ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do tej pory nie miała pojęcia, jak bardzo kochała być zakochana. To było takie wspaniałe uczucie. Miała nadzieję, że w jakikolwiek sposób odczuwa to Ruelle, jest jej z tym równie przyjemnie. Albo chociaż w połowie. Połowa z tego, co miała w sobie River, to i tak byłoby bardzo dużo dobra. Prescott przecież na to zasługiwała. Powinna czuć się doskonale, szczególnie w towarzystwie swojej artystki. Wszystko na szczęście wskazywało na to, że faktycznie tak jest. Sprawiała wrażenie na swój niesamowity sposób szczęśliwej. Czego chcieć więcej?
Mogłaby powtarzać w każdym języku, że ją kocha. To na pewno skończyłoby się bardzo źle. Nie była przecież wredną pizdą, nie chciała wywoływać w niej ataków paniki bez powodu. Już ostatnio ledwo udało się utrzymać ją na powierzchni, zanim totalnie zapadła się w stres. Dobrze, że umysł Cross tak mocno blokował się przy Prescott i ona nie dostawała ataków paniki przy niej. A może po prostu Rue tak o nią dbała, że te wszystkie nerwy nie przychodziły i... nie no, kurwa. To mentalna blokada. Była w stanie się rozpaść dopiero, gdy straci Latynoskę z oczu. Czułe wyznania jednak nie wzbudzały w Cross negatywnych emocji. Przeciwnie. Szybko pogodziła się z myślą, że takie rzeczy raczej będzie musiała sobie w tej relacji dawkować. To nie był żaden minus, to było po prostu takie... ich. Mogły się przecież kochać na milion różnych sposobów. Mogły przede wszystkim kochać się ze sobą. Na szczęście wyznawanie uczuć w ich przypadku opierało się na czymś więcej niż słowach. Chociażby na tych wszystkich pocałunkach, również tych, które nie ociekały pożądaniem i nie ciągnęły ich w szaleńczym tempie do jednego.
Totalnie rozluźniona i zadowolona nawet nie zauważyła subtelnej zmiany w zachowaniu Ruelle. Gdyby nie zadała tego dziwacznego pytania, pewnie w ogóle by do niej nie dotarło, że tanatopraktorka poczuła się dziwnie z określeniem, którego wobec niej użyła. Zmarszczyła nos, niespecjalnie rozumiejąc, o co właściwie jej chodziło. Przywołała w myślach zdanie, które powiedziała przed chwilą, ale nie dostrzegła, by było w nim cokolwiek złego.
— Wolisz, żebym używała określenia kobietę? Albo partnerkę? Nie ma problemu. Przepraszam, nie próbowałam ci w żaden sposób umniejszać — powiedziała łagodnie, a na jej wargach pojawił się przepraszając uśmiech. Może nie posłuchała jej wiele miesięcy temu, gdy Rue buntowała się przeciwko nazywaniu się Małą, ale teraz nie miała zamiaru robić jej na złość i wybierać słów, które miałyby wzbudzać w niej dyskomfort. Wszystko jedno, byle obie czuły się zadowolone w tym związku!

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele rzeczy odkryje przy River. Przeżyła z nią swój pierwszy pocałunek, a teraz zdawała się przeżywać wiele innych pierwszych razów. Pierwszy raz przedstawiła kogoś rodzinie i wprowadziła do jej świata. Pierwszy raz poszła z własnej woli na coś, co mogła sama nazwać randką. Przede wszystkim jednak: pierwszy raz ktoś kochał ją tak mocno, a ona na to pozwalała. To było dziwne, ale na pewno przyjemne. Podobało jej się to. Podobała jej się też River.
Wciąż nie przywykła do tych słów. W jakimkolwiek języku: ani po hiszpańsku, ani po angielsku. Po koreańsku by ich w ogóle nie zrozumiała. O ile Cross nie wymawiałaby ich w dokładnie ten sam sposób, patrząc na nią tak, jak teraz właśnie patrzyła. Powoli chyba się oswajała z tym wszystkim. Powoli. To było słowo klucz, ale rysowniczka też nigdzie się nie spieszyła i starała jej się udowodnić, że to wszystko ma sens. Na razie zatem lgnęła do niej i jej to odpowiadało. Może była zatem dla nich jakaś przyszłość? Chociaż znając tę dwójkę to wszystko mogło zaraz wybuchnąć.
