ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jerome poważnie zaczynał rozważać wybranie się do jakiejś szamanki, która zdjęłaby z niego klątwę, która nad nim krążyła. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Toronto padło ofiarą poważnego blackoutu zaledwie kilka dni po tym, jak przybył do miasta? A ten dzień zaczął się zupełnie niewinnie.
- Jak to zapomniałaś odebrać i dzisiaj to odeślą? To nie mogłaś mi powiedzieć wczo-Dobrze, pojadę znowu, pewnie, nie ma problemu. Bezrobotni na ratunek - odsunął od siebie telefon, podczas gdy jego siostra kontynuowała tyradę na temat bezużyteczności jego tyłka okupującego jej kanapę. Nawet jej kot patrzył na niego z pogardą z drugiego końca pokoju, jakby jego bezrobocie było warte więcej niż te Jerome, podczas gdy jego karma kosztowała dwukrotnie więcej niż jego parówki. - Ja przynajmniej nie robię do kuwety - wystawił kotu język, przykładając ponownie telefon do ucha. Zgodnie z oczekiwaniami, tyrada trwała w najlepsze. - Dobra, Bee, po prostu wyślij mi numer zamówienia, jakiś kod odbioru, cokolwiek tam masz. Już jadę - gdyby chamsko jej nie rozłączył, nie dotarłby dziś do sklepu. Co w ogólnym rozrachunku wyszłoby mu na dobre, ale wszechświat miał dla niego zupełnie inne plany. Drogę do centrum handlowego pokonał zaskakująco szybko i bezproblemowo, wysiadając z autobusu wraz z resztą niczego nieświadomych mieszkańców Toronto. Jako że odbieranie bielizny dla siostry nie było jego wymarzonym zajęciem, postanowił trochę przeciągnąć to w czasie, wchodząc po drodze do kilku innych sklepów i oglądając rzeczy, na które obecnie nie było go stać. Postanowił też wstąpić do supermarketu by kupić wodę, i właśnie tam wpadł na znajomą twarz. Dosłownie wpadł, gotów robić awanturę, gdy uderzył w niego sklepowy wózek, ale zamknął usta ujrzawszy przerażoną twarz Nikodema. - Chyba zasłużone… Ciebie też miło widzieć - uśmiechnął się na widok przyjaciela, rozcierając udo, w które ten mu przyłożył.

Nikodem Edwards
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
25 y/o
For good luck!
180 cm
właściciel serwisu naprawy telefonów FixFon
Awatar użytkownika
eluwina
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracji
postać
autor

Nikodem zdecydowanie nie należał do osób, któe narzekały na swoją codzienność, wręcz przeciwnie, lubił swoją pracę i spędzał w niej większość swojego czasu, lecz dzisiaj z utęsknieniem wyczekiwał jej końca, a ostatnie godzinie dłużyły mu się niemiłosiernie. Na szczęście w końcu udało mu się zamknąć sklep i opuścić budynek gdzie na zewnątrz przywitało go chłodne powietrze, które nieco go orzeźwiło. Miał już konkretny plan na resztę wieczoru, a jeśli nagle ogarnęła by senność byłoby mega kiepsko. Skoro jego brat wybierał się na noc do znajomego, Nikodem wreszcie mógł mieć trochę prywatności, a co za tym szło, również okazję do zaproszenia Jerome bez wysłuchiwania komentarzy brata. Nie żeby się tym przejmował, ale niekiedy młody już przesadzał i Nikodem chciał mu skopać tyłek. Po drodze zahaczył o supermarket, zamierzając kupić kilka składników na kolację. Nie miał jeszcze konkretnego pomysłu na danie, więc krążył między półkami, wrzucając do wózka produkty i zastanawiając się do właściwie powinien napisać do Jerome. Każda wiadomość którą formował w głowie brzmiała absolutnie żałośnie i miał ochotę przyłożyć głową o ścianę.
Pogrążony we właśnych myślach, skręcił w kolejną alejkę, zupełnie nie zwracając uwagi na to co działo się w okół. Wózek jechał sobie spokojnie, aż do chwili gdy jedno przednia część nie uderzyła z impetem w coś, a raczej kogoś. Nikodem zareagował dopiero na dźwięk, który wyrwał się z ust poszkodowanego i od razu podniósł wzrok. Przerażony, szybko cofnął wózek. "Ja pierdole, Jerome, przepraszam! Zagapiłem się i cholera.. Nic ci nie jest?" Wyrzucił na jednym wdechu, a na widok uśmiechu Jerome, nieco złagodniały jego wyrzuty sumienia. Jednak kiedy spojrzał w dół i dostrzegł, że chłopak rozmasowuje sobie udo, ponownie poczuł się strasznie źle. Nie zastanawiając się dłużej, odstawił wózek na bok i przykucnął przed Jerome, ostrożnie rozmasowując miejsce w które mu przyłożył. "Bardzo boli? Naprawdę przepraszam.. powinienem patrzeć jak chodzę." Westchnął, przejęty zmarszczył brwi. Dopiero po dobrej minucie dotarło do niego jak właściwie to wyglądało, klęcząc na środku supermarketu przed przyjacielem, z dłońmi na jego udzie, masując je z miną zbitego psa. Zamarł z dłońmi zaciśniętymi o materiał spodni chłopaka po czym uniósł głowę, patrząc mu w oczy. "Umm..ja.. po prostu chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku. Żadnych ukrytych intencji i obmacywania, serio." Odchrząknął i popatrzył się na swoje dłonie, dalej obejmujące udo Jerome po czym szybko je zabrał i podniósł się z klęczków, patrząc wszędzie tylko nie na przyjaciela. "Właściwie to miałem do ciebie pisać czy nie chciałbyś przyjść potem na kolacje.. Ambrose wychodzi na noc do znajomych, a ja planuję zrobić dziś kolację i pomyślałem, że może miałbyś ochotę wpaść?" W końcu spojrzał na chłopaka, choć na jego twarzy dalej kryło się odrobinę zawstydzenia.

