milagros.



📍🗺️✨🚘⛰︎📸🌱
24 y/o
NARRATORSKI PIESEK
172 cm
pomoc opiekuna zwierząt w zoo, piosenkarka i podcasterka
Awatar użytkownika
˖ ݁♬⋆ So tell me what you want, what you really, really want...
˖ ݁♬⋆ I'll tell you what I want, what I really, really want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Wspaniale! — przytaknęła radośnie ciesząc się na widok paczki przekąsek, ale musiała sprostować jedną rzecz. — Problem w tym, że straaaaszny ze mnie łakomczuch — wiedziała, że nie było po niej widać, ale Mona będzie miała okazję się przekonać już wkrótce o tym, że Mili je więcej niż może się to komuś wydawać. — Na weekend jednak powinno wystarczyć! — rzuciła radośnie puszczając do niej oczko, by spoglądać na drogę i ruszyć przed siebie.
Słysząc śmiech pasażerki wiedziała, że może sobie pozwolić na więcej, bo gdyby Monę strach obleciał to pewnie, by się odrobinę z nią podroczyła, ale finalnie jechała spokojniej, bo chciała, by jej towarzyszka podczas wypadu czuła się komfortowo. Widząc jednak, że nie ma nic przeciwko mocniejszemu dociśnięciu gazu, Mili pozwoliła sobie na szybszą i niekoniecznie przepisową jazdę. Uwielbiała to!
Kiedy usłyszała pierwsze nuty piosenki totalnie przepadła, a tekst znała nie od dziś, więc dała się ponieść muzyce. Czy można się było temu dziwić? No nie. Przecież Mili i muzyka to wręcz jedność, nuciła gdzie tylko mogła, grywała w klubach i ukradkiem w swoim pokoju pisała piosenki. Czy wiązała z tym przyszłość? Poniekąd tak, bo sprawiało jej to niemałą przyjemność, ale na ten moment nie było to zbyt opłacalne. Szwędała się więc po klubach dorabiając, a dnie spędzając w zoo. Zwierzakom zresztą też podśpiewywała, a teraz też i Mona stała się częścią jej występu. Kiedyś zdecydowanie powinna wpaść do klubu i posłuchać coś z jej własnego repertuaru, ale podczas wycieczki musi nacieszyć się coverami. Chociaż kto wie, może w domku dostanie prywatny koncert? Nigdy nie mów nigdy!
Kiedy Mona nieśmiało zaczęła przyłączać się do śpiewu Mili zagrzewała ją ruchem głowy do kontynuacji, a gdy w końcu zaśpiewała głośniej razem z nią uśmiechnęła się szeroko, bo sprawiało jej to niemałą radość. — Nie mam pojęcia, prawdę mówiąc — wtrąciła i nim wyjaśniła dlaczego, piosenka wyciszyła się, a głos radiowy zaczął nawijać lokalne wiadomości. — Nie zdążyłam się podłączyć, ale radio przygrywało zacnie więc nie kombinowałam — wyjaśniła zerkając kątem oka na Monę. — Możesz się podłączyć jak chcesz i zapuścić nam jakiś kawałek — zaproponowała nie spuszczając nogi z gazu, gdy wyjechały poza miasto i sunęły w kierunku parku. Widoki za oknem były obłędne, a jesień pokazywała się im od najlepszej strony. — W sumie jestem ciekawa jaką muzykę lubisz — Fontaine nie była wybredna, a jej gust był cholernie zróżnicowany, więc nie zamierzała nikogo oceniać pod względem muzycznych upodobań. Słysząc kliknięcie zerknęła w stronę pasażerki uśmiechając się szeroko. — O maj gad! Dawno nie widziałam, by ktoś używał te aparaty. No nie licząc moich rodziców, ale wiesz jak jest… wszyscy teraz już tylko telefony — i wcale się nie śmiała, nie nie! Ona nie ukrywała swojego zachwytu. — Takiego na kliszę nie mam, ale mam instaxa, uwielbiam takie foty, ale te wywoływane mają swój klimat i najlepsze jest to oczekiwanie! Mam nadzieje, że zaprosisz mnie na wspólne oglądanie zdjęć z wypadu i obiecasz, że nie zaczniesz beze mnie! — oznajmiła posyłając jej ostrzegające spojrzenie. — Lubisz zdjęcia? Ja uwielbiam, ale zawsze mam problem by je wywołać i poskładać w albumy, jestem cholernie do tyłu z tym — a zawsze się jej marzyły takie własnoręcznie robione wklejki. Tylko miała słomiany zapał, niestety.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”