Te wszystkie leniwe i czułe pocałunki były naprawdę przyjemne, a do tego cholernie rozpraszające. Nie były jednak na tyle rozpraszające, aby Prescott umknęło określenie, którego River użyła w odniesieniu do niej. Nie spodziewała się tego. Może nie odczytywała odpowiednio jej tonu lub nagle przerastała ją semantyka i odczytywała ten komunikat w zupełnie inny sposób niż powinna. Tylko, że najwyraźniej artystka widziała w tym wszystkim nieco inny kłopot.
— Nie o to chodzi — westchnęła, zsuwając się z niej i kładąc na łóżku obok dziewczyny.
Musiała odetchnąć i ułożyć to sobie jeszcze raz w głowie. Wciąż nie spuszczała spojrzenia z jej twarzy, czując, że w tej kwestii kompletnie się nie zrozumiały, a rysowniczka natychmiast przeszła do przeprosin za to, że użyła nie takiej terminologii, która nie byłaby umniejszająca.
— Dziewczyna czy partnerka… Tak się raczej mówi w związku — wyjaśniła w końcu, ale jeśli się nad tym zastanowić to sformułowanie partnerka mogło pojawiać się obok dodatkowych determinujących ten termin słów.
Wciąż jednak niczego nigdy nie ustaliły. Sypiały ze sobą i spotykały, ale to było wszystko. Nigdy nie padła żadna deklaracja czy pytanie. Stąd jej zdziwienie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się, że określenie, którego użyje, będzie mogło przerwać cokolwiek, co działo się między nimi. Próbowała być miła i sprawić swoimi słowami przyjemność Ruelle. Nie powinna się po prostu ucieszyć, że uważała ją za tak cudowną również pod względem związkowym? Może Cross oceniała ją zbyt pochopnie własną miarą, bo sama bardzo by się z takiego komentarza ucieszyła. Miały nieco sobie posłodzić, odprężyć się przy pocałunkach i ostatecznie zasnąć w swoich objęciach. Ta rozmowa przybrała jednak kompletnie inny wymiar, a artystka coraz mniej z tego wszystkiego rozumiała. Czy ona kiedykolwiek zacznie nadążać za tą wariatką? Szanse z tygodnia na tydzień były coraz mniejsze. Umysł Prescott działał na falach, do których rysowniczka chyba po prostu nie miała dostępu. Zgadywanie miało się z celem, bo było podobne do wytypowania liczb w jakiejś loterii kanadyjskiego totolotka. Problem w tym, że Cross była pewna, że już trafiła kumulację.
Spojrzała na nią zaskoczona, gdy zsunęła się na materac obok. Rozmowa faktycznie robiła się coraz bardziej poważna, skoro miał przestać rozpraszać się swoim dotykiem. River cierpliwie czekała, aż jej modelka pozbiera myśli i pociągnie temat dalej. Narastała w niej niecierpliwość, ale wiedziała, że musi wytrzymać i dać jej szansę na ogarnięcie tego rozumem. To było zbyt istotne, żeby podchodzić do tego po macoszemu.
Jej następne słowa kompletnie zbił rysowniczkę z tropu. Nie odzywała się jeszcze przez moment, czekając na dalszy ciąg tej wypowiedzi, ale żaden nie nadchodził. Czy nad jej głową pojawiło się mrowie znaków zapytania? Powinno. Miała kompletną pustkę we łbie. Jak miała w ogóle zinterpretować te słowa?
— No... tak? Tak się mówi w związku... — potwierdziła ostrożnie, nie będąc pewną, czy w tym był jakiś haczyk i czy zaraz się o tę semantykę nie pokłócą. Ale czemu by miały? W tych słowach naprawdę nie było niczego obraźliwego. Nie miała zamiaru dać sobie wmówić, że jest inaczej, no bez przesady. A jednak mina jej kobiety wyraźnie sugerowała, że coś jej w tym wszystkim zgrzytało.
— Jesteśmy w związku od niedawna... czy to za wcześnie na nazywanie cię w ten sposób na głos? — zapytała niepewnie, szukając jakiegokolwiek argumentu, który mógłby sprawiać, że Rue nie czuje się komfortowo.