Jerome Blackwood
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jerome przegapił gdzieś moment, w którym stał się ludzkim magnesem - nie tylko na nieszczęścia, ale też na wjeżdżające w niego przedmioty. Co będzie następne, osobówka? Tym razem nie była to nawet wina jego rozkojarzenia, Nikodem wyjechał na czołówkę. - No raczej, to wózek sklepowy, a nie czołg - zaśmiał się, rozmasowując miejsce, w które oberwał. Cóż, przynajmniej był przyzwyczajony do siniaków. Jerome uniósł brwi ze zdumienia, gdy jego przyjaciel nagle wylądował na kuckach, jakby miał zamiar błagać o przebaczenie. Zaraz, dlaczego Nikodem uskuteczniał jakiś masaż jego uda pośrodku sklepowej alejki? Musiało to wyglądać co najmniej komicznie. Nauczony doświadczeniem, odczekał moment, aż chłopak sam zorientował się dokąd zaprowadziła go panika. - Aha, akurat. Mam uwierzyć, że to nie była zaplanowana akcja? - rzucił Niko zaczepny uśmiech, starając się nie śmiać, gdy na policzki chłopaka wstąpił róż. To interesujące, że mimo upływu lat zawstydzenie Edwardsa przychodziło mu z taką łatwością. - Najpierw mnie obmacujesz a teraz zapraszasz na randkę? Nie powinno być odwrotnie? - oj jeśli wcześniej Nikodem był zawstydzony, teraz jego buzia przypominała kolorem dojrzałego pomidora. Jerome szturchnął go lekko w bok. - Tylko się nabijam… Czemu nie? Chętnie wpadnę. Nadal mamy sporo do nadrobienia - no i przynajmniej nie będzie musiał oglądać miny Blossom patrzącej na niego jak na podczłowieka bez ambicji. Czy ona wiedziała jak trudna była obecnie sytuacja na rynku pracy? W desperacji zostawił CV nawet w sklepiku osiedlowym. - Musimy jeszcze wejść tylko do Victoria’s Secret… Nie patrz tak na mnie, nie zamierzam kupować sobie gaci. Atomówka mnie tu wysłała po swoje - dwóch facetów wychodzących z reklamówką pełną seksownych damskich majtek, dzień jak co dzień. - Panie przodem, nie zamierzam znowu oberwać - zaśmiał się, puszczając Nikodema i jego wózek przed siebie. Po zdobyciu pozostałych składników kolacji, a także kilku przekąsek i piwa, udali się do kasy, gdzie Nikodem uparł się by za wszystko zapłacić. Jerome nienawidził życia na siostrzanym kieszonkowym. Gdyby tylko nie przepił resztki oszczędności, bezrobocie mogłoby być dla niego nieco łaskawsze. - No dobra, to dokąd teraz? - zapytał, gdy opuścili różowy przybytek, a jego plecak powiększył się o paczkę pełną stringów jego siostry.

