ODPOWIEDZ
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
Let your blood dry upon my fangs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

014.
Rozpiętość kampusu czuł na całym ciele. To, w jaki sposób powietrze przechodziło przez niego, uderzając rześką falą o ciasny splot katany i podkoszulka, gdy szedł przez dziedziniec. A także to, jak jego własne stopy, wciągnięte w buty sportowe, nabierały pędu z każdym kolejnym krokiem, długo nie dając się zatrzymać na żadnej przeszkodzie. Dopiero wejście do głębi budynku studenckiego i ostry zakręt w kierunku podziemi, gdzie zorganizowano Dom Strachów, wymusił na nim spowolnienie ruchów.
W środku korytarza czuć było doskonale woń wiszącej w powietrzu wilgoci i woluminów starych książek, wyłożonych na metalowych regałach pod ścianą, o których pewnie dawno zapomnieli pracownicy uniwersytetu. Ich pożółkłe strony i zmarniałe grzbiety niemal rozrywały się zużyte przez czas.
Pewnie stare podręczniki, przeszło mu przez myśl, gdy zerkał z ciekawością w ich kierunku, zgarniając do dłoni jeden z nich i szeleszcząc papierem przy wertowaniu kartek. Burzył tym panującą w tej części korytarza zmowę milczenia, ale zupełnie się tym nie przejął, podobnie jak tym, że był wcześniej w błędzie: nie książki, nie podręczniki, a prace studenckie.
Właśnie one leżały na regałach.
Całe stosy poukładane w brudnych tunelach ciemnych podziemi. Czyżby tyle warta była wiedza studencka? Zaśmiał się do siebie na tę myśl, ruszając śmiało przed siebie w całkiem niezłym humorze. W ciągu kolejnych paru minut dotarł więc w odpowiednie miejsce, oznaczone wielkim napisem “DOM STRACHÓW DLA WYRZUTKÓW”. Dopiero osoba, którą tam spotkał, zatrzęsła jego nastrojem.
Dziewczyna nazywała się Jasmine i sprawiała wrażenie równie pretensjonalnej, co jej imię. Spotkał się z nią tylko raz — w damskiej części akademika, gdzie spędzili przyjemną, ale dość głośną noc — i do dziś nie potrafił pozbyć się dwóch rzeczy w jej towarzystwie: wspomnienia jej charakterystycznego, zbyt teatralnego jęku oraz niej samej, bo gdy tylko spotykali się gdzieś przypadkiem, nie odpuszczała go na krok, wczepiona w jego ramię bez przerwy.
Choć lubił własne ciało, powoli zaczynał rozważać amputację wszystkich kończyn, byle tylko utrudnić jej nagabywanie go. Świat zdawał się jednak z niego nieco kpić, bo nie tylko studiowali na jednym kampusie, ale również okazało się, że na kilku wspólnych wykładach, dlatego też wolał nie robić sobie u niej wroga. Wyglądała na taką, co lubi się mścić.
— Wiesz Jasmine, nie mam czasu, umówiłem się tu z kolegą…
Ostatnia deska ratunku nadeszła do niego w postaci nieznanego mu studenta: był wysoki, przystojny i wyglądał na luzaka, do tego wydawał się nigdzie nie spieszyć.
(Idealny kandydat).
Jayce nie czuł skrępowania, gdy bezceremonialnie szarpnął nieznajomego za ramię, przyciągając go do swojego drugiego i niestety jedynego wolnego boku. Uśmiechnął się przy tym uprzejmie do “koleżanki”:
— Właśnie szliśmy do Domu Strachów, a wiem, jak nie znosisz wszystkich tych jump scare’ów, więc sama rozumiesz… — znalazł wymówkę na poczekaniu, korzystając z tego, że w zaskoczeniu kobieta rozluźniła uścisk.
— To cześć! — to mówiąc, wyrwał się jej, wciąż trzymając swojego “kolegę” za ramię i popychając go w kierunku dekoracji halloweenowych, będących progiem wejścia do Domu Strachów.