— Musisz mi chyba powiedzieć wprost, w czym rzecz, bo nie rozumiem — poprosiła w końcu. Podniosła się do siadu, bo nie była w stanie znieść tego całego zamieszania na leżąco.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia skąd to wszystko się ezięło. Ogólnie nie miała pojęcia o wielu rzeczach, które się działy między nimi i w głowie artystki. Musiała otrzymać wytłumaczenie i czuła, że to będzie dłuższa rozmowa. Dlatego zsunęła się z jej ciała, ale nie zamierzała do końca rezygnować z bliskości ryzowniczki. Dalej czuła jej ciepło i delikatny dotyk na skórze. Potem będą pewnie mogły wrócić do przerwanych pieszczot lub zwyczajnie pójść spać, bo przecież podobno były bardzo zmęczone po podróży.
Obie były zwyczajne skołowane tym wszystkim, ale z zupełnie innych powodów. Właśnie w takich momentach docierało do niej, że rozmijały się w naprawdę wielu kwestiach. Zwłaszcza w tych, które dotyczyły uczuć czy związków, bo zwyczajnie spoglądały na to zupełnie inaczej. Czuły również zupełnie, co innego. River twierdziła, że było to w porządku i nie stanowiło dla niej żadnego problemu, ale potem dochodziło do tych dziwnych rozmów.
Cross dalej nie miała pojęcia o co właściwie się rozchodzi, a Ruelle nie wiedziała w jaki sposób ma jej to lepiej wytłumaczyć skoro jeszcze tego nie załapała. Przynajmniej przyznała jej rację i mogły dalej spróbować się skomunikować, bo akurat to wydawało się dosyć istotnym zagadnieniem.
— No właśnie — potwierdziła, ale wydawało się, że River dalej nie załapała.
Rysowniczka nie podjęła żadnej dalszej myśli. Nie wydawała się też wyciągać wniosków z jej słów. Zamiast tego dalej wpatrywała się w nią wzrokiem, za którym nie kotłowały się żadne myśli. Jakby tego mało to jeszcze rzuciła słowami, które sprawiły, że to Prescott spojrzała na nią jeszcze bardziej zbita z tropu.
— Jesteśmy? — wydusiła z siebie, gdy już osiadło w niej znaczenie wypowiedzi River i była w stanie wprowadzić szczękę w ruch.
Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Cross w swojej głowie zrobiła z nich parę. C9 to w ogóle znaczyło? Była naprawdę skołowana i chyba coraz mniej rozumiała tę dziewczynę, która zwyczajnie założyła, że są w związku. To nie miało sensu.
— Właśnie… w tym — powiedzisła w końcu. — Jak to jesteśmy w związku?
Nie przypominała sobie, aby cokolwiek deklarowała lub się na coś zgadzała. Chyba, że nie usłyszała tego pytania i przytaknęła jej odruchowo w trakcie orgzamu. To byłoby całkiem prawdopodobne.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ktoś powinien je nagrać i wstawić potem materiał do słownikowej definicji rozmowy chuja z butem. Ten temat z sekundy na sekundę robił się coraz dziwniejszy. Skąd on się w ogóle między nimi wziął? Nie była pewna. Nie miała pojęcia, że Ruelle mogła mieć w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości, bo to przecież jakiś totalny absurd. Jakim cudem nie potrafiły się dogadać nawet w takiej kwestii? Przecież nawet jakby próbowały odwalić jakiś największy szajs i głupotę celowo, to by na to nie wpadły. Nikt normalny by na to nie wpadł. A jednak właśnie znajdowały się w tej sytuacji i musiały sobie z tym jakoś poradzić.
Czekała grzecznie na jakieś mądre wnioski, ale takich w tej relacji nie doczeka się chyba nigdy. Wszystkiego by się spodziewała, tylko nie pytania, które w końcu padło. Przyglądała się Ruelle kompletnie skołowana. Czy to była jakaś forma żartu? Wkręcała ją? Nie no, pranki niespecjalnie były w jej stylu. Skąd w takim razie wzięło się w niej to pytanie? Czyżby River faktycznie myliły się dupeczki i ostatnie tygodnie przeżywała z kimś innym? Ruelle ma jakąś siostrę bliźniaczkę, która towarzyszyła jej w tych wszystkich momentach? Innego wytłumaczenia nie widziała. Potarła skroń, milcząc jeszcze przez moment i próbując ułożyć to wszystko w myślach.