Nikodem Edwards
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
25 y/o
For good luck!
180 cm
właściciel serwisu naprawy telefonów FixFon
Awatar użytkownika
eluwina
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracji
postać
autor

Nikodem miał szczerą nadzieję, że ziemia go pochłonie zanim Jerome postanowi skomentować jego zachowanie, ale oczywiście nie mógl liczyć na tyle szczęscia. Sojrzał na niego z mieszaniną oburzenia i zażenowani, próbując przy ym zignorować gorąco rozlewające się na jego policzkach. "Jesteś niemożliwy, wiesz?" Mruknął, szturchając go lekko w ramię, choć kąciki ust zdradzały, że nie był wcale tak poirytowany jak próbował udawać. Mógłby przysiąc, że ten głupek czerpał z całej sytuacji zdecydowanie zbyt wiele przyjemności, a co najgorsze jeśli Jerome by się rozkręcił z tej słownej przepychance, Nikodem nie miałby najmniejszych szans. Albo co gorsza wyszłoby na jaw, że chciał by była to randka. "Spadaj, to wcale nie randka!" Na szczęscie Jerome przyjął jego propozycje, a to oznaczało, że wieczór zapowiadał się znacznie lepiej niż początkowo planował i przynajmniej nie musiał już zastanawiać się nad tym jak zaprosić Jerome, nie brzmiąc przy tym jak kompletny idiota. "Victoria's Secret?" Powtórzył, unosząc brwi. Zakupy dokończyli bez większych komplikacji, chociaż Nikodem uparł się, by zapłacić za wszystko, nie dając Jerome nawet możliwości zaprotestowania. Poza tym sam zaprosił go na kolację.
Nikodem spojrzał na Jerome z miną, która nie zwiastowała niczego dobrego. Znał go wystarczająco długo by wiedzieć że niektóre okazje nie mogły pozostać zmarnowane, a ta zdecydowanie należała do jedneju z nich. "Wiesz co? Naprawdę nie oceniam." Oznajmił z powagą, której nie udało mu się utrzymać dłużej niż kilka sekund nim na jego ustach pojawił się szeroki, łobuzerski uśmiech. "Muszę przyznać, że nie spodziewałem się po tobie takich zakupów. Jerome, stary jeśli chciałes mi coś powiedzieć.. wiesz, nie musisz udawać że to dla siostry." Szturchnął go łokciem, parskając śmiechem po czym uniósł dłonie w obronnym geście, widząc twarz Jerome. "Spokojnie..Twój sekret jest ze mną bezpieczny." Wystawił mu język po czym zerknął na zegarek, a potem na Jerome. "Może weźmiemy jeszcze coś szybkiego do jedzenia? Zanim zrobię kolację minie trochę czasu, a pewnie zaraz zaczniesz narzekać jak umierasz z głody i wspominasz posiłek sprzed trzech dni. A znając ciebie to pewne już jesteś głodny." Uśmiechnął się zaczepnie i nie czekając na protesty, pociągnął Jerome w kierunku lokali z jedzeniem, gdzie zamówili coś na wynos.
Dopiero gdy odebrali jedzenie i ruszyli w kierunku parkingu, Nikodem uśmiadomił sobie jak przyjemnie mijał mu ten wieczór. Z Jerome wszystko przychodziło naturalnie, nawet jeśli co jakiś czas miał skłonnośc do mówienia jakichś głupich rzeczy. "Jezu!" Nikodem niemalże pisnął kiedy nagle wszystko zgasło, a z różnych stron dobiegały zaskoczone przekleństwa i okrzyki. Odruchowo przysunął się do Jerome który stał obok i złapał go za rękę. "Wszystko w porządku?"
Jerome Blackwood
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Skoro tak mówisz… Ale łamiesz mi serce, wiesz? - ukrył uśmiech za nutką dramatyzmu, przez jeszcze jeden moment nabijając się z Nikodema, który zaczął go kopać w odwecie, cóż za dojrzałość. Dla osoby postronnej mogli wyglądać jak dwójka licealistów urządzających sobie przepychanki pośrodku sklepu.
Westchnął cierpiętniczo nim uniósł ręce w poddańczym geście. - Masz mnie. Bywają takie dni, kiedy facet musi założyć koronkowe różowe stringi by jakoś to przetrwać. Z naturą nie wygrasz - choć od długiego czasu nie był skory do żartów, towarzystwo Nikodema miało na niego dobry wpływ. Przy nim chociaż na moment zapominał o problemach, choć myślami zbyt często powracał do przeszłości zastanawiając się co by było gdyby. I choć dawny Jerome narzekałby na głód, obecny nieszczególnie go odczuwał, bo miał w zwyczaju omijać posiłki. Pokiwał jednak głową, pozwalając przyjacielowi prowadzić się tam, gdzie chciał.
Jerome zdążył jedynie otworzyć usta, by zapytać o to, na którym parkingu Niko zostawił samochód, kiedy zapadła nagła ciemność. Zewsząd dobiegły ich zaskoczone głosy, a on sam odruchowo zatrzymał się wpół kroku. Przez krótką chwilę próbował zorientować się, co właściwie się stało, ale kiedy poczuł, jak Nikodem zaciska palce na jego dłoni, cała jego uwaga skupiła się na chłopaku. - Mhm. Spokojnie, jestem tutaj - to niesamowite jak w mgnieniu oka znów był tym samym młodym chłopakiem dodającym otuchy przerażonemu przyjacielowi, a nie wycofanym dorosłym zniszczonym przez koleje losu. Dopiero po chwili dotarło do niego, że Nikodem nie tylko złapał go za rękę, ale też wyraźnie się do niego przysunął. Jerome nie puścił jego dłoni. Wręcz przeciwnie, przesunął kciukiem po jego knykciach, jakby zupełnie nieświadomie, po czym zerknął w stronę pogrążonego w ciemności centrum handlowego. Nie było widać zbyt wiele, jedynie pojedyncze światła telefonów i sylwetki ludzi próbujących zorientować się w sytuacji. - To tylko awaria prądu, Niko. Wszystko jest dobrze... Niektóre sklepy mają własne zapasowe źródła zasilania, musimy tylko cofnąć się do spożywki - zdając sobie sprawę z tego jak bardzo Nikodem boi się ciemności, Jerome postanowił być dla niego w niej światłem. Nie tylko dosłownie, oświetlając im drogę telefonem, ale też i metaforycznie, przejmując dowodzenie, gdy przyjaciela sparaliżował strach. Pociągnął go za dłoń w kierunku sklepu, w którym dziś na siebie wpadli, gdzie obsługa poinformowała ich o awarii prądu… W całym Toronto. Nie brzmiało to optymistycznie. - Musimy się jakiś dostać na pa- Ej! Koleś! Dlaczego to kradniesz? - oczywiście, że Jerome nie byłby sobą, gdyby nie wpadł w kłopoty trzydzieści razy do dnia. Musiał zauważyć chłopaka próbującego cichaczem przemycić sprzęt wyglądający na drogi, korzystającego z okazji. Kobieta stojąca nieopodal nich również zwróciła na to uwagę i tak oto wywiązała się pierwsza potyczka z oportunistą, wraz za którą w różnych miejscach wybuchały kolejne. Jerome umiał odpuszczać gdy miał inne priorytety a bardziej niż dobrze ubezpieczonym sklepem przejmował się wystraszonym Nikodemem. - Chodźmy stąd. Spróbujmy dostać się na parking i stamtąd do domu, dobrze? - zapytał, ujmując jego dłoń w swoją. Pamiętał, że takie gesty zawsze pomagały mu się ugruntować w teraźniejszości.