Dean Vanberg
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
27 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Halloween z pewnością nie było tym, na co Dean czekałby niemal cały rok z niecierpliwością. Jasne, fajnie było się przebrać, przy okazji lądując na jakiejś imprezie, na której mógł podziwiać wdzięki i kreatywność ponętnych niewiast i chłopców, których wyobraźnia nijak się nie ograniczała do przyzwoitych kostiumów, ale poza tymi aspektami było to dla niego święto, które utwierdzało go jedynie w przekonaniu, że posiadanie dzieciaków nie było na liście jego rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Krzyczało to niczym opętane i potrzebujące egzorcyzmów stworzenie, zapewne licząc, że podobnymi dźwiękami dostanie to, czego chciało.
Żeby życie faktycznie tak wyglądało…
W tym roku Vanberg miał spędzić ów noc na uniwersytecie, na którym umówił się z Benjaminem, żeby razem popatrzeć, co zostało zorganizowane w tym roku. Obaj nie mieli planów, a przynajmniej pozornie, bo szybko okazało się, że Thallman znalazł wymówkę w postaci jakiegoś człowieka, którego imienia nie chciał mu nawet zdradzić! Czy przyjaciel właśnie wystawił go dla tej blondwłosej kukły prawniczej?
Nie mając zamiaru wracać do domu (skoro już pofatygował się, żeby tu przyjść) uznał, że pokręci się trochę po Domy Strachów wiedząc, że i tak nie znajdzie w nim niczego, co zmusiłoby go do posikania się w gacie z przerażenia. A wiedział, że i takie wypadki zdarzały się to słabszym osobnikom.
Rozglądając się po podziemiach musiał przyznać, że klimatycznie dostosowano miejsce do wydarzenia. Punkt dla kogoś, kto odpowiadał za organizację. Oby tak samo dobrze poszło mu w środku, bo kto nie lubił sobie podskoczyć kilka razy, kiedy coś na niego wyskoczyło. A jeśli w tym wszystkim Dean miał służyć ramieniem jakiejś pięknej, bojaźliwej niewieście, która podziękowałaby mu w naturze na koniec spotkania, tak win win dla niego.
Szybko okazało się, że wyobrażenia o dziewczynie przesłoniła mu męska wersja, która dodatkowo bezceremonialnie pociągnęła go za ramię tak, jakby znali się od nie wiadomo jakiego czasu. Szybkie spojrzenie na twarz i Dean wiedział, że nigdy z człowiekiem nie miał do czynienia - zapamiętałby przystojną buźkę, pewnie znajdując przy tym sposób, żeby i resztę ciała zobaczyć bez ubrań.
-Nie mówiłeś, że na naszą straszną randkę weźmiesz kogoś jeszcze - skrzywił się teatralnie, zerkając na dziewczynę, której najwidoczniej nieznajomy koło siebie nie chciał. Miał szczęście, że Vanberg był osobą adaptującą się łatwo do sytuacji. Pozornie, bo za wszystkim kryła się chęć ugrania czegoś dla siebie. - Słuchaj cizia, ten pan dzisiaj jest zajęty, idź poszukać innego demona na ten wieczór - uśmiechnął się do niej, dając lekkiego pstryczka w nos. A kiedy zniknęła, obrócił się do swojego towarzysza.
-Doceniam kreatywność, bo w taki sposób chyba jeszcze nikt nigdy nie zdobył mojej uwagi - skomentował, lustrując go bezczelnie. Kolejne szczęście - wyglądał dobrze, bo z brzydkimi Dean nie miał zamiaru się zadawać. - Gdzie chcesz mnie porwać, co? Pamiętaj, wymagający jestem - dodał, by zaraz za pomocą lekkiego popchnięcia przekroczyć prób Domu Strachów. - Oczekujesz, że będą cię łapał za ręką czy inne części ciała, kiedy tylko coś na nas wyskoczy? Bo jak coś jestem otwarty na sugestie za co mogę - szepnął do niego, kiedy oczy sprawiła mu ciemność.

Jayce Byrne
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”