— Co masz na myśli przez "jak to jesteśmy w związku"? No... normalnie. Przecież... — zawiesiła głos, nie będąc pewną, jak ma dokończyć to zdanie. Odwróciła na moment wzrok i wzięła głęboki oddech. Przecież ją zaraz tutaj rozsadzi. Albo ona rozsadzi Prescott. Jakim cudem mogły mieć różne zdania nawet w takiej kwestii?
— Powiedziałaś mi, że mnie nie zostawisz. Zaprosiłaś mnie na rodzinną imprezę, gdzie wszyscy nazywali mnie twoją dziewczyną, a ty nikogo nie poprawiałaś. Pozwalasz mi nazywać się swoją. Sama przyznałaś, że jestem twoją pierwszą partnerką. Kazałaś mi pozbyć się Blair, bo rościła sobie do mnie prawa. Rozmawiałyśmy nawet o tym, jakie masz zdanie wobec moich innych potencjalnych osób partnerskich... — wymieniała kolejne kwestie ze wszystkich sił starając się zachować spokój. Spojrzała z powrotem na swoją... na Ruelle, chcąc obserwować jej reakcję na te przykłady.
— O czym to wszystko świadczy, jeżeli nie o tym, że jesteśmy w związku? — zapytała powoli, nadal panując nad tonem. Nie chciała się na nią wydzierać, chociaż miała ochotę drzeć się w niebogłosy. Przecież to wszystko nie mogło być prawdą. To musiał być jakiś popierdolony sen.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tylko ktoś chciał kiedyś napisać jakąś komedię omyłek i zrobić z niej jednocześnie powieść posuwisto-zwrotną to powinien napisać historię znajomości tej dwójki i najlepiej umieścić w niej dokładne cytaty z rozmów, aby osiągnąć zamierzony efekt. Absurd gonił absurd w tych ich rozmowach, ale nie bardzo wiedziały jak powinny z tego wybrnąć. Może faktycznie powinny się ograniczyć tylko do seksu? Dialog im kompletnie nie wychodził i trudno stwierdzić czy na tym etapie warto było się jeszcze starać.
Mądrych wniosków się nigdy nie doczekają, bo chyba nie było komu ich wyciągać. Każda z nich miała wrażenie, że wystarczy zarzucić krótkim hasłem, aby ta druga dokładnie zrozumiała, co miała na myśli. Szkoda tylko, że to tak nie działało. Czekały na jakieś rozwinięcie i oświecenie, ale to nie następowało. Były naprawdę beznadziejnym przypadkiem, który nie potrafił się odnaleźć w konwersacji.
— No, jak to normalnie? — zapytała, bo kompletnie nie miała pojęcia o co właściwie jej artystce może chodzić.
Ona nie widziała w tym wszystkim większej logiki. Nie umiała sobie wyjaśnić jak i dostrzec tej wskazywanej przez Cross normalności. Dla niej to wszystko było czymś umownym, a nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek ustalały coś podobnego. Tylko, że może coś ją ominęło? Nie. To raczej nie było możliwe, ale z drugiej strony? Pewnie River sama coś sobie założyła bez pytania jej. W końcu rysowniczka od samego początku mówiła, że weźmie ją sobie jak tylko będzie chciała.
— No powiedziałam — przytaknęła na to pierwsze, ale potem nastąpiła prawdziwa litania argumentów, na które miała oczywistą kontrę. Jak zwykle zresztą. — Zacznijmy od tego, że to moja matka zaprosiła cię na tę imprezę i wyraziłaś chęć wzięcia udziału. Powiedziałam, że możesz przyjść jak chcesz.
Ściągnęła na chwilę brwi i sama podparła się ręką o materac, aby podnieść się do siadu, bo cała ta rozmowa zaczęła robić się zdecydowanie zbyt poważna, aby kontynuować ją na leżąco. Kultura debaty wymagała od nich zachowania chociażby takiego minimum.
— Zawczasu cię uprzedziłam, że będziesz nazywana moją dziewczyną. Nie zamierzałam tłumaczyć osiemdziesięciu osobom z osobna, że jesteś dziewczyną, z którą sypiam i która jest we mnie zakochana, ale ja w niej nie. To jest trochę zbyt skomplikowane, czasochłonne i upierdliwe. Łatwiej nie poprawiać. Zwłaszcza, że zapewne widziałaś ich po raz jedyny w życiu, a ja utrzymuję z nimi kontakt wyłącznie na takich sztywnych imprezach — kontynuowała, bo jak dla niej było to całkiem logiczne wytłumaczenie. — Przyznałam, że jesteś pierwszą osobą, którą im przedstawiłam. Blair mnie z kolei po prostu wkurwia. Wałkowałyśmy jej temat wielokrotnie. Inni mnie nie obchodzą, ale ona wyjątkowo działa mi na nerwy. Tak samo jak myśl, że miałaby cię dotykać i mieć się za lepszą ode mnie.