Nikodem Edwards
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
25 y/o
For good luck!
180 cm
właściciel serwisu naprawy telefonów FixFon
Awatar użytkownika
eluwina
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracji
postać
autor

Nikodem skinął głową, chociaz wciąż czuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nagła ciemność przywołała wspomnienia do których zdecydowanie nie chciał wracać lecz za każdym razem kiedy nastawała ciemność Jerome był obok niego. "Oficjalnie możemy uznać, że to centrum handlowe jest przeklęte. Chyba, że przez ten czas gdy cię nie było nauczyłeś się magicznych sztuczek i to twoja sprawka by nikt nie dowiedział się, że nosisz różowe stringi." Mruknął, próbując obrócić sytuację w żart. Pozwolił Jerome poprowadzić się przez pogrążone w ciemności alejki, nie puszczając jego dłoni. Co jakiś czas zerkał na oświetloną ekranem telefonu twarz przyjaciela, a sam ten widok wystarczał by mógł poczuć się nieco pewniej. "Zadzwiające, że minęło tyle czasu a ty dalej masz taki talent pakowania się w kłopoty. Wystarczyło pięć minut ciemności, a już zdążyłeś znaleźć sobie przeciwnika." Zaśmiał się cicho, przypominając reakcję Jerome na złodzieja. "Muszę zacząć nosić przy sobie gwizdek żeby móc cię przywoływać zanim zrobisz coś głupiego." Pokazał mu język,a kiedy w końcu dotarli na parking, Nikodem odetchnął z ulgą , choć widok pogrążonych w ciemnościach samochodów nie napawał optymizmem. Wyciągnął telefon, odpalając latarkę próbując sprawdzić czy jego samochód nadal znajodwał się tam gdzie go zostawił. "Mam nadzieję, że przynajmniej wyjedziemy stąd bez problemu. Nie uśmiecha mi się nocowanie tutaj.. nawet z tobą." Dodał, uśmiechając się zaczepnie do Jerome. Dopiero wtedy zauważył, że wciąż trzymają się za ręce i przez moment przemknęłą mu myśl by się odsunąć, ale ostatecznie tylko mocniej ścisął palce przyjaciela. "Chcesz prowadzić? Nie chcę przypadkiem wpakować nas pod inny samochód albo w drzewo przez moje rozkojarzenie."

Jerome Blackwood
ODPOWIEDZ

Wróć do „Yorkdale Shopping Centre”