Taką rozmowę odbyły nawet na długo przed tym jak Cross uroiła sobie ich związek. Choć może miała nieco powodów do takich wniosków. Trudno było określić w jaki sposób ta dyskusja się zakończy. Po raz kolejny emocje zaczynały mącić w ich spokojnej egzystencji i groziły wylaniem się z nich w niszczycielskiej powodzi. Jeszcze tego brakowało, żeby się pokłóciły.
— Mogę nie być ekspertką w tej dziedzinie, ale czy związek przypadkiem nie jest wspólną i świadomą decyzją wszystkich zaangażowanych osób? Coś takiego chyba się ustala zamiast samemu czynić założenia — dodała jeszcze, czując, że coraz bardziej obie zbliżają się do punktu wrzenia.
To miała być tylko normalna rozmowa. Powinny się obie opanować i zwyczajnie rozmówić się w tej kwestii. Nie mogą przecież dopuścić do tego, aby ich wyjazd był zrujnowany z powodu durnej kłótni. Pewnie właśnie ze względu na ryzyko takich zdarzeń nie powinny w ogóle nigdzie się wybierać.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdego dnia zwiększała swoją szansę na beatyfikację. Właściwie po tej rozmowie to powinno być już pewne. Kościół katolicki powinien zrobić to jeszcze za jej życia. Jak już ustaliły, personalia ku temu miała perfekcyjnie, nie trzeba było nawet nadawać świątobliwych pseudonimów. To powinno spodobać się Isabel! Co tam papieże na lodówce, jeżeli miałaby w rodzinie świętą. Chociaż niektórzy mówią, że żona to nie rodzina, więc cholera wie, czy Prescottowie uznaliby faktycznie partnerkę córki za swojaczkę. Najpierw jednak to właśnie ta córka musiała zgodzić się z tym poglądem.
Sprawiała wrażenie, jakby znowu ustawiła sobie za cel wkurwienie River albo zwyczajne sprawienie jej przykrości. Artystka była coraz bardziej zirytowana i sfrustrowana tym, jak bardzo nie potrafiła nadążać za sposobem myślenia Latynoski. Jakim cudem z tych samych sytuacji wyciągały tak skrajnie odmienne wnioski?
— Dobrze, niech będzie po twojemu. Jebać tę imprezę i Blair. — Wzruszyła ramionami nieco tym wszystkim zniechęcona. Wywlekanie tych wszystkich szczegółów i robienie z nich kwestii, które faktycznie coś zmieniały, nie było dla niej przyjemne. Oczywiście, że to Isabel zaprosiła River jako pierwsza, ale rysowniczka wychodziła z założenia, że solenizantka również chciała ją tam widzieć, a nie przyjęła to jako obojętny fakt. O natychmiastowym odcięciu jej od tych ludzi po pierwszym spotkaniu nawet nie było co gadać. Wyglądało na to, że właśnie straciła zaproszenia na wszystkie kolejne urodziny swojej... Prescott. A Blair? Ten temat już kompletnie ją przerastał. Jakiś wyjątkowo nieuprzejmy głos wewnątrz podpowiadał jej również, że Saint Clair postawiona w tej sytuacji nie potrzebowałaby dodatkowych wyjaśnień i sprawa byłaby dla niej równie oczywista, co dla samej Cross.
— Byłam święcie przekonana, że to ustaliłyśmy wspólnie w momencie, w którym powiedziałaś, że mnie nie zostawisz — warknęła tonem przesiąkniętym irytacją dużo bardziej niż tego chciała. Od razu uniosła ręce w geście zastopowania dalszych argumentów. Musiała się uspokoić, zanim rozkręci się na dobre, bo na pewno powie coś, czego będzie żałować. Ponownie odwróciła wzrok, wychodząc z założenia, że nigdy nie pozbiera myśli, jeżeli będzie wpatrywać się w tę wariatkę.
— Cieszyłam się, że jesteśmy razem, bo mi na tobie zależy. Ta rozmowa... nie do końca wiem, co mam o niej myśleć — wyjaśniła już dużo spokojniej. Potarła kark, zastanawiając się, czy mogą z tego jeszcze wybrnąć bez kłótni.
— A ty chcesz ze mną być? — zapytała, znowu na nią spoglądając. — Tylko, proszę, zastanów się nad odpowiedzią dłużej niż pięć sekund — dodała pospiesznie. Była pewna, że pierwszym odruchem Latynoski byłoby paniczne zaprzeczenie, ale może taka chwila refleksji jakoś im pomoże?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biorąc pod uwagę ich rozliczne grzechy to uzyskanie tytułu świętych mogłoby być sporym wyzwaniem, ale na pewno nie mogła zaprzeczyć, że River miała wręcz nadludzką cierpliwość. Pewnie o sobie też by to powiedziała, bo jednak obie w ten czy inny sposób się ze sobą męczyły. Dlaczego, więc nie rzuciły już dawno tego wszystkiego w cholerę? Powinny to zrobić już dawno temu. Nie potrafiły jednak tego zrobić. Wydawało się to być zadaniem niemożliwym, a poza tym… Chyba za bardzo Prescott ceniła sobie ten seks, tę obecność oraz cięty humor, którymi ujmowała ją rysowniczka. No, cholera jasna. Lubiła ją. Ostatnio nawet coraz bardziej.
Obie miały zdecydowanie zbyt krótki lont. To doprowadzało do tragedii w ułamku sekundy. Właśnie znajdowały się o sekundy od eksplozji. Iskry już muskały spłonkę, flirtując ze śmiercią. Jedynym pytaniem było: jak niszczycielski będzie ten wybuch?
Może zdystansowanie się od imprezy i dziewczyny, która była od początku kością niezgody w ich relacji było odpowiednim posunięciem. Była przekonana o tym, że Cross doskonale wie, co takiego sądziła na temat Blair. W dodatku nie sądziła, aby musiała raz jeszcze powtarzać, że sama nie chciała znajdować się na własnych urodzinach i dlatego nie wciągałaby w nie jeszcze River. Na pewno jednak dzięki niej były one o wiele bardziej znośne. Zwłaszcza, że zapewniła jej rozrywkę oraz ucieczkę z rodzinnego domu. Na pewno to doceniała. Tylko, że… Znowu obie patrzyły na wszystko skrajnie inaczej i chyba nie potrafiły tego zmienić.
— Nie powiedziałam wtedy, że będę twoją dziewczyną — odpowiedziała twardo, ale wciąż zachowywała względny spokój. Nawet, gdy chciała na nią warknąć i przegryźć tchawicę. — Bardziej chciałam z tego zrobić obietnicę tego, że cię nie odrzucę i nie zranię w celowy sposób.
Czy to miało jakiś sens? Dla niej miało w tamtym momencie. Ona tę deklarację rozpatrywała jedynie w kontekście tego, co między nimi wcześniej zaszło. W swojej głowie obiecywała jej to, że nigdy nie potraktuje jej w podobny sposób, co przy ich poprzednim spotkaniu. Nie myślała o potencjalnym związku.
Emocje eskalowały, ale przynajmniej rysowniczka chciała je uspokoić. Jej słowa brzmiały po części jak delikatny zarzut. Zupełnie jakby Ruelle celowo umniejszała ich związkowi i go sabotowała, a nawet nie wiedziała o jego istnieniu. Dlaczego tak to musiało z Cross wyglądać?
Ostatnie pytanie było jednak najgorsze. Otworzyła usta, aby już coś powiedzieć, ale wtedy rysowniczka kazała jej się zastanowić. Wypuściła głośno powietrze i ukryła na moment twarz w dłoniach, potrzebując chwili na to, aby odciąć się od tego wszystkiego i dokładnie namyślić. Wplotła palce w zmierzwione i posklejane potem włosy, odgarniając je z twarzy. Kompletnie jej się to nie podobało.
— Joder, River… — zaklęła, nie potrafiąc odnaleźć w pierwszej chwili odpowiednich słów, ale zaraz przygryzła dolną wargę i raz jeszcze obróciła wszystkie te myśli w swojej głowie. — Nie wiem.
To chyba było dużo gorsze niż odmowa. Nie umiała jej odpowiedzieć w żaden konkretny sposób, a to stwarzało największe ryzyko na polu emocjonalnym.
— Nie mam pojęcia, co to będzie oznaczało i jak to w ogóle ma wyglądać — przyznała szczerze, bo nie umiała sobie zwizualizować w żaden sposób tego faktu.
Nie miała żadnego pojęcia o związkach. Nie praktycznego. Znała jakąś tam teorię, obserwowała mimowolnie jakieś pary, bo te istniały zwyczajnie wokół niej. Te zwykle kojarzyły jej się z czymś długoterminowym i chęcią budowania wspólnej przyszłości: zamieszkanie razem, spędzanie wspólnie czasu, a potem może ślub i dzieci… Ona sama nie potrafiła sobie wyobrazić tego, co będzie z nią i River za kilka dni, a co dopiero tygodni, miesięcy czy lat. Nie widziała tego. Nie miała też pojęcia jak miałoby wyglądać jej życie jako dziewczyny.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała tylko głową, przyjmując jej wersję wydarzeń. Może faktycznie za dużo sobie wyobrażała? Kilka minut temu nie wpadłaby nawet na to, że te wszystkie wydarzenia dało się interpretować inaczej, ale... no najwyraźniej się dało. W jednej kwestii Ruelle miała racje – musiały się dogadać. Nie stworzą absolutnie żadnej relacji, a już na pewno nie związku, jeżeli nie będą stały po tej samej stronie barykady. Muszą znaleźć jakiś wspólny głos w tym całym zamieszaniu. Najłatwiej byłoby powiedzieć po prostu Prescott, że jest jebnięta na łeb, skoro tego wszystkiego nie rozumie, ale chyba nie w ten sposób tworzy się kompromisy. River wcale nie miała jakiegoś ogromnego doświadczenia w tworzeniu zdrowych relacji, więc fakt, że nagle to ona tutaj miała być tą rozsądniejszą i proponującą normalne rozwiązania, był frustrujący. Nie była do tego przyzwyczajona, a nie chciała rzucić czymś nieodpowiednim i na odczep się. Jej muza przecież na to nie zasługiwała. Nie chciała jej traktować jak swoich dotychczasowych związków, bo to było kompletnie coś innego.
Nie miała pojęcia, czy powinna się cieszyć czy smucić z faktu, że Latynoska też była taka sfrustrowana tą rozmową. Z jednej strony mniej więcej w ten sposób działały na nią wszystkie dyskusje o emocjach i poważnych sprawach. Z drugiej, może jednak nie przejmowałaby się, gdyby jej nie zależało? Dopiero co wyznała swojej artystce, że ją kocha i pewnie tego powinny się trzymać, zamiast szukać dziury w całym.
Bezwiednie zaczęła okręcać pierścionkiem na palcu, coraz bardziej się stresując. Miała ochotę po prostu wstać i wyjść, ale to na pewno byłoby najgorsze z możliwych rozwiązań. Po jaką cholerę prosiła ją, by się zastanowiła? Teraz musiała czekać na odpowiedź! Pojebana akcja. Ale grzecznie czekała, nie próbując jej popędzać.
Niestety to, co usłyszała, wcale nie podniosło jej na duchu. Wręcz przeciwnie. Wyraźnie posmutniała. Prescott znów nie była w stanie udzielić jej odpowiedzi na proste pytanie. Czy niewiedza była gorsza od jasnej decyzji? Może. Czy to wskazywało na to, że Rue nie traktowała jednak tego wszystkiego poważnie? Chyba nie chciała odpowiadać sobie na to pytanie.
— Przecież to wszystko można ustalić. Zresztą, jak mówiłam, wydawało mi się, że już mamy za sobą rozmowę na temat potencjalnych zasad. Zaakceptowałam twoją wersję bez kombinowania, a ty moją... — Znowu zawiesiła głos. Właściwie Ruelle nigdy się na nic nie zgodziła. Cross starała się narzucić jej jakiekolwiek ramy, ale tanatopraktorka wolała doszukiwać się w nich wad i dzielić włos na czworo zamiast po prostu się zgodzić albo przedstawić swoją wersję w ramach kompromisu.
— Musisz się na coś zdecydować — dodała poważnym tonem. Nie chciała, by dziewczyna uznała, że próbuje się z nią jakkolwiek droczyć. Wyraźnie nie traktowała tego jak żartu, ani tematu, na który można machnąć ręką i o nim zapomnieć.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ewidentnie River się zagalopowała i wyobrażała sobie zbyt wiele. Przynajmniej tak widziała sprawy Prescott, która w zupełnie inny sposób odczytywała to wszystko, co się między nimi wydarzyło. Nie był to pierwszy raz. Miały zwyczajnie tendencję do tego, aby jednak zupełnie inaczej odczytywać swoje intencje oraz przypisywały różne znaczenie poszczególnym słowom i gestom. To było już chyba zwyczajnie wpisane w ich relację.
Ciekawe było to, że trafiły na siebie dwie absolutnie najgorsze w kwestii związkowej osoby. Rysowniczka, która nie miała doświadczenia w budowaniu tych zdrowych związków oraz Ruelle, która nigdy nie stworzyła jakiegokolwiek. Naprawdę nie miały pojęcia, w jaki sposób powinny to wszystko rozegrać, ani jak się zabrać za tworzenie czegoś, co nie było oparte wyłącznie na przygodnym seksie.
Ta rozmowa wydawała się nadzwyczaj absurdalna właśnie ze względu na to, że jeszcze chwilę temu przeżywały swoją sielankę. Po raz pierwszy Prescott powiedziała jej, że ją kocha. Może i po hiszpańsku, może i nie czuła tego dokładnie w taki sam sposób, jak jej artystka, ale mimo wszystko był to dla niej ogromny krok. Miał być dodatkowo krokiem w dobrym kierunku, ale u nich chyba każdy kończył się jakimś dziwnym manewrem, który je ranił w jakiś paskudny sposób.
Po raz kolejny widziała jak Cross potrzebuje pilnie jakiegoś zajęcia dla rąk. Padło na pierścionek, który wciąż tkwił na jej palcu. To był chyba najlepszy dowód na to, że zaczynała się prawdziwie stresować toczącą się rozmową. Była to na pewno jakaś odmiana od czystej furii, którą musiały rozładować na sobie lub na tym, co tylko miały pod ręką.
Sama miała mętlik w głowie. Denerwowała się, a żołądek zaciskał jej się w supeł. Jak to możliwe, że z tak błogiego rozluźnienia przeszły w przeciągu kilku minut do takiego stanu? Ta dziewczyna zawsze potrafiła ją wykończyć. Rue naprawdę jej nie cierpiała, a jednak nie mogła zaprzeczyć temu, że chciała z nią być. Bo chciała. Przynajmniej po części. Nie wiedziała tylko w jakim wymiarze i na jakich warunkach.
— Powiedziałaś mi, że chcesz, żebym to ja ci dyktowała warunki i przyjmiesz każdy z nich — przypomniała jej, gdy tylko Cross odniosła się do tej rozmowy. — Tylko chyba nie na tym polegają związki. Jedna osoba nie może powiedzieć, że jest tak jak ja chcę albo wcale bez zważania na potrzeby i uczucia tej drugiej.
To wszystko powoli przytłaczało ją coraz bardziej. Czemu właściwie o tym rozmawiały? I dlaczego, do cholery, robiły to właśnie w taki sposób? Ruelle była po prostu zmęczona, ale wiedziała, że musi jej coś odpowiedzieć. Nawet jeśli cała spinała się w środku i miała ochotę zapaść się gdzieś pod ziemię, aby móc nareszcie zaznać spokoju, który pozwoliłby jej na ułożenie wszystkiego w głowie. Mogła jednak tylko przetrzeć obolałe oczy, które momentalnie zaszkliły się przez podrażnienie i uniosła spojrzenie na postać artystki.
— Dobrze mi z tobą i… kurwa… — zaklęła jeszcze raz do samej siebie, nie potrafiąc się dobyć na dokończenie tej myśli, bo nie bardzo wiedziała w jaki sposób to zrobić. — Chciałabym? Chyba… Ale nie wiem do końca jak i co by to dla mnie oznaczało.
Ta dziewczyna robiła jej mętlik w głowie. Niczego już nie była pewna, ale obiecała, że jej nie zostawi. Dodatkowo było jej naprawdę z nią dobrze, Nie było powodów, aby miała ją teraz odrzucać… Powinna to zrobić dawno temu, ale nie potrafiła. Teraz było już za późno na cokolwiek. Nie były w stanie się od siebie uwolnić. Ale może mogły, ale wmawiały sobie inaczej?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”